Marzec 2017

Ukazał się MARCOWY numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– Przeciwieństwem mądrości obywatelskiej, którą każdy powinien w sobie nosić jest ignorancja…- rozmowa J.Balcewicza z Jerzym Baczyńskim, red. naczelnym POLITYKI, tegorocznym laureatem medalu Za mądrość obywatelską;
– osobliwości galicyjskiego marca przedstawia Bogna Wernichowska;
– Wojciech Górny przypomina Krakowskich sprawiedliwych w Dzień Pamięci o Sprawiedliwych;
– Tak daleko i tak blisko… – z prof. Edwardem Dobrzańskim przy okazji jubileuszu 70-lecia PWST rozmawia Maria Malatyńska;
– Zbigniew Leśnicki o perypetiach małżeńskich króla Władysława Jagiełły ;
– jaka jest recepta na długowieczność prof. Mieczysława Tomaszewskiego? – wybitnego muzykologa, jednego z najwybitniejszych autorytetów światowych w dziedzinie chopinologii pyta Anna Woźniakowska;
– siedem milionów kwiatów cebulowych, tysiąc sześćset odmian, piętnaście kilometrów ścieżek, trzydzieści dwa hektary powierzchni – Barbara Ordyk zaprasza do holenderskiego Keukenhof, wiosennej stolicy tulipanów;

Zapraszamy do lektury!

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Luty 2017 – Gazetka Lamelli

Styczeń 2017 – Gazetka Lamelli

Luty 2017

Ukazał się lutowy numer miesięcznika  “Kraków”, a w nim m.in.:
ogłaszamy laureata corocznej nagrody redakcji “Krakowa” – Medalu Za mądrość obywatelską!
– wokół smogu krakowskiego (Jacek Balcewicz i Jakub Łoginow);
– Zofia Gołubiew o pozyskaniu kolekcji Czartoryskich;
Dobrze, dobrze być cysorzem…(ale już niekoniecznie następcą tronu…) -Mateusz Drożdż;
– portret wybitnego fotografa Leszka Pizło nakreśla Ewa Kozakiewicz;
– ciekawe rozmowy:

*Jacka Balcewicza z dr. Michaelem Maciaszczykiem, dyrektorem artystycznym Wiener Klassik Orchester i Myślenickiej Orkiestry Kameralnej CONCERTNO;
* Katarzyny Siwiec z dyr. MHK Michałem Niezabitowskim o Wojciechu Kossaku i losach Kossakówki;
*Majki Lisińskiej-Kozioł z Krzysztofem Grandysem – lekarzem anestozjologiem z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu, który drukuje ręce 3D;
*Krystyny Rożnowskiej o postępach i problemach w okulistyce z lek.med. Iloną Pawlicką – dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Okulistycznego w Krakowie, małopolskim konsultantem ds. okulistyki.
Zapraszamy do lektury!

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Tadeusz Śliwiak – Smuga nadziei

 

 

Jan Pieszczachowicz

W posłowiu do wyboru wierszy Tadeusza Śliwiaka Uwierzyłem w człowieka, wydanego przez Konfraternię Poetów, przypominałem, jak obfita i różnorodna była rozwijająca się przez ponad cztery dziesięciolecia jego twórczość poetycka, która zyskała przed laty popularność i uznanie krytyki m.in. dlatego, że trzymał się własnego szlaku pisarskiego, nikogo nie naśladował, nie uganiał się za modnymi nowinkami. Trudno go zapakować do jednej szufladki, nawet wymagający Artur Sandauer miał z tym kłopoty w eseju Poezja tragicznego ładu, którego tytuł trafnie wytyczył główny kierunek owej poezji. Od czasu opublikowania zbioru Co dzień umiera jeden bóg w 1959 roku kształtowała się własna droga twórcza Śliwiaka, w której pojawiają się m.in. pogłosy literatury po październiku 1956 (głównie tzw. pokolenia „Współczesności”) czy pewne pokrewieństwo z twórczością J. Harasymowicza lub T. Nowaka, ale widać osiąganie poetyckiej dojrzałości, męski, poważny, powściągliwy w środkach wyrazu ton liryczny, nierezygnujący z emocji i wyobraźni, obok eschatologii i „turpizmu”.

Poezja Śliwiaka toczy się – z grubsza biorąc – między akceptacją świata oraz tragiczną i krwawą historią, którą w dzieciństwie przeżył, mieszkając w rzeźni we Lwowie z rodzicami, gdyż jego ojciec pracował tam jako kierowca. Zatrudniano w niej również skazanych na zagładę Żydów. Wszechobecna w tych murach śmierć obejmowała ludzi i zwierzęta. Sielanka dzieciństwa została dosłownie utopiona we krwi, natura ludzka ujawniła swe najbardziej ponure zakamarki, a jednocześnie wzmogła się tęsknota za czymś w miarę trwałym – trochę mitycznym, na poły onirycznym domem. Między piekłem historii i czasami dwuznacznym azylem przyrody rozgrywa się tragedia śmierci pospolitej, brutalnej, pospiesznej i degradującej człowieka, zanurzonej w odrażającej brzydocie, więc w Rondzie czytamy: „biegłem z rzeźni do lasu obmyć oczy ręce/ z widoku i materii ciepłej krwi zwierzęcej”. Bohater liryczny Śliwiaka już zawsze będzie cierpiał na kompleks winy, ponieważ rodzaj ludzki raz jeszcze dał wyraz nieokiełznanej żądzy zabijania i niszczenia. Rzuca to również cień na kształt współczesnej cywilizacji.

Na przeciwległym biegunie pojawia się jednak inny świat, który mimo wszystko ma wartość, jest na swój sposób stabilny, nie traci urody (mnóstwo wierszy o pięknie przyrody). To wiersze o wzmożonym poczuciu istnienia, do którego wkracza duch baśniotwórstwa, coś na kształt magicznych znaków bytu, żywiołów takich jak ziemia, woda i ogień. Pojawiają się przedmioty służące życiu codziennemu, ale także złowieszczy nóż, krążący w różnych miejscach i okolicznościach.

Najważniejszy w krainie materii jest dom, zarówno jego powstanie, jak opuszczenie czy zniszczenie. Jest czymś na poły sakralnym, co daje nadzieję na stabilność bytu, ale czasami ją też odbiera. To, co materialne, namacalne, usprawiedliwia jakby byt, daje oparcie, także duchowe. Konkret sugeruje prawdy uniwersalne, tragizm współistnieje z ironicznym sceptycyzmem, ale nie odbiera szansy napawania się tym, co widzialne, przeczuwalne.

Tadeusz Śliwiak tęskniący za ładem, na przekór temu, co go od tysiącleci, a zwłaszcza współcześnie burzy, dobrze zrozumiał, że o godny byt trzeba walczyć, trzeba go szukać. Był rzecznikiem podważanego coraz bardziej przymierza człowieka i natury. Uwierzył w człowieka mimo wszystko, i dlatego jego świat jest bardzo ludzki.

“Fragile. Magia”

Zapraszamy do lektury najnowszego numeru pisma kulturalnego “Fragile”. Tym razem poświęciliśmy go magii, jak funkcjonuje ona w dzisiejszym świecie.

W numerze m.in.:

Jakub Frank – dyskusja, w której udział wzięli Olga Tokarczuk, Paweł Maciejko i Adrian Panek

ezoteryka, chaos,

czarownik, magia stosowana,

baśnie, Paweł Huelle, “Doktor Czeng”

duchy w polskim kinie,

field recording jako praktyka magiczna,

santeria

 

Zobacz spis treści:

http://www.fragile.net.pl/home/magia-nr-4-34-2016/

 

Listopad 2016

Ukazał się listopadowy numer miesięcznika  “Kraków”, a w nim m.in.:
– jak ważne miejsce w historii Krakowa zajął cesarz Franciszek Józef – w 100. rocznicę śmierci  postać nakreśla prof. Stanisław Grodziski i Ewa Danowska;
– dlaczego ulica Starowiślna nazywała się niegdyś ul. 5 Listopada, czyli “ogłoszenie państwa polskiego“- wyjaśnia Mateusz Drożdż;
Andrzej Wajda -na zawsze w Krakowie… – wspomnienie Marii Malatyńskiej;
– czy po modzie na Podgórze i Nową Hutę nadchodzi czas Krowodrzy?  zastanawia się Łukasz Mańczyk;
– po co człowiekowi piosenka ?- rozmowa Agnieszki Barańskiej z Anną Treter – dyrektor Festiwalu Twórczości KOROWÓD.
– kto z przedstawicieli świata kultury i nauki otrzymał Nagrodę Miasta Krakowa za rok 2016? – sylwetki laureatów.
Zapraszamy do lektury!

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Październik 2016

Październikowy numer „Krakowa” już w kioskach!

A w nim dobra publicystyka, ważne tematy, ciekawe rozmowy:
– o swojej roli, funkcji i misji opowiada Dorota Segda – nowa rektor PWST w Krakowie (rozmawia Maria Malatyńska);
– rozmowa Elżbiety Wojnarowskiej z poetą reaktywnym Wojciechem Bonowiczem;
– marka Nowa Huta – Michał Zębik przedstawia dzisiejszy wizerunek dzielnicy;
– jak duże aglomeracje radzą sobie z problem parkowania, pomysły dla Krakowa? (Jacek Balcewicz);
– czy sosnowe zalesienia pomogą miastu w walce ze smogiem? (Jakub Łoginow);
– powstanie roku 1846 w cieniu “króla chłopów” przybliża dr. Tomasz Szubert (rozmawia Mateusz Drożdż);
– o dzieciństwie pod Wawelem Stanisława Wyspiańskiego  (Anna Grochowska);
– tam, gdzie Kołłątaj rymował, a Matejko tworzył…, dworek w Krzesławicach przedstawia Bogna Wernichowska;
– Marek Stróżyk zaprasza na święto muzyki akordeonowej: Krakowski Festiwal Akordeonowy.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Wrzesień 2016

Wrześniowy numer „Krakowa” już w kioskach!

A w nim dobra publicystyka, ważne tematy, piękne zdjęcia:
Witaj szkoło! Elżbieta Dziwisz opowiada jak wygląda nauka przy łóżku chorego dziecka w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu;
– rozmowa Kazimierza Targosza z wybitnym socjologiem, prof.dr. Piotrem Sztompką;
Lesław Peters o Kleparzu, który niegdyś był oddzielnym miastem z pełnią praw miejskich, własnym rynkiem i ratuszem;
postać księcia Kazimierza przypomina Mateusz Drożdż w tysięczną rocznicę urodzin władcy, który przeniósł stolicę do Krakowa;
w Krakowskim kwestionariuszu wg Jakuba Ciećkiewicza – Wojciech Koranowicz – dyrektor najstarszej księgarni w Europie;
Przeżyjmy to jeszcze raz! Światowe Dni Młodzieży w obszernej fotorelacji krakowskich fotografów.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Lipiec – Sierpień 2016

Ukazał się wakacyjny numer miesięcznika “Kraków”, wiele ciekawych tekstów, w tym te w letnich klimatach – w sam raz na plażę czy do pociągu:
Najinteligentniejsze wojsko świata – o artystach legionowych pisze Grzegorz Kozakiewicz:
Słoń jako środek transportu? W Azji – jak najbardziej. O tym, czym się różni podróżowanie na słoniu od jazdy konnej piszą Jagoda i Jerzy Surdykowscy;
o żelaznym generale, strzelnicy i Woli Justowskiej. Z Krzysztofem Jakubowskim rozmawia Katarzyna Siwiec;
Mistrzowska lekcja Wojciecha Pszoniaka – spotkanie z cyklu „Kod Mistrzów” relacjonuje Maria Malatyńska;
Liberalizm z katedry. O krakowskiej szkole ekonomii pisze Małgorzata Jantos;
o lotniczych tradycjach krakowskich Czyżyn i Rakowic pisze Mateusz Drożdż;
Na rolkach przez Kraków – czyli o rosnącej popularności jazdy na rolkach, o trasach rolkarskich w Krakowie i okolicach i problemach nurtujących rolkarzy w tekście Jakuba Łoginowa;
o atrakcjach nowohuckiej Mogiły, w której czas tak jakby zatrzymał się w miejscu Stanisław Ługowski w materiale z cyklu „rowerem po Krakowie i okolicy”;
świetny materiał Piotra Skuchy „Szlakiem młynów wodnych wzdłuż Prądnika”, który wielu spośród nas pozwoli na nowo odkryć tajemnice i piękno tej przepływającej przez Kraków i OPN rzeki.
I jak zwykle stałe rubryki: m. in. felietony, witryna fotoreporterów, niezastąpione „Wieści z AB”, sporo kultury, a także spraw bieżących – takich jak teksty o zbliżających się Światowych Dniach Młodzieży.
Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Czerwiec 2016

Ukazał się czerwcowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim jak zwykle miasto,ludzie, zdarzenia:
– ciekawe rozmowy:
– z Mieczysławem Czumą – tegorocznym laureatem honorowej Złotej Gruszki;
– z prof. Marią Korytowską  -współtwórczynią Katedry Komparystyki Literackiej na Uniwersytecie Jagiellońskim;
– z prof. dr hab.n.med. Markiem Moskałą – ordynatorem Oddziału Klinicznego Neurochirurgii i Neurotraumatologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie;
– z Michałem Niezabitowskim – dyrektorem Muzeum Historycznego m.Krakowa o Aleksandrze Rittermanie – guru krakowskich hotelarzy;
– ciekawe rozmowy:
– Leszek Peters prezentuje krakowski synchrotron “Solaris” – jedno z 60-ciu takich urządzeń na świecie;
– Zofia Gołubiew o narodzinach wielkiej wystawy Maria Mater Misericordiae z okazji Światowych Dni Młodzieży;
– prof. Alicja Baluch o nowej i trudnej literaturze dla dzieci;
– Jacek Balcewicz o tradycji teatru rewiowego w Krakowie i współczesnej scenie Teatru Variété .
Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Maj 2016

Ukazał się majowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim jak zwykle miasto,ludzie, zdarzenia:
– sylwetka Jana Zycha – laureata tegorocznej Złotej Gruszki, pierwszego fotoreportera, który zdobył tę nagrodę;
Światowe Dni Młodzieży w Krakowie – jak wypada nasze miasto  na tle innych organizatorów – analiza Jacka Balcewicza;
– historię polskich panoram kreśli Zbigniew Leśnicki;
– rozmowa Elżbiety Wojnarowskiej z Agnieszką Kosińską – ostatnia sekretarką Czesława Miłosza;
– spotkanie z bohaterem cyklu Teatru GROTESKA ” Kod Mistrzów”- Andrzejem Zielińskim – założycielem Skaldów, pianistą, kompozytorem przebojów, aranżerem (Jacek Balcewicz);
– do nowo otwartego Pawilonu Józefa Czapskiego zaprasza Ewa Kozakiewicz.
Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Kwiecień 2016

Ukazał się kwietniowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– ciekawe rozmowy z byłymi i nowymi dyrektorami krakowskich instytucji:
– red. Maria Malatyńska  z wieloletnią dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie – Zofią Gołubiew;
– red. Ewa Kozakiewicz z Markiem Świcą – nowym dyrektorem Muzeum Historii Fotografii w Krakowie;
– co przekazała Komisja Majątkowa krakowskim instytucjom kościelnym – analizuje red. Wojciech Machnicki;
– ciekawy panel historyczny:
– Piotr Hapanowicz wspomina wiceprezydenta Krakowa  – Józefa Sare;
– jak wyglądały robotnicze protesty w Krakowie w 1923 i 1936 r.(Ewa Danowska);
– Stanisław M.Jankowski o smutnej rzeczywistości wyzwolonego Krakowa;
– podróże krakowian dalekie i bliskie:
– piękna fotorelacja Jakuba Ciećkiewicza z Zimbabwe;
– Stanisław Ługowski zaprasza do Parku im. Anny i Erazma Jerzmanowskich;

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Marzec 2016

Ukazał się marcowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– jakie jest miejsce Krakowa wśród polskich metropolii -analiza Jacka Balcewicza;
– spotkanie z prof. Andrzejem Zollem w ramach cyklu Teatru GROTESKA “Kod Mistrzów”;
– krakowskimi śladami  artystów: Walerego Eljasza-Radzikowskiego podąża Piotr Hapanowicz oraz Stanisława Ignacego Witkiewicza – Maciej Pinkwart;
– jak funkcjonował Szpital św. Ludwika w okupowanym Krakowie – Katarzyna Siwiec wspomina ówczesnego kierownika, niemieckiego pediatrę dr. Josefa Strödera;
– co zrobić, by było mniej chorób układu krążenia – rozmowa Krystyny Rożnowskiej z  kardiologiem prof. Piotrem Jankowskim;
– pożegnanie wybitnego saksofonisty Janusza Muniaka we wspomnieniu Agnieszki Barańskiej.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Luty 2016

Ukazał się lutowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– o dobrych zmianach w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu – informuje Teresa Bętkowska;
nowohuckie inwestycje nakreśla Sławomir Pietrzyk;
rewolucję krakowską z 1846 r. przypomina Ewa Danowska;
– jak zaczęła się legenda Teatru STU ?- rozmowa z Krzysztofem Jasińskim na 50-lecie teatru;
– o nowym życiu muzycznego wynalazku Leonarda da Vinci, czyli instrumencie Viola organista konstrukcji krakowianina Sławomira Zubrzyckiego, opowiada Agnieszka Barańska;
– relacja z wręczenia corocznej nagrody redakcji  – “Medalu za mądrość obywatelską”  ks.prof. Michałowi Hellerowi;

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Nowy numer FRAGILE: MELANCHOLIA

okladka-melancholia-2016-01-20

 

„Fragile” MELANCHOLIA NR 4 (30) 2015 – trzydziesty numer naszego kwartalnika,
czwarty numer w 2015 roku znajdziecie na półkach w Empiku
i w wybranych księgarniach. Czytajcie uważnie!

Słowa-klucze: pomiędzy stanem a nastrojem | Stasiuk | Tkaczyszyn-Dycki | przyszłość papierowej książki |
smutki z Facebooku | Buczek | Stokłosa | Chlebek | Mędrala | von Trier | Nowa Fala |
Satie, elektronika i zjawy | białe Ofelie | Detroit | wiedzieć i widzieć więcej.

Styczeń 2016

Ukazał się styczniowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– Lesław Peters przedstawia sylwetkę laureata tegorocznej nagrody redakcji “Krakowa” medalu “Za mądrość obywatelską” – ks.Michała Hellera, profesora nauk filozoficznych specjalizującego się w filozofii przyrody, fizyce, kosmologii relatywistycznej oraz relacji nauka-wiara;
– z poetką Ewą Lipską m.in. o młodości, literaturze, Facebooku  rozmawia Jolanta Ciosek;
– Katarzyna Siwiec o nieco zapomnianym prezydencie Krakowa – Mieczysławie Kaplickim w rozmowie z dyrektorem Muzeum Historycznego m. Krakowa  -Michałem Niezabitowskim;
– wspomnienie rodziny Helclów w 125-lecie ufundowania przez nich Domu Pomocy Społecznej w Krakowie – Piotr Hapanowicz, Leszek Mazan oraz Agnieszka Niemiec;
– rozmowa Agnieszki Barańskiej ze skrzypkiem młodego pokolenia Stanisławem Słowińskim  -liderem Stanisław Słowiński Quintet, zwycięzcą Jazz Juniors;
– oraz dla krakowian sprawy bieżące: nowoczesna ekospalarnia w Mogile, czy warto sprzedawać krakowskie mieszkania komunalne? (Jacek Balcewicz).

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Grudzień 2015

Ukazał się grudniowy / świąteczny numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– rozmowa o emocjach z wybitnym polskim barytonem, krakowianinem Mariuszem Kwietniem (Mateusz Borkowski);
– prof. Jerzy Wyrozumski  – historyk budujący przyszłość (Lesław Peters);
– o Macieju Leonie Jakubowskim – pierwszym polskim profesorze pediatrii, założycielu szpitala im. św.Ludwika w Krakowie (Katarzyna Siwiec);
– opowieść o hotelu, który miał duszę – Cracovia wczoraj i dziś (Krzysztof Jakubowski);
– prezentacja laureatów tegorocznych Nagród Miasta Krakowa;
oraz tematy świąteczne:

Kolęda po krakowsku (Bogna Wernichowska);
– tradycja Szopki Krakowskiej (Wojciech Machnicki);
Jarmark Bożonarodzeniowy w Norymberdze (Jacek Balcewicz)

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Listopad 2015

Ukazał się listopadowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– Rozważania listopadowe Jerzego Surdykowskiego;
– Bogna Wernichowska przedstawia Kraków metafizyczny;
rozmowa z wiceprezydentem m. Krakowa Tadeuszem Trzmielem o układzie transportowym Krakowa, w tym wzbudzającej oburzenie ekologów Trasie Pychowickiej;
– Zbigniew Leśnicki przypomina historię usunięcia z Plant popiersia F.Chopina w 120.rocznicę urodzin kompozytora…;
– – w ramach cyklu “Podróże Krakowian” fotorelacja Jacka Balcewicza z barwnej wyprawy do Singapuru.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Październik 2015

Ukazał się październikowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– o Kazimierzu Kordylewskim, wybitnym astronomie, odkrywcy Pyłowych Księżyców Ziemi;
– o filozofii, która posila się anegdotą i o powadze, która siłę czerpie z humoru -echa spotkania z Krzysztofem Zanussim w ramach cyklu Kod Mistrzów w Teatrze Groteska;
– przewodnik po krakowskich zabytkowych lokomotywach;
oraz wiele ciekawych rozmów, m.in : z prof. Ryszardem Markiewiczem o prawie w obrazkach, z prof. Andrzejem Romanowskim w osiemdziesięciolecie Polskiego Słownika Biograficznego;
z Henrykiem Pasiutem – producentem teatralnym, prezesem Stowarzyszenia Teatrów Nieinstytucjonalnych STeN; z historykiem sztuki Maciejem Bobrem – o twórczości plastycznej pacjentów Specjalistycznego Szpitala Psychiatrycznego im. dr. J.Babińskiego.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Wrzesień 2015

Ukazał się wrześniowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– Krystyna Rożnowska o wadliwych endoprotezach i zaniedbanych pacjentach;
– fotoreportaż Jakuba Ciećkiewicza o Tunezji po zamachach terrorystów;
– Janusz Baster o krakowskim AK, które nie było “żadne”;
– wybitnego reżysera Konrada Swinarskiego w 40. rocznicę jego tragicznej śmierci wspomina Krzysztof Miklaszewski;
– a także ciekawe rozmowy: z dr. Stanisławem Dziedzicem – dyrektorem Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego UMK; z Adolfem Weltschkiem – dyrektorem Teatru Groteska, z urologiem – prof. Piotrem Chłostą.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Lipiec – Sierpień 2015

Ukazał się wakacyjny numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
100-lecie przyłączenia Podgórza do Krakowa – o historii tego wydarzenia Melania Tutak;
– Czy w dobie poszerzającego się nieustannie strumienia informacji w postaci cyfrowej księgarnie są nam jeszcze potrzebne? -zastanawia się Lesław Peters;
– Jakie jest dziś miejsce polonistyki? – rozmowa Janusza M.Palucha z dziekanem Wydziału Polonistyki UJ – prof. dr hab. Renatą Przybylską;
Indianie w Krakowie, czyli cyrk przyjechał! – Mateusz Drożdż przypomina wydarzenie z dn. 4 lipca 1906 r.;
– Muzyczny spacer po zabytkach Krakowa – rozmowa Agnieszki Malatyńskiej-Stankiewicz ze Stanisławem Gałońskim – twórcą i dyrektorem festiwalu “Muzyka w Starym Krakowie”;
– z cyklu Podróże Krakowian barwna fotorelacja Jakuba Ciećkiewicza z Sahary Tuaregów.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Dyskusja nt. WARSZTATU – promocja najnowszego numeru pisma kulturalnego FRAGILE

Zapraszamy na dyskusję wokół tematu przewodniego najnowszego wydania „Fragile”, czyli WARSZTATU.

Goście specjalni:

Marcin Barski
Piotr Bujak
Konrad Gęca
Rafał Mazur

Prowadzenie: Tomasz Gregorczyk

21 czerwca, godz. 18:00
Kawiarnia Naukowa – ogródek
Stanisława Żółkiewskiego 19, Kraków, niedaleko Ogrodu Botanicznego
Dołącz do wydarzenia na FB https://www.facebook.com/events/886305701430828/

Spotkanie odbędzie się w ramach programu REWIZYTA /// Muzykoterapia (koncerty i instalacje)
https://www.facebook.com/events/1576549802611299/
“Oczywiście, że można uprawiać prawie każdy rodzaj sztuki, nie mając absolutnie żadnego przygotowania. Ba, może nawet właśnie to daje nam najwięcej przyjemności – kiedy nic nie musimy umieć i niczego nie musimy osiągnąć. Takie szczęście początkującego, kiedy liczy się proces, a nie efekt. Chwileczkę… Czy nie tak mówią niekiedy…”
http://www.fragile.net.pl/home/warsztat-1-27-2015-list-od-redakcji/

 

Marcin Barski – wydawca (Audiothong, Mathka), animator kultury, twórca Instytutu Pejzażu Dźwiękowego (ipd.edu.pl).

Konrad Gęca – muzyk, animator, członek Polskiego Stowarzyszenia Muzyki Elektroakustycznej, organizator cyklu spotkań ze sztuką dźwięku Muzykoterapia. Autor artykułu
http://www.fragile.net.pl/home/koncept-versus-umiejetnosci-problem-warsztatu-w-nowej-muzyce/

Rafał Mazur – improwizator, gra na akustycznej gitarze basowej; trenuje też sztukę walki TaiJi Quan Chen i studiuje filozofię Dalekiego Wschodu, a zainteresowania te łączy z praktyką swobodnej improwizacji.

ffffffffffffff

Fragile – pismo kulturalne
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.
Projekt jest współfinansowany ze środków Gminy Miejskiej Kraków.
Dofinansowano ze środków Fundacji Studentów i Absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego „Bratniak”.

„Krakowska Książka Miesiąca” Stanisław Balbus: Zosia

„Krakowska Książka Miesiąca”
Stanisław Balbus: Zosia
(Wydawnictwo Księgarnia Akademicka).

Spotkanie z Autorem i wręczenie nagrody:
18 czerwca 2015, godz. 18.00
prowadzenie: prof. Jacek Wojciechowski

Zosia to jedyna – w całej eseistyczno-naukowej czy krytycznoliterackiej  twórczości Stanisława Balbusa – książka literacka. Napisana po śmierci żony. Zawiera 30 wierszy, 30 migawkowych mikroopowiadań, jedną nieco większą „prozę poetycką” oraz dłuższą opowieść o życiu Zosi. Do tomiku włączył autor dwa swoje tłumaczenia poetyckie „dla Zosi”, trzy cykle miniatur poetyckich Krystyny Nalepy, najbliższej przyjaciółki Zosi w ostatnich dziesięciu latach jej życia, oraz sześć dedykowanych jej wierszy Tadeusza Nowaka, wybitnego poety i powieściopisarza, pierwszego jej męża (zm. w 1991 roku). I trzy wiersze samej Zosi z 2011 roku, odnalezione po śmierci w jej papierach. (od wydawcy) Zastanawiałem się, jak jednym słowem określić największą zaletę Zosi? Niezawodność.

Była niezawodna tam, gdzie trzeba było komuś pomóc. Niezwykle wiele pomagała mojej mamie i trwało to latami. Była więc też wytrwała. Niczego nie chciała w zamian. Bezinteresowność też była jej ważną cechą. Pomaganie było u niej jak oddychanie. Dlatego nigdy nie czułem się jej dłużnikiem, którym na pewno zawsze byłem, jestem i będę. Moi rodzice przyjaźnili się z Tadeuszem Nowakiem i z jego żoną Zosią. W jakimś sensie dostałem ich w spadku. […]

Po śmierci Tadeusza (w 1991 roku) żyją jego niezwykłe wiersze. Zosia wiele zrobiła, by o nich pamiętano. Po latach związała się z profesorem UJ Staszkiem Balbusem, przyjacielem domu i wielkim znawcą poezji Nowaka. Teraz on nie pozwala, abyśmy o nim – i o niej – zapomnieli.

Śmiertelna nieobecność zawsze jest związana z zapominaniem. Zapominanie ocala nas żyjących przed lawiną przeszłości, nie wolno jednak zapominać za bardzo. Tyle można zapomnieć, co konieczne, a tyle pamiętać, ile damy radę.

Na spotkanie z autorem zapraszamy 18 czerwca o godz. 18.00 do Śródmiejskiego Ośrodka Kultury

Czerwiec 2015

Ukazał się nowy letni numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in:
– kim są na co dzień Lajkonik i jego orszak?;
– gdzie przed laty krakowianie zażywali kąpieli ?;
– co słychać u Stanisława Janickiego, pana od Starego kina?;
– relacja z wręczenia tegorocznej nagrody redakcji miesięcznika – Medalu Za mądrość obywatelską dla prof. Ewy Łętowskiej.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

„Krakowska Książka Miesiąca” Adam Kulawik: Poezja to jest złoty szerszeń. Rzecz o poematach K. I. Gałczyńskiego

Okładka_Poezja„Krakowska Książka Miesiąca”
Adam Kulawik: Poezja to jest złoty szerszeń. Rzecz o poematach K. I. Gałczyńskiego
(Wydawnictwo Antykwa). Spotkanie z autorem i wręczenie nagrody. Spotkanie poprowadzi prof. Stanisław Stabro.
Adam Kulawik, teoretyk literatury, wersolog, hermeneuta. Autor podręczników poetyki, twórca prozodyjnej teorii wiersza. Kiedyś profesor trzech krajowych i dwu francuskich uniwersytetów, obecnie na emeryturze.

Maj 2015

Ukazał się nowy wiosenny numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in:
– rozmowa Kazimierza Targosza z prof. Ewą Łętowską – tegoroczną laureatką Medalu “Za mądrość obywatelską”;
– o kolejach losu Leonarda Neugera – historyka literatury, tłumacza, emerytowanego profesora slawistyki na Uniwersytecie Sztokholmski opowiada Elżbieta Dziwisz;
– Edward Chudziński o kondycji teatru rozmawia z Krzysztofem Orzechowskim – dyrektorem Teatru im. J.Słowackiego;
– bogaty panel historyczny: m.in. 200. rocznica powstania Wolnego Miasta Krakowa, 110. rocznica odzyskania Wawelu, historia czołgu IS-2 z os. Górali w Nowej Hucie.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

 

Kwiecień 2015

Ukazał się nowy wiosenny numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in:
– Dizajn czyli otoczenie rozsądne i pomysłowe – rozmowa z dziekanem Wydziału Form Przemysłowych ASP w Krakowie – prof. Andrzejem Zięblińskim;
– niepowtarzalny świat Daniela Mroza wspomina Mieczysław Czuma i Ewa Kozakiewicz;
– o burzeniu w Krakowie – tym karygodnym i koniecznym – rozmowa z prof. Jackiem Purchlą ;
– pośmiertne perypetie Barbary Kwiatkowskiej-Lass w 20. rocznicę jej śmierci wspomina Jerzy Piekarczyk;
– upadek Bramy Węgier czyli o oblężeniu Przemyśla;
– Cohousing – co to takiego? wyjaśnia Martyna Słowik.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Marzec 2015

Ukazał się wiosenny/marcowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– rozmowy z ciekawymi ludźmi: Grzegorzem Barasińskim – założycielem i prezesem Polskiego Towarzystwa Kaligrafii; Barbarą Stuhr ze Stowarzyszenia Wspierania Onkologii UNICORN; Krystyną Zachwatowicz w ramach Spotkań “Kod Mistrzów”;
– podróż do królestwa Maroka w barwnej fotorelacji Jakuba Ciećkiewicza;
– Wojciech Machnicki o “świętej wojnie” dwóch krakowskich klubów piłkarskich;
– meandry losu generała “Nila” przedstawia Leszek Zachuta.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Luty 2015

Ukazał się nowy-lutowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– historia Walerego Gadomskiego – rzeźbiarza wielu krakowskich pomników – tekst Ewy Danowskiej;
– Krystyna Rożnowska o zjawisku hipotermii w medycynie;
– podróż Małgorzaty Boguni-Borowskiej do Japonii – kraju, gdzie cnotą jest być jak inni;
– rozmowa Agnieszki Malatyńskiej-Stankiewicz z Romaną Agnel – tancerką, choreografką, dyrektor Baletu Dworskiego Cracovia Danza;
– zapiski z trasy Rafała Sonika – pierwszego Polaka, który zwyciężył Rajd Dakar;
Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Styczeń 2015

Ukazał się nowy-styczniowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– Ewa Danowska o tym, jak Nowy Rok witali krakowianie sto lat temu;
– o młodzieńczej przyjaźni Romana Polańskiego i Leopolda René Nowaka pisze Jerzy Piekarczyk;
– jak rozumieć Auschwitz? – zastanawia się w 70. rocznicę wyzwolenia Andrzej Nowakowski;
– Jacek Balcewicz o powstającym we Wiedniu pomniku Jana III Sobieskiego;
…a poza tym komentarze i relacje o wszystkim, co w Krakowie ważne.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Kerala – migawki z południa Indii

Kerala – migawki z południa Indii

 

Wyjazd do Kerali odkładaliśmy już parokrotnie, raz kosztem Andamanów, innym razem chcieliśmy zdążyć zanim tabuny turystów zadepczą Birmę. Tym razem nie mieliśmy wymówki, a na dodatek okazyjna cena lotu do Indii zachęciła do podroży na samo południe Indii.

Z zimnej, deszczowej Europy, z małym przystankiem w głośnym i gorącym Bombaju, dotarliśmy do naszego pierwszego przystanku w Kerali, miasta Koczin. Koczin podzielony na nowe, mocno przemysłowe Ernakulum oraz starą, zabytkową część, zwaną Fort, potrafi oczarować. To tutaj są ponoć najpiękniejsze i najbardziej okazałe chińskie sieci rybackie, do dziś dnia służące miejscowym rybakom do połowu, to tutaj także możemy poczuć oddech historii. Spacerując po wąskich uliczkach Fortu, zwiedzamy pozostałości po Portugalczykach, ze szczególnie ważnym kościołem Św. Franciszka, gdzie przez długie lata pochowany był Vasco Da Gama. Nie możemy także opuścić dzielnicy żydowskiej, a w niej zabytkowej Synagogi Paradesi. Nie mniej fascynująca okazuje się być miejscowa kuchnia; znajdując lokalne restauracje obficie zajadamy się masala dosą, tapioką czy groszkową masalą, stanowiąc przy tym nie lada atrakcję dla odwiedzających te miejsca Indusów. Koczin to także kulturalne serce stanu Kerala. To tutaj codziennie można uczestniczyć w najbardziej rozpoznawalnych pokazach tradycyjnego tańca kathakali.

Po kilku dniach postanawiamy odpocząć trochę od upałów, wyruszamy więc krętą i wąską drogą do górskiego Munnaru, miejsca słynącego z olbrzymich upraw herbaty, prawdziwego bogactwa tych terenów. Munnar to niewielkie miasteczko, gdzie poza częścią handlową w centrum, paroma lokalnymi knajpkami oraz hotelami nie dzieje się zbyt wiele. Nad miastem górują trzy świątynie: katolicki kościół, meczet oraz świątynia hinduistyczna, co symbolizuje prawdziwą symbiozę tych religii, w Kerali nie ma bowiem niesnasek na tle wyznaniowym. Plantacje herbaty widać niemalże z każdego miejsca w mieście, jednak najlepiej obserwować je, wybrawszy się na krótki trekking, kiedy to można także zobaczyć miejscowe kobiety, tradycyjnymi metodami zbierające jej liście.

Po krótkim odpoczynku w górach wracamy w tropiki, na najpopularniejszą atrakcję Kerali – „backwaters”, rozległe rozlewiska i kanały wodne. Rozciągają się one na olbrzymim obszarze, kanały łączą ze sobą miasteczka i wioski, a ruch w znacznej części odbywa się drogą wodną. Nad kanałami toczy się normalne życie, mieszkańcy – głównie małych wiosek, zajmują się hodowlą zwierząt oraz uprawiają ryż. My upajamy się ciszą i spokojem tego miejsca, pływamy w wynajętych łodziach i podpatrujemy życie na brzegu. Nie decydujemy się tylko na wynajęcie tzw. houseboat’a, gdzie moglibyśmy spędzić na wodzie nawet kilka dni, śpiąc w klimatyzowanych sypialniach. Być może staliśmy się już za bardzo „miastowi” i baliśmy się zwyczajnej nudy, która mogłaby się pojawić już po kilku godzinach w odosobnieniu?

Ostatnią część podróży decydujemy się spędzić w nadmorskich miejscowościach, słynących z pięknych plaż – Varkala oraz Kovalam. Jedna położona na urokliwym klifie, druga z licznymi, wychodzącymi wprost na morze hotelikami i restauracjami, są coraz liczniej odwiedzane przez turystów, niekoniecznie nastawionych na podróże z plecakiem i aparatem fotograficznym. Choć w tym konkretnym przypadku nie nastawialiśmy się na puste plaże, pozostał jednak lekki niedosyt, że tamtejsze morze i piasek nie są zarezerwowane wyłącznie dla nas.

Tekst & zdjęcia:

Katarzyna i Rafał Siudowscy

 

 

 

 

 

 

Utajone niebezpieczeństwo

Utajone niebezpieczeństwo

Nie widać go, nie daje żadnych objawów, więc nawet nie wiemy, że kryje się w głowie czy brzuchu. Tętniak – bo o nim mowa – może nie dać o sobie znać nawet do naturalnej śmierci człowieka, ale może się też niestety w każdej chwili odezwać w sposób nieprzewidywalny i gwałtowny. Wówczas jedynie szybka interwencja lekarza daje szansę na uratowanie życia.

Tętniakiem nazywamy część tętnicy, która utraciła swoją prawidłową strukturę. Może to być spowodowane osłabieniem lub rozwarstwieniem ściany tętnicy, co skutkuje jej wybrzuszeniem. Tętniaki mogą osiągać znaczne rozmiary, a za ich bezpośrednią przyczynę uważa się nadciśnienie tętnicze (aż 90% przypadków) i rozwijającą się wraz z nim miażdżycę naczyniową. Do innych przyczyn zalicza się urazy mechaniczne, zakażenia i wrodzone zmiany w obrębie tętnic. Czynnikami sprzyjającymi mogą być również: otyłość, palenie tytoniu, przebyty wcześniej zawał serca i podeszły wiek.

Tętniaki mogą powstawać w każdym odcinku układu tętniczego, ale najczęściej lokują się w aorcie i tętnicach mózgowych. Rzadziej można stwierdzić ich obecność np. w tętnicy udowej czy podkolanowej. Tętniakowatemu poszerzeniu może również ulec ściana serca w przebiegu zawału mięśnia sercowego.

Powszechnie uważa się, że tętniaki rosną w tętnicach bez naszej wiedzy, a gdy się już ujawnią, jest za późno na ratunek. Ta opinia wywołuje paniczny lęk przed tą chorobą, a zdiagnozowany tętniak traktowany jest jak wyrok. Jak jest naprawdę z tymi objawami? W większości przypadków tętniaki rzeczywiście rozwijają się przez długi czas bezobjawowo, często nawet w zaawansowanym stadium choroby nie dają o sobie znać. Wystąpienie objawów ma miejsce tylko u niektórych pacjentów. Są one bardzo zróżnicowane, zależnie od umiejscowienia i wielkości tętniaka. Jeśli tętniak znajduje się w piersiowym odcinku aorty, pacjent może odczuwać nagłe, ostre bóle w klatce piersiowej, bóle szyi i pleców. Przy tętniaku brzusznego odcinka aorty często występują bóle brzucha i pleców w okolicy krzyżowej, czasami promieniujące do pachwiny. Może mieć miejsce brak apetytu, utrata masy ciała, zmniejszenie ilości wydalanego moczu lub rozwój niewydolności nerek. W przypadku bardzo dużych tętniaków charakterystycznym objawem jest wyczuwalny w obrębie górnej lub środkowej części jamy brzusznej, sprężysty, wyraźnie tętniący i niekiedy bolesny guz. Tętniaki tętnicy mózgowej wywołują silne, pulsujące bóle głowy, osłabienie lub porażenie niektórych grup mięśni, zaburzenia czucia lub równowagi, ból gałek ocznych, zaburzenia widzenia. Niekiedy stwierdza się nierówność źrenic. Niestety tętniaki tętnicy mózgowej znacznie częściej niż pozostałe przebiegają bezobjawowo. Czasami dopiero nagłe pęknięcie i wylew krwi do mózgu lub przestrzeni podoponowej dają sygnał o chorobie. Tętniak zlokalizowany w tętnicy zaopatrującej kończynę prowadzi do pogorszenia jej ukrwienia, co objawia się bólem, osłabieniem mięśniowym, bladością lub zasinieniem. Jeśli tętniak poszerza ścianę serca, może to wywoływać zaburzenia rytmu lub rozwój niewydolności krążenia. W przypadku pęknięcia objawów nie da się przeoczyć. W zależności od lokalizacji występuje nagły i silny ból brzucha, klatki piersiowej, głowy lub nogi. Często dołączają objawy wstrząsu (poty, bladość, kołatanie serca), niewydolność nerek oraz utrata przytomności. Powinno to skłonić do szybkiej konsultacji z lekarzem, gdyż czas w przypadku tętniaka ma kluczowe znaczenie. Najczęściej jednak opisane objawy nie występują, czujemy się zdrowi, a tętniak jest wykrywany przypadkowo, np. w trakcie kontrolnego RTG klatki piersiowej. Tymczasem badania kontrolne RTG, USG z uwzględnieniem zagrożonych tętnic byłyby bardzo pomocne.

W przypadku podejrzenia o istnienie tętniaka zwykle wykonuje się: badanie krwi (w tym również tłuszczów, cholesterolu i układu krzepnięcia), EKG, USG tętnic lub serca, tomografię komputerową jamy brzusznej, klatki piersiowej lub głowy, angiografię (prześwietlenie tętnic po podaniu do nich płynnego kontrastu).

Odpowiedź na pytanie: leczyć czy nie leczyć tętniaka nie jest jednoznaczna. Jeśli wykrywa się tętniaka, który nigdy nie pękł, jest małych rozmiarów i nie daje żadnych dolegliwości, trzeba dokonać oceny ryzyka i przeciwstawić ewentualne korzyści z podjęcia leczenia. Ważny jest również wiek pacjenta. U ludzi młodych tętniaki niekrwawiące raczej się leczy, ale w przypadku osób starszych decyzja jest często odmienna, gdyż ryzyko jest zbyt wysokie. Choremu zaleca się wówczas przestrzeganie diety i badania kontrolne. Sam tętniak w niczym nie przeszkadza, ale stwarza ogromne ryzyko w przypadku pęknięcia (ocenia się, że w takim przypadku przeżywa tylko około połowa pacjentów). Wówczas leczenie trzeba podjąć natychmiast, gdyż jest to ratowanie życia. Dlatego większość lekarzy optuje za leczeniem tętniaków. Można to robić operacyjnie usuwając tętniaka i zastępując go przeszczepem (w mózgu „zaklipsowując” – przy tętniakach mózgowych jest największe ryzyko tzw. krwotoku podpajęczynówkowego zagrażającego życiu), chociaż zdarza się czasami, że tętniak może się pojawić ponownie i trzeba reoperować lub metodą endowaskularną (wprowadzenie protez przez skórę, przeważnie przez tętnice w pachwinach – mniej inwazyjne, ale też może doprowadzić do powikłań w postaci zatkania jakiejś tętnicy skrzepem czy do pęknięcia tętniaka). Leczenie farmakologiczne w zasadzie jest niemożliwe i stosuje się go jedynie po zabiegu, podając leki obniżające krzepliwość oraz antybiotyki.

Trudno mówić o zapobieganiu tętniakom, ale z pewnością warto wyeliminować czynniki ryzyka, jak: palenie tytoniu, nadużywania alkoholu, dietę opartą na tłuszczach, brak aktywności fizycznej, nieleczone nadciśnienie, stres.

 

Izabela Niziałek

 

 

 

 

 

NOWY KRÓL

NOWY KRÓL

Usiadł na tronie z głębokim westchnieniem. Przez chwilę trwał w nienaturalnej, sztywnej pozycji w lewej ręce berło trzymając, w prawej jabłko dzierżąc. Po namyśle – lekturę „Poradnika monarchy” wspomniawszy – złoty owoc z wygrawerowanym na nim rogatym zwierzem w lewą dłoń ujął, a berło z duchackim krzyżem do prawej przełożył. Taaaa. Teraz to można rządzić – pomyślał z satysfakcją.

Chciał odźwiernego wezwać, ale jak tu w ręce klasnąć, skoro obie zajęte. Wołać, cennego, królewskiego głosu nadużywając, jakoś nie wypada. Co robić? Co robić?

Przede wszystkim nie ulegać panice. Po sobie nic nie dać poznać. Rżnąć monarchę całą gębą. Myśląc tak trwał nieruchomo próżno nasłuchując kroków służby. W pałacu było cicho jak przysłowiowym makiem zasiał.

A przecie mieli go wspierać, mieli mu pomagać, doradzać… Obiecywali stać przy nim na dobre i złe. Gdzie teraz są ministrowie, szambelani, podkomorzowie i inni, których głos podczas elekcji pomógł mu zwyciężyć? Gdzie zaufany zausznik, który do walki o tron go namówił, taktykę opracował siły wyborcze zbierając, do zapomnianych sojuszników umyślnych śląc, ferment wokół siejąc skutecznie, aż do zwycięstwa.

– Masz dobre imię, królewskie, z potężnym dzwonem ludziom się kojarzy, a to już połowa sukcesu – podjudzał.

– Gdy wygrasz, wielkim władcą będziesz, tylko musisz postawić na zmiany. Nikt ze starej, wrażej ekipy zostać w twym otoczeniu nie może. To ludzie fałszywi, a choćby nawet zasługi jakoweś dla ojczyzny mieli – pozbądź się ich! – doradzał.

– Postaw na niedoświadczonych i nic nie umiejących, a wierni ci będą po grób – uśmiechał się chytrze. – Takich to i łatwiej się pozbyć w odpowiednim momencie i za niepowodzenia winę zwalić.

Zawierzył jego słowom, choć resztki rozsądku co raz się budziły i nieśmiało ostrzegać przed błędem próbowały. Wszak zausznik ów już nie raz w dziejach kraju rokosz czynił, ale zawsze nic poza chaosem z tego nie wynikało. Wszak sam, nijakich umiejętności nie mając, knuł jeno co by zepsuć, zburzyć, ręce z radości zacierając.

Rozsądek, co jeszcze w głowie pozostał, podpowiadał, że sprzedajny poddany samego króla sprzedać skłonny będzie, jeśli tylko własny jego interes będzie tego wymagał.

Tamten zaś kusił jad sącząc do ucha cierpliwie. Poselstwo do starej czarownicy słać kazał. Mieszkająca w wysokiej wieży, pieczętująca się pierwszą literą greckiego alfabetu, zapomniana przez wszystkich wiedźma, której onegdaj – za oszustwa – topór kata groził, którą karnie – za krzywoprzysięstwo – usunięto z ostatniego sabatu na Łysej Górze, uradowała się wielce.

– Hokus, pokus, czary mary, niechaj sczeźnie już król stary – mruczała pod nosem napar tajemniczy a cuchnący w kotle mieszając. – Ząb nietoperza, oko sowy, niech króluje władca nowy…

Zausznik (co także królewskie – wzięte z Korczakowskiej powieści – imię nosił), choć oficjalnie mienił się ateuszem – sam siebie zwąc stronnikiem postępu i historycznej niepamięci – brzydził się w duchu guślarstwem, wiedział przecie, że droga do tronu często po trupach prowadzi, a żadna metoda, o ile by tylko skuteczna była, nie jest zła w tym względzie.

Jak się okazało, miał słuszność. Czy to bowiem czary, czy jeno głosy przekupionego obietnicą stanowisk elektoratu, przeważyły szalę zwycięstwa na korzyść nowego króla.

Początkowo serce monarchy przepełniały duma i radość. Przez pierwszy tydzień, przed snem wyobrażał sobie jakie czekają go zaszczyty, jak to będzie mógł zwracać się do tych, którzy jeszcze do niedawna więksi od niego byli, jak to jednoosobowo decyzje będzie podejmować; zwalniać i zmieniać, zmieniać i zwalniać. A wszyscy w pas kłaniać mu się będą i jego imię z nabożną czcią i bojaźnią wypowiadać.

Znacznie mniejszy entuzjazm u nowego władcy wzbudzała konieczność powołania, na miejsce zwolnionych, nowych, królewskich urzędników. Raz po raz przeglądał listę kandydatów i zżymał się coraz bardziej. Oto bowiem jeden z przyszłych ministrów, tłumacząc się koniecznością czuwania nad własną, rozległą ponad wszelką miarę posiadłością (zagrożoną ponoć wrogim najazdem), adnotację stosowną złożył, z której wynikało, że czasu dla króla mieć raczej nie będzie, a tylko raz w miesiącu przed obliczem władcy stawi się celem złożenia obowiązkowego raportu. Inny zaś, zasłaniając się od dawna przewidywaną rebelią chłopów w swoim majątku, odmówił współpracy obiecując, gdy tylko ową rebelię ostatecznie stłamsi, wiernie przy swoim władcy stać. Terminu jednakże nie podał. Pozostali kandydaci albo języka urzędowego kraju nie znali (zostali bowiem sprowadzeni z królestw ościennych, byle tylko większością głosów kandydaturę króla poprzeć), albo też – ze względu na wiek – doświadczenia żadnego nie mając, wili się piskorze, nie chcąc brać na siebie nijakiej odpowiedzialności.

Tymczasem, dach pałacu przeciekał, wschodnia baszta wymagała remontu i często zacinał się stuletni zwodzony most. Na wsiach szerzyły się choroby, ciemnota i analfabetyzm, po drogach zaś grasowały zbójeckie bandy regularnie ograbiające kupców, a nawet co zamożniejszych turystów.

Zadumał się król tkwiąc sztywno na tronie; trzymając jabłko w lewej, a berło w prawej dłoni.

Wtem za oknem pałacu odezwały się pojedyncze głosy, które zaraz zlały się w jeden głos. Ludzie wznosili w górę zaciśnięte pięści, a szmer tłumu płynnie przeszedł w chóralny śpiew. Jednak pancerne szyby skutecznie tłumiły słowa pieśni.

Monarcha stał ukryty za kotarą i nie śmiał otworzyć okna. Wolał nie słyszeć, nie wiedzieć… W tej chwili najbardziej pragnął cofnąć czas. Z królewskich oczu popłynęły łzy.

Do komnaty bezszelestnie wślizgnął się zaufany zausznik w towarzystwie jednej z dam dworu. Przez chwilę w milczeniu patrzyli na płaczącego władcę.

– To ze szczęścia – szepnął zausznik.

 

 

 

 

Spadająca gwiazda Marii Baster-Grząślewicz

Spadająca gwiazda Marii Baster-Grząślewicz

 

Maria Baster-Grząślewicz, doktor fizyki, nauczyciel akademicki, aktorka, malarka, poetka. W skrócie: artystyczna dusza. W Grupie Każdy od niedawna, jednak już po pierwszym przeczytaniu wierszy wzbudziła moją sympatię i szacunek. Tomik „Traktat o dziurze” jest drugim po „Srebrnych kolorach”, obydwa wydane w tym samym, 2014 roku. „Traktat o dziurze” czyta się praktycznie jednym tchem, z lekkim zadziwieniem i uśmiechem, ponad pięćdziesiąt wierszy. Język Baster-Grząślewicz jest oryginalny, od wierszy bije spokój, ale i pewność siebie. Utwory są krótkie, w żadnym nie ma zbędnego zdania lub słowa, to złote myśli.

 

Zatrzymać czas

który dzwoni

w uszach

na kolację

z wczorajszego dnia

 

[Rozregulowane zlecenie]

 

Otworzyłam na przestrzał

drzwi do szczęścia

uciekło

głupie

jak wiatr

 

[Przeciąg]

 

Wpadł w kałużę rozumu

i utopił się

w okrągłych

kroplach

zdziwienia

 

            [Zaskoczenie]

 

Wiersze Baster-Grząślewicz często wywołują u czytelnika uśmiech, po pierwszej reakcji następuje zrozumienie ironii i zaskoczenie celnością uwagi, tak jak w wierszu „Zaskoczenie”. Współczesny człowiek często goni bezmyślnie za karierą, za pieniądzem, za doskonałością, nie ma czasu na myślenie. Kiedy przychodzi moment na zatrzymanie się, dochodzi do wniosku, że właśnie tonie, lub niewiele mu do tego brakuje. Lapidarne w swojej formie wiersze poruszają tematy egzystencjonalne, które dotyczą każdego z nas. Jednocześnie nie są osobiste, poetka nie skupia się wyłącznie na sobie, a w zasadzie w ogóle nie pisze otwarcie o sobie. Jest to „ja” – poetyckie, „ja” egzystencjonalne.

 

w kręgu przyjaciół

wśród

wspólnych

spraw

rozwiązanej

szarady

– zniknął

sens

 

            [Bez powodu]

 

Istnienie

– szczelina

między Niebem

a Ziemią

 

Szczelina

– zbyteczny (?!)

szczegół kształtu

 

[Szczelina]

 

urodziłam potworka

miał olbrzymie oczy

mały brzuch

i czerwone pięty

był to bardzo nieudany potworek

zupełnie zwyczajny

– prawie taki sam

jak inne

dzieci

 

[Zadziwienie]

 

Malarstwo i poezja Baster-Grząślewicz są ze sobą ściśle związane. Większość utworów poetyckich jest bowiem tytułami i opisami prac malarskich artystki. Za namową przyjaciół zostały one zebrane i wydane w postaci tomiku, co uważam za bardzo dobrą decyzję. Poezja Baster-Grząślewicz nie wymaga bowiem ilustracji, broni się sama, żyje swoim osobnym życiem. Tomik „Traktat o dziurze” został opatrzony rysunkami autorki, dzięki czemu otrzymujemy dokładny obraz samej artystki. Od ilustracji, podobnie jak od wierszy, bije bowiem humor i pewność siebie.

 

Ujęta w ramy

zwyczajności

wciąż się wymyka

dosłowności,

 

ujęta w naukowe

zwroty

kpi sobie

z wielkiej filozofii.

 

[O prawdzie]

 

Moje życie

na krawędzi stołu

przeze mnie

ustawione rozmyślnie

myślę

 

zachować …

 

[O porcelanie]

 

Życie w ciemności nie jest

beznadziejne

 

Nadzieja znika wtedy

gdy robi się

jasno

 

bo gdy jest

jasno

 

wtedy

 

jasno widać

 

że nic

nie widać

 

[O ciemności]

 

Znane jest powiedzenie, że o wszystkim już napisano. Ważne, aby pisać o tym wszystkim inaczej niż wszyscy. Maria Baster-Grząślewicz wypracowała swój własny styl. Potrafi poruszyć, wywołać emocje na twarzy czytelnika, wywiercić dziurę w sercu i umyśle, ale w tym pozytywnym znaczeniu – pozostawić ślad, zapchać dziurę swoimi wierszami, które długo nie pozwalają o sobie zapomnieć.

 

W deszczu spojrzeń

przemokła aż do serca

 

Proszę uważać

powiedział lekarz

Mogła się pani

przeziębić

 

Było już za późno

Umarła

następnego dnia

 

Z samotności

 

[Samotność]

 

 

 

Aneta Kielan-Pietrzyk

 

Maria Baster-Grząślewicz Traktat o dziurze, Wyd. Towarzystwa Słowaków w Polsce, Kraków 2014

 

 

 

Henrykowi Cyganikowi pro memoriam…

 

Henrykowi Cyganikowi pro memoriam

Kiedy pisałem te słowa, 23 lutego 2015 r., mijało dokładnie dziesięć lat od śmierci Henryka Cyganika. Pamiętam jak żegnaliśmy go na krakowskim Cmentarzu Rakowickim, przy rzewnych dźwiękach góralskiej kapeli. Poetę, publicystę, dziennikarza prasowego i radiowego, człowieka wyczulonego na wszelką ludzką krzywdę, wyczuwającego panoszące się wokół nas zło w każdym czasie. Zarówno przed pamiętnym 1989 rokiem, a tym bardziej w okresie późniejszym, kiedy w kwietniu 1990 r. zlikwidowano Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, czyli komunistyczną cenzurę. Przez to zawsze miał „pod górkę”, szykanowany przez twardogłowych towarzyszy z komunistycznego aparatu, a wyrzucony na bruk z krakowskiego radia przez pierwszego prezesa spoza „pzpeerowskiej” rzeczywistości. Pozostawił po sobie kilka tomów poetyckich, setki gadek, felietonów społeczno-politycznych, które wybrzmiały na antenie Radia Kraków lub tleją na delikatnym papierze czy to Gazety Krakowskiej, tarnowskiego Temi, chłopskich Wieści… Ale nie przebrzmiały i nie zetlały zapewne, bo kiedy wpada w ręce jakiś tekst Cyganika, zawsze znajdziemy odniesienie do współczesności. I zastanawiam się, czy nic się nie zmienia? Czy nie potrafimy uporać się z problemami nazwanymi? Odnoszę wrażenie, że po prostu się nam nie chce, bo stajemy się gorszym, mniej rozumiejącym, egoistycznym, zatomizowanym społeczeństwem. Walczył z tymi przywarami także Henryk Cyganik… Nec Hercules contra plures. Czytam słowo z Henryka o nas, Polakach: „Pijemy jak Azjaci, myślimy jak Aborygeni, pracujemy jak Arabowie w skwarze pustynnego słońca, ale żyć chcemy jak Rzymianie”. I znowu – nihil novi sub sole… Nic się nie zmieniło.

Do mojego ostatniego umówionego z Henrykiem Cyganikiem spotkania nie doszło. Pogarszający się stan zdrowia uniemożliwił mu przybycie do Radia Alfa nadającego z Węgrzec, by uczestniczyć w audycji Ryszarda Rodzika „Każdy rodzi się poetą”. Mieliśmy rozmawiać o wydanym przez ŚOK wyborze poezji Henryka Cyganika zatytułowanym Święty azyl, który u schyłku 2004 r. ukazał się w serii wydawniczej Poeci Krakowa. Audycję jak zawsze prowadził Ryszard Rodzik, który także już przeszedł na drugą stronę. Czytaliśmy wiersze Henryka, opowiadaliśmy o rozmowach z nim, jego książkach – a było ich kilka: Regina (1989), Dopiero za pięć dwunasta (1997), Cosik śmiysnego Jaśka Plewowego (1998), Gryps dla umarłych (2000), Anegdoty góralskie i Dowcipy góralskie (2000), Biała klinika (2001), Przeszedłem przez ścianę (2003) i wspominany już Święty azyl (2004).

Wspominając Henryka Cyganika wiem, że jego teksty nie raz jeszcze będą sprowadzały nas na ziemię. Można żałować, że nie powiódł się projekt stworzenia przez Henryka literackiego kabaretu, który miał działać przy Śródmiejskim Ośrodku Kultury. Zabrakło pieniędzy, a może i autorowi „twórczej pary”, ponieważ coraz bardziej pogrążał się w chorobie. Czytajmy Jego wiersze, słuchajmy Jego gadek (żyją w internecie), wracajmy do jego książek, by spełnić jego marzenie o czytelnictwie… Westchnął kiedyś Henryk – Gdyby nam się jeszcze udało książkę do nabożeństwa zamienić na nabożeństwo do książki

Janusz M. Paluch

 

 

Marzec 2015 – Gazetka Lamelli

  1. Krakowska Książka Miesiąca
  2. Kerala – migawki z południa Indii
  3. Utajone niebezpieczeństwo
  4. NOWY KRÓL
  5. Spadająca gwiazda Marii Baster-Grząślewicz
  6. Henrykowi Cyganikowi pro memoriam…

Grudzień 2014

Dostępny jest już grudniowy numer “Krakowa”, a w nim m.in.:

  • Olga Boznańska – ta sama, a taka inna… o malarce i wielkiej wystawie jej dzieł w krakowskim Muzeum Narodowym (M.Sołtysik, E.Kozakiewicz, K.T.Nowak)
  • Galicja albo mit “międzyświata” -refleksje prof. St. Grodziskiego i A.Komorowskiego po obejrzeniu wystawy MCK Mit Galicji;
  • w 20-tą rocznicę śmierci Tadeusza Śliwiaka wspomnienie córki Weroniki;
  • Mateusz Drożdż o bitwie o Kraków schyłkiem 1914 roku;
  • rozmowa Majki Lisińskiej-Kozioł z Andrzejem Bergielem o tym, jak w 21 godzin 14 minut zdobyć szczyt Manaslu (8156 m n.p.m.) i wrócić do bazy;
  • nową autorską płytę krakowskiego zespołu KROKE rekomenduje Agnieszka Barańska.

 

 

Zapraszamy do lektury i prenumeraty pisma w nadchodzącym 2015 r. oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

KR 12_2014_okładka

 

Październik 2014

Dostępny jest już październikowy numer “Krakowa”, a w nim m.in.:

  • nowy rok akademicki witamy rankingiem krakowskich uczelni (Lesław Peters);
  • rozmowa z prezydentem Krakowa o konstytucji, niepotrzebnych powiatach i upartyjnieniu samorządów (Stefan Ciepły);
  • słów kilka o dawnej Radzie Miasta Krakowa (Jacek Zinkiewicz);okładka
  • o córkach Wojciecha Kossaka,Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Magdalenie Samozwaniec z “kronikarzem Kossaków”-Rafałem Podrazą (wywiad Angelika Łuszcz);
  • obszerna relacja z wystawy Igora Mitoraja w Toskanii (Katarzyna Włodyka de Simone);
  • w cyklu Podróże Krakowian Jacek Balcewicz prezentuje niedaleki Berlin.

 

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Wrzesień 2014

Ukazał się wrześniowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:

  • w przededniu otwarcia nowej Cricoteki Krzysztof Miklaszewski wspomina jednego z twórców CRICOT – Władysława Józefa Dobrowolskiego;
  • bogaty panel historyczny: o krakowskiej Kolumnie Legionów – Piotr Hapanowicz, o triumfie krakowskich lotników: kpt. Bajana i st.sierż. Pokrzywki w 80. jego rocznicę pisze Mateusz Drożdż;
  • czy Kraków powinien mieć metro? pyta Jacek Balcewicz w rozmowie z dyrektorem Instytutu Mechaniki Budowli Politechniki Krakowskiej – prof. dr Krzysztofem Stypułą;
  •  Chwila Nieuwagi Roberta Podgajnego – tekst Piotra Siatkowskiego.

 

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Witajcie w nowym świecie

 

Witajcie w nowym świecie

To się wydarzyło dokładnie we wtorek, 9 września, roku pamiętnego 2014. Tuż przed południem. Włączyłem komputer, by sprawdzić, co tam słychać w świecie. Czytałem o różnych Tuskach, Putinach i Ukrainach. I nagle – oczom nie wierzyłem. W sieci informowali, że jest najnowszy album U2. Darmowo, do posłuchania w każdym zakątku świata, może z wyjątkiem Korei Północnej i Państwa Islamskiego.

O nowym albumie U2 mówiło się już od lat kilku. Że Bono coś zapowiedział jesienią roku ubiegłego, że gitarzysta The Edge wiosną roku bieżącego mówił o kolejnych zmieniających się producentach, że płyta ma być tuż, tuż. Ku mojemu zniesmaczeniu, nic w tej sprawie się nie działo. Ani w Trójce, ani w RMF FM, ani w specjalistycznej muzycznej prasie – nikt nic poważnego nie wieszczył. A tu, proszę, coś z niczego – ma być! Bo sieć poinformowała!

Sprawdziłem natychmiast. Faktycznie było! Nowe U2! Całej płyty „Song of innocence” można było sobie słuchać do woli. Moja recenzja? To bardzo dobra płyta U2. Lepsza od kilku poprzednich. Płyta, z której nie usunąłbym ani jednej piosenki. Zaczyna się od stadionowego „The miracle”, a potem jest równie dobrze. Jest ballada, jest rockowy czad, jest melodia, kolejna porcja hiciorów świetnie zagranych, zaśpiewanych i wyprodukowanych. Wszystko z głosem Bono i rozpoznawalną zawsze gitarą, która zachwyca The Edge. Czyli na tej płycie jest wszystko to, za co U2 wielbimy od 39 lat, gdyż wtedy grupa chłopaków, z Dublina w Irlandii zaczęła robić światową karierę. Dziś U2 to prawdziwi giganci rocka. Bono może sobie pozwolić na to, by zadzwonić z koncertu do prezydenta USA, może pojechać jako ekspert na forum ekonomiczne w Davos, może wspierać charytatywnie (i to czyni!) głodujące dzieci z Afryki.

Piszę o tym nie dlatego, aby bezkrytycznie wychwalać, co też mogą U2. Piszę, by uświadomić Wam, że to za ich sprawą rychło dojdzie w muzycznym świecie do prawdziwej rewolucji. Ich najnowsza płyta muzycznie już jest, ale faktycznie jej nie ma. Nie ma okładki, nie ma CD ani winylu. Jest tylko muzyka. W najnowocześniejszych technologicznie formatach. Naturalne w tej sytuacji jest pytanie, skąd na taką „życzliwość” U2 wzięli pieniądze, gdyż mało kto takie przedsięwzięcia realizuje za darmo. Oni wiedzą, skąd je mają. I skąd będą je mieli. Kasę mają od komputerowego giganta, a będą odrabiali (i zarabiali!) na równie gigantycznych koncertach, wyprzedanych błyskawicznie. Ot, prosta ekonomicznie odpowiedź. Zmuszająca jednak do odpowiedzi na kolejne pytania, jakże istotne dla „szaraczków” w muzycznej branży. Skąd, bez wyrobionej marki, znaleźć środki na rozpoczęcie drogi do sukcesu, takiej jak U2, czy The Rolling Stones? Trzeba przecież przy produkcji płyty zapłacić za studio, za obsługę, za promocję. Trzeba zapłacić za busy, noclegi, sprzęt, posiłek przy organizacji nawet najmniejszego koncertu, w największej nawet powiatowej „pipidówie”. Zespołów z takimi dylematami, znacie wiele.

To są naprawdę poważne wątpliwości dotyczące przyszłości maluczkich, myślących o wielkiej karierze. Wielcy, mają w niej wszystko i o przyszłość nie muszą się martwić. Mają brandy, marki, darmową medialność i korporacje za sobą. A ci mali, startujący, nie mają prawie nic. Oprócz własnych pomysłów na muzykę, często lepszych od utytułowanych gwiazd. Co robić?

To są naprawdę poważne dylematy, na które trzeba będzie rychło odpowiedzieć ( tylko kto?). Dlatego witajcie w nowym świecie. Dla jednych przyjemnym, a dla innych okrutnym.

Dariusz Łanocha

 

Tożsamość Zdzisławy Hampel

Tożsamość Zdzisławy Hampel

 

Mam przed sobą mały niepozorny tomik Zdzisławy Hampel pt. „Odkurzanie Tożsamości”. Moją uwagę przyciągnęła okładka z obrazem łudząco podobnym do „Tańca” Alfonsa Muchy. Okazało się, że jego autorką jest sama poetka a „Taniec” Alfonsa Muchy był dla niej inspiracją. Zdzisława Hampel oprócz uprawiania poezji zajmuje się także malarstwem, śpiewem, fotografią i rękodziełem artystycznym. Autorka urodziła się w 1951 roku, wiersze zaczęła pisać w 1968, a wydany w tym roku tomik jest jej pierwszą w całości autorską książką. Dwadzieścia sześć krótkich utworów, plus kilka fotografii. Tak niewiele a tak wiele…

 

***

zabrałeś ciepło pościeli

szaleństwo nocy

poranka

dnia

zmierzchu

na postronku uwiązałeś uczucia

 

jak rozkład jazdy pociągów

ustaliłeś grafik czułości

tylko wieczorami

od poniedziałku do piątku

z wyjątkiem sobót i niedziel

 

[*** zabrałeś ciepło pościeli…]

 

Wiersze Zdzisławy Hampel są pełne uczuć: miłości, niepewności, rozczarowania. To wiersze osobiste. Autorka nie chce naprawiać świata, ani zmieniać ludzi. Skupia się na swoim własnym małym świecie. Ma swoje prywatne małe tragedie i radości. Na nich buduje swoje życie, według nich podsumowuje życie, opiera swoje nadzieje lub je traci.

 

***

każdy ma swój przydział na szczęście

na miłość

mój się wyczerpał

 

            [*** każdy ma swój przydział…]

 

***

jestem jak pusta karuzela

której nie uruchamia się z powodu

braku chętnych do radości…

 

[*** jestem jak pusta karuzela]

 

tej wiosny

drzewa budzące się do życia

poroniły liście i pąki kwiatów

[…]

jechaliśmy dwoma różnymi pociągami życia

 

[*** między równo leżącymi swetrami…, frag.]

 

***

z wiosną, której przyjście wiatr wróżbita wróży

Apollo mego życia, jak słońce po burzy

znów wypełnia puste oczy moje

ciemność w jasność chce zmienić

jasności się boję …

 

[*** z wiosną…]

 

Utrata miłości, rozczarowanie, samotność, zwątpienie czy człowiekowi pisane jest jeszcze szczęście?! Jednocześnie nadzieja na coś pięknego i dobrego. Bo choć autorka pisze jestem jak pusta karuzela, to jednak karuzela, a karuzela wzbudza radość i daje rozrywkę. Im więcej ludzi chętnych do zabawy tym lepiej. Na takich właśnie ludzi czeka poetka i narrator wiersza. Jasność życia jest w zasięgu wzroku, lecz wzbudza strach. Przezorność i ostrożność są wskazane, ale nie powinny powstrzymywać przed szukaniem szczęścia, przed szukaniem siebie. Jakim słowem opowiedzieć siebie? Większość poetów za pomocą tekstu szuka prawdy o sobie, próbuje zrozumieć samego siebie i przedstawić siebie innym. Podobnie czyni Zdzisława Hampel. Gdy człowiek szczęśliwy i zakochany całe życie obleka się w kolory a świat jaśnieje. Gdy dopada nas nostalgia i rozczarowanie, dzieje się na odwrót.

 

***

milczę pełna ciebie

jak noc ciemnością jaśniejąca gwiazdami

jak dzień szary kolorami życia

jak cisza trwania milczeniem krzyku

przemijaniem

milczy noc we mnie

 

[*** milczę pełna ciebie…]

 

***

noc

w której zrodziłam siebie

tobie

stała się modlitwą

o szczęściopłacz

twoich narodzin

 

[*** noc w której…]

 

Poetka delikatnie dotyka także spraw wiary. Pisze o swoim cierpieniu, wspominając Chrystusowe cierpienie. Zastanawia się jak wiara może pomóc człowiekowi i czy w ogóle może.

 

modlitwą klęczę przed ołtarzem

[…]

na jakie ręce przygwożdżone patrzę

tego na krzyżu

czy na twoje

 

[*** dobranoc mówię nadaremnie…, frag.]

 

jaką modlitwę wymodlić

[…]

jak wiarą niewiarę powiedzieć

 

[*** jaką modlitwę wymodlić…, frag.]

 

w obawie przed jutrem

pragnę złożyć

ostatnią modlitwę swemu Bogu

 

[*** w obawie przed jutrem…, frag.]

 

Wrażliwość poetki jest ogromna i poruszająca. Mam nadzieję, że recenzowany tomik jest tylko początkiem, ponieważ jako czytelnik chciałabym sięgnąć po kolejne wiersze Zdzisławy Hampel. Być może wtedy już autorka będzie wiedziała, co zrobić z miłością i szczęściem, które do niej zaglądają w wierszu zamykającym tomik „Odkurzanie tożsamości”: teraz mam ciebie / i nie wiem jak cię przyjąć.

           

 

Aneta Kielan-Pietrzyk

 

Zdzisława Hampel Odkurzanie Tożsamości          

Wydawnictwo Komograf, Warszawa 2014

 

HERINGSROMAN

HERINGSROMAN

 

Roman Herings był właściwie życiowym optymistą. Rumiany czterdziestopięciolatek ze sporą nadwagą cieszył się w swoim środowisku zasłużoną estymą. W życiu zawodowym wszystko potoczyło się według planu. „Jesteś książkowym wręcz przykładem człowieka sukcesu” – zwykł mówić Witek Gorzelany, najlepszy przyjaciel Heringsa, jeszcze z okresu studiów.

Ukończona w terminie Politechnika uczyniła z Romana fachowca w dziedzinie budownictwa lądowego, a częste – i jakże bliskie – kontakty z deweloperami sprawiały, że bankowe konto osobiste, na którym przechowywał oszczędności, pęczniało w postępie geometrycznym.

Druga żona, Magda, oprócz uroczych bliźniaków Remusa i Romulusa (Herings uparł się, aby imiona synów brzmiały oryginalnie i, to zrozumiałe, zaczynały się na „R”), obdarzyła go miłością, może chwilami nadopiekuńczą, ale jednak miłością.

Z pierwszą żoną – Beatą nie utrzymywał od lat znajomości. Było to wygodne i łatwe, gdyż nie posiadali dzieci, co z kolei nie obarczało Heringsa obowiązkiem alimentacyjnym. „Urodzony w czepku” – mawiał Gorzelany, poklepując go poufale po spasionej twarzy.

Znali się od dwudziestu pięciu lat i nie mieli przed sobą tajemnic. No, może jednak jakieś mieli. Witek był zdeklarowanym singlem i Roman – z delikatności – nie pytał go nigdy jak sobie radzi z t y m i sprawami. Ot, małe tabu, jak wysepka na morzu wzajemnego zaufania i sympatii. Setny śledzik i dwusetna, wypita razem wódeczka scalały męską przyjaźń.

 

Był poniedziałek i Herings wybierał się do biura, aby rozpocząć kolejny tydzień dobrze płatnej pracy. Pocałował żonę w policzek i nachylał się właśnie z ojcowską troską nad śpiącymi jeszcze Remusem i Romulusem, gdy nagle zadzwonił telefon.

– Cześć, tu Witek, mógłbyś do mnie przyjechać? – Herings wyczuł w głosie przyjaciela niepokój zmieszany z podnieceniem.

– Wiesz, miałem właśnie iść do roboty… A co się stało? – zapytał, zdając sobie sprawę, że powód nie może być błahy.

– Romku, to nie jest na telefon… To jest stra… – rozmowę przerwano, a Herings miał wrażenie, że usłyszał głuchy odgłos upadającego ciała.

Wyobraźnia płata mi figle – próbował się uspokoić, lecz znał się zbyt dobrze i wiedział, że to zwyczajnie niemożliwe.

Wybiegł z mieszkania, pozostawiając w drzwiach Magdę z wyrazem osłupienia na twarzy, przemierzył w kilka sekund dystans dzielący go od osiedlowego parkingu, wsiadł do swego zielonego peugeota 408 i po chwili mknął alejami Trzech Wieszczów w stronę Mostu Dębnickiego.

Przed mostem skręcił w lewo, w Zwierzyniecką. Po dziesięciu minutach parkował w strefie A, naprzeciw kolegiaty świętej Anny.

 

Rynek. Herings musiał go przeciąć, aby – na skróty – Pasażem Bielaka dostać się na Stolarską, gdzie, dokładnie naprzeciwko Ambasady Śledzia, mieszkał Witek Gorzelany.

Operacja okazała się trudniejsza niż przypuszczał. Kilkunastoosobowa grupa alfonsów, ubranych, jak jeden mąż, w garnitury od Armaniego, wspomagana przez kilka prostytutek w skórzanych uniformach SM, z biczami w rękach niosła transparent „Wasze ulice – nasze ladacznice”. Protest był skierowany przeciw nasilającej się tendencji usuwania cór Koryntu z najbardziej reprezentacyjnych miejsc w Krakowie w obliczu zbliżających się Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Magistrat nie zgadzał się, żeby wizytówką miasta, przez które przetoczy się wataha kiboli zmierzających z Kijowa do Warszawy, stały się przedstawicielki najstarszego zawodu świata. Kolejny transparent przedstawiał piłkę przebitą nożem o czerwonej, fallicznej rękojeści, a wymowne hasło brzmiało: „Football = Funeral Of Fuck”.

Od strony Siennej nadchodziła kolejna manifa. Dilerzy narkotykowi, zrzeszeni w związku zawodowym Kartel Kraków nieśli słomianą kukłę prezydenta i transparent „Polityczni podżegacze zabrali nam dopalacze”. Odziany w szlachecki żupan i rozdartą na piersiach koszulę lider demonstracji darł się na całe gardło: „Dziś dopalacze, a co jutro?!”

Roman chciał przedrzeć się przez tłum w stronę Pasażu, gdy od strony Wiślnej nadeszła trzecia grupa. W grobowej ciszy niosła trumnę z wystawionym na widok publiczny gigantycznym papierosem. Wszyscy uczestnicy happeningu palili w milczeniu od trzech (młodzież, seniorzy) do sześciu, a nawet ośmiu (kobiety w ciąży) papierosów naraz. Znad głów unosił się dym.

„Rak płuc wyłącznie moją sprawą, ręce precz od nikotyny” – głosił napis na szarym płótnie. Obok hasła naszkicowano płuca z wydrukowaną ustawą sejmową mówiącą o zakazie palenia tytoniu w lokalach gastronomicznych, na przystankach tramwajowych, na balkonach, mostach, w biurach i samochodach, dworcach kolejowych i na ulicach. Czarno odziani demonstranci z podobizną Jana Dekerta, w milczeniu dotarli pod „Vis a vis” i dopiero wtedy otoczyły ich Straż Miejska i policja. Rozpoczęła się szarpanina, podczas której wywrócono trumnę z papierosem.

Wtedy do palaczy dołączyli dilerzy, do dilerów alfonsi. Rozpętało się piekło. Na progu „Zwisu” pani Krysia, trzymając w prawej ręce miotłę, a w lewej srebrną tacę, broniła manifestantom wejścia do lokalu. „Bohaterska obrona bastionu abstynencji” – napisze na pierwszej stronie Gazeta Wyborcza.

– Nie przenoście nam zakazów do Krakowa – zaintonował falujący tłum. Przez moment manifestanci i siły porządkowe stanęły na baczność, a pani Krysia usiadła na kolanach kamiennego posągu-legendy przy wejściu do lokalu.

Po chwili wszystko wróciło do normy. Rejtan darł – i tak już podartą – koszulę, przyszłe matki demonstracyjnie zaciągały się papierosami, prostytutki zaczęły biczować strażników miejskich, a policjanci rzucali w tłum piłkami z autografem premiera.

W odwodzie, między Sienną a pomnikiem Wieszcza czekała czwarta demonstracja – pijanych kierowców. Już z daleka było słychać jak lżą polityków, obiecując, że siłą zabiorą im immunitety, jeśli ci nie zmuszą policji do oddania zarekwirowanych za promile praw jazdy.

 

Zdyszany wpadł w Stolarską potykając się o wyciągnięte nogi siedzącego na rogu żebraka o szlachetnym, uduchowionym wejrzeniu ciemnych oczu.

– Przepraszam! – zdążył krzyknąć i już pędził po schodach kamienicy, w której od wielu lat mieszkał Witek.

Kiedy zobaczył uchylone drzwi, ogarnęło go złe przeczucie. Wszedł bez pukania i od razu poczuł charakterystyczny zapach marynowanego śledzia.

Uchylił drzwi kuchni. Przy stole nakrytym kraciastą, biało-niebieską ceratą siedział Witek. Ukrył twarz w dłoniach kiwając się w tył i w przód, niby dziecko dotknięte chorobą sierocą. Przed nim, na talerzu zauważył niedojedzone dzwonko śledzia. Obok stał kieliszek wypełniony w połowie czystą wódką.

– Co się stało?! – wysapał Roman siadając naprzeciw Gorzelanego.

– To straszne… – Witek spojrzał prosto w oczy przyjaciela. – Właśnie dostałem nakaz eksmisji. Spodziewałem się tego, w końcu zalegam z czynszem nie od dziś… Ale spójrz… – podsunął Heringsowi pod nos urzędowe pismo opatrzone podpisem prezydenta.

Roman przebiegł długi, upstrzony ustawami, załącznikami oraz odnośnikami do ustaw i załączników tekst. Zatrzymał się przy punkcie: „proponowana lokalizacja”. Stało tu jak wół: Śledziejowice.

 

Bluszcz, 2011

 

Powyższy tekst zwyciężył w ogólnopolskim

konkursie na opowiadanie ze śledziem w tle

W „mieście aniołów” o aniołach innym razem… kaczmarski-underground, edycja 8.

W tym roku w ramach kaczmarski-underground na uczestników czekało kilka zmian. Były to zmiany dość istotne i, co oczywiste, nie wszystkim udało się dogodzić. Najbardziej chyba drastyczną była ta dotycząca miejsca – opuściliśmy stodołę (i sielskie siano) na rzecz urokliwie położonej (temu nikt nie zaprzeczy) Willi Tadeusz. Ba, opuściliśmy Marszowice na rzecz Lanckorony. Ta druga miejscowość znana jest w kręgach artystyczno-kulturalnych jako miejsce poetów i malarzy, a dla turystów od kilku lat jest „miastem aniołów”. To dlatego właśnie „padło” na Lanckoronę (trochę z przekory) – tytuł zlotu w tym roku brzmiał „O aniołach innym razem” i odnosił się wprost do książki Jacka Kaczmarskiego, od której tytułu wziął swoją nazwę.

Miejsce urzekło – nie tylko tych, którzy na Zlocie bawili po raz pierwszy. Również stali bywalcy, tęskniący do wylegiwania się na sianie w zabytkowej stodole, dostrzegali uroki odpoczynku wśród drzew, na „zabytkowym VIP-tarasie”, który stał się miejscem, z pewnością ważnych, głębokich, „nieanielskich” rozmów. Nowe „okoliczności przyrody” pozwoliły nieco odświeżyć agendę Zlotu. Jednak zaczęliśmy, jak zwykle od czterech lat, koncertem w Śródmiejskim Ośrodku Kultury. Na scenie, obok znanego undergroundowej publiczności Adama Łapacza, wystąpiły dwie utalentowane kobiety: akordeonistka Malwina Misiak oraz aktorka i wokalistka Aleksandra Gintrowska. Tak, tak – nazwisko nie jest przypadkowe – Przemysław Gintrowski był wujkiem Oli, ona zaś w ramach koncertu zaśpiewała kilka utworów, które zapisały się w naszej pamięci w Jego wykonaniu. Koncert nowego tria urzekł publiczność, szczególnie wspólne wykonanie „Pompei. Lupanaru”, czy „Powrotu”. Życzymy powodzenia w dalszej pracy nad wspólnymi programami.

Co zatem różniło to „k-u” od poprzednich? Otóż między innymi obecność w agendzie hasła „zwiedzanie Lanckorony” – tak, zdecydowanie byliśmy w tym roku bardziej „mobilni” („równowagę w przyrodzie” zachowaliśmy dzięki ekipie z VIP-tarasu, która w tym czasie wypoczywała po długiej nocy przy ognisku), do czego też skłaniała piękna okolica i ciekawe opowieści przewodnika – pana Roberta. Naszą wędrówkę śladami Konfederacji Barskiej zakończyliśmy w klimatycznej „Cafe Arka”, gdzie odbył się wernisaż prac Krzysztofa Trzaski, z cyklu inspirowanego utworami Jacka Kaczmarskiego, noszącego nazwę „Autoportret z poetą”. Wieczór okazał się czasem nie tylko koncertów, ale i quizów.

W kameralnym wnętrzu Willowej oranżerii, wśród słoików z przetworami undergrounodowymi (wszak „Jesień kładzie słoneczne wspomnienia w słoiki…”) zagrało tradycyjnie Trio Łódzko-Chojnowskie, wprowadzając w klimat swojej nowej płyty „Sny i sny”. Zaś Michał Wilgocki i Judyta Gąsior zaprezentowali koncert, któremu nadali tytuł „Niebiańska sotnia”, sytuując teksty Kaczmarskiego, Herberta i innych poetów w kontekście sytuacji na Ukrainie. Okazali się oni również wspaniałymi prowadzącymi show „Śpiewające gitary” – zabawa ponoć była przednia, a publiczność żywiołowo włączała się w zmagania ekip dwóch gitar. Wiedzę na temat kontekstów utworów Kaczmarskiego oraz poprzednich undergroundów sprawdzał Marcin Szymański, który tuż po kolacji zaprosił nas do wysiłku intelektualnego. Udało mi się wówczas być jedną z podpowiedzi .

Atrakcji było wiele. Trzeba tu wspomnieć również rozmowę Zbigniewa Łapińskiego (któremu nasz Zlot przypadł chyba do gustu), Pawła Słomczyńskiego i Katarzyny Walentynowicz, anioła artystki Pauliny Dorożyńskiej i jego odsłonięcie, śpiewy przy ognisku, które trwały całą noc. Wydaje mi się, że każdy znalazł dla siebie coś miłego i interesującego, skoro tym razem kaczmarski-underground przyciągnął dużo więcej osób, a wiele z nich przybyło na Zlot po raz pierwszy. Cieszy mnie niezmiernie, że z roku na rok udawało nam się podnosić sobie poprzeczkę, zapraszać nowych gości, proponować poza wspaniałymi koncertami nie tylko ogniskowe śpiewy, ale także wykłady, spotkania z autorami książek, wernisaże prac, dyskusje na ważne tematy dotyczące twórczości, ale i życia Jacka Kaczmarskiego. Mam nadzieję, że organizatorzy, do których dołączyłam na cztery wspaniałe undergroundowe lata, i którzy przyjęli mnie z życzliwością do swego grona, w dalszym ciągu będą stwarzać nie tylko dogodny klimat dla spotkań Kaczmarofili, ale dawać im/nam możliwość poznawania nowych wykonawców, osób z Jackiem Kaczmarskim związanych, czy artystów innych dziedzin, którzy na twórczość doskonale nam znaną spojrzą innym, świeżym okiem. Życzę im powodzenia, a ja chętnie napiszę coś o undergroundzie w przyszłym roku – patrząc okiem uczestnika.

Barbara Serwatka

 

 

TRANSPOETICA, poezja obca i nieznana

TRANSPOETICA, poezja obca i nieznana

W tym miesiącu zapraszamy aż na dwie odsłony cyklu Transpoetica. 4 października br., w ramach IV Nocy Poezji w Krakowie odbędzie się spotkanie z poezją Tatarów polskich. Do Krakowa przyjadą znakomici poeci: Selim Chazbijewicz i Musa Czachorowski. Selim Chazbijewicz jest profesorem na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, członkiem Stowarzyszenia Autorów Polskich, redaktorem naczelnym czasopisma „Rocznik Tatarów Polskich”. Musa Czachorowski jest nie tylko poetą, ale i współautorem antologii poezji Tatarów polskich „Oto moje dziedzictwo”, redaktorem naczelnym kwartalników „Przegląd Tatarski” i „Muzułmanie Rzeczypospolitej”. Rozmowa będzie toczyła się wokół poezji tatarskiej, zaprezentowana zostanie najbardziej znaczącą poezję Tatarów polskich, w tym naszych Gości. Zapraszamy na spotkanie tym goręcej, że będzie ono wyjątkową próbą przybliżenia bardzo słabo znanego obszaru poezji. Przypomniana zostanie również Anna Kajtochowa.

Z kolei 28 października br. odbędzie się Transpoetica: poezja latynoamerykańska. Przyjedzie do nas wybitna tłumaczka i poetka Krystyna Rodowska, autorka nagradzanej antologii „Umocz wargi w kamieniu. Przekłady z poetów latynoamerykańskich”, członkini Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Podczas wieczoru zostaną zaprezentowani tacy poeci jak: bardziej znany z opowiadań Jorge Luis Borges, Vicente Huidobro, którego gry językowe w „Altazorze” były nie lada wyzwaniem dla tłumaczki, kontrowersyjny Pablo Neruda, burzyciel konwencjonalnego języka poezji Nicanor Parra i Meksykanka z wyboru, buntowniczka, feministka, Ambar Past. Czy na przykładzie wybranych poetów uzyskamy obraz najważniejszych tendencji w poezji latynoamerykańskiej? Rozmowę z Krystyną Rodowską poprowadzi Adam Komorowski, krytyk i tłumacz poezji latynoamerykańskiej.

Zapraszam wszystkich miłośników dobrej poezji!

Anna Gregorczyk

Krakowska Książka Miesiąca październik

Krakowska Książka Miesiąca październik

 

Klementyna Żurowska

Z Leszczkowa w świat

 

Profesor doktor habilitowana Klementyna Żurowska jest nestorką krakowskiej szkoły historii sztuki. Jej zainteresowania badawcze skupiają się na problematyce polskiej architektury przedromańskiej i romańskiej czyli budowli z początków państwa polskiego. W historii architektury polskiej zapisała się jako badaczka i autorka fundamentalnych prac o rotundzie Panny Marii (Świętych Feliksa i Adaukta) na Wawelu, o romańskim kościele w Tyńcu, o kaplicy chrzcielnej i palatium na Ostrowie Lednickim, gdzie odkryła baseny chrzcielne datowane na trzecią ćwierć X wieku. Jest emerytowanym profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, wychowawcą wielu roczników historyków sztuki, członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności.

Prof. Klementyna Żurowska urodziła się 23 maja 1924 roku w Perespie (powiat sokalski), w majątku swoich dziadków. Dzieciństwo spędziła w Leszczkowie, który należał do jej rodziców, Karoliny z Kraińskich i Romana Żurowskiego. W grudniu 1942 roku wraz z rodzicami i dwiema siostrami została aresztowana w Warszawie i osadzona na Pawiaku. Następnie wraz z matką i siostrami została wysłana do obozu na Majdanku, gdzie zmarła jedna z jej sióstr, a później została przewieziona do Ravensbrück. Po wyzwoleniu zdała maturę w szkole sióstr niepokalanek w Szymanowie i podjęła studia historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1952 roku uzyskała magisterium z historii sztuki na podstawie pracy napisanej pod kierunkiem profesora Wojsława Molégo i rozpoczęła pracę w Państwowych Zbiorach Sztuki na Wawelu. Następnie, po trzyletnim pobycie zagranicą i studiach na uniwersytecie w Poitiers we Francji, podjęła pracę w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego. W roku 1964 doktoryzowała się na podstawie dysertacji Rotunda Panny Marii Na Wawelu, a w 1971 uzyskała habilitację, której podstawą była rozprawa Romański kościół benedyktynów w Tyńcu. W roku 1990 nadano jej tytuł profesora.

W latach 1961-1965 brała udział w pracach wykopaliskowo-architektonicznych w opactwie benedyktynów w Tyńcu, a w latach 1987-1991 kierowała pracami badawczymi na Ostrowie Lednickim, zwieńczonymi doniosłymi odkryciami. Wyniki badań na Ostrowie Lednickim zostały opublikowane w tomie U progu chrześcijaństwa w Polsce. Ostrów Lednicki, t. 1-2, Kraków 1993. Mimo swego wieku, Profesor Żurowska jest nadal aktywna naukowo.

Książka Profesor Klementyny Żurowskiej Z Leszczkowa w świat, jest tomem wspomnień i należy do gatunku „książek mówionych”, gdyż została w całości nagrana na dyktafon. Jest to nie tylko autobiografia, ale również saga rodzinna. Książka ta spełnia również kryteria epopei, ukazując losy pewnej generacji na tle dramatycznych wypadków dziejowych. Dzieje Profesor Żurowskiej i jej rodziny to przykład losów całej rzeszy Polaków.

Swoistym symbolem tych losów jest pled, który wykorzystano w projekcie okładki. Pled ten został wyprodukowany w fabryce założonej w Leszczkowie przez ojca Profesor Żurowskiej, Romana Żurowskiego, według projektu jej matki Karoliny z Kraińskich Żurowskiej. Profesor Żurowska znalazła go w szpitalu obozowym w Ravensbrück, gdzie leżał rozłożony na podłodze. Z tym pledem pieszo wróciła z Ravensbrück do Polski i przechowuje go do dziś.

Wspomnienia Profesor Żurowskiej to równocześnie publikacja z historii polskiej historii sztuki, odsłaniająca szczegóły doniosłych odkryć naukowych. Dla historyków sztuki to także wzór kształtowania warsztatu naukowego poprzez podróże, dzieła sztuki, lektury.

Andrzej Włodarek      

 

Na spotkanie z autorką zapraszamy 30 października o godz. 18.00 do Śródmiejskiego Ośrodka Kultury

 

Majówka w Katalonii czy może w Hiszpanii?

Majówka w Katalonii czy może w Hiszpanii?

 

Na tegoroczną majówkę wybraliśmy się do Katalonii, ciągle jeszcze jednego z regionów Hiszpanii, chociaż ostatnimi czasy coraz mniej skłonnego do pozostania pod zwierzchnictwem stołecznej administracji. Podczas naszego około 10-dniowego pobytu, poza poznaniem różnorodności tego regionu (kraju?), niejednokrotnie przekonaliśmy się jak dalekie są tam tendencje separatystyczne.

Z racji posiadania lotniska, na którym lądują samoloty z Krakowa, wakacje zaczęliśmy od położonej pod Barceloną Girony. Już tam rzuciły nam się w oczy wszechobecne żółto-czerwone flagi, którymi mieszkańcy manifestują odrębność od Madrytu. Spacerując po okazałych murach obronnych tego średniowiecznego miasta, zastanawialiśmy się czy starczy nam czasu na zwiedzenie co ciekawszych miejsc regionu – i z założenia odpuściliśmy tym razem Barcelonę. Jej, o czym przekonaliśmy się już rok wcześniej, warto poświęcić osobną historię.

Niejako metodą selekcji odwiedzaliśmy kolejne miejsca. Na początek zatrzymaliśmy się w typowym, choć bardziej lokalnym kurorcie, Sant Feliu de Guíxols, by niedługo potem ruszyć w głąb lądu, udając się w stronę gór. Zwiedziliśmy małe i spokojne, ale piękne Besalu, gdzie poczuliśmy się, jakbyśmy cofnęli się w czasy średniowiecza. Labirynty wąskich uliczek, kamienny kościół na centralnym placu i zapierający dech w piersiach most na rzece Fluvii. Kolejnym przystankiem na naszej drodze był Ripoll – miasto, w którym zaczęła się rekonkwista, słynące z romańskiego klasztoru z IX wieku, z przepięknie zdobionym portalem, „Biblią z Ripoll”, uznawanym za skarb sztuki romańskiej w Hiszpanii. Stamtąd, zahaczając jeszcze o pobliskie Sant Joan de les Abadesses i tamtejszy klasztor, dojechaliśmy do La Seu d’Urgell, leżącego u stóp Pirenejów. To niewielkie miasto, położone ok. 10 km od granicy z Andorą, znane jest między innymi z tego, iż tamtejszy biskup, wraz z prezydentem Francji, wspólnie „rządzą” sąsiednim księstwem. Wybraliśmy się na krótki, acz ciekawy spacer w jedno z bliższych pasm Pirenejów, by następnego już dnia skierować się w inne zakątki tego różnorodnego regionu. Zjechaliśmy więc na samo południe Katalonii, by znaleźć się w niesamowitym miejscu, jakim niewątpliwie była dla nas delta rzeki Ebru. Miejsce to było dla nas tak wyjątkowe, gdyż w żadnym wypadku nie kojarzyło się ono nam z jakimkolwiek regionem Europy: rozległe pola ryżowe, poprzecinane gdzieniegdzie siatką dróg, potęgujących wrażenie pustki i ustronności tego obszaru.

Wakacje dobiegały końca, planowaliśmy jeszcze odpocząć kilka dni na plaży. Kierując się więc w stronę Girony, zatrzymaliśmy się w najbardziej chyba znanej miejscowości na Costa Brava, Lorett de Mar, by… następnego ranka uciec na północ. Pomysł ten okazał się świetnym posunięciem, gdyż zamiast hałaśliwego kurortu otrzymaliśmy 2 dni na przepięknym półwyspie, zakończone wizytą na Przylądku Krzyży, najbardziej wysuniętym na wschód fragmencie Iberii. Tam również powiewały katalońskie, a nie hiszpańskie flagi.

Znajomi, u których podczas tych wakacji zatrzymaliśmy się na parę dni, podkreślali, że oni lubią Hiszpanów, nic do nich nie mają, ale sami są Katalończykami. Niezależnie czy z hiszpańskim, czy nawet andorskim paszportem…

Tekst i zdjęcia:

Katarzyna & Rafał Siudowscy

PROGRAM – PAŹDZIERNIK 2014

PROGRAM – PAŹDZIERNIK 2014

Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie, ul. Mikołajska 2

 

1 X, godz. 18.00

Grupa Każdy otwarte warsztaty literackie prowadzenie: Aneta Kielan-Pietrzyk.

 

2 X, godz. 18.00

„Konwój pomocy dla walczącej Ukrainy” – spotkanie połączone z pokazem slajdów. Udział wezmą przedstawiciele Stowarzyszenia Pokolenie oraz Grzegorz Bigaj i Adam W. Staskiewicz.

 

NOC POEZJI

4 X, godz. 18.00

Transpoetica: Tatarzy. Wieczór poezji tatarskiej, twórczości poetyckiej Tatarów polskich.

Udział biorą: Selim Chazbijewicz, Musa Czachorowski. Rozmowę z Poetami poprowadzi Michał Łyszczarz. Wiersze w interpretacji Jakuba Kosiniaka.

Organizatorzy: Stowarzyszenie Fragile, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Gmina Miejska Kraków. Projekt jest współfinansowany ze środków Gminy Miejskiej Kraków.

 

 4 X, godz. 21.00

„Dowody istnienia” – recital piosenek Andrzeja Zaryckiego do tekstów Agnieszki Grochowicz (premiera). Słowa: Agnieszka Grochowicz. Muzyka: Andrzej Zarycki.

Akompaniuje zespół znakomitych krakowskich muzyków.

Recital „Dowody Istnienia” to unikalne międzypokoleniowe spotkanie krakowskich twórców piosenki – wybitnego kompozytora, głównego obok Zygmunta Koniecznego autora muzyki przebojów m.in. Ewy Demarczyk, związanego od lat z Piwnicą pod Baranami – jednej z najciekawszych postaci krakowskiej piosenki literackiej, cenionej autorki tekstów, aktorki i wokalistki Agnieszki Grochowicz. Na recital składa się kilkanaście nowych, kontrastujących utworów słowno-muzycznych eksplorujących temat kondycji człowieka wobec miłości, samotności, nieuchronności, losu, przemijania, wiary i nadziei.

Bezpłatne wejściówki do odebrania 2 października, godz. 10.00 w siedzibie ŚOK-u.

Organizatorzy: Gmina Miejska Kraków, Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie

Projekt jest współfinansowany ze środków Gminy Miejskiej Kraków.

 

6 X, godz. 19.00, Mini Galeria

Wernisaż Wystawy uczestników Kursu Fotografii Artystycznej. U dział biorą:  Urszula KitaMaciej OrlińskiMonika SasorKarolina Ślusarczyk. Kurator: Zbigniew Pozarzycki. Wystawa czynna do 20 października br.

 

8 X, godz. 18.00

„PODRÓŻ MISTYCZNA”

Koncert inaugurujący działalność Centrum Wokalistyki przy Śródmiejskim Ośrodku Kultury.

Autorski projekt Anny Stolarczyk cykl arii, duetów i ansambli, skomponowanych dla uczennic Centrum Wokalistyki, przy udziale zaprzyjaźnionych artystów.

Treścią „PODRÓŻY MISTYCZNEJ” jest muzyczna i literacka ilustracja poszukiwań duchowych człowieka różnych kultur. Autorka obszernie cytuje zarówno „Tao Te Ching” – księgę, na której bazuje konfucjonizm, jak i różnorodne i przebogate dzieła mistyki chrześcijańskiej. Sporadycznie pojawia się poezja Adama Mickiewicza, oraz współcześnie żyjącej poetki – Marii Mańkowskiej (tomik „Blaski nocy”). Tematyka skłaniająca ku głębszej refleksji na temat sensu życia i roli człowieka w otaczającym go świecie.

Wykonawcy : Karolina Borodziuk – mezzosopran, Patrycja Borodziuk – alt, Magdalena Frączek – sopran, Katarzyna Kosiek – mezzosopran, Olga Ostrowska – sopran, Anna Stolarczyk – sopran. Gościnnie: Wojciech Tabiś – bas, Agnieszka Ignaszewska-Magiera – fortepian. Anna Bugajska – prowadzenie koncertu. Wstęp wolny.

 

 

 

 

14 X, godz. 18.00

„Chinkalo pod Ararat”. Jak tanio podróżować po 

Armenii i Gruzji opowie podróżnik, reporter, pisarz Krzysztof Maćkowski.

Krzysztof Maćkowski – podróżnik, reporter, pisarz.  Autor reportaży z różnych części świata, licznych wywiadów (m.in. z Ryszardem Kapuścińskim). Swoje podróże łączy z pisaniem, jest autorem m.in. praktycznego bedekera „Grodno. Miasto nad Niemnem” (Wydawnictwo Bezdroża). Autor dwóch powieści „Raport Badeni” (Wydawnictwo Znak) i “bardzo wielkie pojednanie” (Papierowy Motyl). Założyciel fundacji „Urwany Film”.

 

15 X, godz. 18.00

Interpretacje współczesnych wierszy

Spotkanie poprowadzi: dr hab. Marek Karwala

Poezja kilku ostatnich dekad budzi często rozbieżne emocje – ma swoich zagorzałych admiratorów, umiarkowanych zwolenników, ale też „gorących” przeciwników. Dla tych ostatnich jest ona nazbyt hermetyczna, niezrozumiała, inna od czytelniczych przyzwyczajeń, krótko mówiąc – trudna. Okazję do zweryfikowania tych stanowisk może dać nowa seria planowanych comiesięcznych spotkań literackich, podczas których będzie się analizowało oraz interpretowało wybrane wiersze polskich poetów (nie tylko tych powszechnie znanych, ale też będących dopiero „na dorobku” – o wyborze zadecyduje każdorazowo jakość materiału literackiego). Każda z Osób, które zechcą uczestniczyć w tych spotkaniach o charakterze wykładowo-warsztatowym, będzie mogła aktywnie uczestniczyć w dyskusji, dzieląc się swoimi pomysłami i rozwiązaniami interpretacyjnymi…

Na początek przyjrzymy się wierszom jednego z największych – Zbigniewa Herberta.
Wstęp wolny!

17 X, godz. 18.00

Wieczór literacki Towarzystwa „Hotenja” Velenje, Słowenia. Šaleško literarno društvo Hotenja – Towarzystwo Literackie Hotenja.  

Towarzystwo Literackie Hotenja z Velenja łączy pisarzy Szaleszkiej Doliny już ponad 35 lat. Grupa, która zapoczątkowała działalność w roku 1981 wydała pierwszy almanach pod nazwą „Hotenja” (Pragnienia) na początku roku i następny numer pod koniec roku. W następnych latach do Towarzystwa dołączali członkowie i spoza granic Szaleszkiej Doliny. Formalnie Towarzystwo istnieje od roku 1992. Towarzystwo obecnie organizuje różne spotkania literackie, uczestniczy na różnych imprezach kulturalnych, czytaniach, organizuje spotkania z innymi towarzystwami literackimi. Dziś Hotenja liczy 40 aktywnych członków, między nimi wielu, dla których język słoweński nie jest językiem macierzystym, jako że do Velenja oraz Słowenii przyjechali z republik byłej Jugosławii. Dużo uwagi Hotenja poświęcają młodym autorom, których dzieła chętnie drukuje w swoich almanachach.

Do Krakowa przyjadą: Milojka Bačovnik Komprej – prezes Šaleškega literarnega društva Hotenja; poetka i pisarz; kierownik Oddziału do spraw kultury Šoštanj. Stojan Špegel – poeta; dyrektor Muzeum Górnictwa Słowenii. Nina Mavec Krenker – tancerka, przewodnicząca Plesnega studia N (Studio tańca N); kierownik Wydziału Agencji Publicznej do spraw kultury Słowenii w Velenju. Tatjana Vidmar – poetka, sekretarz Šaleškega literarnega društva Hotenja; sekretarz Związku Towarzystw Kulturalnych Szaleszkiej Doliny i Radca samodzielny Agencji Publicznej do spraw kultury Słowenii. Peter Rezman – jeden od założyczeli Šaleškega literarnega društva Hotenja; laureat nagrody Fabula dla zbioru nowel Skok iz kože (Skok z koży); kandydat do nagrody Kresnik dla najlepszej powieści roku. Janez Dvornik – były direktor Centrum Młodzieżowego Šmartno ob Paki. Ramiz Velagić i Zlatko Kraljić – poeci i pisarze członkowie Šaleškega literarnega društva Hotenja; obydwaj piszą w języku słoweńskim, jak i swoim macierzystym chorwackim; uczestnicy państwowych spotkań Sąsiad twojego brzegu. Lučka Mavrič Palir – prezes Šentjurskega literarnega društva. Dušan Pirc, Alojz Vrenčur, Tanja Petelinek – poeci i pisarze. Biserka Filipan Kraljić, Dejan Tonkli – kronikarze Towarzystwa Literackiego Hotenje.

 

18 X, godz. 18.00, Galeria Lamelli

Wernisaż wystawy. Karolina Żyniewicz, HIPERFOBIUM

Wystawa czynna do 17 listopada br.

20 X, godz. 18.00

FESTIWAL ZŁOTA ŁÓDŹ – V Festiwal Kultury Słoweńskiej.

Spotkanie z poetami słoweńskimi Alenką Jovanovski i Dejanem Kobanem oraz promocja tomu wierszy Jurego Deteli pt. „Mech i srebro” (wyd. Instytut Mikołowski, 2014).

Prowadzenie: Agnieszka Żuchowska-Arent i Tatjana Jamnik.

Alenka Jovanovski (ur. 1974) – słoweńska poetka, eseistka, krytyczka literacka, redaktorka i tłumaczka. W roku 2012 zadebiutowała jako poetka tomikiem wierszy Hlače za Džija (Spodnie dla Dżi). Swoje wiersze oraz tłumaczenia z literatury włoskiej publikowała w wielu czasopismach („Literatura”, „Dialogi”, „Poetikon”) oraz prezentowała w Radiu Slovenija. Jako krytyczka i eseistka komentuje współczesną słoweńską poezję, a jako redaktor współpracowała ze Stowarzyszeniem Pisarzy Słoweńskich (Društvo slovenskih pisateljev), redagując serię Litterae Slovenicae. Otrzymała nagrodę im. Stritara przyznawaną przez Stowarzyszenie Pisarzy Słoweńskich dla młodych krytyków oraz nagrodę Vitez(inja) poezije (Rycerz/rycerka poezji) za najlepszy wiersz roku 2004. Prócz książkowych wydań przekładów poezji Cesare’a Pavese’a (współautorstwo Gašper Malej) i prozy Itala Calvina jest również autorką monografii z dziedziny literaturoznawstwa Temni gen: estetsko skozi prizmo mističnega izkustva (Ciemny gen: estetyczne przez pryzmat doświadczenia mistycznego, 2001).

 

Dejan Koban (ur. 1979) – słoweński poeta. Wspólnie z poetką Veroniką Dintinjana organizuje spotkania literackie oraz festiwal Mlade rime (Młode rymy). Jego książka Metulji pod pritiskom (Motyle pod ciśnieniem) ukazała się nakładem własnym autora. Jego wiersze publikowane były w pismach literackich „Idiot” i „Poetikon”. Swoją poezję prezentował na płycie kompaktowej Rokerji pojejo pesnike (Rockerzy śpiewają poetów). Aranżuje własne teksty poetyckie i wykonuje wraz z grupą muzyczną „Nevemnevem”.

 

Jure Detela (1951–1992) – słoweński poeta, pisarz i eseista. Studiował historię sztuki na Uniwersytecie w Lublanie. W latach 70-tych był aktywnym współuczestnikiem ruchów awangardowych. W 1979 r. wraz z Iztokiem Osojnikiem i Iztokiem Saksidą ogłosił Manifest podrealistyczny. Wydał tomy poetyckie Zemljevidi (Mapy, 1978) i Mah in srebro (Mech i srebro, 1985) oraz powieść Pod strašnimi očmi pontonskih mostov (Pod strasznymi oczami mostów pontonowych, 1988). Był wizjonerem i nieustraszonym bojownikiem o prawo do życia dla wszystkich istot żywych. Żył i tworzył w Lublanie.

 

 

20 X, godz. 19.00

Opera Krakowska, ul. Lubicz 48

Śródmiejski Ośrodek Kultury i Agencja Muzyczna TOMLA zapraszają na koncert:

„Richard Bona – Bonafied”. Zespól Richarda Bona zagra w składzie: Richard Bona – bas i wokal, A.T.N. Stadwijk – instrumenty klawiszowe, Adam Stoler – gitara, Tatum Greenblatt – trąbka, Ludwig Afonso – perkusja. Prowadzenie koncertu: Marcin Kydryński.

Bilety: 90/ 100/ 120/140 zł.

21 IX, godz. 18.00

Instytut Pamięci Narodowej o/Kraków oraz Śródmiejski Ośrodek Kultury zapraszają do

Filmowego Klubu Historycznego na projekcję filmu dokumentalnego pt.: „Za piewrszego sowieta” (2008, 27.40 min.), reżyseria: Adam Sikorski.
.

22 X, godz. 18.00, Mini Galeria

Wernisaż wystawy. Wanda Oczko-Zagajewska, NATURA BARWA – ŚWIATŁO – GEOMETRIA. Wystawa fotografii.

 

 

 

23 X, godz. 17.00

Poprzez Kresy: Bołszowce i Halicz

Pokaz zdjęć i komentarz: Piotr Korpanty.

Kolejna relacja i prezentacja zdjęć z wycieczki na Kresy południowo-wschodnie. Po zwiedzeniu Lwowa grupa wyruszyła przez Przemyślany, Rohatyn, Bursztyn do Bołszowiec. W miejscowości tej najważniejszym obiektem zabytkowym jest kościół pw. Zwiastowania NMP z klasztorem karmelitów z przełomu XVII i XVIII wieku, w którym zatrzymaliśmy się na nocleg. Odbudowywany po zniszczeniach powojennych zespół klasztorny, jego historię i współczesność uczestnicy poznali następnego dnia rano przed wyjazdem w dalszą trasę. Niedaleko Bołszowiec, w Dytiatynie, 16 września 1920 roku w czasie wojny polsko-bolszewickiej, odbyła się krwawa bitwa nazwana Polskimi Termopilami. Pierwszą miejscowością, w której zatrzymaliśmy się po opuszczeniu Bołszowiec był Halicz. Głównym punktem zwiedzania miasta była Góra Zamkowa, u podnóża której rozłożyło się miasto położone w widłach Dniestru i Łomnicy. Na dalszym planie można zobaczyć XII–wieczną cerkiew pw. św. Pantelejmona, widoczną też na horyzoncie z Bołszowiec. Z Halicza wycieczka udała się do Stanisławowa. Zwiedzanie tego wojewódzkiego przed wojną miasta będzie tematem listopadowego spotkania.

 

23 X, godz. 19.00

Krakowski Klub Podróżników zaprasza:

Anna Szaleńcowa: Peru Poszukując imperium Inków.

Pod koniec XV w. wydawało się, że władca imperium Tahuantinsuyu – Państwa Czterech Stron Świata mógł sądzić, że jest największym mocarzem w świecie, nie mówiąc już o Ameryce. Nikt nie spodziewał się, że nie minie pół wieku, a z wielkiego mocarstwa Indian nie będzie śladu. Że przepadną dokonania wojskowe, kulturowe, społeczne. Że odejdą w daleką przeszłość bogowie – opiekunowie władcy i państwa. Że ze sławy i chwały Inków pozostaną żałosne resztki. Do dziś historycy i socjologowie głowią się nad tym, co spowodowało, iż garstka obcych awanturników zniszczyła jedną z najwspanialszych kultur Nowego Świata. Przeszłość Inków spowija cień tajemnicy i mitu. I jak tu mówić o tajemniczym imperium?

 

23-26 X

Targi Książki w Krakowie

Książka „Uciekinier” Konsula Honorowego RP w Quito (Ekwador) Tomasza Morawskiego oraz pismo kulturalne „Fragile” będą dostępne na stoisku Wydawnictwa Alter.

Tomasz Morawski będzie podpisywał swoją książkę 26 października, godz. 13.30 – 15.00.

 

 

 

 

24 X, godz. 19.00

W ramach cyklu: „Namuz(yk)owywanie Poezji” koncert pt.: Skruchy i erotyki dla Ewy.
Wystąpią: Mateusz Nagórski, Andrzej Dębowski.

„Skruchy i erotyki dla Ewy” to zbiór wierszy Jacka Kaczmarskiego z muzyką Mateusza Nagórskiego i Andrzeja Dębowskiego. Na program składa się jedenaście piosenek, dla których wspólnym mianownikiem jest postać biblijnej Ewy rozumianej jako archetyp kobiety.
„Skruchy i erotyki dla Ewy” to zapis napięć, jakie wytwarzają się w związku między mężczyzną a kobietą. Jest to rodzaj spadku po zakorzenionej w naszej kulturze męskiej rycerskości; do mężczyzny należy przywilej czynu – to on wielbi i adoruje, ale jednocześnie potrafi skruszyć się przed gniewem swojej połowicy. Program jest zwierciadłem męskich nastrojów: niepokojów o los ukochanej kobiety, ale też czułości i tkliwości, które porywają do tworzenia i pozwalają odegnać demony codzienności. Drugą część koncertu stanowić będą piosenki Jacka Kaczmarskiego w wykonaniu Mateusza Nagórskiego i Andrzeja ębowskiego. W aranżacjach na dwie gitary i dwa głosy artyści przedstawią zbiór piosenek stanowiący swoisty przekrój przez twórczość Mistrza.
Bilety: 20/25 zł.

25 X, godz. 19.00

„Zapomniana Piosenka”

Jak sam tytuł wskazuje, koncert będzie wypełniony piosenkami retro z okresu przedwojennego. Na scenie pojawią się utalentowani wykonawcy ze Studia Piosenki Farafka. Koncert odbędzie się w ramach XI Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Retro im. M. Fogga, odbywającego się pod patronatem Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz i Prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego oraz rodziny Foggów. Gościem honorowym koncertu będzie Dyrektor Festiwalu Wojciech Dąbrowski.

Bilety w cenie 20 zł do nabycia w przedsprzedaży i bezpośrednio przed koncertem. Rezerwacja tel.: 602 424 676

Serdecznie zapraszamy!

 

27 X, godz. 18.00

Pokaz slajdów z cyklu „ Z plecakiem i aparatem fotograficznym: Katalonia czy to na pewno Hiszpania, autorstwa Katarzyny & Rafała Siudowskich.

O swojej ostatniej podróży opowiedzą Kasia i Rafał Siudowscy: podróżnicy amatorzy. Mówią, że na wczasach all inclusive byli 2 razy – pierwszy i ostatni. Wolą sami organizować swe wyjazdy i swój czas na krótszych i dłuższych urlopach. Mówią, że dopiero raczkują, jednak kiedy mają chwilę urlopu, ustalają zarys trasy, kupują bilet i jadą. Resztę „zorganizuje się” na miejscu.

28 X, godz. 18.00

Transpoetica: poezja latynoamerykańska.

Wybór, komentarz: Krystyna Rodowska – tłumaczka, poetka. Prowadzenie: Adam Komorowski.

W programie poezja najwybitniejszych poetów latynoamerykańskich XX i XXI wieku: Jorge Luis Borges, Vicente Huidobro, Pablo Neruda, Nicanor Parra i Ambar Past.

Krystyna Rodowska – polska poetka, tłumaczka literatury pięknej, krytyk literacki. Absolwentka filologii romańskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracuje z pismem „Literatura na świecie” od początku jego istnienia. W 1991 r. otrzymała nagrodę miesięcznika „Literatura na świecie” za przekłady poezji latynoamerykańskiej, w 1996 r. – za przekład powieści Jeana Geneta pt.: „Ceremonie żałobne”. W 2005 r. została laureatką nagrody ZAIKS-u za wybitne osiągnięcia w zakresie przekładów z literatur: francusko i hiszpańskojęzycznych. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, ZAiKS-u i Pen Clubu. Mieszka w Warszawie.

Adam Komorowski – ur. w 1944 w Krakowie, filozof, krytyk literacki, tłumacz, redaktor kilku czasopism i jednej gazety („Student”, „Nowy Wyraz”, Pismo Literacko-Artystyczne (z-ca, red. nacz.), „Zdanie” (red. nacz. 1992-1999), „Gazeta Krakowska”, „Mundo Diplomatico” (red. nacz. 2001-2004)), dyplomata. Ponad 10 lat spędził w Ameryce Łacińskiej. W ostatnich latach systematycznie współpracuje z „Nowymi Książkami”, „Twórczością” i “Vis à Vis”.

Podczas wieczoru promocyjna sprzedaż antologii przekładów poetów latynoamerykańskich „Umocz wargi w kamieniu” Krystyny Rodowskiej.

Organizatorzy: Stowarzyszenie Fragile, Śródmiejski Ośrodek Kultury. Partner: Biuro Literackie

Projekt jest współfinansowany ze środków Gminy Miejskiej Kraków.

 

 

29 X, godz. 18.15

Koncert uczniów Szkoły Wokalno-Aktorskiej.

 

 

30 X, godz. 18.00

Krakowska Książka Miesiąca

Klementyna Żurowska: Z Leszczkowa w świat…

Wręczenie nagrody i spotkanie z autorką. Prowadzenie: Karolina Grodziska, Adam Małkiewicz

Klementyna Maria Żurowska z Leszczkowa, herbu Leliwa (ur. 23 maja 1924 w Perespie) – historyk sztuki, mediewista, profesor katedry sztuki średniowiecznej Instytutu Historii Sztuki UJ.

 

 

 

 

 

 

Klub „Strych”

  1. Masarska 14, 31-539 Kraków

tel.12 421 89 92

e-mail:KlubStrych@interia.pl

  • KLUB INTERNETOWY „STRYCH”

czynny: poniedziałek – czwartek       15.00 – 21.00

piątek                                   14.00 – 20.00

1 godz. – 2 zł;       2 godz. – 4 zł; ( 3 – cia godz. GRATIS )

 

KOŁO GIER STRATEGICZNYCH

rozgrywanie bitew, kampanii i specjalnych scenariuszy klubowych do X – Wing, Malifaux, Mordheim, Infinity, Warhammer Fantasy Battle itp., dysponujemy stołami do gry, szerokim asortymentem makiet i akcesoriami modelarskimi,

spotkania: piątek godz.16.00 – 21.00

 

KOŁO GIER PLANSZOWYCH

rozgrywki we współczesne gry planszowe: negocjacyjne, familijne, ekonomiczne, strategiczne, historyczne

KOŁO SPOŁECZNEJ INTEGRACJI

zajęcia o charakterze integracyjnym dla osób niepełnosprawnych, warsztaty kulinarne, artystyczno-plastyczne i edukacyjne, spotkania prowadzą wolontariusze pedagodzy i psycholodzy z przygotowaniem z zakresu terapii pedagogicznej

spotkania: środa godz.16.00 – 21.00

 

dyskusje o kulturze XIII wieku (stroje, zwyczaje, oręż itp.), przygotowania inscenizacji walk, wspólne wyjazdy na turnieje rycerskie, szycie i wykonywanie elementów stroju oraz przedmiotów z życia codziennego zakonu rycerskiego.

spotkania: czwarty piątek miesiąca godz. 19.00

 

KOŁO TESTOWANIA GIER PLANSZOWYCH

Testowanie autorskich systemów gier planszowych

spotkania: wtorek godz. 17.00 – 21.30

 

 

IMPREZY:

 

3 – 24 IX

Liga gry strategicznej „X – Wing”

 

 

 

 

Klub Dziennikarzy „Pod Gruszką”

  1. Szczepańska 1

31-011 Kraków

tel. 512 455 260

e-mail: grpotoczek@lamelli.com.pl

1 X godz. 9.00 i 10.30

Audycje muzyczne dla uczniów z krakowskich szkół podstawowych „Preludium”.

 

1 X, godz.17.00

Obrady Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy RP

 

4 X, godz. 18.00
W RAMACH NOCY POEZJI 2014
Urząd Miasta Krakowa i Krakowski Oddział Związku Literatów Polskich
zapraszają na spektakl poetycko-muzyczny o miłości wg. scenariusza Magdaleny Węgrzynowicz-Plichty „Proste słowa bez zwrotek”. Wystąpią: Roma Jegor, Barbara Krężołek-Paluchowa, Paweł Kuzora, Hanka Wójciak – wykona wiersze Marleny Zynger, Wiktoria Oliwa i Barbara Leśniak. Prowadzenie: Magdalena Węgrzynowicz-Plichta.

 

7 X, godz.18.00

Promocja książki Jerzy Harasymowicz poeta Krakowa, Bieszczadów i Sądecczyzny”

pod redakcją prof. Bolesława Farona.

W programie: wypowiedzi autorów artykułów – Józefa Barana, prof. Stanisława Burkota, prof. Wojciecha Ligęzy, Jana Pieszczachowicza, prof. Stanisława Stabro oraz recytacja wierszy Jerzego Harasymowicza przez Tadeusza Kwintę (Piwnica Pod Baranami). W wieczorze weźmie udział Maria Harasymowicz.

 

9 X, godz.17.00

Jubileusz 10-lecia miesięcznika „Kraków”(impreza zamknięta).

 

14 X godz. 17.30

Spotkanie Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich.

 

 

17 X godz. 9.00 i 10.30

„Muzyka poważna- czy zawsze poważna?”. Audycje muzyczne dla młodzieży gimnazjalnej „Preludium”.

 

 

 

 

 

 

 

18 X, godz.18.00

Promocja książki prof. Wojciecha Ligęzy „Pod kreską”.

Oprawa muzyczna: Monika Makowska – skrzypce, Kinga Karska – sopran, Sławomir Cierpik – fortepian. Prowadzenie: Izabela Drobotowicz – Orkisz.

 

 

 

 

22 X, godz.18.00

Krakowska Witryna Fotograficzna. Spotkanie z fotoreporterami pt.: „W kierunku utopii”.

 

23 X, godz. 17.00

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zaprasza na spotkanie z cyklu „Opowieści fotografistów”. Gościem Ewy Kozakiewicz będzie Tomasz Wiech.

 

23 X, godz.19.00
18. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie,
Krakowski Oddział Związku Literatów Polskich i Klub Dziennikarzy Pod Gruszką,
zapraszają na spektakl poetycko-muzyczny „Coś jest w powietrzu” wg. scenariusza Marzeny Dąbrowy Szatko na podstawie poezji zamieszczonej w almanachach „Krakowska Noc Poetów”   publikacji Poetów zrzeszonych w Krakowskim Oddziale Związku Literatów Polskich
występują: Nietutejsi   Uczniowie X Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie prowadzenie: Marzena Dąbrowa Szatko

 

24 X, godz.20.00

Jazzowy Piątek „Pod Gruszką”. Koncert.

 

25 X, godz.18.00

Koncert z cyklu „Operetka moja miłość”.

Występują-gość specjalny Teatru Wielkiego w Warszawie- Jan Zakrzewski-tenor oraz Marcin Kotarba-tenor-solista Teatru Muzycznego w Gliwicach, Małgorzata Westrych-fortepian,

Bożena Kiełbińska-sopran-gospodarz wieczoru. Wystąpią również dzieci z ,,Centrum Umuzykalnienia Dzieci Pograj ‘ewo” ramach popierania najmłodszych talentów

 

28 X, godz.18.00

Wieczór autorski Leszka Posyniaka połączony z promocją tomiku poezji

„Chcecie to wierszcie”. Prowadzenie: Kazimierz Skowyra, oprawa muzyczna: Izabela Staruch – śpiew, Filip Hałon – akompaniament.

Leszek Posyniak poeta, aforysta, limerysta i fraszkopis, redaktor miesięcznika Gazeta Sulechowska , dwutygodnika Gazeta Miejscowa. Autor zbiorku aforyzmów Nie zło te myśli Wyd. Armagraf (Krosno, 2013), wierszy opublikowanych w antologii poezji współczesnej Niosący Słowa Wyd. 2 Kings & Luv Publishers (Londyn, 2013) i tłumaczone na j. angielski, opublikowane w amer. antologii Contemporary Writers of Poland 2000-2014, Wyd. Dreammee (Orlando, 2013). Odznaczony wieloma orderami m.in. Krzyżem Kawalerskim OOP, który otrzymał z rąk Prezydenta Lecha Kaczyńskiego „Za działalność związkową i na rzecz przemian demokratycznych w Polsce” (2009).

29 X, godz.18.00

Zaduszki dziennikarskie – spotkanie poświęcone pamięci zmarłych dziennikarzy z Krakowa i Małopolski. Na wspominki zaprasza zarząd krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Spotkanie jest otwarte dla wszystkich zainteresowanych.

 

1, 8, 15, 22, 29 X, godz.15.30-17.30 – dyżury dziennikarskie

Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

 

2, 9, 16, 23, 30 X, godz. 14.30- 16.30 – dyżury dziennikarskie

Stowarzyszenia Dziennikarzy RP

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

KLUB „KAZIMIERZ”

  1. Krakowska 13, 31-062 Kraków, tel. 12 421 57 86

e-mail: klub.kazimierz@op.pl

 

1 – 31 X, godz.14.00 – 19.00

„Naturalnie” – wystawa malarstwa Pauliny Krupy.

Artystka od najmłodszych lat kształcona zgodnie z pasją. Maluje, rysuje, fotografuje, projektuje ubiory, profesjonalnie konserwuje zabytki. Podstawą jej sukcesów i myślenia o sztuce jest wszechstronne w artystycznych fomrach, przywiązanie do natury.

 

6, 20 X, godz. 17.00

Spotkanie Grupy Kobiet Alternatywnych – prowadzenie Grażyna Pietroń.

 

9 X, godz. 18.00

Warsztaty Teatralne Piwnicy Artystycznej „Powidok” – prowadzenie Anna Dzierża.

Po kilkumiesięcznej przerwie na małą scenę Klubu Kazimierz wraca teatr. W ramach cotygodniowych warsztatów młodzi ludzie szykować będą teatralne premiery pod okiem dyplomowanych artystów. Zapraszamy wszystkich myślących o aktorskiej karierze na spotkanie inauguracyjne, podczas którego będzie można poznać naszą ofertę. A szykujemy spektakl o dzielnicy Kazimierz i sztukę wg Mrożka, które zaprezentujemy wiosną 2015 roku podczas jubileuszu 40 – lecia Klubu.

 

21 X, godz. 18.00

Comiesięczny turniej krzyżówek, szarad i rebusów przygotowanych przez Krakowski Klub Szaradzistów „Agora” – prowadzenie dr Marek Kawałek.

 

23 X, godz.14.00

„Czytaj z Kazimierzem” – prowadzenie Marian Żak.

Prezentacja najciekawszych nowości czytelniczych z oferty Śródmiejskiej Biblioteki Publicznej

 

Zajęcia stałe

Spotkania Chóru „Hejnał”: środy, piątki – godz.16.30

Próby Krakowskiego Chóru Rewolucyjnego – środy, godz.19.00

Klub brydżowy, szachowy: wtorek – piątek, godz. 14.00 – 20.00

Klub Szaradzistów „Agora” – wtorek, godz. 18.00

 

 

 

 

 

Ośrodek Dokumentacji i Inicjatyw Artystycznych

„Piwnica pod Baranami”

  1. Św. Tomasza 26,

tel. 12 421 25 00

e-mail: micek@poczta.neostrada.pl

 

4, 11, 25 X, godz. 21.00

Kabaret „Piwnica pod Baranami”.

 

10 X, godz. 20.00

Z cyklu „Wspaniałe Gwiazdy Piwnicy Pod Baranami” Jubileuszowy Koncert Tamary Kalinowskiej.

 

18 X, godz. 19.00

Z cyklu „Życzliwa Piwnica…” – Hanna Skrodzka-Bałata wieczór piosenki autorskiej.

 

28 X, godz.19.00

Z  cyklu „Piwniczni Goście”. Koncert „Trzeba marzyć”  – Janusz Strobel i Anna Stankiewicz.

Październik 2014 – Gazetka Lamelli

  1. PROGRAM – PAŹDZIERNIK 2014
  2. Majówka w Katalonii czy może w Hiszpanii?
  3. Krakowska Książka Miesiąca październik
  4. TRANSPOETICA, poezja obca i nieznana
  5. W „mieście aniołów” o aniołach innym razem… kaczmarski-underground, edycja 8.
  6. HERINGSROMAN
  7. Tożsamość Zdzisławy Hampel
  8. Witajcie w nowym świecie

Wrzesień 2014 – Gazetka Lamelli

Lipiec, Sierpień 2014

Ukazał się wakacyjny numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:

  • Janina Paradowska o polityce, dziennikarzach i 25-leciu – relacja ze spotkania z dziennikarką w Teatrze Groteska;
  • Majka Lisińska -Kozioł rozmawia o Kamilu Stochu i aktach naszych skoczków z autorką oryginalnej wystawy – Ewą Bilan-Stoch;
  • Stanisław M. Jankowski o tym, gdzie legioniści spędzili wieczór, nim wyruszyli z Oleandrów na Moskala;
  • Ewa Kozakiewicz i Bogna Wernichowska o tym, gdzie i z czym jeżdżono na wakacje.

 

 

 

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Czerwiec 2014

Ukazał się czerwcowy numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:

  •  Tadeusz Różewicz we wspomnieniach Kazimierza Targosza oraz prof. Stanisława Burkota;
  •  w 100-lecie wybuchu I wojny światowej jej genezę przypomina Mateusz Drożdż;
  •  Majdan pół roku później w relacji i obiektywie Jakuba Łoginowa;
  •  Anna Grochowska o legendarnym Domu Związku Literatów Polskich przy ul. Krupniczej 22;
  • co słychać u Zbigniewa Wodeckiego? – sprawdza Agnieszka Barańska.

 

 

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Maj 2014

Ukazał się MAJOWY numer miesięcznika “Kraków”, a w nim mi.in.

  • fotorelacja z wręczenia tegorocznej nagrody redakcji “Krakowa” – Medalu “Za mądrość obywatelską” prof. Bronisławowi Łagowskiemu;
  • o problemach, związanych z odnową Ołtarza Mariackiego tekst Jerzego Piekarczyka;
  • Ewa Kozakiewicz o wybitnym polskim artyście – Władysławie Hasiorze w rozmowie z kuratorem wystawy Józefem Chrobakiem;
  • relacja Marii Malatyńskiej i Jacka Balcewicza ze spotkań z Kazimierzem Kutzem i Jadwigą Staniszkis w ramach cyklu “KOD MISTRZÓW” w Teatrze Groteska;
  • rozmowa Elżbiety Dziwisz z dr. hab. inż. Piotrem Faliszewskim, laureatem nagrody naukowej “Polityki”;
  • wiosenne wędrówki Krakowian: Doliną Bibiczanki i Roztoczem Wschodnim;

 

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Kwiecień 2014

  • Kwietniowy numer miesięcznika “Kraków” już dostępny, a w nim m.in.:
  • o Wielkanocy w XIX-wiecznym Krakowie pisze Ewa Danowska;
  • jak pokonuje przeciwności losu mistrzyni paraolimpijska Katarzyna Rogowiec – tekst Majki Lisińskiej-Kozioł;
  • Stanisław Dziedzic o działalności literackiej papieża Jana Pawła II ;
  • dlaczego Galeria Rzeźby krakowskiego rzeźbiarza Mariana Koniecznego nie powstała w Krakowie ?- odpowiedzi szuka Jerzy Piekarczyk;
  • rozmowa Jacka Balcewicza z wiceprzewodniczącą Rady Miasta Krakowa -Małgorzatą Jantos;
  • jak rosła Arena Kraków …- fotorelacja Jana Zycha;

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

 

Lipiec, Sierpień 2014 – Gazetka Lamelli

Maj 2014 – Gazetka Lamelli

Tomasz Morawski UCIEKINIER (fragment powieści)

Tomasz Morawski

UCIEKINIER

(fragment powieści)

Dżungla.

Misahualli. Mały pokoik w domu przewodnika. Z osobnym wejściem. Czysty, ale duszny. Wolę już hamak rozwieszony na werandzie. Choć po pierwszych nocach w hamaku mam wrażenie, że jestem serdelkiem. Ale do wszystkiego się można przyzwyczaić. I do hamaka, i do dżungli.

Wycieczki zaczynają się robić monotonne. Dużo powtarzających się miejsc. Hotel Anaconda staje się drugim domem. Teraz ja robię sztuczki z servataną, choć wolę, żeby to robił przewodnik. Żeby się nie zbłaźnić.

Pytania są rutynowe. Choć czasami znajdzie się taki, co przeczytał wszystko o ptaszkach i roślinkach, wie, kiedy koliberki mają gazy, i zna wszystkie nazwy po łacinie. Takiego należy unikać.

Uczę się, jak gotować na ognisku, jak rozpalać ogień. Choć widać, że raczkuję. Ale uczę się też opanowywać niewygodne sytuacje.

Siedzi w łódce taki, co wszystko wie, rzuca łacińskimi nazwami na kwiaty i motyle, przejechał pół świata, żeby zobaczyć żuczka, co ma jedną nogę dłuższą niż inne żuczki, i pyta:

– Gdzie ten żuczek?

A ja nie wiem. Ale nie wolno mi nie wiedzieć. Przecież jestem przewodnikiem. A jak żuczka nie ma, to facet będzie się awanturował, że chce zwrotu kasy.

Zadaje pytanie, a ja zastygam i szepczę:

– Proszę o ciszę! Tu mogą być piranie!

Piranii nie ma, bo nurt wartki, rzeka szeroka jak Wisła pod Krakowem. A w łódce nie siedzą sami miłośnicy żuczka. Siedzą i inni. Co chcą piranii, a nie żuczków. Więc szepczę:

– Są piranie, ale proszę nic nie mówić i nie wkładać rąk do wody. Bo palce…

Turyści zbijają się w kupkę, nikt nic nie mówi, tylko grzecznie siedzą.

A jak ten, co chciał żuczka, po pół godzinie się odezwie, to wszyscy wrzeszczą, że to on jest winien, że nie widzieli piranii. Choć pirania to ryba, siedzi w wodzie, i tak jej nie widać, chyba że już kogoś je.

Lepiej działa chwyt z kajmanami.

– Kajmany boją się głosu (nieprawda). Jak będziecie gadać, to nic nie zobaczycie.

No to siedzą cicho. Tak dobrą godzinę. A ja siedzę na dziobie, mam T-shirt firmy, kask tropikalny i palę papierosa.

Od razu widać, że przewodnik!

Jak to za długo trwa, to trzeba coś zrobić, bo nudno.

Więc zwalniam kanoe i pokazuję jakieś wysokie drzewo.

Wiatr rusza gałęziami, bo tam się zawsze coś rusza.

A ja dramatycznie szepczę:

– Widzicie, małpy!

– Gdzie, gdzie?

– No tam, na gałęziach. Są wysoko, więc dobrze ich nie widać. Ale są.

Po dziesięciu minutach wpatrywania się w drzewo ponad połowa stwierdza, że widziała małpy. Wystarczy, żeby pierwszy zobaczył, to potem już wszyscy albo prawie wszyscy widzieli. A ten, co przyznał, że nie zobaczył, siedzi smutny. Zapłacił te same pieniądze i inni widzieli, a on nie. To niesprawiedliwe!

Nie można tych chwytów za często powtarzać, żeby nie dostać w uśmiech. Ale jak człowiek ma tropikalny hełm, to trzeba mu wierzyć. Przewodnik.

Następnym chwytem jest wymyślanie nazw drzew i kwiatów. Ja ledwo mówię po hiszpańsku, po polsku znam tylko bez, bratki i nasturcje, więc skąd mam wiedzieć, jak się po angielsku nazywa jakakolwiek roślina?

Ale muszę wiedzieć.

Więc przewodnik, ten prawdziwy, mówi: „To drzewo jest coś tam”. A ja powtarzam tę samą nazwę i mówię, że to w narzeczu lokalnych Indian. A jak po naszemu, nie wiem. Bo ja też jestem taki pół-Indianin. A może niesklasyfikowane?

Żal tylko, że nie można się głośno śmiać. Ani z nikim podzielić się zabawą. Więc śmieję się w środku. A na zewnątrz kamienna twarz. Twarz przewodnika.

Nie wszystko jednak jest zupełną ściemą. Powoli uczę się tych samych powtarzanych nazw, a jak ktoś głośno krzyczy nazwę po angielsku, to też się uczę.

A przede wszystkim uczę się pokory.

Robiłem w życiu już prawie wszystko. Ale to było tak na chwilę. Taki wakacyjny żart.

No i co będzie, jak zostanę na całe życie dżunglowym oszustem!?

Żebym przynajmniej miał mięśnie, muskuły, wzrost i w ogóle rozmiary.

A tu człowiek taki przeciętny! Taki paniczyk z Krakowa! Tylko że do Krakowa daleko.

Jazdy nie są takie same. Przeważnie kończy się na hoteliku bez światła, gdzie w tropikalną, ciemną noc pokazuje się ludziom żabki i różne robactwo. Gryzą ich komary, więc się skarżą. Nietoperze doprowadzają do skraju histerii. Gadziny wielkiej nie ma, bo to nie safari w Kenii, a ta, co jest, ucieka przed człowiekiem, jak tylko może. Nawet żmija ucieka. Chyba że się jej stanie na ogonie. Wtedy nie ucieka, bo nie może. I gryzie.

Trudno jest powiedzieć, jakie narody są najtrudniejsze. Nie da się tego generalizować.

Niemcy kłócą się o szmal, Amerykanie chcą jak najwięcej zobaczyć, a Francuzi gadają cały czas o jedzeniu. Skandynawowie są oszczędni, ale uczciwi. Jak jeden kupi butelkę wody mineralnej i da łyka drugiemu, to ten, co wziął łyka, leci ze szmalem, żeby mu wartość proporcjonalną łyka oddać. Skandynawowie są na pewno najlepiej przygotowani. Mają latarki, płyn na moskity, nóż. To, co trzeba. Ale już nie mają dwóch latarek. Tak dla innego. I pożyczają niechętnie. Bo każdy powinien przywieźć i nosić z sobą to, czego potrzebuje.

I ludzie we wszystkich narodach są różni. Są tacy i siacy.

Do Indian chodzimy rzadko. To droższe, cięższe fizycznie, zajmuje więcej czasu.

Przychodzą czasem do wioski, żeby kupić sól, sztuczny sok Yupi. To taki proszek, który po zmieszaniu z wodą smakuje jak stary polski krahel. Przynoszą różne swoje wyroby.

Ale mają ich mało. Lance ozdobione piórkami ptaków, korony na głowę zrobione ze skóry tukana, shigry, czyli plecione torby, hamaki plecione tak samo jak torby. No i servatany. Dmuchawki, które usiłują wcisnąć turystom. Ale kto kupi coś, co ma trzy metry długości. Żadna linia lotnicza czegoś takiego nie weźmie. Nie to, że broń, bo chyba trudno wyobrazić sobie kogoś, kto usiłuje porwać samolot, strzelając z dmuchawki do stewardesy, ale po prostu za długie. No i servatany stają się coraz krótsze. Na początku stare idą na pół, a potem robi się nowe, już takie półtorametrowe. Jest też wersja dla dzieci. Całe osiemdziesiąt centymetrów. Tylko nie robią dla niemowlaków!

Aż się serce kraje, jak oddają te swoje wyroby za nic. Ale muszą kupić sól.

Już prawie nikt nie rozpala ognia dwoma patyczkami. Starzy ludzie potrafią. Ale to za długo, za skomplikowane. Lepiej kupić zapałki. Tylko trzeba uważać, żeby nie zamokły.

Zawsze pojawiają się całymi grupkami. Z rodzinami, dziećmi. I są jak dzieci.

Nieśmiali, ale jak nabiorą zaufania, to będą grzebać w moich rzeczach, zabiorą, co będą chcieć i nie bardzo można protestować. Ich zmiany nastrojów są trudne do przewidzenia i lepiej nie obracać się plecami. Bo to dzieci z lancami.

Żaden z nas nie ma najmniejszej szansy, żeby w dżungli dotrzymać im kroku.

Po dżungli chodzą na ugiętych nogach, nie prostując do końca kolan, kiedy przechodzą przez pnie. Są niscy, krępi, kwadratowi. I dla nas brzydcy. Ale my dla nich też nie jesteśmy za ładni.

Śmieją się przez cały czas i w dżungli patrzą na nas jak na takich niezupełnie rozwiniętych. Już bym im pokazał w Krakowie!

Różne są atrakcje dla turysty. Przede wszystkim trzeba oczyścić mu duszę, więc prowadzi się go do szamana. Szaman czasami jest prawdziwy, a czasami turystyczny.

Prawdziwy powinien być nawalony takim narkotykiem, co nazywa się ahuayasca.

Trzeba pościć przez trzy dni, bo jak się nie pości, to się okropnie wymiotuje. A jak się pości, to przychodzą przodkowie szamana, którzy pomagają czyścić duszę delikwenta, i na dodatek mogą pokazać, kto, gdzie, komu i co ukradł, albo kogo zabił.

Piłem to parę razy, ale przodków nie widziałem. Nie pościłem.

A taka turystyczna jest inna.

Sadzają delikwenta na stołku, najlepiej gołego, szaman ma przygotowane akcesoria, które wiadomo – czyszczą duszę. Musi być butelka mocnego alkoholu, najlepiej takiego z trzciny cukrowej, paczka papierosów, kurze jajko, woda kolońska 717 (taka niemiecka była w Polsce z NRD) i jakieś gałązki. O gałązki najłatwiej.

A reszta, wiadomo – zdrowotne.

Przed nosem szamana są kamienie, takie czarne, specjalne. Może też być obrazek Matki Boskiej, ale jak przychodzą protestanci, to zdejmują. No i musi być świeczka. Świeczka ma niby być życiem czyszczonego.

I szaman wyje:

– W imię moich przodków, w imię natury, w imię Matki Ziemi, w imię Matki Boskiej (opcjonalne) czyszczę ci duszę. Precz wszystkie choroby. Precz złe duchy.

Opluwa pacjenta alkoholem, potem okadza go papierosami (przeważnie marlboro, ale jak nie ma, to mogą być i inne), a potem opluwa go wodą kolońską i okłada gałęziami.

Tak po głowie, plecach, brzuchu, goliźnie, udach i gdzie popadnie.

A jak mu się znudzi, to pociąga drugi łyk i powtarza operację. Jak już się bardzo znudzi, to każe delikwentowi wstać i jeździ po nim kurzym jajkiem. Jeździ po całym delikwencie.

Potem mówi, że całe choroby przeszły z pacjenta na jajko. I jeżeli jajko będzie czarne, to pacjent zawdzięcza mu życie. Raz tylko na własne oczy widziałem czarne jajko. I dostałem gęsiej skórki. I widziałem też, jak nawalony ayahuascą szaman, któremu kazano szukać zabójcy kogoś tam, twierdził, że zamienił się w jaguara i nie tylko odkrył zabójcę, ale na dodatek powiedział, gdzie jest ukradziony łup. I była to prawda.

Ja też to piłem, ale moje sensacje były inne. Nie pościłem.

I taki był początek. Zakochałem się. Zakochałem się w dżungli. Do tej pory do niej jeżdżę. Zawiozłem tam mnóstwo ludzi. Ale już nie takich, którym opowiadałem niestworzone historie. Zawiozłem przyjaciół. Kumpli.

Podczas jednej z takich wypraw jednemu z facetów wlazła ta rybka, co zatyka. Zrobił się żółty. A my przynajmniej trzy dni od najbliższego szpitala. I cóż było robić. Nóż opalony na ognisku i wódka. Dla pacjenta i dla mnie. Rybka wypłynęła z krwią.

Zawsze trzeba jeździć z wódką.

Pytałem lekarza, czy jest jakiś mniej drastyczny sposób.

– Tak. Mogłeś przebić mu pęcherz.

Kiedy piszę te słowa, to przygotowuję wyprawę do takich Indian, do których nawet teraz, trzydzieści lat później, mało ludzi jeździ. I znowu będzie to samo. Jak się tam jest, to człowiek zadaje sobie pytanie, po co tu przyjechał?

Toalety nie ma, wszytko gryzie, jedzenie wstrętne, kości połamane od niewygodnego spania, cale ciało pogryzione przez komary. Pod każdym krzaczkiem coś czyha, żeby świsnąć. A potem jest radość.

Jak dojeżdża się do pierwszego kiosku z zimnym piwem, jak można pójść do toalety, wziąć prysznic. Położyć się na łóżku.

Wtedy się to docenia.

A potem się wraca. Do dżungli.

Tak już jest. (…)

 

Kwiecień 2014 – Gazetka Lamelli

  1. PROGRAM – KWIECIEŃ 2014
  2. Podróże, podróże…
  3. Z Kacprem Ryksem jako przewodnikiem…
  4. Zmiażdżyć miażdżycę
  5. SOBOTA
  6. Laurka Romany Więczaszek
  7. Moje Safari
  8. MONSTRUARIUM
  9. Tomasz Morawski UCIEKINIER (fragment powieści)

ANNA KRZTOŃ MONSTRUARIUM

 

ANNA KRZTOŃ

MONSTRUARIUM

 

W powieści Mary Shelley doktor Frankenstein, zafascynowany możliwościami nauki i magii tworzy ze szczątków ludzkich i zwierzęcych stworzenie, które ma przewyższyć swoją doskonałością twory Boga (lub natury). Stworzenie okazuje się potworem, a przerażony twórca wyrzeka się go, przeklina i porzuca. Samotny i wykluczony z ludzkiej rodziny (po)twór błąka się po świecie. W końcu postanawia nękać swojego twórcę, aby ten stworzył istotę podobną do niego, która byłaby jego partnerką na dobre i na złe. Frankenstein początkowo przychyla się do pomysłu, lecz szybko go porzuca, przerażony wizją potworów rozmnażających się, by opanować świat. Powieść Shelley – poza oczywistą przestrogą dotyczącą niebezpieczeństw związanych z lekkomyślnym wykorzystaniem nauki i technologii reprodukcyjnych, wskazuje na istotny problem stygmatyzacji, ale i perspektywy dalszej obecności Innego w kulturze.

Problem piętna związanego z innością porusza również Anna Krztoń. Chętnie relacjonuje historyczne uwikłania i mechanizmy wykluczenia czy normowania społeczeństwa, wynikające z przeciwstawienia tego, co normalne – nienormalnemu, tego, co zdrowe – choremu, tego, co społecznie akceptowalne – temu, co niedopuszczalne. Fascynacja Innym, rozwijana już od

dłuższego czasu, głównie za sprawą lektury konkretnych tekstów – ma odkryć sensy zawarte w figurze monstrum, egzemplifikując skrywane lęki, kompleksy i pragnienia. Autorka czerpie więc z mitologicznej nadbudowy, w jaką obrasta odmienność, z całym inwentarzem zmiennych w perspektywie historycznych relacji.

Anna Krztoń zrealizowała cykl grafik w technice wklęsłodruku, będący katalogiem quasi-baśniowych projekcji wizualizującym cechy obcego, często w animalistycznej formie. Ekspresyjne przedstawienia skondensowane zostały w formy znaków – wydarte tłu, które jest fizycznie nieobecne bądź nieme, mającemu wyłącznie stanowić przestrzeń dla ich wewnętrznej ekspresji. Ów katalog fantastycznych tworów: poł-zwierząt, pół-ludzi, skamieniałych płodów i innych figur, pozostających w stadium ciągłej transformacji pomiędzy materia żywą a nieożywioną, odsyła nas do fascynacji autorki zjawiskiem monstrum – od początku żywo obecnym właściwie we wszystkich kulturach. Zawarte w tym fantastycznym wyobrażeniu stany emocjonalne lokują w poetyce baśni, proponując strategię opartą o estetykę i formalne modyfikacje. Prace Anny Krztoń są głęboko autorefleksyjne, ujawniają skłonność do poetyckiej metafory zawartej bardziej w śladzie, materii i procesie niż narracyjnym wymiarze samych obrazów. Celem Anny Krztoń nie jest bynajmniej ilustrowanie starych tekstów czy tworzenie wizualnej relacji. To pretekst, w którego ramach problematyzowany obszar staje się polem uwolnienia własnej ekspresji. Charakterystyczny, bardzo wyrazisty, głęboko trawiony ślad, odkrywa przede wszystkim temperament autorki, ale równocześnie, tworząc niezwykle sugestywną, namacalną wręcz materię – wskazuje na graficzny ekwiwalent cielesności, będącej, mam wrażenie, właściwym tematem tych prac.

Tak ujęty status ciała, obecnie również postrzegany jako przestrzeń różnych ingerencji, o rozmytych granicach wyznaczających normy naturalności, intuicyjnie dotyka istotnych kwestii nurtujących współczesną myśl, będącą post- i trans- mutacjami humanistyki. W proces tworzenia w obszarze klasycznej grafiki wpisany jest opór materii, który poprzez próby

przezwyciężania stanowi o kształcie matrycy i, w konsekwencji, ostatecznym wyglądzie obrazu. Odwracając perspektywę, matryca zwierająca ślady procesu świadczy o charakterze dochodzenia do rezultatu. W wypadku Anny Krztoń jest to proces długotrwały i mozolny, dający jednak możliwość wyodrębnienia w nim istotnych etapów. Pierwszy – jakkolwiek paradoksalnie by to nie zabrzmiało – kształtuje strukturę zniszczenia, która następnie staje się potencjalnym tworzywem do wydobycia interesujących autorkę form. Ten destrukcyjny charakter, jaki noszą pierwsze ślady utrwalone na blachach, jest, w moim przekonaniu, warunkowany wewnętrzną koniecznością pozbycia się czystej, anonimowej, a tym samym „obcej” powierzchni. Oswajanie jej następuje poprzez wstępne zużycie. Bywa, że te pierwsze ingerencje noszą odbicia śladu w postaci konkretu, jakim jest ciało, co również podkreśla charakter i wagę, jaką pełni proces w tych realizacjach: matryca zawiera bezpośredni ślad ciała, które ulega dalszym przetworzeniom, zmierzającym do uzyskania satysfakcjonującego finalnego obrazu. Nie jest on więc tylko estetycznym wytworem, a rozstrzyganie o jego wartości jedynie w tych kategoriach byłoby niepełne.

Anna Krztoń z pełnym przekonaniem poddała się dyscyplinie, jaka wynika z przyjętego medium, próbując w jego charakterze odnaleźć nie tyle nowe, co istotne dla niej możliwości wyrazowe – odbijanie, trawienie, szlifowanie, nawarstwianie – te wszystkie czynności, które składają się na ostateczny kształt prac, możemy czytać jako działania wzbogacające przekaz. Jej grafiki tworzą prywatną mitologię form, których związek z doświadczaną rzeczywistością jest mocno rozluźniony. To raczej projekcje wewnętrznego stanu ducha i próby nazwania i obłaskawienia Innego w sobie. Konsekwencja z jaką autorka rozwija ten temat zasługuje na uwagę, niezależnie od tego, czy proponowany przez nią świat jest nam bliski czy właśnie obcy.

 

Grzegorz Hańderek

 

 

 

 

Moje Safari

 

Moje Safari

Wbrew pozorom, żywot Waszego felietonisty wcale nie jest usłany różami. Oprócz miłych recenzji mojej twórczości, zdarzają się także niemiłe telefony z pretensjami. Taki wykonał do mnie Nadredaktor Marek Górka. Był stanowczy. – Felietonisto! Termin dawno minął, gazeta idzie do druku, a gdzie Wasz felieton?! Dawać mi tu natychmiast, bo…! – straszył do słuchawki.

Więc natychmiast siadam i piszę. Ale jak tu pisać, kiedy w głowie tylko Pustki. Dosłownie i w przenośni – władzę w mojej muzycznej świadomości przejęła polska grupa o takiej właśnie nazwie. Wcześniej, gdzieś ją słyszałem, nie traktując jednak poważnie. Ot, kolejny zespół, jakich wiele w rodzimych garażach. Wtórny i mało oryginalny w prezentowanym repertuarze. A tu proszę, taka niespodzianka. Po ponad 10 latach istnienia, Pustki prezentują światu album „Safari”. I muzyczny świat już się cieszy, czego dowodem są entuzjastyczne recenzje i wypełnione sale koncertowe. Jakimiż to atrakcjami Pustki wypełniły nasze uszy?

Przede wszystkim siłą artystycznego przekazu, która tkwi w pięknie, skromności, mądrości i autentyczności. Grupa zaoferowała słuchaczom zestaw zróżnicowanych kompozycji. Ich Safari to muzyczna podróż w towarzystwie skocznych przebojów (ale nie przeboików!), takich jak: „ „Wyjeżdżam”, czy „Rudy Łysek”, refleksyjnych ballad (tytułowe „Safari”), garażowego rocka, folkowych inspiracji i rzadko spotykanych w rodzimej muzyce kombinacji aranżacyjnych. A wszystko to wyprodukowane na naprawdę światowym poziomie! Było to możliwe dzięki udziałowi w całym projekcie trzech renomowanych brytyjskich producentów, którzy w swoich londyńskich studiach pomysły polskiej grupy nowocześnie zmiksowali. Można było skorzystać z tych kosztowniejszych usług, gdyż w wydaniu tej płyty zespół sięgnął po tzw. „crowdfunding” (środki na ten cel zostały pozyskane poprzez internetowe datki od fanów, którzy zdecydowali się wesprzeć grupę w ich pomysłach). W zamian za to, fani na bieżąco informowani byli o pracy nad płytą i mieli dostęp do unikatowych pierwowzorów.

Teraz, słuchając „Safari” mogą być dumni z tego, że ich zaufanie w możliwości – zdawałoby się tej niszowej kapeli – nie zostało nadwyrężone. Polskie trio, z pomocą angielskich producentów, oferuje nam bowiem album z pięknymi tekstami Basi Wrońskiej i muzyką Radka Łukasiewicza.

Podniesiony rodzimą twórczością, postanowiłem wznieść się jeszcze wyżej. Ku temu świetną okazją był pierwszy w naszym kraju występ mistrzów–weteranów z King Crimson. Przyjechali do klubu Studio, by pod szyldem The Crimson ProjeKCt zaprezentować utwory legendy w nowym, absolutnie perfekcyjnym i unikatowym opakowaniu. Bo wyobraźcie sobie, jak musi brzmieć grupa, w której słychać jednocześnie: 2 perkusje, 2 gitary, 2 basy, a każdy z występujących muzyków jest gwiazdą klasy światowej w grze na tym instrumencie. Taka grupa brzmi potężnie, niczym orkiestra symfoniczna. The Crimson Projeckt zagrał największe z największych kompozycji King Crimson, ku radości fanów, wiernych tej muzyce od ponad czterech dziesięcioleci, co nietrudno było poznać po ich siwych włosach i nieco zmarszczonych twarzach.

Moje przedwiosenne muzyczne Safari było więc całkiem udane. Nadredaktor Górka także powinien być zadowolony. Pustkę na łamach gazety, przekornie, wypełniłem mu Pustkami, z pomocą zagranicznych przyjaciół.

Dariusz Łanocha

Laurka Romany Więczaszek

Laurka Romany Więczaszek

Ponad rok temu recenzowałam tomik poezji „że jesteś…” Romany Więczaszek. Teraz mam przed sobą kolejną, czwartą już, autorską książkę tej poetki pt. „Słowa jak liście”, opublikowaną przez krakowskie wydawnictwo Miniatura. Romana Więczaszek mieszka w Brzegu koło Opola, jest publicystką i animatorką kultury. Współorganizuje także coroczne Najazdy Poetów na Zamek Piastów Śląskich w Opolu, w których kilka lat temu sama miałam przyjemność uczestniczyć. Spotkałam osobiście tę poetkę i uważam ją za osobę pogodną i życzliwą. Tak też określiłabym jej twórczość. Rzadko sięgam w tomikach poetyckich do posłowia, tym razem jednak przeczytałam notki, jakie o książce Więczaszek napisali Kazimierz Burnat, Józef Baran i Leszek Żuliński. Popieram to, co w posłowiu zawarł Józef Baran: „W niedopowiedzeniu możemy odnaleźć się wszyscy, jeśli – oczywiście – nie jesteśmy pozbawieni wrażliwości i wyobraźni. Jednym wielkim niedopowiedzeniem jest całe nasze życie, które usiłujemy wyrazić poprzez sztukę”. Cenię w poezji skrótowość, niedopowiedzenie, lekką ironię. Wiersz powinien mieć formę otwartą. Powinien naprowadzać, ale nie pokazywać palcem i tłumaczyć. Poezja Więczaszek daje nadzieję i ukazuje piękno, często poprzez kontrasty: trzymamy się nadziei, gdy wokół samotność i smutek, siłę czerpiemy dzięki cierpieniu…

Cierpienie uczy chodzić

po stromych schodach

bez poręczy,

bez skrzydeł,

– bez ręki przyjaciela.

[Cierpienie, frag.]

Kto ci pomoże,

kwiecie mały,

kto ogrzeje

i ochroni od chłodu.

Głowę dźwigasz zetlały,

szukasz ciepła,

a słońce szybko ucieka,

gdy zimno mu na niebie.

[…]

Przytulam twe płatki troskliwie,

mówiąc ludziom –

Jest nadzieja,

wszystko się zmienia.

[Z nadzieją, frag.]

Częstym bohaterem wierszy Więczaszek jest cień. Nie byłoby cieni, gdyby nie istniało światło. W cieniu wiele się dzieje – tego dobrego i złego. Cień może dawać schronienie, ale może też przyćmiewać. Podobnie jest z innymi zjawiskami: dobro-zło, piękno-brzydota, szybko-wolno, nisko-wysoko. Bez jednego nie istniałoby drugie. „Mój cień, ślad wszystkiego” [Cień].

Romana Więczaszek jest artystką – poetką, dla której Słowo to podstawa. Wiersz stał się sposobem na wyrażanie siebie. Wierszem można być, wiersz można tworzyć, z wierszem można się związać.

Popijamy sok żurawinowy,

a wokół Słowa,

pałace

i tajemniczy las.

Woda w nim życiodajna –

balsam

na zdrowie i poezję.

[Ciocia Profesor, frag.]

Są takie wieczory,

które należy zapisać Słowami.

Przynoszą tajemnicze obrazy

malowane ciszą.

[…]

Wieczory,

Słowa,

obrazy,

siadają ze mną do stołu.

[Uczta, frag.]

Wyjdę za mąż

za wiersz.

Najlepiej jesienią.

Będę bogata kolorami,

rozgrzana słońcem,

zdrowa i wilgotna.

[Wyjdę za mąż, frag.]

Szczególnie przejmujący jest wiersz „Być” Więczaszek. „Ja liryczne” wydaje się być pogodzone z faktem, iż na końcu życia czeka nas śmierć. Nie boi się, nie ucieka, nie wypomina, z całego serca pragnie jednak być, istnieć, żyć – także po śmierci. Najtrudniej jest, gdy śmierć zabiera nam bliskich, gdy odchodzą dzieci – dosłownie i w przenośni.

A ja – gdzie się podzieję,

gdy nawet gwiazdy

nie są wieczne?

Proszę – stwórz mnie

na nowo

kotem,

brzozą,

wierszem.

[Być, frag.]

Pisz mnie natchnieniem,

czytaj między wersami.

Nawet, gdy milczę,

jestem.

Pisz mnie

od pierwszej do ostatniej

linijki,

z tobą chcę smakować puentę.

[Wierszem, frag.]

Miłość u Więczaszek ściśle wiąże się z poezją. Miłość nigdy nie jest idealna. Wręcz przeciwnie, często jest trudna, czasem niesprawiedliwa, czasem nieodwzajemniona. Pytanie, czy pomimo tego chcemy kochać, czy potrafimy dostrzec w trudach codziennego życia drugiego człowieka.

To nic,

że nie widać horyzontu.

Jesteśmy horyzontem

dla siebie.

[Horyzont, frag.]

Ważnym bohaterem u Więczaszek jest kot, który ma swoje zdanie, chodzi własnymi drogami, ale jednocześnie potrafi kochać, lubi się łasić i przytulać. Uczy człowieka jak skakać na cztery łapy. Z kotem można porozmawiać, nie kłóci się, ale umie pokazać, co myśli.

Pewnego razu

zapytała mnie kotka

– Co to znaczy być poetą?

[Sprzeczności, frag.]

Ktoś czyta

w iskierce ognia.

Kot się przytulił,

prosi o ciepłe miejsce,

cicho mrucząc tuż przy sercu.

[W oknie, frag.]

Tomik Romany Więczaszek został opatrzony delikatnymi rysunkami Barbary Malinowskiej, które znakomicie korespondują z jej wierszami. Są niejednoznaczne i zostawiają miejsce na swobodną interpretację.

Aneta Kielan-Pietrzyk

Romana Więczaszek Słowa jak liście

Wyd. Miniatura, Kraków, 2013

SOBOTA

Janusz Mika

SOBOTA

Zaskoczony patrzył, to na młodą ekspedientkę w nieskazitelnie białym kitlu, to na kilka starszych kobiet, stojących tuż za nim w kolejce do stoiska mięsno-wędliniarskiego. To, co wydarzyło się przed chwilą nie mogło mu się pomieścić w głowie. Nie mogło tak dalece, że zaniemówił. Stał z otwartymi ustami i wodził wzrokiem między ekspedientką a ustawionymi w ogonku klientkami.

– Głuchy jesteś?! – pani Mariolka trzymając się pod boki, patrzyła mu w oczy z nieskrywaną nienawiścią. – Wypad! Ale już! Nic ci nie sprzedam!

Szmer akceptacji wśród kolejkowiczek z wolna przerodził się w nieśmiałe z początku, wyraźniejsze i wreszcie głośne oklaski. Stojąca na końcu staruszka przeraźliwie gwizdnęła na palcach.

Z zaplecza wyszedł dobrze zbudowany, ogolony na łyso osiłek z pałką bejsbolową w ręku. Uderzając nią rytmicznie o odziane w czerwony dres muskularne udo, wolno zbliżał się do lady dzielącej stoisko od części sklepowej.

Roman spanikował. Wykonał szybki zwrot w tył i wybiegł ze sklepu na zalaną sierpniowym słońcem ulicę. Nie rozumiał co się dzieje. Przecież kupował tu kiełbasę i szynkę od kilku lat. Nigdy nie spotkała go w tym sklepie najdrobniejsza przykrość. Zaprzyjaźnione ekspedientki wybierały dla niego co lepsze kawałki schabu, doradzały ze znawstwem, którą wędlinę warto dziś kupić, a kiedy raz zostawił na ladzie portfel z pieniędzmi, młody ochroniarz dogonił go na ulicy i wręczył z uśmiechem zgubę.

Chodnikiem od strony skrzyżowania zbliżał się Marcel, stary kumpel, jeszcze ze szkoły. Roman przywołał go gestem dłoni.

– Słuchaj, nie uwierzysz, co mi się przed chwilą zdarzyło! – wymachując z ekspresją rękoma, opowiedział koledze całą historię.

– I co ty na to? – zakończył pytaniem.

Marcel, wyższy o głowę od Romana, zmrużył jasnoniebieskie, nieco wyłupiaste oczy. Uśmiechnął się pod nosem.

– Cóż, widocznie poznali się na tobie. Dla mnie zawsze byłeś zwykłym gnojem, Roman. Nie mówiłem ci tego, bo było mi cię żal, ale uważałem cię i nadal uważam za wyjątkowego kutasa. Widocznie inni też poznali się na tobie… – odwrócił się, przeszedł na drugą stronę ulicy, po czym z wyraźną satysfakcją wyciągnął w stronę Romana środkowy palec prawej dłoni.

– Jeszcze tu jesteś, palancie obrzygany? Spieprzaj w podskokach, bo wyjdę do ciebie! – ochroniarz wychylił się ze sklepowego okna. Dwie wychodzące z pełnymi zakupów torbami emerytki popatrzyły na Romana z dezaprobatą. Wyższa szepnęła coś do ucha tej drugiej i obie zaniosły się chrapliwym, starczym śmiechem.

Roman oddalił się szybko, skręcił za róg i zatrzymał się ciężko dysząc. Co jest?! To jakiś żart? Spisek? A może chodzi o zakład? – myśli krążyły mu w głowie jak wolne elektrony.

Zza firanki ukazała się siwa głowa pani Basi. Usłyszał odgłos otwieranego okna. Otyła rencistka podeszła do parapetu i krzyknęła w stronę Romana:

– Czego tu sterczysz, dupku? Kombinujesz jak mnie okraść! Dzwonię na policję! – kołysząc się niezdarnie na boki udała się w głąb mieszkania, a Roman znienacka wylądował na chodniku. To sąsiad, pan Kazimierz, wjechał w niego swym nowym oplem. Siedząc za kierownicą zaśmiewał się teraz do rozpuku.

Roman wstał rozcierając pośladki. Pan Kazio spuścił szybę w aucie:

– Jeszcze się gapi, menda! Nie umiesz chodzić, francowaty dziadu?!

Roman puścił się biegiem w stronę domu. Dopadł klatki schodowej i gorączkowo szukał klucza. Drżącymi dłońmi włożył go w zamek, otworzył drzwi i z ulgą oparł się o ścianę.

Z mieszkania na parterze – pogwizdując pod nosem wesoły motyw – wyszedł pan Wojtek. Niebieska koszulka polo, krótkie, także błękitne spodenki, na nogach trampki i przewieszony przez ramię futerał z tenisową rakietą.

– Moje uszanowanie, panie Romeczku! Piękny dzień mamy dzisiaj! Warto ruszyć się gdzieś za miasto. Umówiłem się z kolegą na partyjkę tenisa, a potem jedziemy na grilla – wyrecytował jednym tchem i uśmiechnął się szeroko.

Roman stał nieruchomo. Zacisnął pięści, podniósł brew i patrząc panu Wojtkowi prosto w oczy, wycedził przez zęby:

– Gówno mnie obchodzi twój tenis. Tenis-penis! Spieprzaj, gnoju, bo jak ci przefasonuję w tę głupią gębę, to cię nawet rodzona matka nie pozna!

Wrzesień 2013

 

Janusz Mika – krakowianin urodzony w Tarnowie. Publikował m.in. w Dzienniku Polskim, Czasie Krakowskim, Kurierze Tatrzańskim; także w: Tygodniku Powszechnym, Przekroju, wrocławskim kwartalniku Rita Baum i berlińskim Zeit-Sprung. Przeprowadził setki wywiadów, m.in. z historykiem prof. Normanem Daviesem, o. Raniero Cantalamessą – kaznodzieją papieża Benedykta XVI, czy legendą polskiego kina – Barbarą Krafftówną.

Od wielu lat redaktor krowoderskich Wiadomości Lokalnych. W 2002 wydał w formie książki cykl rozmów pod wspólnym tytułem „Obszary pokolenia”. W 2011 jego opowiadanie „Heringsroman” zwyciężyło w konkursie warszawskiego miesięcznika literackiego Bluszcz. W tym samym roku napisał scenariusz do przedstawienia „Grudniowa noc. Trzy dekady wstecz”. W 2013 ukazała się Jego kryminalna powieść „Limeryki zbrodni” ( Wydawnictwo editio). W latach 1983-84 występował w punkowym zespole Wee Wees; w okresie 1985-2002 lider rock`n`rollowej formacji Genezyp Kapen.

Z Kacprem Ryksem jako przewodnikiem…

Z Kacprem Ryksem jako przewodnikiem…

Wywiad z Mariuszem Wollnym krakowskim pisarzem.

Głównym bohaterem Twojego czterotomowego cyklu o renesansowym Krakowie jest Kacper Ryx, żak oraz investigator.

Dodałbym: medyk (po studiach w Akademii Krakowskiej). Owszem, Kacper, jeszcze podczas studiów, uzyskał od króla Zygmunta Augusta serwitoriat (jednostkowy przywilej) na uprawianie nieznanej wówczas profesji prywatnego detektywa, czyli królewskiego inwestygatora (przy okazji udało mi się przeszczepić na polski grunt to łacińskie określenie, zarówno badacza, jak i śledczego, od dawna już obecne np. w angielszczyźnie).

Ale światem, a w zasadzie drugim pełnoprawnym bohaterem jest ówczesny Kraków. Czy rzeczywiście historia naszego grodu ma dużo do zaoferowania współczesnemu czytelnikowi?

To prawda, Kraków od początku, co założyłem z premedytacją, miał być i został drugim pełnoprawnym bohaterem tego cyklu, co zresztą nie wzbudziło entuzjazmu ani ówczesnego wydawcy ani niektórych literaturoznawców. Na szczęście wielu czytelnikom moja konwencja przypadła do gustu i obraz dawnego Krakowa wyłaniający się z powieści uznali za jej dodatkowy atut, a nie wadę. Natomiast Kraków naprawdę był widownią rzeczy niezwykłych, zasługujących na opisanie w atrakcyjnej i „lekkostrawnej” formie.

Powieści historyczne, osadzone w przestrzeni nie tylko historycznej, ale i urbanistycznej wymagają niewątpliwie żmudnej pracy badawczej. Jak to wyglądało u Ciebie?

To normalna naukowa robota – przyspieszone, nieformalne studia podyplomowe, które przez ponad pół roku były ciężką harówką. Przeczytałem mnóstwo książek, odwiedziłem kilka bibliotek, zgromadziłem stertę notatek i wielkie plansze bristolu, na jakich rysowałem dawny Kraków i w odpowiednich miejscach umieszczałem poszczególne opisy oraz zdarzenia z nimi związane.

Jaka jest recepta, aby pisać ciekawie i porywająco o naszej historii?

Prosta: nie wystarczy czytać tylko i wyłącznie opracowań, trzeba dotrzeć do źródeł, czyli kronik, pamiętników i dokumentów z danej epoki. Tam są nieprzebrane pokłady faktów i fakcików, które nie interesują większości historyków-naukowców, ale dla powieściopisarza, piszącego o historii są prawdziwą kopalnią złota. Zresztą, z bardzo dobrym skutkiem wykorzystuję te wzgardzone przez innych fakty w swoich książkach popularnonaukowych, wywołując zdumienie, że historia Polski jest arcyciekawa, a nie przeraźliwie nudna jak powszechnie się uważa. Czytelnikom trudno uwierzyć, że sensacyjna treść moich powieści historycznych w 90% opiera się na faktach.

Czy pisząc o renesansowym Krakowie widzisz jakieś analogie do dzisiejszych czasów, miejsc i zdarzeń?

Czasem tak, bo i niektóre miejsca niewiele się zmieniły i natura ludzka pozostała taka sama.

Z końcem ubiegłego miesiąca, nakładem krakowskiego Wydawnictwa Alter, ukazała się pozycja „Z Kacprem Ryksem po renesansowym Krakowie – przewodnik”. Czy czytelnik znajdzie tu nowe przygody swojego ulubionego bohatera?

Nie, bo to nie powieść. Ale za to fani książek o Ryksie, którzy od dawna pragnęli wiedzieć, czy to, co tam napisałem odnośnie miejsc, wydarzeń i bohaterów odpowiada prawdzie, nareszcie zdobędą 100-procentową pewność.

Przewodnik jest specyficzny; w zasadzie nie jest to klasyczny przewodnik, który ma nam przybliżyć „urbis” i jego konkretną architekturę?

Przewodnik jest bardzo specyficzny. Śmiem nawet twierdzić, że nie ma w Polsce odpowiednika, bo chyba po raz pierwszy zwiedzamy miasto śladami fikcyjnego powieściowego bohatera. Od architektury i historii sztuki są wszystkie inne przewodniki pisane przez architektów i historyków sztuki. Mój przewodnik jest dla wszystkich tych (pragnę mocno podkreślić – bynajmniej nie wyłącznie fanów Ryksa!), którzy lubią sensację, ciekawostki i miejsca niezwykłe, niekoniecznie z powodu swych zabytkowych walorów.

Czy wędrując z Kacprem Ryksem odkryjemy nowe zbrodnie, zdarzenia nieznane nam z cyklu powieściowego?

Owszem i to sporo. Ostatecznie nie wszystko, co w Krakowie najciekawsze, wydarzyło się w przedziale czasowym objętym tetralogią o Ryksie, czyli niespełna dwudziestoleciu 1569 – 1588.

Z czytelnikami jest tak, że jak polubią bohatera, to się z nim utożsamiają i chcą jak najdłużej przeżywać jego przygody. Wprawdzie w ostatnim tomie cyklu powieściowego Kacper Ryx ginie, ale przykład przewodnika daje nam możliwość dalszego z nim obcowania. Czy jest szansa, że jeszcze w jakieś formie będziemy mieć do czynienia z Kacprem?

Już poniekąd obcujemy z Ryksem seniorem za sprawą Ryksa juniora, bohatera „Krwawej jutrzni” (i mających się już wkrótce ukazać „Straceńców”), który bierze udział w dymitriadach i wojnie polsko-rosyjskiej z początku XVII w. A niedługo zapewne ukaże się także zbiór opowiadań o Ryksie seniorze, co definitywnie zamknie serial o tym bohaterze.

Rozmawiał: Marek Górka

Zmiażdżyć miażdżycę

Zmiażdżyć miażdżycę

 

Choroby układu krążenia stanowią czołówkę schorzeń, z którymi przychodzi zmagać się współczesnym społeczeństwom, a w Polsce stanowią niestety przyczynę ponad połowy wszystkich zgonów.

Są one w znacznej mierze powikłaniami miażdżycy, czyli zmian zwyrodnieniowych występujących w obrębie dużych i średnich tętnic (np. aorty, tętnic wieńcowych czy mózgowych).

Miażdżyca rozwija się powoli – zwężenia naczyń krwionośnych to proces, który właściwie rozpoczyna się już w dzieciństwie. Może to wydawać się zaskakujące, ale wyniki badań naukowych wskazują, że proces miażdżycowy jest najbardziej intensywny pomiędzy 14. a 35. rokiem życia, dlatego w tym okresie można najskuteczniej zapobiegać powstawaniu zmian w ścianach naczyń i tzw. blaszki miażdżycowej.

Żeby zrozumieć proces miażdżycowy zapraszam na krótką podróż po naczyniach krwionośnych.

Ściana naczynia krwionośnego zbudowana jest z trzech warstw. Zewnętrzną warstwę tworzy tkanka bogata we włókna sprężyste i kolagenowe. Następnie mamy warstwę środkową zbudowaną z tkanki łącznej i komórek mięśni gładkich, które umożliwiają kurczenie i rozszerzanie się naczyń krwionośnych oraz pomagają utrzymać właściwe ciśnienie krwi. Trzecia, wewnętrzna warstwa naczynia, to tzw. śródbłonek. Wyściela on światło naczynia i ma bezpośredni kontakt z przepływającą krwią. To oczywiście warstwa najbardziej „zapracowana” i narażona na uszkodzenia, gdyż stanowi linię obrony przed różnymi szkodliwymi czynnikami. Uszkodzenie warstwy powoduje łatwe przepuszczanie różnych składników krwi. Do wnętrza ścian zaczyna wnikać bez przeszkód utleniony cholesterol, związki tłuszczowe, sole wapnia i tam wszystko zaczyna się kumulować. W ten sposób dochodzi do powstania nacieków tłuszczowych. W odpowiedzi nasz organizm broni się i wysyła w takie miejsca monocyty (typ białych krwinek), które po wniknięciu do wnętrza ścian naczyń pochłaniają złogi „złego” cholesterolu. Niby wszystko działa idealnie, ale….Po takiej „konsumpcji” monocyty powiększają się do ogromnych rozmiarów, przeradzając się w tzw. komórki piankowate i makrofagi (komórki tkanki łącznej). Wokół makrofagów rozrastają się komórki mięśni gładkich tworząc specjalną otoczkę – powstaje tzw. blaszka włóknista. Komórki piankowate są coraz bardziej zgniatane przez otaczającą je warstwę mięśni i zaczynają obumierać, a wszystkie szkodliwe substancje, które pochłonęły wypływają z nich na zewnątrz – dochodzi do uszkodzenia i przerwania śródbłonka. Zaczynają się w tym miejscu gromadzić płytki i skrzepy krwi. Organizm znów posyła na ratunek monocyty i sytuacja się powtarza. Nieustannie ranione i zabliźniane ściany naczyń z czasem grubieją i tracą sprężystość. Pojawiające się uszkodzenia sprawiają, że odpowiedzialne za krzepnięcie płytki krwi zaczynają przylegać do tych miejsc i zlepiać się, tworząc zakrzepy powodujące zwężenie światła naczynia krwionośnego, co ogranicza przepływ krwi.

W przypadku występowania zmian miażdżycowych krew niosąca tlen i substancje odżywcze ma ograniczony dostęp do tkanek i narządów. Szczególnie wrażliwy jest pod tym względem mózg, serce i nerki, którym najbardziej grozi niedotlenienie. Pierwszym widocznym objawem niedotlenienia jest ból niedokrwienny. Jeśli nastąpi nagłe zamknięcie światła tętnicy (przez skrzep) skutki są o wiele poważniejsze: zawał serca, udar mózgu czy zgorzel części kończyny dolnej. W skrajnych przypadkach może się to niestety skończyć zgonem pacjenta, trwałym kalectwem czy znacznym ubytkiem zdrowia.

Poza niesławnym cholesterolem, do innych czynników ryzyka miażdżycy należą: palenie papierosów, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca typu II, zaburzenia tolerancji glukozy, zaawansowany wiek, menopauza u kobiet, otyłość, mała aktywność fizyczna, zaburzenia w układzie krzepnięcia oraz predyspozycje rodzinne do występowania schorzenia.

Niestety często koncentrujemy się na leczeniu tylko niektórych czynników ryzyka rozwoju miażdżycy, a leczone są głównie osoby, u których wystąpiły już objawy kliniczne zmian naczyniowych. To tzw. prewencja wtórna – wykonywane są wówczas zabiegi angioplastyki (przezskórne poszerzanie naczyń krwionośnych) i pomostowania naczyń wieńcowych (tworzenie sztucznych połączeń między tętnicami). Tymczasem pierwszoplanowym działaniem powinny być próby zmiany stylu życia, rzucenie palenia, zapobieganie otyłości, ograniczenie spożycia soli i udziału nasyconych kwasów tłuszczowych w diecie oraz optymalna aktywność fizyczna. Takie działania należy rozpocząć już od 12-14 roku życia! Wtedy efekty będą najlepsze. Nie oznacza to jednak, że w starszym wieku możemy już spocząć na laurach – dobre nawyki warto wprowadzać na każdym etapie życia i zawsze przyniosą dobre skutki. Nadchodząca wiosna niech nas zmotywuje do realizacji prozdrowotnych postanowień. Powodzenia!

 

Izabela Niziałek

Podróże, podróże…

Podróże, podróże…

Zazwyczaj piszemy tu o podróżach z plecakiem w ręku, do różnych zakątków świataTym razem proponujemy podróż w czasie, do nieodległego miejsca, w którym ks. Infułat Jerzy Bryła pierwszy raz zetknął się z trochę starszym od siebie kolegą – Karolem Wojtyłą, późniejszym Ojcem – Świętym Janem Pawłem II, którego beatyfikacji doczekamy się 27 kwietnia 2014 r. Tym miejscem, ważnym nie tylko dla dziejów Krakowa i Polski, ale i całego świata, jest dziedziniec Pałacu Arcybiskupiego w Krakowie. Z tego dziedzińca wyjechał, jesienią 1978 r., kardynał Karol Wojtyła, by zmieniać Kościół i świat. Fragment wspomnień pochodzi z książki „Wczoraj i dziś. Z ks. infułatem Jerzym Bryłą rozmawia Janusz M. Paluch” (Wydawnictwo PETRUS, Kraków 2013). Ks. infułatowi autor zadał pytanie, kiedy po raz pierwszy spotkał Karola Wojtyłę?

To był 1945 r. Miałem 17 lat. Poszedłem do mojego starszego kolegi, Zygmunta Siudmaka z Wawrzeńczyc, kleryka w seminarium duchownym, które mieściło się wówczas w Pałacu Biskupim. Książę Kardynał Adam Sapieha przyjął kleryków do swoich salonów, gdyż główny gmach Seminarium przy ul. Podzamcze 8 zajęty był przez SS. Później, po wojnie, zajęli go Rosjanie, palili ogniska w pokojach, wypalali podłogi. Potem był remont i klerycy jeszcze przez kilka miesięcy po wojnie mieszkali w Pałacu Biskupim. Kiedy wszedłem na dziedziniec, przy bramie spotkałem kolegę, ciekawie rozglądałem się wokół. W lewym kącie dziedzińca stał bardzo skupiony, rozmodlony, kleryk. Kolega zauważył, że mu się przyglądam i powiedział: To jest Karol Wojtyła, najzdolniejszy z nas wszystkich i najbardziej pobożny. Odprawia rekolekcje przed subdiakonatem. I opowiedział mi o jego dobroci i poświęceniu. Był to czas, kiedy ze Lwowa, z Kresów przyjeżdżali nasi rodacy ogołoceni ze wszystkiego przez Rosjan. Wszyscy, kto tylko mógł, pomagali im. Karol Wojtyła miał wtedy tylko dwie koszule. Jedną z nich oddał potrzebującemu ekspatriantowi, a drugą, po praniu, nieraz nie do końca wyschniętą, wkładał na siebie. Znacznie później, w latach pięćdziesiątych, już jako wikariusz w parafii św. Floriana, usłyszałem opowieść od starszych pań. Pani Dylewiczowa, z sekcji charytatywnej opowiadała mi, że chodził w bardzo zniszczonym płaszczu. Pamiętam ten płaszcz, właściwie nie miał koloru, kiedyś był zielony, ale wypłowiał i stał się brązowy… Czapkę też miał wypłowiałą, zrobioną z włóczki. I tak chodził w tym. Starsze panie myślały: nasza parafia taka słynna, święty Florian, przychodzą tu ważne osoby, kardynałowie, biskupi krakowscy, to powinien też nasz wikary jakoś porządnie wyglądać. I kupiły księdzu Wojtyle piękny płaszcz i kapelusz. Jakież było później ich zdziwienie, kiedy zobaczyły ten swój cenny prezent na chudym grzbiecie bladego studenta. Mieszkał, nie mając właściwie nic. Kiedy wszedł do mojego pokoju, jak byłem już wikariuszem u św. Floriana, rozglądnął się i stwierdził: O, to wy mieszkacie bogato, ja tu nic nie miałem. Nie widział, nie doceniał dóbr materialnych, dla niego ten problem nie istniał.

Kiedy jechał na studia do Rzymu miał w drewnianej walizce przewiązanej sznurkiem tylko jedną koszulę, a do jedzenia kromkę chleba ze smalcem na całą długą podróż.

Janusz M. Paluch

PROGRAM – KWIECIEŃ 2014

 

PROGRAM – KWIECIEŃ 2014

 

Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie, ul. Mikołajska 2

 

 

 

 

1 IV, godz. 19.00

 

Zapraszamy na spotkanie autorskie Mariusza Wollnego „Z Kacprem Ryksem po renesansowym Krakowie. Przewodnik” (Wydawnictwo Alter, Kraków 2014).

 

Przewodnik jest bardzo specyficzny. Zwiedzamy Kraków śladami fikcyjnego powieściowego bohatera Kacpra Ryksa. Przewodnik zadowoli tych z Państwa, którzy lubią sensację, ciekawostki i miejsca niezwykłe, niekoniecznie z powodu swych zabytkowych walorów.

 

Mariusz Wollny; autor książek popularno-naukowych dla dzieci oraz dorosłych, powieści i zwariowanych historii oraz 4-tomowego cyklu o przygodach XVI-wiecznego inwestygatora królewskiego (detektywa) Kacpra Ryksa.

 

 

2 IV, godz. 18.00

 

Grupa Każdy otwarte warsztaty literackie prowadzenie: Aneta Kielan-Pietrzyk.

 

 

2 IV, godz. 18.00

 

Wernisaż wystawy autorstwa Anny Osuch pt.: Jesień za oceanem.

 

Mini Galeria

 

 

3 IV, godz. 17.00

 

Z cyklu Poprzez Kresy: Wilno część I. Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.

 

Po obejrzeniu Trok, XIV-wiecznej stolicy Księstwa Litewskiego, czas udać się do najważniejszego miasta Litwy – Wilna, które będzie tematem trzech przedwakacyjnych spotkań w cyklu Poprzez Kresy. Podczas pierwszej kwietniowej prelekcji zostanie zilustrowany spacer po Wilnie podczas wycieczki w 2013 r. W pierwszej kolejności pokazane zostaną zdjęcia panoramiczne Śródmieścia miasta wykonane ze stoku niedaleko bastei artyleryjskiej przy ul. Subocz. Najbardziej efektowne ujęcia obejmują: Górny Zamek, kościoły: św. Anny, Bernardynów i Bernardynek oraz cerkiew przeczystej Bogarodzicy oraz wieże: Uniwersytetu Stefana Batorego, kościoła św. Jana i katedry. Widoczne są tez wieże i kopuły kościołów: św. Kazimierza, Augustianów, Dominikanów, św. Katarzyny oraz Góra Trzech Krzyży. Spacer przez Miasto dał możliwość zobaczenia z bliska niektórych zabytków śródmieścia, a także sfotografowania wnętrz kościołów: Dominikanów, Franciszkanów, św. Trójcy i katedry.

 

 

3 IV, godz. 19.00

 

Krakowski Klub Podróżników zaprasza:

 

Grzegorz Petryszak: „Uzbekistan – na jedwabnym szlaku”. 

 

Grzegorz Petryszak, szef klubu podróżników „Gotramping” zabierze nas w podróż do Azji Centralnej. Pokaże starożytne miasta rzadko odwiedzane przez dzisiejszych turystów i nadal kryjące w sobie wiele tajemnic.

 

Zajrzymy od Samarkandy, przespacerujemy się po Bucharze, której starówka wpisana jest na listę zabytków UNESCO. Zobaczymy nie tylko słynne mauzoleum Samanidów, którzy trzęśli Środkową Azją, ale też liczne meczety. Pojedziemy również do starożytnej Chiwy, należącej do najstarszych miast Azji Środkowej. Kolejny postój to porażające miasto Mojak, które nie tak dawno było miastem portowym nad brzegiem Jeziora Aralskiego. Na terenie miasta-widma walają się wraki statków, a pośród na wpół opuszczonych zabudowań wieje wiatr, który jeszcze nie tak dawno wiał w żagle wielu statków cumujących w tym porcie. Obecnie niesie już ze sobą tylko kurz i sól z dawnego dna jeziora Aralskiego.

 

 

7 IV, godz. 18.00

 

Wręczenie nagrody „Krakowska Książka Miesiąca”.

 

Ewa Elżbieta Nowakowska: Trzy ołówki, Wydawnictwo Austeria. Wiersze w interpretacji Autorki i Jakuba Kosiniaka. Prowadzenie: Elżbieta Zechenter- Spławińska.

 

Ewa Elżbieta Nowakowska, poetka, tłumaczka, eseistka. Nominowana do Nagrody Głównej im. J. Bierezina (1997), laureatka Konkursu im. K.K. Baczyńskiego (1998), uhonorowana przez Wisławę Szymborską drugą nagrodą w konkursie „Rynna poetycka” (2004), Wydała tomy wierszy Dopiero pod pewnym kątem (1999), Nieboskłony (2003), Oko (2010) oraz zbiór opowiadań Apero na moście (FORMA 2010). Jej dorobek translatorski obejmuje trzynaście książek o różnorodnej stylistyce i tematyce – od historii sztuki do fantasy oraz liczne przekłady poezji publikowane w polskich, jak również amerykańskich czasopismach i antologiach. Wspólnie z Robin Davidson dokonała tłumaczenia i wyboru wierszy Ewy Lipskiej, który ukazał się w USA pod tytułem The New Century (2009).

 

 

 

8 IV, godz. 18.00

 

Instytut Pamięci Narodowej o/Kraków oraz Śródmiejski Ośrodek Kultury zapraszają do

 

Filmowego Klubu Historycznego na projekcję filmu dokumentalnego pt.: „Zbrodnia bez kary” (2010, 52 min.), reżyseria: A.T. Pietraszek.

 

 

8 IV, godz. 19.00

 

Piwnica pod Baranami, Rynek Główny 27 w Krakowie

 

Koncert Joanny Rawik „Muzyka Życia – Edith Piaf i nie tylko …”

 

Przy fortepianie: Paweł Bieńkowski, prowadzenie: Wacław Krupiński.

 

Bilety w cenie 40 zł do nabycia w ŚOK, ul. Mikołajska 2 w godzinach pracy kasy: poniedziałek – piątek godz. 8.00 – 15.30

 

 

10 IV, godz. 19.00

 

Krakowski Klub Podróżników zaprasza: Zofia Zalewska: „Sycylia”.

 

Sycylia, wyspa na Morzu Śródziemnym leżąca między Europą i Afryką, ma bogatą i niezwykłą historię. Najeźdźcy przychodzili i odchodzili, zostawiając po sobie ogromne bogactwo cywilizacyjnego dziedzictwa. Z niego wywodzi się osobliwy charakter wszystkich przejawów lokalnej kultury: języka, sztuki, obyczajów, kuchni, a także niezwykłej architektury. Sycylia to ciekawa wyspa, na której na każdym kroku wyczuwa się powiew przeszłości. Jest ziemią mitów i legend ze wspaniałymi zabytkami z czasów antycznych, mozaiką kultur i narodów, które uczyniły wyspę oryginalna i fascynującą. Sycylia pełna jest kontrastów: śródziemnomorska roślinność, kwitnące gaje pomarańczowe, cytrynowe i oliwne na wybrzeżu, oraz pustynny, dziki krajobraz wewnątrz wyspy. Można tu spotkać malownicze urwiska wchodzące pionowo w morze, a także złote plaże z przytulnymi zatoczkami .

 

Na tej wyspie odpoczywali wielcy Rzymianie Cyceron i Hadrian.

 

 

14 IV, godz. 18.00

 

Wieczór poetycki z cyklu „Prezentacja Grupy Każdy – ZZA PORANNYCH MGIEŁ”.

 

Wystąpią: Marzena Dąbrowa-Szatko, Krzysztof Łojek, Marek Porąbka, Elżbieta Rafa

 

Spotkanie poprowadzi: Aneta Kielan-Pietrzyk.

 

Tytuł spotkania nawiązuje do tomiku Anny Kajtochowej, poetki, która przez wiele lat prowadziła spotkania Grupy Każdy. Wieczór ten inauguruje cykl „Prezentacje Grupy Każdy”, w ramach którego będzie można poznać różne oblicza współczesnej poezji. Serdecznie zapraszamy.

 

 

23 IV, godz. 18.00

 

Koncert uczniów Szkoły Wokalno-Aktorskiej. Prowadzenie: Bogdan Kalarus, przy fortepianie: Anna Wrona, Paweł Harańczyk Wstęp wolny.

 

 

23 IV, godz. 18.00
Wykład z literatury współczesnej dr Marek Karwala „Odys” i „Eneasz”. Wybrane strategie literatury emigracyjnej.

 

Losy pisarzy, którzy w wyniku działań II wojny światowej znaleźli się poza granicami kraju do dziś nie zostały w pełni rozpoznane i zbadane. Jedni wybrali życie na emigracji (strategia „Eneasza”), inni zaś powrócili – od razu lub po wielu latach – do ojczyzny („strategia Odysa”). Powracający mieli do wyboru albo uczestniczenie w socrealistycznej farsie, albo milczenie… Ale i tamci, którzy pozostali, nie mieli łatwo, bo przecież przyszło im tworzyć w mowie polskiej, dla tubylców obcej. Czy zatem pisali jedynie „dla potomnych”?

 

Wstęp wolny!

 

24 IV, godz. 19.00
Spektakl Teatru M.I.S.T. „Przygody dzielnego wojaka Szwejka”.

 

Któż nie zna Szwejka? Ale jeśli komuś uleciały z pamięci prześmieszne przygody tego dzielnego żołnierza, koniecznie musi wybrać się na spektakl w wykonaniu aktorów Teatru MIST- historię o pogodzie ducha, wojnie, wesołym życiu wojaków, panienkach, piciu piwa i realiach upadającej monarchii austrowęgierskiej, a wszystko to w kantorowskim klimacie adaptacji Stanisława Michno.
Teatr M.I.S.T. zaprasza na wznowienie spektaklu „Przygody dobrego wojaka Szwejka” Jaroslava Haška, w reżyserii Stanisława Michno, w rolach głównych: Szwejk:
Wojciech Michno, Oficer: Stanisław Michno, Pani Millerowa: Zinajda Zagner, Dziewczyna: Paulina Słaby.
Teatr M.I.S.T. – zaliczany do krakowskich scen alternatywnych istnieje od roku 1994. Jego założycielem jest Stanisław Michno – aktor i reżyser, współpracujący z krakowskimi teatrami od 1964 roku.

 

Bilety: 15 (ulgowy) i 20 zł (normalny)

 

 

24 IV, godz. 19.00

 

Wernisaż wystawy autorstwa Anny Sokolińskiej pt.: Mandale.

 

Galeria Lamelli

 

 

25 IV, godz. 19.00

 

Koncert pt.: „KONIE NAROWISTE”

 

Piosenki z repertuaru Jacka Kaczmarskiego, Włodzimierza Wysockiego, Karela Kryla.
Wystąpią: Elżbieta Czyż (śpiew), Kuba Mędrzycki (akompaniament)

 

Bilety: 20 zł (normalny), 15 zł (ulgowy).

 

 

27 IV, godz. 18.00

 

Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski zaprasza na Koncert plenerowy na Małym Rynku „Krakowscy Artyści swojemu Świętemu”.

 

Miasto Kraków oraz Śródmiejski Ośrodek Kultury z okazji kanonizacji papieża Jana Pawła II organizują koncert „Krakowscy Artyści dla swojego Świętego”. W koncercie udział wezmą:Marek Bałata, Marta Bizoń, Przemysław Branny, Lidia Jazgar, Kroke & Sławek Berny, Olgierd Łukasiewicz, Tadeusz Malak, Beata MalczewskaStarowieyska, Renata Przemyk, Anna Radwan, Beata Rybotycka, Joanna Słowińska, Magda Steczkowska, Anna Szałapak, Anna Treter, Zbigniew Wodecki, Andrzej i Jacek Zielińscy, Gabriela i BogumiłZielińscy, Orkiestra Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa Sinfonietta Cracovia pod batutą Tomasza Chmiela, sekcja rytmiczna: Adam Kowalewski i Piotr Wyleżoł, Chór Krakowskiej Młodej Filharmonii.

 

Organizator: Wydział Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Krakowa

 

Wybór tekstów: Stanisław Dziedzic.

 

Wstęp do sektora za zaproszeniami (miejsca siedzące) do odbioru w: Info Kraków ul. św. Jana 2 od 8 kwietnia br. Ilość miejsc ograniczona.

 

29 IV, godz. 18.00

 

Zapraszamy na wykład multimedialny autorstwa dr Radosława Palonki pt.: „Szamani, wojownicy i skalne miasta: Najnowsze odkrycia polskich archeologów w Kolorado, USA”.

 

W 2013 r. odbył się kolejny sezon badawczy ekspedycji archeologicznej z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego do Kolorado w Stanach Zjednoczonych. Projekt Archeologiczny Sand Canyon-Castle Rock prowadzony jest od 2011 r. przez dr. Radosława Palonkę z Instytutu Archeologii UJ w regionie Mesa Verde, w Kolorado. Teren badań projektu znajduje się w parku narodowym Canyons of the Ancients National Monument. Badania projektu skupiają się przede wszystkim na analizie osadnictwa i rekonstrukcji zmian społeczno-kulturowych jakie zachodziły w XIII w. n.e. w kulturze Pueblo zamieszkującej kaniony Sand Canyon i Rock Creek Canyon. Okres XIII w. to z jednej strony czas rozkwitu kultury Indian Pueblo na tym obszarze, a z drugiej pod koniec tego okresu nastąpiła gwałtowna migracja całej ludności na południe, poprzedzona przez zmiany klimatyczne oraz konflikty i walki. Do tej pory krakowskim badaczom udało się poddać dokumentacji i szczegółowym badaniom nieinwazyjnym, geofizycznym ponad dwadzieścia stanowisk z tego terenu. Zadokumentowano także pozostałości architektury, w tym domostwa oraz kamienne mury i wieże, służące obronie i obserwacji. Ostatni sezon przyniósł także odkrycie licznych przykładów sztuki naskalnej (malowideł i rytów naskalnych) datowanych wstępnie od III/IV w. do ok. XVIII w. n.e. Petroglify i malowidła przedstawiają głównie wojowników, prawdopodobnie także szamanów, polowania na jelenie i bizony, symbole rodowe (m.in. łapa niedźwiedzia) oraz abstrakcyjne motywy geometryczne.

 

Dr Radosław Palonka; adiunkt w Zakładzie Archeologii Nowego Świata. Zajmuje się archeologią, antropologią i historią kultur indiańskich Ameryki Północnej, ze szczególnym uwzględnieniem terenów Wschodniego Obszaru Leśnego oraz Południowego Zachodu. Uczestnik wielu projektów i badań archeologicznych w Polsce oraz Stanach Zjednoczonych.

 

 

 

30 IV, godz. 19.00

 

Koncert reggae.

 

Tuż przed majowym weekendem zapraszamy na koncert utrzymany w klimacie muzyki reggae. Usłyszymy mniej i bardziej znane utwory, rodem nie tylko z Jamajki, ale również z naszego rodzimego podwórka. Na scenie pojawią się młodzi artyści ze Studia Piosenki „Farafka”. Przygotowanie wokalne: Marcelina Gawron i Rafał Kępiński. Zapraszamy!
Bilety: 10 zł (ulgowy) i 15 zł (normalny)

 

Podróże dalekie i bliskie

Barcelona – w poszukiwaniu wiosny.

Piękną mamy wiosnę tej zimy! Niestety w ubiegłym roku przyszło nam spłacić z nawiązką obecne „upały”, więc zmęczeni długotrwałą polską zimą, nie mogąc doczekać się już pierwszych promieni słońca oraz dodatniej temperatury, ruszyliśmy do stolicy Katalonii – miejsca, gdzie słońca i ciepła nigdy nie brakuje. Droga do Barcelony wiodła przez Gironę, urocze średniowieczne miasteczko, które dzięki tanim połączeniom lotniczym stało się częstym punktem przesiadkowym dla odwiedzających popularniejszą sąsiadkę.

Stolica Katalonii zaskoczyła nas z jednej strony swoim rozmachem oraz kosmopolityzmem – po szerokich bulwarach miejskich we wszystkich kierunkach przelewał się wielobarwny tłum ludzi z różnych części świata, a z drugiej szczególnie mocnym akcentowaniem swojej inności i odrębności od Hiszpanii, co potęgowały wiszące praktycznie na każdym budynku żółto-czerwone flagi Katalonii. Wszak coraz mocniejsze i liczniejsze są głosy opowiadające się za niezawisłością regionu i oddzieleniem od Hiszpanii.

Dzisiejsza Barcelona to metropolia na skalę światową, zamieszkana przez wieloetniczną społeczność. Dokładnie odzwierciedlała to dzielnica, w której zamieszkaliśmy – Rambla del Raval, położona blisko centrum, po sąsiedzku ze słynną promenadą La Rambla. Zamieszkana jest ona w dużej mierze przez przybyszów z Afryki północnej oraz Azji, a lokalne sklepiki i restauracje, gdzie najczęściej się stołowaliśmy, niejednokrotnie sprawiają wrażenie jakby dokładnie przeniesionych z ulic Marrakeszu czy Dehli.

Pieszą wędrówkę po Barcelonie rozpoczęliśmy od jej najsłynniejszej promenady – Rambli, jednak zniechęceni napierającymi tłumami turystów czym prędzej zboczyliśmy w jedną z wąskich uliczek, opisanych w przewodnikach jako szlak po najstarszej części miasta, tzw. Bari Ghotic. Trasa prowadzi wzdłuż zabytkowych kamienic i placów, nie omijając również znanej z powieści Zafona katedry Santa Maria Del Mar.

W sercu Katalonii jedną z największych atrakcji, wyniesioną nawet do symbolu miasta jest … najstarszy plac budowy Europy:) – czyli zaprojektowana przez Gaudiego słynna Sagrada Famillia, budowana już bagatela…130 lat. Pomimo tłumów oblegających „plac budowy” poszliśmy, bo to symbol, wizytówka miasta itp. Nie mieliśmy jakiś wielkich oczekiwań, widok to znany, więc wiedzieliśmy czego się spodziewać. Jednak po wejściu do środka opadły nam przysłowiowe szczęki, zresztą nie ten jeden raz. Drugi raz zbieraliśmy je z posadzki po wyjeździe na wieżę. Przed wejściem dziwiliśmy się zapisom w przewodniku, proponującym przeznaczenie 3 godzin na zwiedzanie Sagrady. Ostatecznie sami wyszliśmy po ponad dwóch – i to tylko dlatego, że już zamykali.

Po całodniowych trudach zwiedzania miasta najlepiej zregenerować się na plaży, więc ochoczo podążyliśmy nad morze.Po drodze wielokrotnie mijaliśmy ulicznych artystów, grających różnorodną muzykę. Barcelona bowiem i z tego słynie, że miasto praktycznie nigdy nie zasypia. Na każdym kroku ludzie tańczą i bawią się, nie tylko w knajpkach panuje luźna, zabawowa atmosfera. Ale to już historia na całkiem inną, znacznie dłuższą, opowieść…

Tekst & zdjęcia:

Katarzyna i Rafał Siudowscy

Wywiad z Krzysztofem M

Wywiad z Krzysztofem Maćkowskim Krakowskim pisarzem oraz scenarzystą.

Opisane w powieści „Bardzo wielkie pojednanie” środowisko kibicowskie jest Ci znane z autopsji czy raczej z obserwacji?

Chodzenie na mecze jest dla mnie tak samo naturalne i potrzebne do życia jak oddychanie i czytanie książek. No, może przesadziłem z tymi książkami. A tak na poważnie, to nie podpisuje się pod dewizą Karpia, bohatera „Bardzo wielkiego pojednania”, że piłka to nie tylko sprawa życia i śmierci, to znacznie coś więcej. Ale pod dewizą, że futbol to najważniejsza z rzeczy drugorzędnych, jak najbardziej.

Na meczach siadasz więc w sektorze dla ultrasów czy pikników?

W życiu każdego piłkarskiego kibica przychodzi czas, że na mecze zaczyna zabierać swoje dzieci. I naturalnym się staje, że przesiada się w mniej zaangażowaną w doping i meczową oprawę część stadionowych sektorów. Staje się więc piknikiem. Z tych – pół żartem, pół serio – najniższych hierarchią stadionowych pikników. Ląduje bowiem w sektorze rodzinnym. Tak jak ja od paru lat ze swoim synem. Ale że on coraz częściej podpytuje o sektory, w których prowadzony jest doping, to pewnie kiedyś wrócę – już z nim – do ultrasów. Bo przez lata wśród nich siedziałem, a właściwie stałem, bo tam się nie siedzi. Nie nazwałbym siebie ultrasem, bo żeby nim być, trzeba mocno angażować się w przygotowanie oprawy i dopingu. Jednak idea, nazwijmy to werbalnego kibicowskiego zaangażowania, jest mi bardzo bliska.

Karpio – narrator twojej powieści to zagorzały kibic, który przeprowadza pogłębioną analizę swojego życia, ale we właściwy sobie sposób. W „Bardzo wielkim pojednaniu” zrywasz czy trochę podtrzymujesz stereotyp bezrefleksyjnego kibola?

Kibolstwo ma pejoratywny wydźwięk, skądinąd w pełni zasłużony. Bójki, demolki, latające krzesełka to jednak tylko wycinek stadionowej rzeczywistości. Dotyczy ona niewielkiej części kibiców, choć przez ich pryzmat jest kojarzona. Mój bohater jest ultrasem, osobą, która przygotowuje oprawę meczową i prowadzi na stadionie doping. I choć dla klubu zrobiłby wiele, może nawet zbyt wiele, to jednak zdobywa się na refleksję nad swoim życiem. Świadczy to o tym, że kibolstwo nie wyprało mu do końca mózgu. I choć Karpio pojednanie przegrywa, to jednak wygrywa coś dużo bardziej cennego. Ale tutaj już byśmy za bardzo zdradzali fabułę.

W powieści to od Karpia będzie zależało powodzenie pojednania. Dlaczego, twoim zdaniem, wtedy, po śmierci Papieża Jana Pawła II, nie doszło do ugody kibiców w realnym życiu?

Pojednanie kibiców Wisły i Cracovii, a szerzej wszystkich polskich kibiców, po śmierci papieża, jak wiadomo, zakończyło się ogólnym mordobiciem. I pewnie inaczej zakończyć się nie mogło. Pewne rzeczy nie mają prawa się zdarzyć, zbyt wielkie animozje za nimi stoją, jest to zbyt sprzeczne z ideą rywalizacji na trybunach, także poza nimi. Atawizm, potrzeba identyfikacji, prostego podziału: my–oni. Święte kibicowskie wojny są jak dawanie sobie razów przez chłopców w piaskownicy, bitwy na sztachety w wiejskich dyskotekach, rywalizacje plemienne, religijne wojny. Choć po śmierci Jana Pawła II, w euforii mszy narodowej, wydawało się, że niemożliwe może stać się możliwe. Karpio, bohater powieści mówi: „Jak nie teraz, to kiedy? W końcu papież nie umiera dwa razy”. Choć przytomnie dodaje, że pojednanie byłoby cudem, pierwszym po śmierci papieża. Cudu jednak niestety nie było.

Posłużyłeś się ciekawą formą narracji, a mianowicie monologiem wypowiedzianym. Wiedza o głównej postaci ogranicza się do tego, co sam ujawni w swojej wypowiedzi. To dobra forma do rozrachunku z samym sobą, z historią, z formami życia społecznego, ale spełniająca funkcję silnie perswazyjną. Karpio chce się nam trochę wybielić, przypodobać czy jest absolutnie szczery?

Znając Karpia, jak nikt inny, mogę z dużą dozą pewności postawić na szczerość. Z pewnym jednak „ale”. Góralsko-Tischnerowska teoria poznania mówi, że są trzy prawdy: święta prawda, tyż prawda i gówno prawda. I tych wszystkich prawd Karpio – choć teorii nie zna, ale intuicyjnie ją doświadcza – trzyma się w całej rozciągłości. Opowiada więc o sobie szczerze, co nie przeszkadza mu konfabulować, stroszyć piórka, kreować się, by za moment wykazać się wobec siebie nadmiernym krytycyzmem. Wielkość i małość, miłość i nienawiść, głupota i mądrość Karpia funkcjonują tu na równych prawach.

Książka jest tylko dla kibiców Wisły Kraków?

Powieść jest gorzką refleksją związaną z nieudanym pojednaniem, więc tutaj nie idealizuję kibiców Wisły, nie potępiam też kibiców Cracovii. Kto jest bez grzechu… „Bardzo wielkie pojednanie” jest opowieścią nie tylko dla kibiców, to historia o dojrzewaniu, dorastaniu do odpowiedzialności, wreszcie rodzinie, niekoniecznie kibicowskiej. I być może zabrzmi to niewiarygodnie, ale podoba się kobietom. Przysięgam, nie kłamię!

Robisz w życiu tyle ciekawych rzeczy, że gdybym chciała zapytać o wszystko, to zrobiłby nam się modny ostatnio wywiad-rzeka. Zapytam więc, która z pasji jest Ci najbliższa?

Rano pasja biegania, intensyfikująca się zwłaszcza przed terminem maratonów. W godzinach przed i popołudniowych pisania książek i scenariuszy oraz działalność w Fundacji Promocji Kultury URWANY FILM. Przyznać jednak muszę, że filozofia „co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro” jest mi bardzo bliska. To dla takich osób jak ja ukuto termin deadline. Wieczorem realizowana jest pasja kibicowska, w sezonie – na stadionie, poza nim – w telewizji. Po drodze są podróże, mniejsze, większe. Z plecakiem, nie walizką – cały czas z dziecięcą wręcz pasją odkrywania świata.

Debiutowałeś literackim kryminałem „Raport Badeni”, w najnowszej książce akcja również dzieje się w Krakowie, tyle że współcześnie. Kraków bohemy literackiej roku 1900 zastąpiłeś w „Bardzo wielkim pojednaniu” miastem rządzonym przez kiboli. Czy w ogóle zostało coś w Krakowie z „tamtych” czasów przełomu wieku?

Bohema niby inna, ale jednak śmiało mogąca odnaleźć się w „Raporcie…”, zwłaszcza ta knajpiana. Całkiem mocno trzyma się „dulszczyzna”. Sporo by się znalazło. Nawet kibice. Ponad sto lat temu futbol dopiero raczkował, ale w Krakowie odbywały się już pierwsze pokazowe piłkarskie mecze. Którym towarzyszyły bójki kibiców – przynajmniej tak to widzi narrator „Raportu Badeni”. Poza tym, to już z dumą mieszkańca Krakowa, układ urbanistyczny i architektoniczny Starego Miasta nie zmienił się przez ten czas, nawet niemal wszystkie ulice mają te same nazwy. Genius loci. To wymarzona przestrzeń dla piszących kryminały retro, turystów, clubbingowiczów, a i wszelkiej maści melancholików.

Prowadzisz krakowskie warsztaty dla scenarzystów w BAHAMA FILMS. Czy pisania da się w ogóle nauczyć, czy szlifujesz tylko diamenty? Czy to jest w ogóle kompetencja, którą można posiąść, trenując, czy po prostu i brutalnie – z tym trzeba się urodzić?

Talent, jak zawsze, pomaga, ale podstawa to warsztat, którego uczę na naszych zajęciach. Scenariusz, w przeciwieństwie do powieści, to neverending story, praca zbiorowa. Bo i reżyser, i producent, i aktorzy swoje trzy grosze zawsze dorzucą. Ale zanim dojdzie do spotkania na planie, trzeba napisać dobry scenariusz. I o tym mówię na zajęciach. Czym jest struktura, punkty zwrotne, jak opowiadać obrazem, jak konstruować bohatera, prowadzić dialog. Każdy z moich studentów pisze scenariusz, o wspomnianych rzeczach nie rozmawiamy więc tylko teoretycznie, ale operujemy na żywym materiale. Efekty widać – „warsztatowicze” zdają do szkół filmowych, piszę zawodowo scenariusze, a nawet kręcą swoje filmy.

Jak oceniasz współczesne polskie kino? Wszystkie niepowodzenia zrzuca się na polskich scenarzystów. Jak myślisz, skąd się to bierze? Nie potrafimy opowiadać historii czy nie mamy nic ciekawego do powiedzenia?

Potrafimy i będziemy to robić. Wydaje mi się, że „czarną dziurę” mamy już za sobą. Powstaje coraz więcej dobrych filmów, by wspomnieć tu choćby obrazy Smarzowskiego, Lankosza, Konopki, reżyserów, którzy są – używając terminologii sportowej – w znakomitej formie. A na plecach czują oddech nie mniej zdolnej konkurencji.

Seriale pod egidą HBO to już jakość sama w sobie, a nowy tytuł wyczekiwany jest z wypiekami na twarzy. Jesteś pomysłodawcą i scenarzystą serialu „Wataha” dla polskiego oddziału HBO. W ostatnich latach ten telewizyjny gatunek doczekał się niesamowitej nobilitacji. Co według Ciebie wpłynęło na ten fakt?

Świetne scenariusze, znakomita reżyseria i aktorstwo, spore budżety seriali. Tutaj potrzebna jest też odwaga producentów, a także zmiana sposobu postrzegania przez nich widzów stacji telewizyjnych. Nie traktuje się już ich jak stado baranów. Okazuje się, że można pisać i kręcić ambitne seriale, i nie stracić na tym. Miód na serce każdego scenarzysty. A także widza, który w telewizji szuka czegoś więcej niż ogłupiającej papki.

Rozmawiała Izabella Król

Krzysztof Maćkowski

Bardzo wielkie pojednanie,

Wydawnictwo Papierowy Motyl,

Warszawa 2014

 

Recenzja s 10

Paleta zmysłów Emilii Frankowskiej

Emilia Frankowska jest absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i Szkoły Muzycznej II stopnia w Radomiu na specjalności: śpiew klasyczny. Pracuje jako nauczyciel-bibliotekarz w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabo Widzących w Radomiu, co szczególnie uwrażliwia ją na drugiego człowieka. Smak i zapach życia jest jej trzecim autorskim tomikiem poezji. Zachwyca kolorami i optymizmem, a w klimat ten wprowadza nas autorka już od samego początku barwną okładką książki. Wiersze Frankowskiej pachną słodko i dojrzale, z wierszy Frankowskiej kapie sok i miód.

Życie smakuje

Jak koktajl dobrych dni.

Parzy

Goryczą zniechęcenia.

Jest słone

Jak morze czekania

I kwaśniejsze

Niż cytryny bólu.

Warto je smakować

Na każdym kroku.

W całości…

[*** Życie smakuje]

Zima pachnie

Jak cynamon

I ożywcza cierpkość imbiru.

Uprawia korzenną aromaterapię.

[…]

Zima smakuje

Słodyczą lukrowanych pączków

Oraz grzanym winem

Z goździkami.

[…]

[Smak i zapach zimy, frag.]

Poeci najczęściej na papier przelewają żal, smutek, rozpacz. W ten sposób wyrzucają z siebie ból i rozczarowanie. Frankowska ma znacznie rzadszy dar. Potrafi patrzeć na świat przez różowe okulary. Z uśmiechem podchodzi do codzienności, patrzy przez pryzmat kwiatów, drzew, owoców. Dzięki temu życie staje się znacznie barwniejsze i bardziej wyraziste. Soczyste, ciekawe i bardziej łaskawe dla człowieka.

Wsiądę w taksówkę marzeń.

Szoferem jest los.

Ruszę w nieznane.

Licznik bije.

Czas –

Nie czeka.

Czym zapłacę za jazdę?

Łzami, rozpaczą,

Rozczarowaniem,

Życiową mądrością…

Wezmę kredyt nadziei.

Odsetki płaci się

W uśmiechu

I dobrych uczynkach,

Słowach…

Jestem u celu.

Taksówka staje.

Przystanek o nazwie…

Starość.

[*** Wsiądę w taksówkę marzeń]

Przedszkolni odkrywcy kipią

Ciekawością,

Jak tysiące czajników.

[Odkrywanie świata, frag.]

Tomik Emilii Frankowskiej jest niezwykłą lekturą dla każdego czytelnika, niezależnie od wieku, płci, czy momentu życiowego, w jakim się znajduje. To pogodna lektura, która umili czas, wywoła uśmiech, poprawi humor. Język Frankowskiej jest charakterystyczny, pełen porównań i ciekawych metafor. Rzadko pojawiają się proste i znane z literatury określenia, typu: miłość jak dzikie wino… Pomimo prostych tematów, środki stylistyczne są piękne, słowa ciekawie kojarzone.

Słodka słoność bryndzy

[…]

Mały atom

Górskości…

Monumentalny rododendron,

[…]

Jest łukiem tryumfalnym

Botaniki.

Krem,

Jedwabiem konsystencji,

Zagłębia się

W wulkany porów.

[…]

Znika w zachłannych,

Głodnych pieszczoty,

Komórkach.

Złote słoneczka

Smażonej cebuli

Toną w łagodnej plastelinie

Ziemniaczanego puree.

Ziarniste krople słów.

Miodowe łuny uśmiechu.

[…]

Brygada kropel rosy

Skacze niewinnie

W zieleń łąki.

[…]

[…]

Kalafior – orator

Przemawia na trybunie…

Zupy.

Nie miałam okazji osobiście poznać autorki, dzięki temu oceny dokonuję wyłącznie na podstawie poznanych utworów. Z wierszy przebija radosna natura człowieka świadomego piękna, człowieka, który wie, czego chce, co jest ważne w życiu, czym nie warto się przejmować. Starość jest czymś normalnym, to przystanek w życiu człowieka, to nie jest koniec świata, starość nie musi być czymś strasznym. Jako pedagog i nauczyciel nie potrafi przejść obojętnie obok skrzywdzonego człowieka. Zauważa zewnętrzne utrudniające życie kalectwo, ale co ważniejsze, dostrzega wielkie, pragnące wznieść się ponad trudną codzienność – serce. Nie ucieka, nie boi się, nie odwraca i tego próbuje nauczyć swojego czytelnika. To, co jest trudne i niebezpieczne też może być piękne i ciekawe.

Mleczna organtyna mgły

Spływa na jądro świata.

Zamazuje obraz rzeczywistości.

Staje się

Pięknym pryzmatem

Dla trudnych

Rejsów samochodowych.

[…]

Przebija się słońce

Przez łabędzi śpiew mgły.

[…]

Czas znika jak

Tiul mgły.

[Mgła, frag.]

Na koniec warto wspomnieć o innym ważnym temacie tekstów Frankowskiej, obok kwiatów, drzew i owoców pojawiają się podróże po różnych zakątkach świata: Holandia, Paryż, Egipt, Petersburg, Londyn, Indie. Podróże to jedna z pasji autorki, a dzięki niej czytelnik, nie wychodząc z domu poznaje i smakuje te piękne miejsca.

Aneta Kielan-Pietrzyk

Emilia Frankowska, Smak i zapach życia

Wyd. Signo, Kraków, 2013

Z muzycznej półki

Fenomen Wodeckiego

 

Do Janusza Gajosa przylgnął Janek Kos, a do Stanisława Mikulskiego – kapitan Hans Kloss. Do Andrzeja Kopiczyńskiego przykleił się Czterdziestolatek, a do Daniela Olbrychskiego – Kmicic. Gdy spojrzeć na artystyczne życie wielu gwiazd rodzimych scen, to często zdarza się tak, że szczęście i sukces może się zamienić w nieszczęście i porażkę. Przez jedną nawet rolę czy piosenkę.

Na krakowskim poletku estradowym takie szczęście w nieszczęściu dotknęło Zbigniewa Wodeckiego. U progu kariery użądliła go pszczółka Maja. A że pszczółkę, zwaną Mają, wszyscy znają i kochają, miłość ta dotknęła także Wodeckiego, którego z nieszczęsną pszczółką kolejne pokolenia kojarzą we wszystkich polskich, nomen – omen, chałupach.

Czy artyści dotknięci takimi objawami sławy mogą się rozwijać, zaskakiwać nowym, innym obliczem? Wydawałoby się, że nie. No, chyba, że się jest naprawdę artystą wybitnym. Udało się więc Gajosowi i Olbrychskiemu odczepić od Janka i Kmicica, a już nie udało Mikulskiemu, Kopiczyńskiemu, którzy utkwili w kostiumach popularnych bohaterów.

A nasz krakowski Wodecki? A Wodecki dzielnie walczy. Obserwuję tę jego walkę od lat, podziwiając konsekwencję artysty w jakże trudnym dziele zmiany wizerunku. Mógłby przecież spocząć na laurach. Na szczęście, tak nie zrobił, gdyż największą w jego życiu porażką byłoby nie ujawnienie kolejnym pokoleniom wszystkich swoich artystycznych talentów i możliwości. A jest co pokazać. Wodecki przecież to artysta wszechstronnie muzycznie wykształcony od lat najmłodszych, to wokalista, trębacz, kompozytor, konferansjer, autor, tancerz, by wymienić niektóre tylko z artystycznych ról. A przede wszystkim – to prawdziwy intelektualista kultury i życia społecznego. Wiele jego mądrych myśli o sobie samym, udało się przemycić w znakomitym wywiadzie – rzece, autorstwa Wacka Krupińskiego, wydanym przed trzema laty. Ujawnia on fascynujące i warte upowszechnienia oblicza Zbigniewa Wodeckiego. Artysty w istocie bardzo poważnego, który potrafi z dystansu rzetelnie oceniać otaczający go świat sztuki, muzyki, polityki.

Niestety, ale powszechnie mniej wiadomo o tym, że wśród młodych muzyków Wodecki uchodzi dziś za artystę kultowego. Doceniają oni szczególnie jego debiutancki album, z 1976 roku, zatytułowany „Zbigniew Wodecki”. Pod zwyczajnym tytułem kryje się nadzwyczajna, nie tylko na tamte czasy, muzyka. Pełna rockowo – jazzowej awangardy, melodii, unikatowych rozwiązań aranżacyjno – melodycznych. Ranga tego wydawnictwa okazała się na tyle znacząca i ponadczasowa, że w ubiegłym roku Zbigniew Wodecki był gościem specjalnym najważniejszego dla młodej muzyki alternatywnej „Off” Festiwalu w Katowicach. Zaśpiewał tam i zagrał na wielu instrumentach (wraz z awangardowymi młodziakami z grupy „Mitch and Mitch”) tak znakomicie, że długo trzeba było czekać na koniec owacji. Nie tylko podczas tego koncertu ( a Wodecki gra ich wiele) okazało się, że naprawdę dobra i znacząca muza – znajdzie szacunek i uznanie w każdych czasach, intrygując kolejne pokolenia.

Wodecki zbliża się wprawdzie do wieku emerytalnego, nie dostrzegam jednak, by zamierzał zwolnić tempo. W jednym z ostatnich wywiadów wyznał m.in., że jest artystą nadzwyczaj pracowitym (jak pszczółka) i na tyle życzliwym innym, że gdy go o coś proszą, to na scenie, czy płycie – wspomoże ich swoim talentem. I zdradza, że nie wstydzi się tej „pszczółki”, która tak go użądliła w Chałupach. Pracowitość i liczne talenty sprawiły, że udanie zwalcza wizerunek Pana od Pszczółki.

Słuchajcie więc w muzyce, słowie, różnych artystycznych formach – tego wszystkiego, co ma wam do zaprezentowania Zbigniew Wodecki. To artysta z najwyższej, muzycznej półki.

 

Dariusz Łanocha

Recenzja – Uciekinier

Jak „paniczyk z Krakowa” znalazł się w ekwadorskiej dżungli

Nie budzi wątpliwości, dla kogo została napisana nowa książka Tomasza Morawskiego, który oprócz przejmującej dedykacji, zaznacza, że „dla takich, co mają jechać”. Autor w pewnym momencie swojego życia stanął przed trudnym wyborem i gdyby nie jego usposobienie oraz determinacja, nie byłby tym kim jest. Warto jednak zastanowić się nad innym, bardziej złożonym, ale wcale nie trywialnym pytaniem: po co została napisana?

Przede wszystkim Uciekinier nie ma reporterskiego charakteru, który towarzyszył poprzedniej publikacji tego autora zatytułowanej Więźniowie. Morawski nie przedstawia tym razem współczesnych problemów egzotycznego Ekwadoru. Narrator w książce nie opisuje również wydarzeń, miejsc i ludzi z globtroterskim zacięciem, jakby na podróżnika przystało. To opowieść kogoś, kto pierwszy raz znajduje się w zupełnie nieznanym dla siebie miejscu, gdzie wszystko jest całkowicie odmienne. Najbliżej tej książce do autobiografii. Morawski przedstawia wyimek swojej historii, tłumaczący w jaki sposób „paniczyk z Krakowa” znalazł się w stolicy Ekwadoru, i to w czasach głębokiej komuny.

Jest to historia człowieka, który do wszystkiego doszedł sam, chociaż, jak to zwykle bywa, mając przy tym dużo szczęścia. Poznajemy go w czasach młodości i studenckiej zabawy, kiedy to Morawski otacza się szczególnym towarzystwem krakowskiej bohemy. Na kartach książki możemy odnaleźć artystów z Piwnicy pod Baranami z Piotrem Skrzyneckim na czele, balujących w mieszkaniu autora. Pozostałe tożsamości twórców słynnego kabaretu autor skrzętnie kamufluje, pozostawiając przyjemność domysłów i element zaskoczenia czytelnikom. Studia na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, ze względu na dobrą znajomość języka angielskiego oraz osobisty urok Morawskiego, zaowocują wieloma zagranicznymi przyjaźniami. W szczególności z pewnym Finem, który później nieoczekiwanie wyjeżdża do Quito. Przypadek sprawia, że mozolną pracę inżyniera naftowego przerywa znajomy z Finlandii, liczący na rewizytę Polaka. A dalej następują już tylko przygotowania do podróży życia, przy czym opisy walki z (nie tylko) peerelowską biurokracją oraz rejsu transatlantykiem do Ekwadoru są bezcenne.

Interesujące jest to, w jaki sposób narrator odnajduje się w nowym świecie. Dociera on do egzotycznych krajów, sam będąc osobliwością dla swoich zachodnich kompanów jako człowiek zza żelaznej kurtyny. Morawski świetnie oddaje abstrakcje komunizmu: „Nie usiłuję im tłumaczyć polskich przepisów. Wyjaśniać, ile jest kursów dolara, że są sklepy, w których kupuje się jedynie za obcą walutę, w której nikt nie zarabia i na dodatek nie wolno jej mieć”. Jego samego w podobnym stopniu zadziwia dżungla, co sklepy pełne produktów.

Osobisty charakter Uciekiniera stawia książkę w jeszcze innym świetle. Autor podziela w niej uczucia, które towarzyszą życiu na obczyźnie. Głównie to olbrzymia samotność — podwójna, bo nie dość, że przebywa się za oceanem, to jeszcze doskwiera wyobcowanie względem europejskich przyjaciół spoza bloku wschodniego; a na dodatek tęsknota za matką, rodziną, Polską. Co jakiś czas powracają wyrzuty sumienia, czy decyzja o przedłużeniu pobytu była słuszna, i strach, co władza ludowa zrobi w tej sprawie jemu oraz jego bliskim. W pewnym momencie, gdy paszport straci ważność, narrator stanie przed sytuacją bez wyjścia i znów pojawią się wątpliwości. Tym większe, gdy do Morawskiego docierają szczątkowe wiadomości o sytuacji w Polsce. Kontrastowo opisy wycieczek na tle rajskich krajobrazów zestawiane są z wybuchającymi strajkami, początkami Solidarności i KOR-u. Autor zagrał w otwarte karty, wystawiając się na głosy oburzonych patriotów, dla których świętym obowiązkiem byłby powrót do kraju, nie bacząc na warunki i konsekwencje. Zwróćmy uwagę, co Morawski mówi między wierszami, gdyż zadaje podstawowe pytanie: Co wy zrobilibyście na moim miejscu?

Jednakże należy zaznaczyć, że obecny Konsul Honorowy RP w Ekwadorze sam zapracował sobie na swoją pozycję. Ciężką i często upokarzającą pracą mógł poprawić swój los. Nauczył się języków oraz poznał dżunglę i Indian, by oswoić egzotyczne ziemie. Nie osiadł w wynajmowanym mieszkaniu, lecz często podróżował, poznając nowe, zachwycające miejsca i nietypowych ludzi, dzięki czemu ma teraz o czym opowiadać. Uciekinier napisany jest językiem zwięzłym, lakonicznym, często także ironicznym. Sprawozdawczy charakter i brak literackich ozdobników pozostawiają czytelnika z samą treścią życia i rzucają go w wir nieoczekiwanych wydarzeń.

Michał Bryda

 

 

 

Tomasz Morawski

UCIEKINIER,

Stowarzyszenie Fragile,

Kraków 2013

 

ISBN: 978- 83 – 938574 – 0 – 1

Format:  168 x 235 mm

Okładka:  oprawa twarda

Stron:  322

Data wydania: grudzień 2013

 

Cena detaliczna: 40.00 zł.

 

 

PROGRAM – MARZEC 2014

PROGRAM – MARZEC 2014

Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie, ul. Mikołajska 2

 

1 III, godz. 17.00

„Niech żyje bal!”

Koncert piosenek z repertuaru Maryli Rodowicz, w oryginalnych i zaskakujących aranżacjach na głos solo i zespół żeński. Na scenie pojawią się wykonawcy ze Studia Piosenki „Farafka”.

Śpiew: Magda Bierońska, Ilona Bylica, Sara Gawlik, Wirginia Łoboda, Rafał Kępiński, Natalia Kurianowicz, Anna Sowa-Staszczak, Anna Stec, Barbara Stec, Lidia Szumiec, Klaudia Wójcik. Scenariusz, aranżacje i akompaniament: Rafał Kępiński, przygotowanie aktorskie, choreografia: Adrianna Kućmierz.

Bilety w cenie 10 zł do nabycia przed koncertem i w przedsprzedaży.

 

5 III, godz. 18.00

Grupa Każdy otwarte warsztaty literackie prowadzenie: Aneta Kielan-Pietrzyk.

6 III, godz.18.00

Wernisaż wystawy: Katarzyna Grochowska

Instalacja V-2. Obieg zamknięty.

Galeria Lamelli

 

6 III, godz. 19.00

Grupa AD HOC : „W 60 minut dookoła”

znana z Wieczorów Komedii Improwizowanej, The Chuck Menton Show, Garderoby Wuja Boba Grupa AD HOC zaprasza na nowy spektakl!

Zapraszamy publiczność w godzinną podróż po świecie improwizacji, w którą wyruszamy bez mapy, kompasu i planu. Nie wiemy, kim ani gdzie będziemy; nie wiemy, w jakiej czasoprzestrzeni rozgrywać się będą budowane na scenie opowieści, z ilu złożą się wątków ani ilu zasiedli je bohaterów.

Wiemy jedno – spektaklu nie będą podpierać żadne ustalone wcześniej zasady i będzie miał on jednorodną formę, która narodzi się na oczach publiczności, wywołana za pomocą jednej, prostej sugestii.

Jak w każdej podróży bez planu – będzie nieprzewidywalnie, wariacko i śmiesznie.

bilety: 10/15 zł

 

8 III, godz. 17.00

„Cukierki dla panienki mam”

W Międzynarodowy Dzień Kobiet śpiewający panowie – specjalnie dla Pań! W programie koncertu piosenki z Kabaretu Starszych Panów, znane przeboje PRL-u, wiązanka tang i sporo dobrego humoru w aranżacjach na fortepian, głos solo i zespół męski. Na scenie wykonawcy ze Studia Piosenki „Farafka”: Marek Gierat, Rafał Kępiński, Mateusz Miernik, Edward Rey, Paweł Stonarski, Michał Szlichta, Krzysztof Wodziański.

Scenariusz, reżyseria, akompaniament: Rafał Kępiński.

Bilety w cenie 10 zł do nabycia w przedsprzedaży lub przed koncertem.

10 – 11 III, godz. 10.00 – 15.00
XI Krakowski Konkurs Recytatorski
Eliminacje rejonowe dla szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich.
Zapraszamy do udziału!

11 III, godz. 18.00

Instytut Pamięci Narodowej o/Kraków oraz Śródmiejski Ośrodek Kultury zapraszają do

Filmowego Klubu Historycznego na projekcję dwóch filmów dokumentalnych pt.: „Lufa(2009, 27.56 min.), scenariusz i realizacja: Adam Sikorski oraz „Pomorski rajd majora Łupaszki” (2009, 27.52), scenariusz i realizacja: Adam Sikorski.

 

12 III, godz. 18.00

Myśl.pl, Fundacja Centrum Grabskiego oraz Śródmiejski Ośrodek Kultury zapraszają na

spotkanie: „Żołnierze Wyklęci w historii i popkulturze”. W spotkaniu wezmą udział dr Michał Wenklar z Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Krakowie, badawczo zajmujący się tematyką polskiego podziemia antykomunistycznego, oraz Tadeusz „Tadek” Polkowski, raper, autor utworów o bohaterach polskiego powstania antykomunistycznego, m.in. płyt „Niewygodna Prawda” i „Burza 2014”.

 

 

12 III, godz. 18.00
Wykłady z literatury współczesnej
dr Marek Karwala
Portret kobiety w poezji polskiej

Poeci nakreślili w ciągu wieków wiele kobiecych konterfektów, sytuując owe portrety w szerokim diapazonie podejmowanych tematów oraz uwzględniając lub przełamując aktualnie obowiązujące tabu obyczajowe. Dominującym obszarem tematycznym – w którym pojawiały się niewiasty – była, co zrozumiałe, miłość. Sięgając po ten rodzaj liryki czytelnik napotyka z jednej strony intymne wyznania uczuć, radosne uniesienia bycia razem, smutek rozstania, tęsknotę za nieobecną, cierpienie po jej stracie…, z drugiej zaś utwory frywolne, lekkie, żartobliwe, operujące niejednokrotnie pikantnym słownictwem, takie, które miały nade wszystko śmieszyć i bawić…

Wstęp wolny.

13 III, godz. 17.00

Z cyklu Poprzez Kresy: Troki cz. II Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty

Wykorzystywane materiały fotograficzne podczas prelekcji są plonem wycieczki na kresy północno-wschodnie w 2012 roku. Mieszkańcami Trok byli Karaimi, z których tworzona była gwardia przyboczna wielkiego księcia Witolda. Karaimów można spotkać w Trokach do dziś. Zachowały się także karaimskie: charakterystyczne budynki mieszkalne, świątynia Kienesa, cmentarz, zwyczaje i tradycje a także potrawy, które lubią kosztować turyści. Oprócz obiektów fortyfikacyjnych zamków: Na wyspie i na półwyspie ważnym zabytkiem jest kościół katolicki ufundowany przez wielkiego ks. litewskiego Witolda, w którym podziwiać można obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, nazywany Madonną Trocką. Zwiedzając Troki i ich imponujące zabytki nie dziwi fakt, że kiedyś były one stolicą państwa litewskiego a później miastem wojewódzkim Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

 

13 III, godz. 19.00

Krakowski Klub Podróżników zaprasza:

Włodzimierz Musiał: Fenomen dziedzictwa kulturowego Indii. Świat kobiety

Włodzimierz Musiał jest absolwentem Akademii Rolniczej w Poznaniu. Od kilkunastu lat realizuje swoje pasje jako podróżnik, fotograf i pilot egzotycznych wypraw. Odwiedza odległe kraje i stara się uchwycić na fotografii ich charakter i piękno krajobrazów.

Do chwili obecnej odbył ponad 70 dalekich wypraw, pilotował grupy do ponad 40 państw pozaeuropejskich na 5 kontynentach.

Jego ulubionym kontynentem jest Azja, a krajem Indie. To właśnie Indiom a dokładniej kulturze Indii poświęca się w ostatnim czasie.

Poprzez projekt „Fenomen dziedzictwa kulturowego Indii” pragnie przybliżyć polskiemu odbiorcy odmienność i odrębność tamtejszej krainy. Kolejna prelekcja z tego cyklu będzie poświęcona indyjskiej kobiecie. Temat niezwykle ciekawy i pasjonujący, bowiem codzienne życie kobiet w Indiach i ich pozycja w społeczeństwie od dawna frapuje obcokrajowców. Stosunek do kobiet to kolejny rozdział indyjskiej księgi niezwykłości, osobliwości i tradycjonalizmu. A wśród nas panuje w tym obszarze wiele stereotypów i nieścisłości wynikających z nieznajomości specyfiki indyjskiej kultury i jej obrzędowości. Tym bardziej warto podjąć próbę przybliżenia polskiemu odbiorcy obrazu fenomenu indyjskiej kobiecości.

 

 

 

 

 

 

13 III, godz. 19.00
Wernisaż wystawy: uczestników Kursu Fotografii Artystycznej pod kierunkiem Zbigniewa Pozarzyckiego.

Mini Galeria

17 III, godz. 18.00

Wręczenie nagrody „Krakowska Książka Miesiąca”.

Andrzej Witko: Architektura międzywojennego Krakowa 1918-1939. Budynki, ludzie, historie, Wyd. AA

Prowadzenie: prof. Adam Małkiewicz

Andrzej Witko, historyk sztuki i teolog duchowości, profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, członek Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych San Telmo w Hiszpanii, Towarzystwa Naukowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Rady Naukowej Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk. W swoich badaniach zajmuje się głównie nowożytną sztuką hiszpańską, ikonografia chrześcijańską oraz kultem Miłosierdzia Bożego. Napisał szereg książek i artykułów, opublikowanych w Polsce, Niemczech, Austrii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Irlandii, Bułgarii i Słowacji. Wydał pierwszą w języku polskim antologię najważniejszych tekstów humanistycznych poświęconych analizie najsłynniejszego obrazu Diega Velázqueza pt. Tajemnica Las Meninas (2006) oraz tom Kultura artystyczna siedemnastowiecznej Sewilli (2010).

 

19 III, godz. 18.00

Koncert uczniów Szkoły Wokalno-Aktorskiej. Prowadzenie: Bogdan Kalarus, przy fortepianie: Anna Wrona, Paweł Harańczyk Wstęp wolny.

21 III, godz. 19.00
Rok 2014 – rokiem Jacka Kaczmarskiego
Koncert pieśni Jacka Kaczmarskiego z okazji 57. rocznicy urodzin artysty
„TREN SPADKOBIERCÓW”.

Wystąpią: Michał Wilgocki (gitara, śpiew), Judyta Gąsior (wiolonczela)
Bilety: 15/20

22 III, o godz. 18.00

Wernisaż wystawy: Anna Krztoń Monstrualia.
Galeria Lamelli

25 III, godz. 18.00

Lwów – Zamarstynów. Pokaz slajdów połączonych z promocją książki o Lwowie autorstwa Przemysława Włodka. Przemysław Włodek, lekarz, pasjonat Kresów Wschodnich, autor licznych prezentacji i wykładów, ale też autor przewodników „Wilno” oraz „Lwów” wydanych nakładem Wydawnictwa Rewasz.

26 III, godz. 19.00

Country.

Koncert piosenek utrzymany muzycznie w stylu country. Oryginalne aranżacje, ciekawy dobór repertuaru i młodzi, dynamiczni wykonawcy ze Studia Piosenki „Farafka”. Udowodnimy, że country to muzyka nie tylko dla kierowców ciężarówek. Przygotowanie wokalne: Marcelina Gawron i Rafał Kępiński. Zapraszamy!

Bilety: 10 zł ulgowy i 15 zł normalny

 

 

27 III, godz. 19.00
Międzynarodowy Dzień Teatru
XX lat TEATRU M.I.S.T.

AKTOR według TADEUSZA KANTORA”
scenariusz, reżyseria i wykonanie Stanisław Michno

Aktor – atrapa człowieka, sztuczny model
Jego anatomii i jego umysłu
Wyrzekający się godności i prestiżu.
Wystawiony pod pręgierz i na pośmiewisko…

Tadeusz Kantor

Być rok „u Kantora” to tyle, co 10 lat w konwencjonalnym teatrze. A ja byłem 4 – czyli niemalże zdublowałem swoją aktorską karierę, która już trwa lat 50. „Być u Kantora” to znaczyło zapomnieć o teatralnej przeszłości, tak zwanych sukcesach itp.
„Być u Kantora” to narodzić się teatralnie po raz wtóry i zobaczyć teatr z innej perspektywy, i uczestniczyć w święcie teatralnym, bo każde przedstawienie to było święto.
Ale… Aby się tam dostać i być, trzeba było zostać żołnierzem Legii Teatralnej i poddać się musztrze – ćwiczeniom prowadzonym przez Mistrza. A żołnierz – legionista musi być karny i słuchać, i… Aby stać się kimś… Musi stać się nikim.
Zmagania aktora z tekstem i człowieka z własnym jestestwem, poprzez tragikomiczne zderzenia, stały się motywem przewodnim tego monodramu.

Bilety: 15/20

 

 

28 III, godz. 19.00

Koncert Agnieszki Grochowicz

z towarzyszeniem pianisty Jarosława Olszewskiego

Klimatyczny kameralny koncert Agnieszki Grochowicz – jednej z najciekawszych postaci krakowskiej sceny piosenki literackiej. Przekrojowy koncert autorskich utworów z muzyką kompozytorów takich jak Zygmunt Konieczny, Andrzej Zarycki, Ewa Kornecka, Janusz Grzywacz oraz muzyką  własną autorki. Agnieszka Grochowicz przez wiele lat była członkiem krakowskiej piwnicy artystycznej Loch Camelot. Uczestniczyła w dorocznych Nocach Poezji organizowanych przez Urząd Miasta Krakowa pod egidą Prezydenta Miasta. Jej piosenka “Kołysanka Niestosowne Sny” osiągnęła I miejsce na Alternatywnej Liście Przebojów Radia Kraków. Jest laureatką licznych festiwali piosenki artystycznej oraz Stypendium Twórczego Miasta Krakowa. Obecnie wykłada w szkole aktorskiej SPOT w Krakowie. Pisze teksty dla innych wykonawców, m. in.: z krakowskiej Piwnicy pod Baranami (Kamila Klimczak), Loch Camelot (Jaga Wrońska). Jej piosenkę nagrał również Artur Andrus w duecie z krakowską wokalistką Agnieszką Rosnerówną.

Bilety: 10 zł, 20 zł

 

 

 

 

Klub „Strych”

ul. Masarska 14, 31-539 Kraków

tel.12 421 89 92

e-mail:KlubStrych@interia.pl

 

 

KLUB INTERNETOWY „STRYCH”

czynny: poniedziałek – czwartek 15.00 – 21.00

piątek 14.00 – 20.00

1 godz. – 2 zł; 2 godz. – 4 zł; ( 3 – cia godz. GRATIS )

 

KOŁO GIER STRATEGICZNYCH

rozgrywanie bitew, kampanii i specjalnych scenariuszy klubowych do X – Wing, Malifaux, Mordheim, Infinity, Warhammer Fantasy Battle itp., dysponujemy stołami do gry, szerokim asortymentem makiet i akcesoriami modelarskimi

spotkania: wtorek godz. 16.00 – 21.30, piątek godz.16.00 – 21.30

 

KOŁO GIER PLANSZOWYCH

rozgrywki we współczesne gry planszowe: negocjacyjne, familijne, ekonomiczne, strategiczne, historyczne

spotkania: poniedziałek, czwartek godz. 16.00 – 21.30

 

KOŁO SPOŁECZNEJ INTEGRACJI

zajęcia o charakterze integracyjnym dla osób niepełnosprawnych, warsztaty kulinarne i artystyczno-plastyczne, spotkania prowadzą wolontariusze pedagodzy i psycholodzy z przygotowaniem z zakresu terapii pedagogicznej

spotkania: środa godz.16.00 – 21.00

 

KOŁO REKONSTRUKCJI HISTORYCZNEJ

dyskusje o kulturze XIII wieku (stroje, zwyczaje, oręż itp.), przygotowania inscenizacji walk, wspólne wyjazdy na turnieje rycerskie, szycie i wykonywanie elementów stroju oraz przedmiotów z życia codziennego zakonu rycerskiego.

spotkania: czwarty piątek miesiąca godz. 19.00

IMPREZY:

 

4 – 28 III

Liga gry strategicznej „X – Wing”

 

 

 

 

 

 

 

Klub Dziennikarzy „Pod Gruszką”

ul. Szczepańska 1

31-011 Kraków

tel. 512 455 260

e-mail: grpotoczek@lamelli.com.pl

 

1 III, godz.20.00

Ostatki Pod Gruszką”. Informacje pod nr. tel. 12 346 57 04.

3 III, godz.18.00

Patriotyzm Konfederacji Barskiej
Dyskusja prof. Andrzeja Nowaka i Moniki Makowskiej moderowanej przez Piotra Boronia w Klubie Zygmuntowskim.
Przed spotkaniem koncert „Mity” Karola Szymanowskiego w wykonaniu Moniki Makowskiej (skrzypce) i Sławomira Cierpika (fortepian).
Bilet wstępu na spotkanie kosztuje 10 zł. Będzie go można nabyć przy
wejściu. Uzyskane środki przeznaczane są  na dalszy rozwój obywatelskich
projektów  Fundacji  im. Zygmunta Starego. Młodzież szkół średnich, studenci i posiadacze
kart klubowych wstęp bezpłatny.

4 III, godz.17.30

Promocja książkiWiesława Helaka „Scenariusze syberyjskie” w ramach spotkań Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Płd.-Wsch. Wydawnictwo TRIO, Warszawa.

Prowadzenie: Piotr Piecha.

Wiesław Helak w swojej książce opisuje losy polskich zesłańców: Benedykta Dybowskiego, Wacława Sieroszewskiego, Bronisława Piłsudskiego, a dopełnieniem tych opowieści o losach Polaków zsyłanych na Syberię jest scenariusz oparty na wspomnieniach Polaków wywiezionych w latach 1940 – 1946.

5 III, godz.18.00

To idzie młodość!!! Spotkanie Kola Młodych Dziennikarzy SDP. 

7 III, godz.20.00

Ania Basista – pierwszy występ w Klubie “Pod Gruszką.

Koncert jazzowy w sali barowej.

8 III, godz.18.00

Eksperymentalna Scena Operowa z cyklu „Operetka moja miłość”.

Kabaret Starszych Pań”. Koncert z okazji Dnia Kobiet.

Występują:

Jadwiga Wierzbicka – Delekta, Małgorzata Hyży, Bożena Kiełbińska, Anna Wunder, Małgorzata Westrych.

W programie; scenki aktorskie oraz najpiękniejsze melodie operetkowe i międzywojenne.

 Rezerwacja biletów pod nr. tel. 600-32-42-02 oraz 504 696 125

 

10 III, godz.18.00

Spotkanie Klubu Zygmuntowskiego Fundacji im. Zygmunta Starego.

 

12 III, godz. 18.00

Dziennikarze i prawo” (cz. III).

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zaprasza na spotkanie z dr Elżbietą Czarny- Drożdżejko

wykładowcą prawa autorskiego na UJ i UPJP II,  autorką licznych publikacji m.in. monografii:

„Dziennikarskie dochodzenie prawdy a przestępstwo zniesławienia w środkach masowego

komunikowania”. Elżbieta Czarny- Drożdżejko zajmuje się także tematyką karnej odpowiedzialności

dziennikarzy (“Przestępstwa prasowe”). 

 

 

13 III, godz. 18.00

Krakowski  Oddział  Związku  Literatów Polskich
zaprasza na otwarte spotkanie poetyckie
“W mieście kobiety jak kwiaty rozkwitają na wiosnę”
oprawa muzyczna: Goście Specjalni i Przyjaciele
prowadzenie
Magdalena Węgrzynowicz-Plichta

14 III, godz.20.00

Z cyklu „Piątkowe wieczory Pod Gruszką” koncert jazzowy w sali barowej.

Kasia Wrońska – w nowym repertuarze.Wstęp wolny.

17 III, godz.18.00

Spotkania Fundacji Zygmunta Starego.
Dyskusja w Klubie Zygmuntowskim z zaproszonymi gośćmi.

19 III, godz.18.00

Nowe czasy, nowe tytuły. Redakcje krakowskie po 1989 roku”.

Czas Krakowski.

 

20 III, godz.18.00

Z cyklu „Opowieści fotografistów”. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zaprasza na spotkanie z Januszem Leśniakiem.

Prowadzenie: Ewa Kozakiewicz.

Janusz Leśniak (rocznik 1947) jest „fotografistą” znanym ze swych specyficznych zdjęć ze swym cieniem, zwanych „leśniakami”. Wystawiał w najbardziej liczących się galeriach fotografii – jego prace znajdują się w Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Jest artystą niezależnym od wszelkich wpływów i mody – realizuje swoje własne widzenie świata. Fotografie Leśniaka są wyrafinowane estetycznie, mają niezwykły nastrój, artysta pracował m. in. dla Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków, fotografował krakowski Kazimierz.

21 III, godz.9.00 i 10.30

Czarodziej Fryderyk”- Biuro Organizacji Koncertów „Preludium”- audycje muzyczne dla uczniów szkół podstawowych.

21 III, godz.20.00

Z cyklu „Piątkowe wieczory Pod Gruszką” koncert jazzowy w sali barowej.

Pola Sas. Piosenki retro i nie tylko…. Wstęp wolny.

24 III, godz.18.00

Spotkania Fundacji Zygmunta Starego.

Prof. Zdzisław Krasnodębski w Klubie Zygmuntowskim
Temat: Czego powinniśmy uczyć się od Niemców?
Prowadzenie: Dobrosław Rodziewicz.

26 III, godz.18.00

Krakowska Witryna Fotograficzna. Spotkanie z fotoreporterami.

28 III, godz.20.00

Z cyklu „Piątkowe wieczory Pod Gruszką” koncert jazzowy w sali barowej.

Ela Kulpa w nowym repertuarze. Wstęp wolny.

5, 12, 19, 26 III, godz.15.30-17.30 – dyżury dziennikarskie

Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

6, 13, 20, 27 III, godz. 14.30- 16.30 – dyżury dziennikarskie

Stowarzyszenia Dziennikarzy RP

 

Klub Muzyki Współczesnej „Malwa”

ul. Dobrego Pasterza 6, 31-416 Kraków

tel. 12 411 61 16, e-mail: klubmw@poczta.oet.pl

Klub czynny jest od poniedziałku do piątku w godz. 14.00 – 21.00

 

13 III, godz. 18.00

Fan Club Elvisa Presley’a.

Wstęp wolny.

 

27 III,18.00

Muzykolandia.

Prowadzenie: Katarzyna Słota-Mareciniec.

Wstęp wolny.

 

30 III, godz.17.00

Spotkanie z malarstwem Krystyny Balińskiej

Oprawa muzyczna: Krzysztof Włodarczyk – saksofon, Jan Baryła – fortepian.

 

4, 11, 18, 25 III, godz. 19.00

Zajęcia z Qigong.

Prowadzenie: Małgorzata Rosiewicz.

 

Wystawa „Plakaty muzyczne” Zbigniewa Latały

marzec, godz. 14.00 – 20.00

od poniedziałku do piątku

 

 

 

 

KLUB „KAZIMIERZ”

ul. Krakowska 13, 31-062 Kraków, tel. 12 421 57 86

e-mail: klub.kazimierz@op.pl

3 – 14 III, godz.14.00 – 19.00

Przyroda i kultura Małopolski” – wystawa malarstwa Jadwigi Broczkowskiej.

Na kilkudziesięciu obrazach olejnych artystka ( ekonomistka z wykształcenia, malarka z pasji) dokumentuje architekturę, pejzaże i postaci związane z Małopolską

3 III, godz. 18.00

Spotkanie z radnym Dzielnicy I, Krzysztofem Baronem

Mieszkańcy Dzielnicy będą mogli zaprezentować swoje postulaty związane z pracą władz dzielnicy oraz zapoznać z efektami spotkania dotyczącego bezpieczeństwa w centrum Krakowa.

17, 19 III, godz. 17.00

Ukraina mniej znana” – wieczór malarstwa, rysunku i fotografii – prowadzenie Adam Pochopień.

Ostatnie wydarzenia na Ukrainie wzmocniły zainteresowanie tym sąsiedzkim krajem. Dotyczy to jednak prawie tylko polityki. Adam Pochopień ( absolwent krakowskiej ASP, projektant, plastyk, i animator kultury) odwiedził ostatnio Ukrainę w odmiennym, nie rewolucyjnym celu. Artystyczne plony jego podroży, w postaci obrazów, zdjęć i rysunków, uzupełnione opowieścią o współczesności tego kraju – poznamy podczas dwóch spotkań i wernisażu wystawy, która odbędzie się 19 III

18 III, godz.18.00

Comiesięczny turniej krzyżówek, szarad i rebusów przygotowanych przez Krakowski Klub Szaradzistów „Agora” – prowadzenie Marek Kawałek.

20 III, godz. 14.00

Publicznej

Podczas cyklicznego spotkania bliżej poznamy najnowsze bestsellery, które znalazły się na bibliotecznej półce.

24 III, godz. 17.00

Moje Peru” – spotkanie z Dorotą Słonimską.

Gospodyni tego wieczoru, związana z Grupą Kobiet Alternatywnych, chętnie podróżuje po świecie. Tym razem odwiedziła Peru. Efektem podróży do tego egzotycznego dla nas kraju setki zdjęć, pamiątek, liczne wspomnienia. Niemały efekt wyprawy w formie barwnej opowieści, uzupełnionej zdjęciami i filmami, zostanie zaprezentowany podczas tego wieczoru na którym bliżej poznamy historię i życie tego kraju.

26 III, godz.18.00

Świat pędzlem widziany” – wernisaż malarstwa Adama Mielnika.

Bohater tego wieczoru jest już autorem setek obrazów, bohaterem wystaw i wernisaży, cenią go plastycy i kolekcjonerzy. Tym razem, specjalnie dla klubu Kazimierz zdecydował się przygotować zestaw najlepszych z ostatnich prac.

31 III, godz.18.00

Spotkanie Grupy Kobiet Alternatywnych – prowadzenie Grażyna Pietroń.

Te kobiety chcą swoje życie jeszcze bardziej uatrakcyjnić w różnorakiej formie. Rozmawiają z lekarzami, szydełkują, uczą się sztuk plastycznych, oglądają filmy, poznają tajniki autopromocji, kulinariów i mody. Warto do nich dołączyć.

Zajęcia stałe

Spotkania Chóru „Hejnał”: środy,piątki – godz.16.30

Klub brydżowy, szachowy: wtorek – piątek, godz. 14.00 – 20.00

Klub Szaradzistów Agora – wtorek, godz. 18.00

Warsztaty Teatralne Młodzieży – piątek, godz. 19.00

 

Ośrodek Dokumentacji i Inicjatyw Artystycznych

Piwnica pod Baranami”

ul. Św. Tomasza 26,

tel. 12 421 25 00

e-mail: micek@poczta.neostrada.pl

 

1, 8, 15, 22, 29 III, godz. 21.00

Kabaret „Piwnica pod Baranami”.

 

14 II, godz. 20.00

Z cyklu: „Życzliwa Piwnica” – Recital Agnieszki Greinert „Czekam na jutro”.

 

21 III, godz. 20.00

Z cyklu: „Przyjaciele Piwnicy Pod Baranami” – Recital Agnieszki Chrzanowskiej „Piosenki do mężczyzny”. Zespół muzyczny w składzie: Wojciech Pieczka – fortepian, akordeon; Szymon Frankowski – kontrabas, Dominik Klimczak – perkusja.

 

26 III, godz. 20.00

Promocja książki Bartłomieja Basiury „Zamknięta Prawda”.

 

27 III, godz. 20.00

Międzynarodowy Dzień Teatru – „To były piękne dni…” – urodzinowy koncert Mietka Święcickiego.

 

 

 

 

Marzec 2014 – Gazetka Lamelli

  1. PROGRAM – MARZEC 2014
  2. Recenzja – Uciekinier
  3. Z muzycznej półki
  4. Recenzja s 10
  5. Wywiad z Krzysztofem M
  6. Podróże dalekie i bliskie

“MAGDALENKA LITERACKA”

Archiwum

NUMER 1 – 1994r.

NUMER 2 – 1994r.

NUMER 3,4 – 1994r.

NUMER 5,6 – 1995r.

NUMER 7,8,9 – 1995r.

NUMER 10,11,12 – 1995r.

NUMER 13,14 – 1995r.

NUMER 15,16,17 – 1996r.

NUMER 18,19,20 – 1996r.

NUMER 21,22,23 – 1996r.

NUMER 24,25,26 – 1996r.

NUMER 27 – 1997r.

NUMER 28 – 1998r.

NUMER 31 – 1999r.

Jan Pieszczachowicz “Stanisław Vincenz – pisarz uniwersalnego dialogu”

Środmiejski Ośrodek Kultury wydał książke Jana Pieszczachowicza o twórczości wyd1Stanislawa Vincenza.
W chwili obecnej ksiażka jest dostępna w naszym ośrodku – Kraków, ul. Mikołajska 2.

 

Autor – Jan Pieszczachowicz – jest znanym krakowskim krytykiem i historykiem literatury, redaktorem naczelnym miesięcznika “Kraków”. Opublikował wiele znaczących książek: “Na widnokręgu historii (1988), Pegaz na rozdrożu (1991), Walka z niebytem (1992), “Koniec wieku” (1994), “Wygnaniec w labiryncie XX wieku” (1994), “Smutek międzyepoki (2000). Jest laureatem Nagrody im. Kazimierza Wyki (1996).

Książka poświęcona jest twórczości znanego prozaika i publicysty Stanisława Vincenza (1888-1971), autora legendarnego epickiego cyklu “Na wysokiej połoninie. Obrazy dumy i gawędy z Wierchowiny Huculskiej”. Pisarza, który w literaturze i życiu potrafił stanąć ponad podziałami narodowymi, ponad politycznymi zawieruchami. Książka ilustrowana jest fotografiami archiwalnymi oraz współczesnymi, ukazującymi piękno umiłowanej przez Vincenza Huculszczyzny.

Wydawca: Śródmiejski Ośrodek Kultury
format: 19×13 cm

Witold Zechenter “Uśmiechnij się”

Wydawcy:
Śródmiejski Ośrodek Kultury oraz vis-a-vis etiuda Kraków 2004zechenter

 

WITOLD ZECHENTER Poeta, prozaik, publicysta, autor kilkudziesięciu książek dla dzieci, tłumacz, twórca radiowych felietonów i słuchowisk -znany był przede wszystkim jako fraszkopisarz i parodysta, chociaż sam uważał się głównie za liryka.
Urodził się w Krakowie 29 grudnia 1904 roku, jako syn znanego krakowskiego dziennikarza i nowelisty, współzałoży-ciela pierwszego na ziemiach polskich Syndykatu Dziennikarzy, jeszcze przed I wojną światową, Edmunda Zechentera i Heleny z Klemensiewiczów. Po śmierci matki wychowywała go jej siostra, Teresa Klemensiewicz, publicystka i autorka opowiadań. Wyrastał więc w atmosferze literackiej, wśród ludzi tworzących kulturę ówczesnego Krakowa, do których należeli: Tadeusz Boy-Żeleński, Witold Noskowski, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Stanisław Mróz i wielu innych.
Studiował w Uniwersytecie Jagiellońskim na wydziale filozofii, był członkiem koła literackiego „Helion” a później „Litart”, biorąc niezwykle aktywny udział w spotkaniach literackich, jako ich organizator i uczestnik. W połowie 1927 roku wyjechał na dalsze studia do Paryża. Studiował literatury porównawcze na Sorbonie, utrzymując się z tłumaczeń (między innymi powieści Edgara Wallace’a, Maurice’a Leblanca, Thei von Harbou, Rudyarda Kiplinga) oraz korespondencji wysyłanych do Ilustrowanego Kuriera Codziennego. Po powrocie do Krakowa w 1932 roku pracował aż do wybuchu wojny w IKC.
Podczas okupacji był dwukrotnie aresztowany. Prowadził księgarnię „Czytelnik” przy ulicy Łobzowskiej 6 (do jego współpracowników należeli m.in.: Kornel Filipowicz, Ignacy Fik, Stanisław Czarniecki, późniejszy geolog).
Po wojnie był w grupie założycieli pierwszego krakowskiego pisma, wychodzącego zresztą do dziś: „Dziennika Polskiego”. Był też pomysłodawcą i redaktorem pierwszej popołudniówki, ukazującej się przez lata – „Echa Krakowa”. Wydawał swoje wiersze liryczne, satyry, fraszki i parodie literackie oraz książki dla dzieci i młodzieży. Pracował jako kierownik literacki Teatru Rozmaitości w Krakowie a także teatru w Bielsku-Białej, z którym z końcem lat czterdziestych wyjeżdżał do ówczesnej Czechosłowacji (w teatrze tym grywał wówczas ponad dziewięćdziesięcioletni Ludwik Solski). Przez długie lata był recenzentem teatralnym, a do końca życia felietonistą w radio.
Jego książka wspomnieniowa „Upływa szybko życie” jest żywą kroniką czasów sprzed pierwszej wojny, okresu dwudziestolecia międzywojennego, okupacyjnych pięciu lat i odradzania się Krakowa po wojnie. Witold Zechenter zmarł 28 kwietnia 1978 w rodzinnym mieście, w którym spędził prawie całe życie i któremu poświęcił wiele stron poważnych i żartobliwych, prozą i wierszem.

   Publikacje książkowe:

Ręka na sterze – poezje. Warszawa 1929 wyd. F. Hoesick
Niebieskie i złote – poezje. Poznań 1932 Biblioteka „Dwutygodnika Literackiego”
Linia prosta-poezje. Poznań 1932 Biblioteka „Dwutygodnika Literackiego”
Srebrny ekran wzywa – opowieść. Kraków 1936 „Pallas”
Inne chwile – poezje. Warszawa 1939 F. Hoesick
Guzy dla muzy – fraszki, satyry, parodie. Warszawa 1939 Książnica-Atlas
Bajdy krasnoludkowe – opowieść dla dzieci. Kraków 1942 S.A.Krzyżanowski
Strzępy okupacji (1939-1945) – poezje. Kraków 1945 S.A. Krzyżanowski
Wilk z partyzantki – opowieść. Kraków 1946 L.J. Jaroszewski
W babskim domku – powieść dla młodzieży. Kraków 1946 LJ. Jaroszewski
Bajki o matce – opowiadania dla dzieci. Kraków 1947 L.J. Jaroszewski
Opowieści ptaszęce – opowiadania dla dzieci. Kraków 1947 Biblos, Warszawa 1957 Liga Ochrony Przyrody
W krakowskiej legendzie – opowieść dla młodzieży. Kraków 1947 Biblos
W mojej razurze – satyry. Kraków l954 WL
Kraków Główny – proszę wysiadać – przewodnik. Warszawa 1957 Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne Parodie. Kraków 1957, 1960 WL Avaxara – powieść. Warszawa 1958 Iskry
Fraszki. Kraków 1962 WL
Z pegazem pod gazem – satyry. Kraków 1965 WL
Wiersze wybrane. Kraków 1967 WL
Trzecie parodie. Kraków 1969 WL
Drobiażdżki z przejażdżki – satyry. Kraków 1970 WL
Upływa szybko życie – wspomnienia. Kraków 1971, 1975 (wyd. popr. i uzupełn.) WL
Grymasy z komentarzem – satyry. Kraków 1973 WL
Gabinet uśmiechów – parodie. Warszawa 1975 Iskry
Godzina zmierzchu – poezje. Kraków 1976 WL
Nasze sny rzucają długie cienie – poezje. Kraków 1978 WL
Gra w otwarte żarty. Fraszki, satyry, humoreski. Kraków 1981 WL
Rozmowa z sobą – Układ wierszy i wspomnienie o Ojcu -Elżbieta Zechenter-Spławińska. Kraków 1993 Księgarnia Akademicka.

Wiesław T. Kolarz – “Czekam”

Wiesław T. Kolarzkolarz1
“Czekam”

Wydano staraniem Oficyny Wydawniczej “Impuls”, Śródmiejskiego Ośrodka Kultury przy pomocy finansowej rodziny autora oraz Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Krakowa, Kraków 2003

 

Wiesław T. Kolarz (1945-2001). Poeta, redaktor, dziennikarz. Urodzony w Nowym Sączu. Absolwent Filologii Polskiej w Uniwersytecie Jagiellońskim. W latach szkolnych i studenckich recytator, laureat wielu nagród. Współtwórca Teatru Słowa „Akapit” w Nowym Sączu. Kierownik artystyczny Grupy Twórczej „Sowizdrzał” UJ. Utwory poetyckie pisał od wczesnej młodości. Debiutował na łamach „Życia Literackiego” w 1968 roku. Tomik poezji „Ballady Prowincjusza” ukazał się w 1973 roku. Animator kultury i opiekun młodych poetów. W latach 1968-1973 Sekretarz Komisji Kultury ZW ZMW, przewodniczący Krakowskiego Ośrodka Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy. Współzałożyciel grupy poetyckiej „Tylicz”. Od 1973 roku redaktor i dziennikarz „Gazety Krakowskiej”. Publikował artykuły, felietony, recenzje, wywiady, wiersze. Redagował kolumnę „Kaduceusz”. W 2001 roku otrzymał prestiżową nagrodę środowiska dziennikarskiego „Złotą Gruszkę”. Ostatni tomik poezji „Nic, nic i koniec” ukazał się w 1996 roku. W planach wydawniczych miał zbiór p.t. „Cafe Imperiał”.

 

Liryk i szyderca

Pełen antynomii zdaje się nie tyle poetycki świat Wiesława Kolarza, co wypowiadane przezeń poglądy dotyczące społecznej funkcji poezji, jej roli i miejsca w życiu jednostek, zbiorowości oraz narodów, wreszcie jej istoty i wpływów, jaką ona odegrała kiedyś i w czasach współczesnych. Jest więc ona – jak pisze w liryku „Czym jest poezja”:

Tęsknotą i miłością
Odkrywaniem światów
Stróżem tajemnic
Odwróceniem dnia

czy zaledwie „niczym”:

Tylko słów zabawą
Kaprysem chwili
Strachem przed szczerością
– a może wręcz „krwioobiegiem życia”?

W jednym z wywiadów stwierdził: „Misja poety skończyła się w XIX wieku, z mistycyzmem, „Dziadami” i wszelkimi boskimi fluidami. Poezja ma proste zadanie – powinna towarzyszyć ludziom. Nie wierzę w posłannictwo literatury, bo cóż ona nam załatwiła? Mieliśmy jedynie piękny wątek tzw. literatury patriotycznej”(1).

W poezji bardziej fascynowała go forma niż jej posłannictwo. Zwykł mówić, że to jego stanowisko wobec poezji wynika m.in. z faktu, iż – jak sam stwierdzał – terminował nie u byle kogo: poezja Konstantego I. Gałczyńskiego, warsztatowo wysokiej klasy, była dla niego wzorcem i przesłaniem. Ten spośród szerszego grona mistrzów, któremu będzie miał Wiesław Kolarz jako poeta wiele do zawdzięczenia, przed poezją „nie klęczał na kolanach”.

Zwykł mówić, że krakusem został z wyboru, ale w sercu pozostanie zawsze sądeczaninem. Lubił też przypominać słowa Juliana Ka-walca, utrzymującego, iż człowieka kształtuje pierwszy obraz, który zobaczył w życiu. W znaczeniu niedosłownym, ogólnym, oznacza to, iż miejsce, z którego pochodzimy, środowisko rodzinne i najwcześniejsze doświadczenia odgrywają w życiu człowieka, rolę zasadniczą, trudną do przecenienia. Nigdy nie zapominał o swoich korzeniach, owszem mówiąc o nich, o związkach z rodzinnym miastem i regionem, częstokroć podkreślał rolę, jaką ta mała ojczyzna pełni w jego życiu i twórczości artystycznej.

Urodził się 19 maja 1945 r. w Nowym Sączu. Po ojcu był Morawianinem spod Ołomuńca. W czasach austriackich, za rządów cesarza Franciszka Józefa I Kolarzowie osiedli w Broszniowie i Drohobyczu, na dawnych ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej; rodzina matki, pradziad i dziadek Mikusińscy pochodzili z Nowego Sącza. Podczas wojny ojciec Wiesława Kolarza, Zenon, zdołał – wraz z rodziną uciekł ze wschodnich rubieży Rzeczypospolitej i osiadł w Nowym Sączu. Dziadek Wiesława ze strony ojca był stolarzem, a ojciec – inżynierem technologiem drewna.
Od najwcześniejszych więc lat Wiesław Kolarz miał poprzez zajęcia ojca i jego życiowe pasje bliski kontakt z górami pełnymi lasów – naturalnym bogactwem Sądecczyzny, z obróbką drewna, zapachem żywicy. Obaj kochali góry, umieli je podziwiać i docenić ich urodę i tajemnice, ale dla Wiesława były trudno dostępne wskutek przebytej w wieku 4 lat choroby Heine-Medina. Z konieczności więc owe kontakty z górami i przyrodą musiały być mniej forsowne i bardziej doraźne, ale skalą wrażeń i przeżyć nie mniej intensywne. W umyśle chłopca góry tworzyły już od wczesnego dzieciństwa obszary spotęgowanego piękna, jakieś wyspy szczęśliwe, rejony od innych odmienne nie tylko swoim niepowtarzalnym krajobrazem, ale także mentalnością mieszkańców gór, wychowanych w miłości do tej ziemi.
Inny jego mistrz, Jerzy Harasymowicz, nazwał te ziemie, tę małą ojczyznę Wiesława Kolarza – „Krainą Łagodności” – i kto wie, czy spośród tamtego pokolenia poetów, zafascynowanych nią, właśnie Kolarz miał najgłębsze poczucie jej niepowtarzalności, rozumiał jej złożone problemy, daleki był wszakże od oleodrukowej wizji Beskidów i ich mieszkańców.

Urodził się w starej, pożydowskiej kamienicy przy ul ks. Piotra Skargi 5, naprzeciwko kościoła Jezuitów, w centrum miasta. Dookoła sporo było zniszczonych domów, wręcz gruzów, przykrego następstwa wysadzenia w powietrze przez wojska sowieckie pobliskiego zamku. W Nowym Sączu uczęszczał do szkoły podstawowej, a następnie do cieszącego się znakomitą renomą I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Długosza. Dzieciństwo jego zmącone zostało tragedią rodzinną: gdy miał zaledwie 11 lat utracił ojca. Nagła śmierć ojca była dla młodego chłopca nie tylko dramatycznym przeżyciem o nietrudnych do przewidzenia następstwach, otwarła też przed nim nowe obszary myśli, które skierowały go w kierunku literatury pięknej, zarówno prozy, jak i poezji, w relacji z którą mógł czuć się trochę mniej osamotniony, mniej doświadczony.

   – Śmierć ojca – wyznawał wielokrotnie – tak bardzo przedwczesna, skierowała moje zainteresowania w inne obszary istnienia, w kierunku literatury, zwłaszcza poezji. Tragedia uświadomiła mi nagle jedenastoletniemu chłopcu, że w każdej chwili, często zupełnie niespodziewanie, może zdarzyć się coś takiego, co „rozwala” nasze życie. W moim domu była zasobna biblioteka, sięgnąłem po beletrystykę. Jako dwunastoletni młodzieniec przeczytałem wszystkie dzieła Słowackiego, jednym tchem przeczytałem Trylogię Henryka Sienkiewicza. Prawie nic z tego Słowackiego nie zrozumiałem. Przeżyłem wstrząs, jakąś rewolucję w moim życiu. Wtedy zacząłem pisać pierwsze, nieporadne wiersze własne, jakieś przeróbki Słowackiego.

    Zainteresowanie literaturą skierowało go w kierunku recytacji. Miał znakomite warunki głosowe, niemałą wrażliwość interpretacyjną, inwencję. Powiadano w Nowym Sączu, że zastąpił pod tym względem Józefa Lipca, który podjął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, a wkrótce stał się filarem tamtejszego Teatru 38. Ale Wiesław Kolarz recytował wiersze bardzo spontanicznie, nie tylko na szkolnych miejscowych akademiach. Uczestniczył ze znakomitymi efektami w eliminacjach powiatowych ogólnopolskiego konkursu recytatorskiego. Jego licealna polonistka, Zofia Oleksówna, nauczycielka osiągająca świetne wyniki w nauczaniu młodzieży, ale i stawiająca przed nią wysokie wymagania, uczyła go innej, mniej emocjonalnej, za to bardziej intelektualnej interpretacji tekstu, ona też skierowała go do tamtejszego Teatru Poezji.

Wiesław Kolarz zwykł mówić, że największy wpływ na rozwój jego osobowości, wrażliwości artystycznej, wreszcie światopogląd, miał rzeźbiarz z Torunia, Leszek Zalewski, który przybywszy do Nowego Sącza, uczył recytacji wiersza w tamtejszym Młodzieżowym Domu Kultury, a wkrótce potem założył tam Teatr „Akapit”.

Poeta odkrył tam, że poza szkolnym programem istnieje także inna, fascynująca poezja. Leszek Zalewski zwrócił jego uwagę m.in. na poezję Gałczyńskiego. Właśnie na poezji Gałczyńskiego ćwiczyli sztukę mówienia wiersza. Otworzyły się przed nim nowe obszary piękna, świat wspaniałych doznań. Kolarz zrozumiał, że poezję należy, „rozgryźć”, a emocjami w jej interpretacji należy gospodarować rozsądnie i oszczędnie. Był to moment przełomowy w jego życiu.

Przez wiele lat czuł się nawet bardziej recytatorem niż poetą, wierszy wszak jeszcze nie publikował, a rozgłos, jaki zyskał jako recytator, był zgoła imponujący, już nie tylko w skali regionalnej.
Na kształtowanie kierunków artystycznych poszukiwań Kolarza niemały wpływ mieli goście ówczesnej kawiarni sądeckiej „Imperiał”, w której spotykali się tradycyjnie miejscowi artyści i przedstawiciele środowisk kultury — m.in. dyrektor tamtejszego Muzeum Okręgowego Tadeusz Szczepanek oraz malarze: Stanisław Kuskowski i Adam Walczyński. Ożywione dyskusje, które wiedli ze sobą przy kawiarnianym stoliku wykraczały merytorycznie poza samą kawiarnię i miasto, jako nierzadko wielce inspirujące i poruszające jego wyobraźnię artystyczną.

Po zdaniu matury (1963 r.) podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zamieszkał w legendarnym II Domu Akademickim „Żaczek”. Od początku zaangażował się w bogaty i wielostronny nurt życia kulturalnego i artystycznego studentów. Przy działającej od listopada 1964 r. w klubie „Nowy Żaczek” Grupie Twórczej „Sowizdrzał” – w skład której wchodziły Teatr Piosenki, dwie grupy plastyczne, scena poetycka, dramatyczna, muzyczna i literacka – założył Kolarz w lutym 1965 r. Koło Recytatorskie „Sowizdrzała”. Ściśle współpracował z szefem i założycielem Grupy Twórczej „Sowizdrzał”, Leszkiem Aleksandrem Moczulskim, Wincentym Faberem, także w odniesieniu do innych sekcji „Sowizdrzała”. W Kole Recytatorskim zgromadził liczne grono osób, których pasjonowała sztuka recytacji i literatura (m.in. Barbara Natkaniec, Marek Pacuła, Andrzej Urbańczyk, Jerzy Komhold, Olimpia Napolska, Tadeusz Ryłko). Wspólnie z nimi, czasem indywidualnie, opracowywał scenariusze poetyckie, według których zespół przygotowywał cieszące się sporą popularnością spotkania z poezją. Preferowali poezję współczesną – m.in. Tadeusza Nowaka, Stanisława Grochowiaka, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Andrzeja Bursy, ale sięgali także do klasyki polskiej i obcej. Wspólnie z romanistami przygotowali wieczór poezji renesansowej, polskiej i francuskiej. To właśnie w tym czasie Wiesław Kolarz był dwukrotnie zwycięzcą ogólnopolskiego konkursu recytatorskiego w Szczecinie. Pisał teksty piosenek dla „sowizdrzałowego” teatrzyku piosenki, do których muzykę komponowali m.in. Paweł Bieńkowski i Krzysztof Szwajger. Z „Sowizdrzałem” i „Nowym Żaczkiem”, klubem studenckim Zrzeszenia Studentów Polskich – podejmującym wiele cennych inicjatyw kulturalnych, śmiałe na owe czasy dyskusje polityczne, spotkania z politykami i znanymi artystami – związany był do 1968 r.

Czuł się zdecydowanie bardziej poetą niż recytatorem, gdy dokonywał wyboru seminarium magisterskiego. Wybrał seminarium u prof. Marii Dłuskiej, najlepszego w Polsce specjalisty z zakresu wersologii wersyfikacji. Maria Dłuska uczyła nie tylko podstaw teorii wiersza polskiego, potrafiła szczerze zachwycić urodą poetyckiego słowa, zachęcić młodych adeptów do podejmowania prób pisania wierszy, ale i pokory. Sama pięknie recytowała, pisała wiersze, ale wysoce krytyczna wobec efektów swoich poczynań, nigdy ich nie publikowała. Uważała, że poezja powinna być dobra, bo inaczej jest zbędna. Na ile ta ostrożność prof. Marii Dłuskiej w podejmowaniu decyzji o publikacji swoich wierszy utwierdziła jej ucznia, Wiesława Kolarza w potrzebie podobnej ostrożności? Tę powściągliwość, uznawaną przez wielu za wysoce nieuzasadnioną, zachował do końca. Wielu wierszy, nieraz w całości przemyślanych, utrwalonych w pamięci, przez długie lata nie spisywał. Były jego światem, wewnętrznym zapisem przeżyć i rozterek.

Debiutował jako poeta na łamach „Życia Literackiego” w 1968 r. Ojcem chrzestnym owego debiutu był znany krakowski poeta, Tadeusz Śliwiak. Po uzyskaniu tzw. absolutorium (pracy magisterskiej poświęconej twórczości K. I. Gałczyńskiego nie bronił) postanowił pozostać w Krakowie. Przez niespełna rok pracował jako instruktor kulturalno–oświatowy w Wytwórni Witraży w Krakowie, po czym przyjął propozycję pracy animatora kultury w Zarządzie Wojewódzkim Związku Młodzieży Wiejskiej w Krakowie.     Praca w Związku Młodzieży Wiejskiej była dla niego nie tylko nowym doświadczeniem, czuł jej celowość i potrzebę, otwierała też przed nim nowe kierunki aktywności, bardzo mu bliskie. Docierając niejednokrotnie do odległych klubów, świetlic czy domów ludowych, poznał nieznane mu dotąd rejony województwa, ich mieszkańców i codzienne problemy. Właśnie wtedy poznał i pokochał Żywiecczyznę. Organizował w wielu miejscowościach życie kulturalne, inicjował konkursy czytelnicze czy folklorystyczne; blisko współpracował z placówkami zajmującymi się życiem kulturalnym wsi, m.in. z Uniwersytetem Ludowym w Wierzchosławicach.

    Rozmaitego autoramentu plastycy – wspomina po latach Henryk Cyganik – wyrobnicy pióra, animatorzy artystycznych zjawisk regionalnych przychodzili do niego jak do konfesjonału. Wiesiek miał nie tylko umiejętności słuchania, potrafił uszanować ludzi, porozumieć się z nimi, ale przede wszystkim budził zaufanie swoją statecznością, mądrością, wiedzą i ciepłem.

    Pełnił w tym czasie także funkcję przewodniczącego Krakowskiego Oddziału Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy i wiceprzewodniczącego Rady Krajowej KKMP. Klub funkcjonował przy Związku Młodzieży Wiejskiej. Organizował turnieje klubów wiejskich, sejmiki młodych twórców, biesiady literackie, opiekował się artystami-amatorami, organizował Sejmiki Młodych Twórców oraz Konfrontacje Ruchu Artystycznego Młodzieży w Myślcu nad Popradem. Klubowi patronowali Stanisław Piętak i Tadeusz Nowak. Publikował wtedy Kolarz w „Głosie Młodzieży”, „Zarzewiu”, „Kurierze Akademickim”, a także „Tygodniku Kulturalnym”, „Poezji”, „Nowej Wsi”, „Studencie”, „Dzienniku Polskim” oraz w almanachach poetyckich. Ilu młodym ludziom dopomógł w debiucie, w publikacji tekstów? Jedno zdaje się pewne: pomagał, gdy był przeświadczony, że tekst nadaje się do druku, w innych, o wiele częstszych przypadkach, doradzał wyczekiwanie i doskonalenie warsztatu literackiego, czasem zgoła zajęcie się czymś innym.

Końcem 1969 r. związał się z grupą literacką „Tylicz”. Założyli ją kilka miesięcy wcześniej Andrzej Warzecha, Jerzy Gizella i Andrzej Krzysztof Torbus, a wkrótce dołączyli do niej Adam Ziemianin, Franciszek Brataniec i właśnie Wiesław Kolarz. Grupa nie posiadała wspólnego programu literackiego, ten bowiem – sądzili – ograniczałby swobodę twórczą młodych poetów.

    „Duchowe i stylistyczne pokrewieństwo nie musiało zdaniem “tyliczan” wynikać z teorii, przeciwnie, swoboda, w której ujawnia się pewna jedność, musiała być potwierdzeniem literackiego i duchowego pokrewieństwa” – napisał po latach Andrzej Warzecha(3).

    Nie mając sprecyzowanego programu, a nawet od takiego programu stroniąc, mieli swojego literackiego patrona. Był nim Jerzy Hara-symowicz. Nawiązywali też „wyliczanie” do tradycji i doświadczeń działającej w latach 1957-61 grupy twórczej „Muszyna”, założonej właśnie przez Harasymowicza. „Wyliczanie”, w opozycji do ugrupowań „Nowej Fali”, preferując prywatność i przewrotny antyintelektu-alizm, unikali politycznej deklaratywności, nie pomijali problematyki społecznej, ale postrzegali jaw powiązaniu ze swymi małymi ojczyznami, rodzimym pejzażem Krainy Łagodności. Dostrzegali w niej autentyczne piękno i odwieczny porządek świata, oparty na trwałych systemach wartości. Stronili przy tym od sentymentalnych, podretuszo-wanych ocen i powierzchowności.

Wiesław Kolarz wraz z innymi „tyliczanami” uczestniczył w licznych spotkaniach autorskich, imprezach młodoliterackich, konkursach literackich. Grupa związana była przez kilka lat z krakowskim klubem studenckim „Pod Jaszczurami”, tam też na ogół młodzi poeci spotykali się z krakowską publicznością. W konkursach literackich o „Jaszczurowy Laur”, organizowanych w tymże klubie, zdobywali liczne nagrody(4).

W 1972 r., kiedy pierwszym „tyliczanom” udało się opublikować debiutanckie tomiki, ukazał się almanach grupy, wydany m.in. dzięki zabiegom Kolarza nakładem Zarządu Wojewódzkiego Związku Młodzieży Wiejskiej i redakcji „Głosu Młodzieży”, z okazji Ogólnopolskiego Seminarium Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy – Industrializacja wyobraźni. W przedmowie do almanachu „Tylicz”, Jacek Kajtoch stwierdził m.in.: „Nie unikają problematyki politycznej, ani zagadnień uniwersalnych. Chcą tylko mówić o tych sprawach w kontekstach najbliższych: krajobrazu, społeczności regionalnej, mieszkańców prowincji […] nie ulega wątpliwości, że ich twórczość ewoluuje w różnych kierunkach. Jest to widoczne przede wszystkim u Wiesława Kolarza i Andrzeja Warzechy, którzy coraz bardziej angażują się w pi bierny społeczne naszego czasu”(5).

W roku następnym, 1973, nakładem Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy i Ludowej Spółdzielni Wydawniczej ukazał się debiutancki tomik poetycki Wiesława Kolarza – „Ballady prowincjusza”. W jednym z liryków, „Balladzie o pejzażu z lat dziecinnych”, poeta stwierdza wręcz:

Który jesteś ode mnie
na odległość myśli
odsunięty obrazie
niedojrzałych przeżyć
[…]
milczeniem i słowem
zieloną linią życia
blizną raną snem
który poza mną zostałeś
jak cień
[…]
ziarno
posiane we mnie
które ciągle tkwi
wyschniętym ostem
w perspektywie dni

    Czy można było te związki z ziemią rodzinną, znaczone miłość sentymentem, ale i bólem, bliznami wyniesionymi z niełatwego dzieciństwa, wreszcie wyzierającą z wielu innych wierszy, pomieszczonych w tym tomiku, nostalgię wyrazić równie otwarcie i przejmująco?

To był mój debiutancki tomik, ale niewiele się zmień w moim myśleniu. Dlatego należałem do grupy „Tylicz”. Wszyscy byliśmy prowincjuszami i to haftowaliśmy na swoich sztandarach już w Krakowie. Ciągle czułem się w tym moim wyśniony wymarzonym Krakowie przybyszem z prowincji. Nie dlatego, nie umiałem się znaleźć, ale dlatego, że wszystkim chciałem opowiedzieć, skąd przybyłem(6).

    Tak częsta w wierszach Wiesława Kolarza tęsknota za krainą utraconego dzieciństwa nie ma w sobie poczucia dramatyzmu, wewnętrznego rozdarcia, a tylko głęboką refleksję spowodowaną nieuchronnym przemijaniem. Chętnie powracał, choćby na krótko, na Sądecczyznę i mimo że nie mógł odbywać wędrówek pieszych po jego ukochanych Beskidach, mimo że były pod tym względem jednoznaczne przeciwwskazania, chęć indywidualnego doświadczenia ich piękna, bywała silniejsza:

    Musiał się pożegnać z wędrówkami po ukochanych górach, ale bywał tak uparty, że w moim towarzystwie w latach 80. wychodził na Parchowatkę dwukrotnie – raz z Łabowej przez Łabowską, drugi – z Łomnicy przez Łysinki po kopnym śniegu. Tę miłość do gór rekompensował sobie ich wszechobecnością w jego wierszach, miłością do góralszczyzny i namiętnym śpiewaniem góralskich przyśpiewek. Znał ich ogrom – od Lachów Sądeckich po Beskid Śląski. Śpiewał znakomicie, miał dobry słuch, grał na pianinie(7).

    Od 1973 r. do końca życia, przez 28 lat związany był zawodowo z redakcją „Gazety Krakowskiej” (przejściowo wydawanej pod nazwą „Gazeta Południowa”). Trafił do działu kulturalnego, kierowanego naówczas przez Henryka Cyganika, z którym przez cztery lata wspólnie redagował rubrykę „Kronika Obecnych”, gdzie prezentowane były inicjatywy kulturalne młodych. Na łamach „Gazety”, w tej właśnie „Kronice”, debiutowało w tym czasie kilkudziesięciu młodych poetów.

W „Gazecie Krakowskiej”, w której publikował systematycznie swoje artykuły, głównie o tematyce kulturalnej i społecznej oraz wiersze, pełnił przejściowo funkcje sekretarza redakcji, zastępcy redaktora naczelnego, wreszcie kierownika działu kulturalnego. W latach 1994-2000 redagował cotygodniową kolumnę satyryczną „Kaduceusz”, w której zamieszczał cieszące się dużą popularnością felietony oraz własne wiersze.

Wiesław Kolarz nie tylko nie zabiegał o wydawanie następnych tomików wierszy, nieczęsto też dbał o nadanie wielu lirykom ostatecznej wersji. Wiele z nich nigdy nie zostało choćby wstępnie zapisanych, pozostając w pamięci autora. Był w ocenie swoich wierszy zawsze bardzo wymagający, na ogół nadmiernie surowy, zachowywał wobec nich głęboki dystans. W 1996 r. nakładem Oficyny Konfraterni Poetów ukazał się, staraniem niezmordowanego Jacka Lubarta-Krzysicy, drugi tomik poetycki Wiesława Kolarza – „Nic, nic i koniec”. Wbrew trochę nihilistycznemu tytułowi, nie jest on mroczny w swojej całościowej wymowie, owszem jest w nim miejsce i na nostalgię oraz myśli o przemijaniu, częstą w twórczości tego poety prześmiewczość i szyderstwo, wreszcie tony biesiadne. Są i motywy tak bliskie kiedyś „tyliczanom”, ale bez cienia wtór-ności artystycznej: antyfony rodzinne, zapisy wigilijnych refleksji, pastorałki, beskidzkie impresje.

 

    Większość z nich właśnie [wierszy – przyp. S.D.] – stwierdza Andrzej Warzecha – poprzez poetyckie konstrukcje stara się przeciwstawić temu codziennemu i nieuchronnemu przemijaniu. Poeta pragnie owo „nic” przemienić w obrazy i liryczne sytuacje, które być może przetrwaj ą o wiele dłużej niż zdarzenia i towarzyszące im refleksje będące ich inspiracją. Stąd w wierszach Wiesława Kolarza powtarzalność pewnych motywów i refleksji: cykl pór roku, jego niezmienność, ale też nieunikniony koniec tego cyklu – zima. Ona właśnie najbardziej fascynuje i niepokoi poetę. Z niej wydobywa wiele obrazów i metafor, lęków i nadziei. Jest przecież zima symbolem końca życia, ale życia wciąż się odradzającego […] Kolarz jawi się więc bardziej jako poeta ludzi poszukujących sposobów na uświadomienie sobie sensu życia niż jako artysta mocno w ten sens wierzący(8).

    Tomik ten wieńczy pogodna „pieśń biesiadna” – „My jeszcze wciąż”, dedykowana Adamowi Ziemianinowi, nie poddająca się przygnębiającemu nastrojowi przemijania, pojmowanego tu jako atrybut obecności i życia dobrze na co dzień spełnianego:

Nie wierzcie mili, że to koniec
[…]
Przed nami jeszcze burze astrów
W kimonach wschodu chryzantemy
nie ma co gadać, mój Adaśku!
Jeszcze żyjemy

Jeszcze są w oczach naszych dziewczyn
Miód pożądania cichcem warzy
Przy siwych brodach, mimo wszystko,
Z chyżą młodością nam do twarzy

Wiersz „Amen”, zamykający tomik, jest pełną refleksji modlitwą o wiarę i siłę, by „życie przeżyć mądrzej”, by władza posiadała więcej szarych komórek, by tchórzostwo przestało być znamieniem naszych czasów, tu nad Wisłą. Czy mógł przewidzieć, mocując się z chorobami i czasem, że nie zdoła wydać następnego tomiku wierszy, że ta modlitwa o znamiennym tytule będzie przesłaniem o szczególnej nośności, ostatnim, zamykającym drugi i ostatni wydany za życia autora tomik poetycki?     W kwietniu 2001 r. otrzymał prestiżową krakowską nagrodę dziennikarską-„Złotą Gruszkę 2001”. W liście gratulacyjnym Andrzej Urbańczyk, kiedyś jego bliski współpracownik z „Sowizdrzała” napisał:

    Drogi Wieśku, byłeś tym, który w „Żaczku” potrafił w mały pokój wpisać poezję. […] Kiedy dziś dostajesz laury […] jestem z Tobą, gratuluję i życzę bycia sobą.

    Zmarł 22 listopada 2001 r. Zgodnie z jego wolą skremowane szczątki pochowano w Krakowie na cmentarzu Batowickim, ale ich część została rozsypana w Dolinie Roztoki w Rytrze, u stóp jego ukochanej Radziejowej.

W pierwszą rocznicę śmierci Wiesława Kolarza odbył się w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie wieczór literacki “Liryk i Szyderca”, według scenariusza Olimpii Napolskiej-Kolarzowej.
Wiersze poety czytali znani aktorzy krakowscy: Bożena Adamek, Krzysztof Górecki i Tadeusz Kwinta, a Joanna Słowińska śpiewała specjalnie skomponowany na ten wieczór utwór przez Zygmunta Koniecznego według wierszy W. Kolarza. Wówczas rozmawiano o konieczności wydania wierszy poety, w którym zawarte byłyby także utwory dotąd nie publikowane, bądź drukowane w prasie i przez to rozproszone. Przypomniano słowa Wieśka, który w jednym z felietonów napisał: „Coś zostawiłem Warn – chcecie czytajcie, nie chcecie, nie czytajcie…”. Nikt nie wiedział, ile wierszy pozostawił. Zresztą, on także tego nie wiedział, nie dbał o ich publikację.
Dokonany przez Olimpie Napolską-Kolarzową wybór wierszy obejmuje zarówno publikowane, jak i pozostające dotąd w rękopisie.
Pochodzą z różnych okresów życia poety: najwcześniejsze powstały końcem lat sześćdziesiątych, najnowsze – na krótko przed jego śmiercią. Różne były koncepcje doboru utworów, ich układu etc. Budują one duchowy wizerunek poety: dziennikarza, człowieka o głębokiej wiedzy i psychice, osadzonego w rzeczywistości, poszukującego, rozmiłowanego w górach, krakowianina z wyboru, w sercu sądeczanina.

    W rok po jego przedwczesnej śmierci – stwierdza Tadeusz Skoczek – nabieram przekonania, że Wiesław Kolarz był przede wszystkim poetą […] Przejawiał artystyczną wrażliwość, mówił często językiem poetyckim pełnym metafor, odczytywał i interpretował życie pełnią poetyckiej głębi(9).

We wszystkim, co robił, choć by były to sfery wielce odległe, myślał i czuł kategoriami człowieka o wrażliwości poety. Tom wierszy Czekam przynosi potwierdzenie tej opinii. Sporo w nim liryków o niezwyczajnej urodzie, warsztatowo bardzo sprawnych.

Stanisław Dziedzic

Przypisy

1 Cyt. za: Henryk Cyganik: Wiesław Kolarz (1945-2001) -poeta sądeczanin, „Rocznik Sądecki”, t. XXXI s. 344. w.s.343.
3 Cyt. za: Ewa Głębicka: Grupy literackie -w Polsce 1945-1998, leksykon. Warszawa 1993, s. 395.
4 Szerzej: Stanisław Dziedzic: Monografia Klubu „Pod Jaszczurami”, Kraków 1980.
5 Tylicz (almanach poetycki), red. Jacek Kajtoch, Kraków 1972, s. 3.
6 Cyt. za: Henryk Cyganik: Wiesław Kolarz…, jw., s. 343.
7 Tamże, s. 342.
8 Andrzej Warzecha: Uczmy się mówić prosto, „Dziennik Polski” z 15.01.1997.
9 Tadeusz Skoczek: Niewolnik wolnego słowa, „Wieści”, nr 5-6, z2-9.02.2003.

Bogumiła Jęcek “Czarne koronki” (2011)

bogumila-jecek

Bogumiła Jęcek
urodziła się 13 grudnia 1956 r. w Oleśnicy. Obecnie mieszka w Łodzi. Wiersze pisze od kilku lat, od 2009 roku ekfrazy do obrazów Edwarda Muncha.
Laureatka m.in. XXXII OKP im. Haliny Poświatowskiej, XVIII i XIX “Tyskiego Lata Poetyckiego”, XVI OKP “Sprostać wierszem”, XIX OKP im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego
(nagroda TETIS za zestaw poetycki wyróżniający się nowatorstwem formalnym i niekonwencjonalnością), XVIII OKP im. Rafała Wojaczka, XVII OKP im. Wacława Olszewskiego i
wielu innych. Wiersze Bogumiły Jęcek były prezentowane na antenie Polskiego Radia Katowice. Można je również znaleźć w kilkunastu pokonkursowych almanachach. Nominowana
do finału VI OKP im. Kazimierza Ratonia na książkę poetycką. Publikowała w “Akancie”, “Fragile”, “Dzienniku Polskim” i miesięczniku “Hajduczanin” oraz na stronach internetowych PKPzin,
sZAFa. Tomik “Czarne koronki” jest jej debiutem książkowym.

AUTOPORTRET

Czy można bardziej rozmazać życie? Wypalać

odległości? Od trzymanego w palcach papierosa

do ust. Chować w dymie wszystko, co do ukrycia,

i patrzeć w lustro. Moj wzrok oszukuje; to pewność,

ale tylko zmierzchu. Nie ma następnych dni, nie przejdę

do jutra. Przede mną sztaluga i moj obraz. Tak się zamykam.

Edward Munch "Autoportret z zapalonym papierosem", 1895

W POKOJU CHOREGO PRZY ŁOŻU ŚMIERCI

Modlmy się, niech słowa w milczeniu

przejdą, jak ona. Śmierć lubi przerywać,

we wspolnym tle zamyka końce.

Z nocy przemyca w noc. Modlmy się o światło

leżące na łożku - dzień, ktorego zabraknie.

Modlmy się za czerwone ściany, przez ktore

odejdzie życie. Za wyciągniętą dłoń.

Edward Munch "Łoże śmierci", 1895


Nawet ona wygląda na zagubioną. Śmierć. Modlę się

do pustego fotela. Mowi, że przyszła odpocząć,

że niczego nie chce; niebieska chusta nie zawsze

otwiera niebo. Ale nie opuszcza głowy, nie załamuje

rąk. Czeka.

W każdej pozie ten sam wyraz i słowo. Nikt

nie chodzi, nie słychać żadnych krokow; tylko

prośbę wszystkich o oddech:

nie zabieraj, odejdź.

Edward Munch "Śmierć w pokoju chorego", 1895

CZARNE KORONKI

Opanowanie to cierpliwość. Uczę się sztuki

pozowania. Dla życia jestem piękna, ukoronowało mnie

czarną opaską - patrzę tak, jakbym wiedziała wszystko.

Mam szesnaście lat i zamknięte usta.

Zdradza mnie dłoń. Gdy lekko sztywnieje,

żyły wypełniają się kolorem nieba. To w nich

umiejscawia się bezsilność. I wtedy wypada krzyk.

Edward Munch "Siostra Inger", 1884

Danuta Hasiak “Moja mała wolność” (2010)

danuta-hasiak-1Danuta Hasiak
ur. w 1960 r w Ziębicach (woj.
dolnośląskie).
Ukończyła studia ekonomiczne w Opolu.
Wiersze publikowała w antologii “Drugi
brzeg”,krakowskim “Dzienniku Polskim”, “Lamelli”, można
było je usłyszeć w Radiu Opole. Jest laureatką konkursów
poetyckich
XVIII OKP “Dać Świadectwo” (I nagroda),VII
OKP “Sen o Karpatach” (I nagroda), i III OKP “Impulsy
i niuanse” (wyróżnienie). Najchętniej czyta wiersze
Emily Dickinson,Haliny Poświatowskiej, Mirona
Białoszewskiego, Nelly Sachs, Jerzego Harasymowicza i
Wisławy Szymborskiej. Jej trzy “małe wolności” to pisanie
wierszy, joga oraz fotografowanie.

danuta-hasiak-2

***

jak dobrze
sięgnąć ręką za horyzont
i wyjąć stamtąd
nowy świt

położyć się na trawie
przywitać wschodzące
po kroplach rosy słońce
i wodospad róż
wylewający się purpurą zza płotu
odetchnąć  sianem pachnącym porankiem
zajrzeć do domku ślimaka
i zjeść z nim śniadanie
a potem z lecącym nad głową bocianem
zamknąć cały świat w jednym uśmiechu

CREDO

mam swój budzik
który bije
w rytm mego serca

już nastawiłam go
na miłość

on mnie obudzi

TANCERKA PANA DEGAS

ma w sobie tyle ciepła
a ja trzęsę się cała
w ten styczniowy dzień

tańcz proszę tańcz
piękna dziewczyno

rozgrzej mnie

obudź i porusz
schowane we mnie
za chmurami słońce
śpiące już od tylu dni

widzę promyk
nawet dwa
może po nich
do wiosny pobiegnę

Panie Degas
jakich farb pan użył
że bukiecik niezapominajek
który wypadł jej z dłoni
prosto w moje
jeszcze po stu latach
tak mocno pachnie

jakiej muzyki
pan wtedy słuchał
że tancerka na obrazie
nie tańczy
lecz frunie jak motyl ku słońcu
po tęczy swojej sukienki

a ja już razem z nią !


Recenzje, opinie:

http://swiatpl.com/home/art.php?id=9343

Bogumił Staszek “Eroticon” (2009)

bogumil-staszek-2Bogumił Staszek
(ur. 1968), zaczął pisać w kwietniu 2008 roku. Zdobył I nagrodę w XX Konkursie Poetyckim im. Wł. Broniewskiego w Płocku (listopad 2008), I nagrodę podczas “Wiosny Poetów” w
Nowogrodzie (2008), wyróżnienie m.in. w Gdyni, Radomiu, Poznaniu. W 2009 r. został laureatem Nagrody Głównej w XVII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać Świadectwo 2009”. Poeta związany
z Wrocławiem, Tarnowem, obecnie mieszka i tworzy w Wiźnie na obrzeżach Parku Nadbiebrzańskiego.

bogumil-staszek-1

 




trzy kuszenia

powiedział

dam ci najpiękniejszą kobietę świata.

nawet się nie odwróciłem

bo ją  mam.

protestował  że warto zmienić

punkt widzenia.

powiedział

dam ci wszystkie skarby na ziemi.

nawet się nie odwróciłem

chociaż  ich nie mam.

protestował że warto

to nie wymaga wyrzeczenia.

powiedział

będę  cię kusił samą swoją istotą.

odwróciłem się.

Wojtkiewicz

nie wiem po co była ta dziecięca krucjata.

ale na nią poszedłem.

może dlatego że miałem zmarszczki na czole

i ręce takie krótkie. dziecięce.

raz nawet porwałem królewnę

to było ekscytujące.

ale nigdy jej nie dotknąłem

ponieważ  ręce miałem takie krótkie. dziecięce.

statystyka

tu kościół nie ma wieży

- na jej odbiciu wzrok nie może

chodzić  po wodzie.

nie ma ratusza

ze średniowiecznymi lochami

- tortury znane są z telewizyjnych opowieści.

nie ma już synagogi

- na tym miejscu stoi sala gimnastyczna

w której dzieci skaczą przez kozła

jak przez bimę.

nie ma też żebraków

- pojawiają się od święta.

Agnieszka Koteja “szkiełka gaworzą ze światłem” (2008)

OLYMPUS DIGITAL CAMERAAgnieszka Koteja, ur. 1964 r. W 1987 r. ukończyła pedagogikę na UJ i wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim. Pracowała jako opiekunka i wychowawczyni, obecnie zajmuje się redakcją pism dotyczących charyzmatu św. Brata Alberta. Pierwsza publikacja wierszy ukazała się w “Toposie” (3/2005).


***

Tłustymi oczami

            nie dotknij

tego słowa. W rękę je pocałuj. Dobrze.

Teraz możesz usłyszeć, że lepiej

źle, niepoprawnie kochać

niż wcale

Zakopane 25.11.2007




***

Hostia krągła jak listek lipowy

w słońcu. Hej, hej, Panie Jezu!

- świeć, rozświeć się, promieniej

w cielesność

ułomną

skupiony

Prądnik, luty 2004

 


***

Głupie odczucie, gdy się pęka w szwach

i wyrasta z siebie.

Jednak chcesz.

Więc chwytasz się za trud milczenia

w niewypowiedzianej

biedzie

Prądnik 15.01.2001




Dlaczego nie patrzę

      Mojej Mamie, która uczyła mnie
         widzieć piękno przyrody

I

Gdy góry są za głośne
i kwiaty hałasują
a wiotkie smreki kłują ciszę
i boli każdy kształt
                              skończony

- z nietaktem wobec piękna natury
zamykam drzwi izdebki
Bo za bardzo JESTEŚ

II

Za głośno o Nim mówią.
Za głośno. Rozumiesz?
Ten kamyk z krzykiem
                                    leży przy drodze
Dzwonki coś wyśpiewują,
                                          pewnie kolędy
Motyl plecie trzy po trzy, że nic więcej
                                                mu nie trzeba

No i, rozumiesz,
muszę zamknąć oczy
Bo JEST -

                              Kalatówki, 4.08.97


Wracając z ...

Lśnisz mi w oczach, w uszach dzwonisz
lgniesz do kształtu mojej dłoni
tryskasz szczęścia kaskadami
"jesteś ze mną" rośnie w "z nami"
      Już mi się w gębie nie mieszczą uśmiechy
      a oni tacy smutni
      ci przechodnie
      Głupia zakonnica nie zna życia
      tacy smutni
      pewnie jeszcze nie wiedzą na co Cię stać
      i że to dopiero nadchodzi czas
      rzetelnego cudu

Bo gdy przestaniesz już dźwięczeć i błyszczeć
gdy już umkniesz palcom i spłyniesz mi w ciszę
a uśmiech skurczony nie dotrze do twarzy
bo serce zwiotczałe długo miłość waży
To Ty, mój Wszechwładny
            Domownik-Przechodzień

sprawisz, że nadal
że nadal, o cudzie
      cała będę w Tobie

                        Łaziska, 7.01.98



***

                ...daj Mi swoje grzechy

Gdzież by mi na myśl przyszło
że tak bardzo lubię MIEĆ
                              swój grzech...

Gdzież by mi na myśl przyszło
że tak go potrzebuję
tak trzymam kurczowo puścić nie chcę nie umiem
Że tak ciężkie rozstanie
                        z grzechem odtrącanym...

Mówisz daj Mi swoje grzechy
A co będzie ze mną jak Ci je dam
Czym się będę dziwić
czym się gorszyć będę
czym znaczyć -
Że łatwiej siebie odrzucić
gdzież by mi przyszło na myśl...

                  Łaziska, 24.11.97

Andrzej Jakub Mularczyk Liczenie Mrówek (2007)

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERAAndrzej Jakub Mularczyk, urodzony w Lubinie w 1953 r. Ukończył Wydział Górniczy na Politechnice Wrocławskiej. Pracował w kopalni odkrywkowej węgla brunatnego i podziemnej kopalni miedzi. Debiutował w 1978 r. w piśmie Politechniki Wrocławskiej “Sigma”. W 1989 r. wydał arkusz “Drzazga”, w 1993 r. ukazał się tomik “Krzywa zwierciadła spojrzeń”, w 2007 r. ukazał się tomik “Liczenie mrówek” (śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków 2007). Laureat XV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego “Dać świadectwo”. Od 1994 r. mieszka w Ostrzeszowie.

liczenie-mrowek

KROPLA MOCZU

Bizon

Niecały jest człowiekiem.
Teren który znaczy
ma żółty zapach moczu.

Gromadzi spermę
by uwiecznić swoją personę.
Czeka aż wiatr znad bieguna
przyniesie zapach.

Podniecony z usztywnionym rozumem
wywoła wojnę,
by siebie wykrzyczeć
wśród urokliwych widoków kanionu.

I poniesie się w kosmos wołanie.
Orgazm, który przecząc Bogu
do Boga kieruje swoje kroki.

Wilk

Dawniej zbrodnie popełnione
podczas pełni księżyca
traktowano z wyrozumiałością.
Wierzono, że w każdym człowieku
pozostało jeszcze coś z wilka,
który szeptem kropidła
kusi duszę.

Zna kodeksy
i wie co jest złe,
a kawałki mięsa
kłami wyrywa
z uda bliźniego.

Podnieś kamień

Poeta jest w tym co napisał
nie tym co o nim piszą
i o co go oskarżają.

Czy potrafi
odróżnić dobro od zła?

Nadaje im różne imiona
Żyje w strachu, że drapieżnik
wejdzie między owce
zwoła kompanów
i nakaże baranom by i one
skosztowały krwi.

Epoka

Po śmierci Pana Cogito,
odsunięciu towarzysza i obywatela
na boczny tor lokomotywy dziejów
kim jest teraz potomek światowita?

Komu jest jeszcze potrzebny
kto o nim myśli?
A kiedy podwinie się noga
czy ktoś poda mu rękę?

Kto wyprowadzi go z materialnej nadwrażliwości
i pomoże uporządkować życie?
By potem godnie wszedł na salony
pasterza uśmiechniętej łąki.

I dębów podwyższonego widnokręgu.

Brat

Z braci,
którzy nie stali się świętymi
bliski jest mu Judasz.

Jego grzech, nad którym współcześni
z taką pasją się wynoszą
i stają się prokuratorami
patrząc na uwięzione w witrażach anioły.

A Judasz się bał,
bo trzeba bać się świata,
w którym człowiek
musi stać się bogiem
by go naprawić.

A bóg musi zejść
i stać się człowiekiem
by wiedzieć jak bardzo można się bać.

Krzysztof Konopa „Sierpień z deszczem (2006)

Okladka_konopaKrzysztof Konopa
ur. w 1953 w Zamościu. Jako poeta i satyryk zadebiutował w prasie lubelskiej w 1973 roku. Od 27 lat współpracuje z Tygodnikiem Zamojskim.
Jest laureatem kilkunastu krajowych konkursów poetyckich, m. in. 9 Warszawskiej Jesieni Poezji, X Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. E. Szymańskiego, IV Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „O dzban czarnoleskiego miodu”, XIX Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Haliny Poświatowskiej, IV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Józefa Łobodowskiego. Trzykrotny finalista i laureat Ogólnopolskiego Turnieju Łgarzy w Bogatyni.
Tomik poetycki Drugi brzeg nocy opublikował w roku 1996, rok później ukazała się książka satyryczna Obywatel Noe

 

konopa1
O książce pisali: Agnieszka Wyłupek-Zamojski Kwartalnik Kulturalny
starówka - noc

I
ze śniegu chmur gołębich poznasz
gdy zmierzchem
zmarszczą brew miękką lotu
że miasto senne

wieczór z szarości miską
nad starówką stanie
wieżycę ratuszową
zmyje krótkim deszczem
chwila
a cienie Ormian znowu zaczną kupczyć
ambrozjami pogodnej krótkiej letniej nocy

II
z ramion dzwonnicy
ulica spłynęła jak stuła
haftowana błękitami gwaru

w chrzcielnicy fosy
nagi stanął ratusz
hełm wieżycy schylił przed wiarą

III
do czerwonego popieliska murów
zbiegła się cała okolica

w czarce dzwonu
kipiał wrzątek dźwięku

w mufkę kopuły
ręce ukryła dzwonnica

na białe kolana schodów
świtem ratusz przyklęknął

IV
noc całą
do stodół rynku
siano śnieżycy wiózł
skrzypiąc mrozem
bez odpoczynku
podcieni drabiniasty wóz

V
jak ładowne towarami wozy
toczą się chmury nad miastem

ludzie nieba i rzeczy ciekawi

kramy deszczu rozstawia burza
lwowskiej bramy prędzej biegnie luzak
pod ormiańską materię błyskawic

VI
podcieni pas rycerski
bruku zmęczona zbroja
wszystko to po co

na rozstawnych koniach dzwonnicy
kolegiaty żałobny spiż
wieźli nocą

VII
zanim ptak się rozskrzydli
lotem dzień rozsupła
póki co
chociaż hałas ledwie drzemie w bruku
konnica starych domów
zamojskie podcienia
przystanęły znów w rynku
z jego dna chłód piją

VIII
choć szczerzą kły podcienia
całe w pianie gwaru
choć w oczodołach okien
jeszcze ślady krwi

na tureckim dywanie pręgierza
włosy schodów rozsypuje wieża
śpi

IX
noc gra na okarynach uśpionych podcieni
płyną naręcza woni leśmianowej łąki
niedługo świt o dzwony kolegiaty brzęknie
wieżyczek ratuszowych zaczerwieni pąki

przecież dzień nie wypłoszy czasu
bo on mieszka
we wnętrzu perły którą hetman złowił

noc gra na okarynach uśpionych podcieni
cichutko śpiewa miastu
że rodzi się nowe

X
cisza
jak śnięta ryba
błyszczała łuską bruku

dzwon kolegiaty siecią
dnem rynku płynął

o tratwę pręgierza z rzadka
pluskał cienia batog

tonąc
krwawiła światłem
podcieni okaryna

Monika Mostowik „Weź mnie w garść (2005)

dacswia10
Monika Mostowik
(1975), socjolog, scenarzystka, pisarka. Stypendystka Funduszu Scenariuszowego Stowarzyszenia Filmowców Polskich i TVP SA im .A. Munka (2004). Stypendystka Miasta Krakowa w dziedzinie literatury (2003).

Laureatka licznych konkursów, m.in.: na scenariusz filmu krótkometrażowego (Gorzów Wielkopolski 2004); na opowiadanie o tematyce współczesnej IKA Winda (Gdańsk 2002); o Nagrodę im. K. K. Baczyńskiego w kategorii prozy (Łódź 2003); Małych Form Literackich (Lubin 2004); Krajobrazy Słowa (Kędzierzyn – Koźle 2005); Konkursu im. Marka Haski (Chorzów 2005). Wydawnictwa książkowe: „taka ładna”(Portret, Olsztyn 2004) – zbiór opowiadań, „jeszcze mnie nie ma wcale…” (OKN, Kraków 1995) – wiersze, współautorka „Frustracji – Młodzi o Nowym Wspaniałym Świecie” (Rabid, Kraków 2003). Publikuje w pismach „Kursywa”, „Arytmia”, „Pracownia”, „Ha!art”, „Undergrunt”, „Kultura”, „Kartki”, „Czas Kultury”, Studium”, „BregArt”, „Portret”, „Kresy”, „Topos”, Megalopolis”, „Artpapier”, „rita Baum”, „Bulion”, „Pogranicza”.

Mieszka, pracuje i tańczy flamenco w Krakowie.

Strona internetowa: www. milena. akcja.pl

XIII OGÓLNOPOLSKI KONKURS POETYCKI “DAĆ ŚWIADECTWO”

Monika Mostowik

* * *

nie mam przyjaciół ale mam czterdzieści

darmowych esemesów

i dwadzieścia minut rozmów

czasem próbuje gdzieś zadzwonić

i przekonać że nie jestem pomyłką

że jestem specjalnie

zaplanowałam to wszystko po swojemu

i na śmierć zapomniałam umrzeć

dostałam za to

trzydzieści dni w miesiącu do zmarnowania

kiedyś starałam się je przespać

ale marnowanie nocy jest tym bardziej nie na miejscu

bo w nocy ludzie się kochają

ja stawiam

pasjanse z dam pikowych robię blondynki udaję

że nic się nie dzieje dopóki nie będę

gotowa we własnym sosie

* * *

nie mam już snów

nawet na jawie

wszystko jest prawdziwe

nawet ty

wsłuchuję się w zapach twojej skóry

i chłód który rozsypałeś

na podłodze

kiedy powiedziałeś

zaproś mnie na herbatę

a będę ją pił do końca życia

serce z kamienia mi spadło

 

w kinie

wbita w fotel

nie przypięta pasami

wypatruję na ekranie

tej miłości

o której wszyscy tak mówią i piszą

i śpiewają piosenki

po drodze do domu dokładnie wydłubuję z zębów

resztki popcornu

 

nagie

kobiety stają się

piękne po kryjomu

malują usta obrysowują

oko połykają gorsety na łydki

naciągają lśniącą skórę

pończoch

a kiedy stoją przed tobą nagie

są bardziej nagie niż rosołowe kury

i dla ciebie to takie naturalne

i proste

Sławomir Tomczak „Czekanie na cud” (2004)

dacswia11

Sławomir Tomczak
urodził się w roku 1973 w Zgierzu. Mieszka i pracuje w Łodzi.

Laureat XII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Dać Świadectwo” organizowanego Przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.
Jego wiersze drukowano w czasopismach literackich i prasie regionalnej, zamieszczane też były w wydawnictwach pokonkursowych. Zainteresowania literackie wiążą go również z dramatopisarstwem.

Tomik „Czekanie na cud” to debiut książkowy.

 

 

 

 

 

karta pacjenta

wiosna

wizyta u psychiatry

coś na poprawę pogody

ducha

lato

wizyta u dentysty

wtedy najlepiej się rwie

korzenie

jesień

wizyta u kardiologa

EKG pokaże przeludnienie

brak tlenu

zima

wizyta w kościele

co rok tak samo się rodzi

nadzieja

na wyzdrowienie

* * *

tak rzadko piszę czyli

oddycham

anioł stróż pobłądził

naiwnie wierzył że można wziąć wolne

od zmagania się

ze złem

idę jak szli ci

którzy przede mną

po drodze zbieram koraliki

dni

czas nie przystaje

jakby nie czuł zmęczenia

i bólu

krzyczę

nie ma echa

* * *

mój wiersz

jest tym co widzisz

pustą kartką

czekaniem

na cud

 

Ikar

urodził się w bloku

żył w bloku

a chciał poszybować

do nieba

przeznaczenie tchnęło w jego skrzydła

promień słońca

pewnego dnia

wyskoczył

z dziesiątego piętra

ludzie patrzyli

jak stapia się z asfaltem

jego młodość

spłynęła z krwią

do ścieków

mieszkańcy wieży Babel

mówili:v
trudna dzisiejsza młodzież

nie wiedzieli

jak ciężko rozmawia się

z betonem

* * *

poezja wala się po kątach

wszędzie pełno słów

na stole

w kuchni i pokoju

na biurku pod biurkiem

przy drzwiach

najczęściej jest to macierzyński

ale potykam się też o świetlickiego

taki bałagan

uczy wiele normalnego

jedynie mój testament

godnie spoczywa

obok Bibliiv
jako ostatnią wolę

zapisałem

wolę życia

kolejny wiersz

* * *

rozlej się we mnie

cała

jak krew w żyłach

mój życia zdrój

bo najlepiej pamiętam

twój uśmiech

który jak motyl

głaska mojego serca liść

ale ty nie wiesz jak smakuje

nektar niedotykanych ust

i pobudka uczuć

gdy zamknięta brama

gdy stoi stróż

więc

zamieszkaj we mnie

choć na chwilę

i zobacz

stał się cud

Justyna Palonek „Jesteśmy jak drzewa” (2003)

dacswia12Justyna Palonek
urodziła się w 1958 roku w Skawinie.

Absolwentka pedagogiki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest laureatką XI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Dać świadectwo”.

Tomik „Jesteśmy jak drzewa” jest jej debiutem literackim.

Zainteresowania: kultura śródziemnomorska, komputer, psy.

 

 

 

 

 

Jak się prasuje koszule

Jak się prasuje koszule?

Powiem Ci: najpierw rękawy

Potem plecy, przód i kołnierzyk.

Musisz to wiedzieć, skoro chcesz

Odejść.

Anioł stróż

Mój anioł stróż ma srebrne włosy.

Troskliwymi dłońmi lepi pierogi
,
Bo wszyscy je lubią.

Pożyczy pieniądze przed pierwszym

I zostanie z chorymi dziećmi.

Jest trochę za ciężki by latać,

Lecz ma duszę poety.

Zawsze poda mi doń,

Gdy tonę we łzach.

Nigdy nie zrobi nikomu nic złego.

Cóż zrobię, gdy kiedyś odleci z powrotem do nieba?

Jesteśmy jak drzewa

Jesteśmy jak drzewa;

Z drzewa można zrobić skrzypce,

Albo krzyż,

Albo łyżkę,

Albo rusztowanie, maszt, szubienicę,

Zrobić kołyskę, trumnę, łóżko.

Uważaj, byś nie został drzwiami do wychodka.

Jak kot

Nadszedł bezszelestnie jak kot

Nie wiadomo, z której strony.

Przyczaił się w kącie,

Śledził mnie swymi wielkimi oczami.

A potem nagle rzucił się do gardła,

Wbił pazury głęboko – zabolało.

Ale wyrwałam mu się

I wygoniłam miotłą za drzwi.

Muszę uważać, by znowu

Nie zakradł się do domu

Szloch

Okna II

Wstawiłam nowe okna

Do mojego domu.

Teraz nowe słońce

Zagląda przez szyby co rano.

I śmieje się

Ze mnie? Do mnie?

To tylko moja sprawa,

Że tańczę.

Henryk Liszkiewicz „W sprawie czerni” (2002)

dacswia13Henryk Liszkiewicz
urodził się w roku 1963. Poeta, prozaik, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Laureat wielu ogólnopolskich konkursów literackich.

Zapalony taternik, członek Klubu Zdobywców Korony Gór Polskich. Publikował m.in. w „Akcencie”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Przeglądzie Artystyczno – Literackim”, „Radostowej”, „Opcjach”, „Płomyczku” i „Gazecie Wyborczej”. Na co dzień urzędnik. Mieszka w Pile.

Laureat X Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Dać świadectwo”

„W sprawie czerni” jest jego debiutem książkowym.

 

 

Dziewięć miesięcy przed

Czy gdyby stało się to

o rok miesiąc

czy choćby tylko tydzień później

to czy bylibyśmy sobą?

zapewne nie

tak jak nasza siostra i nasz brat

to mimo wszystko

nie my

być może więc gdyby tamtej doby

spóźnił się pociąg

niespodziewanie doszedł nocny dyżur

albo po prostu

któreś z nich rozbolał ząb

to być może wszystko

potoczyłoby się zupełnie inaczej

i pomyśleć tylko

tak niewiele brakowało

tak niewiele

 

W sprawie czerni. Z listu Vincenta van Gogha do brata

Nie to nieprawda

mój drogi Theo

że

jak chcą tego Manet i Sisley

w malarstwie

można obejść się bez czerni

wierz mi

czerń jest niezbędna

powiedziałbym nawet

że bez niej

w żaden sposób nie można oddać

istoty świata w którym żyjemy

to pewnie dlatego

większość płócien impresjonistów

wydaje mi się dziś jakby wybrakowana

łódki są na nich bowiem tylko łódkami

parasolki parasolkami

a wschody słońca

niczym więcej tylko wschodami słońca

mówię ci

aby prawdziwie oddać istotę świata

koniecznie trzeba w sielskie obrazy impresjonistów

wprowadzić jakiś niepokój

jakieś dramatyczne rozdarcie

to właśnie dlatego

tyle u mnie ostatnio

kotłowaniny i zawirowań

tyle nerwowych kontrastów

tyle granatów i czerni

zwłaszcza czerni

wierz nie wierz Theo impresjonistom

jakoby Stwórca skomponował świat

nie używając do tego czerni

było inaczej

mówię ci

było zdecydowanie inaczej

 

Zegarek Paleya

Więc to nie przypadkiem

ten skok do gardła ofiary

pazury jak ostrze brzytwy

agonia antylopy

triumf zabójcy

wszystko jak w zegarku

ani grama przypadku

* * *

jeżeli Augustyn ma rację

daremny mój trud

odgrywam swoją rolę

nie wiedząc nawet

że to tylko przedstawienie

scenariusz

– klęskę lub zwycięstwo –

zatwierdzono na długo

przed moim urodzeniem
v

jeżeli więc Augustyn ma rację

daremny mój trud

* * *

czytam twój listopad

zapalam papierosa

gapię się w sufit

czytam raz jeszcze

a za oknem wiatr

niebo gotowe do płaczu

Barbara Krężołek – Paluchowa „W zwierciadle mojego czasu” (2001)

dacswia9Barbara Krężołek – Paluchowa

Poetka, malarka. Urodzona w Kobylance w Beskidzie Niskim. Pisze w polszczyźnie literackiej i w gwarze górali nadpopradzkich. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Po studiach zamieszkała na stałe w Piwnicznej Zdroju nad Popradem. Debiut poetycki w 1986r. w “Gazecie Krakowskiej”. Jako malarka miała kilka wystaw indywidualnych. Członkini ZPAP, ZLP i Klubu Literackiego “Sądecczyzna”. Jej wiersze ukazywały się m.in. w: Przekroju, Gazecie Krakowskiej, Dzienniku Polskim, Nowej Poezji, Halach i dziedzinach, Gościu Niedzielnym, Magdalence Literackiej, Gazecie Petersburskiej (polonijna), prasie regionalnej w całej Polsce oraz w licznych antologiach i almanachach. Laureatka kilku znaczących ogólnopolskich konkursów literackich. Redaktorka naczelna pisma “Znad Popradu”. W roku 2000 uhonorowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaczeniem Zasłużony Działacz Kultury oraz nominowana do tytułu “Sądeczanin Roku 2000”.

 

Dotychczas opublikowała: Wiersze {arkusz poetycki} Kraków 1991, Zielenią ku niebu {Wiersze} Nowy Sącz 1993, Dom bez okien {Wiersze} Piwniczna 1996, Rozmowa z wiatrem {Wiersze} Kraków 1999, Za co babcia kocha Kraków {Książka poetycka dla dzieci, wiersze i ilustracje}Kraków 2000, O Agatce Niejadce {Wiersze dla dzieci, ilustracje}Wadowice 2001, W zwierciadle mojego czasu {Wiersze}Kraków 2001.

 

W roku 2000 została Laureatką Nagrody Głównej IX Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego “Dać świadectwo” organizowanego przez Śródmiejski Ośrodek Kultury
w Krakowie.. Główną Nagrodą tego konkursu jest wydanie tomiku wierszy Laureata przez Organizatora. Przedstawiamy zatem kilka wierszy z tomiku “W zwierciadle mojego czasu” (Śródmiejski Ośrodek Kultury, wyd. Fall, Kraków 2001, ss. 88)

 

Zegar

W zwierciadle mojego czasu

zegar

odmierza płacz i radość trwania

sekundnikiem powiek

głosem wyskakującej z piersi

kukułki serca

 

Zima w Wołkowyi

Nad Wołkowyją

lasy na kość zmarznięte

skulone plecy połonin

wąskie gardło szosy w śnieżnej pętli

w karczmie na rozstaju

gdzie czasem zbłądzi pekaes

a sklepik

raz w tygodniu rozzłaca się

zapachem chleba

dzikoocy zarośnięci drwale

po zrywce

w siwym tytoniowym dymie

piwo za piwem

kufel w sękatej dłoni bardziej od księżyca sinej

śnią ciepło chudych ciał

swoich czarniawych kobiet

i drży sarnie serce karpackiej puszczy

gdy wilki pod gwiezdną okiścią nocy

zwołują się na łowy

zimą do Wołkowyi nie zagląda nikt

ani Pan Bóg

ani diabeł

ani człowiek

 

Bursztyn

często siadam pod drzewem zwierzeń

okaleczona piorunem sosna

wraca z wolna do życia

jak ja

zabliźnia ranę

pod tlenowym namiotem gałęzi

zbieram szyszki rozsypanych myśli

wtapiam je w bursztyn światła

 

Likier jesienny

przemierzając jesień

usiadłam w kawiarence u Schyłku Lata

poprosiłam o kieliszek gold wasser

barman wiatr wstrząsnął pękatą butelką

nieba

wirowanie przejrzyste

z białych dłoni brzóz

złote płatki liści

likier jesieni

słodycz smutnym oczom

Maciej Woźniak „Iluminacje zaćmienia szarość” (2000)

dacswia8 Maciej Woźniak urodził się w 1960 roku. Należy do Klubu Artystycznego Płocczan. Publikuje felietony muzyczne w Tygodniku Płockim.

Jest autorem zbioru wierszy “Srebrny ołówek”. Obserwator życia ryb i ludzi. Laureat VIII edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego “Dać świadectwo” organizowanego corocznie przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

Miles Davies tworzy muzykę do filmu
Windą na szafot

Niepokój. Jedyne tętno, które bije

pod skórą. Nie pozwalając do końca

zasnąć snom ani ocknąć się jawie. Czerwona

wstążka krwi, niczym taśma Mobiusa,

zapętla się pod skórą w małą nieskończoność.

Niepokój. Jedyny oddech, który biorą

płuca. Zgniecione pod rosnącym ciężarem

przestrzeni. Jedyny oddech, który mogą zwrócić

w postaci szeptu, krzyku lub dĄwięcznego tonu

wsłuchanej w najlżejsze drgnienie ust trąbki.

Niepokój. Jedyne światło, które widzą

oczy. Uwięzione w ciele jak w zatrzymanej

między piętrami windzie. w opuszkach palców

czuję tlące się próchno. Blask, który zgaśnie,

zdmuchnięty, kiedy otworzą się drzwi.

 

Czesław Miłosz słucha Boba Dylana

Ugrzęzły koła w kres tysiąclecia,

w piach po ideach i w rdzę po mieczach.

Nie święci lepią gliniane garnki,

gliniane miasta, kościoły, banki.

Kantaty Bacha, mistycyzm, gotyk,

błysk wymierzonych na słońce motyk.

Przed chromym bóstwem Boba Dylana

łatwiej upadać dziś na kolana.

Nie święci tracą z wolna cierpliwość,

gdy nie wypływa prawda oliwą.

Ugrzęzły koła w kraniec historii,

w piach po rozpaczy, w rdzę po ironii.

 

Roman Polański
słucha Śmierci i dziewczyny Schuberta

Trzeba stanąć po stronie dziewczyny. Nieważne,

czy akcja toczy się w totalitarnym kraju,

czy już po obaleniu reżimu pamięci.

Trzeba stanąć po stronie dziewczyny. Nie czekać

na tę drugą, niech ona poczeka. niech tęskni

dłużej niż za Schubertem. Niech płaczą jej skrzypce.

Trzeba stanąć po stronie dziewczyny. Nie wierzyć

w zbawienie codziennością, kurzem na powiekach,

w odpuszczenie tych grzechów, o których się milczy.

Trzeba stanąć po stronie dziewczyny. Nie liczyć

lat długiego konania na chorobę władzy,

ambicji i pieniędzy. Na chorobę wiary,

która tłumaczy, że za śmierć, nie za dziewczynę,

czeka potem nagroda. Na chorobę duszy.

Trzeba stanąć po stronie dziewczyny. Nie śmierci.

 

Śmierć jest jak walkman

Śmierć jest jak walkman.

Przenośna i z własnym zasilaniem.

Z zewnątrz nic nie słychać.

Ale wystarczy nałożyć ją na uszy,

aby sprawdzić, czy Mozart dokończył Requiem.

Śmierć jest jak walkman.

Podręczna. prosta w użyciu.

Łatwa do ukrycia pod ubraniem.

W każdej chwili można usłyszeć,

jak brzmi Dziesiąta Symfonia Beethovena.

Śmierć jest jak walkman.

W epoce kultury masowej

jej popularność stale rośnie.

Każdy ma prawo się dowiedzieć,

o czym śpiewa ostatnio Billie Holiday.

Śmierć jest jak walkman.

Możesz jej nawet nie czuć w kieszeni.

Cienki czarny przewód to wszystko,

co cię z nią łączy. Do końca

nie wiesz, czy kaseta nie jest pusta.

Wiersze pochodzą z tomiku “Iluminacje zaćmienia szarość”, Kraków 2000, Śródmiejski Ośrodek kultury, Wydawnictwo FALL, ss.78

Marek Baczewski „Wiersze żebrane” (1999)

dacswia7Marek Krystian Emanuel Baczewski urodził się w 1966 roku. Poeta, prozaik, autor słuchowisk radiowych. Wiersze i opowiadania drukował w wielu czasopismach literackich., m.in. mikołowskiej “Arkadii”. Laureat wielu cenionych nagród, m.in. Nagrody Poetyckiej im. R.M. Rilkego (1997). Autor trzech książek. Pierwsza z nich opowiada o fruwającym fortepianie (Fortepian Baczewskiego, Płock 1994), druga o tańczącym piórze (Taniec piórem, Chorzów 1998), trzecia, jak sugeruje tytuł (Kasandra idzie przypudrować nosek, Kraków 1999), należy do literatury podróżniczej. W 1999 roku otrzymał Nagrodę Główną w VII ogólnopolskim Konkursie Poetyckiem “Dać świadectwo” zorganizowanym przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

 

Zabawka

Gdyby ktoś, przebywający na zewnątrz zabawki, zapytał,

nie umiałbym mu w sposób przytłaczająco kompetentny

odpowiedzieć, że urodziłem się, żyję, sapię przez sen,

piszę wiersz o stopniu, w jakim oczywistość jest oczywista.

To tak, jakbyś zasady gry w szachy próbował objaśnić

laufrowi, który gania po czarnych przekątnych i zupełnie

nie wie o istnieniu białych pól. I jakby teraz laufer

powtarzał lekcję pionowi, który pojmuje tylko jedno

jego zdanie: “Rozumisz, ciulu?”, ale dzielnie kiwa

coraz cięższą głową, szepcząc: “Ech, poeta…”

Głowa mi była ciężarem. Czapkę nosiłbym z chęcią

w torbie. A szczoteczką do zębów czyścił miejsce, gdzie krąg

szczytowy wystawałby guzem na płaskowyżu zaślepionego

karku. Skoro

nie potrafię sobie odmówić, odpowiem. Jeśli nie potrafię wierzyć,

zejdę z wieży. Nie jest rzeczą piona być na poziomie.

 

Wspólny świat

W gruncie rzeczy cieszyłbym się, gdyby

był stworzony dla mnie zupełnie odrębny świat.

Jakiś ogryzek planety, rzucony na peryferie

Mlecznego Bezdroża, dokąd nie dotarłaby

żadna flaszka z żadnym listem, żaden

ponadświetlny Hernan Cortes z portretem

Matki Boskiej de Guadalupe w koszulce

National Geographic. Chciałbym w spokoju

liczyć kozy, chędożyć obejście, czytać Odyseję,

wymyślać na własny użytek język pozbawiony czasowników,

oczekiwać na horyzoncie wzejścia Słońca Śmierci.

A potem wcielić się, całą duszą, w coś

na pewno mniej skomplikowanego: w wesz łonową,

mikroprocesor, szczotkę do czyszczenia kibli.

 

List z bezludnej wyspy

(o tym, jak poeta złożył wizytę dawnej kochance,

która urodziła dziecko innemu mężczyźnie)

 

Tego dnia nie zmyśliłem nic

ciekawszego niż frezje. Smutne,

spleśniałe kropeczki w ostatnim stadium

żółtaczki. Pachniały po prostu bezradnie,

gdy niosłem je przez miasto, jak Świetlicki

włoszczyznę, z powagą kapłana.

Duszny smród niemowlaka. Nienapoczętego.

FUCKK IS LUCK – napis na poręczy schodów,

wyryty kluczem w takt ostatniej wspinaczki,

i z powrotem: LUCK IS FUCK (potem klucz

nurkuje do skrzynki

jak list z bezludnej wyspy).

Zbieram siły. Trzeba przetrwać

do końca herbaty. Z nas czworga

nie milkną tylko pralka i czajnik

Za progiem stąpam czujniej,

wysoko unoszę stopy.

Gówniarz zakrztusił się płaczem

On też już wie, w co wdepnął.

 

Leżenie ma przyszłość

ten co leży ma warunki

by się skupić i dojść do wniosku

że idzie szybciej od innych

ponieważ do takich wniosków dochodzi się

zawsze kosztem marszu

leżenie ma przyszłość

jakkolwiek jest tak przyszłość

która dla nas będzie już tylko leżeniem

 

wiersze pochodzą z tomiku “Wiersze żebrane”, Kraków 1999, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Wydawnictwo FALL, ss. 48.

Marek Grala „Niepotrzebne nikomu do szczęścia” (1998)

dacswia6 Marek Grala urodził się w roku 1954. Jest autorem tomików wierszy: Na pierwszy rzut oka, Mój bohater liryczny, PrzegryĽć kaganiec, W południe przy księżycu, Pejzaż domowego ogniska, Ostatni wieczór autorski oraz Wiersze niechciane.Publikował w “Kamenie”, “Poezji”, “Twórczości”, “Nurcie”, “Odrze”, “Kontakcie”.
Należy do Warszawskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz do Klubu Artystycznego Płocczan.

Laureat nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Laureat Głównej Nagrody w VI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać świadectwo ‘1998” organizowanym przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

Zakalec

Matka patrzy przez okno

w siną dal

Ojciec śpi w butach

czekając na wojnę

Siostra przy nadziei

ja głodny ale wyprasowany

w betonowym kloszu

na dziewiątym piętrze

udajemy siebie

Pływamy w stawie wanny

Na niedzielę czyścimy paznokcie

50 metrów kwadratowych

naszego pola

obsiewamy tureckim dywanem

Kryształ boi się potłuc

więc ukrył się w szafie

Telewizor

błogosławi wszystkich

sprawiedliwych

Zapominamy języka w gębie

Jeszcze tylko pies pamięta

Szczeka

na inkasentów, księdza i policję

Matka patrzy przez okno

w siną dal

Ojciec śpi w butach

czekając na wojnę

Siostra po nadziei

Ja głodny ale wyprasowany

Kaloryfery

najadły się koksu

Grzeją jak bimber wuja Józefa

Płonie domowe ognisko

Piecze się rodzinny

zakalec

 

Sklep mięsny

W moim mieście

sklep mięsny

czynny całą dobę

Produkuje rocznie

trzy tysiące nieślubnych

niemowląt

 

Fabryka aniołków

Dziewięć tysięcy kilogramów

niechcianego

mięsa

 

Siedem serc

Pierwsze serce z miłości

Złamali bez litości

Drugie serce z nadziei

Zgubili w zawiei

Trzecie serce z wiary

Okłamali, sprzedali

Czwarte serce z krwi

Wydrwili w szare dni

W piąte wpięli papierowe skrzydła

pofrunęło i spadło jak ptak w sidła

Szóste chcieli przerobić na sztuczne

ale się nie dało

Siódme serce dłużej nie czekało

skamieniało

 

Bajka o małych ludziach

W.W

Drzemią w nas

małych ludziach – udających czasem wielkie koty

Sprawy duże – o których

rozmawiamy tylko z własnym

odbiciem w rzece lustra

W gwiazdozbiorze

utraconych Miłości

Szukamy naszej najjaśniejszej

gwiazdy

której i tak nigdy nie zerwiemy

bo jesteśmy tylko małymi

ludami

Najczęściej niestety

nie spadamy na cztery łapy

Ponieważ nasze szczęście

też jest małe

Wciąż go nam brakuje

jak ptakom nieba

rybom wody

płucom powietrza

Nasz kat

kat małych ludzi

udających czasem wielkie

koty

Podał się wczoraj do dymisji

Więc musimy żyć

Wybaczcie nam

wielcy ludzie

naszą mała

obecność

 

wiersze z tomiku “Niepotrzebne nikomu do szczęścia”, Kraków 1998, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Wydawnictwo Fall, ss.68

Cezary Zalewski „Wyjeżdżaj w nocy” (1997)

dacswia5 Cezary Zalewski urodził się w 1975 r. w Krakowie.Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Publikował w “Sferze” i almanachu “Grupa Literacka “Sylaba” (Kraków 1995).

W 1997r. otrzymał II nagrodę w XI Ogólnopolskim Konkursie Literackim “O Herb Grodu Miasta Chrzanowa”.

Jest laureatem piątej edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego “Dać Świadectwo’97”, organizowanego corocznie przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

wyjeżdżaj w nocy

wyjeżdżaj w nocy

tylko droga

wypłacze za tobą ślady

nie szukaj walizek

i najlepszych ubrań

sam jesteś bagażem

z ciężkim snem

o domu

nie kupuj widokówek

niczego w nich nie zobaczysz

dotykaj każdej strony

świata

aż popłyną kształty

w żyłach

nigdy nie spuszczaj wzroku

strach przychodzi z ziemi

zapamiętaj chociaż jedną twarz

wtedy zrozumiesz

że nawet z mapą

nigdzie nie możesz uciec

wyruszaj więc po to

by jeszcze raz dojść

do siebie

pamiętaj

w tę podróż nie można się wybrać

w nią trzeba się urodzić

z niej wraca się

tylko raz

* * *

mój czas

zachorował

na starość

w drżących dłoniach

potłukł

wszystkie

dni

nić nie pamięta

słowa wypowiada dwa razy

żeby je usłyszeć

chodzi na krótkie spacery

podpierając się

śmiercią

mój czas

chciałby już zamknąć

powieki

ale musi jeszcze przeżyć

młodość

* * *

w piekle dantego

dusze samobójców

zasadzone przez wiatr

kiełkują

puszczają pędy

i rodzą liść za liściem

z mojej

wyrośnie krzak agrestu

aureola z cierniowej korony

strzec będzie

gorzkich owoców

miłości

niedojrzałych

do życia

a ty już teraz

chcesz mi je zerwać

w twoich dłoniach

warkocze krwi

* * *

Poezja jest to nerwów drżenie

C. K. Norwid

 

zanim napiszę wiersz

już brak mi słów

szukam przymierzam

nic nie pasuje

mogę tylko czekać

aż litery same nawiną się

pod pióro

boję się że ostygną

ze mnie

więc zszywam je jak lecą

łączę poplątanym ściegiem

myśli

i nigdzie nie zawiązuję

kropek

wychodzi z tego wiersz

nie do opisania

bo na początku był chaos

i on ma ostatnie słowo

wiersze z tomiku “Wyjeżdżaj w nocy”, Kraków 1997, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Wydawnictwo Fall, ss. 64

Jagoda Cieszyńska „Skład mebli i luster” (1996)

dacswia4Jagoda Cieszyńska urodziła się w Krakowie. Ukończyła psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, a także logopedię w Wyższej Szkole Pedagogicznej, gdzie pracuje na stanowisku adiunkta w Zakładzie Logopedii i Lingwistyki Edukacyjnej. Jest laureatką wielu ogólnopolskich konkursów: dwukrotnie im. Haliny Poświatowskiej w Częstochowie, konkursu o Grand Prix Fundacji Marshalla we Wrocławiu, Nadnyskich Spotkań Literackich, dwukrotnie “O Złoty Kałamarz i Złamane Pióro” w Krakowie, w konkursie literackim im. J.I. Kraszewskiego w Białej Podlaskiej, w konkursie poetyckim Radia “Alfa”, w konkursach poetyckich w Tarnowie, Chorzowie, Siedlcach, Płońsku, Wrocławiu, Sanoku, Szczecinie, Gorzowie Wielkopolskim. W Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać świadectwo” organizowanym przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie zdobyła w trzech edycjach: wyróżnienie, II miejsce i Nagrodę Główną (1996). Jest autorką dwóch tomików wierszy: “Przez ciebie jestem” (1993) i “Fotografie w kolorze sepii” (1996). Publikowała również w pismach i almanachach.

 

Skład mebli i luster

W składzie mebli i luster

na pierwszym piętrze

kamienicy w Rynku

Amalia wybiera

nowe meble do salonu

komodę z szufladami

( na bieliznę stołową)

fotele z pajęczymi nogami

serwantkę

postawi na niej fotografie

zrobione zeszłego roku

przez Natana

jeszcze lustro

w złotych ramach

potem idąc do Hotelu Drezdeńskiego

gdzie zatrzymał się narzeczony

wstępuje do katedry

płacze

 

Pajęczyna

Między książką

czytaną wczoraj

o zachodzie słońca

(rzecz o kobiecie

która kochała

czy też ktoś ją kochał)

a oknem spoglądającym

na przechodniów

pająk rozpiął sieć

oprowadza muchy

po kolejnych

rozdziałach

 

Paul Gauguin
“Kobieta niosąca owoc”

Ozdobiłam uszy

najpiękniejszą muszlą

usta skropiłam sokiem granatu

czerwona przepaska na biodrach

przynagla twoje dłonie

niosę dla ciebie dojrzały owoc

twój głód

nasyca moje łono

wypełnia piersi mlekiem

 

Skansen
2 lipca roku 1994

Ogień pochłonął najpierw

książki które nauczyciel

sprowadził z miasta

w ubiegłą środę

stały oparte o ścianę sekretarzyka

u góry album ornitologiczny

w twardej okładce

potem płomień wspiął się

na oparcie krzesła

obwiązał słomkowy kapelusz

szkarłatną szarfą

miód wyciekał łzami

z pękniętych czarek

ich różowość zbladła

w czerwieni pożaru

pierwszy raz w chacie nauczyciela

było tak jasno

 

Capax Dei

To dziecko

ze strużką śliny

jak nić babiego lata

drgającymi liśćmi palców

stworzone jak ty

na obraz i podobieństwo

nie bój się

nie przechodą na drugą stronę

spokojnego życia

dotknij

wiersze z tomiku “Skład mebli i luster”, Kraków 1996, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Wydawnictwo Fall, ss. 56

 

Maciej Melecki „Te sprawy” (1995)

dacswia3
Maciej Melecki urodził się w 1969 r. w Mikołowie. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Publikował w “Opcjach”, “FA-arcie”, “Nowym Nurcie”, “Na Głosie”, “kresach”, “Akcencie”, “Już Jest Jutro”, “bruLionie”, “Tygodniku Powszechnym” oraz w innych pismach literackich.

W roku 1994 otrzymał główną nagrodę w konkursie im. Jana Śpiewaka, w 1995 został laureatem konkursu literackiego “Tygodnika Powszechnego” oraz otrzymał Główną Nagrodę w III Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać świadectwo”, organizowanym corocznie przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie. Równocześnie z tomikiem “Te sprawy” opublikował zbiór wierszy “Niebezpiecznie blisko” (Wydawnictwo Przedświt).

 

Te sprawy

Ta kupa węgla, którą zrzucili we dwoje do

piwnicznego okienka, pozostawiła po sobie

czarny osad na brunatnym trotuarze.

komin tego domu wydłuża się teraz o swoją

połowę dzięki szaremu dymowi. resztę

przyjmuje wiatr i gdzieniegdzie leżący śnieg.

Cicho. Nie słychać już szurania łopat,

klnięć i spierania się o to, kto

więcej się zmęczył.

Chłodne szkło i ogrzewane w rękach klucze.

Stoję przed wiaduktem i wyobrażam sobie

swój odjazd. Pociągi przyjeżdżają na swoje

perony i niespóĄnione odchodzą. Wracam

i znów przyjmuję to miasto. Ten obszar

do przejścia w pół dnia. Potem palę

stare gazety, cały ten papierowy czas

szybko ulega spopieleniu. Jakieś światło

pełznie po asfalcie i zahacza o moją nogę.

Najlepiej byłoby nie zamykać oczu. Głupio

wpatrywać się w każde drobne ogniwo. Nawet

w to z łańcuszka tego schludnego faceta

trzymającego się rurki w autobusie. Nieraz się

jeszcze plunie, niczego nie zbyje. Czarnobiałe,

martwe natury wychodzą na wierzch.

Następujące po sobie zmiany nigdy nie osiągną

pełni. To są sprawy życia. Na sprawy

śmierci jakoś za wcześnie.

 

Zimna gorączka

Z głowy wychodzą nigdy nie przyjmowane obrazy.

Plamy światła odeszły, wdzierając się pod

powieki, by zabrać ze sobą całą ciemność.

Strzepywany termometr jest zimniejszy od potu.

Ten okres postu przedłużył się i ogarnął

nawet to, czego się nie potrzebuje. Jednak

słyszę, jak ukryte w pudełkach głosy oferują mi

najlepsze rzeczy, smaki, czystości. Nie

mogą przecież uśpić, uzdrawiając tymi

tabletkami z minusem, lecz mówią jak

przez sen. pokój jest nieszczelną

łódką, którą muszę się dostać

z powrotem na brzeg.

 

Wolne dni

pobrali się chyba pół roku temu i są

teraz na dorobku. Mieszkali w tej

samej klatce. Ona na półpiętrze, on na

parterze. Chodzili do tych samych szkół.

Bawili się na tym samym podwórku.

Mieli podobne zabawki i oceny w

zeszytach. Od czasu, jak przeprowadzili

się do mieszkania jego babki, spotykam

ich coraz rzadziej, zazwyczaj, kiedy

przychodzą do swoich rodziców,

żeby pożyczyć na sobotę samochód.

On myje gąbką biały lakier i szyby.

Ona odkurza wnętrze. Krótkie

przerwy w zjeżdżaniu do kopalni, w

staniu za ladą trzeba jakoś

wykorzystać. Z pozycji siedzącej

zobaczyć mknące za oknem swoje

żabie perspektywy.

 

Zawsze pewne, zawsze suche.

im z polonistyki

Są ciepłe jak kaloryfery w lipcu. Łatwe i trudne

w patrzeniu na nie. mają swoje zasady i popękany

lakier na imitujących coś spinkach. W skórzanych

torbach niszą piórniki z Myszką Miki i podpaski.

Chodzą w szpilkach i w adidasach. Spryskane

kilkoma rodzajami dezodorantów pojawiają się co

miesiąc w nowych, popalonych od trwałych

fryzurach. Starają się być złośliwe,

po wódce wyzwolone. Mają po kilka przypadkowych

orgazmów z paru zaliczonych imprez.

Doskonale oddzielają przeczytane od przeżytego.

Może urodzą kiedyś swoje dzieci i

odegrają się za nie na cudzych. Na razie czekają

na swojego Stachurę z Mercedesem.

 

wiersze pochodzą z tomiku “Płot”, Kraków 1994, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Oficyna Cracovia, ss.64.

Stefan Szczygłowski „Płot” (1994)

dacswia2

Stefan Szczygłowski urodził się w 1952 r. w Radomsku. Ukończył studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wiersze i prozę drukował w “Drugim Krakowskim Almanachu Młodych”, “Twórczości”, “Poezji” oraz innych pismach literackich. Debiutował tomikiem wierszy Zasłony (WL,1981). Do 1981 roku był członkiem Koła Młodych przy ZLP. W 1988 otrzymał stypendium Miasta Krakowa, w 1991 wyróżnienie Fundacji Polcul z Australii. Poza oficjalnym obiegiem wydał tomiki wierszy: Kraj (Kraków, 1989) i Przypadek (Kraków, 1990). W 1994 roku otrzymał Główną Nagrodę w II Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać świadectwo” zorganizowanym przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

Płot

Nasza głęboka wiara ni w to

Ni w sio oraz całkowita pewność

Tego i owego prowadzi nas do

Może by tak coś i dalej nic

Do tego płotu dochodzimy za którym

To czego się nie dowiemy gdyż

Zbyt nas urządzają zimne przedmioty

Zanadto wierzymy w coś niecoś

Nasze głębokie przekonanie w jakoś to

Będzie daje takie wyniki opuściły nas

Tajemnice nie dogadamy się wiosną

Tylko pod tym płotem stoimy nieważne

Czy odgradza nas od prawdy czy

Od niepewności tu kończy się nasz

wszechświat dotąd dobiegło nasze

Brudne światło nie opuścimy przecież

Talerzy nie rozstaniemy się z tapczanem

Że żółta biel że w kieszeni dłoń

A chmury odlatują do ciepłych krajów

I wiatr wymachuje zielonym sztandarem

Topoli nasz kierunek już wybrany dawno ni

W tę ni we wtę

Pies

Patrzy nosem ile barw ma

próg albo klamka jak

Gama kolorów na naszych

dłoniach i butach każdy z was

ma jakiś kolor niepowtarzalny

Łatwo rozpoznać każdego tylko

Zło ma zawsze jeden i ten

Sam kolor dobro w różnych jest

Odcieniach i niepotrzebne słońce

Żeby wszystko zobaczyć to co

Widzicie jest bez koloru

Szare wszystkie barwy zapachów

przed wami ukryte ślepi

musicie czyta i smakowa

sztukę aby ledwie się domyślać

tej tęczy ja na co dzień

mam każdy z was nosi w sobie

Światło o którym ja wiem

Ale pójdę kiedyś gdzie nos poniesie

W średnim wieku

Średni wiek kobiety

Ciemny jest jak średniowiecze

Choć pali się miłość jak

Stos z czarownicą

Bije się z myślami

Jak biczownik batem

Walczy ze sobą

Jak rycerze w szrankach

Ogląda twarz w lustrze

Jakby rzucała rękawicę

Taka jest historia

Takie są histerie

Bez zobowiązań

Wiem że tak to się

skończy w najważniejszej

Chwili zatnie się serce

I ani rusz dalej w najmniej

Odpowiedniej chwili wysiądą

nogi i cóż po górach

Nie mogę ufać żołądkowi

W każdej chwili może zwrócić

Najlepszy obiad nie liczę też

Na uszy podejrzewam że kiedyś

Skończą z muzyką którą lubię

A oczy to tylko czekają żeby zabrać

Wszystkie kolory

Jedynie na miłości i

Nienawiści mogę polegać

wiersze pochodzą z tomiku “Płot”, Kraków 1994, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Oficyna Cracovia, ss.64.

Krzysztof Lisowski „99 haiku. Inne wiersze” (1993)

dacswia1Krzysztof Lisowski urodził się w 1954 roku w Krakowie. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Debiutował jako poeta w roku 1972. Opublikował następujące tomy wierszy: Próba obywatelstwa (WL,1975), Wiersze (WL,1977), Wypożyczalnia i inne wiersze (WL,1979), Drzewko szczęścia (WL,1980),Pewne kręgi mistyków (WL,1982),Wiersze i epitafia (Czytelnik, 1984), Wybór (WL,1986), Ciemna strona (“Śląsk”,1986), Wieczorny spacer i inne wiersze (Znak,1993),Wiersze wybrane (Wydawnictwo Miniatura, 1993).

Jest również autorem dwóch zbiorków liryki dla dzieci. Za twórczość poetycką otrzymał m.in.: Nagrodę im. Andrzeja Bursy (1976), Nagrodę im. Stanisława Piętaka (1981), stypendium Fundacji im. Adama Mickiewicza w Toronto (1987), Nagrodę Miasta Krakowa (1990) oraz Nagrodę Główną w I Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać świadectwo” organizowanym przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie ( 1993).

Zobacz też: Budzik Platona

*

I znów trzepocze listek,

drży

ugina się pod kroplą.

*

jakież nieszczęście

w kosmosie

góry posiwiały przez jedną noc

*

nie wiemy z kim pokłóciły się anioły

może chciały przesunąć tę chmurę

bardziej w prawo

 

Co robiliśmy w Arkadii

siedzieliśmy na tarasie przy białym stoliku

obserwując jeĄdĄca przesuwającego się wolno

po czerwonej trawie

w głębie wieczornego nieba

piliśmy ciemne zioła

balsam na sny i rany

mieszkańców północy

oliwki winne grona spały już

na stokach między kamiennymi murkami

wąż nagrzany słońcem

kot który nie pojmował naszego języka

i Ąrebię odpoczywały

z westchnieniem rozwierały się

czułe wargi i przyjmowały wędrowców

 

wiersze z tomiku “99 haiku. Inne wiersze”, Kraków 1993,Śródmiejski Ośrodek Kultury, Oficyna Literacka, ss. 44

Agnieszka Koteja „tworki pisze się z małej litery”

Posłowie

Siostra Agnieszka nosi habit albertyński i… pisze wiersze. Założycielem jej zgromadzenia był Brat Albert Chmielowski, artysta malarz, który twórczość artystyczną porzucił dla zaj¬mowania się ubogimi. Jednak charyzmat artysty w ukryty sposób niewątpliwie pulsuje w duchowości zgromadzenia i… owocuje wierszami przez siostrę pisanymi.

Fakt, że s. Agnieszka pisze, osobiście uważam za wyraz głębszej wierności duchowi Br. Alberta i podjęcie – przy pomocy innych środków – tego, czego on sam się wyrzekł. Służba przez słowo – też wszak może być służbą ubogim. Postaci ubóstwa jest wiele i można zastanawiać się, czy nędza materialna i fizyczne ogołocenie stanowią najbardziej dotkliwą jego formę. Posługa piękna, posługa myślenia, posługa przez wiersz wydają się niezwykle istotnym lekarstwem na rozpacz, beznadzieję, osamotnienie, zagubienie i lęk będące tak często udziałem tak wielu ludzi.

Wiersze s. Agnieszki – paradoksalnie przez swoją inność – nie poddają się łatwo krytycznemu omówieniu. Wyznacz¬niki czysto artystyczne nie wystarczają, by dostrzec walory tych tekstów. Podkreśliłabym więc na pierwszym miejscu ich liryczną świeżość, prawdziwość, prostotę i szczerość wyznania, a także duchową mądrość i prawdziwą, autentyczną radość, przebijającą z jej tekstów nawet wtedy, gdy jest to radość przez łzy czy „radość mimo wszystko”.

Żywiołem poezji s. Agnieszki jest Bóg. W tym sensie jej twórczość jest najczystszą liryką religijną, bliską z ducha bardziej twórczości Jerzego Lieberta, niż Jana Twardowskiego.

Zdolność do autoanalizy, introspekcja połączona z po¬czuciem humoru i dystansem do siebie, swojej własnej zakonności, przeżyć i świata nadają wierszom s. Agnieszki specyficzny, jej właściwy, charakter lirycznego notatnika czy poetyckiego szkicownika.

Wiele z tych utworów to właściwie szkice, ledwo rzucone na papier, uchwycone w słowo przeżycia, zapisywane po to, by je utrwalić, by nie uciekły, nie umknęły z pamięci. Wiersze te są też wyrazem dużej wrażliwości na przyrodę i jej piękno oraz w ogóle na otaczający świat, który wraz z całą swą sensualną namacalnością jest w tej poezji obecny. Obecny – co ważne – nie na prawach rekwizytu, ale jako przestrzeń działania i objawiania się Boga. Jest to zarazem cecha, która chroni te teksty przed abstrakcyjnym angelizmem, osadzając duchowość w codziennych realiach i konkrecie tu i teraz. Wyraziście zarysowująca się warstwa sytuacyjna pozwala wręcz niekiedy na mówienie o lirycznej reportażowości. Dzieje się tak przez wprowadzenie w tkankę wierszy obrazków z codzienności klasztornej – potraktowanej z dużą dozą humoru i sporą dawką ironicznego dystansu.

Dystans cechuje też stosunek autorki do jej własnego pisania, co odzwierciedlają pierwotne tytuły jej zbiorków: Tworki, Szkiełka, Drobiazgi, Podszewka, wskazujące na świadomość marginalnego charakteru poetyckich zatrudnień w całokształcie życiowej drogi.

Uderza w tych wierszach umiejętność budowania krótkich scenek lirycznych, zwieńczonych zaskakującą pointą. Cechuje też pisanie Agnieszki Kotei skłonność do miniaturyzacji, wiersze powstają tu często jako efekt wewnętrznego rozbłysku.

Głównym bohaterem tych wierszy jest Bóg, widzia¬ny jako najgłębsza rzeczywistość serca i najgłębsza rzeczywistość świata. Pisanie s. Agnieszki przekonuje żarem wewnętrznego przeżycia, żarem wiary, o której chce opowiadać innym jako o swoim największym szczęściu i skarbie. Można tu mówić z pewnością o elementach liryki oblubieńczej, sięgającej do tradycji Pieśni nad Pieśniami.

Poetyka Agnieszki Kotei nie jest nowatorska i wykazuje pewne pokrewieństwo z poetyką skamandrycką. W ramy tej tradycyjnej formy wkłada jednak s. Agnieszka wyrazisty obraz, zaskakujące metafory, a przede wszystkim – głębię własnego życia duchowego, szczerość, prostotę i autentyzm – którymi najbardziej przekonuje mnie do swoich wierszy.

Zofia Zarębianka

s.Agnieszka Koteja

Wybór wierszy

	
	Podszewka
Podszewka też ma prawą stronę.
Prawa strona podszewki przylega do wnętrza.
A biedronka skrzydła delikatne jak tęcza
złożywszy nabożnie, 
przykrywa mundurkiem.
I ja też na koniec
tylko tym co pod spodem
na drugą stronę
ile zdołam
odfrunę.
		 Prądnik 7.10.2000
 
Róża
Ty najpiękniejsza we flakonie
... Panie otwórz wargi moje...
Pąsowa delikatna strzelista
Nie zamyślona i nie roztargniona
nie spięta a tak zajęta
Co robisz, Różo?

Pozwalam

Pozwalam rozchylać płatki Temu
... chwała Ojcu i Synowi
i Duchowi Świętemu
Który patrzy na mnie
... na wieki wieków amen... amen...
	 Łaziska 7.03.1998
 
Lwy i tygrysy
Tyle mnie czekało emocji, że aż strach.
Ale nie było tak źle.
Te czające się do skoku lwy i tygrysy
zmalały do wielkości domowego kota
gdy tylko wysiadł mi żołądek.
Teraz mogłam już myśleć wyłącznie o tym
by w ogóle utrzymać się na nogach.
	  Łaziska 17.05.1998
 
Credo
Skoro Tobie się zgadza
mnie nie musi.
	  Prądnik 20.10.2003
 
Reguła św. Franciszka
Błogosławiony, kto orze pańskie pole
a w wieczór myje nogi
temu co nie orał.

Błogosławiony, kto kochał nieudolnie
i odrzucony
nie przestaje kochać.

Błogosławiony, kto gaśnie jak gwiazda
na powitanie
wschodzącego słońca.
	Kalatówki 3.10.2004

 
Kapkap
Już zapisano w psalmach
i w gęstych kroplach dżdżu,
że jesteś a nie dasz się złapać,
że jesteś i nie ma Cię w palcach,
że jesteś i kapkap, plum plum.
	 12.06.2005
 
* * * 
Przejadam głód Boga dżemem z borówkami.
Pyszny jest, na chlebie 
			ze spaloną skórką
i świeżutkim masłem
(kromka numer pięć).
Za oknem deszcz.
Wypłakana tęsknota
jeszcze mi urośnie.
Dobrze.
Póki jestem człowiekiem. Dobrze.
	  Kalatówki 17.05.2006
 
* * * 
Stawiam stopę, a Ty
stwarzasz pod nią ziemię.
Kocham trochę, a Ty
wkładasz we mnie serce.
Pozwoliłeś oprzeć głowę,
mój Ty.
	Zakopane 2.08.2006


Marzec 2014

Ukazał się MARCOWY numer miesięcznika “Kraków”,  a w nim m.in.:
– rozmowa z redaktorem naczelnym pisma – Janem Pieszczachowiczem o roli Krakowa w Europie Środkowej;
– rozmowa z dyrektorem Instytutu Książki – Grzegorzem Gaudenem o przyszłości książki w świecie internetu i telefonów komórkowych;
– barwna fotorelacja Jacka Balcewicza z tegorocznej Reality Shopka Szoł na scenie Teatru Groteska;
– ciekawe wywiady: Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz rozmawia z naukowcem Jerzym Vetulanim, m.in. o tym “czy szczyt ludzkiej inteligencji mamy już za sobą…”?;
– Anna Wożniakowska o sile Krakowa z Janem Tomaszem Adamusem – dyrygentem Capelli Cracoviensis;
oraz
– Elżbieta Wojnarowska w rozmowie z krakowskim aktorem Radosławem Krzyżanowskim.

Zapraszamy do lektury oraz na naszą stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

Kraków -miesięcznik

 

Luty 2014

Ukazał się LUTOWY numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– zimowe igrzyska w Krakowie – za i przeciw. Rozmowa z przewodnicząca Komitetu Konkursowego Kraków 2022 Jagną Marczułajtis-Walczak oraz z Tomaszem Leśniakiem – jednym z inicjatorów ruchu Kraków Przeciw Igrzyskom;
– głos w dyskusji o Narodowym Starym Teatrze, w redakcyjnej ankiecie udział wzięli: Krzysztof Jasiński (reżyser teatralny), Edward Chudziński (literaturoznawca), Tadeusz Nyczek (krytyk teatralny), Wacław Krupiński (dziennikarz);
– Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz literuje wybitnego kompozytora Wojciecha Kilara;
– z cyklu Podróże Krakowian Luksemburg w fotorelacji Krystyny Dul

Zapraszamy do lektury oraz na naszą nową stronę www.miesiecznikkrakow.pl!

luty2014 okładka

 

Styczeń 2014

Ukazał się STYCZNIOWY numer miesięcznika “Kraków”, a w nim m.in.:
– młodzieńczy portret słynnego astronoma Mikołaja Kopernika i jego odkrywcę prezentuje Adrian Pozarzycki;
– poetę Krakowa, Bieszczad i Sądecczyzny – Jerzego Harasymowicza wspomina Józef Baran oraz Ladislav Volko;
– Lesław Peters rozmawia z profesorem Władysławem Stróżewskim o filozofii na kanwie arcydzieł;
– Wawel -wczoraj i dziś – przedstawia Jan Rogóż;
– o niebanalnych miejscach koncertowych w Krakowie i nie tylko… – Agnieszka Barańska.

Zapraszamy do lektury!

KR 01.2014