Leszek Aleksander Moczulski “Krótko biją serca” (2007)

moczulski-small

Wydawcy:
Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie
Kraków, 2007

Głosy powrotu
“Krótko biją serca”… – taki tytuł dał poeta retrospektywnemu wyborowi swoich wierszy. Ale przecież – by przy owej metaforze pozostać – serce tej poezji bije już niemal pół wieku! Ta poezja – jak bicie serca właśnie: czasem równe i mocne, czasem niespokojne, gwałtowne, pełne trwogi, czasem najcichsze, ledwie słyszalne, ale zawsze uparte, życiodajne – od pół wieku jest nieustannie obecna – w świecie, pośród nas, w naszym tu i teraz; i w obrazie dwudziestowiecznej polskiej liryki. Wypada zatem zapytać o swoistość, indywidualny ton, charakterystyczne odrębne formy obecności – tej właśnie poezji, tylko tej. Co ją spośród tylu innych poetyckich głosów wyróżnia? Co jest – jej tylko przypisaną i tylko przez nią zdobytą – własną tonacją, własną mową, kształtem wiersza? Co tworzy jej – osobny i suwerenny – świat poetycki? I czy w ogóle jest taki – przenikający całą poezję Moczulskiego – jednoczący, wyróżniający ton? I czy istnieje taki – w całości ją ogarniający i wypełniający ją – poetycki świat?…
Poeta – na pozór, paradoksalnie – nie ułatwia nam tu zadania. “Krótko biją serca” to zbiór skomponowany wedle jasnej, wyrazistej myśli przewodniej, ale przecież… z całkowitym lekceważeniem dla chronologii, “polonistycznych” dziejów poetyckiej ewolucji. Zbudowany z wierszy pisanych w ciągu półwiecza, tu w większości pozbawionych dat powstania, przemieszanych ze sobą, bardzo różnych, pod każdym względem zresztą. A to wrażenie wielogłosowości, swoistej polifonii tej poezji – towarzyszy przecież nie tylko lekturze naszego wyboru; dla każdego, kto z pewnego dystansu spojrzy na lirykę Moczulskiego, ta wielość poetyk, języków, światów – jest cechą narzucającą się natychmiast, z oczywistą mocą. Bo przecież jakże odległe są od siebie choćby… dramatyczne
(i teatralne!) z ducha, nastawione na natychmiastowy emocjonalny kontakt, pełne namiętności, pasji i gniewu, rozwibrowane, na jednym oddechu wręcz wykrzyczane wiersze-monologi z “Narzędzi i instrumentów” (1978):

Moje wnętrzności pali głód.
Głód siebie.
Woła mnie głód, którego nie da się zasypać, nie da się zatrzymać,
Nie da się go pozbyć.
Jestem głodny. Czy ktoś ze mną porozmawia?
Jestem głodny. Czy ktoś cierpliwie wysłucha mnie do końca?
Całym błotem świata we mnie.
Całymi swoimi ustami we mnie, całym swoim śmiechem.
Skręca mnie głód. Gdzie jest ta poezja?
Gdzie są moi świadkowie?
Nie widzę was. Kto z was przyszedł?
Kto jeszcze jest obecny?
Czuję was. Nie widzę. Nie słyszę,
Do was mówię. Nie do tych, którzy zostali w domu.
Woła mnie głód. Gdzie są moje pieśni?
Kto jeszcze jest? Co zostało ze mnie?
Nie widzę was.
Jestem głodny,
CHCĘ WIEDZIEĆ
			 ("Głos", fragment)

i elementarnie proste, niemal “dziecięce” czy “franciszkańskie”, wiersze-sentencje, poetyckie “zdania i uwagi” z “Notatek pisanych na skrawku ciemności o miłości” (2004):

Miłości można nie zauważyć
Ale ona zauważa nas
			   ("Tumult i osobność")

Albo… co – w sensie poetyckim! – łączy pełne ironii sarkastyczne wiersze budujące (w “Nawracaniu stracha na wróble” z 1971 czy “Oddechu” z 1979) zatrważającą cywilizacyjną antyutopię:

Największą składnicą złomu zostanie Nowy Jork Tokio
Moskwa Paryż.

Miasta są pod kloszem.
Człowiek w probówce na łasce wielkiego uczonego.

Płonącą elektrownię eksponują projekty museé moderne.

Pomiędzy ziemią a gwiazdami ognia
odwrócona odległość.
			   ("Prowincja", fragment)

z harmonijnymi, o niebywałej czystości tonu, ascetycznymi, chrześcijańskimi z ducha, wierszami-epifaniami czy haiku z “Powitań” (1983):

Zieleń czysta po zimie.
Za oknem -
w jasności, stają powoli drzewa.

Albo… przepojone zgodą na świat, niemal “dokumentalne”, poetyckie zapisy osobistej rodzinnej historii, czułe obrazy, dzieckiem zapamiętanej, Suwalszczyzny:

Smugą stałem nad jeziorem i z każdą falą wyrzucaną na brzeg
byłem bliżej, stawałem się tylko jedną z rzeczy wielu -
jak listek niesiony prądem,
jak kręgi na rozstępującej się wodzie.
Jak melodia wędrująca wysokich sosen na piaskach.

				("Stanąłem nad jeziorem…", fragment)

z maksymalistycznymi, romantycznymi, prometejskimi (ich bohaterem jest nieprzejednany buntownik Ikar) pieśniami z “Exodusu”, wierszami pokoleniowymi, niezwykle intensywnie zaangażowanymi w historię:

A jeśli trzeba, Boże,
uderz mnie w twarz -
abym nie zasnął...

Ochroń nas, Boże, przed burzą,
Po której wstaniemy pokorni,
Po której będziemy łagodni,
Na wszystko będziemy się zgadzać
w tanecznej euforii.

Ochroń nas, Boże, żeglarzy,
przed tą przystanią poważną.
Przed rezygnacją z szaleństwa
i niemożliwym spokojem.
				("Pieśń", fragmenty)

Ogromna rozmaitość: poetyk, światów poetyckich, modeli wiersza; niezwykle bogaty w tonacje, wielogłosowy poetycki – chór. Także – wielość tradycji, w jakie wpisuje się liryka Moczulskiego, i jakie – współtworzy. Od – w okresie nowofalowym – tradycji beat generation, dykcji Ginsbergowskiej; poprzez Norwidową i Miłoszowską – w “poezji praw” czy “Wierszach zwykłych” – aż po “lozańską” (i “późno-Staffowską”) linię liryki kontemplacyjnej, religijnej, metafizycznej… I jeszcze wielość poetyckich światów i perspektyw, z jakich się w tej poezji na rzeczywistość (różne rzeczywistości) patrzy, opisuje je, ocenia. Romantyczne (i nowofalowe) widzenie historyczne, generacyjne – i samotny szept pojedynczego człowieka… Poezja Leszka Aleksandra Moczulskiego jawi się jako niezwykły, rozległy, wiele stref obejmujący – poetycki archipelag, z mnóstwa wysp i wysepek złożony. Co je naprawdę łączy? Gdyby chcieć – odrzuciwszy polonistyczny “teoretyczny” język – nazwać wiersz (wiersze) Moczulskiego, to można by powiedzieć, iż jest to, w różnych czasach tej poezji, wiersz – krzyk, wiersz – szept, i wiersz – płacz, wiersz – olśnienie czy wiersz – uśmiech… Krzyk, płacz, lęk, śmiech, ból, zachwyt… Elementarne i najprostsze, podstawowe i pierwsze – ludzkie uczucia i doświadczenia. I właśnie to dążenie do elementarnej (jakby “poza literaturą”) prostoty wydaje się istotą tej liryki, przenikającą ją – w planie poetyki – niezależnie, od tego, czy przemawia takim:

Mówcie do ściany
krzyczcie do ściany
ściana was wysłucha

ściana nie krzyczy
ściana nie płacze
ściana was wysłucha

nie leczcie się z serca
nie leczcie się z głosu
			   ("Mówcie do ściany", fragment)

czy takim głosem:

Naprawdę to wszystko mi się przydarzyło?
jabłoń w obłoku, pogoda wieczoru?
Czyste powietrze doliny.
I wstałem jeszcze raz o brzasku
i idę we mgle porannej na jawie.
				       ("Naprawdę to wszystko...")

Swój pierwszy, bardzo istotny i znaczący, wybór wierszy z 1981 roku Leszek Aleksander Moczulski zatytułował “Głosy powrotu”, a na okładce książki umieścił fragment obrazu Rembrandta “Powrót syna marnotrawnego”. Wydaje się, że cała liryka poety jest zapisem i świadectwem takiego właśnie powrotu: od młodzieńczego buntu, poprzez dojmujący głód wartości i sensu, poprzez pełne niepokoju i trwogi poszukiwania wiary, nadziei i prawdy, aż po – po zatoczeniu wielkiego koła – spokojną, mocną, pełną radosnej pokory pewność:

Dzień zaczyna się nagle
Dzień znika nagle
Życie zaczyna się nagle
Życie kończy się nagle
Zostaje miłość
		   ("Dzień zaczyna się nagle")

Trzeba odbyć daleką, bardzo daleką, pełną duchowych przygód i niebezpieczeństw, złud i błądzeń – drogę, by tak powrócić. Do źródła, które było tu zawsze, od początku, i będzie zawsze, nieskończone, niewyczerpane. Tak mówi dojrzały, doświadczony, mądry poeta:

Krótko biją serca.
Po co nam wściekłość?
Kiedy błyskiem jest tylko nasz wzrok.
Otwieraniem oczu - życie,
Czyż oprócz zachwytu spotkać nas mogą
rzeczy naprawdę wielkie?
				("Krótko biją serca", fragment)

Jeden z wysokich patronów tej poezji napisał kiedyś:

Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie,
Dwie tylko: poezja i dobroć... i więcej nic

i jeszcze:

Cóż wiesz o pięknem? -
Kształtem jest Miłości...

Miłość, Dobroć – i z nich wywiedzione Piękno. To jest, przy zachowaniu wszelkich proporcji, ów wspólny ton przenikający całą, tak różnorodną, lirykę Leszka Moczulskiego, To – jej istota, jej znak:

Wszystkie najpiękniejsze modlitwy, stare zaklęcia,
echo dziecinnych prawd -
tobie, bo cierpisz
chcąc wybrać dobro.
		   ("Wszystkie najpiękniejsze modlitwy...")

Bronisław Maj

Zamów tę książkę

Cena:

Książka dostępna jedynie w siedzibie wydawcy

Cena zamówionej książki przez internet a odebranej osobiście w siedzibie wydawcy: