„Krakowska Książka Miesiąca” Małgorzata Lebda: Matecznik.

„Krakowska Książka Miesiąca”

Małgorzata LebdaMatecznik

Wyd.WBPiCAK, Poznań 2016

Prowadzenie: prof. Stanisław Stabro

Patronat medialny: Dziennik Polski, kwartalnik FRAGILE

 

 

wielkanocne święcenie pól: dzielenie.

idziemy z ojcem w pola w dłoniach trzymamy krzyżyki
z leszczyny i bibuły i święconą wodę (w plastikowych
butelkach po piwniczance) towarzyszą nam psy
tłuste ze lśniącą sierścią płoszą z brzeziny lisy

ojciec wbija krzyż w kamienistą ziemię przeklęty flisz mówi
a mi przychodzi na myśl że za kilka miesięcy w sierpniowym
upale będziemy tu kosić pszenicę (to tu ojciec po raz pierwszy
opowie nam o śmierci nałoży jej maskę lasu)

w dole biją dzwony kościoła
schodzimy z ostatniego pola
każda z nas próbuje zatrzymać
na sobie uwagę ojca

już przy domu w świetle wysokiego ogniska myślę
w jaki sposób dzielimy go między siebie: nierówno
niesprawiedliwie

Nakładem Wydawnictwa Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu – słynnej już, doskonałej serii Biblioteka Poezji Współczesnej, redagowanej przez Mariusza Grzebalskiego – ukazał się właśnie nowy zbiór Matecznik Małgorzaty Lebdy, poetki krakowskiej, urodzonej w 1985 roku. Zbiór świetny: wiersze Matecznika tworzą cały, intensywnie istniejący, osobny świat, zaludniony wyrazistymi postaciami, sugestywny, własny. Zbiór jest doskonale skomponowany, jest prawdziwą, pełna rzeczywistością, w której centrum znajduje się – realna i symboliczna jednocześnie – postać ojca. Zbiór poprzedza – z początku… dziwna, zastanawiająca, ale po lekturze zrozumiała, czytelna i piękna – dedykacja: ziemi. Dedykacja? ofiarowanie?, zawierzenie?

Z tego zbioru pochodzi ten znakomity wiersz, i trzeba tu od razu dodać, że takie – z konieczności – wyjęcie go z całości, którą współtworzy, pozbawienie tła i kontekstu całego Matecznika – pozbawia go wielu znaczeń, wartości, sensów, zaciemnia i zubaża jego wymowę… Ale – próbujmy.

Jak we wszystkich wierszach z Matecznika, tek i tu sytuacja jest, zdawać by się mogło, zwyczajna, najprostsza, konkretna. Ojciec z córkami w czasie Wielkanocy święci pola. Obraz ostentacyjnie wręcz „odpatetyczniony”, niemal pozbawiony swego sakralnego – i symbolicznego – wymiaru i znaczenia: święcona wodę leje się na pola, na ziemię z… plastikowych butelek po piwniczance… Ale jednocześnie, zauważmy, cały ten obraz i cały ten świat zbudowany jest z najbardziej elementarnych, pierwotnych motywów, szczegółów, konkretów – to są właśnie, w tym najgłębszym sensie, najpierwsze Elementy: ziemia, woda, ogień, ludzie, zwierzęta, natura, śmierć… Wszystko, co tworzy świat; wszystko niezbędne, potrzebne, mocno i pewnie istniejące. Obraz natury jest tu sensualny, substancjalny, chciałoby się rzec, oczywisty. Wszystko jest jednocześnie – i to wielka osobliwość poetyckiej wyobraźni i maestrii Poetki – poszczególne, „tutejsze” i uniwersalne, powszechne… W takiej poetyckiej – konkretnej, „przyziemnej”, realnej i elementarnej jednocześnie – scenerii „dzieje się” ta tajemnicza opowieść o dzieciństwie, o ojcu, o poznawaniu świata, życia, o inicjacjach, o pierwszych doznaniach obecności śmierci i czasu, o narodzinach, odradzaniu się i zamieraniu, o losie. Poetycką „narratorką” tej opowieści jest bohaterka wierszy Matecznika – z początku dziecko jeszcze. Dziecko, któremu otwiera oczy na świat ojciec. On także wielokrotnie mówi w tych wierszach. Trzeba tu przytoczyć następny po wielkanocnym święceniu utwór:

sprawy lasu: rozpoznanie

początkowo mówiłem do was
jak do zwierząt ale odkąd wasze pytania
stały się niewygodne przyglądałem
się wam uważniej

pomyślałem że tej z was która jako pierwsza
zapyta o sprawy lasu pokażę wszystko
dokładnie do samej krwi

Po tym głosie ojca – inaczej, pełniej brzmią pytania, jakie zadaje sobie i światu dziecięca bohaterka. Surowa – a odpowiada temu poetycka asceza języka i obrazowania – tajemnicza opowieść o ludzkiej przygodzie pośród tych właśnie krajobrazów, rzeczy, istot, zdarzeń. Widoczne stają się nieujawnione na powierzchni codziennych sytuacji i rytuałów więzi między bohaterami tego świata, niewypowiadane, skrywane emocje, niesprawiedliwe, nierówno dzielące, ale przecież tym mocniejsze, tym dobitniej decydujące o kształtach ludzkiego doświadczenia i losu. Warto spróbować odczytać te mroczną może, skupioną, najdalszą od łatwych sentymentalizmów, poważna (i drapieżną niekiedy – do samej krwi – w poetyckim obrazowaniu) opowieść o Mateczniku. Osobnym, jedynym, ale przecież na pewien sposób wspólnym nam wszystkim…

Bronisław Maj (recenzja ukazała się w czerwcowym numerze pisma „Charaktery”)

Małgorzata Lebda (ur. w 1985 roku w Nowym Sączu) – wyróżniona Stypendium Twórczym Miasta Krakowa (2006), Stypendium Grazelli (2006), Stypendium MKiDN (2012). Autorka tomów poetyckich „Otwarta na 77 stronie”( 2006), „Tropy” (2009), Granica lasu (2013) i Matecznik (2016). Jej wiersze tłumaczone były na języki: angielski, czeski, serbski, słoweński, rumuński. Fotografuje i pracuje naukowo (interesuje się relacjami pomiędzy literaturą i sztukami wizualnymi).