Andrzej Krzysztof Torbus “Na skraju lasu jest zielony dom” (2006)

torbus

Wstęp do tomiku Andrzeja Krzysztofa Torbusa

Ballady, lata, jesienie

„Myślę, że Wyspiańskiemu podobałyby się te strofy” – powiedział o wierszach Andrzeja Krzysztofa Torbusa najbardziej wnikliwy i przenikliwy obserwator polskiej kulturowej i literackiej współczesności – Piotr Kuncewicz. Ten dość ryzykowny sąd, szczególnie w Krakowie, znajdzie jednak swe potwierdzenie przy uważnej lekturze.
To krótkie i dosadne stwierdzenie, hasło niemalże – wystarczyć może na określenie jednym zdaniem całej wielowątkowej i wielowarstwowej materii życia oraz pracy twórczej poety. Dodajmy: artysty mało znanego, niszowego. Niezasłużenie odsuniętego (nie bez udziału samego zainteresowanego) na marginesy współczesnego życia literackiego i kulturalnego. Outsidera.
Antoni Potoczek, znany krakowski gawędziarz o homeryckiej niemal sławie (rezydujący w kawiarni nazywanej potocznie „Zwisem”), nazywa A.K. Torbusa najlepszym poetą swojej młodości, najwybitniejszym twórcą poetyckiej grupy „Tylicz”.
Piosenka turystyczna, spopularyzowana powszechnie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku jako odrębny gatunek twórczości artystycznej studentów i harcerzy, traktuje poetę jako swojego kultowego autora. Prestiżowa i znana w Europie impreza Jesień Literacka Pogórza, organizowana od lat przez niezmordowanego Andrzeja Grabowskiego z Ciężkowic, nie może się też bez niego odbyć.

Śpiewany jest Torbus przy ogniskach:

rzekami tratwy liści
potokami łódki z żołędzi
wrzesień rękawem wichury
owce do zagród pędzi

		     (Wrzesień)

Nucą jego słowa uczestnicy kultowych koncertów Andrzeja Mroza i grupy 
Kociołek:

zima w Wierchomli podkowami dzwoni
strumyki w biegu zatrzymując wpół
od nocnych kurniaw nie uchroni
poszczekiwanie psów

       		(Zima w Wierchomli)

Znajdziemy jego liryki i ballady w prestiżowych i ważnych antologiach. Pozostaje jednak w świadomości niedosyt, iż popularny jest wśród tzw. „niszowych odbiorców”, a jego kunszt nie ma należnego mu wpływu na potomnych. Wprawdzie literatura zna przykłady erupcji zainteresowania twórczością wartościowych artystów u „późnych wnuków”, lecz jest to niewielkie pocieszenie dla współczesnych miłośników twórczości Torbusa. Biografowie podają, że Andrzej Krzysztof Torbus (urodzony 18 stycznia 1950 roku w Sosnowcu) jest poetą, prozaikiem, autorem książek dla dzieci, tekstów piosenek, scenariuszy estradowych. Bywał też wydawcą, publicystą, recenzentem, organizatorem imprez kulturalnych. Kształcił się w szkołach muzycznych w klasach fortepianu i akordeonu. Polonista po Uniwersytecie Jagiellońskim (1967–1971) korzystający z wiedzy tak wielkich humanistów jak Jan Błoński, Maria Dłuska, Marian Tatara, Tadeusz Ulewicz, Kazimierz Wyka. W 1969 roku debiutował na łamach „Głosu Młodzieży” (numer 3) będąc od początku współtwórcą poetyckiego oblicza tego czołowego później pisma młodej inteligencji wywodzącej się ze Związku Młodzieży Wiejskiej. Fakt ten zaważył prawdopodobnie na całym dalszym życiu i działalności twórczej młodego polonisty.
Choć przykład poezji Józefa Barana, debiutującego wraz ze Stanisławem Barańczakiem, Julianem Kornhauserem, Witem Jaworskim czy Adamem Zagajewskim, uczy nas, że nie tylko teorie jedności pokoleniowej, przeżycia generacyjne i wspólność poglądów polityczno-filozoficznych są najważniejszą determinantą losów poetów i rozwoju ich twórczości. Tą wartością konstytutywną dla grupy wstępujących poetów może być wspólnota przeżyć lirycznych, wspólna tęsknota za mijającymi wartościami, krajobrazem, wspólne fascynacje intelektualne, wzory programowe i ideowe, podobne lektury.
W listopadzie 1969 roku został Andrzej Krzysztof Torbus współzałożycielem studenckiej grupy poetyckiej „Tylicz”. Należeli do niej twórcy podobnie jak on pisujący do „Głosu Młodzieży Wiejskiej” (tak z czasem stabilizuje się tytuł czasopisma): Franciszek Brataniec, bardzo krótko – Marian Czepiec, Jerzy Gizella, Wiesław Kolarz, Andrzej Warzecha, Adam Ziemianin. Później, z powodu bliskiej stylistycznie poezji, krytyka zaczęła łączyć z „Tyliczem” również Józefa Barana, co mimo jego protestów do dziś obecne jest w wielu tekstach krytycznych, a nawet historycznoliterackich. Stanisław Dziedzic charakteryzując w 10 tomie Historii literatury polskiej grupę literacką „Tylicz” podaje, że była to raczej grupa towarzyska, choć bliska w istocie wyznawanej swoistej ideologii, pewnego programu. Pisze o „zbliżonym pojmowaniu poezji, jej roli i funkcji”. Było to wynikiem wspólnej i podobnej biografii skupionych w grupie twórców. „Nie jest to wszakże apologia rodzinnych stron i panujących tam stosunków czy bezkrytyczne sięganie do regionalistycznych tradycji literackich, ale raczej odwoływanie się do określonej tradycji kulturowej. Rodzinna miejscowość i jej okolice czy szerzej pojęta prowincja nie były przy tym (…) barwną, słodką folklorystyczną mozaiką, ale raczej poetyckim zapisem ich emocjonalnych związków ze swymi małymi ojczyznami, z codziennymi sprawami ludzi, z osobami, które te strony opuściły. »Tyliczanie« nigdy zresztą nie dążyli do ściślejszego sprecyzowania swych założeń artystycznych i formalnych, zapisując niejako swój program w wierszach”.
Andrzej Krzysztof Torbus, młody poeta, student polonistyki, był płodnym autorem wierszy zamieszczanych w „Studencie” (szczególnie w latach 1970–1971), „Magazynie Kulturalnym” redagowanym przez wybitnego poetę Tadeusza Śliwiaka. Publikuje Torbusa przez całą dekadę lat siedemdziesiątych Władysław Machejekw „Życiu Literackim”, znany był z łamów miesięcznika „Poezja”, zamieszcza jego utwory krakowski na wskroś „Dziennik Polski”. Najczęściej jednak publikował w „Nowej Wsi” Kazimierza Długosza, w tygodniku ZMW „Zarzewie” oraz w miesięczniku „Okolice”, redagowanym przez Andrzeja Żmudę. Debiut książkowy przypadł jednak dopiero na 1978 rok. Wydaje wtedy w Młodzieżowej Agencji Wydawniczej Lato pogańskie, zdaniem krytyków – najlepszy tom wierszy. Wydanie książkowego zbioru wierszy blisko dziesięć lat po debiucie prasowym, przy zgromadzonej obficie bibliografii utworów publikowanych w prasie, mówi nam wiele o trudnościach organizacyjnych ówczesnego życia literackiego i olbrzymich kłopotach z normalnym funkcjonowaniem rynku wydawniczego. Choć zdarzały się wyjątki. Jerzy Leszin-Koperski, człowiek instytucja, potrafił inspirować ożywiony ruch wydawniczy, organizował seminaria, spotkania, konkursy. Patronował jednakże poetom i krytykom hołdującym jego poglądom programowym. Stał się więc głównym mecenasem Orientacji Poetyckiej Hybrydy, ułatwił debiut następnemu pokoleniu Nowej Fali, stworzył Nowe Roczniki, nazywane niekiedy pokoleniem Nowej Prywatności. W jego „Debiutach Poetyckich” – wydawanych corocznie w oparciu o mecenat Zrzeszenia Studentów Polskich – pojawiło się mnóstwo poetów różnej proweniencji artystycznej. Jego seria „Pokolenie, które wstępuje” do dziś ma swoje ugruntowane znaczenie w literaturze. Z Leszinem nie współpracowali jednak poeci z grupy „Tylicz”. Wybrali inną drogę poetycka, inną estetykę, odrębną formę istnienia publicznego. Zacytujmy dla przykładu wiersz Rozmowa z filozofem z debiutanckiego tomu A.K. Torbusa:

w miasteczku które dobrze znam
na rynku konie grzebią w sianie
ratuszem jest na wróble strach
a mędrzec w stawie topi kamień

uliczki trawą zarośnięte
w karczmie ostatni kufel piwa
czy będzie wojna każdy pyta
„znad lasu jeszcze nic nie widać”

a wszak mówili, że uczony
bo taką długą nosi brodę
i nos wieczorem ma czerwony
gdy wiatr z gór strąca niepogodę

w miasteczku, które dobrze znam
na rynku konie grzebią w sianie
baba na jarmark taszczy garb
może go dzisiaj sprzeda taniej

a woły ciągną dzień za dniem
a rok im deszczem smaga skórę
nim zaśnie mędrzec wiecznym snem
w księgi to wpisze gęsim piórem.

Takiego wiersza nie mógł opublikować Jerzy Leszin-Koperski. Jego przesłanie odstaje wyraźnie od estetyki Hybryd.
Twórczość autora Lata pogańskiego była odrealniona, nazbyt baśniowa i – można rzec – archaiczna. Nie zwracali też uwagi na ten rodzaj poezji koryfeusze Nowej Fali. Nie było tu owego „mówienia wprost”, jakie lansowano na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, nie było polityki i publicystyki, nie było protestu społecznego ni fascynacji pokoleniem „dzieci kwiatów”. Ta niby nienowoczesność „Tylicza” przesunęła ich twórczość na marginesy zainteresowania publicznego. Na szczęście nie zaniechali owi miłośnicy ładu i harmonii, świątków i krzyży przydrożnych, makatek, legend, krajobrazu – swojego odrębnego stylu tworzenia. Dlatego po latach możemy zachwycać się twórczością Józefa Barana, Wiesława Kolarza, Andrzeja Warzechy, Adama Ziemianina, Andrzeja Krzysztofa Torbusa… Zniknął nam (i literaturze) gdzieś tylko Brataniec…
Następny tom wierszy Andrzeja K. Torbusa ukazał się dopiero w 1990 roku. Ballady marnotrawnego sporym echem odbiły się wśród zainteresowanych poezją. Autor związany był w owym czasie z miesięcznikiem literackim „Okolice”. Jako redaktor ułatwił debiut wielu znanym dziś twórcom. Przydały się w pracy redakcyjnej doświadczenia z KKPM (Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy), niezwykle zasłużonej instytucji animującej życie literackie wśród członków Związku Młodzieży Wiejskiej, w środowiskach prowincjonalnych, małomiasteczkowych, wśród twórców piszących na ogół dla siebie i dla swoich bliskich, wśród autorów tworzących „do szuflady”. KKMP – Torbus był nawet przewodniczącym Rady Krajowej tego stowarzyszenia – zainicjowało szeroki ruch społeczny artystów tworzących za opłotkami stolic, poza dużymi ośrodkami, siłą rzeczy narzucającymi jednolity styl i propagującymi „jedynie słuszną” treść. Autor Ballad marnotrawnego miał też za sobą współpracę z niezwykle prestiżowym kwartalnikiem „Regiony”, redagowanym przez Wiesława Myśliwskiego, Konrada Górskiego, Mariana Pilota. Doświadczenia redaktorskie wspomagały jego pracę organizatorską, wszystkie doświadczenia, dyskusje, rozmowy, lektury – wzbogacały artystyczne i estetyczne poglądy poety.
W dedykacji sygnowanej datą 4 marca 1991 roku poeta zanotował niżej podpisanemu: „wiernemu czytelnikowi mojej poezji – bardzo serdecznie, z nadzieja na jutro (syte)”. Myślę, że będąc wiernym raz obranej drodze poetyckiej Andrzej Krzysztof nie doczekał jeszcze owej sytości, nie doczekał spełnienia artystycznego, nie mówiąc o pełnej stabilizacji życiowej. Taki los poetów wiernych sobie i swojej twórczości. Ich wybitność doceni niewielu, ich oryginalność, odrębność, nieuleganie modom to cechy szlachetne i piękne, pozbawione jednak merkantylnych możliwości. Nie przysparza sobie ta wierność poklasku, nie daje asumptu do nagród, stypendiów, wysokonakładowych książek… Nie interesuje też sponsorów.
Czyż „nowobogacka” inteligencja może zauważyć poetę tworzącego balladę o wiejskim podwórku, nawet jeśli jest ona dedykowana czytelnikom?

podwórko moje nieciekawe
nie ma się nad nim co rozwodzić
chałupa z lewej – stajnia z prawej
indyk jak paw po glinie chodzi

brona gawędzi sobie z kosą
gnój za oborą skryty leży
codziennie kury jajka niosą
Siwek sam siebie chyba przeżył

w kącie rupieci cała sterta
kierat co nigdy się nie kręcił
przed budą pies ogonem merda
trawy nie znajdziesz ani piędzi

poza tym płot i dwa orzechy
studnia głęboka na trzy sążnie
jaskółek świergot wprost spod strzechy
na sznurku schnące moje spodnie

jeszcze są klatki na króliki
drewno w sąg ułożone równo
i tak wygląda czytelniku
podwórko moje, moje gumno

Torbus zapisał niemal kronikarskim językiem obraz, który już znika. Zresztą sam w post scriptum zaprasza zainteresowanych do szybkiego obejrzenia owego podwórka, bowiem już niebawem geodeta wytyczy tu miejsce pod nową elektrownię. Ignacy S. Fiut recenzując ten tom wierszy dostrzegł w nich nawiązanie do tradycji narodowej i do twórczości Jana Kochanowskiego. „Balladowe utwory Torbusa są też dobrymi opisami polskich krajobrazów i kroniką obyczajów. To ciekawe dialogi poety z własnymi inspiracjami artystycznymi. Wiersze te przenika, podobnie jak u Barana i Ziemianina, fascynacja chrześcijańską metafizyką, niewolną nawet od herezji”.
Ponadto autor krytycznego zbioru Światy poetów zwrócił uwagę na fascynację poety tradycją kultury naszych sąsiadów „na tle złożonych polsko-rosyjskich stosunków politycznych”
Kolejnym bardzo ważnym zbiorem Torbusa jest wydany w roku 1995 Błędomierz. Poemat o prowincji. Poeta przedstawia namw książce szereg luźnych utworów w tematyce i stylu, do których nas już przyzwyczaił. Piotr Kuncewicz nazwał ten zbiór najciekawszym jego utworem „wyrastającym zresztą bardzo konsekwentnie” z całej dotychczasowej twórczości. Wnikliwy obserwator i krytyczny znawca poezji najnowszej pisze:
„Jest to właściwie cykl utworów drobniejszych, zaczepionych na bardzo luźnej i umownej kanwie quasi-fabularnej. Fenomen »polskiej szarej ziemi«, czy jak się mówiło dawniej »Polski powiatowej«, został tu ukazany wielostronnie i na różny sposób, oczywiście także przy okazji wielu tematów. Siłą Torbusa, zarówno tu, jak i w utworach wcześniejszych nie jest refleksja, a wzruszenie i towarzyszący jej obraz. Jest tu jakaś tonacja »rzewna«, dość prostoi bezpośrednio trafiająca do odbiorcy. Przy tym Torbus pamiętao efektach eufonicznych i eurytmicznych walnie wspomagających niby-piosenkową konstrukcję. Jest tu sporo stylizacji bardzo udanych. Błędomierz podoba mi się bardzo…”
Tom dedykowany synowi Tomaszowi zawiera motto z Traktatu poetyckiego Czesława Miłosza: „mowa rodzinna niechaj będzie prosta/ ażeby każdy kto usłyszy słowo/ widział jabłonie, rzekę, zakręt drogi/ tak jak się widzi w letniej błyskawicy (…) Bo więcej znaczy jedna dobra strofa/ niż ciężar wielu pracowitych stronic”.
Autor Błędomierza wierny jest przesłaniu noblisty. Adresatem swych wierszy czyni człowieka prostego, prostolinijnego. Dlatego zwraca się do czytelnika w sposób bezpośredni, choć nie bez – tak potrzebnej klarowności poetyckiego obrazu – symboliki i metaforyki. Najczęściej korzysta z formy śpiewnej ballady. Stabilizuje swój poetycki ogląd rzeczywistości w obszarach nieczęsto obecnych we współczesnej poezji. Prowincja nabiera pod piórem poety wartości, wraca do pierwotnych znaczeń, przyciąga nostalgiczne wspomnienia. Jest dla Torbusa wartością niezaprzeczalną, mitem konstruującym niepowtarzalne postaci. Jej znaczenie daleko przekracza nieco pejoratywne definicje geograficzno-estetyczne. Przeciwnie: dla autora Poematu o prowincji jest ona wartością samą w sobie, atawistycznie niemal odwołującą się do podstaw naszej kultury narodowej, polskiej, przywołującą – mitologizującą niemal – jak w poezji Kochanowskiego, Reja, mistrzów poetyckich baroku – doświadczenia metafizyczne. Ignacy S. Fiut stwierdza, że „taką prowincję (…) można spotkać nawet w centrum wielkiego miasta, bowiem towarzyszy ona każdemu człowiekowi, niosącemu ją z sobą jako własny obraz domu, ukształtowany w dzieciństwie i odciśnięty na własnej osobowości.”. Filozof i krytyk literacki jednocześnie dodaje, że „twórczość Torbusa jest pewną drogą, którą nieustannie przemierza, pomiędzy rzeczywistym wielkim miastem, a wsią i małym miasteczkiem, gdzie spotyka swych prowincjonalnych bohaterów w całej krasie żywotów, stających się podmiotami lirycznymi wierszy”.
Twórczość autora Błędomierza, a więc miejsca, które z jednej strony symbolizuje przywiązanie do tradycji, „wiary ojców naszych”, symboli i wierzeń zanikających już w ponowoczesnym świecie,z drugiej jednak nieuchronnie odchodzi w przeszłość mimo żalui nostalgii, jaki wzbudza, mimo poetyckiego protestu. Ta pozorna sprzeczność między chęcią uszanowania tradycji, zachowaniaw pamięci obrazu zapamiętanego w młodości, o tym swoistymi niepowtarzalnym kraju lat dziecinnych, a koniecznościami życia w nowoczesnym świecie – właśnie w poezji znajduje liryczną pointę.

matko prowincjo
bądź nam i błogosław
w każdej potrzebie
wspieraj siłą
by nam się w ciszy
umierało
rosło
nigdy na cudzy koszt
nie żyło

matko prowincjo
bądź nam i błogosław
odmów litanię
w rozpaczy godzinie
byśmy na wojnę
w dwuszeregu idąc
na ustach Twoje
zawsze nieśli imię

			    (Litania)

To jest wybór indywidualny. Ale i odpowiedź na wyzwania nowoczesności, konsumpcjonizmu, globalizacji. Poezja Torbusa stoi na straży wartości podstawowych, prostych, nostalgiczno-prowincjonalnych. Poeta stawia pytania, czy rzeczywiście musimy w wieku społeczeństwa obywatelskiego i cywilizacji medialnej gubić podstawowe wartości człowieczeństwa, wiary, etyki. A może obraz przetworzony i przypomniany przez poetę wzbudzi w nas wartości zapomniane i pozornie niepotrzebne? Choć trudno nie niepokoić się wraz z poetą, kiedy pisze:

 a ja się trwożę
 o to czy wzejdzie ziarno poematu

Czy jednak wzejdzie? – powstaje dramatyczne pytanie. Czy poezja, szkoła, rodzina, media… przygotowały właściwie grunt, podglebie ideowe, programowe. Warto w tym miejscu dodać także, że cała twórczość Torbusa pełna jest przywołań do sytuacji lirycznych znanych z poezji Tadeusza Nowaka, Stanisława Piętaka, Jerzego Harasymowicza czy Tadeusz Śliwiaka. Podobnie jak cała twórczość „Tyliczan”.
Poeta i krytyk – Maciej Naglicki, dodaje jeszcze inne inspiracje twórczości poetyckiej Andrzeja Krzysztofa Torbusa. W posłowiu do tomu Nocne rozmowy wydanego w Oficynie Cracovia w 1996 roku zwracając uwagę na oniryczność wierszy, „w których kreatorem wszechrzeczy staje się poezja” zauważa, że właśnie sama poezja jest „sędzią ostatecznym dobrego i złego, brzydkiego i pięknego”. To autor sam odważnie ocenia i oddziela dobro od zła. Dopowiedzmy, że w tym bezlitosnym ukazywaniu zła ludzkiej egzystencji znaleźć można dalekie echa zaczytywania się pokolenia poetów debiutujących w okolicach 1968 roku w twórczości Stanisława Grochowiaka.
Naglicki nazywa autora Nocnych rozmów poetą nastroju i obrazu, odwołując się do estetyki „Tylicza” oraz podsuwając kolejne inspiracje w słowach: „nie darmo jego działania twórcze wyznaczane są dymkiem ognisk, przy których natchnieni dzielili się »fajką nocy« z Gałczyńskiego, gdzie gitara wyznawała kolejną miłość”.
Muzyczność i rytmiczność poezji Torbusa naprowadza krytyka na kolejne inspiracje poetyckie: pieśni literackie Villona, Cohena,a nawet Włodzimierza Wysockiego. Śpiewność tej poezji, będąca zapewne wynikiem gruntownego wykształcenia muzycznego, pozwala autorowi wrócić na nowo do formy wiersza regularnego, rytmicznego, sylabotonicznego.
Oto nieco turpistyczna, a przynajmniej mało optymistyczna Rozmowa wigilijna:

żadna się gwiazda nie pokaże
na brudnej szybie nieba
nie spocznie pusty talerz
obok noża i chleba

kolędy nie zanuci zamieć
i wilk nie zaskowycze
nikogo nie okłamie
nieszczery garniec życzeń

spóźniony gość w drzwi nie zastuka
i nikt się nie urodzi
skłóconych z sobą ludzi
jemioła nie pogodzi

zwierzęta nie przemówią w nocy
opadną igły z jodły
i w sople mróz zamieni
do Boga słane modły

świec płomień nie ogrzeje czule
jakże chłodnego mroku
naszej wigilii której
nie będzie już w tym roku

Wnikliwy obserwator poezji Torbusa, przywoływany już profesor Ignacy Fiut, również dostrzegł nieco zmieniony styl poezji Nocnych rozmów. W owym tomiku „Torbus przegląda się krytyczniew duszy swoich bliskich, przyrodzie, rzeczach i kosmosie. Pragnie zachować od zapomnienia wartości i przeżycia związane z osobistym doświadczeniem życiowym, by nie zatarł ich czas. (…) Pochyla się nad codziennością człowieka i jego prowincjonalnym losem. Jest to jednak zbiorek bardzo osobisty, przypominający jakby rachunek sumienia, prowadzony w rozmowie z własną kurtką, butami, zegarkiem, skrzynką pocztową, krzesłem (…) telewizorem, banknotami, etc. Pełno tu nostalgii, liryzmu i refleksji nad sobąi światem”.
Ignacy Fiut uważa, że jednak ironia i czarny nawet humor dają nadzieję na to, iż poeta nie straci wiary w sens życia, tworzeniai nadal będzie opisywał niełatwy los człowieka zagubionego w globalizującym się świecie.
Dwa następne tomy: Nostalgie (1998), a szczególnie Miłośniki. Miłosne liryki (2001) przekonują nas, że nie były to nadzieje płonne.
Jaki jest Torbus? Nostalgiczny, smutno-wesoły, intelektualnie prosty, prostolinijny, liryczny. Wspominany już Piotr Kuncewicz konstatował: „wprawdzie nie śpiewa, przynajmniej na trzeźwo, ale pisze teksty piosenek, także widowiska poetyckie, wiersze dla dzieci…”
Tu przedstawiamy Andrzeja Krzysztofa Torbusa poetę. Niekiedy jawi się nam jako „lew salonowy”, pełen wigoru, humoru, autor wierszy miłosnych i erotyków – częściej jako antysalonowy „miłośnik” natury, przyrody, prostoty, umiaru. A może jest ten poeta wszystkim po trochu?

Tadeusz Skoczek
Nowa Iwiczna, październik 2005

 

 

TYLICZ

 tu się zaczyna lata dojrzewanie

 i srogość zimy swój napina więcierz

 tu konie ciągną ciężkie wozy z sianem

 i mętny Poprad moje pisze wiersze

 tu się wiosenne przewalają burze

 i wrony lecą w jedną tylko stronę

 na mokrym niebie chmury jak kałuże

 zielony z lasu wykrzesują promień

 tu zboża w jasyr wzięte przez wichurę

 w pokłon się cichy pochylają górom

 i o jałowiec woły czyszczą skórę

 a po trzech królach pyskiem kłapie turoń

 tu się mieszają wszystkie roku pory

 i wilki nocą gęsi z kojca kradną

 tu w jesień wielka rośnie we mnie gorycz

 choć złoty owoc rodzi w sadzie jabłoń

 ZOSTALI W GÓRACH

 zostali w górach nasi święci

 zima im w twarze śniegiem kurzy

 w strumykach trawą porośniętych

 szukają śladu letniej burzy

 zostali w górach nasi święci

 dziki im w grudzie ryją modły

 w lesie trwa jeszcze zapach mięty

 szyszkami dzwonią nocą jodły

 zostali w górach nasi święci

 wiara ostygła na ikonie

 lękiem pomarzły szyby cerkwi

 zgubiły łąki grzechy w szronie

 zostali w górach nasi święci

 własną niemocą zadziwieni

 pies mokrym nosem w sianie węszy

 gorąca strawa dymi w sieni

 zostali w górach nasi święci

 zima im w twarze śniegiem kurzy

 w strumykach trawą porośniętych

 szukają śladu letniej burzy

 NA SKRAJU LASU JEST ZIELONY DOM

 na skraju lasu

 jest zielony dom

 matka w nim ogień poranny rozpala

 i z pierwszym brzaskiem

 zawodzi litanię

 ojciec wertuje

 grubą księgę biblii

 szuka wersetu

 o stworzeniu świata

 a świat na strychu

 gdzie suszone zioła

 w starej walizie

 drzemie od stuleci

 i trudno dociec

 jakie tajemnice

 po zakamarkach kryje pajęczyna

 a wokół cisza

 że miejsca nie zapełni

 na łatwą zdobycz

 kołujący jastrząb

 tyle pamiętasz

 taki obraz śni się

 na skraju lasu

 dom zielony stoi

 po ojcu tyka zegarek na ścianie

 a matka liczy

 wiosny na różańcu

 *   *   *

 Rodzicom

 i zostaliście znowu sami

 w zimnym mieszkaniu w obcym mieście

 w kuchni się lampka nocna pali

 jedyny znak że jesteście

 głuche już sprzęty i piec głuchy

 listonosz rzadko do drzwi dzwoni

 nie ma z kim serio porozmawiać

 coraz to więcej zim na skroni

 prosicie żebym został dłużej

 kiedy przyjeżdżam do Was w gości

 a przecież w domu czeka żona

 teraz się ona o mnie troszczy

 wszystko tu jeszcze po staremu

 na swoim miejscu trwa jak zawsze

 tylko ten czas zbyt niecierpliwy

 już mi Was za niedługo zatrze

 *   *   *

 najcierpliwsze

 są żony poetów

 one rozumieją

 nasze późne powroty

 wypite piwa

 nigdy

 nie zwierzają się

 ze swoich kłopotów

 nie żądają drogich podarunków

 ani ciepłych słów

 tylko wierzą

 wciąż wierzą

 w naszą szczęśliwą gwiazdę

 *   *   *

 nie ma już tego domu

 z czerwonej cegły

 z matką

 czekającą na powrót ojca

 nie ma już tego stołu

 pachnącego

 ciepłym

 wigilijnym chlebem

 grzybami

 rzeką

 nie ma już tego chłopca

 o jasnych włosach

 z misiem pod pachą

 budującego z klocków

 dzień następny

 nie ma już tego miejsca

 miejsca po mnie

 a może

 i po tobie

 EROTYK  DLA  EWY

 Więc nam płynąć obok siebie łzą?

 Kruchym tchnieniem powietrza być tylko?

 Czy naprawdę musimy wciąż

 bez powodu w pół zdania milknąć?

 Za niedługo zasypie wszystko deszcz.

 Minie lato jak mrugnięcie powiek.

 A ja ciebie nie umiem zakląć w wiersz

 co się tłucze od dawna po głowie.

 GORZKIE  ŻALE

 tyś jest prowincjo nieodrodną siostrą

 ojcem i matką, wietrznej ospy krostą

 raną i blizną, odciskiem na dłoni

 żylakiem, zaćmą, żołnierzem bez broni

 tyś jest w regule niechlubnym  wyjątkiem

 każdego życia końcem i początkiem

 dziecięcych zabaw beztroską kroniką

 lipcowych skrzypiec weselną muzyką

 ucieczką grzesznych, pociechą w żałobie

 wyznaniem wiary i krzyżem na grobie

 ROZMOWA Z PRZYBYSZEM

 czasami zjawia się u mnie

 gość osobliwy

 wypraszam go

 delikatnie

 wymawiam się brakiem czasu

 ale on się nie spieszy

 smutek jestem

 mówi

 wyciąga rękę

 i zostaje

 ROZMOWA Z DUSZĄ

                              pamięci W.Sz.

 w takie dni

 kiedy skrzypi śnieg

 a jasny księżyc wędruje po wsi

  w poszukiwaniu bimbru

 i kiedy cisza tłucze się po kątach

 wyjąc niczym zgłodniały wilk

 w takie dni

 chciałoby się porozmawiać

 z tobą

 w cztery oczy

 a tu jak na złość

 brakuje odwagi

 i nikt nie umie wytłumaczyć

 dlaczego bolisz

 JESZCZE JESTEM

 1.

 jeszcze nie płacz twarz zmęczoną

 ukryj w dłoniach

 to tylko liście szeleszczą

 jesień kona

 jeszcze nie płacz tyle przecież

 dni i godzin

 czemu słuchasz mowy wiatru

 i odchodzisz?

 jeszcze nie płacz spójrz po szybie

 miesiąc płynie

 razem ze mną wypisuje

 twoje imię

 2.

 dokąd teraz? - pochylona nad lustrem

 rozczesujesz włosy

 mamy już własne mieszkanie

 i nawet parę groszy

 żeby jeszcze mocniejszą

 żarówkę wkręcić

 można by wtedy wyczytać książkom

 myśli spomiędzy wierszy

 czemu się tulisz do mnie?

 kaloryfer solidniej grzeje

 taka byłaś wesoła

 a teraz znowu smutniejesz

 3.

 nie płacz po mnie nie płacz

 nie rozpaczaj

 pomyśl że za chwilę

 znowu wracam

 tyle nieba masz

 nad głową za to

 a jesienią na dodatek

 babie lato

 tyle wrzosu i konwalii

 i zim tyle

 czasem tylko cień przygarnij

 na chwilę

 otwórz okno

 może przygna mnie zamieć

 wtedy łatwiej będzie ci ożywić

 niepamięć

 4.

 jeszcze jestem obok ciebie

 możesz sprawdzić możesz mnie dotknąć

 słyszysz - puste tramwaje dzwonią na rozjazdach

 znowu jesień zagląda w okno

 liści prawie już nie ma

 psy zmęczone wracają z niedzielnych łowów

 czwarta godzina a niebo takie szare

 przez firankę sączy się ołów wieczoru

 jeszcze jestem zapal lampę

 to dopiero umiera październik

 jutro ubierzesz się w wypłowiały kożuch

 żeby pójść w nim po ciastka do cukierni

 jeszcze jestem obok ciebie

 nie sprawdzaj nie dotykaj

 razem z wiatrem skacze po ścianie ognik

 pulsująca w żyłach muzyka

 *   *   *

 To są moje nostalgie

 nie poradzę nic na to

 one męczą natręctwem

 odbierają mi radość

 To są moje nostalgie

 najprawdziwsze z miłości

 chętnie do mnie się garną

 wściekłe sny bez przyszłości

 To są moje nostalgie

 takie błahe choć szczere

 jak powietrza ich pragnę

 i do końca nie wierzę

 To są moje nostalgie

 wypłowiałe na jesień

 pełne słów zakurzonych

 co kłamały już przedtem

 To są moje nostalgie

 słoneczniki za oknem

 brudne szyby półszepty

 wróble szare i mokre

 To są moje nostalgie

 lokatorzy na zawsze

 nic ich w popiół nie zmieni

 ani pamięć nie zatrze

 To są moje nostalgie

 woda wino i ogień

 wierne psy co czuwają

 aż się zamknę w jesionie

 ZNOWU WIERSZ DO CIEBIE

 Różne są sprawy - trudne, proste,

 cóż - Twoja ręka ich nie zmieni.

 W jedną nas stronę wiezie okręt,

 jeden nas los pcha ku jesieni.

 Może to źle, a może dobrze,

 sprzeczne teorie o tym krążą.

 A my uparcie i niemądrze

 dni naszych rozcinamy jądro.

 I tylko jutra się boimy,

 jak małe dzieci ciemnych kątów.

 Bo drogi zawiać mogą zimy,

 a strach zaczynać od początku.

Zamów tę książkę

Cena:

Książka dostępna jedynie w siedzibie wydawcy

Cena zamówionej książki przez internet a odebranej osobiście w siedzibie wydawcy: