Krystyna Szlaga “Niebo po Ikarze” (2006)

szlaga_d

Krystyna Szlaga “Niebo po Ikarze”

Marian Grześczak
Zapiski

Luty 2004 roku

Słońce rozpala iskiernik Zakopanego. Tunelowe ulice ze śniegu. Nad białawymi grzbietami zasp przesuwają się głowy, dzieje się nadrealistyczny teatr ruchomych rzeźb. Szufkają plastykowe szufle, czerwone i żółte. Poświecają gwiazdki śnieżynek. Świerki w Dolinie Białego przygasiły zieleń. To nie Zakopane, to Hasior-nik. Hasiorane. Hasiorzysko.

W Gwiezdniku, czyli pisarskiej Astorii przy Drodze do Białego, lekarka bierze mnie za puls i z dyskretną stanowczością nakłania do wizyty u kardiologa. Tym razem posłuchałem i kiedy wracam do Gwiezdnika, jestem już bogatszy o migotanie przedsionków. Nie żadnych sieni, korytarzy, krużganków, tuneli, nie! Migotanie przedsionków. Piękna nazwa, całkiem jak z Mieczysława Jastruna, który pisał o pięknej chorobie. Gdańska „Gazeta Literacka” Zbigniewa Joachimiaka i Antoniego Pawlaka też ma w nazwie słowo: Migotanie – „Migotania, przejaśnienia”!

Z migotaniem przyszło więcej czasu. Pod okapują-cymi z dachu soplami przyglądałem się pejzażom realnym (góry) i pejzażom nierealnym (wiersze). Bywało, że rysnąłem (od Rysów) coś własnego, częściej jednak zawierszałem się w różne imienne strofy, wśród nich w poezje Krystyny Szlagi. Znałem je wcześniej, boć to poetka z mojego kalendarza poetyckiego, ale znałem wyimkowo i dopiero w zakopiańskim lutym 2004 szczelniej się nimi ogrzałem. Czy można ogrzać się poezją? Oczywiście, że tak, pod warunkiem, że jest gorąca. Promieniuje energią, zadziwia ekspresją, zdumiewa kontrastami, wzbudza podziw szczerością.

Wszystkie te ogólne przymioty znawcy wierszy daw-no już rozpoznali przydzielając poetce należne miejsce w literackiej panoramie współczesnej polszczyzny. Celnie rzecz ujął Jacek Kajtoch w eseju „Godne trudy”, zamieszczonym na otwarcie „Wyboru wierszy” Krysty-ny Szlagi (1995), a także Piotr Kuncewicz w swoim wyczerpującym i felietonowym podręczniku „Agonia i nadzieja. Poezja polska od 1956” (1993). Rzetelną notatą przedstawiona została Krystyna Szlaga w opracowaniu „Współcześni polscy pisarze i badacze literatury. Słownik biobibliograficzny” (2003).

Luty, i później, 2005 roku

Migotanie trwa i co jestem w Aninie z migotaniem, zabieram sobie do kolejki codzienne czytania wierszo-we, żeby mi raźniej było pod sercem Profesora Religi. Z poezją po prostu zdrowiej. Układam z dopisków lirycznych Krystyny Szlagi antologię perełkowych oznajmień obrazowych np. takich:

... Myślę że szczęście mnie prześciga
Myślę idąc – tak jak z tobą kiedyś –
oglądać podrastające słońce
i morze z wełny czerwonej
Ale dziś tu świtu nie będzie
Morze – gilotyna w nieustannym ruchu...

Rzeczywistość gilotyny wróci do Szlagi już nie w osobistym, ale historycznym wymiarze. O tym dopiero będzie, teraz podziwiam podrastające słońce i morze z wełny czerwonej, czyli siłę i piękno wschodo-zachodu słońca w „Medytacjach”. Wzór obrazowania metaforycznego w wierszu bez tytułu:

Noc
zwęgliła świat

Obłoki
ciemne jak zorana ziemia

Księżyc
umykający bażant

W ciszy
miniona chwila

„Pigwą nad Poznaniem” nazwano swego czasu tomik poetycki (nie pamiętam, kto tak dokładnie nazwał księżyc). Krystyna Szlaga „Czas zyskany. Wybór liryki miłosnej” otwiera (na okładce) obrazem „Pigwa”, obrazem mocno dekoracyjnym, co uznaję we własnym opigwionym ogrodzie, ale poetka „Północy” (1997, dedykowanej Ojcu mojemu) rozwija metaforę z obrazu w dźwięk, w ciszę, którą w wierszu „Zmyliłeś drogi” nazwie oniemieniem:

Zmyliłeś drogi
Ślady oniemiłeś
Mój drogi...

Piękności, gry językowe i sytuacyjne, estetyzacje frazy wyraźniej wyrastają z doświadczenia osobistego (wiersze miłosne, wiersze rodzinne, wiersze przyjacielskie) niż z doświadczenia społecznego, które wymaga od poety innych narzędzi. Pięknu łagodności wyzwanie społeczne słowa przeciwstawia szorstkość, gwałtowność i anarchię emocjonalną. Kluczowym, otwierającym tajemniczy zamek na obie strony: osobistą i społeczną – jest wiersz „Jest we mnie”, który odautorsko objaśnia wszystkie porządki twórczości Krystyny Szlagi, dlatego przepisuję go w poprawionej całości:

Jest we mnie
więzione dzikie zwierzę
przeciw mnie zbuntowane
Walka się toczy
między mną a nim
Przebiegłe jest
Bezsens odkrywa
w tym co sens określa
Historię zmienia
w kamień na kamieniu
Państwo Platona
w gilotynę Robespierre’a
Kodeksy wszelkie
w plutony egzekucyjne
Boga rzuca jak landszaft
w ogień

Uparte jest
Każdej skrajności
przeciwstawia skrajność

Walka się toczy
między ideą a naturą
Między nieskończonością
a punktem przecięcia
Toczy się walka
kto zniewoli kogo
Liczy się tylko furia

Kiedy w ciszy
obliczam szanse
widzę jak się unosi
i bezpowrotnie oddala
wizja jedności świata
Czuję rozpacz
Ale wszystko czym gardzę
moją jest słabością
Wszystko czego się brzydzę
moim jest brudem
Wszystko co atakuję
jest podłością we mnie

Kiedy chcę z wieży
wyrzucić swe ciało
zwierzę w poprzek staje
i wznosi pieśń
pełną ziemi wiatru i słońca
odsłania miłość
w bezmiernej pokorze cudu
rodzącego się źdźbła

Jest we mnie zwierzę
więzione dzikie zwierzę
Jego głód jest w moich wargach
Jego siła jest w moich rękach
Jego ból jest moim poznaniem
jesteśmy jednością

	1986

Dramaturgia wiersza wykształca się w dialogu lub podwojonym monologu. Dialog i diamonolog językowy, obrazowy, metaforyczny, informacyjny, sytuacyjny, filozoficzny, czyli rygor podwójnego głosu, stanowią podstawę poetyckich konstrukcji Krystyny Szlagi. Jest to estetyka parateatralna, w której, jak w dramacie, na zadane pytanie musi paść odpowiedź, niezależnie od tego, czy będzie to rozmowa słowna, czy za pomocą obrazów, gestów, min. Tak – tak. Nie – nie. Na szarości, światłocienie, impresyjności nie ma miejsca i poetkę taka niemalarska sytuacja najwyraźniej męczy, stąd, tak się domyślam, koncept zbioru wierszy „Słowo Wilka” (1982) jako człowieczego bohatera szarej godziny, ściślej: zmierzchu, czyli pomieszania światła z ciemnością. Niebo impresjonistów polegało na znajdowaniu w naturze takich właśnie światłociennych chwil. Pewnie i Krystyna Szlaga maluje na impresjonistycznym głodzie barw i światła.

Luty, Anin, 2006

 

Na marginesach „Spotkania z manichejczykiem” (1994). Skąd u poety taki tytuł? Manicheizm wydaje mi się dawno wygaszony, jak wapno. Świat całkiem zbarwiał, czemu służy i telewizja kolorowa, i internet i te, z kolejki do lekarza, kolorowe reklamy lekarstw. A tu u Szlagi manicheiści. Mówię kolejkowiczom, że jesteśmy wspólnotą elkazaitów, sektą gnostyczną pochodzenia judeochrześcijańskiego. Nikt nie chce się przyznać, więc uzupełniam, że to nic złego, w końcu łączy nas jeszcze perski zaroastryzm, indyjska duchowość i nauki Jezusa. Nie wolno bluźnić, zabijać zwierząt, spożywać mięsa i wina (tzw. pieczęć ust i pieczęć rąk), zaś wyznawcy muszą żyć w celibacie. Gdzie Krystyna Szlaga, w jakim Krakowie spotkała aż tak wiernego Maniego współczesności? Bo od Maniego ów manicheizm. Z dodatkiem mazdaizmu, wypraktykowanego przez Ahura Mazdę. I może dlatego Japończycy nazwali tak mądry samochód, który właśnie nocni manichejczycy mi poniszczyli.

W domu, już po anińskim migotaniu przedsionków, lekturę „Spotkania z manichejczykiem” objaśniły mi encyklopedyczne „Religie świata”: Zasadą bytu są dwa przeciwstawne, jednakowo wieczne i nawzajem zwalczające się pierwiastki: światło (dobro) oraz ciemność (zło). W Królestwie Światła rządzi Bóg (Ojciec Światłości), w państwie ciemności – szatan (Książę Ciemności).

Człowiek powinien przestrzegać zasad etyki i żyć w tzw. moralności zbawczej. Konkretnie: aktywność człowieka staje się składnikiem procesu zbawienia. Kreując manichejczyka Krystyna Szlaga sama stała się manichejką. Aktywność jej stylu, dynamika mowy, ekspresja obrazowania i jednoznaczność refleksji nadają prosty kierunek poetyckiemu powołaniu: ku budziciel-stwu idei. Nie ma dziś poety tak rozbudzonego w ideach, jak Krystyna Szlaga, co zresztą w roku 1992 wypowie-działa wprost w wierszu „To zdarza się zbyt często”:

Gdzie nie ma idei
jest anarchia
Płoną ciemności upiorów

Gdzie jest idea
zwarte szyki upiorów
maszerują
po ptaku z dziobem wbitym w ziemię
w ziemię dudniącą
jak zamknięta brama

Szukanie idei dla wiersza jest trudne, ponieważ on sam jest dla siebie ideą i swoje znaczenie ustala przez to, jaki jest, jak i w jaki sposób jest zrobiony. W tym sensie poeta jest rzemieślnikiem idei. Krystyna Szlaga precyzyjnie wyraża tę prawdę w wierszu memorialnym „Nie będzie wiosny” poświęconym pamięci Matki mojej:

… Chociaż żyłyśmy w jednych latach twoim współczesnym był Dante z miłości czerpiący sens i siłę Moim – może André Chénier w swej logice idei …

Z Dantem sprawa jest tylko pozornie prosta. Sensy „Boskiej komedii” są wieloznaczne, miłości utrapione, siły groźne. Rzeczywistość wielkiej rewolucji francuskiej też była w specyficzny sposób komedią, której tragiczną ofiarą stał się André Chénier, urodzony w Turcji z matki Greczynki i ojca Francuza, żołnierz, podróżnik, dziennikarz, polityk-rewolucjonista, poeta, zgilotynowany 20 lipca 1794.

Wydrukował za życia jedynie dwa wiersze – pisze Jerzy Lisowski w „Antologii poezji francuskiej” – i nikt wtedy nie wiedział, że spadła głowa największego żyjącego poety Francji… ot, taki francuski ksiądz Woronicz, gdyby ksiądz Woronicz był genialny.

Czerwiec, Ząbki, 2006

Dwoistość zmaterializowana w cudzym życiu. Bio-grafia André Chéniera, zanim trafiła do poezji Krystyny Szlagi, stała się kanwą do dziś śpiewanej opery (także w Polsce) włoskiego kompozytora Umberta Giordana, a zatytułowanej po prostu „Andrea Chénier”. Libretto napisał Luigi Illica, wplatając w końcowej partii opery autentyczny wiersz Chéniera pisany w noc przed ścięciem. Z natury poetycka jest balladowość opery: Madeleine, córka hrabiny, zakochana w poecie, chcąc razem z nim iść pod gilotynę, płaci dozorcy więzienne-mu za to, żeby się zgodził na podmianę rzeczywiście skazanej na śmierć Idy Legray. Tak też się staje i zakochana para chwilę przed śmiercią śpiewa w duecie pieśń o bliskości („Vicino a te”).

Pogłosy balladowości dyskretnie Krystyna Szlaga rozrzuca po różnych wierszach, zwłaszcza słownie rozległych. Brzmienia zaśpiewne przynosi „Posag historii” z młodzieńczego okresu twórczości Krystyny Szlagi, a także poemat „Światła cień”, szalenie zdynami-zowany emocjonalnie, z okrzykami buntu: Demon Obojętności, Deus Incognitus. Tak oto przy pomocy biografii André Chéniera, symbolicznie potraktowanej, staje poezja Szlagi przed tajemnicą Boga Niepoznanego. Tajemnicą tajemną, dającą się zaledwie przybliżyć, i to z pomocą symbolicznego zwierzęcia –Wilka. „Słowo Wilka” (1982) słyszę jako najdonośniejszy głos poezji Krystyny Szlagi.

 

Wrzesień, Casteldentoso, Golina, 2006

Lupa Capitolina była dobrą wilczycą i bliźnięta do-brze wykarmiła, dzięki czemu braci Romulusa i Remusa bierzemy za swoich. Piękny jest ten posążek wilczycy z bliźniętami na Kapitolu (rzeźbił Antonio del Pollaiuolo). Ale Krystyna Szlaga nie pisze wierszy z dobrą wilczycą, pisze wiersze ze złym wilkiem. Jak to formułują w encyklopedii? Wilk – „symbol nienasyconej żarłoczności i żądzy mordu, postrach pasterzy i myśliwych”. Postrach wszelkiego stworzenia – powiedzieliby przestraszeni, ludzcy barankowie. Ezop napisał blisko czterdzieści bajek z wilkiem w herbie. Alfred de Vigny, jeden z wielkich romantyków francuskich, a tych poprzedzał André Chénier, ułożył poemat „La mort du loup”. Szukam bliżej żyjących: Czech Jan Skace i Macedończyk Bogomil Gjuzel opublikowali zbiory z wilkiem w tytule, zbiory będące metaforami strachu. A jaki jest wilk Krystyny Szlagi? Emocjonalny, intelektu-alny, krytyczny, pojednawczy, ironiczny, czujny i szczujny (szczujność wilka wymyśliłem specjalnie dla poezji Szlagi), ideowy (tu wiersz „Wilk o idei”), metafizyczny (tu wiersz „Wilk o nadejściu Królestwa”), kochający (tu wiersz „Wilk o miłości”), rozmowny. Gestem dobrego poety został zatem obdarzony właści-wościami ludzkimi. Ściślej: poety pełnego dobroci, dobrotliwego. Mógłby to nawet być Wilk Cogito. Zdolność do poszerzania obszaru kreacji poetyckiej okazuje się fundamentalną wartością twórczości Krystyny Szlagi. W jakie przestrzenie wstąpi jej poezja – trudno mi przewidzieć, znać jednak wyraźnie kierunki zamierzonych celów. Jednym z nich jest zwięzłość, innym implozyjność, jeszcze innym pokora niedomó-wienia, czyli idea, ale milcząca. Pięknie pisze poetka w beztytułowej sentencji:

Kiedy krzyk milknie
jeszcze głośniejszy wydaje się krzyk

17 września, 2006, rano

Piękny świt w migotliwym słońcu. Radio przypomi-na, że mija właśnie kolejna rocznica drugiego wybuchu drugiej wojny światowej. Dwa wybuchy jednej wojny. Wybieram poezję.

Marian Grześczak

 

 

CHWILA PRÓBY WILKA

Wiem że władza twa minie
Rozsypie się jak liście klonu
w jesiennym wichrze

Patrzę spokojnie
wyczołgany w błocie
rozbity opluty

Wiem
Wystarczy wyznać podziw i wierność tobie
byś zaprzestał tortur

Abyś otoczył mnie łaską
Współczuł w bólu połamanych kości
Pozwolił mi być wolnym

Jedno wyznanie to niewiele
To tylko tyle ile żądali
wczoraj tamci

1981

NIE BĘDZIE WIOSNY

             Pamięci Matki mojej

Mówiłaś: Nie będzie wiosny
Nie będzie traw pachnących
Ani róży z błyskiem światła w kropli rosy

Przyroda pleni się obojętna śmierci
Na tarasach zieleni mości się blask
pieni deszcz
Drzewa drogi ptaki
żyją w nas
dopóki jesteśmy

Mówiłaś: Nie będzie wiosny
Jest luty
Śmierć –
Mróz idący przez tysiąclecia
Płomień czuwania twych rąk złączonych
Słowa wzywające Boga

Przyroda pleni się obojętna śmierci
Kiedy przychodzi kres
barwy świata spływają w ciemność
pod powiekami

Mówiłaś : Nie będzie wiosny
Zbliża się kres

Umierają w tobie wszystkie wiosny
Gasną wspomnienia –
Las pełen chłopców z AK
karmionych przez ciebie
Las który deptał 
piekło pancerne

Milknie twoje wzruszenie ramion
wobec tych którzy żyją 
na odległość pięści
Tych którzy naszą przeszłość
jak stado wron chcieli rozpędzić
Czymże jest ojczyzna
podarowana mi w tobie

Mówiłaś:  Nie będzie wiosny
Jest luty
Kres
Nigdy nie godziłaś się
z tym płynącym przez ciebie nurtem dni
Myśli twoje wzbierały jak horyzont
pod skrzydłami wzbijającego się ptaka
Myśli ku śmierci
Chociaż żyłyśmy w jednych latach
twoim współczesnym był Dante
z miłości czerpiący sens i siłę
Moim – może Andre’ Che’nier
w swej logice idei

Mówiłaś: Nie będzie wiosny
Nie będzie jaszczurki grzejącej się w słońcu
pośród ostów w ciszy kamieni
Nie będzie jesiennej mgły nad łąkami
Guseł w chybocie ptaka nie będzie
Jest luty
Gromnica się pali
Ręce wyciągnięte
Dotyk przebaczenia
I moje pragnienie śmierci
Wielkie jak poczucie winy
Nagłe jak rozdarcie jasności
w której nie ma nic

Przyroda pleni się obojętna śmierci
Zboże wypłukuje złoto
Maki goreją...
Pochylam się nad śmiercią
jak nad leśnym stawem
Zatopione gwiazdy
złocą sczerniałe liście połamane gałęzie

Nie będzie wiosny
Odeszłaś Mamo
Luty trwa

9 luty 1981

ROZMOWA
Mmgmgg – jfjf 

– Markizie de Sade, w imieniu prawa
przynoszę ci wolność.

– W imieniu prawa wolności dać mi nie możesz.

– Tylko prawo daje nam wolność, markizie de Sade.

–  Prawo to poddaństwo.
Wolność to zagarnianie wszystkiego, 
co jest przedmiotem żądzy.
Wolność to posiadanie aż do unicestwienia.
Wolność doskonała to wolność zbrodni.

– Markizie de Sade, to wolność obłędu.

– Powiedz, czy twoje prawo karze śmiercią ?

– Prawo chroni przed złem, markizie de Sade.

– Zatem zabijacie?

– Nieokiełznany żywioł ludzki tworzy także zło.
 Prawo wyraża ideę dobra, markizie de Sade.

– Ideę dobra tworzą przestępcy
dzielący prawa dla siebie
a kary dla reszty.
Pytam, czy w imieniu prawa zabijacie?

– W imieniu prawa wymierzamy sprawiedliwość,
markizie de Sade.

– A więc zabijacie.
W czyim imieniu stanowicie prawa?

– Życie samo w sobie zawiera prawo.
Bezstronne prawo, gwarantujące mu istnienie.

– Zabijając spotwarzacie prawo życia.
Boga zamordowaliście 21 stycznia 1793 roku.
Ale Bóg nie umiera od jednego ciosu. 
Bóg w was żyje.
I teraz każdy z was chce być bogiem.
Nędzni uzurpatorzy.
Wieczni rywale Boga.
Bluźniercy.
Czy nie wiecie, że zgadzając się na zabójstwo
choć jeden raz,
wcześniej czy później musicie wyrazić zgodę
na powszechną zagładę.
Tylko Bóg jeden mógł zabijać
w majestacie swego prawa.

– Markizie de Sade, nie chcemy zabijać.
Ludzie są bardziej leniwi niż nikczemni.
Uszczęśliwia ich święty spokój.
Bardziej niż kara śmierci przeraża ich
terror cnoty.

– Ludzie są pożądliwi i niszczący.
Skodyfikujcie ludzką złość i nienawiść.
Miejcie odwagę ogłosić wolność zbrodni.

– Markizie de Sade, od chwili kiedy człowiek
zrezygnował z Boga,
sam jest odpowiedzialny
za wszystko, co żyje.

– Nienawiść.
Oto co czuje człowiek
opętany strachem,
upokarzany,
unicestwiany...

– Markizie de Sade, człowiek nienawidzi,
jeżeli nie znajdzie wielkości w drugim człowieku.
Wszystko, co w nas jest człowieczeństwem
pochodzi od innych ludzi.

– Wielkość, piękno, wolność
znają tylko przykuci w lochu.
Odejdź.

1984

Zamów tę książkę

Cena:

Książka dostępna jedynie w siedzibie wydawcy

Cena zamówionej książki przez internet a odebranej osobiście w siedzibie wydawcy: