Tadeusz Śliwiak – Smuga nadziei

 

 

Jan Pieszczachowicz

W posłowiu do wyboru wierszy Tadeusza Śliwiaka Uwierzyłem w człowieka, wydanego przez Konfraternię Poetów, przypominałem, jak obfita i różnorodna była rozwijająca się przez ponad cztery dziesięciolecia jego twórczość poetycka, która zyskała przed laty popularność i uznanie krytyki m.in. dlatego, że trzymał się własnego szlaku pisarskiego, nikogo nie naśladował, nie uganiał się za modnymi nowinkami. Trudno go zapakować do jednej szufladki, nawet wymagający Artur Sandauer miał z tym kłopoty w eseju Poezja tragicznego ładu, którego tytuł trafnie wytyczył główny kierunek owej poezji. Od czasu opublikowania zbioru Co dzień umiera jeden bóg w 1959 roku kształtowała się własna droga twórcza Śliwiaka, w której pojawiają się m.in. pogłosy literatury po październiku 1956 (głównie tzw. pokolenia „Współczesności”) czy pewne pokrewieństwo z twórczością J. Harasymowicza lub T. Nowaka, ale widać osiąganie poetyckiej dojrzałości, męski, poważny, powściągliwy w środkach wyrazu ton liryczny, nierezygnujący z emocji i wyobraźni, obok eschatologii i „turpizmu”.

Poezja Śliwiaka toczy się – z grubsza biorąc – między akceptacją świata oraz tragiczną i krwawą historią, którą w dzieciństwie przeżył, mieszkając w rzeźni we Lwowie z rodzicami, gdyż jego ojciec pracował tam jako kierowca. Zatrudniano w niej również skazanych na zagładę Żydów. Wszechobecna w tych murach śmierć obejmowała ludzi i zwierzęta. Sielanka dzieciństwa została dosłownie utopiona we krwi, natura ludzka ujawniła swe najbardziej ponure zakamarki, a jednocześnie wzmogła się tęsknota za czymś w miarę trwałym – trochę mitycznym, na poły onirycznym domem. Między piekłem historii i czasami dwuznacznym azylem przyrody rozgrywa się tragedia śmierci pospolitej, brutalnej, pospiesznej i degradującej człowieka, zanurzonej w odrażającej brzydocie, więc w Rondzie czytamy: „biegłem z rzeźni do lasu obmyć oczy ręce/ z widoku i materii ciepłej krwi zwierzęcej”. Bohater liryczny Śliwiaka już zawsze będzie cierpiał na kompleks winy, ponieważ rodzaj ludzki raz jeszcze dał wyraz nieokiełznanej żądzy zabijania i niszczenia. Rzuca to również cień na kształt współczesnej cywilizacji.

Na przeciwległym biegunie pojawia się jednak inny świat, który mimo wszystko ma wartość, jest na swój sposób stabilny, nie traci urody (mnóstwo wierszy o pięknie przyrody). To wiersze o wzmożonym poczuciu istnienia, do którego wkracza duch baśniotwórstwa, coś na kształt magicznych znaków bytu, żywiołów takich jak ziemia, woda i ogień. Pojawiają się przedmioty służące życiu codziennemu, ale także złowieszczy nóż, krążący w różnych miejscach i okolicznościach.

Najważniejszy w krainie materii jest dom, zarówno jego powstanie, jak opuszczenie czy zniszczenie. Jest czymś na poły sakralnym, co daje nadzieję na stabilność bytu, ale czasami ją też odbiera. To, co materialne, namacalne, usprawiedliwia jakby byt, daje oparcie, także duchowe. Konkret sugeruje prawdy uniwersalne, tragizm współistnieje z ironicznym sceptycyzmem, ale nie odbiera szansy napawania się tym, co widzialne, przeczuwalne.

Tadeusz Śliwiak tęskniący za ładem, na przekór temu, co go od tysiącleci, a zwłaszcza współcześnie burzy, dobrze zrozumiał, że o godny byt trzeba walczyć, trzeba go szukać. Był rzecznikiem podważanego coraz bardziej przymierza człowieka i natury. Uwierzył w człowieka mimo wszystko, i dlatego jego świat jest bardzo ludzki.

Zamów tę książkę

Cena:

Książka dostępna jedynie w siedzibie wydawcy

Cena zamówionej książki przez internet a odebranej osobiście w siedzibie wydawcy: