Andrzej Warzecha: Jesień z mostu (1998)

nakład wyczerpany nie ma w sprzedaży
warze

Stanisław Dziedzic
Wstęp do tomiku Andrzeja Warzechy
Ironista liryczny

Jesteśmy każdego dnia zarzucani nieprzebraną ilością słów. Znuężeni nadmiarem sygnałów, wśród których skarby i śmieci pojawiają się tak sam o nieoczekiwanie, mimochodem poświęcamy im coraz więęcej uwagi. Toteż tęsknota za komunikatem krótkim, a zarazem niosąęcym ważki ładunek wydaje mi się czymś naturalnym. Świadomie, choć nie bez żalu rezygnując z wielu artystycznych atutów — pragnę, aby moja poezja pokazywała pewne prawdy w sposób możliwie lapidaręny, prosty, aby była jednoznaczna (…) aby nikt nie był w stanie użyęwać tych słów w innych kontekstach wypaczając ich sens, aby byty im-pregnowane na zakusy różnego autoramentu manipulatorów po proęstu (1) – wyznawał przed laty Andrzej Warzecha.

Tym zasadom, tym założeniom pozostał wierny dotąd. Prostota lirycznej wypowiedzi, dyscyplina słowa poetyckiego, ironia, lakoęniczność, skłonność do aforyzmów sprawiają, iż jego poezja staje się bardzo nośna, posiada wartką konstrukcję myślową i kompozyęcyjną. Warzecha zdaje się unikać pojęć abstrakcyjnych i wieloznaczęnych, uznaje przy tym potrzebę ustawicznego zmagania się ze słoęwem, szukania jego sedna, wreszcie docierania do szeroko pojętej materii życia, do istoty prawdy. Unika obszarów wyeksploatowaęnych, niosących gotowe znaczenia, utarte schematy myślowe.

Nigdy nie piszę o tym – stwierdza w rozmowie z Anną Borową – co dobrze znam: poezja jest dla mnie wyprawą w nieznane, fakty, rzeczy pochwycone w sieć wiersza odsłaniają swe tajemnice, ujawęniają się pomiędzy nimi nieoczekiwane związki — istotą świata wciąż pozostaje paradoks.(2)

Biografię Andrzeja Warzechy znamionuje przemożna chęć poszuękiwania coraz to nowych doświadczeń, potrzeba odnajdywania nieęznanych miejsc i zdarzeń, próba ich porządkowania i hierarchizaęcji, a także swoisty dystans do otaczającej go rzeczywistości, nierzadęko postawa klerkizmu. Urodzony w Nowym Sączu w roku 1946, zaęnim podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, uczęszczał do różnych szkół, imał się rozmaitych zawodów. Po ukońęczeniu szkoły podstawowej zapragnął zostać zakonnikiem, był nawet czas jakiś w nowicjacie księży jezuitów w Starej Wsi pod Brzozowem, uczęszczał krótko do Technikum Łączności, potem terminował w zawodach fryzjera i kelnera, był świetlicowym w jakiejś nowosądeckiej firmie, wreszcie po ukończeniu tamtejszego liceum wieczorowego, wyjechał w 1969 r. do Krakowa na studia. Był to okres znacznej aktywności środowisk artystycznych, w tym także młodoliterackich. W Krakowie, podobnie jak w innych ośrodkach akadeęmickich, powstawały liczne grupy twórcze, ogłaszano manifesty i programy literackie, wydawano wspólne tomiki poetyckie.

W listopadzie tegoż roku Andrzej Warzecha wespół z Jerzy Gizellą i Andrzejem Krzysztofem Torbusem powziął decyzję o powołaniu grupy literackiej „Tylicz”, do której dołączyło wkrótce kilku młodych poetów – m. in. Adam Ziemianin, Franciszek Brataniec i Wiesław Kolarz. Grupa nie posiadała wspólnego programu literackiego, bo – jak stwierędzi po latach Andrzej Warzecha – powstała bowiem na przekór gruępie „ Teraz” i w manifestach oraz programach ogłoszonych przez „ Teraz” członkowie dostrzegali niebezpieczeństwo konwencjonalęnego „wspólnego języka “. Duchowe i stylistyczne pokrewieństwo nie musiało zdaniem „ tyliczan” wynikać z teorii, przeciwnie, swoęboda, w której ujawnia się pewna jedność, miała być potwierdzeniem literackiego i duchowego pokrewieństwa.” (3) Nie mając sprecyzowanego programu, a nawet od takiego proęgramu stroniąc, mieli swego literackiego patrona. Był nim Jerzy Harasymowicz. Sama nazwa grupy była nawiązaniem do głośnej, nie istniejącej już wówczas harasymowiczowskiej „Muszyny”(4), Tylicz – kiedyś miasteczko, obecnie wioska – jest miejscowością o starodawnych tradycjach, położoną na obszarze „Kraju Łagodęności”(5), w pobliżu Muszyny. Kilku „tyliczan” pochodziło z tego regionu, wszyscy byli nim zauroczeni. W Tyliczu – z jego niewielękim krzywym ryneczkiem, starą cerkwią i zapuszczonymi domaęmi, w jego malowniczej, ale -jak się często mówi – zapomnianej przez Boga i ludzi okolicy, dostrzegali odwieczny porządek, proęste i szczere uczucia oraz obyczaje, bo -jak napisał sympatyzująęcy z grupą Józef Baran – tam, na tyłach świata każdy dom ogroędzony jest płotem dekalogu(6). „Tyliczanie”, preferując prywatęność i przewrotny antyintelektualizm, stronili przy tym od polityczęnej deklaratywności. Ich postrzeganie świata odbiegało dość zaęsadniczo od pełnego aktualnych zagadnień społecznych i polityczęnych języka ugrupowań „nowofalowych” – m.in. krakowskiej gruępy „Teraz”. „Tyliczanie” nie unikali problematyki społecznej, ale postrzegali ją w powiązaniu ze swymi małymi ojczyznami, rodzięną, domem, rodzimym pejzażem. Andrzej Warzecha, podobnie jak jego koledzy, uczestniczył w wieęlu imprezach młodoliterackich, spotkaniach autorskich, zjazdach, konękursach regionalnych i ogólnopolskich. „Tyliczanie” przez kilka lat brali udział, oczywiście indywidualnie, w konkursach literackich „O Jaszczurowy Laur”, organizowanych w krakowskim studenckim Klubie „Pod Jaszczurami”, zdobywając tam liczne nagrody.(7)

