Dariusz Łanocha – Moja Juwenaliowa zazdrość

Smutno mi, bo maj się skończył.  A   tegoroczny maj zaliczam do nadzwyczaj udanych. Aż  tętniło  muzycznym życiem! A wiecie dzięki komu?  Dzięki krakowskim studentom. Przygotowali tyle atrakcji, że nie byłem w stanie  na wszystkie „dopedałować”.

Niemniej bicykl był w użyciu. Najpierw dotarłem na Czyżyny, gdzie w studenckim klubie „Kwadrat” zagrali Nazareth. Nie jest to zespół studencki, gdyż  światową karierę rozpoczynał na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku. W wypełnionej  sali studenckiego klubu przeważała publiczność w wieku zbliżającym się nawet do 70-tki (jak muzycy) w towarzystwie  dzieci i wnuków. Wszyscy jednak wrzeszczeli, podskakiwali, zachęcali muzyków do grania kolejnych bisów. Wspólnie  podziwialiśmy siwego wokalistę (Don Mc Gafferty), który odśpiewał (czytaj wykrzyczał!) legendarny przebój „Love hurts” z werwą i głosem 20- latka. Naprawdę  udany koncert.

Na „Nazarethach”,  w towarzystwie  podobnych sobie widzów, odmłodziłem się znacznie. Chciałem jeszcze bardziej.  Okazji nie brakowało. Wystarczyło spojrzeć na plakaty, którymi obwieszono studenckie Czyżyny. Plakaty zapowiadały kolejne  Juwenaliowe atrakcje. Czytając  nazwy kapel, nie wierzyłem. To dla krakowskich studentów w ramach „Czyżynaliów”  zagrają topowe grupy ze świata, takie jak Within Temptations , Guano Apes, Sabaton? A jednak  zagrały.. Pierwsza z grup to rock progresywny na światowym poziomie, nawiązujący do klasyki Genesis i Yes,  druga – to kawał solidnego rockowego grania, a trzecia to Sabaton. Czyli  młodzi naśladowcy weteranów z Black Sabbath. Wszystkie  kapele  zagrały i zachwyciły Juwenaliową publikę, w tym mnie.

Wiedziałem, że świetnie,  zagra Kazikowy Kult, który od wielu, wielu lat gra na krakowskich Juwenaliach, a teraz  wydał  znowu dobrą płytę. Niemniej, na koncert nie dotarłem. Wybrałem koncert Hey, w „Żaczku”. Niespecjalnie  podobała mi się w słuchawkach j ich  ostatnia płyta, ale – zapewniam – na koncercie nowy Hey mnie do siebie przekonał. Tym bardziej, że nie brakowało starych hitów.

Napiszę  szczerze. Zazdroszczę  obecnym studentom aż  tylu  muzycznych atrakcji. Nie  wiem, jak oni to robią, że w Krakowie zagrały gwiazdy współczesnego rocka, a w Warszawie Juwenalia zaszczyciły  jeszcze większe gwiazdy starego rocka. Np. ZZ Top, czy Motorhead.

Mój rocznik dotknął tak nieszczęśliwy pech, że przeżyłem  tylko  jedne Juwenalia.W  maju 1980 roku. Śmiesznie  się  przebierałem, imprezy odwiedzałem, w koleżankach się podkochiwałem, wódeczkę (bo piweczko w tamtych czasach było praktycznie niedostępne) popijałem. Ale w niewielkich  ilościach! Niestety, rockowych koncertów nie oglądałem. Gdyż  Perfectu,  Maanamu, Lady Pank, Republiki, a już na pewno Kultu – zwyczajnie nie było. A  ściągnięcie gwiazd  ze świata było  tylko marzeniem. W roku 1981 był zamach na Jana Pawła II, w roku następnym wprowadzono stan wojenny, a w roku kolejnym nie  miał kto Juwenaliów zorganizować. Ech, mój Juwenaliowy pech!!!

Choć jestem już podstarzałym młodzieniaszkiem, złośliwie nie życzę  takiego pecha teraźniejszym  krakowskim studentom. Wręcz przeciwnie. Róbta, jak chceta, byleby na kolejnych Juwenaliach grały  równie dobre, albo jeszcze lepsze kapele.

Obiecuję obecność. Będę młodniał. A wy będziecie się starzeć z godnością wartą najwyższej muzycznej półki.

Dariusz Łanocha