Stanisław S. Nicieja ZADWÓRZE – POLSKIE TERMOPILE

niciejaStanisław S. Nicieja: Zadwórze – Polskie Termopile

wydawcy:

Śródmiejski Ośrodek Kultury, Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, Kraków 2000.

 

Stanisław Sławomir Nicieja (ur. 4.10.1948 w Strzegomiu), historyk polski, działacz polityczny. Studia ukończył na Wydziale Filologiczno-Historycznym Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Związał się z macierzystą uczelnią po jej ukończeniu. W 1991 r. uzyskał tytuł profesorski. Po przekształceniu WSP w Uniwersytet Opolski (1994), do czego walnie się przyczynił, pełnił funkcję rektora w latach 1996-2002; ponownie został wybrany na tę funkcję w 2005 r. Zajmuje się dziejami najnowszymi i Kresami, ze szczególnym uwzględnieniem Lwowa. Opublikował ponad 400 prac naukowych, w tym 10 książek (m.in. Cmentarz Łyczakowski we Lwowie, Cmentarz Obrońców Lwowa, Panteon Orląt Lwowskich, Łyczaków, dzielnica za Styksem, Jałta z perspektywy półwiecza).

Wstęp

W listopadzie roku 2000 odwiedzałem z krakowską młodzieżą Cmentarz Orląt Lwowskich. Przewodnik, Polak mieszkający we Lwowie, zadał pytanie, wskazując na kilka skromnych, dzisiaj niczym nie wyróżniających się grobów:
– Czy wiecie coś o polskich Termopilach? Czy kiedykolwiek słyszeliście o Zadwórzu? – cisza jak makiem zasiał. -O bitwie, w której zginęło ponad trzystu młodych Polaków?… -jego głos pełen nadziei zawisł jednak w próżni.
Głucha cisza. Po chwili kilka osób, jakby wyrwanych z letargu, bez żenady powiedziało krótkie:

– Nie…

A przecież już od dziesięciu latpolskieszkoły mogą uczyć rzetelnie o współczesnych dziejach polskiego oręża. Przede wszystkim zaś o wojnie polsko-bolszewickiej, przemilczanej i celowo zapominanej w czasach „odwiecznej przyjaźni polsko-radzieckej” …

Pod Zadwórzem miał i Kraków swe zasługi, a to przez osobę dowódcy kapitana Bolesława Ząjączkowskiego, który poległ na polu chwały wraz ze swymi żołnierzami. Ten dzielny oficer, polski Leonidas, urodził się w 1881 roku w Krakowie w rodzinie o patriotycznych tradycjach. Wraz z rodzicami wyjechał do Lwowa. W listopadzie 1918 roku uczestniczył w słynnej Obronie Lwowa. I za tenże Lwów oddał życie pod Zadwórzem. Jego bohaterski czyn nie doczekał się jednak w Krakowie upamiętnienia. A szkoda, bo takich bohaterów winno się przede wszystkim czcić i pamięć o nich kultywować. Drugim z pochodzenia krakowianinem, bohaterem poległym pod Zadwórzem, był urodzony w 1865 roku podporucznik Jan Demeter. Nie od rzeczy będzie również wspomnieć, że ostatnim uroczystym przedsięwzięciem, jakim tuż przez wybuchem II wojny światowej zorganizowały Małopolskie Oddziały Armii Ochotniczej i Związek Zadwórzaków, był marsz z okazji 25. rocznicy wyruszenia na wojnę 15 sierpnia 1914 roku z Błon krakowskich Kadrówki Józefa Piłsudskiego. Z tej okazji przynieśli do Krakowa pamiątkowy pocisk armatni i dyplomy dla legionistów.

W roku 2000 minęło zaledwie, a może już 80 lat od dnia, w którym ponad trzystu młodych ludzi oddało Ojczyźnie w sierpniowy dzień najcenniejszy skarb, jaki dostało od Boga, życie.

To był rok 1920, kiedy bolszewicka butna armia parła na zachód pewna swego zwycięstwa. Polacy nie zdążyli się jeszcze ani nacieszyć wolnością, ani otrząsnąć po koszmarze I wojny światowej, gdy do miast i wiosek wlewała się, siejąc przerażenie i spustoszenie, kohorta bolszewickich zagończyków. Nie zabliźniły się jeszcze rany polskich rodzin, gdy nowa wojna zbierała ponownie obfite żniwo, kosząc niby łany dojrzałego zboża Polaków, żołnierzy i cywilów. Tym razem walczyli jednak w szeregach Wojska Polskiego o – zaledwie dwuletni – byt państwowy. Walczyli mężnie i ginęli dzielnie od kuł i szabli bolszewickich w Małopolsce, na Polesiu, Mazowszu i Mazurach. Już szykowano Polsce komunistyczny rząd pod przewodnictwem Marchlewskiego i Dzierżyńskiego – o ironio! – na plebani w Wyszkowie. Pisał o tym w swym opowiadaniu Stefan Żeromski. Chyba jest to jedyny tekst tego pisarza, jaki po II wojnie światowej dotarł do polskich czytelników w formie emigracyjnego wydawnictwa, a później podziemnego wydania krajowego. Do dziś pamiętam lekturę tego opowiadania, czy może reportażu, otwierającą mi oczy na najnowsze dzieje Polski. Komunistyczne mrzonki rozwiała skutecznie bitwa w obronie Warszawy, która do historii przeszła jako „cud nad Wisłą”.

