Dariusz Łanocha – Zappa to jest Sacrum

Nie wystarczył miesiąc, by potwierdziły się moje przepowiednie z poprzedniego felietonu o tym, że Kraków muzycznie rośnie w siłę. I choć dla innych wydaje się być miastem wciąż wiernym tradycji, to przecież każdą tradycję można zmienić. Tak też się stało i w tym roku dzięki Festiwalowi Sacrum Profanum. Jakiś czas temu pisałem o tym przedsięwzięciu, jako o naprawdę skutecznym pomyśle, który ma celu przybliżenie muzyki klasycznej muzyce rockowej. W konsekwencji tego nietuzinkowego połączenia gatunków, powstaje mieszanina orkiestrowego patosu z piękną melodią. Dzięki niej możemy postawić na scenie obok siebie Sebastiana Bacha i sir Paula Mc. Cartneya. Pierwszy, miałby w moich marzeniach, stać na straży muzycznej tradycji, drugi byłby zapowiedzią jej pięknej odmiany.

Niestety, takie oryginalne zestawienie Wielkich Twórców, może okazać się nieosiągalną wizją. Na szczęście od prawie dekady jesteśmy świadkami urzeczywistniania jej na Festiwalu „Sacrum Profanum”, współfinansowanym i organizowanym przez Gminę Kraków. Pierwotny pomysł tego przedsięwzięcia opierał się na zestawieniu muzyki poważnej z XIX i XX wieku. Jednak, ku radości wszystkich, weszliśmy w tym czasie w XXI wiek, i okazało się, że wszelkim kanonom, dotychczas obowiązującym, można muzycznie się sprzeciwić. I lepiej, i atrakcyjniej! Dla starszych, i dla młodych. Doskonałym przykładem takiej muzycznej mozaiki gatunków był choćby wspólny występ Krzysztofa Pendereckiego z liderem Radiohead, Jonny Greenwoodem. Dzięki widowisku, które miało miejsce w 2011 roku, w hali Ocynowni ArcelorMittaj Poland, obaj muzycy zaprzyjaźnili się na tyle, by wspólnie pojawić się na największej rockowej scenie Europy, czyli u Jurka Owsiaka.

Piszę o tej historii, by młodszym fanom ujawnić, że niekwestionowanym bohaterem tegorocznego „Sacrum Profanum” był Frank Zappa. Nieżyjący od 20 lat muzyk jest jednym z najwybitniejszych herosów rocka. Podejrzewam, że nie znają Go artyści zespołu „Weekend” ani Doda. Wiem natomiast, że muzycy Led Zeppelin, The Beatles, Deep Purple i U-2 składają mu hołdy absolutne. Jest tak, gdyż Frank Zappa, jako jeden z pierwszych pojął, że atrakcyjność muzyki nie musi być usztywniona wymaganiami wielkich koncernów płytowych. Zappa tworzył i sprzedawał swoją muzykę, w której był i rock, i blues, i folk, i muzyka poważna, i jazz, a nawet wczesny rap. Dzięki temu w jego twórczości każdy może usłyszeć coś dla siebie. Fantastycznie więc się stało, że młodzi organizatorzy tegorocznego „Sacrum Profanum” zdecydowali się upamiętnić właśnie jego postać. Dzięki temu wyborowi, swój kunszt udowodnili także muzycy orkiestry Ensenble Modern, którzy „na warsztat” wzięli najpopularniejsze utwory artysty. Pokazali tym samym idee, przyświecające Zappie na przestrzeni lat – oryginalność, szczerość, jak również chęć połączenia ze sobą wszelkich gatunków muzyki. Myślę, że efekt tego zabiegu zachwycił niejednego słuchacza.

O krakowski festiwal pytałem wielu znajomych zajmujących się muzyką na co dzień. Wszyscy reagowali podobnie – wiedzieli, że był u nas w Hali Ocynowni „Kraftwerk”, wiedzieli także, że grał tu skandynawski Sigur Ross, że grało tu wiele innych legend jazzu, bluesa, rocka, a nawet tak dalekiej mi muzyki poważnej. Wiedzieli, że w Krakowie muzycznie dobrze się dzieje. I tak trzymać!

 

Dariusz Łanocha