Adam Ziemianin “Dom okoliczności łagodzących” (1995)

nakład wyczerpany nie ma w sprzedaży
ziemianinStanisław Dziedzic
Wstęp do tomiku Adama Ziemianina
Poeta świętej powszedniości

Poetą świętego stereotypu i świętej powszedniości nazwał przed laty Adama Ziemianina Konstanty Pieńkosz (1), a Włodzimierz Jurasz, zasta¬nawiając się nad fenomenem popularności jego poezji podkreśla zasadni¬cze jej walory: prostotę, optymizm i humor, zastrzegając przy tym, iż określeń tych nie należy pojmować w dosłownym tych słów znaczeniu.
“Budując proste obrazy, czy wręcz posługując się sprozaizowaną składnią i anegdotą poeta odwołuje się raczej do wrażliwości i uczuć. Ale prostota nabiera u niego także innych znaczeń. Bo w ascezie artystycznej Ziemianin dochodzi czasem do wyrafinowania. Dlatego też prostotę określić trzeba również jako skłonność poety do poruszania się w kręgu spraw najbliższych codzienności, podstawowych, które są u niego najważniejszym określeniem ludzkiej egzystencji. Są nimi dom rodzinny, miłość, codzienne smutki i radości. “(2) Wiersze Adama Ziemianina w sposób przemożny inspirowane są jego biografią, doświadczeniami życiowymi, są wreszcie artystyczną odpowiedzią na niesione przez otaczającą go rzeczywistość wyzwania. Urodzony w 1948 r. w przygranicznej Muszynie, zanim podjął studia polonistyczne w Uniwersytecie Jagiellońskim, był Ziemianin czas jakiś nauczycielem w podżywieckiej wsi, sezonowo zajmował się flisactwem na Popradzie, przeprowadzał inwentaryzację w podmuszyńskich sklepach, latał szybowcami sportowymi jako licencjonowany pilot, był też korespondentem “Gazety Krakowskiej”.
Debiutował stosunkowo wcześnie, w 1968 r., na łamach “Życia Literackiego”, wierszem Święty Jan z Kasiny Wielkiej, ale na pierwszy tomik przyszło mu czekać długo, bo aż siedem lat. Obfitowało to siedmiolecie w rozliczne i ważkie wydarzenia, zarówno na literackiej scenie Krakowa i kraju, jak również w biografii twórczej samego Ziemianina. Początki jego aktywności literackiej przypadają na okres dojścia do głosu poezji sceptycyzmu, nieufności, konstatacji czy demaskacji. Będąc metrykalnie rówieśnikiem krakowskiej grupy “Teraz”, tworzył poezję odmienną, pozbawioną buntu, ironii czy swoistej prowokacji. Łączył też w sposób naturalny aspekty estetyczne z tym, co nieliterackie, stronił od sformułowań o charakterze dyskursywnym, daleki był zawsze od nastroju katastrofizmu. Owszem, odczuwa się w tych wierszach o sprawach powszednich optymizm, potrzebę uświęcania rzeczywistości i codzienności. Poezja Ziemianina jest od początku liryką akceptacji życia w jego różnorakich przejawach.
Humor, będący pochodną optymizmu, przeradza się z rzadka w satyrę, niekiedy nawet zjadliwą, nie niszczy ona wszakże bukolicznej wizji świata i radości istnienia. Jest jednak w tych wierszach świadomość przemijania, mącąca radość życia, wnosząca poczucie nieodwracalności zjawisk i zdarzeń:

jeszcze
przyjeżdżam czasem

do miasteczka - naparstka Galicji 
mało kto mnie poznaje 
już nie jestem ich

W twórczości Adama Ziemianina dostrzec można pokrewieństwa, być może przypadkowe, zarówno do skamandrytów, jak i Awangardy. Pierwsze dotyczą treści – m.in. owego rozmiłowania w codzienności i we wszystkim co ona niesie; drugie – metaforyki i oszczędności słowa. Poezja jego zachowuje jednakowoż piętno samodzielności myślowej i formalnej twórcy, jego doświadczeń, systemu wartości, porządku etycznego. Niemal od początku poetyckiej działalności nieustannie poszukuje Ziemianin wymarzonej Arkadii – i ten arkadyjski mit prowokuje do odnajdywania znaczeń dodatkowych, symbolicznych.
Kiedy w 1969 r. kilku młodych krakowskich poetów, w większości członków Koła Młodych przy krakowskim Oddzielę ZLP: Jerzy Gizella, Wiesław Kolarz, Andrzej Krzysztof Torbus, Andrzej Warzecha, którzy odczuwali potrzebę przeciwstawienia modnym naówczas w poezji publicystycznym i społecznym treściom fascynację pejzażami małych ojczyzn i górskich scenerii Sądecczyzny, podjęło zamysł założenia grupy literackiej, Ziemianin, rychło dołączył do ich grona. Przyjęta przez nich nazwa -“Tylicz”, pochodząca od malowniczo położonej, prowincjonalnej miejscowości w regionie Nowego Sącza, z okolic którego większość z nich pochodziła, czy mniej lub bardziej otwarte nawiązywanie do tradycji grupy literackiej “Muszyna” (m.in. Jerzy Harasymowicz, Tadeusz Nowak, Tadeusz Śliwiak, Jan Zych) zapowiadać mogła ich opozycyjność wobec poetyckiego nurtu Nowej Fali.
Wspólnotowość grupy “Tylicz” nie przybrała wymiaru stricte programotwórczego i form spektakularnych, miała też nie tyle programo-wy, co raczej towarzyski charakter. O podobnym pojmowaniu poezji, jej roli i funkcji przesądzały zbliżone biografie i fascynacje podgórskim pejzażem, prowincją wreszcie panującą tam harmonią życia mieszkańców “Kraju Łagodności” (określenie J. Harasymowicza). Jednakże ów Eden wczesnej młodości przywoływali zazwyczaj z pozycji “wygnańca z raju”.
Intelektualizmowi krakowskiej grupy “Teraz” przeciwstawiali poniekąd filozofię będącą transpozycją słów Zegadłowicza – “wywodzimy się z ziemi, oto cały rodowód nasz i poezja nasza”, po trosze autentyzm Jana Bolesława Ożoga czy Stanisława Czernika. Nade wszystko jednak nie było to bezkrytyczne czerpanie z literackich doświadczeń kogokolwiek, ale raczej odwołanie się do określonej tradycji kulturowej. Prowincja, rodzinna miejscowość, nie były wszakże dla “tyliczan” barwną folklorystyczną mozaiką co raczej poetyckim zapisem ich emocjonalnych związków z małymi ojczyznami, z codziennymi, zwyczajnymi sprawami ludzi tam żyjących, a także z osobami, które te strony opuściły. Grupa “Tylicz” swego programu nigdy bliżej nie sprecyzowała. Zapisany on niejako został w wierszach, bo też “tyliczanie” nawet nie zakładali w przeciwieństwie do nowofalowej grupy “Teraz”, działalności o charakterze postulatywno-krytycznym. Swoją aktywność opierali raczej na towarzyskich występach w klubach studenckich i literackich, udziale w konkursach czy wspólnych publikacjach. Z tyliczanami także związany był, choć bardziej towarzysko niż programowo, Józef Baran.
W oparciu o tak pojętą formułę grupy twórczej, Ziemianin, podobnie jak i pozostali poeci pracujący niezależnie, nie był w swej samodzielności ograniczany wspólnym programem artystycznym.
W 1975 r., w redagowanych przez Andrzeja K. Waśkiewicza i Jerzego Leszina Koperskiego “Debiutach poetyckich”, Adam Ziemianin stwierdzał wręcz:
“Nie szedłem nigdy w stadzie poetów, bo uważam, że stadne pisanie zabija prawdziwą Poezję (…) Nie można ulegać chwilowej modzie, a tak stało się z niektórymi poetami, którzy nie mając predyspozycji wynikających z osobowości twórczej, na siłę stawali się kontestatorami. Efekty tego mizerne. Poza paroma wyjątkami tzw. Nową Falę tworzy bezbarwny, bezpłciowy tłumek »poetów z probówki«. Poezja to życie chwytane łapczywie. Trzeba być w środku tego życia, tak jak był w nim Andrzej Bursa”.<3>
Debiutancki tomik A. Ziemianina – Wypogodza się nad naszym domem, wydany nakładem Wydawnictwa Literackiego, ukazał się w 1975 r. Poeta, łącząc właściwą Różewiczowi “zgrzebność i ascezę” w doborze artystycznych środków wyrazu z harasymowiczowską skłonnością do wybujałej wyobraźni, zaskakiwał przy tym komunikatywnością i jednoznacznością. Można było odnaleźć w tych lirykach świat dzieciństwa, świat magii i baśni ludowej, choć:
“Główną zasadą ukształtowania estetycznego świata nie jest baśń, lecz spięcie, gra różnych elementów – swoisty dysonans. Rola tego dysonansu nie polega jednakże na zaskoczeniu, na epatowaniu czytelnika dziwnością i niebywałością skojarzeń, lecz na oddaniu sytuacji egzys¬tencjalnej człowieka w określonych warunkach społecznych. Utwory te odwołują się do rzeczywistości potocznej, wypadków realnych, które są nieustannie konfrontowane z rzeczywistością wyobraźni ludowej, chara¬kteryzującej się magicznym widzeniem świata.”<4>

Nietrudno też w nich dostrzec obraz rzeczywistości 
pozostającej pod wpływami apokryficznej wyobraźni ludowej:

moja matka nie miała sił
aby dojść do miasta
zamieniła już wszystkie prześcieradła
na żytnią mąkę
pozostało jedynie czekać na Józefa
który wracał z niewoli niemieckiej

i ojciec przyszedł
mówił że na świecie
dużo herodów
a choć chodzą bez korony
to co wioska rzeź niewiniątek

potem ojciec poszedł na kolej 
bo ciesielka nie była na czasie

a ja zacząłem nauczać

Z niemałą wrażliwością ukazany jest proces alienowania się bohatera lirycznego z kręgu kultury wiejskiej i małomiasteczkowej, która staje się symbolem harmonii i porządku. Ponowne wkraczanie w ten sielski świat nie jest bynajmniej dla poety powrotem na wyspy szczęśliwe, a zaledwie chwilową ucieczką przed dotkliwymi następstwami cywilizacji. Prze-świadczenie człowieka współczesnego o utopii takich marzeń powoduje, że “powroty” stają się w istocie powrotami do wspomnień szczęśliwego, beztroskiego – “kraju lat dziecinnych” – do świata wyidealizowanego.
“Trzeba jednak od razu zastrzec – stwierdza Bogusław Sławomir Kunda – że wieś nie jest dla Ziemianina, jak np. dla J. B. Ożoga terenem wyładowy¬wania najprzeróżniejszych kontekstów związanych z cywilizacją, można natomiast w jego ujęciu wsi widzieć pewne elementy wspólne z niektórymi autorami »tematu wiejskiego« w prozie, np. Kawalcem.”<5>
Zdaniem Kundy są te pokrewieństwa szczególnie widoczne w dys¬kretnie naszkicowanym przez Ziemianina procesie wyobcowywania z kultury wiejskiej.

O ile w debiutanckiej książce poeta “powracał” do rodzinnego domu jako oazy spokoju, dającej poczucie bezpieczeństwa – tomik drugi i trzeci (Pod jednym dachem – 1977 r. oraz Nasz słony rachunek – 1980 r.) znamionuje ton nieskrywanej goryczy, będącej wynikiem rozczarowania doświadczeniami życia w środowisku wielkomiejskim. Stroniąc od nacisku skutków współczesnej cywilizacji szuka miejsca bezpiecznego, wolnego od przytłaczającego hałaśliwego świata. Nie popada przy tym we frustrację, bo wydaje mu się, że ma się gdzie schronić – w ciepłym, usakralizowanym domu rodzinnym:

płynę do ciebie
gdy potop miasta
ściska mnie za gardło
gdy tonący
chwytam się brzytwy oburącz

Tymczasem coraz wyraźniej odczuwalny jest też dystans do tej 
wyidealizowanej rzeczywistości. 
Nietrudno też dostrzec w wierszach przeświadczenie poety o niemożności
powrotu do utraconej Arkadii:

nasza wigilia już nie nasza 
choć potraw jakby nam przybyło 
gwiazda do stołu nas zaprasza 
nie wiemy gdzie koczuje miłość.

Następuje nie tylko podważenie więzi, rodzinnych i kulturowych, 
ale także odrzucenie ciągłości tradycji. W wierszu Wigilia 
autor stwierdza z goryczą:
nie dogadamy się już nigdy 
z uporem trwasz w kamiennej pozie 
dlatego łamiąc się opłatkiem 
słyszymy lód trzaskający na mrozie.

W tym poetyckim zapisie przeżyć i doświadczeń człowieka, któremu niełatwo przystosować się do nowych warunków życia, głównie zaś innych systemów wartości, nie ma wszakże poczucia impasu. To -jak słusznie zauważa Andrzej Warzecha 6 – nie tylko literacka opowieść o codziennych sprawach, to także często gorzki rozrachunek z rzeczy-wistością i odnajdywanie nowych własnych dróg życiowych. Dla wierzącego w posłannictwo poezji autora, staje się ona oddechem wolności.

Tomik Nasz słony rachunek, dedykował poeta żonie Marii. W trzeciej części zawiera on cykl erotyków pt. Maria. Książka ta jest poniekąd podsumowaniem etapu poetyckich doświadczeń, a nawet do czasowej drogi życia Adama Ziemianina. Otrzymał za nią autor w l981 roku literacką nagrodę im. Stanisława Piętaka. Był ten tomik znamiennym manifestem pokoleniowym, zarówno w odniesieniu do okres poetyckiej generacji, jak i ludzi z tzw. awansu społecznego i intelektualnego, zachowujących więź z wartościami wyniesionymi z rodzinnych stron, ze swych małych ojczyzn.
“Z sytuacjami psychicznymi – stwierdza Tadeusz Olszewski – przedstawionymi w Naszym słonym rachunku, mogą – bez przesady – utożsamiać swoje reakcje tysiące rówieśników poety. (…) Nie szukając wielkomiejskich uciech, ignorując wszelki blichtr i sztuczność, (Ziemianin -przyp. mój S. D.) spokojnie i pogodnie zmaga się z codziennością. W niej upatruje jedynego sensu i z nią wiąże wszystkie nadzieje. Czasem tęskni do odpustowych pocztówek z prowincji, czasami ucieka tam, skąd przyszedł (…) Muszyna bowiem to nie jedynie punkt na mapie, ale przede wszystkim – określona filozofia życia, która każe ze zwykłych zdarzeń wyprowadzić sensy egzystencjalne i ogólnoludzkie.”<7> W 1982 r. wydał Ziemianin tomik W kącie przedziału, przynoszący potwierdzenie słuszności dokonanego przed laty wyboru. Jakkolwiek nietrudno w nim dostrzec kontynuację wątków, uwidacznia się wyraźniej artykułowane stanowisko w kwestiach natury etycznej i filozoficznej. Wyrozumiały wobec ludzkich słabości, nie zna tolerancji dla egoizmu i zawiści. Piętnując snobizm, kpiąc z pogoni za dobrami materialnymi, przesłaniającymi wartości intelektualne i duchowe jest świadom faktu, iż zraża sobie wielu dotychczasowych przyjaciół, z którymi rwą się rozmowy gdyż, – jak stwierdza – “dziś nawet wódka nas zawiodła”. Poetycka i życiowa dojrzałość nakazują postrzegać świat i oceniać go znacznie ostrożniej, niż kiedyś, w młodości. Kąt przedziału, z którego niewiele można dostrzec, nie jest zatem miejscem do obserwacji świata dogodnym.
Tomik Makatka z płonącego domu (1985 r.), w skład którego wchodzi kilka cykli wierszy: Makatki polskie, Poddaszowo, czy Kartki z kalendarza, jest artystycznym i intelektualnym wyzwaniem rzuconym zjawiskom bezmyślności. Choć zawierają makatki pojęcie użytkowego kiczu, są przecież elementem nieodłącznym w życiu i mającym wpływ na psychikę ludzką. Może się też kicz stać czynnikiem inspirującym artystę, gdy ten zdolny jest utrzymać pożądany do niego dystans. Makatki oznaczają także rodzaj tradycyjnej domowej samoświadomości, nośnik dawnej obyczajowości i moralności. Powraca w nich mit domu, codzienności i wynikający stąd problem “rozdarcia między ideą i idei tej inkarnacją.”” W “makatkowym”, poetyckim skrócie, w jej niewyszukanej ilustracji jakiejś naiwnej zazwyczaj maksymy, w kontekście osławionego ryczącego jelenia, zawrzeć zdołał Ziemianin zgrzebny los i niedostatki życiowe, bez konieczności bliższego zaangażowania narratora:

teraz rozumiesz że czasem ryczę 
i wyję często do ściany 
więc pod to jego marne życie 
kolejną wódkę wychylamy

Naiwność złotych myśli przedstawia poeta w krzywym zwierciadle, odbanalizowywuje je w zestawieniu z życiem realnym.
W cyklu Poddaszowo ukazane są niedogodności jego własnego życia w mieszkaniu na poddaszu w Domu Literatów przy ul. Krupniczej, gdzie wszystko jest niespodzianką,

bo na poddaszu 
życie ma skrajne wymiary

Znacznie szerszy kontekst merytoryczny i głębsza wykładnia filozoficzna świata, wykraczająca poza krąg spraw codziennych tzw. “małego realizmu” zawarte są w cyklu Kartki z kalendarza i w poemacie Hotel pod Dziką Różą. Tom ten przyniósł autorowi Nagrodę Funduszu Literatury.
Przyczyna sukcesu i popularności twórczości poetyckiej Adama Ziemianina tkwi także w muzyczności jego wierszy śpiewanych z niema¬łymi sukcesami przez Wolną Grupę Bukowina, grupę “Pod Budą”, Elżbietę Adamiak przede wszystkim zaś “Stare Dobre Małżeństwo”, a ostatnio także Jacka Wójcickiego.
Brak w wierszach Ziemianina błyskotliwych metafor oraz efektownych obrazów, przeciwnie – są one niekiedy sprozaizowane, oszczędne w środki artystycznego wyrazu, częstokroć wręcz ascetyczne.
Niemało poetyckiego wdzięku i prostoty, a przy tym bezpośredniości i wytwornej elegancji zarazem, posiadają zawarte w Wierszach dla Marii (1985) liryki miłosne, poświecone żonie. Obok wierszy miłosnych, pochodzących z poprzednich tomików, zamieszczone w nim zostały utwory dotąd nie publikowane, najnowsze. Warto dodać, że w twórczość i poetyckiej A. Ziemianina ta tematyka zajmuje miejsce znaczące. Poza wczesnymi i stosunkowo nielicznymi, adresatką tych utworów, nierzadko o charakterze erotycznym, jest właśnie żona. Tomik ten, w wersji znacznie rozszerzonej, doczekał się wznowienia w 1990 r. Niezwykły w swoim charakterze tomik o stylizowanym na popularną modlitwę w tytule – Zdrowaś Matko – łaski pełna (1987) zawiera kilkadziesiąt opublikowanych wcześniej wierszy poświeconych matce, a wydanych łącznie po jej śmierci. Uzupełnione o wiersze nowe, są poetyckim zapisem dialogu serdecznego autora z matką, bardzo osobistego i szczerego. Matka zajmuje bardzo ważne miejsce w jego twórczości, a pierwszy swój tomik – Wypogodzą się nad naszym domem właśnie jej dedykował.

Wydane w następnych latach wybory poezji A. Ziemianina (Dwoje na balkonie 1989 i Boski wieczorny młyn 1990) zawierają utwory z różnych okresów jego twórczości i z różnych tomików, a także wiersze nowe, wcześniej nie publikowane. Lektura tych wierszy, zestawionych łącznie ułatwia odpowiedź na pytanie, dlaczego przy licznych fascynacjach literackich artystami współczesnymi, jest poeta nade wszystko entuzjastą Kochanowskiego. Stwierdzenie Ziemianina: “Mistrz Czarnolasu pokazuje człowieka pełnego, z jednej strony biesiadnika, co nie stronił od gąsiora, z drugiej zaś – człowieka, który potrafił się rozczulić nad byle drobiazgiem. Słowem człowieka z krwi i kości”9 – można by odnieść w jakimś sensie do postawy życiowej bliskiej samemu Ziemianinowi. Nie chce on przy tym być poetą “małego realizmu”.
Jubileusz 25-lecia działalności poetyckiej A. Ziemianina – poety bardzo popularnego nie tylko w środowisku krakowskim, zgromadził w sali Filharmonii Krakowskiej setki wielbicieli jego twórczości, w tym liczną grupę artystów. Wydany wtedy tomik wierszy List do zielonej ścieżki przyniósł utwory niezwykłej urody. Refleksyjne, liryczne, czasem dowcipne, kiedy indziej zaś są pochwałą Stwórcy i stworzenia. W jednym z wierszy, autor stwierdza:

Dałeś mi Panie łaskę - abym ślad zostawił
Koślawy może - śmieszny - ale własny
Dałeś mi Panie tyle wątpliwości
Na te i tak już wątpliwe czasy
Jak to udźwignąć gdy słabości tyle
Że piwa bym się napił zamiast iść do wiersza
Jak mówić za mych smutnych braci
Gdy sucho w głowie a młodość nie pierwsza
wiem - nie wystarczy wroga znaleźć
To potrafi każdy młodo napalony
Ale jeszcze tyle z życia wytłumaczyć
Żeby starczyło na wiele pokoleń

Wyraża on prawdę o autorze, jego postawie życiowej, stosunku do systemu wartości, które jest mu bliski, do Boga.
Napisał przed dwudziestu laty Bogusław Sławomir Kunda o poezji Ziemianina, iż jest ona “bardzo pogodnym studium sytuacji człowieka we współczesnym świecie”‘(10) – i mimo rozlicznych przeciwności życiowych poety, mimo weryfikacji stanowiska w wielu kwestiach – słowa te nie straciły na swej aktualności.
Wiersze Ziemianina, laureata głównych nagród wielu ogólnopolskich i lokalnych konkursów literackich, tłumaczono na kilka języków. Od 1977 r. poeta łączy działalność literacką (jest także autorem opowiadań) z pracą dziennikarską- w latach 1977-1982 w periodyku “Kolejarz”, a od 1981 r. w “Echu Krakowa”.
Zamieszczone w niniejszym zbiorze liryki powstały w latach 1968 -1995, pochodzą ze wszystkich wydanych dotąd tomików, są w nim także utwory dotąd nie publikowane. Doboru tych wierszy dokonałem wspólnie z Adamem Ziemianinem. Ze swej strony w wyborze tym kierowałem się jego reprezentatywnością, by choć w części odzwierciedlał on charakter i nastrojowość jego twórczości, podważał wyrażoną kiedyś opinię o Ziemianinie – “poecie świętego stereotypu”, poza który autor dawno wyszedł, nade wszystko zaś pełną elegancji prostotę i komunikatywność.
Wierzę, że tak dobrany zbiór wierszy jest choć w części odzwiercie-dleniem opinii o twórczości poetyckiej Adama Ziemianina, wyrażonej przed kilkunastu laty przez krakowskiego krytyka i poetę, Bronisława Maja, która także zachowała swóją aktualność: “Podobne połączenie dowcipu i czystego liryzmu, stopienie ich w całość jednorodną – udało się niewielu. Ziemianinowi – tak (…) Te wiersze są o wiele mądrzejsze i głębsze niż to w swej – przekornej, “szwejkowskiej” – skromności udają. Spoza pozornie prościutkiego komunikatu przeziera często drugie dno, powszechny sens powszechnego zdarzenia”.”

Stanisław Dziedzic

1. Konstanty Pieńkosz: Literacka grupa "Tylicz". Tygodnik Kulturalny nr 2/1981
2. Włodzimierz Jurasz: Rachunek za dojrzałość. Magazyn Kulturalny nr l / 1981 
3. Cyt za: Anna Borowa: Nasz słony rachunek. Kultura nr.21 /l 989 
4. Andrzej Chudzik: Inny głos pokolenia. Poezja nr. 9/ 1976, s. 97
5. Bogusław Sławomir Kunda: Przesilenie „młodej poezji?”,
 Nowy Wyraz, nr 10/1975, s. 92
6. Andrzej Warzecha: Adam Ziemianin. Dziś portret – w środę spotkanie. 
Dziennik Polski nr 109/1982
7. Tadeusz Olszewski: O poezji Adama Ziemianina. Nasz los powszedni. 
Tygodnik Kulturalny nr 38/1983
8. Bogusław Żurakowski: Poezja domu. Odra nr 2/1987
9. Cyt za: Józef Baran: Autor! Autor. Rozmowy z ludźmi pióra i palety. 
Warszawa 1986, s. 219
10. Bogusław Sławomir Kunda: Przesilenie...jw.
1.1 Bronisław Maj: „Nasz słony rachunek” Adama Ziemianina. 
Tygodnik Powszechny nr 32/1980

 

 

Zbieg okoliczności łagodzących

zbiegliśmy razem ty i ja
z gór ośnieżonych w ciepłą dolinę
kto tak dobry był
i pomógł nam się spotkać
w tej oszalałej gęstwinie?

wyszliśmy nadzy dla siebie 
z nocy na światło dzienne 
nasze zegarki ślepe 
chodzić nagle zaczęły 
o jednej i tej samej godzinie

a przecież mogłem być 
przed twoją erą 
mogłaś być 
przed moją erą

Wychodzimy z zimy

wychodzimy z zimy 
trochę bladzi 
trochę jakby 
z zaspy zamyślenia

uczymy się chodzić 
po trawie 
kaczeńcom 
patrzymy prosto w oczy

jabłko z zimy co nam zostało 
dzielimy na dwoje 
na dwoje babka wróżyła

może przejdziemy razem 
do lata i dalej 
może jest nam to 
dzisiaj pisane

a może po prostu 
nasza miłość 
w wodę 
rzucony kamień

Stary sad
                              Marysi

jabłka już tylko Bogu podaje 
wszedł jedną nogą 
w niebieskie zwyczaje 
stary sad

anioły jabłka suszą 
węgierki szczypią w locie 
sto pociech

jeszcze pół ludziom 
pół bogu widzialny 
w beznadziei straszny 
lecz niepodważalny 
stary sad

dziczeje
powoli wraca do natury 
lecz w swej starości 
sam nie wie do której

miesza mu się Newton 
i Adam i Ewa 
już nie ma w nim dawno 
zakazanego drzewa

stary 
śmiertelnie stary sad

Makatka rodzinna

ta pani z tyłu 
o ciepłym spojrzeniu 
to moja matka 
(właściwie to jej tylko 
powinna być poświęcona 
cała ta makatka)

a ten pan w jasnym 
od początku niemodnym garniturze 
ze wzrokiem zawsze surowym 
to mój ojciec

w środku ja
szukam się ze świecą
tuż po pierwszej komunii

co z niego wyrośnie 
pytają zatroskane oczy matki 
na pewno nic dobrego 
odpowiadają chórem 
chłodne oczy ojca

Makatka senna

młyńskie koła mruczą rzeką 
wciąż obgadują młynarza 
młynarzowi kot przeszedł drogę 
lecz on złe myśli odgadnie

ciągle wśród mąki męczy nogi 
mysz na chwilę rozbije samotność 
młyńskie koło szepcze bez litości 
kiedy on nasz będzie siostro

wreszcie strużka krwi z żył wypłynęła 
i młynarz bledszy niż mąka 
wśród myszy wielkie poruszenie 
zasnął na zawsze ich kompan

młyn jeszcze idzie własnym rozpędem 
i mąka zbiera się w workach 
koła się szczerbią ze starości 
aby na zawsze tak zostać

Zamów tę książkę

Cena: 10 zł

Koszt wysyłki: 5 zł

Cena zamówionej książki przez internet a odebranej osobiście w siedzibie wydawcy: 10 zł