Współcześni historycy chętnie dokonują analizy słynnej bitwy warszawskiej, która uratowała Polskę oraz Europę, od zalewu ideologii komunistycznej. Ale czy to zapominają, czy to nie dostrzegają innych – mniej lub bardziej ważnych – militarnych potyczek, które in gremio złożyły się na sukces Wojska Polskiego pod Warszawą. Jednym z tych elementów była bitwa pod Zadwórzem, która z jednej strony ocaliła Lwów przed opanowaniem go przez bolszewicką nawałnicę, z drugiej zaś, wraz z broniącym się Lwowem dość długo i skutecznie związała siły Armii Czerwonej, przyczyniając się do jej klęski pod Warszawą.

Co młodzież powojenna – mam na myśli swoje pokolenie, Polaków urodzonych po II wojnie światowej — wiedziała o polsko-bolszewickiej wojnie? Niewiele. Tyle, co przemycono w rodzinnej tradycji, jeśli dziadkowie przeżyli II wojnę światową i nie będąc zastraszeni, opowiadali o tym, jak „bili bolszewika”. A ze szkoły? Sięgnijcie do starych podręczników! Dawnych nauczycieli wstyd pytać, zostawiam ich w spokoju, w przekonaniu dobrze spełnionej misji…

Na zawsze zapamiętałem jednak spotkanie na temat odzyskania przez Polskę niepodległości w roku 1918 i roli, jaką miał odegrać w tym dziele W.I. Lenin po obaleniu monarchii w Rosji i abdykacji cara Mikołaja II w lutym 1917 roku – spotkanie, które odbyło się w początkach lat siedemdziesiątych w mej rodzinnej miejscowości ze znanym w tamtym regionie historykiem. Wówczas byłem już nieco świadom dziejów współczenych Polski, choć błądziłem z braku dostępu do jakiejkolwiek literatury (władze PRL także w mojej miejscowości dość skutecznie wyczyściły wszelkie biblioteki publiczne i szkolne z „burżuazyjnej” literatury, nie pominąwszy biblioteki konwentu 00. Kapucynów, wyrzucając zresztą w bestialski sposób książki przez okna wprost na podwórko). Spotkanie przebiegało rzeczowo i nawet interesująco. Do czasu… Zadałem bowiem nieopatrznie pytanie o rok 1920. Nie bardzo umiałem sobie połączyć dwa fakty: deklarację rządu rosyjskiego z 30 marca 1917 r. sygnowaną przez Lenina, przyznającą Polakom prawo do stworzenia niepodległego państwa, i późniejszą agresję armii bolszewickiej (1919-1920) na nieopierzoną jeszcze Rzeczpospolitą Polską. Nieopatrznie, bo – o święta młodzieńcza naiwności! — sam nie zdawałem sobie sprawy z tego, jakie moje, jak się okazało, prowokacyjne zachowanie podczas spotkania będzie miało następstwa. Historyk wykręcił się sprytnie z odpowiedzi, bo przecież mówił o 1918 roku. Pytanie było zatem nie na temat… Spotkanie natomiast w dziwnym pośpiechu zakończono. A za kilka dni mój ojciec musiał tłumaczyć się za mnie przed przedstawicielem „czerwonej inkwizycji”.

Minęło zatem zaledwie 80 lat, a my już nie pamiętamy o ofierze złożonej przez Polaków pod Zadwórzem. Nie pamiętamy, bo pamiętać nam nie dano i przez półwiecze skutecznie wypaczano historię naszej Ojczyzny. Wyjaławiano dzieje oręża polskiego. Szczęściem okazał się ten czas zbyt krótki, by obrócić w niepamięć także to, co stało się pod Zadwórzem. I w tym miejscu Kraków ma swą zasługę przez osobę świętej pamięci mgra Józefa Bobrowskiego, dzięki któremu możemy dzisiaj podziwiać niemal w całości odrestaurowany Cmentarz Orląt Lwowskich. Przyszedł zatem czas, by ponownie rozpocząć realizację zostawionego nam przed laty posłania dziennikarza-publicysty „Dziennika Polskiego” doby II Rzeczypospolitej. Napisał on wtedy: „Dopóki Polska będzie istniała, Zadwórze pozostanie w pamięci wszystkich Polaków”. Na szczęście nie wszystko zasypało i zawiało niepamięcią przez minione lata. Przeżyło w pamięci ludzkiej Zadwórze, które było i pozostanie symbolem męstwa i męczeństwa za –
jakże niedocenianą ostatnimi czasy – wolność Ojczyzny. Powtórzmy za nim po stokroć, że Zadwórze już na zawsze pozostanie w pamięci każdego Polaka. I choć dzisiaj to uświęcone polską krwią miejsce leży poza granicami naszego kraju, o cenie, jaką Polska zapłaciła wówczas, nie zapomnimy już nigdy!

 

W 80. rocznicę bitwy przypominamy tamte dramatyczne chwile piórem prof. Stanisława S. Niciei. Prezentowany tekst pochodzi z jego książki „Cmentarz Orląt Lwowskich”. Poszerzony jednak został o materiały, na które autor natrafił już po wydaniu swego dzieła.

Pragniemy w tym miejscu wyrazić podziękowania Autorowi za wyrażenie zgody na bezhonoraryjne udostępnienie tekstu, a także Gminie Kraków, bez której pomocy finansowej prezentowana książka nie miałaby szansy na ukazanie się.

Janusz M. Paluch

Stanisław S. Nicieja: “Zadwórze – Polskie Termopile”, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, Kraków 2000.