Beata Szymańska “Wybór wierszy” (2009)

szymanska-wybor-wierszy

Wstęp do

Poezja Beaty Szymańskiej jest jak powiew wiatru z kwitnącej podgórskiej łąki w dawno nie wietrzonym domu, albo przypomina sytuację, gdy w sali pełnej pożeraczy hamburgerów pojawia się ktoś, kto niespiesznie zajada świeżo zerwane czereśnie. Z tą liryką kojarzy się natychmiast lekkość, czułość dla świata, piękne zdziwienie, niekonieczność, wdzięk, osobność, czyli podążanie własnymi ścieżkami.

Profesor filozofii i poetka. Urodziła się w Puławach, od wielu lat związana z Krakowem i zawodowo z Uniwersytetem Jagiellońskim. Na tej uczelni ukończyła studia – polonistykę i filozofię. Jako pracownik naukowy zajmuje się głównie filozofią kultury i filozofią Wschodu (to pod jej redakcją ukazał się cenny podręcznik akademicki Filozofia Wschodu). Obok problematyki stricte filozoficznej interesuje się również poezją Chin i Japonii, czego wpływy można dostrzec w jej wierszach. Opublikowała kilka książek poświęconych problematyce filozoficznej, tom opowiadań i siedem zbiorków poetyckich.

Od razu mógłbym wymieniać wiersze mistrzowskie z tego zbioru, lecz jest ich zbyt wiele, i tę radość odkrywania i smakowania pozostawię przede wszystkim innym Czytelnikom. Zacznę może od przytoczenia kilku cytatów z książki poświęconej poetce przez przyjaciół i współpracowników; te fragmenty pokazują niezwykłą osobowość autorki i jej niedzisiejszą, piękną dyskrecję, gdy bywa skłaniana do autointerpretacji. Księga nosi tytuł Prawda Samopoznanie Wdzięk (ukazała się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego pod redakcją Marty Kudelskiej i Małgorzaty Ruchel). Zamieszczony w niej wywiad z poetką zaczyna się od kategorycznego oświadczenia autorki Snów o porządku:

“Na początku tej rozmowy chcę z całą mocą powiedzieć, że nie będę odpowiadała na pytania o daty. Nigdy ich nie pamiętałam, dobrze mi z tym i nie zamierzam tego zmieniać. Bardzo rzadko myślę o tym, co było, jeszcze rzadziej o tym, co będzie. Mając do wyboru odczuwanie czasu lub przestrzeni, wybieram przestrzeń, a może raczej konkretne miejsca”.

Przytoczmy jeszcze istotne partie końcowe tej rozmowy przeprowadzonej przez młodego filozofa, studenta i ucznia Beaty Szymańskiej, Kajetana Marii Jaksendera:

“/…/ Przypominam sobie zresztą, że gdy poszłam z tomikiem poezji do Ingardena, to przeczytał go, ale powiedział mi, że mam dwie drogi i jedną muszę wybrać, bo poezja to jest wielka pani i filozofia tak samo, i wiem, że miał rację. Albo jedno, albo drugie, trzeba wybierać, niestety… Pisanie wierszy, moim zdaniem, wymaga uruchomienia jakichś innych części mózgu czy umysłu niż na przykład tych, które wykorzystuje się do pracy naukowej. Dlatego piszę wtedy, kiedy mam czas całkowicie wolny, przeważnie wakacyjnie i niedzielnie…”.

Na pytanie – dlaczego uprawia poezję, tak odpowiada:

“Odpowiem słowami mistrzów Chan: poezja jest opowiedzeniem świata nie wprost. Gdy się mówi o czymś wprost, to już nie jest poezja, a że bardzo dużo mówi się wprost o wszystkim, to niewiele jest poezji. Poezja jest trafianiem nie wprost w to, co jest najważniejsze, w rzecz, w istotę. To świadczy także oczywiście o szczerości autora i samej poezji. Emocje byłyby pewnego rodzaju komunikatem albo drogą do uchwycenia czegoś, czego się chwycić nie da. Ta cała sfera byłaby sferą poznawczą i cały ten wątek byłby rozwijany w sztuce japońskiej i chińskiej, byłby docieraniem do sztuki poprzez emocjonalność, ale nie w sensie zachodnim, katartycznym, ale traktującym emocje jako pewną drogę poznawczą”.

I rzeczywiście, w wierszach Szymańskiej od debiutu z Próby porównania (WL, 1962; współautorzy: Mieczysław Czuma, Wincenty Faber, Leszek Aleksander Moczulski) aż po utwory najnowsze pięknie realizuje się poetyckie pisanie “nie wprost”, przy tym nie znajdziemy tu nigdy poetyckiej (poetycznej) ostentacji, owego lirycznego zadęcia, z pomocą którego niejeden poeta zwraca uwagę na swój “gest”, pokazuje rozmaite piękności i kuglarskie sztuczki, zapewnia o posiadaniu bezpośredniego kontaktu z Muzą i Tajemnicą.

Szymańska należy raczej do tych twórców, do których Tajemnica przychodzi, ujawnia się na naszych oczach, jedynie i zaledwie na moment stajemy się jej depozytariuszami. Obdarza nas radością zdziwienia, czymś w rodzaju chwilowego “zrozumienia”, mocno dostrzegalnym umocowaniem w danej nam czasoprzestrzeni.

Przypomnijmy doktrynę mistrzów Chan (cytuję za szkicem Buddyzm Chan Szymańskiej ze wspomnianego podręcznika):

“Właściwą postawą w stosunku do własnego umysłu powinno być przyzwolenie na to, aby jego aktywność była spontaniczna /…/ Każda wymuszona i nastawiona na jakiś cel aktywność jest sprzeczna z istotą oświecenia, nawet samo dążenie do tego, aby je uzyskać./…/ Tylko “nie działając”, umysł rozpozna swą pierwotną tożsamość z Całością, a to znaczy z pustką./…/ Prawdę można osiągnąć jedynie przez intuicyjny wgląd, stanowiący doświadczenie, które nie może zostać opisane, chociaż można w jakiś sposób przekazać wiedzę o tym, jak tego rodzaju ogląd osiągnąć.

A w przekonaniu mistrzów Chan uzyskanie takiego wglądu jest czymś prostym i niewykraczającym poza możliwości każdego człowieka. Do prawdy nie prowadzi żaden proces intelektualny i nie potrzebna jest do tego wiedza teoretyczna”.

Wydaje się, że od wierszy wczesnych, prawd wypowiadanych w imieniu jakiejś zbiorowości i kierowanych do – zapewne – własnej generacji, przez kolejne książki i teksty możemy prześledzić wątek budowany na opozycji: porządek – nieład, konieczność/obowiązek – niekonieczność/przypadek:

                Sny o porządku Prawo kiełkowania

                pestki z jabłka dojrzałego padnie

                i regularność pieśni w kwadratowe

                ujęte zwrotki

                ale za domem jaki wiatru nieład?

                i jakie nieprawnie

                przemilczane kiedyś

                i zawieszone w połowie pytanie?

                                        (Sny o porządku)

Zastanawiające jest to, że już w pierwszym wierszu wyboru pojawia się słowo “medytacja” – jakby wiersze były bardziej przewidujące, profetyczne, “mądrzejsze” od ich autora, gdy – po latach zobaczy i my z nim – że tam, w juweniliach, tkwiła zapowiedź późniejszych zainteresowań, penetracji poznawczych i całego “światoodczucia” poetki. Od “czasu przewracania kartek” i “słodkiej erudycji” poetka prowadzi nas przez obszary trudne do jednoznacznego pojęcia i zrozumienia – przez sny, liryczne dialogi z kimś bliskim, pejzaże, które dają jakieś znaki, ujawniające zagadkowość istnienia, niemożność pełnego “rozumowego” rozeznania w użyczonej nam rzeczywistości:

Nie możemy też jakoś

                dobrnąć szczęśliwie

                do nie oglądanego nigdy świtu

                gdy woda jest nisko a pora niepóźna

                Kiedy zastygamy

                zakłopotani ciszą nagłych krajobrazów

                                              (Gdzie się  podziała oberża)

Te wiersze obrazują naszą ciągłą niegotowość na zdziwienie i niepewność, że możemy tu, w tej chwili, miejscu, nastroju, sytuacji i zdarzeniu być wreszcie “u siebie”. Czy taka postawa oznacza metodyczne zwątpienie w ludzką władzę i zdolność pojmowania? I tak, i nie. Poetka jakby mówiła: dookolny świat jest większy niż nam się wydaje, możemy się zaledwie do niego zbliżyć. Widzimy zawsze fragment, uczestniczymy w chwili, akurat tej, nie innej. Ale czy nawet to umiemy wykorzystać, przyswoić i oswoić, poznać i zrozumieć? Może z tego powodu już w latach siedemdziesiątych poetka bierze lekcję wstrzemięźliwości – buduje precyzyjnie krótkie formy, złożone z jednego wieloznacznego obrazu; przykładem takiego rozwiązania może być Wieczór:

                Wieczór  - brama

                z której wychodzi tysiąc chłopców

                w granatowych dżinsach

                i przez chwilę nie wie gdzie iść

Jednakże nasza niewiedza może przynieść owoce: niestraszne jest wędrowanie, jeżeli mu się zawierzy. Niestraszne, a nawet pogodne może być również wędrówka przez miasto, z którym poetka związała się na stałe. To miasto Kraków, jego ulice i ludzie, mijani, dni, które następują po sobie, obrazy “mojej ulicy”, jej portrety wielokrotne, dynamicznie wychylone ku zadziwiającej przyszłości i jej przypadkom, koincydencjom. Ale równie ważnym terenem penetracji jest prowincja wakacji, pobyty w wiejskim domku, obserwacja siebie i natury, opowieści o Ogrodniku, tej tajemniczej Osobie, która na swój sposób kreuje inne światy, niż ten miejski, industrialny, inaczej umacnia nasze poczucie istnienia i współ-istnienia z przyrodą i “rzeczami”:

                Ogrodnik wie, iż ciemność

                to ojczyzna rzeczy,

                gdzie są tym, czym są,

                lecz przedświt ukaże,

                że w ciemnym i otoczonym korą

                klocu drewna

                jest mocny stołek

                i drewniana łyżka.

                                  (Stary ogrodnik/(Przedświt/)  

Przy okazji takich obserwacji, aktów uczestniczenia, wtajemniczenia rodzą się pytania o tożsamość i pokrewieństwo z innymi istotami tego świata, o stopnie zależności między nami, o to, jak wreszcie “rozstać się ze sobą” i kim – w innym momencie – powrócić.

Tom, dotychczas ostatni, Słodkich snów, Europo, który miałem przyjemność redagować w 2005 roku, opublikowany jak poprzednie w Wydawnictwie Literackim, przynosi i rozwija motyw łagodnego przemijania, namysłu nad czasem, procesami nieustannego dziania się:

                Coś  zostało darowane,

                coś  zostało odebrane.

                                  (Coś  zostało darowane)

Znów cudownie proste, wypowiadane bez żalu, konstatacje, wielkie przyzwolenie, akceptacja “kolei rzeczy”, następstwa dni i spraw nas dotyczących. Ale i odwołania do tradycji poezji japońskiej. I piękne przykłady łagodnej, lirycznej żartobliwości, dobrej autoironii, opisy elementarnych czynności, kapitalne – “biorące w nawias” nasze dotychczasowe doświadczenie i potoczne, pełne oczywistości, sądy – relacje z powszedniej życiowej aktywności: chodzenia, obserwacji, picia kawy, wyczekiwania podpowiedzi i znaku od pszczoły, wlatującej do pokoju.

Mówiąc całkiem poważnie, poetka zwraca uwagę na to, że “wszystko” jest ważne, a nic – do lekceważenia czy przeoczenia, i że przyjęcie takiej postawy niewątpliwie wzbogaca intensywność naszego uczestnictwa w bytowaniu. Zaleca pokorę i całkowite otwarcie na nowość i odmienność każdej sytuacji, odrzucenie skali ważności, pokus hierarchizacji tego, co przychodzi do nas “z zewnątrz”.

Przykładem mistrzowskiego ujęcia w słowa takiej postawy jest między innymi wiersz Pijmy kawę, obierajmy jabłka:

                Powoli, powoli

                pijmy swoją kawę

                obierajmy jabłka.

                Pijmy długo, długo jedzmy,

                nie odchodźmy.

                Może wcale nie trzeba

                ani mówić, ani słuchać.

Czyż może być poważniejszy “program na życie”, credo, które powinniśmy przypominać i powtarzać sobie każdego poranka?

Nie znam podobnie czystego i bezpretensjonalnego głosu w liryce polskiej ostatnich dziesięcioleci. Dobrze, że Beata Szymańska JEST. Jeszcze lepiej, że proponuje nam tak piękną lekcję akceptacji dla świata, porozumienia z nim, i samozrozumienia.

Krzysztof Lisowski

Kraków, w sierpniu 2009

Zofia Zarębianka

“A w ciszy wyrzeczenia wszystko przyjdzie samo” – Beata Szymańska: poetka duchowej mądrości1.

Gdyby nie obawa przed patosem, napisałabym zaraz na początku tego omówienia, iż poezja Bety Szymańskiej jest … po prostu mądra. Może nie jest to najważniejsze dla mowy poetyckiej. Wolno wszak poszukiwać wyznaczników poetyckości w popisowych fajerwerkach formalnego eksperymentu. Od razu jednak trzeba powiedzieć, że nie dla czytelników dających się zaspokoić rozbłyskiem oryginalnej metafory, przeznaczona jest wyważona, filozofująca , kontemplatywna fraza poetki.

Niezwykłość skojarzeń i malarskość obrazowania podporządkowane zostają w tej twórczości imperatywowi precyzyjnego wyrażenia refleksji , której znaczenie określa dominanta sensow duchowych, jawiących się jako prymarne. Odkrywczość Szymańskiej zatem jest odkrywczością owych duchowych sensów, do których dochodzi się poprzez uważne bycie w świecie i świadome jego smakowanie. Zanurzenie w rzeczywistość , sensualne doznawanie życia, jego chłonięcie wydają się poetce pewniejszą drogą zdobywania mądrości niż studiowanie ksiąg i dogmatyczne trzymanie się reguł, które , choć potrzebne, wymagają dystansu, w przeciwnym razie bowiem mogą przesłaniać rzeczywistość. Doświadczenie, dotknięcie stanowi domenę tego, co namacalnie. W tym kontekście, nawet pisanie wierszy może być dwuznaczne, wprowadza bowiem zapośredniczenie i sztuczność. Delikatnie manifestująca się ironia czai się przeto w wierszu “Opisanie świata”: “Wielu wstaje wcześnie rano, żeby dokładnie opisać (…) wszystko, czego można doznać patrząc na pogiętą łyżkę”. Lirycznej bohaterce to, co dotknięte sobą, własną skórą, wydaje się zatem tym, co zapewnia prawdziwy kontakt z rzeczywistością, potwierdzając i weryfikując teoretyczną wiedzę. Sensualna bezpośredniość doznania jest też tym, co chroni przed manowcami intelektualnych iluzji, wynikających z abstrakcyjnych uogólnień pozbawionych styku ze światem, w jego fizyczności, w szczegółach pojedynczości, rozpisanej na przedmioty, rośliny, zwierzęta, ludzi, pejzaże. Symptomatyczny w przestrzeni ewokowanych sensów jest tu wiersz “Decyzja” , w którym obraz “Stóp < postawionych> mocno na podłodze” wykracza poza sytuacyjną dosłowność, poszerzając swe znaczenia i projektując je na duchową postawę “ja”, szukającego zawsze punktu umocowania w tym, co dane bez pośrednictwa: kultury oraz innych ludzi i ich opinii.

Nie o to, oczywiście, chodzi poetce, z wykształcenia filozofowi i profesorowi, by dyskredytować intelekt. Leciutko zaznaczony ironiczny dystans wobec mnogości filozoficznych koncepcji bytu i spekulacji na temat jego realności przekłada się w tej poezji na ufność wobec tego, co naturalne, nieskażone, pierwsze.

Wpisany w wiersze prymat tego, co doznane, nad tym, co wyczytane dotyczy w pierwszym rzędzie nie tyle porządku ratio, ile płaszczyzny egzystencjalnej i duchowej. Na tej pierwszej, egzystencjalnej, określającej ludzką kondycję, ma zagwarantować autentyzm bycia oraz szczerość odniesień międzyludzkich. Na drugiej, duchowej, staje się ontologicznym gwarantem istnienia, niejako potwierdzeniem, że świat i “ja” w nim nie są złudzeniem, wobec czego wysiłek przekraczania go oraz przekraczania własnego “ego” nie jest trudem bezcelowym.

Wpisane w wiersze Szymańskiej doświadczenie duchowe ma charakter uniwersalny w tym sensie, iż daje się opisywać zarówno w języku pojęć chrześcijańskich jak i, częściej może nawet, w kategoriach specyficznych dla buddyzmu zen, którego inspiracje w tej poezji zaznaczają się bardzo mocno. Katalog prawd duchowych, do których dochodzi liryczne ja wierszy Beaty Szymańskiej daje się sprowadzić do kilku przeświadczeń, budujących credo życiowe bohaterki. Wszystkie mają na celu rezygnację z myślenia o otaczającej rzeczywistości poprzez pryzmat samego siebie, przez soczewkę “ja”. Wyrwanie się z najbardziej naturalnego dla człowieka odczuwania siebie jako centrum” w samym środku świata // jestem ja , oczywiście” ( Na Kazimierzu w Krakowie) wymaga ćwiczenia duchowego: modlitwy i medytacji , umożliwiających wgląd w siebie. Jednym z najważniejszych składników duchowych ćwiczeń jest, w świetle poezji Szymańskiej, eliminacja roszczeń do zajmowania centralnej pozycji na orbicie bytu. Intuicję taką przynosi stwierdzenie: “sporo trzeba odwagi, by wreszcie rozstać się ze sobą” (Jesienne odloty”, czy wypowiedziana w innym wierszu przestroga przed próbą zawłaszczania świata: “kiedy wyciągasz rękę do świata//aby uczynić go swoim// rzeczy mówią: nie!” Umiejętność spojrzenia z boku na własne przeżycia wydaje się lirycznemu ja jedynym sensownym sposobem na nazbyt dotkliwą “cierpkość trwania”, nieodłączną od kondycji ludzkiej: ” nie chodzi bowiem o to// żeby nie bolało// tylko żebym to nie była ja” (Smak). Ból jest jednak konieczny, gdyż tylko on poświadcza prawdziwość bycia, stanowi jedyny dowód – ex dolore – na istnienie świata. Zalecane w wierszach wyrzeczenie ostatecznie niesie przesłanie pozytywne. W pierwszym rzędzie nie chodzi w nim o samoograniczenie i ascetyzm traktowane jako autonomiczne cele, ale o posłużenie się nim jako środkiem do osiągnięcia duchowej harmonii i prostego szczęścia , jakie daje odczucie jedności siebie ze światem.

Duchowe zalecenia tej poezji streszczają się w przekonaniu o wyższości życia prostego, uważnego, zgodnego z porządkiem natury nad nieuporządkowanym bytowaniem w zgiełku cywilizacji. Można by je w punktach zwerbalizować następująco:

Po pierwsze, bądź obecny w tej chwili, która właśnie jest. “Nie będzie już lepszego dnia,// żeby nim oddychać,//żeby oddychać tym dniem// uważnie, ale bez wysiłku” (Coś zostało darowane).

Po drugie, nie daj się uwikłać w opinie innych na własny temat, zdobądź się na niezależność od tego, co myślą o tobie inni : “Wkładasz na siebie wszystko, co o tobie powiedziano”, konstatuje bohaterka, proponując w zamian praktykę medytacji: “siądź, pomedytuj. Albo pofruń. Zobaczysz, wszystko się rozgmatwa”. Po trzecie, nie bądź łapczywy. “Dziś światło spełnia cię i zdradza // chciałeś i owcą być i wilkiem. (…)” (Nim słońce wzejdzie). Nie chciej za wiele posiadać, spróbuj wyrwać się z koła pożądań: przedmiotów, panowania nad innymi, znaczenia. Zamiast tego, po prostu bądź, obserwuj, zostaw to, na co nie masz żadnego wpływu, pozwól sprawom toczyć się bez twego udziału: “spokojnie siądź nad potokiem. Nie prostuj jego brzegów: ziemia jak głodna pszczoła sama pędzi do Punktu Omega” (Jesienne odloty). Po prostu więc, żyj, mówi poetka. “A w ciszy wyrzeczenia wszystko przyjdzie samo”, bowiem “niestraszne jest wędrowanie , jeśli mu się zawierzy”, jak zapewnia z przekonaniem liryczny głos płynący z wierszy, który niekiedy daje się zidentyfikować jako nauczanie wytrawnego przewodnika duchowej drogi. Przestroga przed zabójczym działaniem pragnień: “Kiedy pierwsze pragnienie // wciśnie w usta dziecka // jego własną pięść// już się stało. (…) Ten ciemny wąż zwinięty w głębi ciała wyprowadzi je do zimnych miast” (Pragnienie) – uzasadnia się przekonaniem, że pragnienie skierowane na ziemskie rzeczywistości nakręca spiralę pożądania, blokuje zmysł metafizyczny. Niespokojna nadaktywność stanowi też przeszkodę dla medytacji, uniemożliwiając koncentrację , wewnętrzne ześrodkowanie i czujne skupienie na przejawach dziejącego się wokół, a także w samym podmiocie , życia. Syntetyczna recepta na szczęście zdaje się wyrastać w tej poezji z doświadczenia medytacyjnego i jest jego dojrzałym owocem: Powoli, powoli// pijmy swoją kawę,// obierajmy jabłka.// Pijmy długo, długo jedzmy. Nie odchodźmy.//

1 Beata Szymańska, Wybór wierszy, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków 2010, seria : Poeci Krakowa;

Recenzja ukazała się w “Przeglądzie Powszechnym”, październik 2010, www.przegladpowszechny.pl

 

 

dla słabych i niemądrych.

(I dla mądrych także).

Odmawiam

Odmawiam przyznania racji

wszystkim, którzy twierdzą,

że dobro obroni się samo,

że światło rozumu

poprowadzi nas Jedwabnym Szlakiem cnoty,

że Mistrza rozpoznamy nie po czynach,

a właśnie po słowach,

chociaż nie wiadomo, jakich

i będziemy spali długo i szczęśliwie.

Odmawiam modlitwę,

żeby to jednak była prawda.

Wiersze dodane

101

Smak

Wiosna znowu smakuje

cierpko i wesoło

i zajęcze tańce

są lekkie i pełne wdzięku.

Nie chodzi bowiem o to,

żeby nie bolało,

tylko żebym to nie była ja.

100

  Pochwała hałasu

     Sosny i piaski,

     na których widać ślady

     samochodu, co dawno

     odjechał

     i nie zamierza wrócić.

     Cisza.

     Lecz nagle z okien domu

     pod lasem

     obraźliwa muzyka

     na cały głos!

     Radość dla dwojga młodych i starej kobiety

     sadzących w ogródku

     wczesną rozsadę.

     Kto by tam lubił ciszę

     w czarnym wszechświecie

     milczącym ponuro

     od środka aż po swoje

     wątpliwe horyzonty.

     Co żyje, musi krzyczeć!

     I niech nasz telefon

     nie milczy nazbyt długo.

     Zaspy

      Zaspy śnieżne

      białe przy torach kolejowych

      jak żołnierze

      którzy nie mają już sił podnieść głowy

      i tylko piją śnieg.

      Dziecko w pociągu

      rzuca zaspom przez otwarte okno

      pokruszone kawałki ciastka.

 

Zamów tę książkę

Cena:

Książka dostępna jedynie w siedzibie wydawcy

Cena zamówionej książki przez internet a odebranej osobiście w siedzibie wydawcy: