Krzysztof Miklaszewski – Początek scenicznej kariery

Dopiero teraz – po  p ó ł w i e c z u , jakie dwa lata temu upłynęło od przedwczesnej śmierci Andrzeja Bobkowskiego ( zm. 26 VI 1961 r.), a  w obliczu  s t u l e c i a   jego urodzin, których to rocznica przypada w tym roku  pod koniec października (ur. 27 X 1913 r. ) – historycy literatury przestali już utyskiwać, że „Bobkowski to autor   j e d n e j  k s i ą ż k i”. Więcej: od kiedy rynek księgarski wzbogacać zaczęły nieznane dotąd nikomu utwory pisarza, bardzo prawdziwym komentarzem staje się okrzyk niekłamanej radości eksperta, że „B o b k o w s k i   r o ś n i e !”

To rozpoznanie dra Macieja Nowaka – wnikliwego uniwersyteckiego badacza twórczości autora „Szkiców piórkiem”, kuratora jego jubileuszowej wystawy w warszawskim Muzeum Literatury, zdające się wróżyć recepcyjny przełom w odbiorze prozy Bobkowskiego, przygotowała jednak dobrze czytelnicza recepcja jego twórczości w Polsce. Dość powiedzieć, że zadziwia każdorazowa reakcja polskich czytelników, który mniej czy bardziej przypadkowo, trafili na „Szkice piórkiem”. Już od dawna reagują oni bowiem… jednakowo. To znaczy traktują prozę Bobkowskiego jako „absolutne odkrycie”, co zapowiadał jeszcze w roku 1983 – w posłowiu do pierwszego wydania krajowego „Szkiców” – Roman Zimand .

Zimand, jeden z najbardziej nonkomformistycznych i przenikliwych badaczy warszawskiego Instytutu Badań Literackich, profetycznie taki odbiór Bobkowskiego dokładnie przewidział, idąc wtedy zresztą pod prąd obiegowych opinii „drugiego obiegu”, bardzo ostrożnie upowszechniającego twórczość tego „Kosmopolaka” (autodefinicja postawy życiowej Bobkowskiego), który jeszcze bardziej ostro i bezwzględnie niż znienawidzony przez Wszechpolaków Gombrowicz, pokpiwał sobie ze stereotypów myślenia tzw. prawdziwego Polaka.

„26 maja 1940 r.” – przypomniał Zimand, dorzucając od razu do swojej przepowiedni szczyptę ironii na temat wojennego genius loci stolicy Francji – „w dobrym – jak dla kogo – mieście Paryżu, pewien 26-letni ekonomista zaczął prowadzić dziennik. Zakończył to swoje pisanie 25 sierpnia 1944 r. Później, znalazłszy się na drugiej półkuli, wracał czasami do diaruszowania, ale tak – od przypadku do przypadku. Zapisy z owych czterech lat i trzech miesięcy wojny, wydane zostały w 1957 r. przez Instytut Literacki pod tytułem „Szkice piórkiem”. „Francja 1940 – 1944”, to jedna z najwybitniejszych pozycji XX-wiecznej polskiej diarystyki , c a ł e   z a ś   f r a g m e n t y     d z i e n n i k a    t o   p o  p r o s t u   …  z n a k o- m i t a   p r o z  a .

Ażeby uświadomić sobie a r t y z m tego niesłusznie niespopularyzowanego dotąd d z i e ł a  warto zdać sobie sprawę z jego  z a w a r t o ś c i , bo to ona  zadecydowała kiedyś, tuż po wojnie, a ,    niestety decyduje i dzisiaj, o braku entuzjazmu  w jego upowszechnianiu. Powtórzyć przyjdzie raz jeszcze  za Zimandem, „iż  tematycznie rozbić można  dziennik Bobkowskiego na następujące  w  a  r  s  t w y  , de facto oczywiście  p r  z  e m i e s z a n e, nie rozgraniczone, wzajem się  p r  z e n i  k a j ą c e :

–         diariusz, czyli życie codzienne Paryża i prowincji francuskiej w okresie klęski 1940 r.
i w latach okupacji;
–         dziennik lektur, a także spektakli, filmów, wystaw;
–     prognozy i notatki polityczne oraz militarne ;

–  refleksje na temat kultury europejskiej z wydzielonymi wyraźnie partiami francuską, niemiecką, polską i rosyjską” .

Tematycznie rzeczywiście m o ż n a tak dziennik Bobkowskiego „rozbić”, by zdać sobie sprawę z jego zawartości, a tę można – zresztą – porządkować rozmaicie, by spoglądać
z naszej perspektywy na te codzienne zapisy Bobkowskiego czterech lat czterdziestych XX wieku jeszcze inaczej. Krzysztof Dybciak np. zaproponował uporządkowanie elementów tego diaruszowego zapisu w trzy grupy ze względu na charakter formy ich literackiego zapisu.  Wtedy to w pełni uświadomimy sobie, iż potoczysty tok dziennikowejnarracji Bobkowskiego budują obok bardzo wyrazistych ”obrazków reportażowych” i bardzo pouczających „mikroesejów” porywające lekkością pióra i ekspresją wywodu – tak istotne dla każdego dziennika – „drobne spostrzeżenia i pomyślenia”. Można też na podstawie „Szkiców” – skatalogować elementy  t r a f n y c h     historycznych    o c  e n    r z e c z y w i s t o ś c i
z  wojenną kolaboracją Francuzów i  zbrodniczym charakterem Niemców   i  równie  t r a f n y c h    w r ó ż b    h i s t  o r y c z n y c h  z przepowiednią półwiekowej  d o m i n a c j i  Rosji sowieckiej.

Żadne jednak z tych uporządkowań nie przybliży nam – a wiedzą to dobrze wnikliwi czytelnicy „Szkiców piórkiem” – i s t o t y   tego prozatorskiego ś w i a d e  c t w a. Jest nim bowiem  z a p i s  ży c i o w e j   p o s t a w y  pisarza , zapis wewnętrznej motywacji, która nakazała  mu jako rzeczywiście  jako  p r  a w d z i w e m u    E u  r o p e j c z y k o w i
–  nie tylko E u r o p ę   z a k o n t e s t o w a ć , ale świadomie   t e n   S t a r y  (naprawdę dla Bobkowskiego  „ stary” i „zmurszały”)  K o n t y n e n t  o p u ś c i ć . I to opuścić
n a  t y c h m i a s t     i     r a z    n a    z a w s z e .

B u n t Bobkowskiego nie był buntem na pokaz. Nie była to też kontestacja ustrojowa czy negacja czysto ideologiczna. Andrzej Bobkowski, nazwany przez samego siebie „c h u l i g a n e m     w o l n o ś c i”   (dzisiaj to określenie bardzo nietrafnie wywołuje inne skojarzenia ) był tak naprawdę prekursorsorem  i  brytyjskich y o u n g   a n g r y   m e n , i amerykańskich  b e a t n i k ó w , dwóch twórczych formacji powojennych, dla których
ż y c i e    t o ż s a m e   było   z    p o s t a w ą   t w ó r c z ą . Pierwszy zresztą  Gombrowicz,  dlatego przed nim pochylił głowę, bo na taką   z g o d n o ś ć   ż y c i a   i  t w ó r  c z o ś c i   jego samego stać nie  było.

Jednym  słowem ;   w  a l k a  Bobkowskiego   o    t  ę    – u n i k a t o w ą  dosyć  –   z g o d n o ś ć   ż y c i  a   i   t  w ó r c z o ś c i  ,  to był tak naprawdę kierujący w y b o r a m i
ż y c i o w y m i   –  budulec  Jego bardzo  d  r  a m a t y c z n e g o     l o s u. Zupełnie jak w klasycznej tragedii, gdzie realizacja ideałów możliwa bywa tylko dzięki bezgranicznemu poświęceniu, a każdy wybór wymaga ofiary. Pewnie dlatego otwierające swoją twórczość „Szkice piórkiem” przesycił takim  d r a m a t y c z n y m   n a p i ę c i e m  nieustannych wyborów postawy w przywoływanym kalejdoskopie wydarzeń .  Dlatego też  n a t ę ż e n i e   życiowych a k c j i  ma  tu, nie tylko odtworzyć wiernie zdarzenie (jak w reportażu dziennikarskim), ale od razu  wykreować  je na poruszające oglądającego je egzemplum postępowania (jak w dramacie klasycznym) skomentowane na dodatek  przez pierwszego
z widzów,  jakim jest opowiadający. Przesycając zatem  swoją tylko z pozoru epicką  opowieść elementami czysto dramatycznymi Bobkowski nie tylko potęguje wymowę przywoływanych wypadków, ale nawiązuje od razu dialog z czytelnikiem, którego wciąga w akcję jako obserwatora danego zdarzenia. Tym sposobem epicki monolog narratora ujawnia swoją drugie dialogowe oblicze, skierowane wprost do czytającego, z którym opowiadający chce się podzielić nie tylko opowieścią o jakimś zdarzeniu, ale – przede wszystkim – jego wymową ponad-życiową. Atrakcyjność prezentacji zdarzenia ma słuzyć jednemu jedynemu celowi: pozyskania czytelnika i jako widza, i jako sojusznika w interpretacji przywołanego faktu. Ta walka o rozumiejącego i czującego odbiorcę nie ma być nachalna: dlatego też Bobkowski  nie kryjąc  swoich sympatii i antypatii  , chętnie dopuszcza inne punkty widzenia i skrajnie nawet przeciwne oceny, czym czytającego zachęca tylko do większej aktywności  współdziałania ze sobą – autorem. Tym sposobem czytelnik – niepostrzeżenie – staje się powiernikiem pisarza. Powiernikiem jego tajemnicy, a więc nie tylko świadkiem, ale i współuczestnikiem rozwiązań, by wkrótce zostać – jak w teatrze – współudziałowcem ocen.

Odkrywając w „Szkicach piórkiem” potężny arsenał teatralnej broni, w jaką wyposażył swoją diarystyczną prozę Andrzej Bobkowski, dzisiaj bez wahania proponuję ich sceniczną wersję, wierząc, iż sposobem bezpośredniego przekazu dotrze ona do odbiorców, odkrywając jeszcze jedno atrakcyjne oblicze zapoznanego twórcy.

NA SCENIE ŚRÓDMIEJSKIEGO OŚRODKA KULTURY:
Premiera: 25 października 2013, godz. 20:30 (piątek)
Spektakle: 24 X, godz. 20:30 oraz 26 i 29 X 2013, godz. 19:00