Stanisław Stabro, poeta związany wówczas z grupą „Teraz”, oceęniając literacką aktywność „tyliczan” jako szczególnie interesującą, zarzucił im wszakże tworzenie sentymentalnych, podkolorowanych obrazków. Spośród członków tej grupy najwyżej oceniał twóręczość Andrzeja Warzechy i Adama Ziemianina (8). Zdaniem Andrzeja K. Waśkiewicza była to jedyna na przełomie lat sześćdziesiąętych i siedemdziesiątych grupa (…) odwołująca się w swej twórczoęści do tradycji Skamandra i – raczej niepopularnej wśród młodych – poezji Harasymowicza i Nowaka(9). Szereg lat dzieliło debiut poetycki Andrzeja Warzechy na łamach „Życia Literackiego” (1968) od daty ukazania się jego debiutanckieęgo tomiku – „Białego paszportu”, wydanego nakładem Wydawnictwa Literackiego w 1975 roku. Były to lata intensywnych poszukiwań własęnej tożsamości artystycznej i warsztatu poetyckiego. Przynależąc do grupy literackiej „Tylicz”, Warzecha nie rezygnował z poszukięwań własnej drogi poetyckiej, nie podporządkowanej żadnym zbioęrowym potrzebom, kanonom ani modom. Jego świadomość daleka też była od sztucznie kreowanej świadomości pokolenia.

W roku 1972, kiedy pierwszym „tyliczanom” udało się opubliękować debiutanckie tomiki, ukazał się almanach grupy, wydany staęraniem Zarządu Wojewódzkiego Związku Młodzieży Wiejskiej w Krakowie i redakcji „Głosu Młodzieży” z okazji ogólnopolskieęgo seminarium „Industrializacja wyobraźni”. Redaktorem almanaęchu był Jacek Kajtoch. W przedmowie do tego almanachu Kajtoch stwierdzał, iż członkowie grupy: Nie unikają ani problematyki poęlitycznej, ani zagadnień uniwersalnych. Chcą tylko mówić o tych sprawach w kontekstach najbliższych: krajobrazu, społeczności reęgionalnej, mieszkańców prowincji. Pożądaną zawsze w poezji koęmunikatywność osiągają przez nawiązanie do języka potoczneęgo i tradycji ludowej (…) w każdym razie nie ulega wątpliwości, że (…) ich twórczość ewoluuje w różnych kierunkach. Jest to widoczęne przede wszystkim u Wiesława Kolarza i Andrzeja Warzechy, któęrzy co raz angażują się w problemy społeczne naszego czasu.(10)

Wkrótce po ukazaniu się tego almanachu Henryk Cyganik, wiernie towarzyszący „tyliczanom”, sformułował – na podstawie dotychczasowych dokonań grupy oraz głoszonych przez nią ogólnych założeń – istotę programu, który przecież programem nie był, nie zawsze też do poszczególnych poetów i ich twórczości przystawał.(11)

Właśnie w grupie „Tylicz” – napisze po latach Andrzej Kaliszewski – upatrywać należy prekursora antynowofalowej opozycji, która w połowie lat siedemdziesiątych przybrała formy programowej polemiki, za sprawą wystąpienia grup z kręgu tzw. nowej prywatności.(12)

 

