Kraków rośnie w siłę

Wydawać się może, że Kraków nie należy do miast szczególnie zasłużonych na rockowej mapie. Fani  wiedzą przecież, że największa muzyczna impreza w Europie, czyli Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka odbywa się w Kostrzynie nad Odrą (w tym roku 400 tys. osób).  Podobnie, wielki Opener Festiwal odbywa się w Gdyni, a legendarny Festiwal w Jarocinie wrócił do łask , że w Katowicach zwiększa popularność Off Festiwal, a największe gwiazdy rocka swoje polskie miejsca znalazły na Narodowym w Warszawie, tudzież na dużych halach zbudowanych w Łodzi, Gdańsku, czy Poznaniu.

Potwierdzam, dzieją się tam imprezy znaczące. Ale też z satysfakcją zauważam, że Kraków coraz atrakcyjniej i skuteczniej pozbywa się w tym względzie kompleksów. Chce się ścigać z wymienionymi wyżej liderami rynku. Tegoroczne  wakacje dostarczyły wystarczających na to dowodów, a najlepszym z nich, rekordowa frekwencja na sierpniowym Coke Live Music Festiwal. W ośmioletniej historii tej imprezy nie zdarzyło się jeszcze, by na dawnym lotnisku w Czyżynach bawiło się przez 2 dni ponad 40 tysięcy osób. Co ważne – w tym akurat przypadku, nie chodziło tylko o znaczącą frekwencję. Bo ilość sprzedanych biletów ma znaczenie dla promocji miasta i organizatorów. Nie ona jest jednak najważniejsza dla widzów, którzy pod Wawel w wakacje tak ochoczo  przyjechali, podczas gdy konkurencyjne imprezy równie atrakcyjne, a w młodym portfelu – najczęściej pustki. A jednak przyjechali, bo dla nich najważniejsza jest dobra muzyka, wykonawcy i rewelacyjna atmosfera. W tym roku, organizatorzy Coke potwierdzili swoje intencje, że ich zamiarem jest pokazywanie i promowanie muzyki i muzyków  naprawdę wartościowych, czyli nie tych, którzy rażą pospolitą tandetą nasze uszy w rozgłośniach komercyjnych i TV POLO,  (telewizji robiącej kasę na powrocie muzycznego „badziewia” spod znaku disco – polo).

Dzięki takiemu potraktowaniu idei Coke Live mogliśmy obejrzeć w Czyżynach koncerty naprawdę wyjątkowe. Ten największy i najlepszy dała rudowłosa Angielka Florence Welch ze swoją kapelą The Machine. Chwaliłem ją przed miesiącami jako zjawisko w kobiecej wokalistyce wyjątkowe, porównywalne tylko z Kate Bush i Bjórk. Potwierdziła wszystkie walory swojej oryginalności. Tym dla mnie przyjemniej, że ograniczyła ilość repertuaru „smęcącego” (tego nie lubię), na rzecz kompozycji dynamicznych ( te lubię). Okazało się, że piosenki tak mało komercyjnej Florence, były świetne znane publiczność i wspólnie, chóralnie odśpiewane. Zachwycona była zarówno Florence, jak i publiczność – mogąca posłuchać wokalistki „na żywo”.

W Czyżynach nie brakowało innych muzycznych atrakcji. Przyjechali z nowym repertuarem Szkoci z Franz Ferdinand, udanie reprezentujący dynamiczny pop. Festiwal zaszczyciło inne odkrycie ze Szkocji – grupa Biffy Clyro, łącząca metalowy dynamizm z popową przebojowością. W tym tyglu muzycznej różnorodności nie zabrakło raperów z Wu Tang Clanu. Choć zaczęli dopiero o godzinie pierwszej w nocy, fani wytrwali, wrzeszcząc w kierunku sceny „Róbcie hałas”. Z Polaków najlepiej wypadła energetyczna Monika Brodka i zyskujący na sławie melancholijny David Podsiadło.

Nadzwyczaj udany Coke Live Music Festiwal to świetny prognostyk dla krakowskich aspiracji. Sprawnie przebiega budowa olbrzymiej Hali w Czyżynach, podobnie jak budowa Centrum Kongresowego przy Rondzie Grunwaldzkim. Oj, będzie miało muzycznie gdzie się dziać, w co głęboko wierzę.

Dariusz Łanocha