Bogumiła Jęcek “Czarne koronki” (2011)

bogumila-jecek

Bogumiła Jęcek
urodziła się 13 grudnia 1956 r. w Oleśnicy. Obecnie mieszka w Łodzi. Wiersze pisze od kilku lat, od 2009 roku ekfrazy do obrazów Edwarda Muncha.
Laureatka m.in. XXXII OKP im. Haliny Poświatowskiej, XVIII i XIX “Tyskiego Lata Poetyckiego”, XVI OKP “Sprostać wierszem”, XIX OKP im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego
(nagroda TETIS za zestaw poetycki wyróżniający się nowatorstwem formalnym i niekonwencjonalnością), XVIII OKP im. Rafała Wojaczka, XVII OKP im. Wacława Olszewskiego i
wielu innych. Wiersze Bogumiły Jęcek były prezentowane na antenie Polskiego Radia Katowice. Można je również znaleźć w kilkunastu pokonkursowych almanachach. Nominowana
do finału VI OKP im. Kazimierza Ratonia na książkę poetycką. Publikowała w “Akancie”, “Fragile”, “Dzienniku Polskim” i miesięczniku “Hajduczanin” oraz na stronach internetowych PKPzin,
sZAFa. Tomik “Czarne koronki” jest jej debiutem książkowym.

AUTOPORTRET

Czy można bardziej rozmazać życie? Wypalać

odległości? Od trzymanego w palcach papierosa

do ust. Chować w dymie wszystko, co do ukrycia,

i patrzeć w lustro. Moj wzrok oszukuje; to pewność,

ale tylko zmierzchu. Nie ma następnych dni, nie przejdę

do jutra. Przede mną sztaluga i moj obraz. Tak się zamykam.

Edward Munch "Autoportret z zapalonym papierosem", 1895

W POKOJU CHOREGO PRZY ŁOŻU ŚMIERCI

Modlmy się, niech słowa w milczeniu

przejdą, jak ona. Śmierć lubi przerywać,

we wspolnym tle zamyka końce.

Z nocy przemyca w noc. Modlmy się o światło

leżące na łożku - dzień, ktorego zabraknie.

Modlmy się za czerwone ściany, przez ktore

odejdzie życie. Za wyciągniętą dłoń.

Edward Munch "Łoże śmierci", 1895


Nawet ona wygląda na zagubioną. Śmierć. Modlę się

do pustego fotela. Mowi, że przyszła odpocząć,

że niczego nie chce; niebieska chusta nie zawsze

otwiera niebo. Ale nie opuszcza głowy, nie załamuje

rąk. Czeka.

W każdej pozie ten sam wyraz i słowo. Nikt

nie chodzi, nie słychać żadnych krokow; tylko

prośbę wszystkich o oddech:

nie zabieraj, odejdź.

Edward Munch "Śmierć w pokoju chorego", 1895

CZARNE KORONKI

Opanowanie to cierpliwość. Uczę się sztuki

pozowania. Dla życia jestem piękna, ukoronowało mnie

czarną opaską - patrzę tak, jakbym wiedziała wszystko.

Mam szesnaście lat i zamknięte usta.

Zdradza mnie dłoń. Gdy lekko sztywnieje,

żyły wypełniają się kolorem nieba. To w nich

umiejscawia się bezsilność. I wtedy wypada krzyk.

Edward Munch "Siostra Inger", 1884

Danuta Hasiak “Moja mała wolność” (2010)

danuta-hasiak-1Danuta Hasiak
ur. w 1960 r w Ziębicach (woj.
dolnośląskie).
Ukończyła studia ekonomiczne w Opolu.
Wiersze publikowała w antologii “Drugi
brzeg”,krakowskim “Dzienniku Polskim”, “Lamelli”, można
było je usłyszeć w Radiu Opole. Jest laureatką konkursów
poetyckich
XVIII OKP “Dać Świadectwo” (I nagroda),VII
OKP “Sen o Karpatach” (I nagroda), i III OKP “Impulsy
i niuanse” (wyróżnienie). Najchętniej czyta wiersze
Emily Dickinson,Haliny Poświatowskiej, Mirona
Białoszewskiego, Nelly Sachs, Jerzego Harasymowicza i
Wisławy Szymborskiej. Jej trzy “małe wolności” to pisanie
wierszy, joga oraz fotografowanie.

danuta-hasiak-2

***

jak dobrze
sięgnąć ręką za horyzont
i wyjąć stamtąd
nowy świt

położyć się na trawie
przywitać wschodzące
po kroplach rosy słońce
i wodospad róż
wylewający się purpurą zza płotu
odetchnąć  sianem pachnącym porankiem
zajrzeć do domku ślimaka
i zjeść z nim śniadanie
a potem z lecącym nad głową bocianem
zamknąć cały świat w jednym uśmiechu

CREDO

mam swój budzik
który bije
w rytm mego serca

już nastawiłam go
na miłość

on mnie obudzi

TANCERKA PANA DEGAS

ma w sobie tyle ciepła
a ja trzęsę się cała
w ten styczniowy dzień

tańcz proszę tańcz
piękna dziewczyno

rozgrzej mnie

obudź i porusz
schowane we mnie
za chmurami słońce
śpiące już od tylu dni

widzę promyk
nawet dwa
może po nich
do wiosny pobiegnę

Panie Degas
jakich farb pan użył
że bukiecik niezapominajek
który wypadł jej z dłoni
prosto w moje
jeszcze po stu latach
tak mocno pachnie

jakiej muzyki
pan wtedy słuchał
że tancerka na obrazie
nie tańczy
lecz frunie jak motyl ku słońcu
po tęczy swojej sukienki

a ja już razem z nią !


Recenzje, opinie:

http://swiatpl.com/home/art.php?id=9343

Bogumił Staszek “Eroticon” (2009)

bogumil-staszek-2Bogumił Staszek
(ur. 1968), zaczął pisać w kwietniu 2008 roku. Zdobył I nagrodę w XX Konkursie Poetyckim im. Wł. Broniewskiego w Płocku (listopad 2008), I nagrodę podczas “Wiosny Poetów” w
Nowogrodzie (2008), wyróżnienie m.in. w Gdyni, Radomiu, Poznaniu. W 2009 r. został laureatem Nagrody Głównej w XVII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać Świadectwo 2009”. Poeta związany
z Wrocławiem, Tarnowem, obecnie mieszka i tworzy w Wiźnie na obrzeżach Parku Nadbiebrzańskiego.

bogumil-staszek-1

 




trzy kuszenia

powiedział

dam ci najpiękniejszą kobietę świata.

nawet się nie odwróciłem

bo ją  mam.

protestował  że warto zmienić

punkt widzenia.

powiedział

dam ci wszystkie skarby na ziemi.

nawet się nie odwróciłem

chociaż  ich nie mam.

protestował że warto

to nie wymaga wyrzeczenia.

powiedział

będę  cię kusił samą swoją istotą.

odwróciłem się.

Wojtkiewicz

nie wiem po co była ta dziecięca krucjata.

ale na nią poszedłem.

może dlatego że miałem zmarszczki na czole

i ręce takie krótkie. dziecięce.

raz nawet porwałem królewnę

to było ekscytujące.

ale nigdy jej nie dotknąłem

ponieważ  ręce miałem takie krótkie. dziecięce.

statystyka

tu kościół nie ma wieży

- na jej odbiciu wzrok nie może

chodzić  po wodzie.

nie ma ratusza

ze średniowiecznymi lochami

- tortury znane są z telewizyjnych opowieści.

nie ma już synagogi

- na tym miejscu stoi sala gimnastyczna

w której dzieci skaczą przez kozła

jak przez bimę.

nie ma też żebraków

- pojawiają się od święta.

Agnieszka Koteja “szkiełka gaworzą ze światłem” (2008)

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAgnieszka Koteja, ur. 1964 r. W 1987 r. ukończyła pedagogikę na UJ i wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim. Pracowała jako opiekunka i wychowawczyni, obecnie zajmuje się redakcją pism dotyczących charyzmatu św. Brata Alberta. Pierwsza publikacja wierszy ukazała się w “Toposie” (3/2005).


***

Tłustymi oczami

            nie dotknij

tego słowa. W rękę je pocałuj. Dobrze.

Teraz możesz usłyszeć, że lepiej

źle, niepoprawnie kochać

niż wcale

Zakopane 25.11.2007




***

Hostia krągła jak listek lipowy

w słońcu. Hej, hej, Panie Jezu!

- świeć, rozświeć się, promieniej

w cielesność

ułomną

skupiony

Prądnik, luty 2004

 


***

Głupie odczucie, gdy się pęka w szwach

i wyrasta z siebie.

Jednak chcesz.

Więc chwytasz się za trud milczenia

w niewypowiedzianej

biedzie

Prądnik 15.01.2001




Dlaczego nie patrzę

      Mojej Mamie, która uczyła mnie
         widzieć piękno przyrody

I

Gdy góry są za głośne
i kwiaty hałasują
a wiotkie smreki kłują ciszę
i boli każdy kształt
                              skończony

- z nietaktem wobec piękna natury
zamykam drzwi izdebki
Bo za bardzo JESTEŚ

II

Za głośno o Nim mówią.
Za głośno. Rozumiesz?
Ten kamyk z krzykiem
                                    leży przy drodze
Dzwonki coś wyśpiewują,
                                          pewnie kolędy
Motyl plecie trzy po trzy, że nic więcej
                                                mu nie trzeba

No i, rozumiesz,
muszę zamknąć oczy
Bo JEST -

                              Kalatówki, 4.08.97


Wracając z ...

Lśnisz mi w oczach, w uszach dzwonisz
lgniesz do kształtu mojej dłoni
tryskasz szczęścia kaskadami
"jesteś ze mną" rośnie w "z nami"
      Już mi się w gębie nie mieszczą uśmiechy
      a oni tacy smutni
      ci przechodnie
      Głupia zakonnica nie zna życia
      tacy smutni
      pewnie jeszcze nie wiedzą na co Cię stać
      i że to dopiero nadchodzi czas
      rzetelnego cudu

Bo gdy przestaniesz już dźwięczeć i błyszczeć
gdy już umkniesz palcom i spłyniesz mi w ciszę
a uśmiech skurczony nie dotrze do twarzy
bo serce zwiotczałe długo miłość waży
To Ty, mój Wszechwładny
            Domownik-Przechodzień

sprawisz, że nadal
że nadal, o cudzie
      cała będę w Tobie

                        Łaziska, 7.01.98



***

                ...daj Mi swoje grzechy

Gdzież by mi na myśl przyszło
że tak bardzo lubię MIEĆ
                              swój grzech...

Gdzież by mi na myśl przyszło
że tak go potrzebuję
tak trzymam kurczowo puścić nie chcę nie umiem
Że tak ciężkie rozstanie
                        z grzechem odtrącanym...

Mówisz daj Mi swoje grzechy
A co będzie ze mną jak Ci je dam
Czym się będę dziwić
czym się gorszyć będę
czym znaczyć -
Że łatwiej siebie odrzucić
gdzież by mi przyszło na myśl...

                  Łaziska, 24.11.97

Andrzej Jakub Mularczyk Liczenie Mrówek (2007)

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERAAndrzej Jakub Mularczyk, urodzony w Lubinie w 1953 r. Ukończył Wydział Górniczy na Politechnice Wrocławskiej. Pracował w kopalni odkrywkowej węgla brunatnego i podziemnej kopalni miedzi. Debiutował w 1978 r. w piśmie Politechniki Wrocławskiej “Sigma”. W 1989 r. wydał arkusz “Drzazga”, w 1993 r. ukazał się tomik “Krzywa zwierciadła spojrzeń”, w 2007 r. ukazał się tomik “Liczenie mrówek” (śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków 2007). Laureat XV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego “Dać świadectwo”. Od 1994 r. mieszka w Ostrzeszowie.

liczenie-mrowek

KROPLA MOCZU

Bizon

Niecały jest człowiekiem.
Teren który znaczy
ma żółty zapach moczu.

Gromadzi spermę
by uwiecznić swoją personę.
Czeka aż wiatr znad bieguna
przyniesie zapach.

Podniecony z usztywnionym rozumem
wywoła wojnę,
by siebie wykrzyczeć
wśród urokliwych widoków kanionu.

I poniesie się w kosmos wołanie.
Orgazm, który przecząc Bogu
do Boga kieruje swoje kroki.

Wilk

Dawniej zbrodnie popełnione
podczas pełni księżyca
traktowano z wyrozumiałością.
Wierzono, że w każdym człowieku
pozostało jeszcze coś z wilka,
który szeptem kropidła
kusi duszę.

Zna kodeksy
i wie co jest złe,
a kawałki mięsa
kłami wyrywa
z uda bliźniego.

Podnieś kamień

Poeta jest w tym co napisał
nie tym co o nim piszą
i o co go oskarżają.

Czy potrafi
odróżnić dobro od zła?

Nadaje im różne imiona
Żyje w strachu, że drapieżnik
wejdzie między owce
zwoła kompanów
i nakaże baranom by i one
skosztowały krwi.

Epoka

Po śmierci Pana Cogito,
odsunięciu towarzysza i obywatela
na boczny tor lokomotywy dziejów
kim jest teraz potomek światowita?

Komu jest jeszcze potrzebny
kto o nim myśli?
A kiedy podwinie się noga
czy ktoś poda mu rękę?

Kto wyprowadzi go z materialnej nadwrażliwości
i pomoże uporządkować życie?
By potem godnie wszedł na salony
pasterza uśmiechniętej łąki.

I dębów podwyższonego widnokręgu.

Brat

Z braci,
którzy nie stali się świętymi
bliski jest mu Judasz.

Jego grzech, nad którym współcześni
z taką pasją się wynoszą
i stają się prokuratorami
patrząc na uwięzione w witrażach anioły.

A Judasz się bał,
bo trzeba bać się świata,
w którym człowiek
musi stać się bogiem
by go naprawić.

A bóg musi zejść
i stać się człowiekiem
by wiedzieć jak bardzo można się bać.

Krzysztof Konopa „Sierpień z deszczem (2006)

Okladka_konopaKrzysztof Konopa
ur. w 1953 w Zamościu. Jako poeta i satyryk zadebiutował w prasie lubelskiej w 1973 roku. Od 27 lat współpracuje z Tygodnikiem Zamojskim.
Jest laureatem kilkunastu krajowych konkursów poetyckich, m. in. 9 Warszawskiej Jesieni Poezji, X Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. E. Szymańskiego, IV Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „O dzban czarnoleskiego miodu”, XIX Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Haliny Poświatowskiej, IV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Józefa Łobodowskiego. Trzykrotny finalista i laureat Ogólnopolskiego Turnieju Łgarzy w Bogatyni.
Tomik poetycki Drugi brzeg nocy opublikował w roku 1996, rok później ukazała się książka satyryczna Obywatel Noe

 

konopa1
O książce pisali: Agnieszka Wyłupek-Zamojski Kwartalnik Kulturalny
starówka - noc

I
ze śniegu chmur gołębich poznasz
gdy zmierzchem
zmarszczą brew miękką lotu
że miasto senne

wieczór z szarości miską
nad starówką stanie
wieżycę ratuszową
zmyje krótkim deszczem
chwila
a cienie Ormian znowu zaczną kupczyć
ambrozjami pogodnej krótkiej letniej nocy

II
z ramion dzwonnicy
ulica spłynęła jak stuła
haftowana błękitami gwaru

w chrzcielnicy fosy
nagi stanął ratusz
hełm wieżycy schylił przed wiarą

III
do czerwonego popieliska murów
zbiegła się cała okolica

w czarce dzwonu
kipiał wrzątek dźwięku

w mufkę kopuły
ręce ukryła dzwonnica

na białe kolana schodów
świtem ratusz przyklęknął

IV
noc całą
do stodół rynku
siano śnieżycy wiózł
skrzypiąc mrozem
bez odpoczynku
podcieni drabiniasty wóz

V
jak ładowne towarami wozy
toczą się chmury nad miastem

ludzie nieba i rzeczy ciekawi

kramy deszczu rozstawia burza
lwowskiej bramy prędzej biegnie luzak
pod ormiańską materię błyskawic

VI
podcieni pas rycerski
bruku zmęczona zbroja
wszystko to po co

na rozstawnych koniach dzwonnicy
kolegiaty żałobny spiż
wieźli nocą

VII
zanim ptak się rozskrzydli
lotem dzień rozsupła
póki co
chociaż hałas ledwie drzemie w bruku
konnica starych domów
zamojskie podcienia
przystanęły znów w rynku
z jego dna chłód piją

VIII
choć szczerzą kły podcienia
całe w pianie gwaru
choć w oczodołach okien
jeszcze ślady krwi

na tureckim dywanie pręgierza
włosy schodów rozsypuje wieża
śpi

IX
noc gra na okarynach uśpionych podcieni
płyną naręcza woni leśmianowej łąki
niedługo świt o dzwony kolegiaty brzęknie
wieżyczek ratuszowych zaczerwieni pąki

przecież dzień nie wypłoszy czasu
bo on mieszka
we wnętrzu perły którą hetman złowił

noc gra na okarynach uśpionych podcieni
cichutko śpiewa miastu
że rodzi się nowe

X
cisza
jak śnięta ryba
błyszczała łuską bruku

dzwon kolegiaty siecią
dnem rynku płynął

o tratwę pręgierza z rzadka
pluskał cienia batog

tonąc
krwawiła światłem
podcieni okaryna

Monika Mostowik „Weź mnie w garść (2005)

dacswia10
Monika Mostowik
(1975), socjolog, scenarzystka, pisarka. Stypendystka Funduszu Scenariuszowego Stowarzyszenia Filmowców Polskich i TVP SA im .A. Munka (2004). Stypendystka Miasta Krakowa w dziedzinie literatury (2003).

Laureatka licznych konkursów, m.in.: na scenariusz filmu krótkometrażowego (Gorzów Wielkopolski 2004); na opowiadanie o tematyce współczesnej IKA Winda (Gdańsk 2002); o Nagrodę im. K. K. Baczyńskiego w kategorii prozy (Łódź 2003); Małych Form Literackich (Lubin 2004); Krajobrazy Słowa (Kędzierzyn – Koźle 2005); Konkursu im. Marka Haski (Chorzów 2005). Wydawnictwa książkowe: „taka ładna”(Portret, Olsztyn 2004) – zbiór opowiadań, „jeszcze mnie nie ma wcale…” (OKN, Kraków 1995) – wiersze, współautorka „Frustracji – Młodzi o Nowym Wspaniałym Świecie” (Rabid, Kraków 2003). Publikuje w pismach „Kursywa”, „Arytmia”, „Pracownia”, „Ha!art”, „Undergrunt”, „Kultura”, „Kartki”, „Czas Kultury”, Studium”, „BregArt”, „Portret”, „Kresy”, „Topos”, Megalopolis”, „Artpapier”, „rita Baum”, „Bulion”, „Pogranicza”.

Mieszka, pracuje i tańczy flamenco w Krakowie.

Strona internetowa: www. milena. akcja.pl

XIII OGÓLNOPOLSKI KONKURS POETYCKI “DAĆ ŚWIADECTWO”

Monika Mostowik

* * *

nie mam przyjaciół ale mam czterdzieści

darmowych esemesów

i dwadzieścia minut rozmów

czasem próbuje gdzieś zadzwonić

i przekonać że nie jestem pomyłką

że jestem specjalnie

zaplanowałam to wszystko po swojemu

i na śmierć zapomniałam umrzeć

dostałam za to

trzydzieści dni w miesiącu do zmarnowania

kiedyś starałam się je przespać

ale marnowanie nocy jest tym bardziej nie na miejscu

bo w nocy ludzie się kochają

ja stawiam

pasjanse z dam pikowych robię blondynki udaję

że nic się nie dzieje dopóki nie będę

gotowa we własnym sosie

* * *

nie mam już snów

nawet na jawie

wszystko jest prawdziwe

nawet ty

wsłuchuję się w zapach twojej skóry

i chłód który rozsypałeś

na podłodze

kiedy powiedziałeś

zaproś mnie na herbatę

a będę ją pił do końca życia

serce z kamienia mi spadło

 

w kinie

wbita w fotel

nie przypięta pasami

wypatruję na ekranie

tej miłości

o której wszyscy tak mówią i piszą

i śpiewają piosenki

po drodze do domu dokładnie wydłubuję z zębów

resztki popcornu

 

nagie

kobiety stają się

piękne po kryjomu

malują usta obrysowują

oko połykają gorsety na łydki

naciągają lśniącą skórę

pończoch

a kiedy stoją przed tobą nagie

są bardziej nagie niż rosołowe kury

i dla ciebie to takie naturalne

i proste

Sławomir Tomczak „Czekanie na cud” (2004)

dacswia11

Sławomir Tomczak
urodził się w roku 1973 w Zgierzu. Mieszka i pracuje w Łodzi.

Laureat XII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Dać Świadectwo” organizowanego Przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.
Jego wiersze drukowano w czasopismach literackich i prasie regionalnej, zamieszczane też były w wydawnictwach pokonkursowych. Zainteresowania literackie wiążą go również z dramatopisarstwem.

Tomik „Czekanie na cud” to debiut książkowy.

 

 

 

 

 

karta pacjenta

wiosna

wizyta u psychiatry

coś na poprawę pogody

ducha

lato

wizyta u dentysty

wtedy najlepiej się rwie

korzenie

jesień

wizyta u kardiologa

EKG pokaże przeludnienie

brak tlenu

zima

wizyta w kościele

co rok tak samo się rodzi

nadzieja

na wyzdrowienie

* * *

tak rzadko piszę czyli

oddycham

anioł stróż pobłądził

naiwnie wierzył że można wziąć wolne

od zmagania się

ze złem

idę jak szli ci

którzy przede mną

po drodze zbieram koraliki

dni

czas nie przystaje

jakby nie czuł zmęczenia

i bólu

krzyczę

nie ma echa

* * *

mój wiersz

jest tym co widzisz

pustą kartką

czekaniem

na cud

 

Ikar

urodził się w bloku

żył w bloku

a chciał poszybować

do nieba

przeznaczenie tchnęło w jego skrzydła

promień słońca

pewnego dnia

wyskoczył

z dziesiątego piętra

ludzie patrzyli

jak stapia się z asfaltem

jego młodość

spłynęła z krwią

do ścieków

mieszkańcy wieży Babel

mówili:v
trudna dzisiejsza młodzież

nie wiedzieli

jak ciężko rozmawia się

z betonem

* * *

poezja wala się po kątach

wszędzie pełno słów

na stole

w kuchni i pokoju

na biurku pod biurkiem

przy drzwiach

najczęściej jest to macierzyński

ale potykam się też o świetlickiego

taki bałagan

uczy wiele normalnego

jedynie mój testament

godnie spoczywa

obok Bibliiv
jako ostatnią wolę

zapisałem

wolę życia

kolejny wiersz

* * *

rozlej się we mnie

cała

jak krew w żyłach

mój życia zdrój

bo najlepiej pamiętam

twój uśmiech

który jak motyl

głaska mojego serca liść

ale ty nie wiesz jak smakuje

nektar niedotykanych ust

i pobudka uczuć

gdy zamknięta brama

gdy stoi stróż

więc

zamieszkaj we mnie

choć na chwilę

i zobacz

stał się cud

Justyna Palonek „Jesteśmy jak drzewa” (2003)

dacswia12Justyna Palonek
urodziła się w 1958 roku w Skawinie.

Absolwentka pedagogiki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest laureatką XI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Dać świadectwo”.

Tomik „Jesteśmy jak drzewa” jest jej debiutem literackim.

Zainteresowania: kultura śródziemnomorska, komputer, psy.

 

 

 

 

 

Jak się prasuje koszule

Jak się prasuje koszule?

Powiem Ci: najpierw rękawy

Potem plecy, przód i kołnierzyk.

Musisz to wiedzieć, skoro chcesz

Odejść.

Anioł stróż

Mój anioł stróż ma srebrne włosy.

Troskliwymi dłońmi lepi pierogi
,
Bo wszyscy je lubią.

Pożyczy pieniądze przed pierwszym

I zostanie z chorymi dziećmi.

Jest trochę za ciężki by latać,

Lecz ma duszę poety.

Zawsze poda mi doń,

Gdy tonę we łzach.

Nigdy nie zrobi nikomu nic złego.

Cóż zrobię, gdy kiedyś odleci z powrotem do nieba?

Jesteśmy jak drzewa

Jesteśmy jak drzewa;

Z drzewa można zrobić skrzypce,

Albo krzyż,

Albo łyżkę,

Albo rusztowanie, maszt, szubienicę,

Zrobić kołyskę, trumnę, łóżko.

Uważaj, byś nie został drzwiami do wychodka.

Jak kot

Nadszedł bezszelestnie jak kot

Nie wiadomo, z której strony.

Przyczaił się w kącie,

Śledził mnie swymi wielkimi oczami.

A potem nagle rzucił się do gardła,

Wbił pazury głęboko – zabolało.

Ale wyrwałam mu się

I wygoniłam miotłą za drzwi.

Muszę uważać, by znowu

Nie zakradł się do domu

Szloch

Okna II

Wstawiłam nowe okna

Do mojego domu.

Teraz nowe słońce

Zagląda przez szyby co rano.

I śmieje się

Ze mnie? Do mnie?

To tylko moja sprawa,

Że tańczę.

Henryk Liszkiewicz „W sprawie czerni” (2002)

dacswia13Henryk Liszkiewicz
urodził się w roku 1963. Poeta, prozaik, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Laureat wielu ogólnopolskich konkursów literackich.

Zapalony taternik, członek Klubu Zdobywców Korony Gór Polskich. Publikował m.in. w „Akcencie”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Przeglądzie Artystyczno – Literackim”, „Radostowej”, „Opcjach”, „Płomyczku” i „Gazecie Wyborczej”. Na co dzień urzędnik. Mieszka w Pile.

Laureat X Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Dać świadectwo”

„W sprawie czerni” jest jego debiutem książkowym.

 

 

Dziewięć miesięcy przed

Czy gdyby stało się to

o rok miesiąc

czy choćby tylko tydzień później

to czy bylibyśmy sobą?

zapewne nie

tak jak nasza siostra i nasz brat

to mimo wszystko

nie my

być może więc gdyby tamtej doby

spóźnił się pociąg

niespodziewanie doszedł nocny dyżur

albo po prostu

któreś z nich rozbolał ząb

to być może wszystko

potoczyłoby się zupełnie inaczej

i pomyśleć tylko

tak niewiele brakowało

tak niewiele

 

W sprawie czerni. Z listu Vincenta van Gogha do brata

Nie to nieprawda

mój drogi Theo

że

jak chcą tego Manet i Sisley

w malarstwie

można obejść się bez czerni

wierz mi

czerń jest niezbędna

powiedziałbym nawet

że bez niej

w żaden sposób nie można oddać

istoty świata w którym żyjemy

to pewnie dlatego

większość płócien impresjonistów

wydaje mi się dziś jakby wybrakowana

łódki są na nich bowiem tylko łódkami

parasolki parasolkami

a wschody słońca

niczym więcej tylko wschodami słońca

mówię ci

aby prawdziwie oddać istotę świata

koniecznie trzeba w sielskie obrazy impresjonistów

wprowadzić jakiś niepokój

jakieś dramatyczne rozdarcie

to właśnie dlatego

tyle u mnie ostatnio

kotłowaniny i zawirowań

tyle nerwowych kontrastów

tyle granatów i czerni

zwłaszcza czerni

wierz nie wierz Theo impresjonistom

jakoby Stwórca skomponował świat

nie używając do tego czerni

było inaczej

mówię ci

było zdecydowanie inaczej

 

Zegarek Paleya

Więc to nie przypadkiem

ten skok do gardła ofiary

pazury jak ostrze brzytwy

agonia antylopy

triumf zabójcy

wszystko jak w zegarku

ani grama przypadku

* * *

jeżeli Augustyn ma rację

daremny mój trud

odgrywam swoją rolę

nie wiedząc nawet

że to tylko przedstawienie

scenariusz

– klęskę lub zwycięstwo –

zatwierdzono na długo

przed moim urodzeniem
v

jeżeli więc Augustyn ma rację

daremny mój trud

* * *

czytam twój listopad

zapalam papierosa

gapię się w sufit

czytam raz jeszcze

a za oknem wiatr

niebo gotowe do płaczu

Barbara Krężołek – Paluchowa „W zwierciadle mojego czasu” (2001)

dacswia9Barbara Krężołek – Paluchowa

Poetka, malarka. Urodzona w Kobylance w Beskidzie Niskim. Pisze w polszczyźnie literackiej i w gwarze górali nadpopradzkich. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Po studiach zamieszkała na stałe w Piwnicznej Zdroju nad Popradem. Debiut poetycki w 1986r. w “Gazecie Krakowskiej”. Jako malarka miała kilka wystaw indywidualnych. Członkini ZPAP, ZLP i Klubu Literackiego “Sądecczyzna”. Jej wiersze ukazywały się m.in. w: Przekroju, Gazecie Krakowskiej, Dzienniku Polskim, Nowej Poezji, Halach i dziedzinach, Gościu Niedzielnym, Magdalence Literackiej, Gazecie Petersburskiej (polonijna), prasie regionalnej w całej Polsce oraz w licznych antologiach i almanachach. Laureatka kilku znaczących ogólnopolskich konkursów literackich. Redaktorka naczelna pisma “Znad Popradu”. W roku 2000 uhonorowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaczeniem Zasłużony Działacz Kultury oraz nominowana do tytułu “Sądeczanin Roku 2000”.

 

Dotychczas opublikowała: Wiersze {arkusz poetycki} Kraków 1991, Zielenią ku niebu {Wiersze} Nowy Sącz 1993, Dom bez okien {Wiersze} Piwniczna 1996, Rozmowa z wiatrem {Wiersze} Kraków 1999, Za co babcia kocha Kraków {Książka poetycka dla dzieci, wiersze i ilustracje}Kraków 2000, O Agatce Niejadce {Wiersze dla dzieci, ilustracje}Wadowice 2001, W zwierciadle mojego czasu {Wiersze}Kraków 2001.

 

W roku 2000 została Laureatką Nagrody Głównej IX Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego “Dać świadectwo” organizowanego przez Śródmiejski Ośrodek Kultury
w Krakowie.. Główną Nagrodą tego konkursu jest wydanie tomiku wierszy Laureata przez Organizatora. Przedstawiamy zatem kilka wierszy z tomiku “W zwierciadle mojego czasu” (Śródmiejski Ośrodek Kultury, wyd. Fall, Kraków 2001, ss. 88)

 

Zegar

W zwierciadle mojego czasu

zegar

odmierza płacz i radość trwania

sekundnikiem powiek

głosem wyskakującej z piersi

kukułki serca

 

Zima w Wołkowyi

Nad Wołkowyją

lasy na kość zmarznięte

skulone plecy połonin

wąskie gardło szosy w śnieżnej pętli

w karczmie na rozstaju

gdzie czasem zbłądzi pekaes

a sklepik

raz w tygodniu rozzłaca się

zapachem chleba

dzikoocy zarośnięci drwale

po zrywce

w siwym tytoniowym dymie

piwo za piwem

kufel w sękatej dłoni bardziej od księżyca sinej

śnią ciepło chudych ciał

swoich czarniawych kobiet

i drży sarnie serce karpackiej puszczy

gdy wilki pod gwiezdną okiścią nocy

zwołują się na łowy

zimą do Wołkowyi nie zagląda nikt

ani Pan Bóg

ani diabeł

ani człowiek

 

Bursztyn

często siadam pod drzewem zwierzeń

okaleczona piorunem sosna

wraca z wolna do życia

jak ja

zabliźnia ranę

pod tlenowym namiotem gałęzi

zbieram szyszki rozsypanych myśli

wtapiam je w bursztyn światła

 

Likier jesienny

przemierzając jesień

usiadłam w kawiarence u Schyłku Lata

poprosiłam o kieliszek gold wasser

barman wiatr wstrząsnął pękatą butelką

nieba

wirowanie przejrzyste

z białych dłoni brzóz

złote płatki liści

likier jesieni

słodycz smutnym oczom

Maciej Woźniak „Iluminacje zaćmienia szarość” (2000)

dacswia8 Maciej Woźniak urodził się w 1960 roku. Należy do Klubu Artystycznego Płocczan. Publikuje felietony muzyczne w Tygodniku Płockim.

Jest autorem zbioru wierszy “Srebrny ołówek”. Obserwator życia ryb i ludzi. Laureat VIII edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego “Dać świadectwo” organizowanego corocznie przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

Miles Davies tworzy muzykę do filmu
Windą na szafot

Niepokój. Jedyne tętno, które bije

pod skórą. Nie pozwalając do końca

zasnąć snom ani ocknąć się jawie. Czerwona

wstążka krwi, niczym taśma Mobiusa,

zapętla się pod skórą w małą nieskończoność.

Niepokój. Jedyny oddech, który biorą

płuca. Zgniecione pod rosnącym ciężarem

przestrzeni. Jedyny oddech, który mogą zwrócić

w postaci szeptu, krzyku lub dĄwięcznego tonu

wsłuchanej w najlżejsze drgnienie ust trąbki.

Niepokój. Jedyne światło, które widzą

oczy. Uwięzione w ciele jak w zatrzymanej

między piętrami windzie. w opuszkach palców

czuję tlące się próchno. Blask, który zgaśnie,

zdmuchnięty, kiedy otworzą się drzwi.

 

Czesław Miłosz słucha Boba Dylana

Ugrzęzły koła w kres tysiąclecia,

w piach po ideach i w rdzę po mieczach.

Nie święci lepią gliniane garnki,

gliniane miasta, kościoły, banki.

Kantaty Bacha, mistycyzm, gotyk,

błysk wymierzonych na słońce motyk.

Przed chromym bóstwem Boba Dylana

łatwiej upadać dziś na kolana.

Nie święci tracą z wolna cierpliwość,

gdy nie wypływa prawda oliwą.

Ugrzęzły koła w kraniec historii,

w piach po rozpaczy, w rdzę po ironii.

 

Roman Polański
słucha Śmierci i dziewczyny Schuberta

Trzeba stanąć po stronie dziewczyny. Nieważne,

czy akcja toczy się w totalitarnym kraju,

czy już po obaleniu reżimu pamięci.

Trzeba stanąć po stronie dziewczyny. Nie czekać

na tę drugą, niech ona poczeka. niech tęskni

dłużej niż za Schubertem. Niech płaczą jej skrzypce.

Trzeba stanąć po stronie dziewczyny. Nie wierzyć

w zbawienie codziennością, kurzem na powiekach,

w odpuszczenie tych grzechów, o których się milczy.

Trzeba stanąć po stronie dziewczyny. Nie liczyć

lat długiego konania na chorobę władzy,

ambicji i pieniędzy. Na chorobę wiary,

która tłumaczy, że za śmierć, nie za dziewczynę,

czeka potem nagroda. Na chorobę duszy.

Trzeba stanąć po stronie dziewczyny. Nie śmierci.

 

Śmierć jest jak walkman

Śmierć jest jak walkman.

Przenośna i z własnym zasilaniem.

Z zewnątrz nic nie słychać.

Ale wystarczy nałożyć ją na uszy,

aby sprawdzić, czy Mozart dokończył Requiem.

Śmierć jest jak walkman.

Podręczna. prosta w użyciu.

Łatwa do ukrycia pod ubraniem.

W każdej chwili można usłyszeć,

jak brzmi Dziesiąta Symfonia Beethovena.

Śmierć jest jak walkman.

W epoce kultury masowej

jej popularność stale rośnie.

Każdy ma prawo się dowiedzieć,

o czym śpiewa ostatnio Billie Holiday.

Śmierć jest jak walkman.

Możesz jej nawet nie czuć w kieszeni.

Cienki czarny przewód to wszystko,

co cię z nią łączy. Do końca

nie wiesz, czy kaseta nie jest pusta.

Wiersze pochodzą z tomiku “Iluminacje zaćmienia szarość”, Kraków 2000, Śródmiejski Ośrodek kultury, Wydawnictwo FALL, ss.78

Marek Baczewski „Wiersze żebrane” (1999)

dacswia7Marek Krystian Emanuel Baczewski urodził się w 1966 roku. Poeta, prozaik, autor słuchowisk radiowych. Wiersze i opowiadania drukował w wielu czasopismach literackich., m.in. mikołowskiej “Arkadii”. Laureat wielu cenionych nagród, m.in. Nagrody Poetyckiej im. R.M. Rilkego (1997). Autor trzech książek. Pierwsza z nich opowiada o fruwającym fortepianie (Fortepian Baczewskiego, Płock 1994), druga o tańczącym piórze (Taniec piórem, Chorzów 1998), trzecia, jak sugeruje tytuł (Kasandra idzie przypudrować nosek, Kraków 1999), należy do literatury podróżniczej. W 1999 roku otrzymał Nagrodę Główną w VII ogólnopolskim Konkursie Poetyckiem “Dać świadectwo” zorganizowanym przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

 

Zabawka

Gdyby ktoś, przebywający na zewnątrz zabawki, zapytał,

nie umiałbym mu w sposób przytłaczająco kompetentny

odpowiedzieć, że urodziłem się, żyję, sapię przez sen,

piszę wiersz o stopniu, w jakim oczywistość jest oczywista.

To tak, jakbyś zasady gry w szachy próbował objaśnić

laufrowi, który gania po czarnych przekątnych i zupełnie

nie wie o istnieniu białych pól. I jakby teraz laufer

powtarzał lekcję pionowi, który pojmuje tylko jedno

jego zdanie: “Rozumisz, ciulu?”, ale dzielnie kiwa

coraz cięższą głową, szepcząc: “Ech, poeta…”

Głowa mi była ciężarem. Czapkę nosiłbym z chęcią

w torbie. A szczoteczką do zębów czyścił miejsce, gdzie krąg

szczytowy wystawałby guzem na płaskowyżu zaślepionego

karku. Skoro

nie potrafię sobie odmówić, odpowiem. Jeśli nie potrafię wierzyć,

zejdę z wieży. Nie jest rzeczą piona być na poziomie.

 

Wspólny świat

W gruncie rzeczy cieszyłbym się, gdyby

był stworzony dla mnie zupełnie odrębny świat.

Jakiś ogryzek planety, rzucony na peryferie

Mlecznego Bezdroża, dokąd nie dotarłaby

żadna flaszka z żadnym listem, żaden

ponadświetlny Hernan Cortes z portretem

Matki Boskiej de Guadalupe w koszulce

National Geographic. Chciałbym w spokoju

liczyć kozy, chędożyć obejście, czytać Odyseję,

wymyślać na własny użytek język pozbawiony czasowników,

oczekiwać na horyzoncie wzejścia Słońca Śmierci.

A potem wcielić się, całą duszą, w coś

na pewno mniej skomplikowanego: w wesz łonową,

mikroprocesor, szczotkę do czyszczenia kibli.

 

List z bezludnej wyspy

(o tym, jak poeta złożył wizytę dawnej kochance,

która urodziła dziecko innemu mężczyźnie)

 

Tego dnia nie zmyśliłem nic

ciekawszego niż frezje. Smutne,

spleśniałe kropeczki w ostatnim stadium

żółtaczki. Pachniały po prostu bezradnie,

gdy niosłem je przez miasto, jak Świetlicki

włoszczyznę, z powagą kapłana.

Duszny smród niemowlaka. Nienapoczętego.

FUCKK IS LUCK – napis na poręczy schodów,

wyryty kluczem w takt ostatniej wspinaczki,

i z powrotem: LUCK IS FUCK (potem klucz

nurkuje do skrzynki

jak list z bezludnej wyspy).

Zbieram siły. Trzeba przetrwać

do końca herbaty. Z nas czworga

nie milkną tylko pralka i czajnik

Za progiem stąpam czujniej,

wysoko unoszę stopy.

Gówniarz zakrztusił się płaczem

On też już wie, w co wdepnął.

 

Leżenie ma przyszłość

ten co leży ma warunki

by się skupić i dojść do wniosku

że idzie szybciej od innych

ponieważ do takich wniosków dochodzi się

zawsze kosztem marszu

leżenie ma przyszłość

jakkolwiek jest tak przyszłość

która dla nas będzie już tylko leżeniem

 

wiersze pochodzą z tomiku “Wiersze żebrane”, Kraków 1999, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Wydawnictwo FALL, ss. 48.

Marek Grala „Niepotrzebne nikomu do szczęścia” (1998)

dacswia6 Marek Grala urodził się w roku 1954. Jest autorem tomików wierszy: Na pierwszy rzut oka, Mój bohater liryczny, PrzegryĽć kaganiec, W południe przy księżycu, Pejzaż domowego ogniska, Ostatni wieczór autorski oraz Wiersze niechciane.Publikował w “Kamenie”, “Poezji”, “Twórczości”, “Nurcie”, “Odrze”, “Kontakcie”.
Należy do Warszawskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz do Klubu Artystycznego Płocczan.

Laureat nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Laureat Głównej Nagrody w VI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać świadectwo ‘1998” organizowanym przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

Zakalec

Matka patrzy przez okno

w siną dal

Ojciec śpi w butach

czekając na wojnę

Siostra przy nadziei

ja głodny ale wyprasowany

w betonowym kloszu

na dziewiątym piętrze

udajemy siebie

Pływamy w stawie wanny

Na niedzielę czyścimy paznokcie

50 metrów kwadratowych

naszego pola

obsiewamy tureckim dywanem

Kryształ boi się potłuc

więc ukrył się w szafie

Telewizor

błogosławi wszystkich

sprawiedliwych

Zapominamy języka w gębie

Jeszcze tylko pies pamięta

Szczeka

na inkasentów, księdza i policję

Matka patrzy przez okno

w siną dal

Ojciec śpi w butach

czekając na wojnę

Siostra po nadziei

Ja głodny ale wyprasowany

Kaloryfery

najadły się koksu

Grzeją jak bimber wuja Józefa

Płonie domowe ognisko

Piecze się rodzinny

zakalec

 

Sklep mięsny

W moim mieście

sklep mięsny

czynny całą dobę

Produkuje rocznie

trzy tysiące nieślubnych

niemowląt

 

Fabryka aniołków

Dziewięć tysięcy kilogramów

niechcianego

mięsa

 

Siedem serc

Pierwsze serce z miłości

Złamali bez litości

Drugie serce z nadziei

Zgubili w zawiei

Trzecie serce z wiary

Okłamali, sprzedali

Czwarte serce z krwi

Wydrwili w szare dni

W piąte wpięli papierowe skrzydła

pofrunęło i spadło jak ptak w sidła

Szóste chcieli przerobić na sztuczne

ale się nie dało

Siódme serce dłużej nie czekało

skamieniało

 

Bajka o małych ludziach

W.W

Drzemią w nas

małych ludziach – udających czasem wielkie koty

Sprawy duże – o których

rozmawiamy tylko z własnym

odbiciem w rzece lustra

W gwiazdozbiorze

utraconych Miłości

Szukamy naszej najjaśniejszej

gwiazdy

której i tak nigdy nie zerwiemy

bo jesteśmy tylko małymi

ludami

Najczęściej niestety

nie spadamy na cztery łapy

Ponieważ nasze szczęście

też jest małe

Wciąż go nam brakuje

jak ptakom nieba

rybom wody

płucom powietrza

Nasz kat

kat małych ludzi

udających czasem wielkie

koty

Podał się wczoraj do dymisji

Więc musimy żyć

Wybaczcie nam

wielcy ludzie

naszą mała

obecność

 

wiersze z tomiku “Niepotrzebne nikomu do szczęścia”, Kraków 1998, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Wydawnictwo Fall, ss.68

Cezary Zalewski „Wyjeżdżaj w nocy” (1997)

dacswia5 Cezary Zalewski urodził się w 1975 r. w Krakowie.Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Publikował w “Sferze” i almanachu “Grupa Literacka “Sylaba” (Kraków 1995).

W 1997r. otrzymał II nagrodę w XI Ogólnopolskim Konkursie Literackim “O Herb Grodu Miasta Chrzanowa”.

Jest laureatem piątej edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego “Dać Świadectwo’97”, organizowanego corocznie przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

wyjeżdżaj w nocy

wyjeżdżaj w nocy

tylko droga

wypłacze za tobą ślady

nie szukaj walizek

i najlepszych ubrań

sam jesteś bagażem

z ciężkim snem

o domu

nie kupuj widokówek

niczego w nich nie zobaczysz

dotykaj każdej strony

świata

aż popłyną kształty

w żyłach

nigdy nie spuszczaj wzroku

strach przychodzi z ziemi

zapamiętaj chociaż jedną twarz

wtedy zrozumiesz

że nawet z mapą

nigdzie nie możesz uciec

wyruszaj więc po to

by jeszcze raz dojść

do siebie

pamiętaj

w tę podróż nie można się wybrać

w nią trzeba się urodzić

z niej wraca się

tylko raz

* * *

mój czas

zachorował

na starość

w drżących dłoniach

potłukł

wszystkie

dni

nić nie pamięta

słowa wypowiada dwa razy

żeby je usłyszeć

chodzi na krótkie spacery

podpierając się

śmiercią

mój czas

chciałby już zamknąć

powieki

ale musi jeszcze przeżyć

młodość

* * *

w piekle dantego

dusze samobójców

zasadzone przez wiatr

kiełkują

puszczają pędy

i rodzą liść za liściem

z mojej

wyrośnie krzak agrestu

aureola z cierniowej korony

strzec będzie

gorzkich owoców

miłości

niedojrzałych

do życia

a ty już teraz

chcesz mi je zerwać

w twoich dłoniach

warkocze krwi

* * *

Poezja jest to nerwów drżenie

C. K. Norwid

 

zanim napiszę wiersz

już brak mi słów

szukam przymierzam

nic nie pasuje

mogę tylko czekać

aż litery same nawiną się

pod pióro

boję się że ostygną

ze mnie

więc zszywam je jak lecą

łączę poplątanym ściegiem

myśli

i nigdzie nie zawiązuję

kropek

wychodzi z tego wiersz

nie do opisania

bo na początku był chaos

i on ma ostatnie słowo

wiersze z tomiku “Wyjeżdżaj w nocy”, Kraków 1997, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Wydawnictwo Fall, ss. 64

Jagoda Cieszyńska „Skład mebli i luster” (1996)

dacswia4Jagoda Cieszyńska urodziła się w Krakowie. Ukończyła psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, a także logopedię w Wyższej Szkole Pedagogicznej, gdzie pracuje na stanowisku adiunkta w Zakładzie Logopedii i Lingwistyki Edukacyjnej. Jest laureatką wielu ogólnopolskich konkursów: dwukrotnie im. Haliny Poświatowskiej w Częstochowie, konkursu o Grand Prix Fundacji Marshalla we Wrocławiu, Nadnyskich Spotkań Literackich, dwukrotnie “O Złoty Kałamarz i Złamane Pióro” w Krakowie, w konkursie literackim im. J.I. Kraszewskiego w Białej Podlaskiej, w konkursie poetyckim Radia “Alfa”, w konkursach poetyckich w Tarnowie, Chorzowie, Siedlcach, Płońsku, Wrocławiu, Sanoku, Szczecinie, Gorzowie Wielkopolskim. W Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać świadectwo” organizowanym przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie zdobyła w trzech edycjach: wyróżnienie, II miejsce i Nagrodę Główną (1996). Jest autorką dwóch tomików wierszy: “Przez ciebie jestem” (1993) i “Fotografie w kolorze sepii” (1996). Publikowała również w pismach i almanachach.

 

Skład mebli i luster

W składzie mebli i luster

na pierwszym piętrze

kamienicy w Rynku

Amalia wybiera

nowe meble do salonu

komodę z szufladami

( na bieliznę stołową)

fotele z pajęczymi nogami

serwantkę

postawi na niej fotografie

zrobione zeszłego roku

przez Natana

jeszcze lustro

w złotych ramach

potem idąc do Hotelu Drezdeńskiego

gdzie zatrzymał się narzeczony

wstępuje do katedry

płacze

 

Pajęczyna

Między książką

czytaną wczoraj

o zachodzie słońca

(rzecz o kobiecie

która kochała

czy też ktoś ją kochał)

a oknem spoglądającym

na przechodniów

pająk rozpiął sieć

oprowadza muchy

po kolejnych

rozdziałach

 

Paul Gauguin
“Kobieta niosąca owoc”

Ozdobiłam uszy

najpiękniejszą muszlą

usta skropiłam sokiem granatu

czerwona przepaska na biodrach

przynagla twoje dłonie

niosę dla ciebie dojrzały owoc

twój głód

nasyca moje łono

wypełnia piersi mlekiem

 

Skansen
2 lipca roku 1994

Ogień pochłonął najpierw

książki które nauczyciel

sprowadził z miasta

w ubiegłą środę

stały oparte o ścianę sekretarzyka

u góry album ornitologiczny

w twardej okładce

potem płomień wspiął się

na oparcie krzesła

obwiązał słomkowy kapelusz

szkarłatną szarfą

miód wyciekał łzami

z pękniętych czarek

ich różowość zbladła

w czerwieni pożaru

pierwszy raz w chacie nauczyciela

było tak jasno

 

Capax Dei

To dziecko

ze strużką śliny

jak nić babiego lata

drgającymi liśćmi palców

stworzone jak ty

na obraz i podobieństwo

nie bój się

nie przechodą na drugą stronę

spokojnego życia

dotknij

wiersze z tomiku “Skład mebli i luster”, Kraków 1996, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Wydawnictwo Fall, ss. 56

 

Maciej Melecki „Te sprawy” (1995)

dacswia3
Maciej Melecki urodził się w 1969 r. w Mikołowie. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Publikował w “Opcjach”, “FA-arcie”, “Nowym Nurcie”, “Na Głosie”, “kresach”, “Akcencie”, “Już Jest Jutro”, “bruLionie”, “Tygodniku Powszechnym” oraz w innych pismach literackich.

W roku 1994 otrzymał główną nagrodę w konkursie im. Jana Śpiewaka, w 1995 został laureatem konkursu literackiego “Tygodnika Powszechnego” oraz otrzymał Główną Nagrodę w III Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać świadectwo”, organizowanym corocznie przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie. Równocześnie z tomikiem “Te sprawy” opublikował zbiór wierszy “Niebezpiecznie blisko” (Wydawnictwo Przedświt).

 

Te sprawy

Ta kupa węgla, którą zrzucili we dwoje do

piwnicznego okienka, pozostawiła po sobie

czarny osad na brunatnym trotuarze.

komin tego domu wydłuża się teraz o swoją

połowę dzięki szaremu dymowi. resztę

przyjmuje wiatr i gdzieniegdzie leżący śnieg.

Cicho. Nie słychać już szurania łopat,

klnięć i spierania się o to, kto

więcej się zmęczył.

Chłodne szkło i ogrzewane w rękach klucze.

Stoję przed wiaduktem i wyobrażam sobie

swój odjazd. Pociągi przyjeżdżają na swoje

perony i niespóĄnione odchodzą. Wracam

i znów przyjmuję to miasto. Ten obszar

do przejścia w pół dnia. Potem palę

stare gazety, cały ten papierowy czas

szybko ulega spopieleniu. Jakieś światło

pełznie po asfalcie i zahacza o moją nogę.

Najlepiej byłoby nie zamykać oczu. Głupio

wpatrywać się w każde drobne ogniwo. Nawet

w to z łańcuszka tego schludnego faceta

trzymającego się rurki w autobusie. Nieraz się

jeszcze plunie, niczego nie zbyje. Czarnobiałe,

martwe natury wychodzą na wierzch.

Następujące po sobie zmiany nigdy nie osiągną

pełni. To są sprawy życia. Na sprawy

śmierci jakoś za wcześnie.

 

Zimna gorączka

Z głowy wychodzą nigdy nie przyjmowane obrazy.

Plamy światła odeszły, wdzierając się pod

powieki, by zabrać ze sobą całą ciemność.

Strzepywany termometr jest zimniejszy od potu.

Ten okres postu przedłużył się i ogarnął

nawet to, czego się nie potrzebuje. Jednak

słyszę, jak ukryte w pudełkach głosy oferują mi

najlepsze rzeczy, smaki, czystości. Nie

mogą przecież uśpić, uzdrawiając tymi

tabletkami z minusem, lecz mówią jak

przez sen. pokój jest nieszczelną

łódką, którą muszę się dostać

z powrotem na brzeg.

 

Wolne dni

pobrali się chyba pół roku temu i są

teraz na dorobku. Mieszkali w tej

samej klatce. Ona na półpiętrze, on na

parterze. Chodzili do tych samych szkół.

Bawili się na tym samym podwórku.

Mieli podobne zabawki i oceny w

zeszytach. Od czasu, jak przeprowadzili

się do mieszkania jego babki, spotykam

ich coraz rzadziej, zazwyczaj, kiedy

przychodzą do swoich rodziców,

żeby pożyczyć na sobotę samochód.

On myje gąbką biały lakier i szyby.

Ona odkurza wnętrze. Krótkie

przerwy w zjeżdżaniu do kopalni, w

staniu za ladą trzeba jakoś

wykorzystać. Z pozycji siedzącej

zobaczyć mknące za oknem swoje

żabie perspektywy.

 

Zawsze pewne, zawsze suche.

im z polonistyki

Są ciepłe jak kaloryfery w lipcu. Łatwe i trudne

w patrzeniu na nie. mają swoje zasady i popękany

lakier na imitujących coś spinkach. W skórzanych

torbach niszą piórniki z Myszką Miki i podpaski.

Chodzą w szpilkach i w adidasach. Spryskane

kilkoma rodzajami dezodorantów pojawiają się co

miesiąc w nowych, popalonych od trwałych

fryzurach. Starają się być złośliwe,

po wódce wyzwolone. Mają po kilka przypadkowych

orgazmów z paru zaliczonych imprez.

Doskonale oddzielają przeczytane od przeżytego.

Może urodzą kiedyś swoje dzieci i

odegrają się za nie na cudzych. Na razie czekają

na swojego Stachurę z Mercedesem.

 

wiersze pochodzą z tomiku “Płot”, Kraków 1994, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Oficyna Cracovia, ss.64.

Stefan Szczygłowski „Płot” (1994)

dacswia2

Stefan Szczygłowski urodził się w 1952 r. w Radomsku. Ukończył studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wiersze i prozę drukował w “Drugim Krakowskim Almanachu Młodych”, “Twórczości”, “Poezji” oraz innych pismach literackich. Debiutował tomikiem wierszy Zasłony (WL,1981). Do 1981 roku był członkiem Koła Młodych przy ZLP. W 1988 otrzymał stypendium Miasta Krakowa, w 1991 wyróżnienie Fundacji Polcul z Australii. Poza oficjalnym obiegiem wydał tomiki wierszy: Kraj (Kraków, 1989) i Przypadek (Kraków, 1990). W 1994 roku otrzymał Główną Nagrodę w II Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać świadectwo” zorganizowanym przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

Płot

Nasza głęboka wiara ni w to

Ni w sio oraz całkowita pewność

Tego i owego prowadzi nas do

Może by tak coś i dalej nic

Do tego płotu dochodzimy za którym

To czego się nie dowiemy gdyż

Zbyt nas urządzają zimne przedmioty

Zanadto wierzymy w coś niecoś

Nasze głębokie przekonanie w jakoś to

Będzie daje takie wyniki opuściły nas

Tajemnice nie dogadamy się wiosną

Tylko pod tym płotem stoimy nieważne

Czy odgradza nas od prawdy czy

Od niepewności tu kończy się nasz

wszechświat dotąd dobiegło nasze

Brudne światło nie opuścimy przecież

Talerzy nie rozstaniemy się z tapczanem

Że żółta biel że w kieszeni dłoń

A chmury odlatują do ciepłych krajów

I wiatr wymachuje zielonym sztandarem

Topoli nasz kierunek już wybrany dawno ni

W tę ni we wtę

Pies

Patrzy nosem ile barw ma

próg albo klamka jak

Gama kolorów na naszych

dłoniach i butach każdy z was

ma jakiś kolor niepowtarzalny

Łatwo rozpoznać każdego tylko

Zło ma zawsze jeden i ten

Sam kolor dobro w różnych jest

Odcieniach i niepotrzebne słońce

Żeby wszystko zobaczyć to co

Widzicie jest bez koloru

Szare wszystkie barwy zapachów

przed wami ukryte ślepi

musicie czyta i smakowa

sztukę aby ledwie się domyślać

tej tęczy ja na co dzień

mam każdy z was nosi w sobie

Światło o którym ja wiem

Ale pójdę kiedyś gdzie nos poniesie

W średnim wieku

Średni wiek kobiety

Ciemny jest jak średniowiecze

Choć pali się miłość jak

Stos z czarownicą

Bije się z myślami

Jak biczownik batem

Walczy ze sobą

Jak rycerze w szrankach

Ogląda twarz w lustrze

Jakby rzucała rękawicę

Taka jest historia

Takie są histerie

Bez zobowiązań

Wiem że tak to się

skończy w najważniejszej

Chwili zatnie się serce

I ani rusz dalej w najmniej

Odpowiedniej chwili wysiądą

nogi i cóż po górach

Nie mogę ufać żołądkowi

W każdej chwili może zwrócić

Najlepszy obiad nie liczę też

Na uszy podejrzewam że kiedyś

Skończą z muzyką którą lubię

A oczy to tylko czekają żeby zabrać

Wszystkie kolory

Jedynie na miłości i

Nienawiści mogę polegać

wiersze pochodzą z tomiku “Płot”, Kraków 1994, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Oficyna Cracovia, ss.64.

Krzysztof Lisowski „99 haiku. Inne wiersze” (1993)

dacswia1Krzysztof Lisowski urodził się w 1954 roku w Krakowie. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Debiutował jako poeta w roku 1972. Opublikował następujące tomy wierszy: Próba obywatelstwa (WL,1975), Wiersze (WL,1977), Wypożyczalnia i inne wiersze (WL,1979), Drzewko szczęścia (WL,1980),Pewne kręgi mistyków (WL,1982),Wiersze i epitafia (Czytelnik, 1984), Wybór (WL,1986), Ciemna strona (“Śląsk”,1986), Wieczorny spacer i inne wiersze (Znak,1993),Wiersze wybrane (Wydawnictwo Miniatura, 1993).

Jest również autorem dwóch zbiorków liryki dla dzieci. Za twórczość poetycką otrzymał m.in.: Nagrodę im. Andrzeja Bursy (1976), Nagrodę im. Stanisława Piętaka (1981), stypendium Fundacji im. Adama Mickiewicza w Toronto (1987), Nagrodę Miasta Krakowa (1990) oraz Nagrodę Główną w I Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać świadectwo” organizowanym przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie ( 1993).

Zobacz też: Budzik Platona

*

I znów trzepocze listek,

drży

ugina się pod kroplą.

*

jakież nieszczęście

w kosmosie

góry posiwiały przez jedną noc

*

nie wiemy z kim pokłóciły się anioły

może chciały przesunąć tę chmurę

bardziej w prawo

 

Co robiliśmy w Arkadii

siedzieliśmy na tarasie przy białym stoliku

obserwując jeĄdĄca przesuwającego się wolno

po czerwonej trawie

w głębie wieczornego nieba

piliśmy ciemne zioła

balsam na sny i rany

mieszkańców północy

oliwki winne grona spały już

na stokach między kamiennymi murkami

wąż nagrzany słońcem

kot który nie pojmował naszego języka

i Ąrebię odpoczywały

z westchnieniem rozwierały się

czułe wargi i przyjmowały wędrowców

 

wiersze z tomiku “99 haiku. Inne wiersze”, Kraków 1993,Śródmiejski Ośrodek Kultury, Oficyna Literacka, ss. 44