Barbara Krężołek – Paluchowa „W zwierciadle mojego czasu” (2001)

dacswia9Barbara Krężołek – Paluchowa

Poetka, malarka. Urodzona w Kobylance w Beskidzie Niskim. Pisze w polszczyźnie literackiej i w gwarze górali nadpopradzkich. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Po studiach zamieszkała na stałe w Piwnicznej Zdroju nad Popradem. Debiut poetycki w 1986r. w “Gazecie Krakowskiej”. Jako malarka miała kilka wystaw indywidualnych. Członkini ZPAP, ZLP i Klubu Literackiego “Sądecczyzna”. Jej wiersze ukazywały się m.in. w: Przekroju, Gazecie Krakowskiej, Dzienniku Polskim, Nowej Poezji, Halach i dziedzinach, Gościu Niedzielnym, Magdalence Literackiej, Gazecie Petersburskiej (polonijna), prasie regionalnej w całej Polsce oraz w licznych antologiach i almanachach. Laureatka kilku znaczących ogólnopolskich konkursów literackich. Redaktorka naczelna pisma “Znad Popradu”. W roku 2000 uhonorowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaczeniem Zasłużony Działacz Kultury oraz nominowana do tytułu “Sądeczanin Roku 2000”.

 

Dotychczas opublikowała: Wiersze {arkusz poetycki} Kraków 1991, Zielenią ku niebu {Wiersze} Nowy Sącz 1993, Dom bez okien {Wiersze} Piwniczna 1996, Rozmowa z wiatrem {Wiersze} Kraków 1999, Za co babcia kocha Kraków {Książka poetycka dla dzieci, wiersze i ilustracje}Kraków 2000, O Agatce Niejadce {Wiersze dla dzieci, ilustracje}Wadowice 2001, W zwierciadle mojego czasu {Wiersze}Kraków 2001.

 

W roku 2000 została Laureatką Nagrody Głównej IX Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego “Dać świadectwo” organizowanego przez Śródmiejski Ośrodek Kultury
w Krakowie.. Główną Nagrodą tego konkursu jest wydanie tomiku wierszy Laureata przez Organizatora. Przedstawiamy zatem kilka wierszy z tomiku “W zwierciadle mojego czasu” (Śródmiejski Ośrodek Kultury, wyd. Fall, Kraków 2001, ss. 88)

 

Zegar

W zwierciadle mojego czasu

zegar

odmierza płacz i radość trwania

sekundnikiem powiek

głosem wyskakującej z piersi

kukułki serca

 

Zima w Wołkowyi

Nad Wołkowyją

lasy na kość zmarznięte

skulone plecy połonin

wąskie gardło szosy w śnieżnej pętli

w karczmie na rozstaju

gdzie czasem zbłądzi pekaes

a sklepik

raz w tygodniu rozzłaca się

zapachem chleba

dzikoocy zarośnięci drwale

po zrywce

w siwym tytoniowym dymie

piwo za piwem

kufel w sękatej dłoni bardziej od księżyca sinej

śnią ciepło chudych ciał

swoich czarniawych kobiet

i drży sarnie serce karpackiej puszczy

gdy wilki pod gwiezdną okiścią nocy

zwołują się na łowy

zimą do Wołkowyi nie zagląda nikt

ani Pan Bóg

ani diabeł

ani człowiek

 

Bursztyn

często siadam pod drzewem zwierzeń

okaleczona piorunem sosna

wraca z wolna do życia

jak ja

zabliźnia ranę

pod tlenowym namiotem gałęzi

zbieram szyszki rozsypanych myśli

wtapiam je w bursztyn światła

 

Likier jesienny

przemierzając jesień

usiadłam w kawiarence u Schyłku Lata

poprosiłam o kieliszek gold wasser

barman wiatr wstrząsnął pękatą butelką

nieba

wirowanie przejrzyste

z białych dłoni brzóz

złote płatki liści

likier jesieni

słodycz smutnym oczom