Krzysztof Konopa „Sierpień z deszczem (2006)

Okladka_konopaKrzysztof Konopa
ur. w 1953 w Zamościu. Jako poeta i satyryk zadebiutował w prasie lubelskiej w 1973 roku. Od 27 lat współpracuje z Tygodnikiem Zamojskim.
Jest laureatem kilkunastu krajowych konkursów poetyckich, m. in. 9 Warszawskiej Jesieni Poezji, X Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. E. Szymańskiego, IV Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „O dzban czarnoleskiego miodu”, XIX Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Haliny Poświatowskiej, IV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Józefa Łobodowskiego. Trzykrotny finalista i laureat Ogólnopolskiego Turnieju Łgarzy w Bogatyni.
Tomik poetycki Drugi brzeg nocy opublikował w roku 1996, rok później ukazała się książka satyryczna Obywatel Noe

 

konopa1
O książce pisali: Agnieszka Wyłupek-Zamojski Kwartalnik Kulturalny
starówka - noc

I
ze śniegu chmur gołębich poznasz
gdy zmierzchem
zmarszczą brew miękką lotu
że miasto senne

wieczór z szarości miską
nad starówką stanie
wieżycę ratuszową
zmyje krótkim deszczem
chwila
a cienie Ormian znowu zaczną kupczyć
ambrozjami pogodnej krótkiej letniej nocy

II
z ramion dzwonnicy
ulica spłynęła jak stuła
haftowana błękitami gwaru

w chrzcielnicy fosy
nagi stanął ratusz
hełm wieżycy schylił przed wiarą

III
do czerwonego popieliska murów
zbiegła się cała okolica

w czarce dzwonu
kipiał wrzątek dźwięku

w mufkę kopuły
ręce ukryła dzwonnica

na białe kolana schodów
świtem ratusz przyklęknął

IV
noc całą
do stodół rynku
siano śnieżycy wiózł
skrzypiąc mrozem
bez odpoczynku
podcieni drabiniasty wóz

V
jak ładowne towarami wozy
toczą się chmury nad miastem

ludzie nieba i rzeczy ciekawi

kramy deszczu rozstawia burza
lwowskiej bramy prędzej biegnie luzak
pod ormiańską materię błyskawic

VI
podcieni pas rycerski
bruku zmęczona zbroja
wszystko to po co

na rozstawnych koniach dzwonnicy
kolegiaty żałobny spiż
wieźli nocą

VII
zanim ptak się rozskrzydli
lotem dzień rozsupła
póki co
chociaż hałas ledwie drzemie w bruku
konnica starych domów
zamojskie podcienia
przystanęły znów w rynku
z jego dna chłód piją

VIII
choć szczerzą kły podcienia
całe w pianie gwaru
choć w oczodołach okien
jeszcze ślady krwi

na tureckim dywanie pręgierza
włosy schodów rozsypuje wieża
śpi

IX
noc gra na okarynach uśpionych podcieni
płyną naręcza woni leśmianowej łąki
niedługo świt o dzwony kolegiaty brzęknie
wieżyczek ratuszowych zaczerwieni pąki

przecież dzień nie wypłoszy czasu
bo on mieszka
we wnętrzu perły którą hetman złowił

noc gra na okarynach uśpionych podcieni
cichutko śpiewa miastu
że rodzi się nowe

X
cisza
jak śnięta ryba
błyszczała łuską bruku

dzwon kolegiaty siecią
dnem rynku płynął

o tratwę pręgierza z rzadka
pluskał cienia batog

tonąc
krwawiła światłem
podcieni okaryna