Warzecha od najwcześniejszych swoich wierszy zmierzał do form lakonicznych, nierzadko posiłkując się dowcipem i dobitnymi pointami, lubił nawiązywać do tradycji epigramatu. Obserwując życie w jego w jego jednostkowym i społecznym wymiarze, z czasem coraz chętniej i częściej posługuje się paradoksem, aforyzmem, antytezą, coraz to częściej widać w tych wierszach potrzebę dystansu wobec bieżącego życia. Uprawia poezję intelektualną, choć nie stroniącą od codziennej rzeczywistości. Atmosferę jego wierszy tworzą w sposób przemożny kunsztowne metafory, liczne sentencje, a przy tym odżegnywanie się od taniej, jałowej retoryki. W poezji Warzechy zasadniczo brak jest otwartego buntu, nie brak za to ironii, zespolonej z nutą żalu czy sarkazmu. Tkwi w tych wierszach ostrzeżenie przed pomieszaniem kryteriów i hierarchizacji wartości. Tych wartości, które należy ocalić. Kompromituje fałsz i obłudne konwencje, odbierające życiu prawdziwy sens i piękno. Podobnie jak w przypadku Adama Ziemianina czy Józefa Barana (13), prowincja z panującymi tam prawami i moralnością, dystansowanie się od zagadnień politycznych i doraźności zasadniczo nie miały (poza okresem najwcześniejszym) znamion tkliwości podkolorowanego wizerunku czy sentymentalnej scenerii, tyleż wyidealizowanej, co mało rzeczywistej. Warzecha spośród członków grupy literackiej „Tylicz” najrychlej poszedł w swych artystycznych poszukiwaniach drogą odrębną, nie wyzbywając się wszakże swoich fascynacji, u podstaw których legły jego pochodzenie i środowisko, czy pokoleniowe dylematy.

Jeszcze przed ukazaniem się jego debiutanckiego tomiku Stanisław Stabro słusznie konstatował:

W wierszach Andrzeja Warzechy, jednego z najbardziej utalentowanych twórców tej grupy znalazł odzwierciedlenie proces estetyczny, decydujący dzisiaj o podziałach i animozjach w kręgu najnowszej literatury. W skrócie można by go określić jako przejście od sielanki do współczesności, od zmitologizowanego świata folkloru baśniowomitycznych fabuł do bezpośrednio pojmowanej rzeczywistości i jej artystycznego odpowiednika (…) Andrzej Warzecha wyróżnia się spośród tych poetów typem nowoczesnej świadomości, poszukującej nowych odpowiedników dla postrzeganych treści.(14)

Spóźniony nieco debiut książkowy – tomik „Biały paszport” – odbiegał swoją zawartością i kompozycją od wersji pierwotnej. W przeciwieństwie do debiutanckiego tomiku Adama Ziemianina, nade wszystko zaś Józefa Barana, nie został on szerzej zauważony przez krytyków, a tym bardziej doceniony. Dopiero po ukazaniu się trzeciego tomiku („Ciało obce”,1979) nabrali ono przekonania do byłego nieformalnego przywódcy „tyliczan” (zdaniem Ziemianina, Gizelli i Torbusa grupa zaprzestała działalności w 1974, Warzecha uważa, że nastąpiło to w roku 1977 lub 1978). (15) Gdy „nowofalowa”, krakowska grupa „Teraz”, będąca naówczas w okresie „burzy i naporu”, głosiła potrzebę „realizmu nienaiwnego”, tworzenia poezji zaangażowanej, drapieżnej, bezkompromisowej w dążeniu do demaskacji „fałszywej wiadomości”, a przy tym określonej jako poezja „intelektualnej prowokacji” i nie stroniącej od treści uniwersalistycznych – Warzecha stwierdzał wręcz:

Na przekór wam poeci
którzy haftujecie swój sztandar
w niezgrabne słowa manifestów
wiosna
potrafi zadziwić
lepiej niż wiersz
dlatego nie mijam
jej obojętnie
i polecam czytelnikom waszych poematów
 				 („Dedykacja”)

Andrzej Warzecha podejmuje zagadnienia dotyczące nie tyle koncepcji poezji i jej powinności, choć i tych nie pomija, ale raczej statusu społecznego poety. Uzasadniają one jego poczucie odrębności, bronią prawa do swobody i innego pojmowania świata, do słabostek, nawet błędów, zwalniają od rygorów oraz uciążliwości, które nie powinny dotyczyć poetów, albowiem:

obowiązkiem poety
jest przywitać
każdą jesień

na tej podstawie 
zwolniony jest 
od niedzielnych kazań
 i uroczystych    masówek
(„Regulamin")

