Józef Baran: Pod zielonym drzewem życia (2000)

nakład wyczerpany nie ma w sprzedaży
baran

Bolesław Faron

Do tomiku Józefa Barana
Przedsłowie

Poetycki talent Józefa Barana odkrył przed laty Artur Sandauer, nieskory – jak wiadomo – do zachwytów nad najmłodszą liryką. Zaciekawiły go wiersze młodego autora, uznał ich wartość, życzli­wie towarzyszył poecie do końca swojego życia. Napisał, że poezja ta „umie trafić bezpośrednio do serc ludzkich”. To prawda. Utwory autora Bukoliki borzęckiej kojarzą bowiem zaobserwowany konkret z głębokim przeżyciem, ewokowanym przez wyszukaną metaforę, niebanalne skojarzenia. Toteż dojrzały dzisiaj poeta należy nic tylko do uznawanych, ale również chętnie czytanych ludzi pióra, a jego wiersze trafiły do gimnazjalnych i licealnych podręczników, ballady do repertuaru Starego Dobrego Małżeństwa i Eli Adamiak, a kolejne tomiki poezji szybko znikają z półek księgarskich.

Moje przekonanie o wysokiej randze poezji potwierdza zestawiony wybór wierszy Józefa Barana pt. Pod zielonym drzewem życia. Składają się na niego wydane w 1996 roku teksty z Zielnika miłosnego oraz inne utwory (m.in. z tomiku Skarga). Tom obejmuje wiersze z całej dojrzałej twórczości poety, aż po najnowsze sygnowane latami: 1996, 1997, 1998, 2000, a więc z ponad trzydziestu lat, ukazuje rozwój, dojrzewanie tej poezji, zagęszczanie się metaforyki, penetrowanie nowych rejonów artystycznej wyobraźni.

W tej części tomiku, która pochodzi z Zielnika miłosnego, dominują liryki miłosne zespolone z realiami przyrody (Krótka adoracja królewskiej lipy, Wierszyk do wiosennego sztambucha). Nie ma w nich jednak nic z sentymentalnych uniesień, natura tutaj nie stanowi sztafażu dla erotycznych doznań, nic jest też wyłącznie tłem dla rozgrywających się zdarzeń. Przyroda i uczucia w wierszach Barana zespalają się w jedno, tworzą nierozerwalną całość. Autor przy tym mocno stąpa po ziemi, nie ucieka w kosmos, nie odwołuje się do wyimaginowanych lasów i łąk, lecz do krajobrazów zapamiętanych z dzieciństwa, z którymi współżyje do dnia dzisiejszego (Bukolika borzęcka). Poeta pozostaje głuchy na częste w literaturze współczesnej epatowanie czytelnika brutalną erotyką czy fizjologicznymi opisami kontaktów kobiety i mężczyzny. Znajdziemy wprawdzie w wierszu Maj i orgazm bzów gorejących, i wytrysk mleczy, i erekcję konwalii, wszystko to jednak zostaje spointowane:

a nocą
niespokojny śpiew serca 
które przez gęstwę ciemności 
nawołuje inne serce

W tym sensie jest to raczej tradycyjna poezja miłosna, bliższa może bardziej Marii Pawlikowskicj-Jasnorzcwskiej niż Kazimierzowi Przerwie-Tetmajerowi, aczkolwiek tu i ówdzie pojawiają się również bardziej odważne tony, jak choćby w wierszu W muszli nocy:

sprasowani
w muszli ciemności
śliną śluzem
potem
usiłujemy
zlepić z powrotem
dwoje naszych ciał
w Jedno

Autor wykazuje głęboki szacunek dla słowa, ceni je, operuje nim z namysłem i rozwagą. Stara się znanym ze słownika miłosne­go pojęciom rozstanie, kochankowie, on i ona, ślub, wesele nadać nowy kontekst, mocno osadzić je w realiach doznań człowieka końca XX wieku. Odkrywają one przed czytelnikiem jego własną twarz, mówią o nim, o jego przeżyciach. Teksty te nie mają bariery wieku.

* * *

W pozostałych wierszach Barana paleta doznań poetyckich wyraźnie się rozszerza – znajdziemy tutaj i tematy egzystencjalne (Samotność, W milczeniu), i refleksje z podróży do Sztokholmu czy na Cypr, i coraz częściej lirykę osobistą, rodzinną (o żonie, o córkach), chociaż trafiają się tutaj również powroty do tematyki erotycznej, jak choćby w tekście bez tytułu zaczynającym się od słów: Nocą jej ciało przesłaniu mu świat.

W utworach poety z lat dziewięćdziesiątych wyraźnie już brzmią tony przeżyć, doznań dojrzałego mężczyzny, zbliżającego się się do pięćdziesiątki, który najpierw cieszy się, gdy córki wy­bierały się w góry, a dzisiaj musi się pogodzić ze ślubem jednej i wyjazdem na antypody (Wesele córki). Najbardziej ujął mnie z tej grupy tekstów List do żony zamieszkałej w tym samym pokoju. Oto jego fragmenty:

piszę do ciebie list
bo już tak dawno
nie widzieliśmy się
w tym naszym codziennym
patrzeniu na siebie
przez stół małżeński

piszę do ciebie list
bo już od dawna
nie słyszymy się
rozmawiając ze sobą nieustannie
przez nieczynny
małżeński telefon

piszę do ciebie list
siedząc naprzeciw za stołem
na dalekiej syberii serca
(...)

Poetę coraz częściej interesują relacje między ludźmi, ich rozmijanie się mimo fizycznej bliskości, coraz częściej pojawia się w tej poezji słowo „przemijanie”, coraz częściej refleksje nad życiem:

czuję jak życie
oddala się
ode mnie
wraz z parą zakochanych

To fragmenty tekstu, pod którym poeta zanotował: Kraków 2000. Nie sposób w krótkim przedsłowiu omówić wszystkie aspekty poezji krakowskiego poety. Nie było to zresztą celem tego szkicu. Nie sposób wskazać na wszystkie walory tego tomiku. To także nie stanowiło punktu wyjścia tych rozważań. Postanowiłem tutaj wystąpić nie tyle jako historyk literatury, pod którego kierunki ongiś pisał autor pracę dyplomową o poezji Marii Pawlikowskiej –Jasnorzewskicj, co zwykły czytelnik, który kreśli swoje uwagi w toku lektury tej poezji, konfrontuje ją z własnym bagażem doświadczeń życiowych, znajduje w niej okazję do przeżyć emocjonalnych i do przemyśleń egzystencjalnych.

Usiłowano niejednokrotnie umieszczać poezję autora Zielnika miłosnego w tzw. nurcie poezji chłopskiej obok Tadeusza Nowaka, Juliana Kawalca czy Wiesława Myśliwskiego. Myślę, że jest znacznym uproszczeniem. Józef Baran nie wyrzeka się swego dowodu, przodkowie raz po raz goszczą w jego poezji, Borzęcin miejsce urodzenia – również, ale zarówno zakres jego zainteresowań poetyckich, jak i metaforyka i leksyka tej poezji daleko wybiegają poza krąg doświadczeń podtarnowskiej wsi. Nie rezygnując z wyniesionych z dzieciństwa doznań – poeta równie chętnie sięga do innych propozycji kulturowych, cywilizacyjnych.

* * *

Lektura zgrabnie skonstruowanego tomiku jeszcze raz potwierdza prorocze słowa krytyka, że poezja ta „umie trafić bezpośrednio do serc ludzkich”. Z pozoru proste wiersze z wyszukaną, bardzo świeża metaforyką przyciągają uwagę, stawiają przed czytelnikiem lustro, w którym znajdzie on swoje odbicie, może skonfrontować własne przeżycia z doznaniami poety. Twórczość Józefa Barana jest bardzo przyjazna człowiekowi, nie przestrzega go przed zagrożeniami współczesnej cywilizacji, katastrofą ekologiczną czy innymi niebezpieczeństwami. To raczej pogodna pieśń o życiu, o życiu oswojonym. ona w sobie coś ze stoickich wierszy Jana Kochanowskiego.

Myślę więc, że pod zielonym drzewem życia każdy znajdzie dla siebie. Zarówno czytelnicy, którzy rozpoczynają kontakt z poezją, jak i ci, których włos przyprószyła siwizna, zarówno ci, kto czytają ją z powodów profesjonalnych, jak i tzw. zwykli odbiorcy. Z pełną odpowiedzialnością i z serdecznością zachęcam do obcowania z tą dojrzałą i piękną liryką.

Bolesław Faron

Kraków, w sierpniu 2000 roku

 

 

 

 

 

 

Zakochany odkrywca

jeden wynalazł koło 
drugi zbudował wodolot 
trzeci zrobił trzy pierwsze kroki na marsie 
a ja odkryłem Ciebie 
na tej dziwnej planecie
ziemi
i odtąd
co świt
budzi mnie
radosna jak szczygiełek
myśl
że ty naprawdę
istniejesz

Mała kosmogonia majowa

za oknem
sad w welonach
zastygły w szalonych podskokach
wokół gospodarza wesela: słońca

zieleń trzepocze rośnie 
pachnie śpiewa kwitnie 
ani na moment nie milknie 
w sercu miłosna wrzawa

znów jestem 
tym światem 
zadziwiony jak dziecko

na zmądrzenie 
mam przed sobą 
jeszcze całą Wieczność

Maj

słońce sprzęgło się 
w uścisku z ziemią:
orgazm
bzów gorejących 
czereśniowych ogrodów 
wyrywających się do lotu 
wytrysk mleczy 
erekcja konwalii
a nocą
niespokojny śpiew serca 
które przez gęstwę ciemności 
nawołuje inne serce

Ballada o rozstaniu

pomiędzy nami pociąg 
wyrasta jak spod ziemi 
porywa oczy oczom 
odrywa dłoń od dłoni 
na samotne połowy 
rozrywa zrośniętą całość

za szybą przestrzeń krwawi 
i pustoszeje niebo 
to nad polami łąkami 
dopełnia się rozstanie 
za lata za krajobrazy 
zachodzą twoje twarze

i cóż że serce
chce wracać
pędzone wbrew sobie po torach
i że koła
koła bez przerwy wystukują
nasze ostatnie słowa

rozstanie to taka
mała śmierć
z której musimy się odrodzić
by zosobnieć
na nowo

Małżeństwo

tak długo płyniemy
tą łodzią
że nie mamy sobie
już nic nowego do powiedzenia

początkowo wierzyliśmy 
że odkryjemy jakąś nową amerykę 
dopłyniemy do zaginionych 
brzegów atlantydy

ale nie

wciąż ten sam jednostajny
krajobraz morski
i słowa jak mewy
wciąż te same
siadają na rufie łodzi
na naszych włosach ustach ramionach

budzimy się rano 
ty zajmujesz 
miejsce z przodu 
ja z tyłu

zapominamy o swoim istnieniu

słychać rytmiczny plusk wioseł 
poruszanych naszymi rękami

Macierzyństwo

z medalikiem
dzieckiem co dynda
zawieszone między piersiami
stoi matka
w otwartym oknie
cała w purpurze jutrzni

figurka wyrzeźbiona nocą
w tarczę słońca wpatrzona
jak w zegar
natarczywie wypompowuje z jej piersi
rzekę krwi

a gdy krew zostanie przelana
gdy już będzie po transfuzji
bladą i lekką jak opłatek
matkę
porwie wiatr
przez okno świata
wraz z liśćmi

Zamów tę książkę

Cena: 10 zł

Koszt wysyłki: 5 zł

Cena zamówionej książki przez internet a odebranej osobiście w siedzibie wydawcy: 10 zł