Recenzja – Uciekinier

Jak „paniczyk z Krakowa” znalazł się w ekwadorskiej dżungli

Nie budzi wątpliwości, dla kogo została napisana nowa książka Tomasza Morawskiego, który oprócz przejmującej dedykacji, zaznacza, że „dla takich, co mają jechać”. Autor w pewnym momencie swojego życia stanął przed trudnym wyborem i gdyby nie jego usposobienie oraz determinacja, nie byłby tym kim jest. Warto jednak zastanowić się nad innym, bardziej złożonym, ale wcale nie trywialnym pytaniem: po co została napisana?

Przede wszystkim Uciekinier nie ma reporterskiego charakteru, który towarzyszył poprzedniej publikacji tego autora zatytułowanej Więźniowie. Morawski nie przedstawia tym razem współczesnych problemów egzotycznego Ekwadoru. Narrator w książce nie opisuje również wydarzeń, miejsc i ludzi z globtroterskim zacięciem, jakby na podróżnika przystało. To opowieść kogoś, kto pierwszy raz znajduje się w zupełnie nieznanym dla siebie miejscu, gdzie wszystko jest całkowicie odmienne. Najbliżej tej książce do autobiografii. Morawski przedstawia wyimek swojej historii, tłumaczący w jaki sposób „paniczyk z Krakowa” znalazł się w stolicy Ekwadoru, i to w czasach głębokiej komuny.

Jest to historia człowieka, który do wszystkiego doszedł sam, chociaż, jak to zwykle bywa, mając przy tym dużo szczęścia. Poznajemy go w czasach młodości i studenckiej zabawy, kiedy to Morawski otacza się szczególnym towarzystwem krakowskiej bohemy. Na kartach książki możemy odnaleźć artystów z Piwnicy pod Baranami z Piotrem Skrzyneckim na czele, balujących w mieszkaniu autora. Pozostałe tożsamości twórców słynnego kabaretu autor skrzętnie kamufluje, pozostawiając przyjemność domysłów i element zaskoczenia czytelnikom. Studia na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, ze względu na dobrą znajomość języka angielskiego oraz osobisty urok Morawskiego, zaowocują wieloma zagranicznymi przyjaźniami. W szczególności z pewnym Finem, który później nieoczekiwanie wyjeżdża do Quito. Przypadek sprawia, że mozolną pracę inżyniera naftowego przerywa znajomy z Finlandii, liczący na rewizytę Polaka. A dalej następują już tylko przygotowania do podróży życia, przy czym opisy walki z (nie tylko) peerelowską biurokracją oraz rejsu transatlantykiem do Ekwadoru są bezcenne.

Interesujące jest to, w jaki sposób narrator odnajduje się w nowym świecie. Dociera on do egzotycznych krajów, sam będąc osobliwością dla swoich zachodnich kompanów jako człowiek zza żelaznej kurtyny. Morawski świetnie oddaje abstrakcje komunizmu: „Nie usiłuję im tłumaczyć polskich przepisów. Wyjaśniać, ile jest kursów dolara, że są sklepy, w których kupuje się jedynie za obcą walutę, w której nikt nie zarabia i na dodatek nie wolno jej mieć”. Jego samego w podobnym stopniu zadziwia dżungla, co sklepy pełne produktów.

Osobisty charakter Uciekiniera stawia książkę w jeszcze innym świetle. Autor podziela w niej uczucia, które towarzyszą życiu na obczyźnie. Głównie to olbrzymia samotność — podwójna, bo nie dość, że przebywa się za oceanem, to jeszcze doskwiera wyobcowanie względem europejskich przyjaciół spoza bloku wschodniego; a na dodatek tęsknota za matką, rodziną, Polską. Co jakiś czas powracają wyrzuty sumienia, czy decyzja o przedłużeniu pobytu była słuszna, i strach, co władza ludowa zrobi w tej sprawie jemu oraz jego bliskim. W pewnym momencie, gdy paszport straci ważność, narrator stanie przed sytuacją bez wyjścia i znów pojawią się wątpliwości. Tym większe, gdy do Morawskiego docierają szczątkowe wiadomości o sytuacji w Polsce. Kontrastowo opisy wycieczek na tle rajskich krajobrazów zestawiane są z wybuchającymi strajkami, początkami Solidarności i KOR-u. Autor zagrał w otwarte karty, wystawiając się na głosy oburzonych patriotów, dla których świętym obowiązkiem byłby powrót do kraju, nie bacząc na warunki i konsekwencje. Zwróćmy uwagę, co Morawski mówi między wierszami, gdyż zadaje podstawowe pytanie: Co wy zrobilibyście na moim miejscu?

Jednakże należy zaznaczyć, że obecny Konsul Honorowy RP w Ekwadorze sam zapracował sobie na swoją pozycję. Ciężką i często upokarzającą pracą mógł poprawić swój los. Nauczył się języków oraz poznał dżunglę i Indian, by oswoić egzotyczne ziemie. Nie osiadł w wynajmowanym mieszkaniu, lecz często podróżował, poznając nowe, zachwycające miejsca i nietypowych ludzi, dzięki czemu ma teraz o czym opowiadać. Uciekinier napisany jest językiem zwięzłym, lakonicznym, często także ironicznym. Sprawozdawczy charakter i brak literackich ozdobników pozostawiają czytelnika z samą treścią życia i rzucają go w wir nieoczekiwanych wydarzeń.

Michał Bryda

 

 

 

Tomasz Morawski

UCIEKINIER,

Stowarzyszenie Fragile,

Kraków 2013

 

ISBN: 978- 83 – 938574 – 0 – 1

Format:  168 x 235 mm

Okładka:  oprawa twarda

Stron:  322

Data wydania: grudzień 2013

 

Cena detaliczna: 40.00 zł.