Maja Novak – Karfanaum, czyli as killed

(fragment powieści)

przekład: Wojciech Domachowski

(…) Kamienna pustynia: długo można by o niej opowiadać. Możecie mówić o Saharze, pustyni Gobi, Atakami albo Kalahari, ale Vlasta powiedziała kiedyś: „Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda pustynia ludzkiego serca, musisz przyjechać do Karfanaum”.

Ciągnie się kilometrami, aż po pusty horyzont. Pokryta jest kruchym kamieniem, czarnym jak pieprz. Jest tak czarna, że wydaje się granatowa. Kamienie mają różną wielkość i kształt. Jest ich takie mnóstwo, że zachodzą na siebie jak dachówki. Mają ostre krawędzie i jeśli stanie się na nie boso, można zranić stopę.

Nie zobaczysz tam pielgrzyma, konia, wojska, ani karawany. Nawet dla Camel Trophy jest za daleko. Kamienie przypominają naostrzone skorupy roztrzaskanej wazy.

Przez pustynię prowadzi droga. Na wschód. Wokół biegnie dużo mniejszych dróg, czasem bezpieczniej jest jechać właśnie nimi, bo na głównej jest pełno dziur i jadąc nią ciągle się podskakuje. Arabom nie przyjdzie do głowy, żeby wyrównać półmetrowy pagórek, który przecina droga. Zostanie, jaki był, jakim go Allach stworzył. Arabowie, kurwa…

Niebo ponad drogą stanowi bardziej interesujący element krajobrazu. Zajmuje większą część pola widzenia i wiosną gromadzą się na nim monumentalne cumulusy o złotych krawędziach. Na pustyni naprawdę widać, że niebo się zaokrągla. Jak miska. Nocą Wielki Wóz unosi się nad horyzontem, ogromny jak miasto. Gwiazdy są wielkie jak dłoń i zdaje się, że płoną. Tam, gdzie przy drodze tli się światełko cywilizacji, ludzie budują z kamieni ogrodzenia, które nie wiadomo, co właściwie ogradzają lub czyje mienie chronią. One też są czarne, kamienie nie przylegają ściśle do siebie, dlatego ogrodzenia przypominają szczerbate uzębienie albo zmurszałą czarną koronkę. Im dalej na wschód, tym bardziej przypominają koronkę. Przypadkowo rozsiane, w końcu zupełnie znikają i wszystko, co pozostaje, to tylko kamień. Kamień, którego nie zrodziła ta ziemia, bo kilka centymetrów pod czarną powierzchnią ziemia jest pomarańczowa. Pylista i miękka. Mogłyby się w niej kąpać wróble, a psy, zadowolone, przewracałyby się z boku na bok. To ten sam piasek, który biblijne trąby powietrzne gnały przez pustynię, ognisty słup, który prowadził Mojżesza.

A więc piasek jest pomarańczowy, a kamienie czarne. Bazalt. Na tej ziemi jest tak samo obcy, jak my – słoweńscy budowlańcy. Skąd się tu wziął? Ma báref, nie wiem. Niektórzy twierdzą, że jest to zastygła lawa pochodząca sprzed tysięcy lat, z erupcji podwodnego wulkanu. A więc kiedyś musiało tu być morze. Możliwe, nie mam pojęcia. Ale jedno wiem na pewno: jeśli chcecie się dowiedzieć, jak wygląda pustynia ludzkiego serca, to bazaltowa pustynia we wschodniej Jordanii jest miejscem dla was. (…)

 

Maja Novak (ur. 1960) – słoweńska pisarka, tłumaczka i publicystka, absolwentka wydziału prawa w Lublanie (1986). Autorka pięciu powieści: Izza kongresa ali Umor v teritorialnih vodah (Spoza kongresu, czyli morderstwo w wodach terytorialnych, 1993), Zarka (1994), Cimre (Współlokatorki, 1995, 2003), Karfanum ali as killed (Karfanaum, czyli as killed, 1998, 2000, 2004) i Mačja kuga (Kocia plaga, 2000); zbioru krótkich form prozatorskich Zverjad (Zwierzyna, 1998) oraz czterech książek dla dzieci i młodzieży: powieści Kufajn, Kufina in kamela Bombla ali Pravljica za Saro (Jaksuper, Jakfajna i wielbłąd Bąbel, czyli bajka dla Sary, 1995) i Vile za vsakdanjo rabo (Duszki dla codziennego użycia, 1998), zbiór krótkiej prozy Male živali iz velikih mest (Małe zwierzęta z dużych miast, 1999) oraz tomik wierszy dla dzieci Ura zoologije (Lekcja zoologii, 2003).  Nominowana do wielu prestiżowych nagród literackich (Kresnik, Večernica), w roku 1997. otrzymała nagrodę Fundacji im. F. Prešerna. Ponadto pisze teksty publicystyczne dla magazynu Global oraz felietony dla pisma Mladina. W Polsce w roku 2013 ukaże się powieść Karfanaum, czyli as killed, w tłumaczeniu Wojciecha Domachowskiego.