W „Białym paszporcie” zawarte są wprawdzie utwory programowe o wyższości liryzmu nad deklaratywnością i retoryką, ale zaęgadnieniem wciąż powracającym jest życie małego miasteczka z proęwincji, jego rytm codzienny i odświętny. Nuda codzienna i piękne otoczenia karpackiej scenerii wzajemnie sąsiadują, sam zaś autor lubo patrzy na te małomiasteczkowe realia z sympatią, nie stroni przecież od głębszych refleksji, nierzadko ironii. Uwidacznia się tu próba ustalenia własnej tożsamości, poeta więcej uwagi poświęca sobie i kategoriom filozoficznym niż samej obserwacji świata. Zauważalny jest wreszcie nowy język literatury, charakteryzujący się znaczną abstrakcyjnością i siłą ekspresji. Warzecha wykazał już wówczas znaczną wrażliwość na konteksty społeczne, problematyękę małych ojczyzn, okazał też już wówczas skłonności do posługięwania się aforyzmami czy sentencjami. Nurt filozoficzno-aforystyczny, choć był już w tym debiutancękim tomiku znaczący, znalazł znacznie szerszy wymiar w następnych zbiorach wierszy. Obraz prowincji z „Białego paszportu” wyparta został w „Rodzinnym telewizorze” (1977) przez scenerię wielkiego miasta, a rodzinny dom zastąpiony został niby-domem, betonowyn blokiem, w którym żyje zbiorowisko anonimowych monad. Zamiast rodzinnego stołu, przy którym zbierała się co dnia rodzina, owego domowego miejsca usakralnionego, pojawia się telewizor, niszczący więzi między domownikami. Ten fetysz nowoczesności nie daje już innych związków nad kontakt człowieka z komunikatem. Dehumanizacja jest tym groźniejsza, że przychodzi niepostrzeżenie i róż szerzą zasięg zgubnego wpływu, a ludzie nie uświadamiając sobie tego zagrożenia, stają się często bezwiednie niewolnikami czyich poglądów, obiektem mniej lub bardziej przemyślanej manipulacji Zdaniem Warzechy telewizor stwarza zagrożenie „pójścia” na łatwiznę, jest synonimem intelektualnej kołomyjki, ucieczki od życia w dwuwymiarowy, uproszczony obraz z telewizyjnego ekranu.

Nawet nie zauważyłem 
jak od stołu przesiedliśmy się

przed rodzinny telewizor
przy którym
nie ma już miejsca
dla tatuowanych marynarzy
i żołnierza samochwała
nawet nie zauważyłem
jak w spisie lektur
znalazła się
i karta gwarancyjna
którą przechowujemy
jak metrykę
sławnego dziadka
                                     („Rodzinny telewizor")

Bezkrytyczna pogoń za zdobyczami cywilizacji i takaż spolegliwość wobec obliczonej na doraźny i kłamliwy efekt serwowanych informacji narzucają nieuchronnie prawa właściwsze dżungli niż cyęwilizowanemu społeczeństwu. Obok sił, które gnębiły Kafkowego Józefa K., pojawiają się więc nowe, groźne fetysze, m.in. prowaędzące do zniewolenia umysłu, manipulacji ludzkimi umysłami i zmyęsłami. Gorycz ironii przemawia w wielu wierszach tego tomiku. Drogą do odzyskania tożsamości jest powrót do korzeni. W wierszu „Z rubryki ogłoszeń” czytelnik znajduje trafną dla siebie diagnozę:

zamienię telewizor 
na duży 
rodzinny stół 
niech służy
     u moich 
     dwunastu pokoleń
(...)
A kiedy
przyjdzie czas
odejdziemy
od niego
trzymając się za ręce

Poeta ukazuje często zbanalizowany obraz poetyckiego świata, świata bezdusznego, zza którego widać pragnienie poczucia bezpieęczeństwa i ciepła ludzkiego. Dlatego w miejsce pobłażliwej ironii jawi się częstokroć bolesna autoironia, wyrazisty niedosyt naczelęnych wartości humanistycznych, poszukiwanie tych wartości i treści, które pozwalają człowiekowi pokonać wszechogarniającą alieęnację, odnaleźć sens głębszych potrzeb. W „Rodzinnym telewizorze” zauważyć nietrudno zarówno poęgłębioną refleksję nad porządkiem świata, a także, w odniesieniu do „Białego paszportu”, wyraźne poszerzenie perspektywy oglądu tego świata oraz oceny zachowań ludzkich. Skurczyły się dzięki zdobyęczom techniki odległości między ludźmi, świat ery telewizyjnej stał się wielką wioską. Stworzone zostały możliwości szerokiego uczestęnictwa w wielkiej wspólnocie społecznej, ale w świecie współ-czesnych antynomii nowe fetysze i pseudowartości przesłaniają warętości ogólnoludzkie, humanistyczne. Często są one z całą bezwzględęnością eliminowane jako anachroniczne i trudne. Występujący na coraz szerszą skalę w twórczości Andrzeja Warzechy aspekt etyczno-moralny zbliża jego lirykę do twórczości Zbigniewa Herberta. Tomik „Rodzinny telewizor” uznano za poetycką spowiedź wędrowęca, poszukującego w warunkach współczesnej cywilizacji własnej drogi artystycznych poszukiwań i własnego systemu wartości. W licznych lirykach osiąga Warzecha mistrzostwo w zakresie umieęjętności łączenia lakoniczności co do objętości tekstu z jego nośnoęścią merytoryczną czy rozbudowaną obrazowością. Zwłaszcza że wiele z nich można by nazwać bez mała fabularnymi. Poeta stał się poniekąd odszczepieńcem w tym zakresie – takich bowiem wieręszy pojawiało się już wówczas coraz mniej. Spośród „tyliczan” wyęróżniał się od początku nowoczesną świadomością, szerokością hoęryzontów poznawczych i artystycznych. Poeci, którzy pragnęli poęzostać wiernymi młodzieńczym fascynacjom, skazywali się czasem na stylizację, częstokroć na jakieś samonaśladownictwo, powroty do utartych już wzorców, które nosiły nierzadko znamiona wtórności. Poetycka twórczość Andrzeja Warzechy nie nosiła nigdy tych znaęmion, a tym bardziej monotematyczności. W trzecim tomiku („Ciało obce”, 1979) znalazła potwierdzenie dalsza uniwersalizacja podejmowanych zagadnień, a więc kwestie natury ontologicznej, pytania o granice abstrakcji, sprawy metafięzyczne, wreszcie o metafizykę liczb (16). Coraz szerzej pojawiały się motywy społeczne, nawet polityczne, mocno zespolone z zagadnieęniami moralnymi. Poeta pragnie poznać motywacje determinujące ludzkie zachowania czy związane z nimi kryteria wyboru. W wieęlu wierszach nietrudno było dostrzec coraz więcej goryczy, iroęnii i pytań bez odpowiedzi. Utrata wiary w arkadię poetycką, czy tylko postawa sceptyka? Tomik „Ciało obce” przyniósł szeroko poęjętą, osadzoną w wielu płaszczyznach demaskację blichtru, codzienności i rzeczywistości współczesnej, nadmiernie dumnej z osiągnięć, które daje nauka i cywilizacja, ale częstokroć odległych od wartoęści humanistycznych, zasadniczych. Już pierwszy wiersz, „Bóg i liczęby”, przynosi zapowiedź treści, przytłaczających współczesny świat, czyniących życie ludzkie wysoce odhumanizowanym, wobec któęrych człowiek staje się bezsilny i absurdalnie wyalienowany:

Jakże niepodobny 
do innych Bogów 
jest Bóg liczby

Wszystko co ludzkie 
jest mu obce 
Wszystko co obce
w nim jeszcze

A więc: liczba – obsesyjny poetycki rekwizyt, pojawiający się naęmolnie i gęsto. Aż do granic przerażenia. Liczba, która jest wiarą, prawędą, emocją. Zimna, bezduszna, obojętna. I wszechmocna. Najwiękęszy i najważniejszy sukces naszej cywilizacji, „samogłoska wszechświaęta”. Idąc śladem poetyckiej myśli i metafor, którymi posługuje się Wa-rzecha, aby udowodnić bezsens wszechpanowania Liczby – szybko traęfimy na sens jej apologii. Jest to bowiem apologia przewrotna, demaęskatorska i ta chłodna Liczba dąży do dyktatury, do jedynowładztwa nad naszymi myślami, sumieniami, uczuciami.(17)

Andrzej Warzecha nie zaprzecza nauce jako takiej, broni wszakże jednostki przed groźbą zepchnięcia w rytm wszechogarniających taęnich uogólnień, mitami statystyk. Pragnie ustrzec człowieka przed zatraceniem jego niepowtarzalnej indywidualności. Ten świat liczb, intrygujący i zdumiewający swoją tajemniczością, jednocześnie odępycha, zraża chłodem, bezwzględnością i bezdusznością.

Szczególne uznanie przyniósł poecie tomik „Błędny ognik” (1982), wydany podobnie jak poprzednie nakładem Wydawnictwa Lięterackiego, uhonorowany Nagrodą im. Stanisława Piętaka. Boga Liczb zastępuje w nim, nie nazwany tak wprawdzie. Duch Historii. Znaczęna część wierszy wchodzących do tego tomiku pochodzi z lat „owych”, lat wielkiego przełomu – 1980 i 1981. Nie pozę kapłana wielkich zdaęrzeń i nie stanowisko ironisty przyjmuje poeta, ale raczej pozycję czujęnego sceptyka. Powściągliwość poetyckiej wypowiedzi czyni z tych wierszy lirykę obywatelską, jednakowoż wystrzega się Warzecha reętoryki politycznej. Skłaniając się nierzadko ku poetyce przypowieści, tradycyjnie lubuje się w tworzeniu sentencji i aforyzmów.

Potykając się z historią, Warzecha staje po stronie „stuletniego namysłu “. Przyznaje się do wiary w istnienie porządkującej siły, będącej jak gdyby połączeniem Demiurga i Pantokratora. Sama historia przekracza nas bardzo, ale też nadaje sens, wychodzący poza nasze możliwości percepcyjne.(18) W wierszu „Historia” stwierdza:

to co było
jest jeszcze
i jest z pewnością
to co kiedyś będzie

„Błędnemu ognikowi”, a także wcześniejszym dokonaniom poetyckim Andrzeja Warzechy poświęcił swoją wypowiedź dla „Noęwych Książek” Artur Sandauer, który kilka lat wcześniej powitał nieęmal entuzjastycznie pierwsze tomiki zaprzyjaźnionego z grupą „Ty-licz” oraz z samym Warzechą „poetę serca” – Józefa Barana. Wysoce krytyczny wobec „nowofalowych” grup literackich, przeciwstawiał im kolejnego „młodokrakowianina”

