Dariusz Łanocha – Z muzycznej półki

Są inne kobiety

A to było tak. Marzec – miesiąc kobiet. Więc szukam w sieci czegoś zjawiskowego, fajnego, muzycznie odkrywczego. Tymczasem na pierwszym miejscu, na jednym z portali, swoją muzykę (ha.ha.ha!) proponuje mi jakaś Rihanna. Bardzo chciałem posłuchać tej Rihanny, by przemyśleć, co też ona, oprócz niekwestionowalnych zalet cielesności, ma mnie staremu muzycznemu fajtłapie, do zaproponowania? Otóż Rihanna nie ma nic do zaproponowania! Ktoś tę Rihannę, dzięki jej cielesnym atrybutom, wpuścił do studia, poświęcił jej czas, wypłacił kasę. Wypromował jej twórczość, lansując ją jako przebojową i znaczącą. Niestety ten ktoś, nie zdawał sobie sprawy z tego, że te piosneczki przetrwają na listach przebojów kilka tygodni. I po tym czasie świat o nich zapomni. Na zawsze! I na szczęście!

Smuci mnie fakt, że 90 proc. obecnego muzycznego światka w takich realiach działa. Nie liczy się jakość, treść, muzyczna wartość. Liczy się byle co. Szczęśliwie, świat muzyki ostatnich lat, ujawnił nam kilka mądrzejszych muzycznie kobiet. Nie będę pisał o Janis Joplin, napiszę o Kate Bush i Bjórk. Obie Panie zasługują na najwyższy szacunek za to, co dla muzyki zrobiły. Kariera Kate Bush zaczęła się w 1978 roku od przeboju “Withering highs”. Ładne to było, niemniej jednak mogło utonąć w powodzi podobnych przeboików. Okazało się jednak, że piękna Kate znacznie poważniej myśli o muzyce. Zachęciła do współpracy samego Davida Gilmoura z Pink Floyd i zaczęła nagrywać absolutnie unikatową muzykę. Oryginalną, mniej przebojową, za to urzekającą paletą dźwięków, muzycznych pomysłów. Bush stała się ikoną naprawdę poważnej muzyki rockowej, stała się kobiecym odzwierciedleniem tego, co w tym samym czasie robił Peter Gabriel, ongiś w Genesis. Para ta nabrała dla siebie wzajemnego szacunku, czego efektem wspaniały utwór ” “Dont give up”, który wysoko wylądował na światowych listach przebojów. Kate Bush ma tę piękną cechę, że mimo upływu lat się nie zmienia. Nadal nie koncertuje, nadal nagrywa nadzwyczaj rzadko, nie jest bohaterką plotkarskich portali. A jeżeli już coś muzycznemu światu zaprezentuje, to jest to naprawdę nowe, odkrywcze, szanowane.

Dokonania Kate Bush znała i szanowała na islandzkiej wyspie Bjórk. Mogła z Kate czerpać garściami, tymczasem zdecydowała się podążyć własnymi ścieżkami. Połączyła zimną kulturę własnego kraju z unikatowym głosem. Sięgnęła do tradycji, do innych – niż tradycyjnie w rocku znane – instrumentów. Wykorzystała najnowocześniejsze technologie. I tworzy wspaniałą muzykę, nie przebojową. A mimo tego na jej koncerty przychodzą tłumy. Szanują ją muzycy, nawet Bono z U2 oświadczył, że to jego ulubiona artystka. Bjórk istnieje w świecie muzyki jako postać kultowa, choć nie dysponuje takimi atrybutami cielesnymi, jak nieszczęsna Rihanna. Polskie wokalistki biją ją na głowę pod względem artystycznych umiejętności. Wystarczy, że włączycie sobie jakąkolwiek płytę Katarzyny Nosowskiej i jej “Heya”. Na każdej kolejnej płycie oferuje ona zestaw świetnych tekstów, oryginalnych muzycznych pomysłów, dysponuje dobrym głosem. Wystarczy, że posłuchacie Edyty Bartosiewicz, wystarczy, że puścicie sobie w domowych pieleszach Marię Peszek.

Słuchajcie więc mądrych kobiet w muzyce. Bo naprawdę warto.

Dariusz Łanocha