XIII OGÓLNOPOLSKI KONKURS POETYCKI “DAĆ ŚWIADECTWO” 2005

XIII OGÓLNOPOLSKI KONKURS POETYCKI “DAĆ ŚWIADECTWO” 2005

WIERSZE LAUREATÓW „DAĆ ŚWIADECTWO” 2005

Monika Mostowik

BURZA

kule armatnie
prosto z nieba prosto we mnie
a bóg wcale na to krzywo nie patrzy
na szczęście rzadko jestem na swoim miejscu
chybiły
teraz przepowiadają, przyszłość
błyszczą się
ale ja nie wyjdę z szafy
bo zaraz mnie trafi

przyszłość tej nocy jest
jak czarna czekolada
rozpuszczam ją w palcach
i karmię szmaciane dziewczynki
młodsze ode mnie tylko o rok
a o ile bardziej spokojne
zmywam słony makijaż
rajstopy wsuwam pod łóżko
odklejam paznokcie
dziś nie będę walczyć

ojcze nasz
ucisz armaty
zgaś światło
nie pij
Piotr Macierzyński

TYBERIUSZ JEZUS I PRZEJĘCIE WŁADZY PRZEZ KALIGULĘ

Jezusa ukrzyżowano wtedy gdy cesarz
zabawiał się z jakimś ładnym chłopcem miał wówczas
siedemdziesiąt cztery lata losami świata
raczej interesował się już mało chociaż

uwolnił cesarstwo od mordercy Sejana
zabijając też jego krewnych wszystkich
kolegów znajomych i znajomych znajomych
a córkę Sejana kat musiał najpierw zgwałcić

nie wypadało przecież zabijać dziewicy
dobrze że władca kierował się zasadami

cztery lata po śmierci krzyżowej Chrystusa
Makron i Kaligula weszli do pokoju

Tyberiusza udusili w łóżku poduszką
na pewno miał wygodniejszą śmierć od Jezusa

Marcin Burbo

PIES

ależ pani ma pięknego psa
jego ciało przeczy kanonom greckim renesansowym dzisiejszym
wszystkiemu przeczy jego ogon łysy sterczący szyderczy
korpus wydłużony komicznie
łapy jakieś niesymetryczne jedna krótsza od drugiej
spojrzenie jego nie psie zupełnie
ma się wrażenie że zaraz coś do nas szczeknie
ludzkim głosem
a to ci dopiero pies
taki nieziemsko piękny proszę pani
pani powinna brać z niego przykład droga pani
czerpać jak ze studni
nie chodzi mi o wierność
mówię ogólnie niech się pani nie obraża
ach jak ja pani zazdroszczę
jaka pani szczęśliwa
ten pies tak piękny
aż człowiek ma ochotę powiedzieć
hau hau
Wioletta Grzegorzewska

DIABEŁ MILOCARDIN

Pod zgniłym siennikiem, w zawiłościach sufitu,
w kiblu królestwie władcy much za stodołą,
w trzeszczącym telewizorze „rubin” znajdzie cię
diabeł pachnący miętą i chmielem Milocradin.
On cię wyprostuje. Nauczy mówić prosto w oczy.
Pojedzie z tobą do miasta na olimpiadę z chemii,
na pierwszą dyskotekę do remizy strażackiej.
Pozwoli bez zmrużenia oka czytać „Egzorcystę”.
Będzie twoim pierwszym, gorzkim kochankiem.
Justyna Derlatka

***

nie mogę znaleĄć klucza
do nieznanego zamka
który jest dajmy na to
w drzwiach
prowadzących skądś dokądś
i może z powrotem
albo donikąd

zresztą nie ważne
albo właśnie tak
być może
mijam po drodze
tysiące innych drzwi
stojących otworem
a klucz wisi u szyi
jak kamień
Dorota Niżyńska

HOTEL THERAPIA
Good-bye Therapia and joys of the hotel…

Kawafis
w hotelu Therapia mrużą oczy zieloneokiennice
a zapach pomarańczy podchodzi na palcach
do jaśminu w wazonie i umyka ziewając
zasada numer jeden: odwróć się plecami
wszystkie fotografie powinny być czamo-białe
lub w sepii

widziałam cię kilka razy przeważnie na schodach
mężczyĄni zawsze gdzieś idą lub skądś wracają
zasada numer dwa: w hotelu Therapia planety i inne
ciała niebieskie krążą elegancko nie wpadając na siebie
żadnych katastrof w oczekiwaniu na podwieczorek

w hotelu Therapia dzień nie wskakuje z wrzaskiem gazeciarza
lecz budzą cię dyskretnie Wariacje Goldbergowskie
rozważasz uprzejmą propozycję spaceru po śniadaniu
lub malowanie akwarelą w chińskim stylu
na stole czeka kawa rozłożone książki nowa płyta
zasada numer trzy: z rozmaitych sposobów marnowania czasu
wybieraj te które kochasz najbardziej

jeżeli żegnam cię Therapio odjeżdżam nie na długo
chwilowy koniec zawieszenia broni pomiędzy czasem przeszłym
prawie doskonałym a teraĄniejszym czasem chaosu zdrady i nadmiaru
mój niewielki bagaż na krótko zachowa zapach pomarańczy i jaśminu
choć jedna z fotografii utrwaliła niebo nieznacznie draśnięte
deszczem meteorów
Eryk Ostrowski

***
Pamięci Ojca Stanisława Musiała

przez całe życie będziesz rozpoznawał jeden suchy las:v rzadkie chude sosny, nagość rdzy,
wstrzymane w pełni lata martwienie ostrych traw przytrzymujących wrodzoną
zieleń, u wysokiego kresu, aż po pnie;
skończoność zielnika każdego krajobrazu

i brzęczenie wciąż powtarzanych owadów.
w międzyczasie
człowiek umiera
na podobieństwo powstawania wiersza: ubywa
ku doskonalszej formie
sierpień 2004
Zofia Nowacka-Wilczek

DOWÓD TOŻSAMOŚCI

To nie mnie gazety pokazują szpaltami.

Nie ja biegam na przełaj przez pożary
męskich wyobraĄni
ubrana tylko w ekran.

Nie mnie biją brawo.

I wcale nie o mnie myśli mąż mój,
patrząc na prosto z solarium odebrane,
blisko dwumetrowe nogi,
zalegające gigantyczną reklamę
koło naszego domu.

Nie mnie też mają na myśli znawcy,
przyklaskując piórem
literackim odkryciom stulecia
.

Nie o mnie było nawet na Górze Błogosławieństw.

Ale to mnie,
tego Maja również,
została przyznana kolejna Laurka Nobla
z kolorowym podpisem: Ania.
Właśnie mnie.
Łukasz Mańczyk

KAZIMIERZ BICULEWICZ POŻERA POEZJĘ.
UTWÓR W KTÓRYM CZYTELNIK DOWIADUJE SIĘ
O ZAMIARZE WYDANIA SYMFONII IRONICZNEJ

naturszczyk z mielca
jeĄdził pekaesem, no takim jelczem
lecz to mu wadziło w czytaniu więc został kotłowym

siedział nad papierami w nocy
a jak znielubiał książkę to wrzucał ją do pieca
ile książek wtedy spalił!
sprzedajni poeci, Leniny
wszystko to ogrzewało budynki w których pracował
potem obwołano go bogiem w nowym nurcie
i była przeprowadzka z COP-u do stolicy Galicji

owijał kamienie w kartki
i na każdej pisał jedno słowo
kiedyś przywiózł cały wiersz.

choć porządna twórczość powinna zmęczyć
nie przyjęła się ta jego nowa forma

co jakiś czas jakieś pokolenie przypomni sobie o kazimierzu biculewiczu a jeść

trzeba codziennie
mój brat kazimierz
pamiętam o nim ilekroć myślę co będę robić dalej

podróżuje po kraju poszukując wydawcy
znają go konduktorzy
nie ufa poczcie, ta jest opanowana
tomik niesie rewolucję
na miarę jego głowy
Olgerd Dziechciarz

LĘK XVIII – MY *

moja generacja chodzi w starych swetrach
ma wyciągnięte łokcie i bolą ją kolana
moja generacja to geriatria
dzieli się łączy i rozmnaża
przez pączkowanie i podział
świątecznego ciasta

nadużywa i ma stuletniego kaca
gromadzi zbiera w bankach
rozstawia po kątach i pod dywan zamiata

daje się zwodzić sobą pomiatać
nie widzi spoza siebie świata

moje generacja leży na podłodze
ma mało miejsca bo przyszli nowi
zagonieni przechodnie

pusty śmiech szukał kieliszka i czekał na toast
przesunęła się chmura na czystym niebie
odlepiłem ją i cisnąłem nią o ziemię

kto z kim kiedy i dlaczego się rozstał
i inteligentny dyskurs że
analna miłość jest taka dorosła

moja generacja oddała się cała
udostępniła wszystkie dziury
zbiera się w nich wódka
gromadzą łajdactwa i kłamstwa

moja generacja nie jest odporna
podniosła ręce oddała pola

tępi nauczyciele
biją nas po rękach
książkami do nabożeństwa

moja generacja modli się
i wiecznie się lęka
i pęka na pół na ćwierć
i zupełnie rozmiękła