Warzecha — stwierdzał – jest raczej poetą refleksyjnym, przyswoił sobie znakomicie umiejętność skrótu, niektóre jego wiersze są napięsane, powiedziałbym, na modłę chińskich aforyzmów. Warzecha -mimo że z zawodu dziennikarz -patrzy na wydarzenia nie z perspekętywy chwili aktualnej, ale stulecia. Wystarczy zacytować „Kronikę”: Kto zaczął pyta rozgniewany król po przegranej bitwie Ty panie odpowiada kronikarz z godnym historyka stuletnim namysłem Wiersz tak dowcipny i skondensowany (…). Zresztą większość wieręszy Warzechy jest zrobiona według przybosiowskiej zasady „najęmniej słów”.(19) Blisko połowę zawartych w tym tomiku wierszy stanowiły utwory bardzo krótkie, zdradzające nie skrywaną tendencję poety do wypoęwiadania się w skrajnie lakonicznych formach, napotykanych już, choć nie na tę skalę, w tomikach wcześniejszych. Czasem nieco błazeńskie, przewrotne, z pewną dozą ironii, zawierają niemały ładuęnek emocjonalny i duchowy, nierzadko głęboki i wieloznaczęny w swej wymowie. Warzecha lubi odwoływać się do doświadczeń historii, do pamięci zbiorowej, jako świadomości historycznej, zarówno w odniesieniu do praw rządzących dziejami, zdarzeń hięstorycznych, jak również do konkretnych postaci. Postrzega te zaęgadnienia nie jako swoisty teatr dziejów i ludzi w tak pojętym teęatrze występujących, lecz nade wszystko jako konieczność uczestęnictwa w kształtowaniu historii, wpływaniu na jej bieg i porządek. Uderza w nich nierzadko poczucie obecności historii, miejsca w hierarchii społecznej i powinności stąd wynikających:

Wracaliśmy 
wracamy
wracać będziemy 
młynarczyk do młyna 
książątko do pałacu 
parobek do stajni 
naród do historii
                                               („Dzieciństwo")

Podejście poety do historii pełne jest rozumowego wyrachoęwania, pozbawione szalonych porywów, aromantyczne, bliższe poęstawie mędrca poszukującego ładu w celu przezwyciężenia chaosu. Owo stałe poszukiwanie jakiejś prawdy powoduje, że podmiot liryczęny nie staje bierny wobec zdarzeń, aktywnie stara się współtworzyć świat, dotrzeć do jego istoty, ale poszukiwanie prawdy przybiera różne kształty zwodzące niczym błędny ognik (…) (20). W 1986 r. ukazał się wybór wierszy A. Warzechy – „Diabelskie koło” – dokonany przez autora z poprzednich tomików. Nie był to wszakże wybór zwyczajny, zależało bowiem poecie na stworzeniu tomiku nowego, skomponowanego jako całość, w układzie bardziej merytorycznym niż chronologicznym, wzbogaconego o wiersze doętąd nie publikowane, z nielicznymi korektami dawnych tekstów. Toęmik poprzedzony został wstępem znanego krakowskiego poety i kryętyka, Andrzeja Kaliszewskiego. W tak skomponowanym „Diabelskim kole” ścierają się poniekąd dwie tendencje oglądu świata: w polu zaęwężonym, zmierzającym do indywidualizacji zjawisk i podmiotów, do fascynacji tym, co małe, kameralne i z rzadka postrzegane; z drugiej zaś strony autor lubi postrzegać świat, ludzi i prawa rządzące codzienęnością w szerokim kontekście, w sieci powiązań i zależności. Słowem: pragnie życie i świat widzieć jako całość, nie zatracając przy tym właęściwych temu światu proporcji i perspektyw. Warzecha, zmierzając coraz pełniej do form lakonicznych, zwykł pointować wiersze dowcipnie, z niemałą przewrotnością i dobitnie nawiązując nierzadko do tradycji epigramatu. Nie stroniąc wszakże od codzienności, coraz częściej dystansuje się od bieżącego życia, posługuje się z upodobaniem paradoksem, antytezą, aforyzmem, tworzy poezję o silnym piętnie osobistym i intelektualnym. Owa nieęzależność postawy twórczej wysoce znamionowała kolejny tomik poetycki – „Pieniądze dla umarłych” (1987), wydany nakładem Pańęstwowego Instytutu Wydawniczego. W programowym poniekąd wierszu, choć zamieszczonym pod koniec tomiku, a zatytułowanym „Śmiertelna pomyłka”, pisał:

Wszystko na właściwym miejscu
określone poglądy
wyraźny adresat
czytelne przesłanie
To jest właśnie
śmierć wiersza

Warzecha nie wskazuje zatem jednoznacznie, dokąd zmierza. Stroni od podpowiadania wprost, sugeruje zaledwie, czego należy unikać, co trzeba przemy sieć. Wystrzegając się więc jednoznacznoęści, polemizuje z tymi, którzy preferują potrzebę wyrażania sądów kategorycznych. Dokonuje autor w tym tomiku próby bilansu naszeęgo kończącego się stulecia, podkreślając przy tym, że wielu fundaęmentalnych spraw wciąż nie zdołano rozstrzygnąć, a postęp naukowo-techniczny, z którym wiązano tak wielkie nadzieje, okazał się w wielu zasadniczych kwestiach wysoce zawodny, budzi też uzasadniony niepokój. Nie mniej groźne staje się- zdaniem Andrzeęja Warzechy – dotkliwe, choć nie zawsze uświadomione spustoszenie świadomości, swoiste pomieszanie języków, ekspansja fałszy-wych wartości i wypieranie tradycyjnych, pojmowanych jako unięwersalne wartości etycznych, skoro już diabeł:

bożym słowem 
zaczyna wychwalać 
uroki piekieł
                       („Sztuka interpretacji")

Ileż tu celnych przemyśleń i opinii o naszym narodzie, o pojmowaęniu przezeń dziejów ojczystych, ethosie walki, wreszcie stereotypach myślowych, nawykach tak niełatwych do rewizji i zmian, a często pełnych zwykłej skłonności do taniej powierzchowności:

O Panie Włochów i Hiszpanów
któryś w piosence
grzechu, gniewie
czemużeś u nas tylko w bitwie
dlaczegoś dla nas tylko w niebie
                                            („Nad Wisłą")

W skromnie wydanym nakładem Oficyny Konfraterni Poetów niewielkim rozmiarami tomiku „Przy rodzinnym stole” (1991) poęmieścił autor wiele wierszy, pisanych nutą serdeczną, poświęcoęnych najbliższym – żonie, synowi, rodzinnym stronom, domowi, rodzimym tradycjom, nade wszystko zaś odnajdywaniu i potrzeębie budowania więzi miłości i życzliwości, które życiu nadają sens najpiękniejszy i pełnię szczęścia, odmieniające niewygody codzienęności:

Było ci zimno
i przytuliłaś się do mnie
Dlatego
kocham mróz
ja
który nienawidzę zimy
                           („Pochwała mrozu")

Niezwykłej urody liryki o matce, pełne ciepła, wdzięczności i płyęnącej stąd otuchy, rozmyślania przy wigilijnym stole, wreszcie cykl dwunastu lakonicznych liryków poświęconych miesiącom, a osadzoęnych w polskim krajobrazie i narodowych doświadczeniach -naleężą do najpiękniejszych w dorobku artystycznym Warzechy.
Tomik „Matka atlety”, wydany w 1995 r. nakładem Oficyny Konfraterni Poetów, potwierdził raz jeszcze literackie horyzonty Waęrzechy, artystyczną i intelektualną nośność jego wierszy. Wiele z nich poraża prawdą o konieczności odchodzenia, czasem wręcz zapowieędzią nadchodzącej zagłady wewnętrznie skłóconego, rozchwianego etycznie świata. Pogodzony z przemijaniem, świadom nieuchronęności tego przemijania i odradzania, staje ponad obawy intuicyjneęgo przeczucia trudnych nieraz do zaakceptowania reguł ludzkiego bytowania. W „Smutku radości” stwierdza więc:

Ziarnko grochu 
zakopane w ziemi 
jest początkiem śmierci

Paradoks, przeciwstawienie się powszechnemu przeświadczeniu, iż nie ma bardziej trafnego symbolu odradzania się życia niż wschodząęca roślina. Jednak Warzecha ma rację, bowiem w rzeczywistości naęrodziny ludzkie, zwierzęce, roślinne- zawsze przecież są początkiem drogi, na której nieuchronnie czeka Ona – Śmierć (21) W tych wierszach Warzechy coraz bardziej widoczna jest jedęnocześnie jakaś potrzeba nadziei, przekora, próba odporu wobec nie zawsze sprawiedliwym, logicznym i akceptowanym prawidłom świaęta. Nadzieja łączy się z umiejętnością i potrzebą oswojenia rzeczyęwistości, uświadomieniem potrzeb:

coś jednak we mnie umiera 
coś się jednak rodzi 
jestem jeszcze
 jak ziemia wyczekująca pogody
 (Żyję)

W latach 80. wydał Andrzej Warzecha dwa niewielkie rozmiarami tomiki wierszy dla dzieci – „Zimowy spacer” (z ilustracjami Andrzeja Mleczki) i „Krótki wierszyk ze słoneczkiem”, oba nakładem Ośrodka Kultury Wsi „Scena Ludowa”. Zarówno drugi („Krótka ballada o wiecznej miłości”, 1993), jak i trzeci wybór jego wierszy („Rajęski ogród”, 1996) wydane zostały przez krakowską oficynę „Miniaętura” w układzie i zestawie zaproponowanym przez autora. Zawieęrają one liryki pochodzące z wszystkich dotychczasowych tomików poetyckich Andrzeja Warzechy. Choć poeta stroni od doraźnej deklaratywności, bliższa mu bowiem postawa klerka niż mniej lub barędziej jednoznaczne zaangażowanie polityczne czy społeczne, niektóęre jego wiersze posiadają taki, nie wypowiedziany wprost podtekst. Nieprzypadkowy jest też tytuł ostatniego tomiku wyboru wierszy „Rajski ogród”, pochodzący od wiersza, którego nośność ubogaęcił autor poprzez wielość interpretacji, z polityczną włącznie:

Nie uprawiał, bo nie miał czasu 
nie miał czasu, bo czuwał 
Czuwał, bo nie dowierzał.
Nie dowierzał, bo nie był pewien
i powiesił się ogrodnik 
w swym rajskim ogrodzie.

Jak zauważa Roman Wysogląd, Warzecha osiągał dany tylko nielicznym próg czystości wiersza:
A poza nim rozciąga się już tylko kraina poetyckiej łagodności, co naturalnie nie oznacza pogodzenia się poety z losem, wręcz przeęciwnie – co powinno tylko zaowocować jeszcze piękniejszymi i mąędrzejszym i wierszom .(22).
Niniejszy wybór wierszy, zawierający zarówno liryki pochodzące z wszystkich dotychczasowych tomików, jak i teksty dotąd nie puęblikowane, tę opinię dodatkowo uwiarygodni, ale i wskaże potrzebę jej pełniejszego dodatkowego uczytelnienia.

Stanisław Dziedzic

1 Przywrócić poczucie utraconej harmonii…, Anna Borowa rozmawia z Andrzeęjem Warzechą, „Walka Młodych”, lipiec 1983
2 Op. cit.
3 Cyt. za: Ewa Głębicka, Grupy literackie w Polsce 1945 1980, leksykon. Waręszawa 1993,s. 395
4 W skład działającej w latach 1957-61 grupy ,,Muszyna” wchodzili m.in.: Jerzy Harasymowicz, Jan Zych (do 1958 r.), Jan Stoberski, Teresa Socha-Lisowska, od 1959 r.: Krystyna Kleczkowska, Ryszard Kłyś, Leszek Maruta, Janusz Roszko, Tadeusz Śliwiak, Elżbieta Zechenter, a od 1960 r.: Tadeusz Nowak, Marek Skwarnicki
5 Określenie Jerzego Harasymowicza
6 Józef Baran: Na tyłach świata
7 Zob: Stanisław Dziedzic: Monografia Klubu ..Pod Jaszczurami”, Kraków 1980
8 Zob. „Akcenty” 1973, nr 3
9 Andrzej K. Waśkiewicz: Formy obecności,, nieobecnego pokolenia “, Łódź 1978, s. 89 90
10 Cyt. za: Andrzej Kaliszewski, Małe jest piękne. O poezji Andrzeja Warzechy, „Tu i Teraz” 1984, nr 49 ”
11 Henryk Cyganik, Poezja w człowieczym pejzażu, „Gazeta Krakowska” 1973, nr 23
12 Andrzej Kaliszewski, Małe…, op. cit
13 Zob. Stanisław Dziedzic, Poeta świętej powszedniości, [w:J Adam Ziemianin, Dom okoliczności łagodzących, Kraków 1995; Stanisław Dziedzic: Między afirmacją a niezgodą, [w:] Józef Baran, Mała kosmogonia, Kraków 1994
14 Stanisław Stabro, .. Tylicz” i inni, „Akcenty”, czerwiec 1973
15 Szerzej: Ewa Głębicka, Grupy literackie…, j w.
16 Henryk Cyganik, Liczba świata, „Gazeta Południowa”, 11.04.1980
17 Op. cit.
18 Andrzej Kaliszęwski, Małe…, op. cit
19 Pogoda dla wytrwałych, czyli o starej i nowej fali i krakowskiej grupie „Tylicz”, z Arturem Sandauerem rozmawia Michał Łukaszewicz, „Nowe Książzki, marzec 1983
20 Ryszard Bednarczyk, błędny ognik, Tak i nie, 1983, nr 14
21 Andrzej Kozioł, Puma światła, Dziennik Polski 1996, nr 10
22 Roman Wysogląd, W stronę czystości, Wiadomości Kulturalne 1996,nr 33

 

 

 

 

Kim jestem

Bez aktu urodzenia 
świadectwa chrztu 
bez tych kilku cenzurek

Kim jestem
bez urzędowej opinii
poważnych referencji
bez dokumentów i odpisów
nie szczepiony
na ospę i dur
kim jestem

Bez wojskowego przydziału
nie wpisany
na żadną listę
bez nazwiska nad wierszem

Kim jestem

Poeta czytaj błazen

Serce powiedziało mu - nie 
rozum powiedział mu - tak 
on jednak
błazeńskim sposobem 
poszedł własną drogą

Pokonany

Przegrałem 
powiedział mędrzec 
zwyciężając na pięści

Błędny ognik

Pamiętam z dzieciństwa 
że pracował na bagnach 
zwodząc utrudzonych wędrowców

znudziła go widać 
sława lokalnego bohatera

wydoroślał
zmężniał
ale się nie zmienił

od jakiegoś czasu 
dowiaduję się
że na podmokłej łące świata 
błąka narody

Wiosenna gorączka

Wielkie pod ziemią 
poruszenie 
podbiał się budzi 
i kaczeniec

Pąk się obraca 
w stronę słońca 
dziewczyna chłopcu 
mówi zostań

Wieczna stójka
         pamięci mojej Mamy

Uliczka, dom
ścieżka i rzeka

Tam teraz stoję
Tam na nią czekam

Zamów tę książkę

Cena: 10 zł

Koszt wysyłki: 5 zł

Cena zamówionej książki przez internet a odebranej osobiście w siedzibie wydawcy: 10 zł