VIII Krakowskie Miniatury Teatralne

VIII Krakowskie Miniatury Teatralne – Śródmiejski Ośrodek Kultury zaprasza na kolejną już – 8 edycję – Krakowskich Miniatur Teatralnych.
Tegoroczną edycję śmiało można nazwać przełomową – w nowej odsłonie i nowym miejscu – Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

 

NA CZWORAKACH

VIII Krakowskie Miniatury Teatralne - Na CzworakachPierwszego dnia festiwalu – 5 lipca 2017 r. o godz. 19:00 – zapraszamy na spektakl inauguracyjny, “Na czworakach” wg. Tadeusza Różewicza z Teatru Polonia w Warszawie, reżyserowany przez znanego wszystkim dobrze, wybitnego – Jerzego Stuhra. Polska klasyka. Tekst należący do naszego kanonu teatralnego, kiedyś grany wciąż i wszędzie, dziś zyskał nowe treści i aktualność. Różewicz najwspanialszy. Jerzy Stuhr ten utwór uczynił lata temu tematem swojej pracy magisterskiej. Dziś reżyseruje i interpretuje główną postać. Inteligent w swym poniżeniu i chwale. W obsadzie także miedzy innymi Dorota Stalińska, Wiesław Komasa.
Jak mówi Jerzy Stuhr, reżyser: „Idea sztuki Różewicza zbiega się z moją sytuacją życiową, a zawsze taka zbieżność jest pociągająca twórczo, zwłaszcza jeśli stawia tę realną moją sytuację w świetle autoironii. Wielki Różewicz daje mi swą sztuką zakpić z siebie samego”.

 

DEMON TEATRU

Następnego dnia (6 lipca 2017 r.) wybierzemy się w niezwykłą podróż, której przewodnikiem będzie znakomita postać Bogusława Schaeffera. Bogusław Schaeffer przyszedł do teatru z muzyki w latach 60., będąc już jednym z najoryginalniejszych kompozytorów XX wieku. Nie dziwota więc, że jego dramaty przypominają czasem kompozycje muzyczne, a sama muzyka stanowi w nich element tyleż wspierający akcję, co ją kreujący. Ale to tylko część dramatopisarskiej oryginalności Schaeffera. Nie ma w tych sztukach tradycyjnej akcji i konwencjonalnych bohaterów, chociaż postaci wypowiadają zdania często znane nam z potocznego języka. Ba, zdarza się, że mówią wieloma językami, wplatając w mowę „literacką” wyrażenia gwarowe, żargonowe, cytaty z innych autorów. Nade wszystko jednak bawią się w teatr.
„Demon teatru” jest bowiem komedią o aktorach, czyli ludziach, którzy zawodowo udają innych ludzi. A co będzie, jeśli nikogo nie będą udawać, a jednak staną przed nami, żeby odegrać spektakl? Jak wiadomo, teatr kryje tysiące fascynujących niespodzianek. Niektóre z nich poznacie Państwo oglądając „Demona teatru”, sztukę niezwykłą jak jej autor.

 

LEKCJE STEPOWANIA

VIII Krakowskie Miniatury Teatralne - Lekcje StepowaniaW trzeci dzień festiwalu (10 lipca 2017 r.) gościć będziemy warszawski Och-Teatr, który zaprezentuje Państwu „Lekcje stepowania”. Bohaterami spektaklu są uczestnicy kursu stepowania. Każda z postaci uczęszcza na lekcje z innego powodu, przychodzi z własną opowieścią, osobowością i temperamentem. Sztuka Harrisa grana była na wielu europejskich scenach, a w latach 90. powstał film, w którym główną rolę zagrała Liza Minnelli. Przedstawienie łączy komedię z wątkami obyczajowymi i dużą dawką tańca. Krystyna Janda wraca do reżyserii tego spektaklu po 11 latach. W 2005 r. wyreżyserowała „Lekcje stepowania” dla Teatru Powszechnego w Łodzi.

 

 

 

EDUKACJA RITY

VIII Krakowskie Miniatury Teatralne - Edukacja Rity12 lipca 2017 r. – czwarty dzień festiwalu. Coś co wszyscy lubimy oglądać – historia dwójki ludzi – kobiety i mężczyzny. Rita – Katarzyna Ucherska, Frank – Piotr Fronczewski.
„Edukacja Rity” to historia spotkania dwojga ludzi, których pozornie dzieli wszystko.
Ona – młoda fryzjerka z niezamożnej rodziny marzy o wyrwaniu się do lepszego świata i dlatego zostaje studentką uniwersytetu otwartego. Tam trafia na Niego – nadużywającego alkoholu, doświadczonego profesora literatury. Ona to wulkan energii, entuzjazmu i młodzieńczej otwartości. On – niespełniony poeta, zamknięty w sobie, zgorzkniały i zrezygnowany .
Wkrótce okaże się, że ta przypadkowa znajomość nieoczekiwanie zmieni ich oboje…

 

 

KTO NAS ODWIEDZI

VIII Krakowskie Miniatury Teatralne - Kto nas odwiedziOstatni dzień festiwalu (13 lipca 2017 r.), na deski teatru zwita dwoje znakomitych aktorów – Jadwiga Jankowska-Cieślak, oraz Jan Peszek, w sztuce „Kto nas odwiedzi” (Och-Teatr). Rzecz dzieje się nocą w starym zamku, który odwiedzają duchy. Czy lata temu mąż pani domu umarł śmiercią naturalną? A może któryś z jego przyjaciół ma z tym coś wspólnego? Czy tajemnica się wyjaśni?
Ta sztuka to dwie brawurowe, popisowe partytury dla dwójki aktorów, a na scenie wspaniałe osobowości Jadwiga Jankowska-Cieślak i Jan Peszek. Długo na nich czekaliśmy.
Reżyserem jest Cezary Tomaszewski, autor sławnej autorskiej wersji operetki Lehara Wesoła wdówka, wystawionej w Wiedniu, w której obsadził cztery polskie sprzątaczki.

Z cyklu Poprzez Kresy: Słonim, Różana

Z cyklu Poprzez Kresy: Słonim, Różana. Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.

Tematem spotkania będą dwie miejscowości, leżące na styku dawnych województw: nowogródzkiego i brzesko-litewskiego – Słonim i Różana. Słonim, leżący nad Szczarą, wzmiankowany był w XI w. i stanowił ośrodek administracyjny: w XIII w. był miastem grodowym, a od XVII w. był siedziba sądów miejskich i miejscem sejmików generalnych litewskich. W II poł. XVIII w. nastąpił rozkwit miasta w związku z budową kanału Ogińskiego, łączącego Niemen i Prypeć. Z ważniejszych obiektów należy wymienić: kościół pw. św. Andrzeja z XVIII w., kościół i klasztor bernardynek z XVII i XVIII w., kościół i klasztor Bernardynów oraz synagoga z XVII w. W miejscowości Różana zachowały się ruiny jednej z największych rezydencji magnackich Wielkiego Księstwa Litewskiego. Pierwotny zamek zbudowany na początku XVII W. przez Lwa Sapiehę, zniszczony podczas wojen XVII w., został przekształcony na rezydencje pałacową Sapiehów w latach 1784- 88.

KRAKOWSKA KSIĄŻKA MIESIĄCA

Krakowska Książka Miesiąca – Maj

Justyna Nowicka

Widok piękny bez zastrzeżeń. Fotografia Tatrzańska Mieczysława Karłowicza

Wydawnictwo PWM

spotkanie poprowadzi Mateusz Borkowski

Justyna Nowicka, filolog klasyczny z wykształcenia, radiowiec z wyboru. Entuzjastka widowisk, sztuk wizualnych i muzyki współczesnej. Współautorka dokumentalnych książek o dziejach Opery Krakowskiej i Polskiego Radia w Krakowie.

 

 

Z cyklu Poprzez Kresy: Nieśwież, Zaosie, Jezioro Świteź, Żyrowice

Z cyklu Poprzez Kresy: Nieśwież, Zaosie, Jezioro Świteź, Żyrowice. Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.

Tematem prelekcji będą miejscowości położone w południowej części woj. Nowogródzkiego. Najważniejszą z nich jest Nieśwież, w której kościół pw. Bożego Ciała był pierwszą świątynią barokową, a zamek Radziwiłłów otrzymał nowoczesne fortyfikacje bastionowe. Poza tym w centrum miasta znajduje się szereg obiektów zabytkowych: Ratusz z halami targowymi, przyrynkowy Dom Gdański, Brama Słucka, będąca częścią fortyfikacji miejskich oraz kościół i klasztor Bernardynek. Dwie kolejne miejscowości są związane z życiorysem i twórczością Adama Mickiewicza. Zaosie jest wsią, w której dwór był w dniu 24 grudnia 1798 r. miejscem urodzenia Wieszcza. Zespół dworski, całkowicie zniszczony w czasie I wojny światowej został zrekonstruowany w latach 90-tych XX w. na podstawie zachowanej dokumentacji i zorganizowano w nim muzeum. Odtworzono również: lamus, stodołę, oborę i studnię z żurawiem. Świteź jest jeziorem położonym w pobliżu Nowogródka; było ono tematem wielu prac naukowych w zakresie: geologii, botaniki i zoologii. W Żyrowicach niedaleko Słonima zachował się, założony w XV w., prawosławny monastyr, miejsce kultu płaskorzeźbionej miniatury Matki Boskiej Żyrowickiej. Zespół składa się z Soboru Uspieńskiego, cerkwi Zimowej pw. Św. Mikołaja oraz gmachu seminarium duchownego. Na terenie dróżek pątniczych zbudowano kaplice, z których wyróżniają się cerkwie: Objawienia NMP i Podwyższenia Krzyża Świętego.

KRAKOWSKA KSIĄŻKA MIESIĄCA

Krakowska Książka Miesiąca – Kwiecień

Jacek Olczyk

Życie literackie w Krakowie w latach 1893-2013

Korporacja Ha!art

spotkanie poprowadzi prof. Stanisław Stabro

Inspirująca podróż w czasie przez krakowskie życie literackie – od kawiarń Młodej Polski przez kultowe miejsca PRL-u po alternatywną cyberkulturę XXI wieku.

Owoc wieloletnich badań Jacka Olczyka, który przeczesywał pamiętniki, korespondencję, dobrą i złą prasę, by stworzyć pierwszą tego rodzaju panoramę w historii miasta. Składają się na nią soczyste plotki, barwne domysły, donosy, dyskusje i kłótnie, wzloty i upadki, walka o wolność i o stolik w modnym miejscu – czyli wszystko to, czego nie znajdziecie w podręcznikach i opracowaniach naukowych. To opowieść o wielkiej i mniejszej literaturze tworzonej przez mieszkańców, miłośników i przeciwników Krakowa na przestrzeni przeszło 120 lat.

Książka może z powodzeniem służyć jako literacki przewodnik po kulturalnej stolicy Polski, który prowadzi czytelnika szlakiem nie tylko ważnych stron polskiej literatury, ale także jej kulis i zapleczy.

(od Wydawcy)

 

 

„Krakowska Książka Miesiąca” Elżbieta Tabakowska: Nie-pełna pustka. Haiku


„Krakowska Książka Miesiąca”

Nie-pełna pustka. Haiku

Wiersze: Elżbieta Tabakowska

Ilustracje: Lidia Rozmus

Prowadzenie: Elżbieta Zechenter-Spławińska

Elżbieta Tabakowska jest emerytowanym profesorem ­Uniwersytetu Jagiellońskiego. Anglistka, specjalista w dziedzinie językoznawstwa kognitywnego i teorii przekładu. Założycielka i wieloletni kierownik Katedry UNESCO do Badań nad Przekładem i Komunikacją Międzykulturową. Tłumacz konferencyjny. Jest autorką przekładów licznych tekstów literackich i historiograficznych – między innymi Normana Daviesa, Thomasa Mertona, Leonore Fleischer. Oprócz prac naukowych z teorii języka i przekładoznawstwa ma w swoim dorobku dwie książki popularnonaukowe odkrywające tajniki warsztatu tłumacza (O przekładzie na przykładzie i Tłumacząc się z tłumaczenia) oraz zbiorek wierszy Podwyższona echogeniczność.

Lidia Rozmus urodziła się w Polsce i ukończyła studia historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. W roku 1980 wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracuje jako artysta grafik, maluje sumi-e i obrazy olejne, pisze haiku i pełni funkcję redaktora artystycznego ogólnoamerykańskiego periodyku „Modern Haiku”. Jest autorką kilku książek zawierających haiku, haibun i haiga, które otrzymały nagrodę Merit Book Award (Haiku Society of America) za projekty graficzne, za haibun i antologię.

Z cyklu Poprzez Kresy: Wasiliszki – Lida – Nowogródek – Mir

Z cyklu Poprzez Kresy: Wasiliszki – Lida – Nowogródek – Mir. Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.
Z Grodna trasa wycieczki wiodła w kierunku wschodnim przez Wasiliszki do Lidy. W Wasiliszkach Nowych warto obejrzeć kościół podominikański z XVIII w, a w Wasiliszkach Starych dom rodzinny piosenkarza Czesława Wydrzyckiego, który przyjął pseudonim artystyczny Niemen. W Lidzie, będącej jedną z najstarszych siedzib książąt litewskich, zachował się zamek z XIV w. Jadąc z Lidy na południe można dotrzeć do Nowogródka, założonego w XII w. Zachowało się tam kilka kościołów: farny fundowany w XIV w. przez Wielkiego Księcia Witolda, Dominikanów z XVII w. oraz dawny kościół Franciszkanów z XVIII w. Ciekawym przykładem budowli sakralnej jest cerkiew Borysa i Gleba z XVI w., która zachowała cechy stylu gotyckiego. W centrum miasta znajduje się muzeum – dwór Adama Mickiewicza, bogato wyposażony w eksponaty związane z życiem i twórczością wieszcza. Najwyższym punktem Nowogródka jest góra Zamkowa z pozostałościami murowanego zamku z przełomu XIV i XV W. Kolejną miejscowością będzie miasto Mir , gdzie zachowały się: kościół parafialny z przełomu XVI /XVII w, . XIX-wieczna cerkiew oraz przyrynkowa zabudowa mieszkalna, ale głównym zabytkiem jest potężny zamek zbudowany w latach 1506 do 1510, zachowany w stylu gotycko-renesansowym.

„Krakowska Książka Miesiąca” STU Teatr Krzysztofa Jasińskiego pod redakcją Edwarda Chudzińskiego


„Krakowska Książka Miesiąca”

STU Teatr Krzysztofa Jasińskiego pod redakcją Edwarda Chudzińskiego

Na spotkanie wręczenie nagrody zapraszamy 23 lutego o godz. 18.30 do Klubu Dziennikarzy “Pod Gruszką” ul. Szczepańska 1

Prowadzenie: Wacław Krupiński

To jest trzecia książka o Teatrze STU. Powstała – jak dwie poprzednie – z okazji jubileuszu, tym razem 50-lecia. STU bowiem, jak mało który teatr, pamięta o swoich urodzinach, o czym świadczy obchodzone co roku kolejne STU-lecie.(…) Pamiętając o wcześniejszych książkach o Teatrze STU czuliśmy się zwolnieni z obowiązku pełnej prezentacji dorobku teatru i twórców z nim związanych z lat młodości i wchodzenia w dojrzałość. Stąd w niniejszym wydawnictwie punkt ciężkości został przesunięty na współczesność, czyli wiek XXI i na osobę Krzysztofa Jasińskiego. Wprawdzie rola założyciela i od 50 lat nieprzerwanie dyrektora jest w Teatrze STU oczywista i niekwestionowana, ale w różnych latach był on rozmaicie postrzegany. W pierwszej książce na planie pierwszym jest Teatr STU jako teatr pokoleniowy, z wyrazistym i dominującym liderem, wokół którego skupili się najpierw koledzy ze szkoły teatralnej, a w latach 70. artyści „wszelkiej maści” szukający przyjaznego miejsca do samorealizacji w zgodzie z ideałami kontrkultury. W Rodzinie STU Jasiński występuje w roli Ojca Wirgiliusza, mającego mnóstwo dzieci swoich i nie mniej tych przygarniętych, które lgną do niego, choć rękę ma niekiedy ciężką. W tej książce chcemy go pokazać jako człowieka i artystę mającego pełne prawo powiedzieć: Teatr STU to ja. Rzecz w tym, że on tego sam nie powie. Wyręczyli go więc dwaj koledzy – rówieśnicy, trawestując znany im  z lat szkolnych wiersz: mówimy Teatr STU, myślimy Krzysztof Jasiński – lub odwrotnie. Te trzecią z kolei publikację o Teatrze STU nazwaliśmy księgą. Upoważniają nas do tego, jak sądzę, jej rozmiary oraz jubileusz 50-lecia, który ma uświetnić. Zdarzyło się bowiem po raz pierwszy w dziejach teatru polskiego, że założyciel i twórca jednego z nich, któremu dał imię STU, kieruje nim nieprzerwanie od pół wieku. Żeby ten okres ogarnąć, przybliżyć i choćby w sposób selektywny naświetlić, wydawnictwo rozrosło się nam do wielkości księgi. A jest ona nietypowa, bo i jubileuszowa, i pamiątkowa, i hybrydowa. Można zatem przypuszczać, że każdy w niej coś dla siebie znajdzie.

Z cyklu Poprzez Kresy: Nad Niemnem – Grodno, Bohatyrowicze

Z cyklu Poprzez Kresy: Nad Niemnem – Grodno, Bohatyrowicze. Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.
Pierwszą miejscowością na trasie było Grodno, którego istnienie w XII w. zostało udokumentowane jako siedziba udzielnych książąt, a w XIV w. stało się jedną ze stolic Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda. Począwszy od czasów jagiellońskich Grodno było jednym z centrów polityczno-administracyjnych Rzeczypospolitej. Zwiedzanie miasta rozpoczęło się od kościoła jezuickiego pw. Franciszka Ksawerego, obecnie katedry. Reprezentacyjną ulica Zamkową można dojść do Góry Zamkowej, na której od XI w. powstawały obiekty obronne, a w XIV w. książę Witold ufundował zamek murowany. Na miejscu Niskiego Zamku w XVIII w. powstał Nowy Zamek, który stał się miejscem odbywania sejmów. Przechodząc przez Śródmieście można oglądnąć szereg kościołów: Franciszkanów, Bernardynów i Brygidek. W południowo-wschodnim przedmieściu warto zwiedzić cmentarz katolicki. Na przełomie XIX i XX w. mieszkała w Grodnie Eliza Orzeszkowa, o czym przypominają: pomnik z popiersiem autorki oraz dworek, w którym mieszkała i napisała wiele swych książek, m.in. powieść „Nad Niemnem, która uznana została za jedno z najcenniejszych kresowych dzieł literatury polskiej.

„Krakowska Książka Miesiąca” Elżbieta Orman: Najmniej jestem tam gdzie jestem…Listy Zofii z Vorzimmerów Breustedt (1896-1942) do córki Marysi w Szwajcarii (1939-1942)

„Krakowska Książka Miesiąca”

Elżbieta OrmanNajmniej jestem tam gdzie jestem…Listy Zofii z Vorzimmerów Breustedt (1896-1942) do córki Marysi w Szwajcarii (1939-1942)

Na spotkanie z autorką i wręczenie nagrody zapraszamy 26 stycznia o godz. 18.00 do Śródmiejskiego Ośrodka Kultury

Prowadzenie: Karolina Grodziska

Losy Polaków, Żydów i Niemców w listach z II wojny światowej są zazwyczaj opisywane przy użyciu prostych stereotypów, które nieograniczoną niczym różnorodność poszczególnych przypadków sprowadzają do kilku podstawowych ujęć i ról społecznych. Jak wielkie to uproszczenie, pozwala nam zorientować się lektura tego niezwykłego źródła. Tom Najmniej jestem tam, gdzie jestem… składa się ze 107 listów i dokumentów, któ­re ilustrują zawikłany przebieg relacji polsko-żydowsko-niemieckich w ramach jednej rodziny. Czas wojny odmienności te jeszcze wyostrzył ze względu na okoliczności, w jakich przyszło wówczas żyć i umierać poszczególnym jej członkom. Listy Zofii z Vorzimmerów Breustedt (1896-1942) do kilkunastoletniej córki Marysi (1922-2014) pisane z Warszawy i getta warszawskiego w latach 1939-1942 […] przyczynkiem do dziejów zagłady inteligencji polskiej podczas II wojny światowej, a w tym przypadku inteligencji polskiej o żydowskich korzeniach – „Polaków z wyboru”, rzadko wyróżnianych w kontekście wielkiej tragedii Holokaustu. Listy te odsłaniają na przykładzie życia prywatnego wielonarodowej polsko-żydowsko-niemieckiej rodziny skutki działania mechanizmów totalitarnego systemu, uruchomionego w Niemczech w 1933 roku.

z recenzji prof. Tomasza Gąsowskiego

Elżbieta Orman, historyk, redaktor Polskiego Słownika Biograficznego w Instytucie  Historii PAN w Krakowie. Edycja Listów Zofii z Vorzimmerów Breustedt (1896-1942) do córki Marysi w Szwajcarii (1939-1942) jest kolejnym ważnym opracowaniem jej autorstwa. Poprzedzający Listy… wstęp przekracza ramy edytorskiego „przewodnika”, stając się wnikliwym i odkrywczym – z poziomu mikrohistorii – studium do dziejów polskiej inteligencji.

Z cyklu Poprzez Kresy: Mereczowszczyzna – Kobryń – Brześć Litewski

Z cyklu Poprzez Kresy: Mereczowszczyzna – Kobryń – Brześć Litewski
Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.
W Kosowie Poleskim zachował się neogotycki pałac Pusłowskich z 1838 roku, a w pobliskim folwarku Mereczowszczyzna odtworzono dwór, w którym w 1746 r. urodził się Tadeusz Kościuszko. W Berezie Kartuskiej w XVIII w. wzniesiono obronny klasztor Kartuzów. W Łyskowie, na terenie cmentarza przykościelnego klasztoru Misjonarzy z XVIII w. odtworzony został grobowiec Franciszka Karpińskiego. W Prużanie zachował się w dobrym stanie pałacyk Szwykowskich z połowy XIX w. Na terenie kościoła pw. Wniebowzięcia NMP w Kobryniu odrestaurowany został cmentarz wojskowy z 1920 r. W okolicy Brześcia Litewskiego warto odwiedzić kilka interesujących miejscowości. W pałacu w Skokach urodził się i wychowywał Julian Ursyn Niemcewicz. W Wysokim Litewskim zachowały się pozostałości zamku Sapiehów, założenie pałacowe oraz kościół pw. Św. Trójcy z 1608 r. W kościele pw. Św. Trójcy w Wołczynie w 1938 r. spoczęły, przewiezione z Petersburga szczątki Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ozdobą Kamieńca Litewskiego jest zbudowana w XIII w. okrągła wieża o wys. 30 m. W Czarnawczycach zachował się ufundowany w XVI w. przez Mikołaja Radziwiłła i „Sierotkę”, kościół pw. Św. Trójcy. Brześć Litewski to miasto położone przy ujściu Muchawca do Bugu, które wzmiankowane w XI w. W 1831 r. została tam zbudowana potężna twierdza, usytuowana na terenie pierwotnego miasta. W nowym XIX-wiecznym mieście, warto zwrócić uwagę na kościół parafialny z XVII-wiecznym obrazem Matki Boskiej Brzeskiej oraz na pomnik Adama Mickiewicza.

Z cyklu Poprzez Kresy: Porozów, Kraski, Różana, Pińsk.

Z cyklu Poprzez Kresy: Porozów, Kraski, Różana, Pińsk.
Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.
Kontynuując podróż po ziemi nowogródzkiej, można odkrywać coraz to nowe, ciekawe miejscowości. W dawnym majątku „Bogudzięki”, leżącym w granicach miasta Porozów, zachowała się siedziba rodziny Buttowt-Andrzeykowiczów z zespołem zabudowań dworskich, gdzie obecnie mieści się szpital. Poza tym znajduje się tu klasycystyczny kościół pw. Św. Michała z 1828 roku. W miejscowości Kraski znajduje się siedziba Bułharynów i Sieheniów, składająca się z XIX-wiecznego dworu i dobudowanego w 1905 roku neogotyckiego pałacyku. Obok znajdują się zabudowania gospodarcze oraz założenie parkowe. Różana była w przeszłości siedzibą Sapiehów, w której zachowały się ruiny rezydencji z XVII i XVIII w. W centrum Różanej istnieją do dziś zabytkowy kościół parafialny i cerkiew pobazyliańska. Pińsk, będący centralną miejscowością Polesia, posiada pozostałości dawnego zespołu klasztornego, z którego zachował się jedynie gmach kolegium. Dawny kościół Franciszkanów z I poł. XVIII w. pełni obecnie funkcję katedry. Ciekawym zabytkiem jest zbudowany w końcu XVIII w. pałac Butrymowiczów. Na kolejnym, styczniowym spotkaniu z cyklu Poprzez Kresy, omówione zostaną miasta leżące na trasie biegnącej przez ziemi Polesia do Brześcia nad Bugiem.

„Krakowska Książka Miesiąca” Barbara Gawryluk: Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia.

„Krakowska Książka Miesiąca”

Barbara GawrylukWanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia

Wyd. Marginesy

Na spotkanie z autorką i wręczenie nagrody zapraszamy 14 grudnia o godz. 18.00 do Śródmiejskiego Ośrodka Kultury

Prowadzenie: Zofia Gołubiew i Marcin Wilk

 

Pierwsza biografia jednej z najbardziej znanych polskich pisarek, autorki ponad dwustu książek, tysięcy wierszy, setek piosenek, sztuk teatralnych, kabaretów i słuchowisk.

Wanda Chotomska – niepodważalny autorytet, niezwykły talent, mistrzyni rymowania, opowiadania, zabawiania i rapowania. Podziwiali ją wszyscy, którzy się z nią zetknęli. Zawsze elegancka, świetnie uczesana, ubrana, z perfekcyjnym makijażem i gustownie dobraną biżuterią. Zgrabna, szczupła i w doskonałej formie, nieustannie zawstydza niewyczerpaną energią młodszych kolegów marzących po pracowitych dniach o odpoczynku.
Wanda Chotomska nie tylko udowadnia, że nie ma nic do ukrycia, ale też przypomina czytelnikom, z czym zmagali się literaci w ponurych stalinowskich czasach, jak radzili sobie z cenzurą, w jaki sposób humor i uśmiech pozwalał przetrwać przygnębiająca rzeczywistość. Opowiada o wojennym dorastaniu, absurdach PRL-u, przyjaźni z Mironem Białoszewskim, życiu poetki-nomadki, małżeństwach i o swoich najważniejszych bohaterach literackich, a wszystko z precyzyjną dokładnością, dowcipem i szacunkiem dla czytelników.

Barbara Gawryluk, dziennikarka związana z Radiem Kraków, stworzyła żywy i fascynujący portret nie tylko powszechnie znanej twórczyni kultowej dobranocki Jacek i Agatka, ale też opisała jej dramatyczne losy wojenne, czasy od lat pięćdziesiątych, gdy debiutowała w „Świecie Młodych”, przez rozwój kariery w dobie PRL-u, jej liczne podróże – do Stanów Zjednoczonych, Chin, Australii, Meksyku, Indii – aż po współczesność. Nie bała się pytać o tematy trudne, często bolesne.

Ta książka to zapis rozmów, wspomnień, procesu odświeżania pamięci. Nie miałyśmy ambicji spisywania drobiazgowej biografii, bardziej interesowało nas odtworzenie klimatu towarzyszącego powstawaniu powojennych czasopism i książek oraz opisanie roli, jaką Wanda Chotomska przez lata odgrywała w popularyzacji literatury dla dzieci.

Wanda Chotomska pozostaje dla mnie królową, damą i autorytetem w jednej osobie. Mistrzynią, do której od niedawna mam zaszczyt zwracać się po imieniu – opowiada Barbara Gawryluk

W książce znalazły się rozmowy nie tylko z samą bohaterką biografii, ale także wspomnienia Bohdana Butenki, Joanny Olech, Grzegorza Leszczyńskiego, Joanny Papuzińskiej, Grzegorza Kasdepke oraz córki, Ewy Chotomskiej.
Książka została uzupełniona o bogaty materiał zdjęciowy – z prywatnego archiwum bohaterki oraz wiersze publikowane m.in. w „Misiu” i „Świerszczyku”, ilustrowane przez najwybitniejszych polskich artystów. (od Wydawcy)

Z cyklu „Poprzez kresy” … Słonim, Żyrowice, Synkowicze…

Z cyklu Poprzez Kresy: … Słonim, Żyrowice, Synkowicze…
Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.
Tematem spotkania będą miejscowości położone na południowy zachód od Nowogródka. W Zdzięciole zachowała się zabytkowa zabudowa przyrynkowa i XVII wieczny kościół z cennym wyposażeniem rokokowym oraz pozostałości pałacu Radziwiłłów przebudowane na szpital. W Słonimie, wzmiankowanym już w XI w. zachował się kościół pobernardyński z XVII w, rokokowy kościół parafialny pw. św. Andrzeja z XVIII w. oraz XVII wieczne klasztor Bernardynek i synagoga. W Żyrowicach podziwiać można XV-wieczny prawosławny monastyr – miejsce kultu płaskorzeźby Matki Boskiej Żyrowickiej z XV w. Głównym obiektem zespołu jest Sobór Uspieński z XVII w., z przylegającymi: cerkwią zimową pw. Św. Mikołaja oraz gmachem seminarium duchownego z przełomu XVII i XVIII W. Na terenie dróżek pątniczych zbudowano kaplice, w których wyróżniają się cerkwie objawienia NMP i Podwyższenia Krzyża Św. Wieś Synkowicze znana jest z obronnej cerkwi pw. Św. Michała z początku XVI w., oprócz której zachował się klasycystyczny dwór z poł. XIX W. w Hneźnie, w I poł. XVI W, zbudowany został gotycki kościół pw. Św. Michała Archanioła, a w XIX w. powstał zespół dworski.

„Krakowska Książka Miesiąca” Ewa Ryżewska-Kulawik: Inny świat.

„Krakowska Książka Miesiąca”

Ewa Ryżewska-KulawikInny świat

Wyd. Antykwa

Na spotkanie z autorką i wręczenie nagrody zapraszamy 9 listopada o godz. 18.00 do Śródmiejskiego Ośrodka Kultury

Prowadzenie: prof. Stanisław Burkot
Wiersze czyta: Jakub Kosiniak

Wiersze z tomiku zatytułowanego Inny świat powstawały przez pół wieku i nie były przeznaczone do druku. Ich autorka nie jest poetką. Pisane do szuflady mają bardzo osobisty charakter, jako zapiski zdarzeń, przemyśleń, impresji.

Te „utwory zebrane” różnią się pod względem formalnym, a także poziomem warsztatowym – co jest widoczną słabością tego zbioru. Ale pisała je zarówno egzaltowana i romantyczna młoda kobieta, jak i doświadczona przez życie matrona. To widać. Ze względu na tę niejednorodność utwory zostały ujęte w otwarte cykle, z których największe to „Inny świat”, rozpoczynający tomik, oraz „Sztambuch”, zawierający wiersze dawne. Umownie można przyjąć, że dzieli je cezura tysiącleci (ale to brzmi!). Oprócz nich w tomiku wyodrębnione zostały cykle tematyczne: „Listki z podróży”, „Lubię przedmioty”, „Refleksy” i „Czytając Biblię”. Zbiór rozpoczyna utwór niejako „uzasadniający” decyzję o druku, a kończą najwcześniejsze zachowane wiersze, opatrzone datami 1965 i 1963. Jest to zatem układ od teraźniejszości ku przeszłości.

“Na chwilę przed odlotem” Kameralna muzyczna podróż przez polskie lata 80.

„Na chwilę przed odlotem”
Kameralna muzyczna podróż przez polskie lata osiemdziesiąte

Agata Grześkiewicz (wokal)
Michał Zawadzki (fortepian)

Mannam – Urszula – Budka Suflera – Republika – Anna Jantar – Edyta Geppert – Dwa plus jeden – Perfect – Maryla Rodowicz – Andrzej Zaucha i inni …

Pomysł koncertu złożonego z polskich piosenek lat 80. zrodził się ze szczególnego sentymentu, jakim artyści darzą utwory tamtego czasu, a także z potrzeby przypomnienia słuchaczom wielu interesujących twórców piosenki — tekściarzy (M. Dutkiewicz, G. Ciechowski, B. Olewicz, A. Mogielnicki, M. Dagnan, J. Kondratowicz) i kompozytorów (M. Jackowski, R. Lipko, W. Żukowska, S. Krajewski, J. Kruk, Z. Hołdys, J. Kukulski, A. Korzyński), którzy w rożnych konfiguracjach stworzyli piosenki wciąż skutecznie opierające się upływowi czasu.

Niektóre utwory zyskały oblicze balladowe — nostalgiczno-liryczne lub żarliwe i porywające; z kolei w innych rockowy, gitarowy pazur został zaskakująco odwzorowany przy pomocy ekspresji pianistycznej. To wszystko złożyło się na ponadgodzinną, sentymentalną podróż do lat 80. — dekady, dzięki której polska muzyka zyskała tak wiele wartościowych utworów.

Tytuł recitalu pochodzi z piosenki „Szukaj mnie wszędzie i nigdzie”, która pojawiła się w kultowej polskiej komedii „Kogel-mogel”.

Bilety w cenie: 25 zł (w przedsprzedaży), 35 zł (w dniu koncertu)
do nabycia w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie, ul. Mikołajska 2 lub elektronicznie pod adresem: monikakozera@lamelli.com.pl
Zapraszamy!

AGATA GRZEŚKIEWICZ
Urodzona w Olsztynie w 1992 roku, wychowała się w Lidzbarku Welskim koło Działdowa. Absolwentka szkoły muzycznej I st. w Brodnicy w klasie fortepianu. Obecnie mieszka w Olsztynie. Absolwentka kierunków: Dietetyka na Wydziale Nauk Medycznych oraz Prawo kanoniczne na Wydziale Teologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Stale funkcjonuje na wysokich obrotach, nie zwalnia, mało śpi. Kiedy tylko może czyta — dużo więcej niż podręczniki akademickie, zdecydowanie więcej niż „statystyczny Polak”. Uczestniczka programów telewizyjnych „Szansa na sukces” (2010) oraz „Bitwa na głosy” (2012).

12472835_651515738320803_7188128708065474902_n

Laureatka wielu festiwali i przeglądów piosenki literackiej, m.in.:
– wyróżnienie w finale XV edycji Konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej” w Warszawie,
– III miejsce XL Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie,
– II miejsce na V Festiwalu Piosenki Literackiej im. Łucji Prus „W żółtych płomieniach liści” w Białymstoku,
– II miejsce na 50. Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie,
–  I miejsce XVII Ogólnopolskiej Giełdy Piosenki Poetyckiej „Wieczorne Nastroje” w Kwidzynie,
– I miejsce na XI Festiwalu Piosenki Poetyckiej im. Jacka Kaczmarskiego „Nadzieja” w Kołobrzegu,
– Nagroda Główna Prezydenta Miasta Torunia im. Krzysztofa Komedy-Trzcińskiego V Festiwalu Piosenki i Ballady Filmowej w Toruniu,
– Grand Prix XII Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Aktorskiej „Reflektor” w Koszalinie.

Jako solistka ma na swoim koncie współpracę m.in. z:
Romanem Kołakowskim — reżyserem spektakli poetyckich i autorem muzyki do tekstów Edwarda Stachury („Fabula Rasa” — Teatr Baj Pomorski w Toruniu oraz „Stachura. Święte wędrowanie” — Teatr im. Wandy Siemiaszkowej w Rzeszowie, Teatr Baj Pomorski w Toruniu, spektakl Teatru Piosenki „Na rogu świata i nieskończoności”),
Bogusławem Sobczukiem — reżyserem spektakli muzycznych („W czasie tej jednej piosenki…” — 47. SFP w Krakowie oraz „Piosenka aktorska… i inne demony” — 35. PPA we Wrocławiu oraz 50. SFP w Krakowie),
Tadeuszem Wicherkiem i Zamojską Orkiestrą Symfoniczną im. Karola Namysłowskiego (spektakl muzyczny na podstawie piosenek Marka Grechuty i Jana Kantego Pawluśkiewicza z musicalu „Szalona lokomotywa”),
Jerzym Satanowskim i Janem Poprawą (liczne spektakle i projekty).

MICHAŁ ZAWADZKI
Pianista, kompozytor piosenek, okazjonalnie aranżer. Rodowity Płocczanin od lat romansujący ze stolicą. Absolwent PSM I i II stopnia im. Karola Szymanowskiego w Płocku w klasie fortepianu oraz Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (obecnie Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina) w specjalności Teoria Muzyki, a także Podyplomowych Studiów Menedżerów Kultury w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

12916203_654797797992597_2786982550107949185_o
Przygodę z tzw. piosenką artystyczną rozpoczął w drugiej połowie 2006 roku (pierwsze kompozycje do tekstów Karoliny Słyk, z którą utworzył duet autorsko-kompozytorski). Akompaniował młodym wykonawcom z całego kraju, w ramach m.in. Studenckiego Festiwalu Piosenki (2007, 2009–12), Ogólnopolskiego Turnieju Śpiewających Poezję „Łaźnia” (2009, 2011, 2012), Festiwalu Piosenki Artystycznej „Poetycka Dolina” (2009–12), konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej”, podczas którego, swym akompaniamentem i aranżacjami, pomógł dostać się do etapu finałowego aż sześciorgu uczestnikom (2010–12, 2014). Oprócz tego, na swoim koncie ma współpracę m.in. z: Jerzym Satanowskim, Bogusławem Sobczukiem, Mirosławem Czyżykiewiczem, Jackiem Bończykiem, Krzesimirem Dębskim, Maciejem Wojtyszką, Marcinem Partyką, Jackiem Kitą, Sebastianem Wypychem, Grzechem Piotrowskim.

W latach 2009–2014 pracownik naukowo-dydaktyczny Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Obecnie wykładowca Społecznej Akademii Nauk oraz akompaniator w Akademii Teatralnej w Warszawie. Współpracuje z Agatą Grześkiewicz, śpiewającym aktorem Mateuszem Bierytem (recital „Od B do Z…czyli subiektywny elementarz piosenki”), aktorką scen musicalowych Agatą Gałach (recitale „Kofeina”, „Nieprzerwana lekcja muzyki”), pieśniarką Joanną Lewandowską (m.in. projekt „Mężczyźni mojego życia — Marek G. z Krakowa”), warszawskimi teatrami ROMA i Capitol oraz Płocką Orkiestrą Symfoniczną. Od 2011 roku kierownik muzyczny Ogólnopolskiego Przeglądu Młodych Woka-listów „Debiuty” we Wrocławiu. Sukcesywnie powiększa swoją kolekcję płyt (szczególnie ceni polski jazz i piosenkę artystyczną). Bywa połączeniem szperacza i stratega — wynajduje mało znane lub zapomniane utwory, by następnie dopasować je do znanych sobie wykonawców. Lubi twórcze, odważne i oryginalne podejście do interpretacji. Każdy pobyt na scenie to dla niego małe misterium, podczas którego stara się dać z siebie możliwie najwięcej, a swym zachowaniem i grą odcisnąć swoiste piętno na każdym wykonywanym utworze. Wciąż pracuje nad swoim własnym, rozpoznawalnym stylem.

 

 

„Krakowska Książka Miesiąca” Katarzyna Siwiec: Święty Ludwik z ulicy Strzeleckiej.

„Krakowska Książka Miesiąca”

Katarzyna Siwiec: Święty Ludwik z ulicy Strzeleckiej

Wyd. ANABASIS

 

 

 

 

 

Na spotkanie z autorką i wręczenie nagrody zapraszamy 24 października o godz. 18.00 do Śródmiejskiego Ośrodka Kultury

Spoglądając na nowy pawilon szpitalny im. Macieja Leona Jakubowskiego przy ul. Strzeleckiej w Krakowie trudno uwierzyć, że nie tak dawno jeszcze śmierć niemowląt i dzieci była zjawiskiem niemal zwyczajnym. Że kiedyś potrzeba było jednostek o wybitnej społecznej wrażliwości, by podjęły heroiczną próbę sprzeciwu wobec plagi groźnych chorób, które kładły kres życiu o wiele za wcześnie. Takie jednostki pojawiły się m. in. właśnie w Krakowie, gdzie już w 1876 r. przy ul. Krzyżowej (dziś Strzelecka) stanął szpital dla dzieci – jeden z pierwszych na ziemiach polskich. Jego istnienie to zasługa doktora Macieja Leona Jakubowskiego – ojca polskiej pediatrii. Marzenie życia wybitnego lekarza mogło zostać zrealizowane dzięki wielkiej społecznej akcji, w której prym wiodły takie osobistości jak ks. Marcelina Czartoryska (uczennica Chopina) czy Anna Helclowa.

Książka Katarzyny Siwiec „Święty Ludwik z ulicy Strzeleckiej” (wyd. ANABASIS 2016), to ułożona w formie rozbudowanego kalendarium historia Szpitala im. św. Ludwika w Krakowie, wydana na okoliczność 140 istnienia placówki. W niej szereg fascynujących i mało znanych historii. Któż bowiem pamięta, że zielonobalonikowy kpiarz, Tadeusz Żeleński (w niektórych, niekoniecznie medycznych kręgach zwany Boyem), to także lekarz od św. Ludwika? Że ów świetny tłumacz literatury francuskiej był ponadto autorem kilku znakomitych i odkrywczych prac naukowych dotyczących krwi niemowląt? Albo opowieść o niemieckim pediatrze, który podczas okupacji z narażeniem życia ratował polskie i żydowskie dzieci…

Niewątpliwą wartością osobliwego kalendarium, które autorka doprowadza do czasów nam współczesnych, są wspomnienia najstarszego pokolenia lekarzy (głównie lekarek, które w pediatrii królują) przybliżające niezwykle trudne dla szpitala, ubogie i siermiężne lata 50., 60. i 70. ubiegłego stulecia.

Z cyklu „Poprzez kresy”. Nieśwież

Z cyklu „Poprzez kresy”. Nieśwież.

Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty

Tematem spotkania z cyklu Poprzez kresy” będzie jedno z najciekawszych miast kresowych – Nieśwież, położony na ziemi nowogródzkiej, nad rzeką Uszą i systemem stawów. Istniał tu wczesnośredniowieczny gród, od połowy XIII w. należący do państwa litewskiego. |Od 1513 do 1939 roku Nieśwież był rezydencją Radziwiłłów, którzy mieszkali w zbudowanym przez siebie zamku. W latach 80-tych XVI w. Nieśwież otrzymał prawa miejskie i stał się centrum radziwiłłowskie Ordynacji Nieświeskiej. W centrum miasta zachował się Rynek z ratuszem z 1569 r., przebudowanym w XVIII i XX w, oraz halami targowymi. W zabudowie rynku wyróżnia się barokowy dom Gdański z 1721 roku. W mieście warto zwiedzić tez dawny zespół klasztorny Benedyktynek z lat 90.tych XVI w. oraz bramę Słucką z 1690 r., wchodząca kiedyś w skład fortyfikacji miejskich. Głównym obiektem sakralnym Nieświeża jest kościół katolicki pw. Bożego Ciała w 1584 – 1593, w podziemiach którego pochowano ponad stu członków rodziny Radziwiłłów. Najważniejszym zabytkiem miasta jest sześciokątny zamek z przełomu XVI i XVII W., na którym w 1583 r. wystawiono, po raz pierwszy w Rzeczpospolitej, w pełni wykształcone fortyfikacje bastionowe.

„Krakowska Książka Miesiąca” Małgorzata Lebda: Matecznik.

„Krakowska Książka Miesiąca”

Małgorzata LebdaMatecznik

Wyd.WBPiCAK, Poznań 2016

Prowadzenie: prof. Stanisław Stabro

Patronat medialny: Dziennik Polski, kwartalnik FRAGILE

 

 

wielkanocne święcenie pól: dzielenie.

idziemy z ojcem w pola w dłoniach trzymamy krzyżyki
z leszczyny i bibuły i święconą wodę (w plastikowych
butelkach po piwniczance) towarzyszą nam psy
tłuste ze lśniącą sierścią płoszą z brzeziny lisy

ojciec wbija krzyż w kamienistą ziemię przeklęty flisz mówi
a mi przychodzi na myśl że za kilka miesięcy w sierpniowym
upale będziemy tu kosić pszenicę (to tu ojciec po raz pierwszy
opowie nam o śmierci nałoży jej maskę lasu)

w dole biją dzwony kościoła
schodzimy z ostatniego pola
każda z nas próbuje zatrzymać
na sobie uwagę ojca

już przy domu w świetle wysokiego ogniska myślę
w jaki sposób dzielimy go między siebie: nierówno
niesprawiedliwie

Nakładem Wydawnictwa Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu – słynnej już, doskonałej serii Biblioteka Poezji Współczesnej, redagowanej przez Mariusza Grzebalskiego – ukazał się właśnie nowy zbiór Matecznik Małgorzaty Lebdy, poetki krakowskiej, urodzonej w 1985 roku. Zbiór świetny: wiersze Matecznika tworzą cały, intensywnie istniejący, osobny świat, zaludniony wyrazistymi postaciami, sugestywny, własny. Zbiór jest doskonale skomponowany, jest prawdziwą, pełna rzeczywistością, w której centrum znajduje się – realna i symboliczna jednocześnie – postać ojca. Zbiór poprzedza – z początku… dziwna, zastanawiająca, ale po lekturze zrozumiała, czytelna i piękna – dedykacja: ziemi. Dedykacja? ofiarowanie?, zawierzenie?

Z tego zbioru pochodzi ten znakomity wiersz, i trzeba tu od razu dodać, że takie – z konieczności – wyjęcie go z całości, którą współtworzy, pozbawienie tła i kontekstu całego Matecznika – pozbawia go wielu znaczeń, wartości, sensów, zaciemnia i zubaża jego wymowę… Ale – próbujmy.

Jak we wszystkich wierszach z Matecznika, tek i tu sytuacja jest, zdawać by się mogło, zwyczajna, najprostsza, konkretna. Ojciec z córkami w czasie Wielkanocy święci pola. Obraz ostentacyjnie wręcz „odpatetyczniony”, niemal pozbawiony swego sakralnego – i symbolicznego – wymiaru i znaczenia: święcona wodę leje się na pola, na ziemię z… plastikowych butelek po piwniczance… Ale jednocześnie, zauważmy, cały ten obraz i cały ten świat zbudowany jest z najbardziej elementarnych, pierwotnych motywów, szczegółów, konkretów – to są właśnie, w tym najgłębszym sensie, najpierwsze Elementy: ziemia, woda, ogień, ludzie, zwierzęta, natura, śmierć… Wszystko, co tworzy świat; wszystko niezbędne, potrzebne, mocno i pewnie istniejące. Obraz natury jest tu sensualny, substancjalny, chciałoby się rzec, oczywisty. Wszystko jest jednocześnie – i to wielka osobliwość poetyckiej wyobraźni i maestrii Poetki – poszczególne, „tutejsze” i uniwersalne, powszechne… W takiej poetyckiej – konkretnej, „przyziemnej”, realnej i elementarnej jednocześnie – scenerii „dzieje się” ta tajemnicza opowieść o dzieciństwie, o ojcu, o poznawaniu świata, życia, o inicjacjach, o pierwszych doznaniach obecności śmierci i czasu, o narodzinach, odradzaniu się i zamieraniu, o losie. Poetycką „narratorką” tej opowieści jest bohaterka wierszy Matecznika – z początku dziecko jeszcze. Dziecko, któremu otwiera oczy na świat ojciec. On także wielokrotnie mówi w tych wierszach. Trzeba tu przytoczyć następny po wielkanocnym święceniu utwór:

sprawy lasu: rozpoznanie

początkowo mówiłem do was
jak do zwierząt ale odkąd wasze pytania
stały się niewygodne przyglądałem
się wam uważniej

pomyślałem że tej z was która jako pierwsza
zapyta o sprawy lasu pokażę wszystko
dokładnie do samej krwi

Po tym głosie ojca – inaczej, pełniej brzmią pytania, jakie zadaje sobie i światu dziecięca bohaterka. Surowa – a odpowiada temu poetycka asceza języka i obrazowania – tajemnicza opowieść o ludzkiej przygodzie pośród tych właśnie krajobrazów, rzeczy, istot, zdarzeń. Widoczne stają się nieujawnione na powierzchni codziennych sytuacji i rytuałów więzi między bohaterami tego świata, niewypowiadane, skrywane emocje, niesprawiedliwe, nierówno dzielące, ale przecież tym mocniejsze, tym dobitniej decydujące o kształtach ludzkiego doświadczenia i losu. Warto spróbować odczytać te mroczną może, skupioną, najdalszą od łatwych sentymentalizmów, poważna (i drapieżną niekiedy – do samej krwi – w poetyckim obrazowaniu) opowieść o Mateczniku. Osobnym, jedynym, ale przecież na pewien sposób wspólnym nam wszystkim…

Bronisław Maj (recenzja ukazała się w czerwcowym numerze pisma „Charaktery”)

Małgorzata Lebda (ur. w 1985 roku w Nowym Sączu) – wyróżniona Stypendium Twórczym Miasta Krakowa (2006), Stypendium Grazelli (2006), Stypendium MKiDN (2012). Autorka tomów poetyckich „Otwarta na 77 stronie”( 2006), „Tropy” (2009), Granica lasu (2013) i Matecznik (2016). Jej wiersze tłumaczone były na języki: angielski, czeski, serbski, słoweński, rumuński. Fotografuje i pracuje naukowo (interesuje się relacjami pomiędzy literaturą i sztukami wizualnymi).

 

 

“Mężczyźni mojego życia i Agnieszka” Recital Joanny Lewandowskiej w ramach cyklu “Namuz(yk)owywanie Poezji” – ŚWIĘTO DZIELNICY I

Recital JOANNY LEWANDOWSKIEJ

z tekstami OSIECKIEJ, WOŁKA, PONIEDZIELSKIEGO, KACZMARSKIEGO, GRECHUTY i in.

Przy fortepianie: MICHAŁ ZAWADZKI

Banerek Święto dzielnicy pierwszej

Joanna Lewandowska – wokalistka, aktorka, kompozytorka.
Jeden z najpotężniejszych głosów kobiecych, doceniany w wielu zakątkach świata. Rozmiłowana w pięknej i mądrej piosence, swymi aranżacjami i głębią przekazu rzuca publiczność na kolana.

Mówi o sobie „złodziejka piosenek” – wyszukuje perełki, odnajduje trzecie i czwarte dno zakurzonych tekstów, przeżywa je po swojemu i oddaje ludziom z całym ładunkiem emocji i uczuć. Jej interpretacje tekstu i muzyki burzą emocjonalny spokój słuchacza i każą usłyszeć wiele myśli od nowa.

Wokalistka szczyci się tym, iż występuje tylko z najlepszymi muzykami spajając dwa pozornie odległe światy: muzyki improwizowanej oraz ważnego, mądrego tekstu. Mariaż tych dwóch sfer na najwyższym, światowym poziomie otwiera nowe spojrzenie na pozornie znane piosenki.

Tym razem towarzyszył jej będzie znakomity pianista, aranżer i kompozytor – Michał Zawadzki, który współpracował z Joanną m.in. przy jej ostatniej płycie „Mężczyźni mojego życia: Marek G. z Krakowa”. Lubi twórcze, odważne i oryginalne podejście do interpretacji. Każdy pobyt na scenie to dla niego małe misterium, podczas którego stara się dać z siebie możliwie najwięcej, a swym zachowaniem i grą odcisnąć swoiste piętno na każdym wykonywanym utworze.

Podczas koncertu będzie można usłyszeć piosenki autorstwa Agnieszki Osieckiej, Jana Wołka, czy Andrzeja Poniedzielskiego, ale także te napisane przez mistrzów pióra wyłącznie z myślą o Joannie.

Wstęp wolny.
Wejściówki do odebrania od 1 września w Śródmiejskim Ośrodku Kultury.

Koncert w ramach Święta Dzielnicy I

 

W trop za piosenką – gra miejska w ramach “Namuz(yk)owywania Poezji” – ŚWIĘTO DZIELNICY I

Motto:
„Po to wiążą słowo z dźwiękiem kompozytor i ten drugi
Żebyś nie był bez piosenki, żebyś nigdy jej nie zgubił”

Uczestnicy: młodzież szkół średnich;

Początek poszukiwań: Śródmiejski Ośrodek Kultury, ul. Mikołajska 2,

godz. 11:00

Pisał Jeremi Przybora w jednej z najbardziej znanych swoich piosenek o „potrzebie piosenki na co dzień” – takiej piosenki z mądrym tekstem i dobrą muzyką, które powiązane ze sobą stanowią niezawodny „klinek na splinek”. Ta piosenka literacka trochę nam się zagubiła wśród zalewu tekstów nacechowanych „bylejakością” i tylko nieliczni potrafią ją odnaleźć i, co ważniejsze, „nie zgubić”. Miejscem, w którym królowała (i króluje nadal) jest oczywiście „Piwnica pod Baranami”, ale wraz z uczestnikami gry miejskiej piosenkę literacką będziemy się starali wytropić i w mniej oczywistych miejscach Starego Miasta.

17:00
Ogłoszenie wyników w “Piwnicy pod Baranami”
18:00
Recital “Mężczyźni mojego życia i Agnieszka”
Joanna Lewandowska (wokal)
Michał Zawadzki (fortepian)

Liczba miejsc: max.30 (dziesięć 3-osobowych grup)
Wstęp wolny, po wcześniejszej rejestracji.

Zapraszamy!

Z cyklu „Poprzez kresy”. Snów, Hruszówka i Mir

Z cyklu „Poprzez kresy”. Snów, Hruszówka i Mir.

Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty

Kontynuując przejazd przez ziemię nowogródzką, można znaleźć w południowej jej części miejscowość Snów, należącą w XVI w. do Radziwiłłów, a od XVII w. do Rdułtowskich, którzy na przełomie XVIII i XIX w. wznieśli tam klasycystyczny pałac, otoczony parkiem w stylu angielskim. Jeszcze dalej na południe, w rejonie miejscowości Lachowicze, znajduje się Hruszówka, należąca do rodziny Rejtanów. Na miejscu XVIII wiecznego pałacu, w XIX w. zbudowany został dwór drewniany w stylu szwajcarskim, obok którego zachowała się oficyna „Murowanka”, w której ostatnie lata życia spędził chory psychicznie Tadeusz Rejtan. Poza zespołem dworskim zachowała się kaplica grobowa rodziny Rejtanów. Kolejna miejscowością, omawiana na spotkaniu, będzie miasto Mir, które w XIV w. należało do książąt litewskich, później do namiestnika lidzkiego Jerzego Illinicza, a od połowy XVI w. do Radziwiłłów. W mieście zachował się kościół parafialny z przełomu XVI i XVII w., XIX-wieczna cerkiew oraz przyrynkowa zabudowa mieszkalna, ale gł. Zabytkiem jest potężny zamek, zbudowany w latach 1506-1510. Był on wielokrotnie niszczony i odbudowywany, a mimo to zachował swój tradycyjny styl gotycko-renesansowy i od 1994 roku znalazł się na liście UNESCO. Kolejne, październikowe spotkanie zostanie w całości poświęcone zabytkom Nieświeża.

VII Krakowskie Miniatury Teatralne

4 lipca, poniedziałek, godz. 19.00 SPEKTAKL INAUGURACYJNY

ŁYSA ŚPIEWACZKA

Spektakl Teatru Narodowego w Warszawie

Wystąpią: Beata FUDALEJ, Anna SENIUK,

Ewa WIŚNIEWSKA, Grzegorz KWIECIEŃ,

Jacek MIKOŁAJCZAK, Artur ŻMIJEWSKI

Reżyseria: Maciej Prus

Scenografia: Boris Kudlička

Kostiumy: Jagna Janicka

Reżyseria światła: Maciej Igielski

Na początku Łysej śpiewaczki państwo Smith, „typowe angielskie małżeństwo”, wydają się trochę odpychający. To straszni mieszczanie. Ich dialogi wydają się całkowitą porażką, ostateczną katastrofą komunikacji. Nie umieją rozmawiać, myślimy, a kiedy rozmawiają, to o niczym. Każdy mówi sobie. Bez ładu i składu. Druga strona czasem odpowiada, za to zwykle nie słucha. Kiedy Smithowie zaczynają siebie słyszeć, zaczynają się też kłócić. To dziwne, że na końcu udaje im się znaleźć porozumienie.

Na ich tle państwo Martin i ich gry wydają się przykładem komunikacji skutecznej. Dialogi Martinów zapinają się jak dobry suwak. Jedno słucha drugiego, reagują na siebie. Gdy porówna ich się

z małżeństwem Smith, można powiedzieć, że państwo Martin naprawdę rozmawiają.

Pytanie tylko, na jaki temat. W rzeczywistości ich rozmowa, choć bardziej zbieżna, też jest rozmową

o niczym. Realizuje ustalony z góry scenariusz, konwersacyjny skrypt, w którym role są z góry ustalone, podobnie jak finał…

7 lipca, czwartek, godz. 19.00

BODO musical

Wystąpią: Dariusz KORDEK, Klaudia BRYZEK,

Agnieszka DARKOWSKA, Małgorzata KAMPA,

Natasza LEŚNIAK, Kamil KUROCZKO,

Dariusz TARASZKIEWICZ, Mirosław WOŹNIAK,

Anna SOKOŁOWSKA-ALABRUDZIŃSKA (gościnnie)

Autorzy: Danuta i Lech Kujawiński, Dariusz Taraszkiewicz Reżyseria: Dariusz Taraszkiewicz

Choreografia: Agnieszka Brańska

Aranże: Bogdan Kierejsza, Mikołaj Majkusiak

Wizualizacje: Pani Pawlosky

Wyjątkowy musical i nietuzinkowe spojrzenie na życiorys największej gwiazdy kina i teatru okresu międzywojennego. Spektakl ujęty w nietypową formę.

Z jednej strony przenosimy się na estradę lat 20-tych
i 30-tych, pełną piór, cekinów i zalotnych spojrzeń pań o wątpliwej reputacji, a z drugiej mamy wrażenie, że oglądamy film z tamtych czasów z całą paletą charakterystycznych gestów, słów i układów choreograficznych. Do tego swoistego uroku dodają współczesne projekcje multimedialne, stworzone specjalnie na potrzeby spektaklu. Ponadto widza czekają jeszcze dodatkowe efekty dźwiękowe i sztuczki magiczne, a w to wszystko wpleciona opowieść człowieka nie do końca spełnionego, niejasnego i trudnego do jednoznacznego określenia. Uwikłanego w czasy wojny i niejasną śmierć; będącego przez całe życie pod ogromnym wpływem matki i uzależnionego od sceny, oklasków i wątpliwej miłości tłumu.

 

11 lipca, poniedziałek, godz. 19.00

NASTAZJA FILIPOWNA

Spektakl Teatru Ateneum w Warszawie

Wystąpią: Grzegorz DAMIĘCKI, Marcin DOROCIŃSKI

Przekład: Jerzy Jędrzejewicz

Adaptacja i reżyseria: Andrzej Domalik

Scenografia: Marcin Stajewski

Kostiumy: Jagna Janicka

Światło: Katarzyna Łuszczyk

W spektaklu wykorzystano muzykę Tomasza Stańki

z płyty Peyotl-Witkacy (POLONIA RECORDS)

Rzecz o wielkiej miłości i równie wielkiej zdradzie, o okrucieństwie zazdrości i wszystkich innych „przeklętych problemach” duszy, z jakich słynie twórczość Fiodora Dostojewskiego.

Idiota”, jak zresztą kilka innych powieści słynnego pisarza, był już adaptowany na polskie sceny, ale spektakl pod tytułem „Nastasja Filipowna” pojawił się w historii teatru tylko raz: w roku 1977 na scenie krakowskiego Starego Teatru wyreżyserował go Andrzej Wajda. Głośny ów spektakl został zaliczony do najwybitniejszych osiągnięć współczesnego teatru w Polsce i na świecie.

Andrzej Domalik skorzystał z pomysłu Wajdy, ale jego adaptacja, więc także projektowana inscenizacja, są niezależnym autorskim dziełem scenarzysty-reżysera. W roli fałszywego Chrystusa-„idioty”, księcia Myszkina, wystąpi Grzegorz Damięcki, w roli „miliardera w kożuchu”, mordercy Rogożyna – Marcin Dorociński.

12 lipca, wtorek, godz. 19.00

Szanowni Państwo,

w związku ze śmiercią aktorki, pani Haliny Skoczyńskiej nastąpiła zmiana w repertuarze VII Krakowskich Miniatur Teatralnych; zamiast spektaklu “Twoje i Moje” z Teatru Ateneum zaprezentujemy sztukę “KOLACJA DLA GŁUPCA” w równie doborowej obsadzie:

Piotr FRONCZEWSKI
Olga SARZYŃSKA
Krzysztof TYNIEC
Marzena TRYBAŁA
Tomasz KOZŁOWICZ
Sławomir HOLLAND
Marek LEWANDOWSKI

Data, miejsce i cena biletu bez zmian: 12.07.2016 r, PWST Kraków, ul. Straszewskiego 22, wstęp: 100 zł

Zakupione bilety zachowują ważność; istnieje jednak możliwość zwrotu na podstawie paragonu z kasy fiskalnej w terminie do 31 maja włącznie.

Dziękujemy za wyrozumiałość i zapraszamy do udziału w naszym festiwalu !
Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie

14 lipca, czwartek, godz. 19.00

WSZYSTKO O MĘŻCZYZNACH

Wystąpią: Michał LESIEŃ – GŁOWACKI, Arkadiusz JANICZEK, 

Marcin KWAŚNY

Autor: Miro Gavran

Reżyseria: Bartłomiej Wyszomirski

Tłumaczenie: Anna Tuszyńska

Scenografia: Bartłomiej Wyszomirski

Prostolinijność bez emocjonalnego terroryzmu jest jego motywem przewodnim. Czy rzeczywiście tak jest? Jaki jest męski świat naprawdę? Jakie niepokoje mają mężczyźni, co ich gnębi, czego się boją, a co dodaje im energii, co jest dla nich najważniejsze, dowiemy się, oglądając sztukę „Wszystko o mężczyznach” autorstwa genialnego Miro Gavrana.

Spektakl „Wszystko o mężczyznach” to zestawienie różnych osobowości i dialogów, obietnic składnych przy kieliszku, w klubie nocnym, na siłowni czy niemalże na łożu śmierci. Trzech artystów: Michał Lesień-Głowacki, Arkadiusz Janiczek oraz Marcin Kwaśny wciela się w kilkanaście postaci, prezentując fantastyczny warsztat aktorski, oddając ducha i energię każdej z nich. Z ogromną pasją przedstawiają wyzwania, jakie stawia przed mężczyznami współczesny świat.

Wartka akcja, błyskotliwe dialogi, dowcipne sytuacje oraz sceny pełne wzruszenia, spowodują, że spektakl na długo zostanie w naszej pamięci, nie tylko rozbawi, ale da wiele do myślenia.

 

19 lipca, wtorek, godz. 19.00

NOC GWIAZDY

Teatr Kamienica w Warszawie

Wystąpią: Marzena TRYBAŁA, Justyna SIEŃCZYŁŁO

Autor: Magdalena Gauer

Reżyseria: Barbara Sas

Scenografia: Wojciech Stefaniak

Aranżacje muzyczne: Janusz Tylman

Tłumaczenie piosenek: Emilian Kamiński

Kostiumy: Sylwester Krupiński

Stylizacje: Marzena Sojda

To opowieść o życiu Poli Negri – legendzie kina, artystce wielkiego formatu, która mimo talentu, wielkiej sławy i bogactwa nie potrafi poradzić sobie ze skrywanymi uczuciami, przeżyciami i strachem. Poli Negri towarzyszy przyjaciółka Paola Loebel, która stara się znaleźć rozsądne odpowiedzi na niewiadome, które otaczają wielką aktorkę. Rzecz dzieje się w berlińskim apartamencie hollywoodzkiej gwiazdy, w ciągu jednej nocy 1938 roku. Czy ta noc odmieni życie którejś z kobiet, przekonacie się Państwo, oglądając spektakl.

Przedstawienie ukazuje fenomenalny warsztat aktorski i wokalny obu aktorek. Teksty piosenek do spektaklu przetłumaczył Emilian Kamiński. Całość to adaptacja sztuki teatralnej Magdaleny Gauer „Klatka”, autorki głośnego spektaklu „Diva” nagrodzonego, m.in. w Nowym Jorku w 2011.

Spektakl powstał w pierwszą rocznicę śmierci Barbary Sass i ku Jej pamięci. Reżyserka odeszła 2 kwietnia 2015 roku. Premiera 7 kwietnia 2016 r.

 

21 lipca, czwartek, godz. 19.00

KASZANA ZDALNIE STEROWANA spektakl muzyczny

Wystąpią: Piotr BUKARTYK, Krystyna TKACZ,

Artur BARCIŚ, Katarzyna ŻAK, Dorota OSIŃSKA,

Magdalena PIOTROWSKA, Arkadiusz BRYKALSKI

oraz zespół instrumentalny pod dyr. Fabiana WŁODARKA

Muzyka i słowa: Piotr Bukartyk

Scenariusz i reżyseria: Jerzy Satanowski

Kierownictwo muzyczne: Fabian Włodarek, Jerzy Satanowski

Muzycy: Fabian Włodarek, Wiesław Wysocki, Paweł Stankiewicz,

Konrad Kubicki, Robert Siwak

Twórczość Piotra Bukartyka nie jest łatwa do zdefiniowania. Jest opisywany jako: autor, kompozytor, konferansjer, aktor (miał i taki epizod), ale przede wszystkim pieśniarz poruszający się na pograniczu wielu gatunków muzycznych, mieszający rocka, bluesa, regge, folk z kabaretem i piosenką literacką. Czasami Bukartyk komponuje utwory dla innych artystów ( …), jednak zazwyczaj to on sam jest interpretatorem swoich piosenek.

Nasz spektakl chce być pierwszą próbą przeniesienia tych piosenek na innych wykonawców i to wykonawców pozornie nie z tej samej bajki, czyli aktorów i to aktorów bardzo charakterystycznych. Jako autor scenariusza i reżyser uważam, że będzie to przygoda ciekawa i zaskakująca zarówno dla publiczności jak i autora. Oczywiście mamy zgodę Bukatryka na ten eksperyment i obietnicę współpracy, czyli uzupełnienie spektaklu tekstami mówionymi napisanymi właśnie na tę okazję. Gdybym miał jednym zdaniem określić ten spektakl napisałbym tak: Poetycko-kabaretowa Opowieść o współczesnej Polsce nie pozbawiona akcentów uniwersalnych. Jerzy Satanowski

Z cyklu „Poprzez kresy”. Świteź, Tuhanowicze, Zaosie

Z cyklu „Poprzez kresy”. Świteź, Tuhanowicze, Zaosie.

Prelekcja i pokaz zdjęć: Piotr Korpanty

Tematem prelekcji będą miejsca, związane z życiorysem i twórczością Adama Mickiewicza, położone na ziemi nowogródzkiej. Jezioro Świteź było tematem wielu prac naukowych w zakresie nauk geologicznych, botanicznych i zoologicznych. Wzorując się na legendach ludowych o zatopionym mieście i rusałkach, Adam Mickiewicz stworzył ballady „Switeź” i „Świtezianka”. Tuhanowicze to dobra ziemskie, należące w XIX w. do Wereszczaków, których dwór z końca XVIII w. był miejscem romantycznej miłości Mickiewicza do Maryli Wereszczakówny. Podczas pobytu Adama w Tuhanowiczach w 1820 roku, mieszkał on w oficynie dworskiej „Murowanka”, która wraz z dworem uległa zniszczeniu podczas I wojny światowej. Zachowało się jedynie założenie parkowe o charakterze romantycznym, z grupą starych lip, nazywanych altaną Maryli. W Zaosiu, miejscu urodzenia Adama Mickiewicza, zespół dworski, całkowicie zniszczony w czasie I wojny światowej, został zrekonstruowany w latach 90-tych XX w; na podstawie zachowanej dokumentacji i zorganizowano w nim Muzeum wieszcza. Oprócz dworu odtworzono: spichlerz, stodołę, oborę i studnię z żurawiem. Na kolejnym, wrześniowym spotkaniu omówione zostaną kolejne miejscowości ziemi nowogródzkie: Snów, Hruszówka i Mir.

„Krakowska Książka Miesiąca” Zośka Papużanka: ON.

„Krakowska Książka Miesiąca”

Zośka Papużanka: ON

Wyd.Znak

Prowadzenie: Marcin Wilk

Prezentacja książki: prof. Stanisław Burkot

 

On to książka, której najważniejszym tematem jest relacja matki i dziecka. Dziecka

odrzuconego przez wszystkich rówieśników, niespełniającego standardów i norm narzucanych mu przez czas i społeczeństwo, chociaż dziwne to, prawdę mówiąc, normy,

dziwny czas. Dziecka, które matka chce kochać i kocha, ale jednak ta miłość jest dla

niej trudnością. Miłość do dziecka jest zawsze trudnością i wyborem. Chciałam napisać

książkę, w której granica między wyborem a trudnością byłaby widoczna, ale nierozstrzygnięta, płynna, bo chyba jednoznacznego rozstrzygnięcia tutaj podać nie można.

(od autorki)

On funduje nam podróż w czasie – o trzy dekady w przeszłość. Ale jest to podróż nietypowa.

Nostalgiczna, jak to wędrówka w czas dzieciństwa, ale nie sentymentalna. Zabawna,

ale niewyręczająca się łatwą karykaturą. Papużance chodziło bowiem nie o to, by przepuścić

pokoleniowe memuary przez filtr dobrotliwego dystansu wobec absurdalnej epoki (to dość

banalny i ograny pomysł), lecz o to, by przewrotnie zastanowić się nad problemem inności.

Tytułowy „on” to niejaki Śpik – na południu Polski słowo to znaczy tyle co „glut”, „smark”

albo „koza”. Śpik na nazwisko ma Kowalski, imienia natomiast nie poznajemy, bo po co

właściwie, skoro i tak nikt go nie używa.

Śpik to Śpik. Flegmatyczny, dobrotliwy, skrajnie naiwny chłopiec, który wie wszystko o krakowskiej sieci tramwajowej i zarazem nie wie praktycznie niczego o całej reszcie świata.

Śpik płynie przez życie w spokojnym letargu, jest jak odbiornik radiowy, który da się

ustawić tylko na jedną częstotliwość. Czy Śpik to przygłup? W pewnym sensie tak – nie

imają się go żadne informacje i żadne umiejętności, nie umie się uczyć, nie potrafi pojąć,

w jaki sposób myślą inni, co owi inni cynicznie wykorzystują, czyniąc z niego raz po raz kozła ofiarnego. Tylko w PRL-u ktoś taki jak Śpik mógł – pogrążony w swoim pogodnym stuporze – bezproblemowo otrzymać świadectwo ukończenia szkoły podstawowej.

Ze Śpika trudno uczynić bohatera literackiego, skoro jego życie wewnętrzne to coś na

kształt sieciowego rozkładu jazdy tramwajów. Ale z tym Papużanka też sobie poradziła. Obserwujemy go oczami narratorki – rówieśniczki, mieszkanki tego samego osiedla – ale przede wszystkim obserwujemy go oczami matki. Bo Śpik nie miał być docelowo Śpikiem, miał być za to spełnieniem marzeń o mądrym, błyskotliwym, wspaniałym dziecku. Tyle że coś się po drodze nie udało. Czy jednak na pewno? (…)

On to w gruncie rzeczy historia miłosna, paradoksalna, poprowadzona wbrew schematom

i czytelniczym oczekiwaniom.

I jeszcze jedno – Papużance udało się uchwycić ten subtelny moment, gdy z dzieci zmieniamy

się w dorosłych, i nagle okazuje się, że wszyscy jesteśmy do siebie podobni, że nasze

życia zaczynają się toczyć w statystycznie przewidywalnych koleinach. Rzeczywistość nas sortuje i bezwzględnie projektuje nasze losy. Ale to nie dotyczy Śpika. Bo on jest inny. Na swój sposób piękny.

Piotr Kofta

 

 

Z cyklu Poprzez Kresy: Nowogródek cz. II

Z cyklu Poprzez Kresy: Nowogródek cz. II

Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.

Centralnym punktem Śródmieścia Nowogródka jest Rynek, z którego rozchodzą się ulice z tradycyjną zabudową. Wśród niej wyróżniają się obiekty sakralne: przy kościele pw. św. Michała istniały obiekty klasztorne Dominikanów ze szkołą, do której uczęszczał Adam Mickiewicz. Kościół klasztorny franciszkanów został zamieniony na sobór prawosławny pw. św. Mikołaja. Cerkiew prawosławna pw. św. św. Borysa i Gleba w 1517-1519 r. zachowała unikalną konstrukcję gotycką ze sklepieniami gwiaździstymi. W lesie, przy drodze wyjazdowej do Słonima znajduje się miejsce mordu hitlerowskiego 11. sióstr Nazaretanek z Nowogródka, beatyfikowanych w 1989 r. Ważnym obiektem, godnym szczegółowego zwiedzenia jest Muzeum Adama Mickiewicza, urządzone w dworku Mickiewiczów.

„Krakowska Książka Miesiąca” Bożena Kostuch: Kolor i blask. Ceramika architektoniczna oraz mozaiki w Krakowie i Małopolsce po 1945 roku

„Krakowska Książka Miesiąca”

Bożena Kostuch: Kolor i blask

Ceramika architektoniczna oraz mozaiki w Krakowie i Małopolsce po 1945 roku

Wyd. Muzeum Narodowe w Krakowie

Prowadzenie: prof. Adam Małkiewicz

Fragmenty książki czyta Jakub Kosiniak

 

Niniejsze opracowanie to pierwsza monografia dekoracji plastycznych stworzonych z materiału ceramicznego oraz wykonanych techniką mozaiki, znajdujących się na terenie Małopolski. Omówione zostały w niej przede wszystkim prace z ceramiki, a także mozaiki ze szkła oraz z materiałów mieszanych i eksperymentalnych. Dzięki takiemu przedstawieniu tematu obraz dekoracji plastycznych stosowanych w małopolskiej architekturze jest z pewnością bogatszy i bardziej wielowymiarowy. Książka obejmuje kompozycje w budynkach użyteczności publicznej, powstałe na przestrzeni kilkudziesięciu lat, od zakończenia II wojny światowej po rok 1993, kiedy wykonano najpóźniejsze odnotowane w katalogu realizacje. Od początku prac nad monografią przyjęto założenie, że w katalogu nie zostaną uwzględnione realizacje znajdujące się w architekturze sakralnej. Z racji miejsca przeznaczenia, kompozycje tworzone dla kościołów wykazują nie tylko dużą odrębność tematyczną i stylistyczną, lecz są zarazem zdecydowanie mniej narażone na zniszczenie od kompozycji świeckich.

Celem monografii jest po pierwsze – zebranie dostępnych materiałów na temat obecności ceramiki w architekturze i budownictwie naszego regionu oraz przedstawienie ich na szerszym tle, z uwzględnieniem historii i kontekstu opisywanego miejsca. Równie istotnym – a może nawet ważniejszym – celem opracowania jest zwrócenie uwagi na kompozycje zdobiące budynki w naszych miastach, miasteczkach i wsiach, ukazanie ich walorów dekoracyjnych i artystycznych, podkreślenie ich roli w kształtowaniu elewacji i wnętrz. Wiele z nich zaprojektowanych i wykonanych zostało przez znanych i cenionych twórców, działających zarówno w naszym regionie, jak i pochodzących z innych części Polski. Mozaiki i kompozycje ceramiczne umieszczane na elewacjach sprawiały, że nawet banalne budynki nabierały wyjątkowego charakteru, wyróżniały się z otoczenia, a ozdabiane w ten sposób wnętrza stawały się oryginalne i jednostkowe.

Niestety, wiele z kompozycji, które dekorowały nasze miejscowości, już nie istnieje. Nie jest to oczywiście problem jedynie Małopolski. Straty polskiej kultury i sztuki w dziedzinie powojennej plastyki architektonicznej są już teraz wyjątkowo dotkliwe. Wiele tego typu realizacji zdobiło budynki, które w ostatnich latach uległy wyburzeniu, a kolejne są zagrożone. Inne zostały usunięte podczas przekształcania i remontów wnętrz. Mozaiki i dekoracje wykonane innymi technikami giną z braku ochrony instytucjonalnej, z powodu stosowania najprostszych rozwiązań podczas prac remontowych, przez niewiedzę, niedostatki w edukacji plastycznej skutkujące brakiem gustu i wrażliwości estetycznej, a także przez zwykłą ignorancję, bo jak inaczej wytłumaczyć argument, że to realizacje z minionej epoki, „komunistyczne”, a więc tym samym pozbawione większej wartości?! Także istniejące kompozycje są często traktowane „po macoszemu”: zasłaniane przez reklamy, banery, roślinność. Takie przykłady będzie można również zobaczyć na kartach tej książki i to pomimo prób kadrowania zdjęć w taki sposób, by omawiane dekoracje były jak najlepiej widoczne. Tym bardziej należy podkreślać przypadki dbałości o tego typu dzieła, takie, jak wykonanie termoizolacji ścian Teatru „Bagatela” bez szkody dla zdobiących elewacje kompozycji, konserwację monumentalnej mozaiki na budynku „Biprostalu” czy odsłonięcie – zakrytego przed laty – fryzu w restauracji hotelu „Polonia”, wszystkie w Krakowie.

Może to naiwne życzenie, ale bylibyśmy szczęśliwi, gdyby niniejsza monografia sprawiła, że pomysł usunięcia choćby jednej dekoracji architektonicznej w Małopolsce poprzedzony zostanie refleksją oraz rozważeniem wszystkich za i przeciw takiej decyzji, że z dwojga złego zostanie wybrane jej czasowe zakrycie, a nie całkowite zniszczenie.

(ze wstępu książki)

 

 

Anna Szaleńcowa: Armenia. Klasztory w cieniu Araratu

Przez cały burzliwy okres swoich dziejów Ormianie udawali się na obczyznę, aby ratować majątek i życie. Tak powstały wielkie ormiańskie diaspory w dawnej wschodniej Polsce – szczególnie we Lwowie, na Litwie i Rusi. Ormianom zaś pozostałym w ojczyźnie wsparcia udzielał Kościół ormiański, przechowujący kulturę, język, tradycję i wiarę. Stąd budowa tylu klasztorów, które nie były jedynie instytucjami religijnymi, ale również naukowymi. Tu uczono przyszłe pokolenia i gromadzono oraz przechowywano wiedzę. Beż tego mocnego ogniwa Ormianie utraciliby swoją tożsamość narodową. Nawet w 1915 r., kiedy nacjonalistycznie nastawieni młodoTurcy postanowili uczynić z Anatolii kraj jednego języka, jednej religii i jednej kultury, co doprowadziło do śmierci 1,5 miliona Ormian, udało się temu narodowi przetrwać. W Armenii żyje mniej niż 3,3 miliona Ormian. Na świecie zaś 11 milionów. Wielu Ormian, lub pochodzenia ormiańskiego mieszka w Polsce. Niektórzy noszą znane nazwiska i należą do intelektualnej elity kraju. Ale pamiętają o swym pochodzeniu.

Z cyklu Poprzez Kresy: Nowogródek cz. I

Z cyklu Poprzez Kresy: Nowogródek cz. I

Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.

Nowogródek, założony w XII w., był stolicą udzielnego księstwa, w którym koronował się jedyny litewski król Mendog. W północnej części miasta zachowały się ruiny zamku, powstałego w XIV-XVI w., z którego pozostały dwie wieże: Szczytowa i Kościelna. Obok zamku usytuowany jest kościół parafialny z XV a przebudowany w I poł. XVII w. Niedaleko kościoła można znaleźć klasztor sióstr Nazaretanek oraz kopiec Mendoga. Po wschodniej stronie zamku w okresie międzywojennym usypany został kopiec Adama Mickiewicza a obok ustawiony został pomnik wieszcza. Na kolejnym, majowym spotkaniu w cyklu „Poprzez Kresy” omówiona zostanie zabudowa Nowogródka z obiektami sakralnymi oraz dworkiem Mickiewiczów z ekspozycją muzealną o życiu i twórczości wieszcza.

„Krakowska Książka Miesiąca” Maria Wilczek-Krupa: Kilar. Geniusz o dwóch twarzach

„Krakowska Książka Miesiąca” Maria Wilczek-Krupa: Kilar. Geniusz o dwóch twarzach

 

Prowadzenie: Wacław Krupiński

Fragmenty książki czyta Jakub Kosiniak

Żył poza schematami, miał naturę pełną sprzeczności. Mówił o sobie: jestem jak Dr Jekyll i Mr Hyde. Zawsze wzbudzał emocje. Rozdarty między ojczyzną, którą kochał, a Hollywood – gdzie spełnił swój american dream. Potrafił pędzić jednym ze swoich mercedesów z szaleńczą prędkością, a potem, w domowym zaciszu, odmawiał żarliwie różaniec.

Serce oddał swojej żonie Basi. Nazywano ich najpiękniejszą parą w polskim świecie artystycznym, chociaż przeżyli także trudne, pełne rozczarowań chwile. Człowiek z krwi i kości. Uwielbiał drogie perfumy, eleganckie krawaty i podróże po świecie. Kochał książki i koty.

Był jednym z największych twórców epoki. W muzyce pozostał wierny przede wszystkim sobie. Pisał dla kina i szczerze przyznawał, dlaczego to robi. Cierpiał, czując lekceważenie ze strony środowiska muzycznego, ale był niezłomny. Owoce jego współpracy z Andrzejem Wajdą, Romanem Polańskim czy Francisem Fordem Coppolą trwale zapisały się w historii światowego kina.

Ta pełna anegdot biografia nie mogłaby powstać, gdyby nie wielogodzinne rozmowy, które autorka odbyła z Mistrzem przed jego śmiercią. Jest świadectwem prawdy – może nie zawsze wygodnej, ale zawsze szczerej.

(od wydawcy)

(…) Od początku chciałam się przekonać, co drzemie pod powłoką jego świętości. Bo że coś drzemie, to było widać od razu. W pełnym elegancji geście, kiedy podawał płaszcz. W szarmanckim ukłonie, gdy całował w rękę. W błysku oka i ożywieniu, kiedy spoglądał na samochód. Wreszcie w chichocie, gdy opowiadał o dawnych, zabawowych czasach albo o kotach, które wzbudzały w nim skrajne uczucia, od bezwarunkowej miłości do rozpaczy i pasji.

Jestem mu wdzięczna za szczerość. Za to, że ze ściągniętą bólem twarzą opowiedział mi wzruszającą historię ostatnich dni spędzonych z żoną, ale także za to, że krygując się i mitygując (wulgaryzmy? przy kobiecie!?), zaśpiewał lwowską piosenkę pełną nieprzyzwoitych słów. Za prawdę o sobie i o swoich twarzach. I wreszcie za to, że mimo podeszłego wieku pozostał bardziej młody niż ja.

– Fajnym językiem pani pisze, takim ciętym, współczesnym – powiedział podczas autoryzacji któregoś z wywiadów. – Czemu w takim razie używa pani słowa „utwory”, skoro powiedziałem „kawałki”? I co za Barbara? To była Basia albo Baśka, nigdy nie nazwałbym mojej żony Barbarą!

Po dwóch latach wypełnionych rozmowami w domu albo przez telefon (jeśli to on dzwonił, robił to zawsze późnym wieczorem, rozpoczynając rozmowę mrocznym: „To ja. Kilar”) zrozumiałam wreszcie, ze pod powłoką świętości kryje się… człowiek. Barwny i nietuzinkowy, z mnóstwem zalet i wad i ze skłonnością do wpadania w furię, czego doświadczyłam na własnej skórze.

To było wiosną 2012 roku, przed jubileuszowym koncertem jego muzyki filmowej, który organizowaliśmy w Krakowie. Zadzwoniłam dopytać się o jakieś szczegóły, a on huknął na mnie ni stąd, ni zowąd, że ma tego wszystkiego dość, żebyśmy mu dali święty spokój i przestali go dręczyć pytaniami o partytury.

Jakie partytury? Nie mówiłam nic o partyturach!

Przeprosiłam grzecznie i zakończyłam rozmowę. A potem, na jubileuszowym koncercie właśnie, wypatrzył mnie w tłumie dziennikarzy i niepewnym krokiem (miał już wtedy zawroty głowy) podszedł i ujął pod ramię.

– Pani Marysiu, tak bardzo panią przepraszam. Zadzwoniła pani dosłownie minutę po kimś, kto wyprowadził mnie z równowagi. Prawda jest taka, ze wyżyłem się na pani. Proszę wybaczyć staremu człowiekowi…

Wojciech Kilar. „Człowiek w najwyższym stopniu nadający się do człowieczeństwa”. (ze wstępu autorki)

Maria Wilczek-Krupa – dziennikarka prasowa i radiowa, związana m.in. z „Dziennikiem Polskim”, „Kinem”, RMF Classic. Ukończyła teorię muzyki w krakowskiej Akademii Muzycznej. Przygotowując książkę, przeprowadziła z Wojciechem Kilarem wielogodzinne rozmowy.

 

 

Z cyklu Poprzez Kresy: Od Brasławia przez Mińsk do Nowogródka

Z cyklu Poprzez Kresy: Od Brasławia przez  Mińsk do Nowogródka.

Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.

Po zakończeniu pobytu w Brasławiu, połączonego z objazdem przez kilka miejscowości oraz parków narodowych: Brasławskie Jeziora i Narocz, nastąpił przejazd do ziemi nowogródzkiej. W początkowym etapie tej podróży udało się jeszcze zwiedzić kilka ciekawych miejsc nieodległych od Brasławia. W Opsie zachował się pałac hrabiego Feliksa Broel-Platera, usytuowany między jeziorami Opsa i Dumble oraz park z dębem „Napoleona”. W Postawach podziwiać można rezydencję Tyzenhauzów oraz zabudowę przyrynkową. Komaje znane są z kościoła św. Jana Chrzciciela zbudowanego na początku XVII w. jako obronny. W Łyntupach w końcu XIX w. zbudowana została rezydencja Biszewskich w stylu włoskim, która wraz z zabudowaniami gospodarczymi i malowniczym parkiem zachwyca do dziś. Leżący w połowie omawianej trasy stołeczny Mińsk zachował kilka pamiątek z dawnych czasów: kościół i klasztor Bernardynek oraz zespół klasztorny Bernardynów z XVII w., a także kościół, klasztor i kolegium jezuickie z pierwszej połowy XVIII w. Pod koniec dnia wycieczka dotarła do Nowogródka, znanego jako stolica udzielnego księstwa w XII w., miejsce koronacji jedynego króla litewskiego Mendoga, miasto rodzinne Adama Mickiewicza oraz stolica województwa.

„Krakowska Książka Miesiąca” Bogdan Podgórski: W poszukiwaniu piękna Bronisława Rychter-Janowska 1868-1953

„Krakowska Książka Miesiąca” Bogdan Podgórski: W poszukiwaniu piękna „Krakowska Książka Miesiąca” Bogdan Podgórski: W poszukiwaniu piękna Bronisława Rychter-Janowska 1868-1953

Prowadzenie: Karolina Grodziska

Skąd przychodzimy?… – pierwsze słowa tytułu słynnego obrazu Paula Gaugina tłumaczą bez wątpienia czemu winniśmy cenić nasze narodowe dziedzictwo. Niestety, różnie ostatnio bywa z jego zachowaniem, jego ochroną. Dlatego każdy przejaw dbałości o to, co odziedziczyliśmy po przodkach, jest dzisiaj wartością bezcenną.
Takie myśli nasuwają się podczas lektury książki Bogdana Podgórskiego o Bronisławie Rychter-Janowskiej „W poszukiwaniu piękna”.
Rychter-Janowska, swego czasu modna i ceniona malarka, nie była wprawdzie artystką na miarę wielkich współczesnych jej twórców, jak choćby Stanisław Wyspiański czy Olga Boznańska, jednakże zapisała trwale swe nazwisko w historii polskiej sztuki.
Postrzegana przede wszystkim jako malarka polskich dworów, które były symbolem polskości i dawnej kultury szlacheckiej, a nawet nazywano je „bastionem patriotyzmu”, była autorką podejmującą także wiele innych tematów. Najlepsze bodaj – w ocenia Autora książki – są jej pejzaże z podróży, głównie do Włoch, jakie odbyła w latach 1912-1914. Malowała również portrety, m.in. Legionistów, z których jednym był jej brat, również artysta, Stanisław Janowski.
Najbardziej oryginalną część jej twórczości, a przy tym formalnie i warsztatowo niezwykle interesującą, stanowią aplikowane makaty pejzażowe, nazwane „obrazami malowanymi suknem”.
Kojarzona jest jednak do dzisiaj przede wszystkim z charakterystyczna sylweta polskiego parterowego dworu, z kolumnowym gankiem, oplecionym winoroślą, lub z wnętrzem wypełnionym biedermeierowskimi meblami, dziś przypominającym nam raczej dekorację teatralną. Uznana za malarkę dającą świadectwo ziemiańskiej tradycji, była w swej twórczości szczera, umiejąca uchwycić nastrój malowanej sceny, niewątpliwie wrażliwa i bezpośrednia.
Rychter-Janowska związana była ze Lwowem, Starym Sączem, przede wszystkim jednak z Krakowem. Tutaj studiowała, debiutowała, przez lata była czynnym członkiem Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, robiła projekty dla kabaretu „Zielony Balonik”, udzielała się społecznie i towarzysko, publikowała w prasie felietony.
Dlatego dobrze, że to właśnie Kraków przygotowuje się do przypomnienia Artystki w 150.rocznicę jej urodzin, w roku 2018. Muzeum Narodowe w Krakowie, które posiada reprezentacyjną kolekcje ponad trzydziestu obrazów, rysunków i szkicowników Rychter-Janowskiej, planuje urządzenie wystawy jej dzieł. Na razie przywołaniem postaci Bronisławy Rychter-Janowskiej, którą celowo „zapominano” w czasach PRL ze względu na jej patriotyczna twórczość, stanie się niniejsza książka. Jej Autor nazywa ją „pierwszą monografią” Artystki, jest to jednak raczej solidnie, w oparciu o źródła, opracowana opowieść o życiu i sztuce Malarki, a także jej męża, Tadeusza Rychtera, brata, Stanisława, jego żony, Gabrieli Zapolskiej. Opowieść nie stroniąca od anegdot, którą czyta się z zainteresowaniem i przyjemnością. Przede wszystkim jednak będąca przejawem pamięci i poszanowania naszej tradycji, naszego polskiego dziedzictwa artystycznego.

Z przedmowy Zofii Gołubiew

Bogdan Podgórski, z wykształcenia politolog, europeista, z zamiłowania historyk sztuki. Interesuje się malarstwem, grafiką, sztuką użytkową oraz życiem artystycznym okresu Młodej Polski. Jest także wielkim miłośnikiem polskiego dworu szlacheckiego, ceniącym zarówno jego etos, jak i znaczenie w naszej kulturze. Dlatego na kanwie tych zainteresowań powstała niniejsza publikacja. Poprzednia praca Autora otrzymała Nagrodę Identitas, za najlepsze dzieło 2013 roku w dziedzinie Historii.

 

 

Alicja i Stanisław Przybyszowscy: W dolinie świętych królów serbskich

Alicja Przybyszowska, fotograf, Vice Prezes Krynickiego Towarzystwa Fotograficznego, autorka wielu znakomitych wystaw, laureatka konkursów fotograficznych: Szlak Architektury Drewnianej (I miejsce w 2009 roku) oraz Skarby Małopolski (I miejsce w 2011 roku); przewodnik górski beskidzki, pilot wycieczek. Pracuje jako urzędnik w Starostwie Powiatowym w Nowym Sączu.
Stanisław Przybyszowski, geolog, przewodnik górski beskidzki, przewodnik miejski po Krakowie, pilot wycieczek. Specjalizuje się w wyjazdach w kierunku Półwyspu Bałkańskiego (Serbia, Bośnia i Hercegovina, Chorwacja, Macedonia, Czarnogóra, Albania, Rumunia).

Z cyklu Poprzez Kresy: Brasław i okolice

Z cyklu Poprzez Kresy: Brasław i okolice.

Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.

Kolejna relacja z podróży po Białorusi. Brasław, będący centrum Pojezierza Brasławskiego, słynie jako miejscowość założona w XI w., w której zachowało się potężne grodzisko. Z punktów widokowych malownicze jeziora ciągną się aż po horyzont. Pętla zaplanowana wokół Brasławia daje możliwość poznania ciekawych miejscowości. W Borodzieniczach zachował się kościół z 1836 roku, ufundowany przez Kopacińskich, w Głębokiem można podziwiać kościoły: pokarmelicki i parafialny św. Trójcy. Budsław znany jest ze względu na potężne barokowe sanktuarium, a Krzywicze posiada kościół i klasztor Trynitarzy. Po drodze można podziwiać olbrzymie jeziora Miadzioł i Narocz. W miejscowości Postawy zachował się pałac Tyzenhauzów oraz jednolicie ukształtowany w XVIII w. rynek.

„Krakowska Książka Miesiąca” Krzysztof Orzechowski: Podróż do kresu pamięci

Podroz do kresu pamieci_okładka_800szer„Krakowska Książka Miesiąca” Krzysztof Orzechowski: Podróż do kresu pamięci
(Wydawnictwo BOSZ).

Prezentacja książki: prof. Jacek Wojciechowski, rozmowa z autorem: Wacław Krupiński.
„Podróż do kresu pamięci” to książka łącząca elementy sagi rodzinnej z ujętymi – często

anegdotycznie – wspomnieniami dotyczącymi teatralnej drogi autora, Krzysztofa

Orzechowskiego, od debiutanta do dyrektora Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

Opowieści o zawikłanych losach rodzinnych znany reżyser przeplata ze zwierzeniami

chłopaka, debiutującego aktora, wreszcie – dojrzałego człowieka niestroniącego od – niekiedy

kontrowersyjnych – sądów i ocen dotyczących kulisów naszego życia teatralnego. Dzięki

przenikliwemu spojrzeniu autora czytelnicy mogą prześledzić burzliwe losy polskiego teatru

zmieniającego się pod wpływem transformacji politycznych i kulturowych oraz wzloty

i upadki tych, którzy ten teatr tworzyli i tworzą na początku XXI wieku.

Nie mniej interesująca dla czytelnika jest historia polskiej inteligenckiej rodziny wywodzącej

się z różnych tradycji i kultur. Ta ciepła – sięgająca drugiej połowy XIX wieku – opowieść

przedstawia ludzkie losy z jednej strony dość typowe w naszych dziejach, z drugiej zaś –

jedyne w swoim rodzaju. Barwna opowieść ilustrowana jest prawie trzema setkami fotografii

doskonale oddających klimat miejsc i czasu. (od wydawcy)

Krzysztof Orzechowski, aktor i reżyser teatralny, dyrektor Teatru im. Juliusza Słowackiego

w Krakowie, profesor sztuk teatralnych.

 

„Krakowska Książka Grudnia” Agnieszka Kosińska: Miłosz w Krakowie

str 264„Krakowska Książka Grudnia”

„Krakowska Książka Grudnia” Agnieszka Kosińska: Miłosz w Krakowie
(Wydawnictwo Znak).

Spotkanie z Autorką i wręczenie nagrody:
04 grudnia 2015, godz. 18.00 Śródmiejski Ośrodek Kultury
Wiersze Czesława Miłosza czyta Jakub Kosiniak
Fragmenty swojej książki prezentuje Agnieszka Kosińska
Spotkanie prowadzi Elżbieta Zechenter-Spławińska

Miłosz w Krakowie to reportaż z życia Miłosza i jego otoczenia, w oparciu o dziennik jego
sekretarki, Agnieszki Kosińskiej. Opis codzienności pisarza, rozmowy, tajemnice procesu twórczego, portrety innych pisarzy (m.in. Herberta, Różewicza, Herlinga-Grudzińskiego,
Iwaszkiewicza, Gombrowicza, Oskara Miłosza) i kobiet w życiu pisarza (m.in. ważnej a
nieznanej relacji z Jadwigą Tomaszewicz, żoną Sergiusza Piaseckiego), portrety synów,
przyjaciół, wszystko to na tle Krakowa. Choć akcja toczy się u schyłku życia pisarza, książka
opisuje, jak w soczewce, całość tego bogatego i długiego życia. Zawiera również
niepublikowaną, niedokończoną ostatnią książkę noblisty poświęconą starości, dyktowaną
sekretarce w 2004 roku.

To także kronika miasta, w którym Miłosz osiadł i w którym zmarł, Krakowa przełomu
wieków: XX i XXI, jego tętna, kronika widziana z Miłoszowego matecznika. „Krakowskie
mieszkanie Miłosza i miejsce pracy Kosińskiej przy ulicy Bogusławskiego jest eksterytorialną placówką, ambasadą końca epoki, do której przychodzą, dzwonią, piszą i mailują rzesze jej niedobitków, szukając potwierdzenia, że ta epoka trwa (…)ˮ.

(Adam Komorowski, Na granicy świata i zaświatów, w Krakowie…„Krakówˮ, lipiec –
sierpień 2015).

„Bywał Miłosz jowialnym raptusem Cześnikiem i surowym milczkiem Rejentem; mędrcem,
którym targa święty gniew, i chytrym mędrkiem; bywał świętoszkiem i rozpustnikiem;
niemiłosiernym skąpcem i niespodzianie, ku własnemu zdumieniu, szczodrobliwym
mecenasem; wielkim miłośnikiem Abelardem i Tristanem u kresu rozpaczy; dzikim
niedźwiedziem grizzly o brawurowej odwadze i pokojowym Kubusiem Puchatkiem o małym rozumku. Dawał się prowadzić jak indyjski słoń, często kobiecie, albo wręcz przeciwnie zapierał się jak osioł wszystkimi kopytkami. Łaknął kompanii i odpychał ludzi, bywał względem nich sprawiedliwy i nieˮ. ( ze Wstępu do książki).

„Rzecz w naszej literaturze bez precedensu, ten dziennik z Miłosza i siebie samejˮ. (Janusz
Rudnicki, Pięć pozycji z Miłoszem, Gazeta Wyborcza 9 czerwca 2015). „Książka jest
fantastyczna! Pokraczna, kuriozalna, ekstrawagancka, idąca w skos dobrotliwym
oczekiwaniom miłoszofilówˮ. (Andrzej Horubała, Dziennik służebnej, „Do Rzeczyˮ 10-16
sierpnia 2015).  „Agnieszka Kosińska nie pominęła faktów kontrowersyjnych, budzących
wątpliwości, dramatycznych zawirowań życia, czy słabości w obliczu wyborów i wyroków
ostatecznych. Różnorodność gatunkowa dzieła Kosińskiej jest odbiciem bogactwa i
różnorodności postaci, której poświęciła swoje dziełoˮ.
(Zofia Ratajczak, Z Miłoszem, na Bogusławskiego, Zeszyty Literackie 2015 nr 3).

 

„Krakowska Książka Miesiąca” Czesław Bosak: Leksykon wszystkich postaci biblijnych

„Krakowska Książka Miesiąca”

„Krakowska Książka Miesiąca” Czesław Bosak: Leksykon wszystkich postaci biblijnych
(Wydawnictwo Petrus).

Spotkanie z Autorem i wręczenie nagrody:
23 listopada 2015, godz. 18.00
prowadzenie: ks. Tomasz Jelonek.

Czesław Bosak,  autor kilkuset artykułów drukowanych w czasopismach wydawanych w Polsce,Niemczech, Francji i Szwajcarii oraz ponad dwudziestu pozycji książkowych w tym głównie poświęconych problematyce biblijnej.

 

„Krakowska Książka Miesiąca” Maryla Szymiczkowa: Tajemnica Domu Helclów

„Krakowska Książka Miesiąca”

Maryla Szymiczkowa: Tajemnica Domu Helclów
(Wydawnictwo Znak).

Spotkanie z Autorem i wręczenie nagrody:
19 listopada 2015, godz. 18.00
prowadzenie: Sabina Misiarz-Filipek

Marylę Szymiczkową powołali do życia literaci: Jacek Dehnel pisarz, poeta,b tłumacz. Prowadzi bloga poświęconego międzywojennemu tabloidowi kryminalnemu „Tajny Detektyw”. Piotr Tarczyński, tłumacz, historyk, amerykanista.

 

„Krakowska Książka Miesiąca” Łukasz Mańczyk: Biserka

„Krakowska Książka Miesiąca”

Łukasz Mańczyk: Biserka
(Wydawnictwo Universitas).

Spotkanie z Autorem i wręczenie nagrody:
24 września 2015, godz. 18.00
prowadzenie: prof. Stanisław Stabro

Łukasz Mańczyk ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz scenopisarstwo w Łódzkiej Szkole Filmowej. Wydał trzy książki: służebność światła (nagroda im. K. Iłłakowiczówny za debiut roku); affirmative; pascha 2007/punkstop. Radny Krowodrzy, V Dzielnicy Miasta Krakowa.

Biserka Rajčić była przez pięćdziesiąt lat notariuszem polskiej literatury. Adwokatem, gońcem, tłumaczem przysięgłym. Przerywa milczenie, po pięćdziesięciu latach w cieniu autorów, których przekłada i spraw o których pisze. Serbka. Laureatka nagrody „Transatlantyk” dla najlepszego tłumacza literatury polskiej (2009). W dorobku, liczącym przeszło 1500 pozycji bibliograficznych, ma ponad 70 książek z zakresu poezji, prozy, filozofii, teorii literatury, eseju i reportażu. Nawiązuję kontakt z autorem do końca życia.

Te przyjaźnie są specyficzne, bo rzadko się widzimy, ale często rozumiemy bez słów.

 

VI Krakowskie Miniatury Teatralne

MINIATURY W WERSJI MAKSI

Szóste Krakowskie Miniatury Teatralne zapraszają na sześć wieczorów, z których już pierwszy przeczy nazwie samego przeglądu – no bo co to za miniatury, skoro w inauguracyjnym spektaklu „Konie narowiste” bierze udział dziesięciu aktorów i septet muzyczny? A przywoła ów spektakl, autorstwa Jerzego Satanowskiego, legendarnego Włodzimierza Wysockiego, jedną z ikon kultury XX wieku. Jerzy Satanowski powróci też do Krakowa ze spektaklem „Biała lokomotywa”, który poświęcił swemu tragicznie zmarłemu w wieku 42 lat przyjacielowi, poecie Edwardowi Stachurze. Zwieńczy z kolei Miniatury wyreżyserowana przez Mártę Mészáros inna muzyczna opowieść – o dwóch jakże słynnych kobietach czyli Marlenie Dietrich i Édith Piaf (w tym roku przypada setna rocznica jej urodzin). Na scenie – szóstka aktorów plus zespół muzyczny. Muzyki nie zabraknie i w komedii, której adaptacji dokonał sam Julian Tuwim, czyli w „Porwaniu Sabinek”, również nie miniaturowej, bo z udziałem dziewięciu aktorów. Zaprezentuje go, nie pierwszy raz uczestnicząc w tym lipcowym święcie, Teatr Kamienica. Ta prywatna scena, stworzona przez Emiliana Kamińskiego, firmuje też urokliwą, trzyosobową komedię „Psiunio”, z brawurową rolą Hanny Śleszyńskiej, jak i monodram założyciela tego teatru – „W obronie jaskiniowca”. Opowiadający o zawiłościach w damsko-męskich relacjach tekst Roba Beckera, grany w 30 krajach świata, daje Emilianowi Kamińskiemu maksymalne możliwości ujawnienia swej vis comica. Zatem i wieloobsadowa opowieść o Wysockim, i teatr jednego aktora złożą się na ten szósty przegląd teatralny. A że nie miniaturowy on, że – rzec by się chciało – „maksiturowy” zgoła – nic to. Wszak teatr to sztuka umowna i znacznie ważniejsze, by był sztuką właśnie. To rodząca śmiech, to skłaniającą do zamyślenia, to kojącą pięknymi piosenkami, jak „Padam, padam” czy „Milord”, które rozsławiła Piaf. I takie spektakle Państwu rekomendujemy. Z radością, że ich twórcy przyjęli zaproszenie, z przeświadczeniem, że czekają Państwa piękne wieczory!

Wacław Krupiński

 

Patronat honorowy: Duszpasterz Artystów Ksiądz Infułat Jerzy Bryła

Organizator: Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie

Pomysł i realizacja Festiwalu: Monika Lato, Łukasz Lech

Po spektaklu spotkanie z Artystami poprowadzi redaktor Wacław Krupiński

 

Organizatorzy pragną serdecznie podziękować za wkład i zaangażowanie w przygotowanie szóstej edycji Krakowskich Miniatur Teatralnych następującym osobom i instytucjom:

  •  Panu Jackowi Majchrowskiemu, Prezydentowi Miasta Krakowa;
  •  Panu Stanisławowi Dziedzicowi, dyrektorowi Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego;
  •  Pani prof. dr hab. Ewie Kutryś, Jej Magnificencji Rektorowi Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie;
  •  Panu Franciszkowi Gałuszce, Kanclerzowi Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie;
  •  Księdzu Infułatowi Jerzemu Bryle, duszpasterzowi artystów;
  •  Panu Jerzemu Marcinko, dyrektorowi Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie;
  •  Państwu Marzenie i Krzysztofowi Pierścionkom, właścicielom Hotelu Rubinstein w Krakowie;
  •  Panu Janowi Błońskiemu dyrektorowi Hotelu Campanile w Krakowie;
  •  Państwu Renacie i Markowi Filipowiczom, właścicielom firmy RM Filipowicz, autoryzowanemu dealerowi Kia i Mitsubishi w Krakowie;
  •  Panom Włodzimierzowi i Robertowi Caba właścicielom firmy CABA DEVELOPMENT;
  •  Państwu Beacie i Arturowi Sokołom, właścicielom firmy Artur Sokół Catering;
  •  Pani Zdzisławie Głód, prezes zarządu Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej S.A.;
  •  Panu Adamowi Knapikowi, właścicielowi firmy Grafit;
  •  Państwu Beacie i Zdzisławowi Sikorom, właścicielom Restauracji Niebo w Gębie

 

2 lipca, czwartek, godz. 19.00 SPEKTAKL INAUGURACYJNY


 

„Konie narowiste” spektakl muzyczny

Wystąpią: Artur ŻMIJEWSKI, Artur BARCIŚ, Mirosław Baka, Arkadiusz BRYKALSKI,

Mirosław CZYŻYKIEWICZ, Mariusz KILIAN

oraz Beata Lerach, Anna Ozner, Magdalena Piotrowska, Margita Ślizowska

zespół KAMELEON SEPTET pod kier. Hadriana Filipa Tabęckiego

Scenariusz i reżyseria: Jerzy Satanowski

Aranżacje: Hadrian Filip Tabęcki

Spektakl muzyczny oparty na pieśniach i wierszach Włodzimierza Wysockiego jest próbą opowiedzenia obfitej w wydarzenia biografii największego barda rosyjskiego, poprzez jego piosenki. Powstał w ten sposób duchowy profil prawdziwego mężczyzny i buntownika. Wysocki stworzył kilkaset pieśni, jest więc jasne, że realizatorzy musieli dokonać drastycznego wyboru. Bułat Okudżawa w czasie pogrzebu Wysockiego powiedział: (…) Miłośnicy tanich szlagierów nie są jego entuzjastami, Wysocki złości mętnych ortodoksów i szokuje tchórzliwych hipokrytów. Jest prawdziwym poetą, a wielkie uznanie, jakim się cieszy, stanowi najlepszą broń w walce z nadętą ignorancją, kłamstwem i z tak zwaną kulturą masową (…)

Bilety: 80 PLN

KonieNarowiste-1KonieNarowiste-2

 

7 lipca, wtorek, godz. 19.00


 

„Biała lokomotywa ” spektakl muzyczny

Wystąpią: Mirosław CZYŻYKIEWICZ, Jan JANGA TOMASZEWSKI, Wojciech BRZEZIŃSKI

Andrzej PERKMAN – fortepian

Scenariusz, reżyseria, muzyka: Jerzy Satanowski

Obrazy: Max Novak Zempliński

Koncert-spektakl „Biała Lokomotywa” jest próbą opisania losu, jednego z najciekawszych polskich poetów Edwarda Stachury, poprzez jego piosenki, poezję, wspomnienia. Przedstawienie pokazuje ewolucje jego myślenia o świecie, od młodzieńczej euforii poprzez dojrzałą refleksję aż do całkowitego zwątpienia zakończonego samobójczą śmiercią. Jestem autorem muzyki, reżyserem i twórcą scenariusza. Mam poczucie pewnego uprawnienia do tej roli, bo byłem wieloletnim artystycznym partnerem i przyjacielem poety. Większość piosenek wykonanych w tym spektaklu powstało w czasie naszej wspólnej pracy, jeszcze za życia poety. („Życie to nie teatr”, „Nie Brookliński most”, „Już jest za późno nie jest za późno”). Choć biografia Stachury ma wymiar tragiczny, przedstawienie pokazuje niezwykłą barwność tej postaci, jej witalność, dynamikę i zaangażowanie w świat wartości.

Jerzy Satanowski

Bilety: 60 PLN

Lokomotywa-1Lokomotywa-2

 

9 lipca, czwartek, godz. 19.00


 

„Psiunio” spektakl Teatru Kamienica w Warszawie

Wystąpią: Hanna ŚLESZYŃSKA, Piotr POLK, Tomasz SAPRYK

Reżyseria: Grzegorz Chrapkiewicz

Autorzy: Agnès i Daniel Besse

Tłumaczenie: Barbara Grzegorzewska

Scenografia: Wojciech Stefaniak

Kostiumy: Aneta Suskiewicz

„Psiunio” to strzał w dziesiątkę. Skrzące się finezyjnym humorem dialogi i najwyższej klasy aktorstwo Hanny Śleszyńskiej, Piotra Polka i Tomasza Sapryka wywoływały salwy śmiechu i rzęsiste brawa publiczności, która szczelnie zapełniła widownię. A wydawałoby się przecież, że banalny temat nie przyciągnie na dłużej uwagi widza. No bo cóż się w istocie stało? Pan domu wrócił z wieczornego spaceru z psem bez… Psiunia. Wywołało to lawinę pretensji pani domu i coraz głębsze poczucie winy pana. Akcja rozgrywa się
w środowisku ludzi wykształconych. Mąż jest filozofem, przyjaciel domu architektem. Cała trójka szybko traci dystans do zdarzenia z psiakiem. Co więcej, pretensje o zaniedbanie czworonoga przenoszą się
na inne sfery życia małżeńskiego. Pojawia się zazdrość o męża, o monotonię życia, które skupiło się jedynie na relacjach z Psiuniem. Kryterium doboru przyjaciół staje się stosunek do Psiunia i do zwierząt w ogóle. Odżywają zadawnione pretensje, prowadzące do dramatycznego finału…

Po spektaklu będzie możliwość wyrazić swoje uczucia do czworonogów wspierając datkiem Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.

Bilety: 70 PLN

PSIUNIO-1PSIUNIO-2

 

14 lipca, wtorek, godz. 19.00


 

„Porwanie Sabinek” spektakl muzyczny

Teatru Kamienica w Warszawie

Wystąpią: Dorota KAMIŃSKA, Ewa LORSKA, Michalina SOSNA, Olga SARZYŃSKA, Wojciech DURYASZ,

Piotr SKARGA, Emilian KAMIŃSKI, Adam FIDUSIEWICZ, Michał ROLNICKI

Reżyseria i scenografia: Emilian Kamiński

Autorzy: Franz i Paul Schonthan

Adaptacja: Julian Tuwim

Muzyka: Paweł Gawlik

Kostiumy: Anna Waś

Muzyczna komedia omyłek w gwiazdorskiej obsadzie. Pełna tuwimowskiego humoru sztuka przenosi widza do dawnej epoki, w świat kostiumów, dobrych manier i wielkiej miłości! W Otwocku pod Warszawą
na początku XX wieku pojawia się wędrowny teatr wraz ze swoim szalonym dyrektorem, Leonardem Strzygą-Strzyckim (w tej roli Emilian Kamiński). Wiodąca sielankowe życie rodzina Owidowiczów niespodziewanie zostanie wplątana w szereg zabawnych sytuacji, a wszystko za sprawą głowy domu (Wojciech Duryasz), czy raczej jego tajemnicy z lat młodzieńczych… Dyrektor teatru wykorzysta sekret nieśmiałego profesora i zdoła namówić go do współpracy, co spowoduje niemałe zamieszanie. Sytuacja skomplikuje się jeszcze bardziej, kiedy w domu niespodziewanie zjawi się apodyktyczna pani domu, Ernestyna Owidowicz (Dorota Kamińska). Nieporozumienia będą się mnożyć, a poszczególne postacie, pojawiające się w sztuce, sprawią, że będzie jeszcze zabawniej! Wartka akcja, szalone poczucie humoru, barwne kostiumy i scenografia, oraz przezabawne piosenki nie pozwolą na nudę!

Bilety: 70 PLN

Sabinki1Sabinki2

 

16 lipca, czwartek, godz. 19.00


 

„W obronie jaskiniowca” spektakl specjalny

Teatru Kamienica w Warszawie z okazji 40. lecia pracy artystycznej Emiliana Kamińskiego

Wykonanie i reżyseria: Emilian KAMIŃSKI

Autor: Rob Becker

Scenariusz: Dorota Kamińska i Mariusz Arno-Jaworski

Emilian Kamiński wcielając się we współczesnego jaskiniowca demaskuje zawiłości relacji damsko-męskich, które niewiele zmieniły się od czasów pierwotnych. Kobiety i mężczyźni nie mają łatwego życia, zwłaszcza razem. Przy kawalkadzie śmiechów widowni bezlitośnie rozprawia się ze stereotypami na temat związków, małżeństwa oraz przywar płci pięknej i tej nieco brzydszej. Pomimo całego rozwoju cywilizacji, lotów w kosmos, klonowania, coraz szybszych komputerów, rozwój uczuć i praw rządzących naturą
człowieka nie następuje tak szybko, pomimo że człowiek zamienił jaskinię na przytulne i nowoczesne M4. (…) Temat uniwersalny: różnice w psychikach kobiety i mężczyzny. Od czasów prehistorycznych do dziś zmieniło się niewiele. Opisał to John Gray w książce „Mężczyźni są z Marsa, Kobiety z Wenus”, którą na dramaturgiczny warsztat wziął Rob Becker. Emilian Kamiński przez godzinę z okładem spala się w akcji. Nieustający słowotok urozmaica mimiką, gestami, częstymi zmianami ról. Rozśmiesza do łez doskonałą parodią wrotkarki z supermarketu. Jawi się jako aktor o nieprzeciętnej vis comica. (…)

Janusz R. Kowalczyk Rzeczpospolita

Bilety: 60 PLN

Jaskiniowiec-2Jaskiniowiec-1

 

21 lipca, wtorek, godz. 19.00


 

„Édith i Marlene” spektakl muzyczny

Mazowieckiego Teatru Muzycznego w Warszawie dedykowany w 100. urodziny Édith Piaf

Wystąpią: Halina MLYNKOVÁ, Anna SROKA-HRYŃ, Ewa TELEGA, Lesław ŻUREK,

Arkadiusz BRYKALSKI, Julian MERE

zespół instrumentalny pod kier. Czesława Majewskiego i Janusza Tylmana

Reżyseria: Márta Mészáros

Autor: Éva Pataki

Tłumaczenie: Halina i Andrzej Rutkowscy

Scenografia: Marek Chowaniec

Kostiumy: Tatiana Kwiatkowska

Opowieść o wieloletniej przyjaźni dwóch niezwykłych kobiet i wybitnych artystek – Édith Piaf i Marleny Dietrich. Widzimy dwie różne osobowości, dwa różne temperamenty – chłodną, wyniosłą Marlene i spontaniczną, ciągle poszukującą miłości Édith. Obydwie miały pogmatwane życie osobiste, obydwie wiele w życiu bezpowrotnie straciły. Ale zarówno Édith, jak i Marlene miały pasję. Tą pasją była sztuka. To miłość do śpiewu i muzyki połączyła te tak skrajnie odmienne kobiety. Zresztą, największe przeboje z repertuaru obydwu artystek są nieodłącznym motywem tego spektaklu. Usłyszymy między innymi: „La vie en rose”, „Padam, padam” i „Milord” z repertuaru Édith Piaf, a także słynną piosenkę „Ich Bin von Kopf Bis Fuss Auf Liebe Eingestellt” i wiele innych. Anna Sroka-Hryń, za kreację w tym spektaklu otrzymała Teatralną Nagrodę Muzyczną im. Jana Kiepury 2013.

Gościem specjalnym będzie reżyser spektaklu Márta Mészáros

Bilety: 80 PLN

EdithMarlene-1EdithMarlene-2

 

Wszystkie spektakle odbywają się:

Scena im. Stanisława Wyspiańskiego

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie

ul. Straszewskiego 22

 

Bilety do nabycia:

ŚOK, ul. Mikołajska 2, II p. pokój 21, tel.: 12 422-19-55, w. 15 i 24;

Rezerwacja: bilety.sok@poczta.fm

Info Kraków: ul. św. Jana 2, tel.: 12 421-77-87;

Filmotechnika Pasaż Bielaka, Rynek Główny 9, tel.: 12 421-23-43

Z cyklu Poprzez Kresy: Buczacz, Jazłowiec i Brzeżany.

Z cyklu Poprzez Kresy: Buczacz, Jazłowiec i Brzeżany.

Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty.


Relacja z kolejnego etapu wycieczki na kresy. Po zwiedzeniu najbardziej wysuniętych na południowy wschód miejscowości Kamieńca Podolskiego i Chocimia program wycieczki przewidywał nieuchronny powrót przez Podole i Lwów. Pierwszym miastem na tym odcinku trasy była Skała położona nad Zbruczem. Zachowały się tam ruiny XVI wiecznego zamku Lanckorońskich oraz również zrujnowany pałac Tarłów z XVIII w. W Buczaczu można było zwiedzić rokokowy kościół i górujący nad miastem zamek i zobaczyć stamtąd panoramę miasta. W Jazłowcu uczestnicy wycieczki zostali oprowadzeni przez zakonnice z klasztoru SS. Niepokalanek po zabudowaniach klasztornych z muzeum historii zgromadzenia i jego założycielki Marceliny Darowskiej oraz obiektach fortyfikacyjnych jazłowieckiego zamku. W Brzeżanach, mieście hetmańskiej rodziny Sieniawskich zachowały się ruiny potężnego zamku obronnego oraz centrum miasta z rynkiem i ratuszem oraz otaczającymi go obiektami sakralnymi, wśród których wyróżni

można kościół parafialny.

PRZEMYSŁAW WŁODEK

Przemysław Włodek – lekarz, pasjonat Kresów Wschodnich, autor licznych prezentacji i wykładów, ale też autor przewodników “Wilno” oraz “Lwów”wydanych nakładem wydawnictwa Rewasz.

BARBARA BRANDYS

Barbara Brandys – urodzona 11 styczna 1931 w Kłobucku. Ukończyła studia rolnicze. Pracowała w Okręgowej Stacji Hodowli Zwierząt. Od roku 1980 mieszka w Krakowie. Do tej pory wydała pięć tomów poezji: „Zapra­gnęłam pozostać” – 1993, „Gałązki snu” – 1994, „Na krawędzi czasu” – 1996, „Malowany dwór” – 2000, „Odchodzimy od siebie” – 2007. Jej wiersze znalazły się w antologii amery­kańskiej i antologii japońskiej. Tłumaczone też były na inne obce języki. Ukazały się w antologiach Konfraterni Poetów pod redakcją Jacka Lubarta Krzysicy.

KALINA BŁAŻEJOWSKA

Kalina Błażejowska

Kalina Błażejowska – ur. w 1987 w Krakowie, redaktorka działu kultury „Tygodnika Powszechnego”, absolwentka filmoznawstwa oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Stypendystka Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, laureatka Nagrody „Newsweeka” im. Teresy Torańskiej dla młodych dziennikarzy. Specjalizuje się w portretach twórców, głównie pisarzy polskich XX wieku.

KLEMENTYNA ŻUROWSKA

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/2a/Klima_%C5%BBurowska.jpg/178px-Klima_%C5%BBurowska.jpg

Klementyna Maria Żurowska z Leszczkowa, herbu Leliwa (ur. 23 maja 1924 w Perespie, zm. 8 maja 2015) – historyk sztuki, mediewista, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki w katedrze sztuki średniowiecznej Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

KACPER ŚLEDZIŃSKI

http://wiekdwudziesty.pl/wp-content/uploads/2014/10/Tankisci-PRESS.jpg

Kacper Śledziński  – (ur. 1975 w Krakowie) polski historyk i pisarz. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, publikował na łamach „Dziennika Polskiego” i miesięcznika „Spotkania z Zabytkami”. Autor popularnonaukowych książek poświęconych między innymi dokonaniom polskich oddziałów i żołnierzy podczas II wojny światowej. W 2004 ukazała się jego pierwsza książka, Baraż, w 2011 roku opublikował nakładem wydawnictwa ZNAK książkę Czarna Kawaleria. Bojowy szlak pancernych Maczka nominowaną między innymi do tytułu Książki Historycznej Roku, natomiast w roku 2012 – Cichociemnych. Elitę polskiej dywersji. W przeszłości pisał także książki poświęcone wojskowości polskiej i słowiańskiej wcześniejszych epok.

TOMASZ PINDEL

Tomasz Pindel – polski tłumacz literatury hiszpańskojęzycznej, pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego (Katedra Ameryki Łacińskiej w Instytucie Amerykanistyki i Studiów Polonijnych). Razem z Szymonem Kloską prowadzi program Piątka z literatury w RMF Classic i bloga poczytane.blog.onet.pl. Został nagrodzony przez polski oddział Instytutu Cervantesa za Tłumaczenie Literackie za przekład “Noc jest dziewicą” Jaime Bayly’ego. Nagroda ta jest przyznawana każdego roku za najlepsze tłumaczenie literatury hiszpańskojęzycznej. Za książkę Mario Vargas Llosa. Biografia uhonorowany został Nagrodą Krakowska Książka Miesiąca Grudnia 2014 przyznawaną przez Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.

EWA SZAWUL

http://ocdn.eu/images/pulscms/N2U7MDMsMzE0LDAsMCwxOzAzLDAsMmY4LDAsMTswYywxZDc0Y2I0MTcwNTk1MDQzNjYyOWNhYmQ2MDZmNTBmNiwxLDAsNiww/e133ba88b436829ca5015f806f7f1daa.jpg

Ewa Szawul – urodziła się w Krakowie w 1972 roku. Jest autorką przedstawień teatralnych, m.in. sztuki „Light my fire!” oraz współautorką kilku odcinków serialu komediowego „Klinika pod Wyrwigroszem” . W 2001 napisała powieść „Koncert na dwa basy i altówkę”, która zdobyła III miejsce w konkursie „Polska Bridget Jones”, organizowanym przez Wydawnictwo ZYSK i S-ka. Współpracowała z „Gazetą Krakowską”, pisząc artykuły dotyczące tematów społeczno-kulturalnych. W październiku 2006 roku powieść “Koncert na dwa basy i altówkę” ukazała się drukiem (Wydawnictwo “Bis”).

TERESA OLEŚ-OWCZARKOWA

http://3.bp.blogspot.com/-t9OIy0QWIDY/Ujx20man-2I/AAAAAAAAArk/fHL-AR4BK7I/s400/mrowki_ftp_1do1_300dpi2.jpg

Teresa Oleś-Owczarkowa – z wykształcenia jest psychologiem, mieszka w Krakowie. Drukowała w prasie wiersze i fragmenty prozy (“Źródło”, “Gość Niedzielny” i “Lamelli”). Debiutowała powieścią Rauska.

STEFANIA KRZYSZTOFOWICZ-KOZAKOWSKA

 

http://ecsmedia.pl/c/sztuka-ii-rp-b-iext23371991.jpg

Stefania Krzysztofowicz- Kozakowska – historyk sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przez wiele lat pełniła funkcję kustosza w Muzeum Narodowym w Krakowie. Jest autorką wielu wystaw, w tym monograficznej Teodora Axentowicza i Ferdynanda Ruszczyca, wystaw sztuki Młodej Polski w Brukseli, Kanadzie, Moskwie, ekspozycji sztuki art deco w Krakowie i Brukseli oraz opracowań katalogów zbiorów muzealnych. Głównym obszarem jej badań jest sztuka XX wieku.

„Krakowska Książka Miesiąca” Stanisław Balbus: Zosia

„Krakowska Książka Miesiąca”
Stanisław Balbus: Zosia
(Wydawnictwo Księgarnia Akademicka).

Spotkanie z Autorem i wręczenie nagrody:
18 czerwca 2015, godz. 18.00
prowadzenie: prof. Jacek Wojciechowski

Zosia to jedyna – w całej eseistyczno-naukowej czy krytycznoliterackiej  twórczości Stanisława Balbusa – książka literacka. Napisana po śmierci żony. Zawiera 30 wierszy, 30 migawkowych mikroopowiadań, jedną nieco większą „prozę poetycką” oraz dłuższą opowieść o życiu Zosi. Do tomiku włączył autor dwa swoje tłumaczenia poetyckie „dla Zosi”, trzy cykle miniatur poetyckich Krystyny Nalepy, najbliższej przyjaciółki Zosi w ostatnich dziesięciu latach jej życia, oraz sześć dedykowanych jej wierszy Tadeusza Nowaka, wybitnego poety i powieściopisarza, pierwszego jej męża (zm. w 1991 roku). I trzy wiersze samej Zosi z 2011 roku, odnalezione po śmierci w jej papierach. (od wydawcy) Zastanawiałem się, jak jednym słowem określić największą zaletę Zosi? Niezawodność.

Była niezawodna tam, gdzie trzeba było komuś pomóc. Niezwykle wiele pomagała mojej mamie i trwało to latami. Była więc też wytrwała. Niczego nie chciała w zamian. Bezinteresowność też była jej ważną cechą. Pomaganie było u niej jak oddychanie. Dlatego nigdy nie czułem się jej dłużnikiem, którym na pewno zawsze byłem, jestem i będę. Moi rodzice przyjaźnili się z Tadeuszem Nowakiem i z jego żoną Zosią. W jakimś sensie dostałem ich w spadku. […]

Po śmierci Tadeusza (w 1991 roku) żyją jego niezwykłe wiersze. Zosia wiele zrobiła, by o nich pamiętano. Po latach związała się z profesorem UJ Staszkiem Balbusem, przyjacielem domu i wielkim znawcą poezji Nowaka. Teraz on nie pozwala, abyśmy o nim – i o niej – zapomnieli.

Śmiertelna nieobecność zawsze jest związana z zapominaniem. Zapominanie ocala nas żyjących przed lawiną przeszłości, nie wolno jednak zapominać za bardzo. Tyle można zapomnieć, co konieczne, a tyle pamiętać, ile damy radę.

Na spotkanie z autorem zapraszamy 18 czerwca o godz. 18.00 do Śródmiejskiego Ośrodka Kultury

HANNA WIETRZNY

Hanna Wietrzny – poetka, prozaik, aktorka. Grała w Teatrze Ziemi Krakowskiej w Tarnowie, Teatrze im. Wyspiańskiego w Katowicach, Teatrze Starym im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie, Teatrze Ludowym w Nowej Hucie, Teatrze Akne.
Członkini Stowarzyszenia Twórczego Artystyczno – Literackiego i  Związku Literatów Polskich od 1995 roku, oraz członek ZAiKS-u i Związku Artystów Scen Polskich. Debiutowała we „Współczesności” w 1969 roku, publikowała w” Dekadzie Literackiej ”, „Ziemi Kozienickiej”, „Magdalence Literackiej”, „Metaforze”,”Zielonych Brygadach”, „Kulturze”, „Życiu Literackim”, „Suplemencie”, „Polish Daily News” z Nowego Jorku, w „Poezji dzisiaj”, w „Arkadzie,„w „Prozie, prozie, prozie” , w „Literacie Krakowskim” i wielu almanachach.

 

Wirtuoz

            

             Iwo Pogoreličovi

 

jak sęp spadasz na klawiaturę

palce palce palce

dźwięk akord

i cisza cisza cisza

powoli podnosi się mazurkiem piano

Twoje gorejące wspomnienie lata

wiosenne szeptanie śpiewanie

jesienne jękiem  i płaczem wołanie

szumisz szeleścisz ćwierkasz pohukujesz

i w tej wspaniałej dźwięków zawierusze

wskrzeszasz umarły czas

 

graj graj niech dusza gra

palcami wyczaruje wydźwięczy

i poniesie przestrzenią w świat

koncert na tańczące ręce                  1997

ZIEMOWIT SZCZEREK

Ziemowit Szczerek urodzony w 1978 roku w Radomiu, dziennikarz, pisarz i tłumacz. Zajmuje się wschodem Europy i pisze doktorat z politologii, jest autorem opowiadań publikowanych m.in. w „Lampie”, „Studium”, „Opowiadaniach” i E-splocie oraz współautorem wydanej w 2010 r. książki pt. „Paczka radomskich”. Na swoim koncie posiada również książki Przyjdzie Mordor i nas zje, która jest fabularyzowanym reportażem na temat Ukrainy (Korporacja Ha!Art, 2013 r.) oraz Rzeczpospolita zwycięska będąca alternatywną historią Polski utrzymaną w formie eseju (Wydawnictwo Znak, 2013 r.).

 

(…) Idziemy tym Rustawelakiem, idziemy, mijamy ulicznych galerię obrazów, mijamy smutnych i uduchowionych artystów brodatych, szlugi jarających, aż naraz patrzymy – Lech Kaczyński. Na płótnie. Jak żywy to może i nie, jakiś taki – na twarzy dziwny, ale widać: on to. A i artysta przy nim jakiś ze dwa razy bardziej uduchowiony niż inni, jakiś trzy razy bardziej posępny, a wzrok jego kędy błądzi – pytać się nie godzi.

No, ale sam obraz – palce lizać. Kod da Vinci: symbol na symbolu i symbolem pogania. Bo twarz prezydenta jak balonik unosiła się nad wrakiem rozbitego tupolewa, z którego to wraku wypływały duchy. Ludzi, ale ci ludzie mieli klucze zamiast głów. Nad głową Lecha Kaczyńskiego unosiła się w powietrzu czarna kostka. Na jednym z boków tej kostki widniała dziurka od klucza, a na innych – czerwone znaki zapytania.

– Gospodin – zapytałem artysty, który zmierzwił sobie szybko brodę i luknął na mnie z taką głębią czarnych oczu, że zobaczyłem w nich prehistorię, dinozaury i wielkie paprocie. – Gospodin, eto prekrasne. Skolko?
– A wy Paljak? – Upewnił się artysta.
– No Polak.
– To dwiesti pietdiesiat lari.
– Drogo!
– Kak daroga! – Warknął z głębi brody artysta. – Nacjonalnyj gieroj Liech Kaczynskij, bieri, dwiesti dawaj i wsio.
– Drogo.
– Kak daroga, zdies – smatri – pokazał na duchy i kostkę – metafizyka. Zagadka. Szarada. Enigma. Wsjo jest.
– A szto tam w tej kostce jest? – Zainteresowałem się.
– Drug – artysta klepnął mnie po plecach – brat moj, Paljak. Kupi kartinu. Na stienu powiesi. Na krzesło siedi. W kartinu smatri. Tak wraz pajmiosz, szto w kostoczkie.
– A kak eta było w dwa tysiacz wasmom – spytałem – jak Kaczyński przyjechał?
– Płocha było, a on, gieroj, Gruzju spasił. No, bieri, niedaroga.
– Kak spasił? – Spytałem.
– Nu, blja, spasił, i wsjo. Bieri.
– A Kaczynskawo ubili, da? – Zapytałem.
– A ty szto – zaperzył się – iz FSB, ili szto. Bieriosz kartinu ili idi, guljaj, dawaj, da swidania. Bieriosz?
– Daroga.
– Tak da swidania. Guljaj! – Machnął ręką.

Pagulałem.

 

*

Parę dni później siedzieliśmy w ogródku knajpki w Signahi. To był koniec znanego świata. Siedzieliśmy na szczycie wyżyny, która mocno spływała w dół. W dole widać było wszystko, jak na mapie – kilkadziesiąt kilometrów. A dalej wznosił się Kaukaz. Wyrywał nagle z tej równiny w dole, wystrzeliwał w zasadzie. Nie zaczynał się jakimś kaukaskim Podhalem – po prostu: wykurwiał w niebo jak rakieta, od razu na kilka kilometrów w górę. Przypominał mur z Gry o Tron. Tym bardziej, że za nim była już Rosja. Dagestan konkretnie.

– Mordor – usłyszeliśmy przytłumiony głos od stolika obok, i to słowo „Mordor” wypowiedziane było z polskim akcentem.
– Mordor tam jest – tłumaczył partnerce tęgawy facet o krótko przystrzyżonych włosach, na twarzy zmarsowacony. Pokazywał na Kaukaz, a raczej – na to, co tam za Kaukazem. – A tu jest – mówił – Śródziemie. Ja tu się dobrze czuję, dobrze. (…)

[Fragment felietonu Lechu Kaczyński, wstaw się za nami grzesznemi]

MARIUSZ WOLLNY

 

Mariusz Wollny

 

 

 

 

 

 

 

Były brunet, były Ślązak, niepraktykujący (za karę przez wiele lat cudze dzieci uczył historii) etnograf po UJ. Zdeklarowany krakus z ponad 30-letnim stażem. Kocha kobiety swego życia: żonę, która go utrzymuje i córki (dwie plastyczki i poliglotkę), bez których pomocy nic by nie zdziałał (prowadzą mu rachunkowość, ilustrują teksty, tłumaczą obce słówka, czasem dopisują całe rozdziały) oraz góry i książki (czytać, nie pisać). Amerykanista z bożej łaski (kultura i historia Indian), w swoim czasie pisywał mało poważne artykuliki do bardzo poważnego kwartalnika przyjaciół Indian „Tawacin” (już nieistniejącego). Autor książek popularno-naukowych dla dzieci i dorosłych, powieści i zwariowanych historii. Opublikował m.in. Kazimierza Wielkiego, dwie części (trzecia wciąż czeka na wydawcę), Był sobie król…, Bardzo bzdurne bajdurki, Krew Inków, Tropem smoka, Jak Lolek został papieżem oraz 4-tomowy cykl krakowski o przygodach XVI-wiecznego inwestygatora królewskiego (detektywa) Kacpra Ryksa.

http://kacper-ryx.home.pl/

EWA ELŻBIETA NOWAKOWSKA

http://lamelli.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/nowakowska_trzy_olowki_promo-724x1024.jpg

Ewa Elżbieta Nowakowska poetka, eseistka, tłumaczka. Laureatka I Nagrody Konkursu im. K.K. Baczyńskiego (Łódź 1998), wyróżniona przez Wisławę Szymborską II Nagrodą w Konkursie Rynna Poetycka (2004), nominowana przez Adama Zagajewskiego do Nagrody Fundacji Kościelskich (2006). Wydała tomy wierszy: Dopiero pod pewnym kątem (1999), Nieboskłony (2003), Oko (2010), Merton Linneusz Artaud (FORMA 2012), Trzy ołówki (2013),  Nareszcie (FORMA 2014) oraz zbiór opowiadań Apero na moście (FORMA 2010).

 

ORFEUSZ GRA

orfeusz gra a lwy zagryzają centaury
orfeusz gra a smoki zagryzają lwy
orfeusz gra lecz widać jest stary
stoi w łuku triumfalnym łąki
i wie że od gry tego co wrócił z podziemi
nie napęcznieje żaden owoc cukrami
na boski rozkaz jednak wzdychając
żongluje pozorami jak zeszytami nutowymi

ażurowy pałac traw pnie się ku chmurom

TOROWISKO

wcześnie rano
chcę go uratować

chłopak w autobusie czyta o „wyborze
intuicyjnego poglądu na świat” i stara się
by jego umysł posłusznie się dzielił
na trzy warstwy zgodnie z zaleceniami książki
pilnie podąża za pajęczynowym magiem

tymczasem jego umysł
przypomina mijane właśnie przez autobus
ośnieżone torowisko
na którego środku jakiś nieznajomy
czyści zawzięcie jeden tor
ale i tak zasypuje go biały puch

czytam wiersze o ciemności
poprawiam szminkę na ustach
chcę go uratować

ANDRZEJ WITKO

ks. Andrzej Witko, duchowny, teologi i historyk sztuki, profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, członek Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych San Telmo w Hiszpanii, Komisji Historii Sztuki Polskiej Akademii Umiejętności, członek czynny Towarzystwa Naukowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Rady Naukowej Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Jest autorem ponad czterdziestu książek, poświęconych głównie nowożytnej sztuce hiszpańskiej, ikonografii chrześcijańskiej oraz kultowi Miłosierdzia Bożego.

TADEUSZ BIEDZKI

Tadeusz Biedzki – śląski reporter, pisarz, wydawca i podróżnik, od przeszło dwudziestu lat podróżuje po świecie i opisuje swoje doświadczenia. Zbiór jego opowieści Sen pod baobabem został uznany Podróżniczą książką roku 2012. Jego najnowsza powieść, Zabawka Boga, zawiera wartościowy przekaz historyczny, kulturowy i religijny, dzięki wielowymiarowości czasu i miejsca akcji (trzy okresy czasowe i trzy kontynenty).

Z cyklu Poprzez Kresy: Kamieniec Podolski i Chocim.

Z cyklu Poprzez Kresy: Kamieniec Podolski i Chocim.

Zdjęcia i komentarz: Piotr Korpanty
Relacja z kolejnego etapu wycieczki na kresy. Po zwiedzeniu Kamieńca Podolskiego i obejrzeniu panoramy miasta, gdzie wyróżniają się wieża ratuszowa oraz kościoły: Katedra z minaretem, Dominikanów, Trynitarzy i Ormiański, można zobaczyć też ukrywające się wśród miejskiej zabudowy kościoły Franciszkanów i Dominikanek. Około południa nastąpił wyjazd do Chocimia, gdzie zwiedziliśmy twierdzę składającą się z zamku średniowiecznego tworzonego w XIII – XV wieku oraz fortyfikacji tureckich z początku XVIII w. Tereny zamkowe były miejscem dwóch zwycięskich bitew Polaków z wojskami tureckimi w 1621 i 1673 roku. Po powrocie do Kamieńca odwiedziliśmy jeszcze cerkiew św. Piotra i Pawła, basztę Batorego oraz zespół Bramy Polskiej. Droga powrotna wiodła przez Buczacz, Jazłowiec, Podhajce i Brzeżany. Miejscowości te będą tematem kolejnej prelekcji w czerwcu.

KRZYSZTOF MAĆKOWSKi

Krzysztof Maćkowski urodzony w 1971 w Bochni, absolwent Akademii Pedagogicznej, pisarz, scenarzysta, dziennikarz, zapalony podróżnik. Debiutował powieścią Raport Badeni. Jest autorem licznych reportaży i wywiadów, m.in. z Czesławem Miłoszem czy Ryszardem Kapuścińskim. Scenarzysta filmu fabularnego Kontrakt (reż. Ksawery Szczepanik) oraz pomysłodawca i współautor serialu Wataha (HBO).

BARBARA ZBROJA

Barbara Zbroja urodzona w 1978 w Krakowie, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego jest historykiem sztuki. Jej zainteresowania koncentrują się wokół urbanistyki i architektury Krakowa drugiej połowy XIX i pierwszej połowy XX wieku oraz dziedzictwa krakowskich Żydów, co owocuje licznymi artykułami i książkami takim jak Nieznany portret Krakowa czy Architektura międzywojennego Krakowa 1918-1939. Budynki, ludzie, historia. Autorka pracuje w Archiwum Narodowym w Krakowie.

„Krakowska Książka Miesiąca” Adam Kulawik: Poezja to jest złoty szerszeń. Rzecz o poematach K. I. Gałczyńskiego

Okładka_Poezja„Krakowska Książka Miesiąca”
Adam Kulawik: Poezja to jest złoty szerszeń. Rzecz o poematach K. I. Gałczyńskiego
(Wydawnictwo Antykwa). Spotkanie z autorem i wręczenie nagrody. Spotkanie poprowadzi prof. Stanisław Stabro.
Adam Kulawik, teoretyk literatury, wersolog, hermeneuta. Autor podręczników poetyki, twórca prozodyjnej teorii wiersza. Kiedyś profesor trzech krajowych i dwu francuskich uniwersytetów, obecnie na emeryturze.

RAFAŁ ŁATKA

Rafał Łatka – historyk i politolog, doktor nauk społecznych z zakresu nauk o polityce Absolwent Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor publikacji naukowych i popularnych, redaktor tomów studiów: Stosunki państwo-Kościół w Polsce w latach 1944–2010. Studia i materiały (Kraków 2013) oraz Realizm polityczny (Kraków 2013). Współpracownik Instytutu Pamięci Narodowej.

ŻANNA SŁONIOWSKA

Żanna Słoniowska – pisarka, tłumaczka i dziennikarka ukraińskiego pochodzenia mieszkająca w Krakowie. Jest autorką albumu Przedwojenny Lwów (2013) oraz powieści Dom z witrażem(2015), w których w niezwykle plastyczny sposób odmalowuje ukochane rodzinne miasto.

TOMASZ MORAWSKI

Tomasz Morawski urodził się 24 października 1950 roku w wiosce Niebieszczany koło Sanoka. W wieku lat siedmiu wyjechał do Krakowa, gdzie skończył szkołę podstawową, liceum i AGH na Wydziale Wiertniczo-Naftowym. W 1976 roku wybrał się do Ekwadoru, na zaproszenie kolegi ze studiów, Fina, pracownika fińskiej ambasady w Quito – i tam już pozostał. Jako Konsul Honorowy RP objął opieką polskich więźniów, odbywających kary w ekwadorskich więzieniach. Swoje obserwacje zawarł w książce „Więźniowie” (wyd. ZYSK i S-KA), w której opowiada o przemytnikach narkotyków. Został wyróżniony wieloma odznaczeniami, takimi jak Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Zasługi za Promocję Kultury Polskiej oraz Orderem Excelencia Consular – najwyższym odznaczeniem przyznawanym przez korpus dyplomatyczny i konsularny. W 2013 ukazała się jego najnowsza powieść – “Uciekinier”.

ZBIGNIEW BELA

skan okładki

Zbigniew Bela ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował jako redaktor w Wydawnictwie Literackim, a od 1990 r. w Muzeum Farmacji UJ. W 1999 r. Rada Wydziału Farmaceutycznego Collegium Medicum UJ nadała mu stopień doktora w zakresie historii farmacji. Opublikował kilkadziesiąt artykułów i sześć książek, między innymi Poglądy na temat leczniczych właściwości złota od czasów najdawniejszych po czasy współczesne.

AGNIESZKA ŻUCHOWSKA-ARENT

Agnieszka Żuchowska-Arent
przekłady z młodej literatury serbskiej

[Rozmiar: 4966 bajtów]

BIOGRAM

Agnieszka Żuchowska-Arent ur. 1983r., studentka filologii serbskiej UJ, laureatka I Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Stanisława Pyjasa (2004)oraz Turnieju Jednego Wiersza w klubie Pod Jaszczurami(2005). Swoje wiersze i opowiadania publikowała w prasie oraz w antologii prozatorskiej Okno na świat (2001) oraz poetyckiej Listy do nieba (2003) a także w autorskim tomiku Biała Masa Tabletek (2005).

 

Ana Seferović

Wielkie lustro

Jemy
Nie opieramy się
Zmysłowości pieczywa
Jego białej ciepłej
Cielesności
Nie możemy więcej
Żołądek jest ogromnie nadęty
Uciekamy przed wielkie lustro
Rozbieramy się do naga
Wymierzamy
Jak na nas leży bikini
Ktoś mówi:
Uwielbiam moją-twoją
Chorobę
Lubię się śmiać
Dopóki wymieniamy objawy
Smarujemy się kremem
Do opalania ochronny
Faktor 36
Rzucamy się na łóżko
W pokoju hotelowym
Po drodze na plażę
I oglądamy morze
W telewizji
Ktoś mówi:
Nawet jest pięknie
Wymieniamy rzeczy
Zakładamy je i zdejmujemy
Rzucamy po pokoju
I wtedy ktoś mówi:
Chcę się
Całkowicie ubrać
W twoje ubranie
Bo chcę być
Tobą

Ana Seferović ur. 1976r. jest jedną z autorek Macierzy Serbskiej . Pod wieloma względami odróżnia się od swojej generacji. W dwóch wydanych zbiorach wierszy: Głęboki kontynent(1999) i Niekończąca się zabawa(2000) dała się poznać jako jedna z najbardziej utalentowanych młodych poetek.

 

 

Tamara Šuškić

krystalizacja rzeczy

malina jest czerwona
i nie jest maliną

przerysowana diwa

Znowu przebrana
pulsuje rozciągniętymi neonowymi rzęsami
zatopiona w fotelu i białym
perskim kocie

Tamara Šuškić ur. 1981 w Belgradzie studiuje filologię włoską, pierwszy tomik Zdjęcie pewnej oszustki(2001) wydała w bibliotece Macierzy Serbskiej. Poezję publikowała w czasopismach: Profemina, Severni bunker, Književna reč, Književni magazin, Polja, Treći Trg. Mieszka w Belgradzie.

 

 

Milan Dobričić

Cięcie

Obejrzałem targowisko: za jednym straganem
stał przepiękny koń, czarny,
szlachetny jak człowiek, który tworzy muzykę
skończony fachowiec

I właśnie wtedy rozległ się jej krzyk
Nie zastanawiając się, jakbym wiedział, co robić,
dosiadłem Araba
i pospieszyłem jej na pomoc.
Był mrok i mgła, londyńska,
bruk jęczał pod kopytami,
iskier nawet nie zauważałem –
spojrzeniem szukałem jej.

Batler-zabójca zawlókł ją do katedry
Rzuciłem się. Przednimi nogami konia
rozwaliłem święte drzwi
Wpędziłem go na schody
Na szczycie wieży, między dzwonami
przetrzymywał ją.
Skoczyłem. Dobyłem miecza.
Bitwa była straszna, na śmierć i życie.
Miecze rozcinały mrok.
Cięcie tam, cięcie tu,

nakręciliśmy.
Zmęczeni poszliśmy na piwo.

Milan Dobričić ur. 1977r. absolwent literatury, publikował wiersze i krótkie opowiadania w periodykach. Wydał książki: Dziennik 2000 (współautor 2001) i Przymus (2002). Jest redaktorem czasopisma internetowego Treći Trg (www.trecitrg.org.yu).

 

 

Dejan Matić

Ucząc się gramatyki

Ucząc się gramatyki języka starogreckiego
Zdrętwiały, w nieprawidłowej pozycji;
Odległy zaspanym mieszkańcom miasta,
Zupełnie obcy i starożytnym Grekom i sobie,
W te wątłe godziny marzę o czytaniu Homera,
w oryginale.

Słowa, których nie całkiem rozumiem, kształty
Których nie rozpoznaję, zapierają dech:
Splatają język jak pocałunek w usta.
Zdobywa:
Niczym namiętności, przez które wyszliśmy na spotkanie;
Przychodzi jako początek i koniec:
Alfa i Omega.

A kiedy Odyseusz, tym razem na zawsze porzuci
Itakę i odpłynie ku brzegom świata,
Wstanę od stołu i położę się na łóżku:
Jak na spokojnej powierzchni morza.

Dejan Matić ur. 1979r. absolwent literatury, redaktor poetyckiego pisma internetowego Treći Trg – www.trecitrg.org.yu wydał swoje wiersze w piśmie Poezija.

 

 

Jasmina Topić

Przejście, premedytacja!

Rzeczy, rozrzucone, całkiem zwyczajnie,
drobiazgi, co osiadają jak kurz, pośród
dywanu, półek i talerzy, pozostałych sprzętów…
W chwili wewnętrznego ruchu ku niczemu,
patosowi, pieśni do bólu –
Z tego utkane jest wszystko, w chwili, a wtedy
poniektóra przejażdżka, przez północne pustkowie,
przez gęstwinę kropli deszczu, poniektóre słowo
przyjacielskie, dokądś się odwozi, do intermezzo…
Przechodzi odległości nie większe od mrugnięcia.
Moje drobiazgi, rozrzucone, słowa po które
sięgam gdy wystukuję wiadomość, dopóki mnie
blask monitora nie zwabi w surową szczerość,
nieumiarkowane wynurzenia – jak nawałnica, emanacja
i drżenie, rojenie… Ponieważ, myśli wznoszą się na powierzchnię
pod sufit, w ustojałym zapachu pościeli, w
masie pragnień co łapczywie łykają
przyszłe przestrzenie.
– Te rzeczy, tamte drobiazgi…

Jasmina Topić ur. 1978r. jest autorką trzech wydanych dotychczas tomików poezji: „Szkic dla dnia”(1996)”Pensjonat metamorfozy”(2003), za który otrzymała nagrodę „Szal Maticia” i „Romantyzm”(2005). Redaguje „Rukopise” – antologię poezji i krótkiej prozy młodych.

 

 

Olgica Rajić

Interior

W każdym domu płonie po jednym punkcie
po jednym oku, które się być może otwiera.
Odkąd Niels Bor wszedł do mego domu
wszystko stało się niebezpieczne i małe.

Właściwym jest sądzić ludzi po ich wnętrzu
a nie po tobołkach, które z sobą noszą
ani po kapeluszach, które gną
miętosząc je w rekach.
Kapciuszki są przy drzwiach.
Broszura o teatrze indyjskim.
Portret Izaaka Newtona.
I Czereśnie. Z ojczyzny,
Z twardym miąższem w środku
.
Olgica Rajić ur. 1971r. wydała tomiki poezji: „Smoła”(1999) i „Nic”(2003)

 

 

Natalija Marković

Zielony wieniec

Dopóki stałam na stacji
całkiem niezauważalnie
rozlałam się po asfalcie
Jestem tylko zwyczajnym roztworem.

Natalija Marković ur.1977r. wydawała poezję w czasopismach: „Profemina”, „Knjiżevne novine”’ „Knjiżevni magazin”, „Treći Trg” i innych. Jej pierwszy tomik poezji”Membrana lustra” wydała w Macierzy Serbskiej w 1999r.

 

 

Borivoj Vezmar

Noc w sekcji astronomicznej

Odłożyliśmy zeszyty i teleskop
na betonie boiska do piłki ręcznej
rozpostarliśmy kolorowe pasiaki

zwyczajny letni wieczór na
Wyspie Młodości, liczymy
płomiennie kamienie

nakryci koroną czarnego drzewa owocowego
z którego się odrywają świetliste szypułki,
pod ojczystymi latoroślami liczymy
zapalone winne grona

Borivoj Vezmar ur. 1971 publikował wiersze w czasopismach: „Knjiżevna reć”, „Letopis Matice srpske”, „Koraci”, „Knjiżevni magazin”, „Treći Trg” i innych czasopismach. Wydał tomy poetyckie: „Opis miejsca”(2000) i „Płyta się otwiera”(2005)

 

 

Igor Petrović

od najcichszych gwiazd

naprawdę jest noc
na planecie
kawałek ziemi
unosi się w próżni
opisane siły
na nowo udowadniam
przecinam pępowinę
nowymi nożyczkami
krawędzią sufitu
leci komar
albo wirus
pokątnie się unosi
w noc właściwą swemu mrokowi

Igor Petrović ur. 1978r. w Belgradzie, szary ekonomista. Mieszka i ,pracuje w Belgradzie. Wiersze publikował w czasopismach: „Krajegranesije”, „Povelja”, „Knjiżevni magazin” i „Treći Trg”.

 

 

Milosav Gudović

Odmęt

1.
Szukałem adresów rzek
w dół rzeki i w górę rzeki, na próżno

opisując łuk przewożnikowi na wiatrzysku.
Sin-meta ptak drapieżny,
wepchnięty za tanimi żródłami.

Szukałem adresów rzek
w dół rzeki i w górę rzeki, na próżno.

2.
Wpleciony w las sosnowy, śpiewałem
oczekując promienia.

Słuchając szeptów koniokradów,
wiersza kolebki i przęślicy,
najazdu nowych barwnych zdobywców.

Wpleciony w las sosnowy śpiewałem,
oczekując promienia.

Milosav Gudović ur. 1980r. publikował wiersze w periodykach. W rękopisie pozostaje jego tomik poezji „Pocieszenie w ptaku”

PRZEMYSŁAW ZIEMICHÓD

„Pokolenie” 

Czym jest moje pokolenie?
Nie ma MOJEGO
Pokolenia
Kilka twarzy znanych z nazwiska
Kilka piosenek i myśli
Nic to nie  zmienia
NIE MA 
Mojego pokolenia
Gdy przyjdzie oddzielić światłość od ciemności 
zostaniecie po stronie neolitu
Dlatego nic się tu nie zmienia
NIE MA 
I nie będzie mojego pokolenia

„Jawa”

Na butach w brud przez brudny bród 
U wrót Morfeusz do snów trzyma klucz 
I chodź w objęcia jego wpadali już wszyscy 
nie jeden Powracał
żądny adrenaliny 
jaką daje obcowanie ze snem na jawie 
tylko zawsze brakuje czystych strzykawek



„Kraków”

W Krakowie nigdy nie było za dobrze
Szczególnie od kiedy na Brackiej
Wielki wóz runął nam na głowę
Bo tam ciągle padał deszcz
Dlatego gołębie miały grypę
A hejnalista zapalenie krtani
Po tym jak go islamski terrorysta postrzelił.
Na szczęście dziś nie żyje 
Jan Matejko się za to w grobie przewraca 
Że Kraków upada że degrengolada 
Że Wawel dzisiaj to już czekolada
Że Adam w remoncie 
Że Faust w młodzieżówce
Że biała dama to facet
Że skarżą się trutnie
I mimo wad ogromu i zalet niewielu
To Kocham to miasto 
Po prostu, Bez celu

 

Kabaret KSA
“BANDYTA”

[scenka w sklepie: lada, biurko pani urzędnik wchodzi bandyta na oczach maska a la Zorro (patrz: Monty Python odc 10) i worek]
BANDYTA:
(wyciąga zapalniczkę w kształcie pistoletu) Dzień dobry, to napad!
URZĘDNICZKA:
A to jest zapalniczka
BANDYTA:
Faktycznie (wyciąga z worka pistolet na wodę) proszę mi oddać moje żebro, bo panią popsikam!
URZĘDNICZKA:
Nowe transformatory dopiero we czwartek (gość spryskuje ją wodą) Co pan oszalał?
BANDYTA::
Moje żebro, chcę z powrotem, mam jeszcze sikawę i wąż strażacki, i nie zawaham się ich użyć!
URZĘDNICZKA:
Jakie pana żebro?
BANDYTA:
Proszę mi nie robić wody z mózgu, wy wszystkie jesteście takie same! Zaraz by mi tu pani zamydliła oczy jakimiś bzdurami, a ja wiem jak to było.
Pamiętam to jak dziś, tak jak teraz tu stałem (gestykuluje) tam była kolejka na powstaniu świata i przyszedł Bóg i powiedział daj mi żebro, to stworzę kobietę.
A ja akurat po włosy stałem w kolejce trzeci dzień i zastanawiałem o co chodzi to dałem. Ale to zwykła kradzież jest.
URZĘDNICZKA:
Niestety, ale ja nie mogę dać panu żebra.
BANDYTA:
Jak to ?
URZĘDNICZKA:
No bo go używam
BANDYTA:
Niby do czego?
URZĘDNICZKA:
„ Niby do czego”? A do czego się pana zdaniem żebra używa?
(czyta z jakieś kartki)
„Podstawową funkcją żeber jest ochrona ważnych dla życia narządów
znajdujących się w klatce piersiowej – serca i płuc. Żebra odgrywają także
ważną rolę w procesie oddychania stanowią miejsce przyczepu mięśni oddechowych
a dzięki występowaniu chrząstek między żebrami a mostkiem
możliwe jest zwiększanie i zmniejszanie objętości klatki piersiowej, co tworzy
zmianę ciśnień w jej wnętrzu i umożliwia wdech i wydech.
BANDYTA:
A więc to tak… rozumiem, rozumiem… bezczelne mataczenie i mydlenie oczu! Ot co to jest!
(gdzieś z tyłu banku jakiś koleś na te słowa się budzi)
KOLEĄ:
Proszę się nie dać, proszę wezwać ochronę! Panie kochany, mogę nereczkę?
BANDYTA:
Co?
KOLEĄ:
No nie potrzebujesz pan dwóch, bądź pan sobą dajże nerkę.
BANDYTA:
Nie! Zabieraj pan łapy!
KOLEŚ:
No nie bądĄ pan żyła.
BANDYTA:
To już jest poniżej wszelkiej krytyki! Pani wie kogo ja znam!?
URZĘDNICZKA:
Strażaka sama?
BANDYTA:
Ja… ja proszę pani znam Świętego Piotra! Osobiście!
KOLEŚ:

Daj pan tą nerkę, no pół chociaż…
BANDYTA:
(wyciąga komórkę) Piotrek? Nie ? A kto? Judasz? A przepraszam, pomyłka.
(kręci jeszcze raz)
Piotrek? No cześć, słuchaj bo ona nie chce dać tego żebra. No no wiem cieżka sprawa, nie no co ty ja to tak nie mogę, wpadnij to sam zobaczysz no no dobra no…
KOLEŚ:
Można ? (bierze mu komórkę) Pan Piotr? Pan mnie słyszy? Pan poznaje ? Antoni mówi.. bo tam u was w czyśćcu jest moja babka, no tak, siwa ta chuda, nie dałoby się coś ją tam, no wiem pan… ja zapłacę … halo? Halo? Rozłączył się.
BANDYTA:
Zaraz tu będzie Święty Piotr i jemu pani opowie te swoje masońsko-ateistyczne bzdury.
URZĘDNICZKA:
Bardzo dobrze, niech pan jeszcze zadzwoni do Świętego Mikołaja! Co za idiotyzm!
(wchodzi Święty Piotr)
BANDYTA:
No nareszcie! Powiedz jej bo mnie nie chciała słuchać!
PIOTR:
Kolega dobrze mówi, pan odda żebro, zaszła pomyłka przy wyliczeniu… no i pani ma jego żebro.
URZĘDNICZKA:
Skąd pan wie że to jest jego?
PIOTR:
Tego to nawet ja nie wiem, ale powinno spasować.
KOLEŚ:
a czy ja mógłbym dostać nereczkę?
PIOTR:
Pan to już naprawdę by cicho siedział, zresztą trzy dni życia jak się ma tylko… ups! cholera wygadałem się znowu
KOLEŚ:
Co proszę? Jak to trzy dni życia? Bez nereczki?
PIOTR:
Aaa …..zamknij się pan…
(KOLEŚ wychodzi smutny)
PIOTR:
My tu gadu gadu a czas leci, pani ma piłę może?
URZĘDNICZKA:
Zaraz, czemu od razy piłę? Na piłę się nie zgadzam!
PIOTR:
Dobra zrobimy to bezinwazyjnie.
URZĘDNICZKA:
Laserem?
PIOTR:
Rękami (wystawia ręce jak Zbyszek Nowak)
URZĘDNICZKA:
(wyjmuje plastkiowe żebro z pod ubrania) O, coś się rusza!
PIOTR:
To jest to ?
BANDYTA:
Ja wiem, dawno go nie widziałem.
PIOTR:
To czy nie to?
URZĘDNICZKA:
Tam na lewo jest pokój, może pan iść przymierzyć (BANDYTA bierze żebro i wychodzi).
URZĘDNICZKA:
Wie pan co, strasznie nie lubię tych napadów… ten to jeszcze jako taki bandyta… nawet nie za dużo krzyczał… ale jaki nerwowy!
PIOTR:
Wiem, wiem ja też go nie lubię. Nowobogacki bufon… ale daje dużo na tace, cóż zrobić… takie czasy
KOLEŚ:
Nigdzie nie było nereczki… panie piotrze no, znamy się tyle lat…
PIOTR:
Ja myślałem że pan tu już więcej nie przyjdzie…
BANDYTA:
(wraca z żebrem w uchu) I jak, pasuje?
PIOTR:
Nie no, super… elegancja jak się patrzy… jesteś pewien że dobrze zamontowałeś?
BANDYTA:
Czy jestem pewien? Oczywiście! W podstawówce miałem czwórkę z biologii!
KOLEŚ:
He he, nawet ja wiem, że żebro to jest w brzuchu…
BANDYTA:
Tak pan myśli? Eee, to po co mi to jak nie będzie go widać w ogóle… oddaj tej pani żebro Piotrek… aha i przynieś mi raka, tylko takiego nie dużego, bo mam terarium takie.. chodź to ci pokażę (wychodzą rozmawiając).
KOLEŚ:
Pani nie bądź żyła, daj nereczkę!
URZĘDNICZKA:
Proszę tu podpisać (podaje dokumenty) i tu i jeszcze tu i chodźmy na magazyn zobaczymy co zostało jeszcze

ADAM ZIEMIANIN

Adam Ziemianin urodził się 12 V 1948 r. w Muszynie. Po ukończeniu Studium Nauczycielskiego w Krakowie pracował jako nauczyciel i bibliotekarz w Brzuśniku koło Żywca.
Wkrótce wrócił do Krakowa jako student filologii polskiej na UJ. W 1977 r. podjął pracę dziennikarskąw piśmie „Kolejarz”, później przeniósł się do „Echa Krakowa”, a ostatnio pracował w „Gazecie Krakowskiej”.

Wcześniej był m. in.: flisakiem na rzece Poprad, inwentaryzatorem a nawet pilotem szybowcowym. W swych wędrówkach poetyckich z WolnąGrupąBukowina, której liderem był legendarny, nieżyjący już Wojtek Bellon, poeta odwiedził w 1975 r. Gorzeń Górny – miejscowość rodzinnąautora „Powsinóg beskidzkich” – Emila Zegadłowicza. Tam poznał wnuczkę poety, Marię. Ich ślub odbył się w 1976 r.
Ziemianin debiutował wierszem „Święty Jan z Kasiny Wielkiej” w 1968 r. na łamach „Życia Literackiego”.
Pierwszy tomik „Wypogadza się nad naszym domem” ukazał się w Wydawnictwie Literackim w 1975 r. Ryszard Matuszewski omawiając na łamach „Literatury” książki poetyckie tamtego roku, za jeden z najciekawszych debiutów uznał właśnie tom Ziemianina. W dwa lata póĽniej, również w WL, ukazał się drugi tom jego wierszy „Pod jednym dachem”. W 1981 r. za „Nasz słony rachunek” Adam Ziemianin otrzymał nagrodę im. S. Piętaka. Tom „W kącie przedziału” wyszedł w 1982 r., natomiast w 1985 r. ukazały się dwa kolejne tomiki „Makatka z płonącego domu” i „Wiersze dla Marii”.
Ten ostatni miał również drugie, poszerzone wydanie i rozszedł się w kilkunastu tysiącach egzemplarzy. W dwa lata póĽniej wydano „Zdrowaś Mario – łaski pełna”, czyli wiersze poświęcone zmarłej matce poety, a w 1989 r. pojawił się wybór wierszy Ziemianina „Dwoje na balkonie”. Kolejna książka „Boski wieczorny młyn” trafiła do rąk czytelników rok póĽniej.

Na 25-lecie swojej pracy artystycznej w 1993 r. poeta wydał „List do zielonej ścieżki”. Rok 1995 przyniósł „Dom okoliczności łagodzących”, a w 1996 r. ukazała się „Ulica ogrodowa”. W 1997 r. wyszedł tom „Nosi mnie”, rok później „Wiersze wybrane”. W 2002 r. poeta wydał tom wierszy „Na głowie staję”, zaś w 2004 r. „Notesik amerykański” i „Modlitwy mojego wieku” .

Adam Ziemianin jest zdobywcągłównych nagród w wielu ogólnopolskich konkursach poetyckich. Dużą popularność przyniosły Ziemianinowi wiersze śpiewane przez „Piwnicę pod Baranami”, „WolnąGrupę Bukowina”, a przede wszystkim przez „Stare Dobre Małżeństwo”.
Z SDM poeta wielokrotnie odwiedził Stany Zjednoczone, Kanadę i Meksyk. Ziemianin jest członkiem SPP i PEN Clubu. W 1998 r. otrzymał Nagrodę Wojewody Małopolskiego w dziedzinie literatury, a w 1999 r. uhonorowano go Złotym Laurem za Mistrzostwo w Sztuce, przyznawanym przez Fundację Kultury.

 

Czemu wracam

Czemu wracam na tę ulicę?
Co mnie tutaj ciągnie?
Babci Anny wino porzeczkowe
dawno już zwietrzało
i mało dziś klarowne

Zegarmistrz Tymoteusz
przeniósł się o dwie ulice dalej
bo bzy - gdy szalały -
przeszkadały mu
w naprawie zegarków

Nawet ciocia Wiesia
która mogłaby być
patronką ulicy Ogrodowej
w świat ruszyła
gdyż przyśnił się jej
mężczyzna
w czapce kolejowej

Czemu wracam na tę ulicę?
Co mnie tutaj ciągnie?
Może ten pokój z balkonem
i zielonym oknem?

Może skusiły mnie dziś
wszystkie kwiaty ulicy Ogrodowej
które na balkon przychodziły
na wiosenną spowiedź






Język nasz trudny


Powiedziałem ci kiedyś- moja Miła
Że dzika jesteś jak kosodrzewina
A właściwie nic ci nie powiedziałem

Rzekłem kiedyś do ciebie- moja Droga
Zbyt późno cię spotkałem- szkoda
A właściwie nic tobie nie rzekłem

Pytałem się raz ciebie- moja Piękna
Czy szum naszej krwi da się zapamiętać
A właściwie o nic nie pytałem

Mówiłem w środku lata- moja Gorąca
Że schodzimy po schodach ze słońca
A właściwie to nic nie mówiłem

Opowiadałem ci w zapale- moja Majowa
Gdzie piwonia płatki wieczorem chowa
A właściwie niczego ci nie opowiedziałem

Tłumaczyłem ci dość długo- moja Cicha
I wybrałaś mnie za przewodnika 
A właściwie nic ci nie wytłumaczyłem

Rysowałem każdym słowem- moja Mała
Trochę słońca w środku listopada
A właściwie niczego ci nie narysowałem 

Teraz wiesz- moja Piękna Miła i Droga
Jak trudny nasz język- jak brakuje słowa




Kołysanka

Córka i syn
Śmieją się przez sen
Ona starsza
Więc pewnie ugotowała
Wesołą zupę
Dla swych lalek
W której znajdziesz
I rumianek
On odkrył
Swe pierwsze prawo
Że stół 
Ma cztery nogi
Wyrastające z podłogi

Ich świat
zamyka się jeszcze
na słoneczną zatrzaskę
i na księżyca agrafkę

dlatego niech śpią
niech śpią




List do zielonej ścieżki

Przyjmij mnie, ścieżko zielona 
W swoje otwarte ramiona 
Zmieścimy się tu ze szczypawką 
Żukiem i gąsienicą włochatą 
Żukiem i gąsienicą włochatą 
Prowadź mnie, ścieżko zielona 
Do krainy dzikiego zioła 
Gdzie młode, śmieszne sarenki 
Jedzą ci trawę prosto z ręki 
Jedzą ci trawę prosto z ręki 
Tak wódź mnie, ścieżko mała 
Bym zawsze cię pamiętała 
I żeby twe zielone oczy 
Śniły mi się po nocy 
Śniły mi się po nocy 
Wyprowadź mnie w pole daleko 
I bądź mi zawsze pociechą 
Czasem zaś pozwól, polna ścieżko 
Wrócić tu, gdy będzie ciężko 
Wrócić tu, gdy będzie ciężko... 
Wrócić tu... 



Makatka - kto rano wstaje

leje jak z cebra
taki sobie deszcz
na porost pietruszki
która leczy pęcherz

krżata się babcia
wśród sprzętów
domowego pożytku
już bez dziadka

mleka pilnuje
żeby nie uciekło
i kolejne ziarenko różańca
przesuwa ku wieczności

lecz oto patrzy w okno
a tu listonosz
rentowny jakiś
śmieje się od progu




Makatka z Tymbarku

Rynek w Tymbarku przykryć można dłonią
Wraz z kościołem i dzwonnicą
Kiedyś byłem tutaj razem z Tobą
Dziś sam dla siebie
Dziś sam dla siebie
Dziś sam dla siebie to odkrywam.
A może tylko mi się zdaje
Bo wiosna idzie sobie parkiem
A z wiosną idą wszystkie drzewa
Między Limanową a Tymbarkiem
I żuk majowy jak ksiądz płynie
Przez swą zieloną parafię
I płynie wiecznie majowa procesja
Między Limanową a Tymbarkiem

A w górze anioł gra zielony
Na swej niebieskiej harfie
Aż drżą wszystkie kościelne dzwony
Między Limanowa a Tymbarkiem

Rynek w Tymbarku można przykryć dłonią
Wraz z kościołem i dzwonnicą
Kiedyś byłem tutaj razem z Tobą.

MARCIN ZEGADŁO

Marcin Zegadło, ur. 1977, poeta. Wiersze publikował w Studium, Pro Arte, Czasie Kultury, Odrze, Tyglu kultury, Piśmie Literackim “Red”, Pograniczach. Wydał dwa tomy wierszy: Monotonne Rewolucje (Stowarzyszenie Literackie im. K.K.Baczyńskiego, Łódź 2003) oraz Nawyki ciał śpiących (Wydawnictwo Zielona Sowa, Biblioteka Studium, Kraków 2006).

 



SPRZĘŻENIE ZWROTNE

pamięci Piotra Poprawskiego

Chłopcy z mojej dzielnicy i chłopcy z innych dzielnic świętują i porzucają
niemodne pancerze. Chodzi wciąż o to samo: życie nie powinno wysypać się
jak przeciążony system (i tym podobne karkołomne światy, branie w nawias,
układ albo rozkład, wybór jak zwykle przez ciebie należy do kapitanów drużyn

zerwanych z łańcuszków, z różańców). Rosną w cenę, wrosną i nie będzie
śladu. Zostanie migoczące światło, zostaną opaleni, którym przyglądają się
zacierając uda, wyjątkowo udane prawie gotowe na wszystko - dziewczęta.
Dlatego mówię: spójrz tak powoli staję się widzialnym horyzont jak strącony

minaret. Mieszkamy w pobliżu kilku atrakcyjnych cmentarzy, pozostawiono
nam czas i wybór. Widzą nas wyraźnie, kiedy budzimy się żeby natychmiast
potwierdzać, oddawać się, przeklinać - gdzie jesteśmy sami: nie teraz, nie tutaj
i nie wtedy. Gdzie nas nie ma. Chłopcy kończą zabawę w przypadkowych

miejscach, z datą tatuowaną na stygnącej dłoni, w zaciśniętej pięści. Zamyka się
w szufladach, rzeczy i odbicia wykrzywionych twarzy, opróżnia szafy jak zimne
kieliszki, żeby nic nie zostało na dnie rozbitej drogi. Pamiętaj: nas nie było.
Pomiędzy smugami twojej i mojej prędkości jest ostrze, które zetnie drzewo.


22.06.2006 r.
Częstochowa




bez kodu

nakładki odpowiedzi zamiast kołatania
echa. szkodliwy rezonans okazuje się
w końcu niezbędny dlatego wystarczy
wymownych czułości w rozstępach

przejaśnień. mozolne odkładanie tłuszczu
na (przesadny) zapas przetrąca zmurszały
porządek więc drąży się inny kamuflaż
kiedy nie można już zliczyć połączeń

liczy się każdy głos malutka. twój
chłopczyk powoli zaczyna rozumieć
wypadanie rzęs wrastanie paznokci
trochę na oślep planowane ostatki

pomyśl życzenie ponieważ są miejsca

w których ten sposób nigdy nie zawodzi.




kołysania. trzecie budzenie

jest częścią wytrawnej całości. już nie
pory roku. nie stężenia materii lecz cykle
bardziej odległe zataczają kręgi na powierzchniach

zdań które teraz zrzuca z siebie jak sieci
pajęczyn w trakcie odświeżających polowań
zastawiania sideł. powolności należy uczyć się od zwierząt.

ciało musi być cierpliwym grobem. w końcu
jednak tak wiele zależy od rytmu zmartwychwstań.
można wybierać spośród mgieł sunących jak szpaler zmyślonych

papieży. tutaj sen otwiera się jak złamane koło. jeżeli

ktoś ocalał ostatni zeppelin zabierze go o zmierzchu


ELŻBIETA ZECHENTER SPŁAWIŃSKA

Elżbieta Zechenter Spławińskia – krakowska poetka, prozaiczka i tłumaczka. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Ukazało się 12 tomików jej wierszy, m.in. Epitafium dla biedronki (1962), Zazdrościmy szarotkom (1968), Powtórka z miłości (1974), Ósma góra (1979). Zbiór jej wierszy Czapka niewidka (1996) uzyskał tytuł Krakowskiej Książki Miesiąca. Jest autorką opowiadań, powieści i sztuki lalkowej dla dzieci. Wydała powieść psychologiczną pt. Szansa (2000). Pisze ballady i teksty piosenek.


Przyczyny

Są ze sobą:
z miłości
z nienawiści
dlatego że są niepewni
dlatego że są zbyt pewni
przez grzeczność
przez dziesięć lat

przez trzy tygodnie
ze strachu
z wygody
z poczucia obowiązku
z braku poczucia obowiązku

Zapominają tylko o sobie
bez przyczyny
 
 
 
Powtórka z miłości

Nie boję się twych zdrad Juanie
ani miłości balkonowej
z sztucznym cyprysem w drugim planie
I zapalczywość co Otella
pchnęła do porywczego czynu
skłania mnie do uśmiechu tylko
Jeżeli spotkam gdzieś Hamleta
zanim zaleci mi chłód celi
zdążę oddalić się przezornie
Więc się nie musisz bać Tristanie
możesz zaufać swej Izoldzie
sama wymyślę i ułożę
miecz
między nami
na tapczanie
 
 
 

Opis jednej litery

K - jak kochać
dwie kreski
przychodzące z daleka
w tej pierwszej
która była przed ich początkiem
złączone
A może
dwie kreski odchodzące
każda
w swoją
stronę

SZCZĘSNY WROŃSKI

Szczęsny Wroński

 

SZCZĘSNY WROŃSKI ur. 1951r. Poeta, prozaik, aktor, reżyser i animator kultury. Szef Teatru Promocji Poezji. Prezes Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Kierownik literacki i organizacyjny oraz wiceprezes Stowarzyszenia Dialog. Członek Stowarzyszenia Teatr Atelier – Kraków. Członek Zrzeszenia Artystycznego “ZA”. Redaktor almanachów i książek.

Debiutował w roku 1977 w “Życiu Literackim”. Publikował w prasie literackiej: m.in. w “Życiu Literackim”, “Studencie”, “Przemianach”, “Ikarze”, “Trwaniu”,“Suplemencie”, miesięczniku “Kraków”, “Nieznanym Świecie”, radiu oraz w antologiach i almanachach.

Publikacje książkowe:
“Nadzieja matka głupich” (wiersze), ZLP 1980; “Praktyki” (powieść), Wyd. Łódzkie 1984; “Przenikanie” (wiersze), Prowincjonalna Oficyna Wydawnicza 1997; “Potwór nie opisany” (proza), STON 2, 1999; “Wolna miłość” (powieść) STON 2, 2000 (I nagroda w ogólnopolskim konkursie im. M. Reja z Nagłowic 1998 r.); “Smak ciemności, smak światła” (wiersze), Wyd. Miniatura 2006; “Poręcze” (wiersze, proza), Wyd. Miniatura 2006.

Prezentacje internetowe:
“Poemat”,2002 – www.pro.art.pl/poezja/poemat;
“Dziennik”, 2003 –www.pro.art.pl/poezja/dziennik;
“Przestrzeń im. Marianny Bocian”, 2004 –www.pro.art.pl/poezja/bocian

PORĘCZE

sam już nie wiem czego się trzymać
na wszelki wypadek nie trzymam się niczego
najłatwiej zawierzyć niczemu bo nic z tego nie wynika
z rozpędu obrazić się może Nietzsche który odszedł w nicość
spotkać ich można na spotkaniach literackich sympozjach
w partyjnych klubach radiokomitetach na internetowych schadzkach
usta im się nie zamykają bo wiedzą czego się trzymać
na wszelki wypadek trzymają się wszystkiego
meduza jest dziś absolutem czczą ją zamkniętą w butelce
już nie ma tam nawet diabła tylko małpi ogon
Nietzsche wygląda z dziury jednak chce coś powiedzieć
trzymam się tego wiersza bo to lepsze niż nic
Gdy wiersz mi się rozpada łapię się jednej zwrotki potem wersu
jakiejś zbitki słownej samego słowa “dziura” pojedynczych jego liter
“i” mnie podnieca bo chciałoby się dalej i ten cudzysłów

klamra spinająca pustkę przestanki których nie ma bo lecę bez przerwy
we śnie i na jawie połykam coś wydalam krzyczę – poemat za przerwę
słychać drwiące drżenie rr które mnie niesie jak trzeba d mnie dobija bym mógł odbić się od dna przeżyć zdumienie u i w A dziobać przestrzeń
to wszystko z jednej dziury gdy wyrzucić cudzysłów
a ileż we mnie słów nawet partykuła ż nie rzęzi bez kolaboracji z r
ciągle potykam się o to r lecz bez niego nie byłoby wiersza
a wyszedłby wiesz przewa óża pawo spawiedliwość bylantowa spinka do kawata dżenie a na mozach pływałaby koweta
pawdziwy damat w teatze
wyzutym z eżysea
kopka

ŚNIŁO MI SIĘ ŻE JESTEM

Mariannie Bocian

śniło mi się ze jestem
mniejszy od najmniejszej
mrówki
z uporem przemierzam ziarna ziemi
moje maleńkie czułki dotykają świata
blisko i z czułością

i nie potrzebuję niczego
cienia ni innego snu
światła rozświetlającego drogę
to wszystko co istnieje jest mną
tak świat po mnie wędruję
jak ja po nim
do źródła snu

POEMAT

chciałbym napisać
niekończący się poemat
dla mojej córki Agnieszki
dla mojej żony Barbary
dla syna mojego Piotra
pierworodnego
dla suki Pusi z przepukliną
dla telefonu Panasonic
dla biurka ze sklejki
dla podłóg z desek sosnowych
dla ojca Bogusława który odszedł
dla matki Nadziei która jest
dla ścian oblepionych książkami
dla książek trapionych przez mole
dla myszy gryzionych przez czas
dla okna przez które wyglądam
dla drzwi co nie stały się bramą
dla ziemi wilgotnej i żyznej
dla słońca choć czasem pali
dla trawy bawiącej na skwerku
dla dzieci rosnących na trawie
dla ludzi walących się z nudów
dla mnichów gryzących się w ciszy
dla świrów sunących w podskokach
dla glisty ryjącej w ziemi
dla zsypu w którym jest wszystko
dla butów które mnie gniotą
dla skrzydeł których zazdroszczę
powietrza którego brakuje
dla wszystkich trucizn świata
nierządnic złodziei morderców
cholery dżumy kiły
dla niepokornej gwiazdy AIDS
dla Śmierci
Nicości
Pełni
Miłości
Nadziei
dla Nienawiści
Noża i Chleba
Krwi i Wódki
POEMAT który upada
poemat który się gryzie
Powstaje Zanika Się Pręży
Niech trafi go szlag
Niech błogosławi go cisza

Amen

(zachęcamy do lektury niniejszego poematu na stronie – większość haseł ma swoje poetyckie rozwinięcia. Taki hipertekst)

ELŻBIETA WOJNAROWSKA

Elżbieta Wojnarowska, Anemony, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2004

Kiedy zakwitną anemony?

Anemony, to zawilce. Kwitną najczęściej wiosną, ale i jesienią. W mej rodzinnej miejscowości, w dawnym przypałacowym parku należącym przed II wojną światową do Lubomirskich, na wiosnę bieliło się od zawilców. Był to ewidentny znak prawdziwej wiosny! Zawsze wyobrażałem sobie wiosnę w sukni utkanej właśnie z białych zawilców… Anemony z charzewskiego parku po dziś dzień przypominają mi o wielu miłych chwilach, które odeszły wraz z dzieciństwem i wczesną młodością…

Czy dlatego tak chętnie sięgnąłem po książkę Elżbiety Wojnarowskiej „Anemony”? Pewnie też, choć z drugiej strony wraz z jej książką przyszło wspomnienie lat studenckich, kiedy miałem okazję słuchać śpiewanych przez nią pieśni m.in. podczas jednego z festiwali piosenki studenckiej. Urok i tajemniczość, jakie wokół siebie wówczas roztaczała, pozostał do dzisiaj. Ale nie jest to postać anonimowa. Elżbieta Wojnarowska jest bowiem poetką, powieściopisarką, autorką sztuk teatralnych i scenariuszy filmowych.
Atmosfera zagadki i niezwykłej tajemniczości towarzyszy też „niedoopowiedzianym” postaciom, wykreowanym na kartach jej powieści.
Zresztą sam tytuł brzmi zagadkowo i jakże tajemniczo, choć przecież kwiat ten jest dość popularny… Podobnie zresztą jest z bohaterami książki, którzy de facto są niby zwykłymi ludźmi, niewiele wybijającymi się ponad przeciętność, jednak wyróżniają się ich artystyczne talenty oraz ekstrawaganckie niekiedy podejście do życia.

Książka Wojnarowskiej jest mroczna. Dramatyczne dzieciństwo i młodość Nataszy, która również i w dojrzałym wieku boryka się z dramatami rodzinnymi i ciężką chorobą, kładą się pełnym ciężarem na powieść. Chęć odbicia się od koszmarnej wręcz rzeczywistości – przepełnionej zdradą, śmiercią i chorobą – i próba powrotu do wyidealizowanej i niespełnionej miłości z odległych już lat, też się nie udaje… Nawet próba pomocy młodocianemu bandziorowi (postać nierealnie wręcz ukształtowana, jawiąca się właściwie jako stwór wyobraźni, bo tak jak mu każe autorka, bandzior nigdy by się nie zachował), który bardzo przypominał Nataszy jej ukochanego syna, spełza na niczym.
Zastanawiamy się, co jeszcze złego może ją spotkać? Co jeszcze może się nie powieść? Czytając „Anemony” czujemy jakby były pisane w pośpiechu. Zakładam, iż jest to celowy zabieg autorki, nie zaś zwykły pośpiech czy niedopatrzenia redakcyjne… Zresztą zauważył to również Józef Baran, który interesująco to spuentował sugerując, iż „powieść napisana z nerwem sprawia wrażenie powstałej jednym tchem i w gorączce niczym książki Dostojewskiego”.
Choć z drugiej strony bohaterka jest bez wątpienia kobietą sukcesu, która potrafiła spełniać się na każdym kroku i na każdej płaszczyźnie. I podporządkowywać się autokratycznemu i właściwie niespełnionemu, i co tu dużo ukrywać, chorobliwie zazdrosnemu, dotykającemu granic schizofrenii, mężowi. Przecież to przez niego nie mogła „skonsumować” sukcesu aktorskiego i piosenkarskiego. Także na skutek jego niszczycielskiej, wręcz barbarzyńskiej ingerencji, przerwała rozwijającą się karierę malarską. Natomiast sukcesy zawodowe komplikuje poważna choroba.

Na głównej bohaterce Nataszy dokonywana jest wielokrotna zbrodnia. W dzieciństwie została brutalnie zgwałcona. W młodości zabito jej miłość, póĽniej unicestwia się pączkujące talenty, zabija jej nadzieję… Natasza jest jednak silna, i jak anemon budzi się na wiosnę pełna wigoru, jeszcze silniejsza, piękniejsza, dojrzalsza i mądrzejsza. I taką znękaną trudami życia bohaterkę, jako jedyną w miarę wyrazistą postać, otrzymujemy na kartach książki. Inne postaci są naszkicowane niby wyraziście, ale bardzo jednostronnie. Wszystkie działają przeciw Nataszy! Niemal spisek! Choć przecież tyle serca, dobroci i miłości zaznała od otaczających ją ludzi. Krzywda, którą ona wyrządzała, pokazywana jest jako – nawet nie zemsta – a zadośćuczynienie sprawiedliwości. Skoro autorka zdecydowała się wprowadzać równoległe opowieści narracyjne wielu postaci, wydaje się, iż również w bardziej obiektywny sposób winna przedstawić główną bohaterkę. Tymczasem odnosi się wrażenie, iż wszystkie postaci opowiadają swe prawdy przez serce Nataszy.

Bardzo dobrze osadziła Elżbieta Wojnarowska powieść we współczesności. W tle historycznym pojawia się rok 1968 oraz 1970, zarówno w Gdańsku jak i w Warszawie. A w tym kontekście ukazana jest sylwetka Adama, nieugiętego studenta w Gdańsku A.D. 1968, ale już idącego na kompromisy podczas wydarzeń w 1970 roku w Warszawie. Wprawdzie jego moralne wybory pokazane są w sposób dość płytki, jednak jego postać dobrze obrazuje tamte czasy.

Ktoś napisał, iż książka nosi znamiona obrazu filmowego. Rzeczywiście jest w tym wiele prawdy, gdyż czytelnik czuje się jak w kinie. Przymykając oczy widzi wyraziście obraz, jaki autorka chce mu przekazać.
Niektórzy rokują, iż książka może stać się prawdziwym bestsellerem. Przy tak doskonale prowadzonej przez wydawnictwo kampanii reklamowej jest to możliwe. Ale pamiętajmy, że w literaturze liczy się nie liczba sprzedanych egzemplarzy, o czym dość często zapominają specjaliści od marketingu traktujący kulturę jako „produkt” podobny choćby zmywarce do naczyń. Zostawmy to na boku! Znany krakowski pisarz i tłumacz, Ireneusz Kania, powiedział , iż w mieście poetów – Krakowie, oczywiście – pojawiła się utalentowana pisarka. I jej książce warto poświęcić czas, choćby po to, by raz jeszcze przekonać się, iż nie warto wracać do przeszłości a wspomnienia o miłości pielęgnować głęboko w sercu uśmiechając się do nich ciepło i pobłażliwie. I teraz, myśląc o wiośnie i tonącym w anemonach parku, wracam myślami do smutnej powieści uroczej Elżbiety Wojnarowskiej.

Janusz M. Paluch

MAGDALENA WĘGRZYNOWICZ-PLICHTA

Magdalena Węgrzynowicz-Plichta urodziła się w Warszawie. Na Mazowszu, niedaleko Żelazowej Woli ukończyła Podstawową Szkołę Muzyczną w klasie fortepianu i Liceum Ogólnokształcące im. Fryderyka Chopina. Tytuł magistra socjologii uzyskała na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.

W latach osiemdziesiątych pracowała w szkole podstawowej na etacie nauczyciela języka polskiego i nauczania początkowego. Nie była typowym nauczycielem, gdyż języka polskiego w klasie pierwszej uczyła na przykładzie tekstów swobodnych, a nie tzw. elementarza lub pierwszej czytanki. Od pierwszych lekcji uczyła uczniów samodzielnego wyrażania myśli, więc w trzeciej klasie potrafili pisać wiersze i krótkie opowiadania. Dla nich i uczniów klas starszych, w czasie gdy kserokopiarka była nowością, prowadziła warsztaty literackie i pomagała im w redagowaniu szkolnej gazetki ,,OBSERWATOR”.

W latach dziewięćdziesiątych w Wojewódzkim Urzędzie Pracy prowadziła międzynarodowe seminaria, konferencje prasowe oraz redagowała foldery i biuletyny informacyjne dotyczące przeciwdziałania bezrobociu.

W 1999 r. objęła stanowisko Redaktora Naczelnego Wydawnictw Medycznych w kra-kowskim Wydawnictwie IDEA. Od 2004 r. prowadzi razem z córką, która jest grafikiem komputerowym, własne wydawnictwo. Członek Związku Literatów Polskich. Wydała dwa tomiki wierszy: „Doznania” w 1998 r. i „Anemony” w 2003 r. W przygotowaniu do druku tom trzeci pt.: ,,Łaptaki”.

Współautorka licznych publikacji zbiorowych, tj. cyklicznych anto-logii: ,,Pożegnanie Lata Poetów”, ,,Każdy rodzi się poetą” oraz ukazujących się pod różnymi tytułami z ,,Formacji Szesnaście” z siedzibą w Dworku Białoprądnickim.

 

Kwartał z poetyckim motywem

Styczeń

Pusty skrawek papieru.
Dopóki nie napiszę parking,
nie zapełni się samochodami.
Dopóki nie napiszę deszcz,
nie zobaczysz kałuży.
Dopóki nie postawię kropki,
nie będziesz wiedział,
że to już koniec.
Nie postawię jej.
Błysk reflektorów i pisk opon!
Zakończenie wymyśl sobie sam.

Luty

Pusty skrawek papieru.
Dopóki nie otulę go miłością słów,
pozostanie bezużyteczną makulaturą.
W zastępstwie rozkoszy,
w przypływie dobroci,
mogę zawsze zawinąć w niego rybi łeb
dla kotów mieszkających w piwnicy.
Marzec

Pusty skrawek papieru bezczelnie
wpatruje się w moje oblicze.

Czeka, aż wyjmę pióro,
bezwstydny kusiciel.

z tomu “KALKOMANIE”


ZAGARNIACZ

Byłam twoim
niewinnym
młodzieńczym
marzeniem.

Kiedyś pożądliwie
całe bogactwo świata
zagarniał dla siebie
jak kosiarz,

uciekłam uczuciu
wąską szparą między
jednym a drugim
zębem grabi.

Czy odnajdziesz
mnie kiedyś
w zapachu
skoszonej trawy?





TRESERKA

O świcie oswajam śmierć uśmiechem
w ciągu dnia tresuję ją dzikością istnienia
wieczorem oszukuję kolejny dzień
wilgotnym oddechem jaźni
przed zaśnięciem przeglądam się
w rysach luster wczorajszego dnia

w świetle drgających świec łowię
najcichszy szelest przeznaczenia
wciągam powietrze i jak zwierz
z wiatrem przeczuwam nadchodzące jutro
noc nie przynosi ukojenia
po północy kończy się słodki sen o miłości

powraca koszmar spopielanych ciał
rano oswajam śmierć od nowa


UŚMIECH JAK PROMIEх
Moim dzieciom


I co mnie tak
popycha i popycha
niecierpliwie
do życia bez nagród,
gdy nie brak kar
i rozczarowań?

Promień słońca
rzucony z dziury
w chmurach niedbale,
niczym posłaniec?

Nagłe przeczucie Innego
i olśnienie, że życie
to niespłacony kredyt
Jego niewyobrażalnej łaski.

Coraz rzadziej
widuję tych, których
tak naprawdę kocham.
Długie niewidzenie
wynagradza potem
sam uśmiech serdeczny.

Uśmiech jak promień…






KALKOMANIA

Wybornie pamiętam
to niecodzienne spotkanie.
W towarzystwie mamy
przyjechały z Warszawy.
Dwie - do pary.

Wyjątkowo filigranowe.
Zgrabne, choć zaokrąglone.
Śnieżnobiałe bliźniaczki.
Przywitałam je uśmiechem.
Nic, tylko muskać je wargami.

Były takie orientalne,
miłe w dotyku i takie lekkie -
z cieniutkim uszkiem…
Zdobił je na zewnętrznej krawędzi
pasek ze złota - jak obrączka…

Od tej pory roznosił się po domu
aromat parzonej kawy po turecku,
a ciepło porcelanowych filiżanek
sprawiało, że na spodeczkach
rozkwitały róże…

Identyczne - dzięki
wyrafinowanej
kalkomanii.






EROTYCZNOŚĆ

Dzień pogodny.
Słońce w zenicie,
w dali miasteczko.
Brzegiem idzie dziewczyna.
Słucha i mówi, mówi i słucha,
choć nikogo żywego dokoła,
tylko woda szemrze w strumyku.

Klaszcze w dłonie
i głośno się śmieje,
jak echo słowa powtarza.
Zamyśli się, zmarszczy czoło,
pochyli, by zerwać trawkę,
którą ustami przygryzie,
słucha cierpliwie.

Kogo tak uważnie słucha?
Coś jej szepce i coś woła?
Wszak wyraźnie odpowiada.
Nieobecna, rozmarzona…
Cóż to błyszczy za jej uchem?
Co tak mieni się na szyi?
Dla kogo strój urodziwy?

Zapatrzona w duszę stokrotki -
w roztargnieniu w kółko drepcze.
Z niewidzialnym połączona -
świat w emocjach kolorowy.
Nagle jak przebudzona przystaje,
pod boki pięści zaciska, prawą nogą
w złości tupie i na cały głos narzeka:

Jeśli nie chcesz, nie wracaj, Janie,
zostań sobie za oceanem,
więcej nie będę płakać po tobie,
za młodam, by lec w cnoty grobie.
Chcę mieć u swego boku mężusia!
Ludzie już mówią - głupia Karusia!
Zwodzisz mnie dla zabawy?

Na nic esemesy, e-maile i zestawy
do komórek głośnomówiące:
sama wciąż jestem na łące.

I tak się do nocy
z kochankiem droczy,
przez komórkowy telefon
nad strugą przy zamku ruinach,
ale nikogo to nie dziwi,
że jakby gada sama do siebie
- wszak nowoczesna to dziewczyna.







ANONIMOWOŚĆ

Z utęsknieniem wyrwała się od:
szczęść Boże, a witam sąsiedzie,
dzień dobry pani Zofio,
co tam u Marysi?

Cześć, witaj, hello, jak się masz
pozostawiła za drzwiami mikrobusu.
W drodze do Galerii Krakowskiej
zdążyła poprawić makijaż.

Gdy wchodziła głównym wejściem,
poczuła się pewnie jak stały salonowy
bywalec, dyskretne spojrzenie -
bezkolizyjnie wtopiła się w tłum.

Jak rozkosznie - nieprzebrana rzeka
Towarów, aż do znudzenia można:
wybrzydzać, oglądać, dopasowywać!
I to niekrępujące poczucie wolności…

Zachłannie celebrując anonimowość
nie dostrzegała ukrytych kamer,
nie pamiętała o aktywnej komórce
ani o danych na karcie kredytowej.

Raz w tygodniu demony z wielkich
koncernów i agencji reklamowych
penetrują najgłębsze zakamarki duszy -
o niebo lepiej niż sam spowiednik.

AŚOK WADŹPEJI

AŚOK WADŹPEJI – ur. 1941; indyjski poeta, eseista, krytyk; tworzy w języku hindi. Ukończył anglistykę w Uniwersytecie Delhijskim. Mieszka w Delhi. Autor 36 książek, wśród nich 12 zbiorów wierszy. Debiutował w 1966 roku tomem poezji Miasto nadal szansą. W 1994 roku otrzymał prestiżową nagrodę Indyjskiej Akademii Literatury za zbiór poezji Nigdzie, właśnie tam. W 1996 roku wydał dwutomowe wiersze zebrane Źdźbło do źdźbła. Ostatni tomik, opublikowany w 2004r., nosi tytuł Inne imię nadziei. Indyjscy krytycy zakwalifikowali Aśoka Wadźpeji do elitarnego kręgu najwybitniejszych twórców literatury współczesnej. Głównymi wątkami tematycznymi jego liryki są: miłość, samotność, przyroda, kosmos, śmierć, słowo. Jego wiersze tłumaczono na wiele języków, m.in.: angielski, francuski, niemiecki, rosyjski, hiszpański, węgierski, norweski, arabski. W 2000 roku, nakładem Oficyny Literackiej, ukazał się wybór poezji A. Wadźpeji w polskim przekładzie, pt. Metafory, w 2008 roku Księgarnia Akademicka opublikowała tomik wierszy Gramatyka wyobraźni. Aśok Wadźpeji jest również tłumaczem polskiej poezji współczesnej na język hindi. Za pracę na rzecz popularyzowania kultury polskiej w Indiach otrzymał w 2004 roku Krzyż Oficerski Orderu


Z cyklu: Naga

Ona jest słowem
Skończonym we własnej składni -
Ani modlitwy
Ani wiersza
Ani niecierpliwego wołania

Ona jest słowem
Białym
Które się rumieni
Ciemnieje
Waha

Ona jest słowem
Nagim
Bez cienia
W składni milczenia
Drżącym

tłumaczenie: Renata Czekalska


ANDRZEJ KRZYSZTOF TORBUS

ANDRZEJ KRZYSZTOF TORBUS- poeta, prozaik, krytyk literacki.
Studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Współzałożyciel legendarnej Grupy Poetyckiej „Tylicz”.
Oprócz wierszy pisze książki dla dzieci, prozę, teksty piosenek (m.in. wielokrotny laureat Ogólnopolskiej Studenckiej Giełdy Piosenki Turystycznej oraz Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu).
Autor kilkunastu książek, w tym sześciu tomików wierszy.

Andrzej Grabowski, również poeta, napisał o nim:
„O mało nie został trubadurem.
Mistrz ballady, duma poezji i brat łata wszystkich poetów.
Sztukmistrz metafory i żongler przenośni .
Malowane słowem pejzaże zjednują mu od lat coraz większe grono oddanych sympatyków.
Odnalazł najszybciej z przyjaciół Jerzego Harasymowicza ścieżki połonin i pierwiosnki słów.
Ta poezja nie wymaga najmniejszego komentarza.
Powinna być przepisywana na receptę”

Publikacje książkowe
Lato pogańskie. {Wiersze}. W – wa, 1978 MAW
Podróż Pana Smoka. {Dla dzieci}.Kraków, 1982 (I wyd.),1985 (II wyd.),KAW
Przedszkolaka elementarz dziejów.{Dla dzieci} cz.I -1985, cz.II – 1986, cz.III – 1987. Kraków, KAW
Olimpiada w ZOO.{Dla dzieci}. Rzeszów, 1988 KAW
Powrót Pana Smoka. {Dla dzieci}. Kraków, 1988 KAW
Ballady marnotrawnego.{Wiersze}.Warszawa, 1990 Stow. KKP ”Okolice”
Błędomierz. Poemat o prowincji.{Wiersze}. Kraków, 1995 WAM
Krakowskie gołębie.{Dla dzieci}.Kraków, 1995 Kanwa
Nocne rozmowy.{Wiersze}. Kraków, 1996 KKA-L
Nostalgie.{Wiersze}.Kraków, 1998 KKA-L
Miłośniki. Miłosne liryki. {Wiersze}. Częstochowa 2001, Wydawnictwo „Dom Książki”
Tomek Wskazówka. {Dla dzieci}. Częstochowa 2001, Wydawnictwo „Dom Książki”
O toruńskich piernikach i teorii Kopernika. {Dla dzieci} Częstochowa 2001, Wydawnictwo „Dom Książki”

 

 

O sobie samym

jestem takim sobie poetą
czasem
uszczknę owoc słowa
z nadłamanej gałęzi
czasem
zanurzę ręce w chłopski rodowód
aby wybrać z niego
co zacniejsze ziarna

innym razem
moszczę w sianie
legowisko
dla mojego jeszcze nie narodzonego
jeszcze nie kochanego
wiersza

tyle mam z tego
co kot napłakał
odrobinę
na własny użytek
niespodziewanej radości

 

* * *

Listopad listy znosi listonosz spóźniony
końcówkę renty zgarnia wprawnym ruchem
dłoni
nie ma już miejsca na lato
rozeszły się nasze drogi

teraz tylko nudą wiejące wieczory
ograny spektakl czułości przed telewizorem
pani jest Ewo widmem zbyt dżdżystej pogody
potrafisz zręcznie zranić choć to nic nie boli

nie znaczy to wcale wierz mi nic nie znaczy
i ciepło jest wymysłem niemądrym i chorym
najlepiej mu nie ulec w zamkniętej sypialni
egzekucje najpewniej udają się w kuchni

więc nie obiecuj nigdy do piątku do środy
skok z trzeciego piętra może być nietrwały
listopad listy znosi które trzeba palić
zanim same spopielą co się jeszcze zdarzy
 

Pierwszy śnieg

pierwszy śnieg opadł na chodniki ulic
zmienił się w krople deszczowego błota
na drzewach tylko pozostawił dłużej
odgłos, co drzemał w niespokojnych krokach

tak lekko opadł, tak się dziwnie zmieszał
z gwarem śródmieścia i z zaułków ciszą
jakby na leśnych umiał spotkać tropach
jakąś na korze sierść zgubioną lisią

mrok kryje dachy i lampy kołysze
ludzie zmęczeni do swych spieszą domów
a w lesie pewnie da się znowu słyszeć
jak wiatr przecieka w ciężkie listki szronu
 

Najkrótsza litania

madonno od zlewozmywaka
madonno od kolejek w sklepach
madonno od wywiadówek

Tobie wiersz

 

Uwertura do koncertu na dwa komary i bożą krówkę, który nie został napisany z powodu wyczerpania się inwencji autora
(pastisz)

I.

Zmęczone lato głowę w cieniu chowa
i coraz więcej żalu wygrywa na skrzypcach księżyc
Nad leśniczówką noc sierpniowa
jak kot łasi się i pręży

W taką noc to przychodzą na myśl
różne rzeczy – i głupie i zbyteczne
Jak dobrze, że czuwa niebo z gwiazdami
(ktoś przecież to musi robić ostatecznie).

Już miał być wielki koncert – trzy części i coda
dyrygent znał na pamięć całą partyturę
a tu nagle telegram przyszedł od autora
„Proszę nie grać wszystkiego – tylko uwerturę”

Dlaczego – próżno pytał – telefon był głuchy
choć odpowiedź brzmiałaby może tak mniej więcej
„Nie będzie dalszych części, gdyż jak chodzą słuchy
autorowi zabrakło po prostu inwencji.”

II.

Zmęczone słońce lata w szuwarze się chowa
i coraz bardziej chłodem przesiąka igliwie
Nachodziły się buty ścieżkami wśród sitowia
jesień z ostępów głowę wychyla lękliwie

Szkoda tylko że chwile jak ćmy nieroztropne
znalazły przystań w naftowej aureoli lampy
Bzyk – i już. Pies zaskowyczał za oknem
jakby bał się obłudy, przyszłości i sztampy.

Tak, to zegar popełnił swój kolejny nietakt
i pokój znów samotny niczym pusta scena
Jedynie pośród roślin srebrny wiatr na fletach
wygrywa wciąż sonatę mistrza Beethovena.

 

* * *

Umarli mają ten zły nawyk
że napraszają nam się w sny
jak dzieci świata są ciekawi
nie dają zbyć się byle czym

więc gdy przychodzą to przy stole
kieliszek krąży z rąk do rąk
i chociaż grają nieme role
dobrze jest znany dalszy ciąg

 

* * *

i tyle po nas
ile kot napłacze
ile piołunu
w porannych rozmowach
na czystym niebie
smuga odrzutowca
na brudnej ścianie
ślad po fotografii

i tyle po nas
ile wisi w szafie
znoszonych ubrań
butów zdartych do cna
ile w wigilię
uronionych kropel
przez mróz na szybie
odśpiewanych kolęd

i tyle po nas
ile wiatr spamięta
nic więcej
nic dłużej
nic ponadto co jest

 

Litania

królowo kurzu rdzy i śniedzi
matko powietrza iłu gnoju
milcząca wieżo niepokoju
w kryjówce robotnika kreta
wciąż na twe łaski ufny liczę
przyjmij kulawe me litanie
i moje dary suchotnicze

królowo pastwisk łąk i gajów
chłodząca czoła w czas upału
świecąca nocą w Ostrej Bramie
podaj nam grzesznym swoje ramię
wesprzyj dobrocią winy przebacz
nie żałuj głodnym nigdy chleba
wyprostuj ścieżki
ludziom prostym
zbuduj do celu trwałe mosty

dobra królowo matko nasza
zniecierpliwionym pocieszenie
ułomnym wierszem się napraszam
ja wilczy pomiot suczę szczenię
pył okruch kropla mrówka żuk
niegodny twych całować nóg
pozwól bym myślał to co zechcę
i był do śmierci jakim jestem

 

tren na odchodnym

jeżeli tylko czas pozwoli
to wam opowiem co mnie boli

wszystkie sekrety me wyjawię
zanim nie usnę w zżółkłej trawie

nakarmię was, o tak, napoję
bo wasze będzie to, co moje

z wami się dzielić muszę szczerze
niech każdy ile chce zabierze

tylko na Boga, w złej godzinie
zostawcie w ciszy moje imię

 

Romantyczność albo wiersz bez tytułu
Siedzisz w pokoju
coś się tłucze
po wszystkich kątach
czegoś szuka
i niespokojnie drży firanka
lecz po kolacji nim posprzątasz
wyjrzyj przez okno
okien tyle
a każde gwiazdą zanim zgaśnie
ktoś z gramofonu zabrał płytę
i przerwał romans – – –

a delikatne to pukanie
to skrada się po schodach właśnie
kto – nie odgadniesz
lecz w mieszkanie
zaproś nie zwlekaj
podkręć lampę
może to będzie sam Poeta
przyjaciel z półki biblioteki
samotny blady romantyczny

ten spieszny oddech…
pewnie chory
zaparz herbatę z lipy mięty
i przykryj nogi pledem szczelnie
niech mówi wiersze
dziś zapewne
nikomu na nic niepotrzebne

szeleszczą liście stronic
rosną
strof sterty pną się
winoroślą
knot w lampie skwierczy

to już północ
więc prosisz
zostań
choć godzinę
a On już poszedł

już go nie ma
tylko firanka drży jak drżała
ale to przecież wiatr ją targa
i czujesz lato
co umiera
jak przeczytana już gazeta
i nawet nie wiesz
że to jesień
łzę zakręciła w oku z nagła
Nie przychodź
nie przychodź kiedy deszcz
i rzeki wezbrane
ani kiedy powietrze
kłębi obłoki nad ranem

nie przychodź południem skwarnym
i nocą nie przychodź
nie zapalaj srebrnych latarni
kiedy jest cicho

nie przychodź późną jesienią
ani zimą
i żołędzi owiniętych w liście
nie przynoś

 

Romans Wertyńskiego

Tak niewiele po tobie zostało
kosmyk włosów, ot nic wielkiego
i co wieczór grany za ścianą
stary romans Wertyńskiego

Jeszcze schody co wiodą na parter
suknia która z wieszaka chce sfrunąć
i to okno na oścież otwarte
z przywiędniętą już nieco petunią

Dziś znajomi wpadli na chwilę
małą kawę wypili i poszli
zapachniało po nich jesienią
jak po naszej dawnej miłości

Nie pytali mnie wcale gdzie jesteś
twego krzesła nikt jeszcze nie zajął
choć w pokoju innym powietrzem
perfumami innymi powiało

Tylko romans ten romans za ścianą
ciągle po czymś czy po kimś tak płacze?
Pan Wertyński między książkami
chciałby życie rozpocząć inaczej

TOMASZ TESZNAR

BIOGRAM

Urodziłem się w Krakowie, 20 I 1975.

Bardzo ważne dla mnie były cztery lata spędzone w autorskiej klasie humanistyczno językowej w XIV L.O.

Potem dylemat – polonistyka? anglistyka?
Wybrałem to drugie, obroniłem się w 2001, praca z przekładu poetyckiego. Rozpocząłem doktoranckie, ale nie otwarłem przewodu. Może kiedyś do tego wrócę.

Rymki i krótkie prozy piszę od jakichś 13 lat. Satyrę, felieton – niemalże odkąd pamiętam, tzn. jakaś IV klasa podstawówki.

Zainteresowania, literackie inspiracje, fascynacje: przekład literacki, angielscy metafizycy, trochę Szekspir, poezja polska, ta która mi smakuje; teatr – z obu stron sceny, choć chyba nawet bardziej granie.

Od czterech lat zajmuję się przekładem literackim. Pracowałem dla wydawnictw Zysk i S-ka, i Zielona Sowa.Tłumaczyłem Churchilla, Londona (‘Martin Eden’), Twaina (‘Pamiętniki Adama i Ewy’), L. M. Montgomery (‘Błękitny Zamek’;)), Conrada (‘Szaleństwo Almayera’), J. Austen (‘Emma’). Obecnie pracuję nad kolejną książką (Sue Townsend, ‘Adrian Mole i broń masowego rażenia’) dla wydawnictwa W.A.B. z Warszawy.

 

TRAKTAT O BARWACH POCHODNYCH

Obudziłem się i Wawel był żółty. Z jedną tylko pomarańczową plamą, która wyglądała jakby zrobiono ją pędzlem tak olbrzymim, że dwaj najwięksi malarze podwawelskiego gródka nie byliby w stanie go dżwignąć. Pomiędzy bladozielonymi bulwarami płynęła leniwie Wisła, w kolorze kasztanów, lub Twoich włosów, Hanko.
Przetarłem okulary. Zdjąłem je. Otwarłem okno – szkło wszak kłamie – i nic.
Rzut oka w głąb pokoju upewnił mnie, że ta metamorfoza go ominęła. Wszytsko było tak, jak zostawiłem wieczorem, to jest bałagan też. Nie skarcisz mnie zań, pomyślałem, bo na szczęście Cię nie ma, niestety – pomyślałem.
Chwyciłem za telefon, czarny, no, może ciut granatowy, ale to nic pewnego.
W Związku Plastyków nic nie wiedzieli o wydarzeniach minionej nocy. Wskutek kolejnego wernisażu nie dało się zresztą porozmawiać z nikim kompetentnym.
– W powietrzu znajduje się obecnie tylko jedna awionetka, tak mała, że nawet tubka farby nie zmieści się obok pilota -poinformowano mnie na lotnisku.
Myśl dzwonienia pod numery zaczynające się na 9 porzuciłem – duma niedocenionego artysty nie pozwoliła mi za darmo wykonywać rozmów telefonicznych. Zresztą takie np. pogotowie gazowe trudno byłoby mi zainteresować mym porannym odkryciem.
Jeszcze raz przeciągnąłem okiem po bulwarach, zatłoczonych ludżmi, którzy zdawali się nie dostrzegać niczego niezwykłego, jak zwykli nie dostrzegać niczego zwykłego przez tak wiele już wszak minionych dni, po czym ruszyłem ku drzwiom pracowni.
Sara była tam, gdzie zwykle. Może tylko jej pozbawiona ciężaru dłoń zsunęła się ku kolanu, jakby chcąc ukryć niestarannie rozegraną kwestię światłocienia. Czerni włosów, której tak jej zazdrościłaś, nie poruszał, jak niegdyś, krążący w pracowni wiatr, ni nie przetapiało na brąz wstające słońce, które może wszak odpowiadać za ową plamę na baszcie – pomyślałem.

Pamiętam, podobały Ci się tylko ramy. Kupiliśmy je razem tego popołudnia, kiedy Witold poprosił Sarę, by mu pozowała. A kiedy nic z tego nie wyszło, zainicjowałaś przy herbacie dyskusję o Kancie, żeby ją upokorzyć, wydobyć jej płaskość, podczas gdy ja chciałem na płótnie stworzyć iluzję przestrzeni, bryły, godną jej krańcowo estetycznego ciała.
Lubiłaś patrzeć, jak mieszam kolory na palecie. Mówiłaś, że przywodzą Ci na myśl kraje na mapie w atlasie i żartowałaś z ich zanikających granic.
Ona czekała, aż wyschnie farba, wpatrując się w moje wielkie lustro, specjalnie ustawione naprzeciw. Potem, naga, podchodziła do sztalugi, a w jej bezdennych oczach czaił się nieodłączny wyrzut. Spuszczałem wzrok i odkładałem pędzel.
I pamiętam ciągle ten letni wieczór, kiedy, urażona czymś, zostawiłaś nas przy szampanie i świecach, a nazajutrz rozmawiałaś z Witoldem. Opowiedział Ci wtedy o Sarze (czemuż nie przyszedł z tym do mnie?), i kiedy ostatni raz brałaś do ręki mój kuchenny nóż z nadłamaną rączką, musiałem zasłonić sobą nie dokończony jeszcze obraz; a gdy już leżał na ziemi obok jej ciała, ja wciąż wpatrywałem się w plamy na mojej letniej koszuli.
Pamiętam też, że żółty z niebieskim daje zielony, a z czerwonym – pomarańczowy; czerwień zaś i niebieski łączą się w fiolet. Ale wciąż jeszcze bywa tak, że nie wiem, jak przy pomocy tych kolorów oddać to, co dzieje się z Wawelem.

PIOTR ŚLIWIŃSKI

Piotr Śliwiński (ur. w 1973 r. w Krakowie). Absolwent Filologii Polskiej UJ. Od urodzenia związany z krakowskim Zwierzyńcem. Od 2002 r. współredaguje “Tygodnik Salwatorski”, gdzie publikuje artykuły z historii parafii, Kościoła oraz Krakowa. Debiutował poetycko w 1997 r. na łamach “Eurostudenta” oraz podczas spotkań autorskich z cyklu Wywołajmy Nową Falę. Wydany w 2007 r. przez Wydawnictwo Czarne Dziki Kąt jest jego debiutem prozatorskim.

***

W stronę grodu zdąża luźna grupka wędrownych rzemieślników. Jadą konno, może nakrytym płócienną budą, dwukołowym wozem. Nie widać zbyt dobrze w pyle drogi i unoszących się znad łąk mgłach. W kaletach i okutych blachą skrzynkach wiozą swe narzędzia. Któryś dźwiga żeliwny kocioł do zaprawy, inny – tygiel z trójnogiem. Skąd przybywają i dokąd podążą? Nikt nie wie. Dobrali się tylko po to, by tworzyć. Nie pozo-staną długo na łaskawym chlebie tutejszego władcy. Pójdą dalej. Taki cel ich bractwa. Mieszkańcy ciekawie lustrują egzotycznych przybyszów. Wita ich książę i prowadzi osobiście, w asyście świty, na miejsce pracy. Dzień ów będzie odtąd świętem. Rozpoczyna się nabożeństwo. Przodem zdąża kapelan dworu (biskup Gedko? a może sam mistrz Wincenty?) w otoczeniu młodszego księcia Konrada – przyszłego pana na Mazowszu i starego, ociemniałego piastuna. Czy rzeczywiście? A jeśli nie? Jeśli to duchy przedwcześnie zmarłego Ka-zimierza Kazimierzowica i poległego w krucjacie przeciw niewiernym Prusom książęcego brata? Czyżby sam Henryk? Za nimi książę Kazimierz z małżonką Heleną znojemską i synem Bolesła-wem, który rychło zakończy żywot przygnieciony pniem drzewa gdzieś wśród przepastnych borów. Może tym synem jest Leszek Biały, w przyszłości pan na stolicy krakowskiej? Rękodzielnicy popa-trują spod brwi na każdy ruch orantów. Czyżby i dusze odeszłych widzieli? A może książę Kazi-mierz nakazał przywołać w litaniach duchy rodu, by móc uwiecznić ich później ad perpetuam rei memoriam w kruchym plastrze zaprawy? Za chwilę ku płaskiej tafli mensy popłynie:

Bogurodzica, dziewica, Bogiem sławiena Maryja!
Twego syna, Gospodzina, matko zwolena Maryja!
Zyszczy nam, spuści nam.
Kiryjelejzon.

Albo:
Otcze nasz, jenżeś na niebiesiech, oświęć się twe imię, przydzi twe krolestwo, bądź twa wola ja-ko na niebie tako na ziemi, daj nam dzisia chleb nasz wszedni…

Jutro całe bractwo zabierze się do roboty. Każdy detal trzeba zachować w pamięci, nie uronić żadnego gestu, by potem oddać władczy ton postaci. Po mszy z pewnością zostaną ugoszczeni i udadzą się na spoczynek. Wszak o świcie czeka ich wielkie zadanie. Jeszcze raz przed snem przeglądają narzędzia, gdzieś przy wąskim oknie główni wykonawcy ostrzą żelazne albo brązowe rylce, by pewną linią znaczyły historię. Nie mogą zawieść chlebodawcy. Musi być tak, jak zawsze. Toć to nie pierwszyzna. Znają ich już w Europie, gdzie niejedno dzieło wieńczyli sukcesem. Teraz pora na ziemie północne. Pewnie ruszą w dalszą drogę w dół Wisły. Któryś z książąt też nie omieszka skorzystać z ich umiejętności. Ambitny jest piastow-ski ród, wiele potrafi zdziałać na swą korzyść, by jak najlepiej być wspominanym przez potomnych. I oto nastał ranek. Rzemieślnicy zgodnie z umową udają się na miejsce. Podwładni księcia zdą-żyli już zdjąć część starej posadzki w krypcie. Inni palą, mielą i sieją glinę według wskazówek mi-strza odpowiedzialnego za zaprawę. W tyglu wrze ogień, rozpalono pod kotłem. Któryś z artystów miesza w odpowiednich proporcjach składniki: wodę, gips i przesiany gliniany miał. Inni stawiają zawczasu drewniane rusztowanie dla głównego wykonawcy-rytownika. Może jest ich dwóch, może trzech? Tego nie sposób odgadnąć w kopcącym świetle łojówek i smolnych łuczyw. Jeszcze inny przygotowuje węglowy barwnik do nasycenia rytu. On to zakończy, wykona ostatni, kosmetyczny zabieg. Dostępu do świątyni na czas pracy strzeże osobista straż księcia. Woje w szłomach, zbrojni w włócznie i szczyty, separują pracujących od zebranej tłumnie gawiedzi, która porzuciwszy na mo-ment swe powszednie zajęcia, z ciekawością deliberuje o niecodziennym zdarzeniu. “Co też tam będzie? – niejeden zapytuje. – Co takowego majstrzy szykują w podcerkiewnym sklepie?” Na te i inne pytania sami znajdą odpowiedź, gdy akt finalny zwieńczy dzieło. Na razie wszystko istnieje jedynie w sferze domysłów. Tymczasem gotowa masa plastyczna została wolno wlana, równo rozprowadzona, wygładzona i tym samym przygotowana na uroczysty moment rytowania. Główni wykonawcy wchodzą na rusz-towania, wyjmują z kalet ostrzone onegdaj rylce i zaczynają swą pracę. Muszą się spieszyć. Gdy gips zwiąże, cały wysiłek na nic. W sztywnej a kruchej materii trudno będzie cokolwiek zwiewnego stworzyć. I tu dylemat. Było jakoweś rusztowanie, czy nie? Jeśli nie, to w jaki sposób można dokonać twórczego aktu? W miękkiej masie pozostałyby z pewnością ślady dłoni i stóp, a z kolei sięgać znad krawędzi byłoby niedorzecznością. Rusztowanie musiało więc stanąć. Jakie? Ano takie, na którym każdy ruch nie byłby karkołomną, godną igrców, sztuką. Może artyści wisieli w wiklino-wych koszach, może przemieszczano ich umiejętnie na szkielecie prymitywnej suwnicy z desek? Nigdy się nie dowiemy. W każdym razie… Gipsowa tabula rasa poczęła falować zmyślnym rysunkiem, odzwierciedleniem wczorajszego sacrum i książęcych życzeń. Towarzysze rzeźbiarzy spoglądają teraz w ciszy i skupieniu na perfek-cyjne ruchy rylców w giętkich dłoniach. Wyrasta więc bordiura w fantazyjne motywy palmet i półpalmet roślinnych. Gdzieś z boku zo-omorficzny kształt – lew, kobieta-centaur z dziwacznym zwieńczeniem głowy, nieznany bliżej stwór i gryf. Tuż u stóp ołtarza artysta kreśli z uwagą Arborem vitae – Chrystusowy znak zbawie-nia, choć równie dobrze mógłby w tym miejscu wykwitnąć krzyż. Drzewu asystują dwa lwy-demony, oślepione i pokonane przez znak zbawczej męki. W górnej kwaterze, poniżej lwów, pojawiają się kanonik i duchy: młodego księżyca i księcia-krzyżowca. W dolnej – książę, księżna i następca głowy rodu. Wszystko tak, jak podczas wczoraj-szego nabożeństwa i wedle poruczeń monarchy. Tylko śpiewu i adoracji nie słychać. Oracja w zu-pełnej ciszy. Cisza – głosów zbieraniem. Cóż cisza odpowie? Deum de Deo? Lumen de lumine? Deum verum de Deo vero? A może:

A na świecie zbożny pobyt,
Po żywocie rajski przebyt.
Kiryjelejzon?

Między zwieńczeniem a górną kwaterą delikatne muśnięcia rylca pozostawiają zwiewny kształt kapitały: HI CONCVLCARI QVAERUNT VT IN ASTRA LEVARI POSSINT ET PARITER VE… Tu rękopis się urywa. Błogosławione podeptanie. Ostatni z wykonawców wspiął się na rusztowanie z kociołkiem w ręku. W każdy pojedynczy rys zapuszcza starannie czarny barwnik. Gdy skończy, doszlifuje nierówności, usuwając jednocześnie nadmiar farby i gipsowego pyłu. Będzie można posłać po księcia by ocenił dzieło i nagrodził mi-strzów. Rozbierają rusztowanie, pakują narzędzia i wkrótce stoją szacując swą pracę i komentując deta-le. W blasku kaganków i łuczyw gorzeją ich spocone południowe twarze. Skąd przyszli? Z jakiej krainy przywiało ich aż tutaj? Może z dalekiej Italii, z Lombardii? Wszak nie od dziś wiadomo o mistrzowskim talencie tamtejszych rękodzielników. Zjawia się i sam panujący w otoczeniu rodziny i świty. Dzieło musiało się spodobać, skoro prze-trwało tak długo. Mistrzowie odkarmieni i sowicie uposażeni wyruszą w dalszą drogę. Pożegna ich gościnny gród. Na nie istniejące już dziś obwałowania wylegną z pewnością wszyscy jego miesz-kańcy. Ich też już dopuszczono do kolegiackiej krypty. Z powagą i w skupieniu spoglądają na nowy nabytek. Nie byle jacy mistrzowie musieli przyłożyć do tego rękę. Wszystko żyje bez zbędnych szczegółów. Książę, księżna, kanonik, duchy krewnych, szanowanych powszechnie w pamięci, jak żywi. Bractwo wyruszyło. Dokąd teraz? Pewnie gdzieś dalej, ku innym, równie przychylnym grodom. Niejeden temu podobny rozsiadł się wśród żyznych pól i nieprzebytych kniei.

PAWEŁ SZYDEŁ

www.Pobocza.pl

prezentacja multimedialna i dyskusja:
czasopismo literackie w internecie,
wiersze środkowo- i wschodnioeuropejskie,
spotkania z autorami i tłumaczami.

KAMILA SZUTOWSKA

Kamila Szutowska –ur. 1984r., mieszka w Krakowie. Studiuje prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 2000 r. związana z grupą literacką „Sylaba” przy Ośrodku Kultury im. C.K. Norwida, a od 2006 r. również z Kołem Młodych przy krakowskim oddziale Stowarzyszenia Pisarzy Polskich
( z noty wydawniczej)





***

herbata gorąca i gorzka
na parapecie

mokre kwiaty
oblepione kroplami deszczu
miodem
i zapachem

herbata gorąca i gorzka
na parapecie

nici babiego lata
rozwieszam na kroplach deszczu
wysnuwam z palców

chcę schwytać wiatr

niebo zastygło w kroplach ciszy
na drzewach


z cyklu: Obrazki
Puzzle

Bóg każdemu daje pudełko puzzli
nie wiadomo tylko czy komplet


Pocałunek

kiedy na mnie patrzyłeś
ogłuchłam
widziałam tylko szept
twojego spojrzenia

kiedy do mnie mówiłeś
oślepłam
czytałam tylko barwy
twojego głosu

dotknąłeś mnie
zanim spostrzegłam 
że w dwóch lewych rękach
niosłam ci pocałunek

KRYSTYNA SZLAGA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Krystyna Szlaga – ur. w 1938 r. w Krakowie; poetka, dramaturg, publicystka, tłumacz. W latach 1968-1991 pracowała w redakcji społecznej i literackiej krakowskiej rozgłośni Polskiego Radia. Była kierownikiem literackim Teatru Rozmaitości w Krakowie. W roku 1967 debiutowała zbiorem wierszy „Korzeniami w ziemię”, za który otrzymała stypendium twórcze MKiS im. Tadeusza Borowskiego.

Za dramat „Mielizna” przyznano jej nagrodę na IX Łódzkiej Wiośnie Artystycznej (1977 r.). W 1985 r. za swoją twórczość otrzymała Nagrodę Miasta Krakowa. Poetka znana jest ze swoich publikacji m.in. na łamach „Życia Literackiego”, „Współczesności”, „Miesięcznika Literackiego”, „Regionów”.

Swoją twórczość ujęła w następujących publikacjach: „Dialog” (1970), „Arena” (1978), „Słowo wilka” (1982), „Ziemia” (1986), „Utwory sceniczne” (1988), „W pobliżu” (1990), „Spotkanie z manichejczykiem” (1994), „Wybór wierszy” (1995), „Północ” (1997), „Czas zyskany. Wybór liryki miłosnej” (2006), „Niebo po Ikarze” (2006).

 

***

Drogę rozpoznają
Ci z nisko pochyloną głową

Ci z głową podniesioną
W blasku błądzą




Wilk o miłości 

Wszystko jest żerowiskiem
Krwawy triumf
Krwawy odwet
Reszta –
wysychająca łupina

Nie spotkałem niczego
co by nie było naczyniem śmierci
zanim
nie doznałem czegoś – 
gorętszego niż łów zwierzyny
wścieklejszego od roju szerszeni
oślepiającego bardziej niż pożar
groźniejszego od przydeptanej żmii

Jestem
w niewoli bez pęt
w ucieczce bez pogoni
ani w głodzie
ani w sytości
ani w sile
ani w słabości
ani trwam
ani umieram




Ten błysk
 
Ziemia rodzi
w kropli potu w kropli deszczu
Zieleń kołysze przestrzeń
Wszystko w porządku świata

Sny o potędze śnią samotni
Dni zadeptywane wokół karmników
znikają
Wszystko w porządku świata

Aż nagle
Nagle ten błysk
idei błysk
olśniewa świat
Ten blask
idei blask
oślepia świat
Ten błysk
Ten blask
Ta blaga
werbuje świat
ogłusza świat
tratuje świat
Ta blaga

Krwawe plamy ciemnią słońce
Ziemia jak Cezar
w szkarłacie sztyletów

STEFAN SZCZYGŁOWSKI

l
Było to w te albo w tamte dni przedostatnie, kiedy ważyły się losy moje i świata. Kiedy z trudem kleiłem dni, chodząc bez celu po ulicach miasta, które raniło moje nadzieje na lepsze jutro.
Miasto to, o którym więcej nie powiem, w każdym z nas zostawia ślad nieusuwalny, osadzając się w zakamarkach chwil spędzonych razem z nim, ale tylko wtedy, kiedy w całkowitej samotności i zagubieniu w sobie samym giniesz w nim co chwilę. Ono liczyło i może liczy jeszcze.
Liczy na mnie, ale ja zaparłem się go i na żadne jego chwyty architektoniczne ani historyczne nabrać się nie daję. Nie licząc na nikogo, nie liczyłem już tym bardziej na siebie ani na żadne okolice, które próbowały mnie usidlić swoimi sztucznymi krajobrazami, wąwozami ulic, polanami placów, strachem strychów. Znając każdy zakątek, błądziłem jednak – jakbym po raz pierwszy widział te ulice i zaułki, i ich rosnące ciągle we mnie zakamarki.
Będąc odrzuconym przez wszystkich, czułem, że i miasto próbuje mnie wypchnąć poza swoje ulice, aby pozbyć się mnie jak niepotrzebnego elementu, który tylko zawadza starym kamienicom i ich śmierdzącym bramom i klatkom schodowym. Snułem się po nim, po jego asfaltowo-chodnikowym ciele, jakbym spał lub jakbym nie był obecny, albo popadł w letarg, z którego nikt i nic już nie jest w stanie mnie wyciągnąć. Żyłem jakbym już nie żył, ale nie umarł jeszcze.
Miasto żyło albo udawało przede mną, że żyje, co mi się w pewien sposób udzielało i było przyczyną sprawczą ruchu moich nóg i rąk. W jakiś niezrozumiały dla mnie sposób czerpałem siły z tego starego, miejskiego pryka, z tej wielowiekowej, podziwianej przez wszystkich facjaty. Kręciło się po nim wielu podziwem.) Do tego było i jest zblazowane wieloma stylami architektonicznymi i narastającą tępotą prowadzonych pospiesznie i byle jak odnów samych tylko fasad tych wiekowych staruszków, trzęsących się ze strachu przed swoimi skromnymi możliwościami zachwycania się sobą.
A zarazem miasto to królewskie niezbyt wdzięczne było losowi za to, że przetrwało piękny i w pełni barbarzyński dwudziesty wiek bez wybitych zębów i połamanych nóg oraz rozoranych kopuł barokowych kościołów. Zachowywało się tak, jakby spało, jego senność była widoczna i trudno było mu ukryć ją pod pudrem żółciejącej bieli tynków. Kamienice nie robiły nic, aby się komukolwiek podobać, znudzone do cna wielowiekowym wystawaniem w jednym miejscu.
Jak zatwardziałe-dziwki – bez możliwości zobaczenia czegoś więcej niż coraz to inaczej ubierający się ludzie. No nuda patentowana, co też nie było bez wpływu na moją, a jeszcze bardziej pewnie Pliploka, coraz bardziej beznadziejną sytuację, bez widoków na jakikolwiek możliwy do pomyślenia koniec naszej podróży do życia, które nas nie chciało nawet przez chwilę zrozumieć i ugościć w cieple empatii kogokolwiek.

Stefan Szczygłowski, „pl.iplok”, 2005.

MARZENA DĄBROWA SZATKO

Marzena Dąbrowa Szatko

Marzena Dąbrowa Szatko absolwentka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, nauczycielka w krakowskim liceum. Zadebiutowała w „Świecie młodych” w 1977 roku. Publikowała reportaże i wiersze w prasie młodzieżowej oraz m.in. w „Studencie”, „Nowym Nurcie”, w „Gegenwind” oraz „Podium” (tłumaczenia na język niemiecki). W 1995 roku opublikowała pierwszą książkę poetycką „pory przelotne”. „Odejście mitu” to jej następny tom poetycki. Zawiera wiersze pełne ekspresji, o zagadnieniach psychologiczno – egzystencjalnych współczesnej kobiety. Anna Kajtochowa tak pisała o autorce i jej poezji; Znamienne dla poetki jest zmysłowe postrzeganie świata(…) Zaskakujące spostrzeżenia zręcznie ujęte metaforycznie, lekkie, nader częste przerzutnie, dowcipne puenty, zabawnie stosowana lingwistyka wskazują na sprawność warsztatową, przynoszą efekty (…) Ostatnio wiersze autorki coraz częściej pojawiają się w wysokonakładowych niemieckojęzycznych czasopismach literackich, m.in. „Forum”(Wiedeń), „Sinn und Form” (Berlin) w tłumaczeniu Joachima Neandera. Najnowszy tomik „Próba zbliżenia” to cykl niezwykle zwiewnych, zmysłowo – refleksyjnych erotyków ukazujących kosmogonię rodzenia się, perturberencji i irracjonalnego rozpadu supernowej miłości. (z noty wydawniczej)

Marzena Dąbrowa Szatko
 

 

Rozbieranie po zimie

najpierw śnieg
pofałdowana równina
z rzędem przyprószonych wierzb
dalej
łagodne otwieranie krajobrazu
guziczek po guziczku
rozgarnianie zasp żabotu
pod ruchliwymi palcami
przejrzysta koronka mrozu
topnieje z wolna
odsłaniając
morenową dolinę
miedzy wzniesieniami

potem kołysanie
ciepłem oddechu
aż poruszą się strumyki
w lodzie
i spłyną na skraj
zaspanego lasu
w nawilgłe runo

potem rozchylanie krajobrazu
od brzegu do brzegu
falowanie wzbierającej rzeki
nurt spieniony ulewą

na koniec wygładzona
w słońcu morelowa
dolina oddycha
i kwitnie
przykryta łąką
z jedwabiu

 

Noc przedślubna

przy łóżku leżą obrączki
w aksamitnym pudełku
i dwa motyle
na szpilkach
perłowoskrzydłe
twoje kolczyki
omotane srebrnym łańcuszkiem
od tykającego zegarka

róża przekwita
w kieliszku
po winie

 

Erotyk podróżny

po kwadracie okna
prześlizguje się pospieszny
krajobraz pokreślony
smugami
świateł

erotyk zgrzyta na zwrotnicach
gdy nalewasz szampan
w plastykowe kubki
kołysze się sufit
przedziału

uchylona butelka
traci oddech

POECI SWETROLODZY

SWETROLOGIA STOSOWANA

                             Przyznać się i pogodzić z tym
I ze sobą samym że się jest takim
Że wystarczyło mieć serce a nie zawsze rację
Żeby naprawdę zobaczyć co jest czym na zawsze
(Wiesław Jarosz, Outsider, fragm.)

W piątek, 3 września w Śródmiejskim Ośrodku Kultury odbył się wieczór autorski trojga poetów – Katarzyny Miarczyńskiej, Janusza Kutyły i Wiesława Jarosza.
Cała trójka została określona przez prowadzącego wieczór – Łukasza Mańczyka mianem poetów – swetrologów.

Dlaczego “swetrolodzy”? Z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że przy całej swojej niezwykłości i niepowtarzalności, traktują pisanie jako sposób na życie. I stąd w codziennym życiu odnajdują inspirację. Bacznie obserwują rzeczywistość. A potem wyrażają to, co jest prawdziwe, ale trudne do wyrażenia, a jednocześnie bliskie doświadczeniu każdego człowieka.

Takim doświadczeniem jest w poezji Katarzyny Miarczyńskiej miłość, spotkanie dwojga ludzi, ale też samotność, oczekiwanie i wątpliwości. Pojawiają się także wiersze, w których Autorka przygląda się zjawiskom kultury (Pokemony, czy też utwór poświęcony malarce Fridzie Cahlo).

Janusz Kutyła zadedykował jeden z wierszy Jerzemu Harasymowiczowi. Zresztą w wielu Jego utworach można odnaleĄć nastrój bliski twórczości Mistrza Jerzego. Piekło przeplata się w nich z niebem, pełnym aniołów, a poeta często zastanawia się nad tym, co może czekać na nas “po drugiej stronie”.

Wiesław Jarosz, autor tomiku “A kysz blichtr, a kysz bibeloty”, w różnych formach poetyckich (od wierszy – jak sam je określa – “dłuższych i najdłuższych” po aforyzmy) zadaje pytania o egzystencję, o to, co w życiu najważniejsze, co powinno być jego istotą. Dlatego zdecydowanie odrzuca “blichtr i bibeloty”, wybierając prawdę o człowieku – czasami gorzką i smutną, innym razem pełną nadziei i optymizmu. Ważne miejsce w twórczości Wiesława Jarosza zajmują również utwory religijne. Sam Autor przyznaje, że ceni poezję Wschodu i często po nią sięga.

Czym jest poezja dla “poetów swetrologów”? Poszukiwaniem prawdy? Wyrażeniem myśli? Ludzie w swetrach wydają się być bardziej autentyczni od tych w garniturach. Z całą pewnością poezja “(…) to nie jest tajemnica, ani zagadka jakaś dla nikogo, tylko to jest to, co można tylko oczami serca zobaczyć, uszami serca – usłyszeć, a całym sercem – być tylko mądrym.”(Wiesław Jarosz, A kysz blichtr, a kysz bibeloty, Zamiast wstępu).
Wszyscy “poeci swetrolodzy” udowadniają, że poezja kryje się w zwyczajnym życiu. Żeby je zrozumieć, wystarczy mniej skupiać się na myśleniu o świecie, a bardziej na odczuwaniu świata.

Joanna Dolna

 

Łukasz Mańczyk

 

trzy cytaty

dedykacja: Wiesław Jarosz, Janusz Kutyła

poeci
swetrolodzy
hodują skrzyp na działce
i długie brody
kochają dziewczęta
póki są młode
stare wiersze
kochają zawsze.

kupują nawzajem książki
bogacą się drukarnie

wojownicy światła
na wciąż nie napisanym podręczniku
tylko się martwią
że powiedzą coś co było
nie używają
tytułów znanych książek
nie używają
telefonów komórkowych
nieprzekupni
bo nikt nie próbował

coraz więcej słów
jest słowami przeszłości
nie używają ich

a tu
luty, w marcu
i mnóstwo cytatów
nie wiadomo które są oczywiste
a których ucho nie pamięta

tylko żółte dzwonki forsycji
wskazują że już wiosna
twoja moja nasza

MAREK STRZAŁA

Mayday – „Dzień w którym zgasło słońce nad Manhattanem”

Są zdarzenia, które mają wartość formacyjną dla całych pokoleń. Które dookreślają narody. Zmieniają tory dziejów lub tylko przyspieszają ich bieg. Do takich dat w historii świata zaliczymy oczywiście 11 września 2001 – atak na World Trade Center. Podobnie jak to ma miejsce w przypadku Holocaustu, większości nie przekonują argumenty, że temat został omówiony, i powinien ustąpić świeżym newsom, gdyż te newsy stanowiły koniec życia poszczególnych jednostek, całych dzielnic, grup społecznych, pokoleń. Temat ten podejmuje pozycja zatytułowana „Dzień w którym zgasło słońce nad Manhattanem”. Marek Strzała pisał tę książkę przez trzy lata w, jak sam mówi, czasie wolnym. Pomyślmy jakież dzieło powstałoby gdyby stało w centrum zainteresowania i czasu pracy autora? To książka reporterska z krótkim komentarzem autorskim. Nie brak jej jednak ambicji literackich: na początkowych stronach literackość powstaje mimowolnie gdyż jest streszczeniem stenogramów z czarnych skrzynek, zapisu ostatnich rozmów. Atut literackości pozostaje jednak dalej przy opisie katastrofy, akcji ratunkowych. Przecież kilka razy należało oddać ruch praktycznie ten sam – nieustanne pięcie się do góry po schodach, pomoc udzielaną rannym, prześledzić psychikę ludzką w sytuacji zagrożenia.

Jak przy opisywaniu każdej wojny, nie zaszkodziło dodanie kilku human stories, zmieniających liczby w opis poszczególnych losów, uparte powtarzanie że „dwa tysiące” to nie to samo co „dwa tysiące plus jeden”. Taką historią jest opis nielegalnej emigrantki Genelle Guzman, jej cudownego i uporczywego ocalania. Autor podejmuje między innymi wątek, kto był rzeczywistym bohaterem a kto za takiego uchodzi. I ocenę pozostawia czytelnikowi, nawet nie selekcjonując faktów według jakiegoś klucza.
Książka ta, zapis katastrofy, którą uznano za cezurę wieku – coś jednak jest w tym, że raz na sto lat zdarza się coś tak ważnego, jednakże dzieje nie są w tym względzie punktualne. Znamy filmy katastroficzne jak „Płonący wieżowiec”, „Titanic”, gdzie moment zagłady umożliwia też przyjrzeniu się pełnemu przekrojowi społecznemu. WTC to prezesi, kierownicy działów ale i stażyści, personel pomocniczy, sprzedawcy kanapek… Społeczność która integruje się w obliczu zagrożenia, ale i test charakterów w warunkach ekstremalnych. Kto zdał ten egzamin. Strażak na emeryturze który przywdziewa mundur by odnaleĽć dwójkę synów – strażaków którzy poszli na nierówną walkę z ogniem. Emigrant z Polski przebijający gipsową ścianę okuciem samochodowej wycieraczki. Człowiek który przeżył zderzenie skryty pod żelaznym biurkiem, gdy ogon samolotu zarył się dwadzieścia metrów dalej.

…    Pewną słabością tej, BARDZO, dobrej książki są spolszczenia przemówień i oświadczeń, zwłaszcza tych wygłaszanych „na żywca” i w dużym stresie. Ale stanowią one promil książki i są zrównoważone przez teksty oryginalne. A może Amerykanie a w szczególności politycy, naprawdę tak strasznie mówią? Najbardziej interesujące moim zdaniem fragmenty książki to te które nawiązują do tego co działo się bezpośrednio przed i po, w oderwaniu od akcji ratunkowej. Budowanie napięcia zaczyna się dosłownie od pierwszej strony: kolejne akapity przenoszą nas z lotnisk do aktualnych miejsc przebywania kolejnych notabli. Pokazuje jak terroryści za pomocą wysuwanych nożyków do cięcia kartonów spowodowali wieloletni spadek kursu dolara i zmniejszenie wzrostu gospodarczego. Narastanie ludzkiej wiedzy o wielkości tragedii w miarę jak ogłaszane są coraz to wyższe stany alarmowe i napływają przerażające meldunki. Jak wydarzenia wytrącały ludzi coraz bardziej z codziennego rytmu. I wspomnienie tej codzienności staje się wspomnieniem nie przymierzając sielankowym. Jednak wiele z tej codzienności zostało zachowane: telefony do straży z gatunku „gdzie jest mój pies” – jakby nie miało się do czynienia z katastrofą. I ten dyżurny amerykański optymizm, że będzie wszystko „okay” wyzierający niemal z każdej rozmowy za wyjątkiem tych o dokonanej już śmierci… Spadające z góry ludzkie pociski. Odsiecz która przychodziła zewsząd ale nie mogła zastąpić prewencji przed tragedią. Szczegółowość pozwala wyłowić zupełnie nowe konkluzje z toku zdarzeń. Pokazuje m.in., że tylko cztery myśliwce były tego dnia gotowe do obrony 1/3 terytorium USA . Pokazana jest też gra tragedią przez polityków, gra w mediach, lecz i odrywanie się od interesów doczesnych do myślenia ponad partykularnym interesem, (kilkuletni) spór burmistrza Gulianiego z gubernatorem stanu Patakim, odwieczna kontrowersja straży z policją. Oddzielanie działań efektownych od efektywnych, dokonywanych pro publico bono i dla publicznego poklasku. Pięciuset niepełnosprawnych których ewakuowano w zasadzie przez przypadek… Ludzie którzy wracali po pracy do domu i zastawali ponagrywane na automatyczne sekretarki głosy swoich najbliższych…

Wróżę tej książce duże powodzenie. Powstała w czasie który pozwolił zebrać pełniejszy i bardziej przekonujący materiał faktograficzny, połączyć zdarzenia w skutki i przyczyny. Z drugiej jest też czasem odpowiednim na wysnucie w miarę obiektywnych ocen… Jest to bezsprzecznie literatura faktu nawiązująca do tradycji Kapuścińskiego i Hanny Krall. Mogłaby stać się zalążkiem epopei narodowej gdyby nie fakt, że autorem jest Polak amerykanista – podmiot zewnętrzny względem tamtego narodu. Pokazuje jaki cudem jest życie, jak wielkim wyjątkiem jest porządek w tle chaosu. Jak szybko postępuje zniszczenie a jak wolno przywrócenie względnego choćby porządku. Nie mówiąc o przywróceniu życia do stanu sprzed naruszenia równowagi. Nie mówiąc o wybudowaniu czegoś na miejsce, czegoś zamiast i ku czci…

Łukasz Mańczyk

JOLANTA STEFKO

CAŁY UMRĘ

 
Iwonie

Myślałem kiedyś, że moje życie

Już zawsze tak będzie wyglądać:

Smaczne jedzenie, ciepłe spanie.

Co jakiś czas uganianie się za kotkami.

Myślałem kiedyś, że moje życie

Będzie trwać i trwać i trwać.

A teraz leżę, pogryziony

Przez psa, bezwładny,

Nie mogę chodzić, słaby tak bardzo

Że nie mam siły by po raz ostatni:

Napić się wody, coś zjeść, ucieszyć się

Że świeci słońce jest tak miło

Jest tak ciepło

Jest tak jasno.

Po raz ostatni.

To już naprawdę koniec.

Za chwilę takiego słabego

Cuchnącego ropą

Zaniosą mnie do weterynarza

Weterynarz da mi zastrzyk. A co dalej?

Nie ma żadnego dalej,

Nie ma żadnego potem,

Tylko ten pusty dół

W którym zgniję.

28 IX 2008

BOGUMIŁ STASZEK

KONKURS „DAĆ ŚWIADECTWO”

 

 

 

 

Bogumił Staszek (ur. 1968), zaczął pisać w kwietniu 2008 roku. Zdobył I nagrodę w XX Konkursie Poetyckim im. Wł. Broniewskiego w Płocku (listopad 2008), I nagrodę podczas “Wiosny Poetów” w Nowogrodzie (2008), wyróżnienie m.in. w Gdyni, Radomiu, Poznaniu. W 2009 r. został laureatem Nagrody Głównej w XVII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “Dać Świadectwo 2009”. Poeta związany z Wrocławiem, Tarnowem, obecnie mieszka i tworzy w Wiźnie na obrzeżach Parku Nadbiebrzańskiego.

 

trzy kuszenia

powiedział

dam ci najpiękniejszą kobietę świata.

nawet się nie odwróciłem

bo ją  mam.

protestował  że warto zmienić

punkt widzenia.

powiedział

dam ci wszystkie skarby na ziemi.

nawet się nie odwróciłem

chociaż  ich nie mam.

protestował że warto

to nie wymaga wyrzeczenia.

powiedział

będę  cię kusił samą swoją istotą.

odwróciłem się.



Wojtkiewicz

nie wiem po co była ta dziecięca krucjata.

ale na nią poszedłem.

może dlatego że miałem zmarszczki na czole

i ręce takie krótkie. dziecięce.

raz nawet porwałem królewnę

to było ekscytujące.

ale nigdy jej nie dotknąłem

ponieważ  ręce miałem takie krótkie. dziecięce.



statystyka

tu kościół nie ma wieży

- na jej odbiciu wzrok nie może

chodzić  po wodzie.

nie ma ratusza

ze średniowiecznymi lochami

- tortury znane są z telewizyjnych opowieści.

nie ma już synagogi

- na tym miejscu stoi sala gimnastyczna

w której dzieci skaczą przez kozła

jak przez bimę.

nie ma też żebraków

- pojawiają się od święta.


 

 

STANISŁAW STABRO

Prof. dr hab. Stanisław Stabro – poeta, krytyk, historyk literatury, urodzony w roku 1948, absolwent filologii polskiej UJ, jest jednym z programotwórców i współtwórców pokolenia “Nowej Fali”, współzałożycielem krakowskiej grupy “Teraz” (obok Aadma Zagajewskiego i Juliana Kornhausera), działającej na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku.

Jako poeta debiutował w 1967 roku na łamach “Życia Literackiego”. Wydał następujące tomy poezji: “Requiem” (1973) – ogólnopolska Nagroda “Czerwonej Peleryny” za debiut roku (Gdańsk),”Dzień twojego narodzenia” (1974), “Na inne głosy rozpiszą nasz głos” (1978) – Nagroda im. Andrzeja Bursy, “Ten wiersz, który ma na imię Polska” (1978), “Pożegnanie księcia” (1981), “Dzieci Leonarda Cohena” (1984), “Korozja” (1989), “Życie do wynajęcia” (1996). W latach 1989 i 1995 opublikował dwukrotnie “Wiersze wybrane”.

Jego utwory były tłumaczone na język węgierski, rosyjski, francuski i niemiecki oraz ukazały się w dwudziestu siedmiu antologiach poezji krajowej, m.in. w takich jak: “Laureaci konkursów poetyckich” (1970),”0d Staffa do Wojaczka. Poezja polska 1939-1985″ (1988),”Określona epoka. Nowa Fala 1968-1993″ (l994), “Poezja polska od roku 1956” (l997). Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Stanisław Stabro był laureatem wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich, m.in. “Łódzkiej Wiosny Poetów”, gdańskiego “Turnieju o nagrodę Czerwonej Róży”, krakowskiego “Turnieju jednego wiersza o Jaszczurowy Laur”.

Jako krytyk i badacz polskiej literatury współczesnej, publikujący m.in. na łamach “Twórczości”, “Odry”, “Poezji”, “Życia Literackiego”, “Współczesności” jest autorem następujących książek: “Legenda i twórczość Marka Hłaski” (1985), “Poeta odrzucony” (l989), “Chwila bez imienia. O poezji K.K. Baczyńskiego” (l992), “Zamknięty rozdział” (1994), “Poezja i historia. Od “Żagarów” do “Nowej Fali” (1995),”0d Emila Zegadłowicza do Andrzeja Bobkowskiego. O prozie polskiej XX wieku” (2002), “Literatura polska 1944-2000 w zarysie” (2002) oraz licznych prac w książkach zbiorowych o charakterze naukowym. Jest również autorem antologii “Z rodu Anhellich. Liryka pokolenia wojennego” (1991) i dwukrotnej edycji wyboru wierszy R. Wojaczka pt. “List do nieznanego poety” (1985, 1987).

Związany z UJ od 1972 roku obecnie pracuje jako prof. nadzw. na Wydziale Polonistyki tejże uczelni.

JOANNA RZODKIEWICZ

O twórczości autorki: wydała kolejno tomiki: ‘Kropla malachitu’, ‘Taniec spełnienia’, ‘Winogrona przemian’

wiersze wybrane z tomu: Winogrona przemian


wydawnictwo Słowaków w Polsce, Kraków 2006

 

MATKA ZIEMIA

Z miłością pochyla się

nad kołyską

w której dojrzewa

przemoc i pycha

 

Otula kalie smutków

wyrastające

z poranionego naskórka

 

Wierzy w siłę

źdźbła trawy

ziarna pszenicy

człowieczego przebudzenia

 

BEZSILNOŚĆ

Sztorm na Słońcu

rozrywa magnetyczne pole Ziemi

bombarduje atmosferę

powoduje anomalie pogodowe

przesunięcia biegunów

kataklizmy globalne

wpływa na kondycję psychiki

i przełomowe wydarzenia historyczne

 

bezradni wobec zjawisk przyrody

nie umiemy zaradzić

niszczycielskim siłom

 

zbliża się dwudziesty czwarty szczyt

aktywności słonecznej

oby nie sprawdził się

czarny scenariusz

naukowych pesymistów



* * *

Ślepy i głuchy

w obliczu własnej ignorancji

wbija nóż w serce planety

i we własne plecy

 

czas poddać się

samoleczeniu 




TRANSPORT KONI

Litość...

człowieka nie obchodzi

w ostatecznym transporcie

twój zakrwawiony bok

połamane nogi

 

W panicznym lęku i cierpieniu

nie znasz nienawiści

chociaż nienawiść daje

siłę przetrwania

 dla ciebie już niepotrzebną

twój los przesądzony



SPISEK

Przyszła kolej na ptactwo

pierzchają synogarlice i wróble

stłoczonym nioskom

pazury wrastają w pręty klatek

kaczka nie chce zostać ozdobą półmiska

kurczak modelem reklamowym

skrzydełek w Mc Donaldzie

 

Ptasie podziemie uknuło

spisek przeciw człowiekowi

         - ptasią grypę

 

Zaaresztowano niebo

sądy pracują nieustannie

wyrok skazujący

         - śmierć bez apelacji

 

BUNT

Następne będą konie

rżenie przeniknie świat

przegalopują ulicami

stratują parki, banki, galerie

i oswobodzą braci

w transportach śmierci

 

Byk zbuntuje się

po raz kolejny

łosoś połknie kutry

zasypie miasta mączką rybną

ptak zareklamuje udka panien

w sezamowej panierce

prosię zaucztuje pośród

dwunożnych istot

 

Koszmarna wizja?

 

Przecież

cmentarze nosisz w sobie...

RYSZARD RODZIK

Ryszard Rodzik – poeta i dziennikarz, twórca autorskiej audycji radiowej “Każdy rodzi się poetą”. Wydał dwa tomiki poetyckie: “Łąka nieba”, “Fotoplastikon”. Drukuje w antologiach poetyckich i prasie. Debiut prasowy w roku 1987 w “Gazecie Krakowskiej” wierszem pt. “Bukiet życzeń”. Nagradzany w wielu konkursach poetyckich. Twórca grupy poetyckiej “Każdy” przy Radiu Alfa. Od wielu lat współpracuje z Fundacją Sztuki Osób Niepełnosprawnych. Juror konkursów literackich. Odznaczony wielokrotnie, w tym Srebrnym Krzyżem Zasługi, Wielkim Laurem Podgórza.

FOTOPLASTIKON


moja pamięć

zachowała kolorowe obrazy

z całego mojego życia

i pozwoliła mi

kiedy tylko zechcę

oglądać je do woli

jak w fotoplastykonie

i dzięki celuloidowej taśmie pamięci

mogę znowu być młodym

mogę znowu mieć ambicję

i dużo wiary w człowieka

aż do momentu

gdy rozbłyśnie jasnym światłem

spłonie z sykiem

pozostawiając garść popiołu





DWA BÓLE


moja samotność

boli

jak rozbite w dzieciństwie kolano

tylko tam

była troskliwa matka

z kompresem z kwaszonej kapusty

i zaraz przyszła ulga

a teraz

kolano już zagojone

matka niezdolna

do okazania troski

a ból pozostał ten sam

chociaż boli coś innego

i każe cierpieć bez ustanku





POWRÓT WIOSNY


wystrugała wiosna

z drzewa lipowego

ptaszki najróżniejsze

i na drzewach pozawieszała

pomalowała na łąkach

farbami z tęczowej palety

kwiaty różnobarwne

zachmurzone niebo

niczym taflę lustra

podmuchem wiatru przetarła

na koniec

swym ciepłym oddechem

nadzieję w ludziach obudziła

i tak powróciła wiosna


MARTA REGNOWSKA

MARTA REGNOWSKA ur. w 1982 r. w Proszowicach. Studentka IV roku filologii polskiej oraz II roku Studium Dziennikarskiego Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Publikowała w „Gazecie Krakowskiej” i pismach studenckich: „Nowy Legion”, „Project: Furioso”, „@Pismo”. Redaktor naczelna interdyscyplinarnego kwartalnika „Argument”. Mieszka w Krakowie.

 

raz dwa trzy

pamiętaj że niczego nie można już zmienić
trudno opisać to co ogólne
bo tkwią w nas sprzeczności i kostnieją pojęcia
poza tym rozpoczęło się końcowe odliczanie
świat nadal poznajemy tworząc precyzyjne definicje
ale zaczęliśmy doceniać improwizacje
z wnętrza ziemi wydobywa się stłumione bulgotanie
znak że to co nas otacza
pozostanie niejasne

 

arachnofobia

Życie – „pająki czekają”

kościół piotra i pawła należy teraz do pająków
tłusty księżyc wymknął się ku niebu
patroluje ulicę grodzką
prowadzę fugę d-moll bacha
w wybranym przez siebie kierunku
słyszę drżącą przestrogę aniołów
skrzypią porzucone sieci

 

ostatnie kuszenie

Czesławowi Niemenowi (1939 – 2004)

kuszące są te poranki
gdy nagle świat traci kontury
budzimy się wtedy z przekonaniem
że nikt nas nie odczyta
brniemy
przez śnieg
nie zostawiamy śladów

BISERKA RAJCIČ

Biserka Rajcič na Mikołajskiej
Zapowiedź wydania antologii młodej poezji serbskiej „Wojna i mp3”.

W maju 2005 roku odwiedziła Polskę wybitna tłumaczka literatury polskiej na język serbski, Biserka Rajcič– przełożyła między innymi poezje Wisławy Szymborskiej i Ewy Lipskiej a także jest autorem pierwszych tłumaczeń pism Adama Michnika.
W ubiegłym roku otrzymała nagrodę imienia Dominiaka ufundowaną przez łódzki „Tygiel Kultury” za całokształt twórczości. Okazją do tegorocznego przyjazdu był międzynarodowy kongres pisarzy, organizowany w Krakowie. Znana zarówno w Jugosławii jak i poza granicami intelektualistka miała swój wieczór w „śródmiejskim”. Opowiadała o pracy tłumacza, o znajdowaniu autonomicznego języka na przetłumaczenie każdego dzieła.

Na spotkanie licznie przybyli zwłaszcza studenci filologii serbskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Poczyniono wstępne przymiarki, aby przetłumaczyć wiersze serbskich „roczników siedemdziesiątych” na język polski. Sygnalne przekłady ukażą się w „Lamelli” oraz w pismach o ogólnopolskiej dystrybucji.
Tytuł potencjalnej antologii, którą mam nadzieję zredagować brzmi: „Wojna i mp3”. U nas wojna jest doświadczeniem pokolenia Różewicza. Natomiast na Bałkanach ci sami ludzie, którzy uczestniczą w globalizacji, postępie techniki, idei i posługują się coraz nowszymi nośnikami do ich przynoszenia, uczestniczą w sposobie rozwizywania konfliktów, który niby już powinien przejść do lamusa, zwłaszcza w doświadczonej i pełnej humanistycznych dzieł Europie. Taka literacka recepcja konfliktu zbrojnego na grunt polski mogłaby okazać się wstrząsająca.

Warto wspomnieć, że pani Biserka podobnie jak nasza Noblistka, robi wyklejanki, tym ciekawsze, że za materiał służy prasa dostępna zarówno nad Sawą i Dunajem jak i nad Odrą i Wisłą.

Za zgodą Autorki, prezentujemy dwa wybrane.:”Dwie kobiety” oraz “Butelka”

Łukasz Mańczyk

AARNE PUU

Aarne Puu

 

Aarne Puu – ur. 30 grudnia 1948 w Tallinie. Studiował psychologię i filologię rosyjską na Uniwersytecie w Tartu, a w 1979 ukończył teatrologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 1973 r. mieszka w Krakowie, obecnie pracuje w Katedrze Filologii Węgierskiej UJ. Poeta, tłumacz literatury polskiej i estońskiej; na język estoński przełożył m.in. książki S. Lema, A.Bahdaja, W. Chotomskiej, M. Konopnickiej i in., a na język polski poezje J. Kaplinskiego, P.-E. Rummo, A. Alliksaara oraz prozę Fr. Tuglasa, A. Valtona, M. Unta, V. Vahinga i in. Pisze w języku polskim i estońskim. Należy do Związku Pisarzy Estońskich w Tallinie i Konfraterni Poetów w Krakowie.

Wydał m. in. tomiki poezji: Jezioro mojej pamięci (Kraków 1989 – Nagroda im. A. Bursy), Ring on nii pikk (Krąg jest tak długi, Tallin 1990), Godziny otwarcia (1995), Inny wybór (1998) oraz Sajandi väsimus (Zmęczenie stuleciem, Tallin 2002)

 

WIECZNA  BETONIARKA


Kręci się w koło

kręci się

w paszczy znika

piasek i żwir

piasek i żwir

i szary pył o

cudownych właściwościach

po odpowiednim czasie

mamy gotową zaprawę

możemy budować dalej

kręcimy się w koło

przez całe życie kręcimy się

w naszych zachłannych ustach

znika

chleb i sól

chleb i sól

i płyny o cudownie pokrzepiających

serce właściwościach

po odpowiednim czasie

stajemy się pyłem

który znów można wykorzystać do

budowy czegoś

nowego



DANUTA PERIER

Danuta Perier jest krakowianką. Tu się urodziła i tu pracuje. Od lat należy do Grupy Poetyckiej “Każdy’ przy Radiu “Alfa”, uczestniczy także w pracach Formacji Szesnaście przy Dworku Białoprądnickim oraz Stowarzyszenia Twórczego Artystyczno – Literackiego.

Pierwsza jej książka poetycka “Słonecznikowa miłość” ukazała się w 2000 roku, następne to: ” Ogolona twarz mężczyzny”(2004), “Dla Ciebie zostałam czarownicą”(2005), “Niebo we włosach” (2006), “Śniadanie na Wenus” (2007).Członkini Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Ulubioną problematyką poetki są przeżycia współczesnej kobiety uwikłanej w konflikty egzystencjalne.

Nasz dom

W maleńkim mieszkaniu
na szóstym piętrze
zamieszkała
miłość w niemodnej sukience.
Co noc
przyciąga
barwami,
maluje błękitem
wszystkie ściany.
Zapatrzeni
w siebie codziennie,
jesteśmy
o niebo
bogatsi.


O miłości

I

Włosy - tańczą
oczy - tańczą
usta - tańczą.
Tylko nogi
stoją twardo
na ziemi - czuwają


II

Obudź mnie
ze snu miłości
mogę nie zdążyć
ubrać sukienki.


III

Usta przy ustach- nienasycone,
oczy przymknęły
obraz zachwytu.
Mowa dotyku
zniżona do szeptu.
Trwa miłość.


IV

Wśród zieleni
mojej sukni
twoja dłoń.
Pięciolistna koniczyna
zwiastuje szczęście.


V

Twoje oczy
dwa słońca
moje oczy
dwa księżyce
wieczna pogoń
w orbicie
miłości



*  *  *

A niebo
dzisiaj
jak ogolona
twarz
mężczyzny
z resztkami
piany
na policzkach
i tak
błękitne
jak jego oczy



*  *  *

Podali sobie ręce
i poszli wydmami
prosto w paszczę rekina,
po dwa złote zęby
na ślubne obrączki.
Słona woda zmyła z nich grzech


*  *  *

Boję się koni
więc prze Rynek karetą
mnie nie powieziesz
kwiaty dostaję od Ciebie codziennie
jedna wiązanka więcej
nic nie zmieni

Dojdzie tylko twoje nazwisko
i złota obrączka
 

ERYK OSTROWSKI

Wiersz z tomu Muzyka na wzgórzu (Wyd. Partner, Kraków 2005):

 

T R E N

Wodo, moja wodo.
Boże zamordowany we mnie.
Krew stanie się wodą.
Ran nikt nie zdoła otworzyć.
Jezus mnie kocha.
Umarł za mnie.
Nie przeze mnie, wodo.

Rybo. To słońce
nie ja zabrałem Ci oddech.
Nie ja pokryłem wodą miłość
lecz ziemia –
Twarz z odciskiem mojej stopy.
Słońce dał, słońce wziął.
Umarł za.
Wodo.

 

MUZYKA, DROGA, WZGÓRZE- Nowy tom wierszy Eryka Ostrowskiego

Krytyk i znawca poezji młodego pokolenia, Karol Maliszewski, na łamach miesięcznika “Odra” napisał o poezji Eryka Ostrowskiego, iż “epifanijność splata się ze współczuciem, dziecięca delikatność i jasnowidzenie współgrają w intrygujący sposób z żarliwym świadczeniem o pięknie życia i powabie świata.
Gdy się czyta tego typu dokumenty “nawiedzenia i szlachetnej naiwności”, patrzy się na życie jak na odzyskany skarb”. Takie “dokumenty” wypełniają najnowszy tom poety, zatytułowany znamiennie: “Muzyka na wzgórzu”.
Tytuł nakazuje jakby odnosić muzykę do każdego z wierszy zawartych w książce. I rzeczywiście, czytane głośno (ale kto głośno czyta jeszcze dziś poezję?) poddają się intonacji czytającego i już własnej melodyce, rytmowi. I w tym bliski jest charakter tego tomu innej, cudzej poezji, której blask chyba przyświecał krakowskiemu poecie, jeżeli to z niej pochodzi motto tomu, a i pośród wierszy jest obecna. To poezja Ludmiły Marjańskiej. “Gdy dzieci idą spać jak muzyka promieniste” czytamy na okładce, a w tomiku znajduje się poemat “Kwiaty dla Pani Ludmiły Marjańskiej”.
Teraz, gdy właśnie odeszła, będziemy jednak już inaczej przyglądać się tym kwiatom. Wydaje się, że “Muzyka na wzgórzu” stanowi dla poezji Eryka Ostrowskiego szczególny moment, jeśli obok nowych wierszy są te pomyślane już wiele lat temu, zapisane tu jednak inaczej, poeta nadał im nowy kształt, zmienił znaczenie. I całość tak skomponował, by była dobrym przewodnikiem po życiu.
A poezja z założenia swego powinna być przewodnikiem, bo jak mówi poeta w wierszu-zapisie z Pustyni Błędowskiej: “jest coś podobnego do gór w niebosiężnej równinie”. Jest to zatem wzgórze, z którego można popatrzeć nie tylko na to, co już się dokonało, ale też na to, dokąd się zmierza.
“Czas nie wybaczy ci
pierwszego kroku, niewinnego natchnienia.
Tej myśli wiosną,
że nie umiera życie (…) Jedno wyjście z domu
bez pożegnania
lub nieostrożne słowo
– czas nie wybaczy niemyślenia.
Na zawsze pozostanie
rysa na oczole.
Gdzie wiosną woda wzbiera.
Przekracza brzegi.
Zalewa oczy”.

47 świadomych tego wierszy. W tym te regularne, klasyczne, oraz poematy prozą. I przedmowa autora, którą także można potraktować jako jeszcze jeden wiersz. Jak zawsze u tego poety niewolnego od tematyki śmierci, i w tym tomie jest ona obecna, lecz utwory te znajdujemy głównie na początku tomu; dalej już się przejaśnia. Dzieje się tak z różnych przyczyn.
Na pewno ważnym imperatywem tych wierszy jest wiara, jakaś pewność, że właśnie ona “jest czymś bardzo prostym” (“Kamienie Malaren”), bo “przebaczenie objawia się w sile woli następnego spotkania”, a my “idziemy”, “i to jest muzyka tej drogi i sumienie” (“Flecista z Hameln”). I jeszcze to, że “spotykamy się, bo idziemy w przeciwne strony”. Tak naprawdę w tej poezji nie ma (lub prawie nie ma) zapisu jakiejś deklaracji światopoglądowej. To zapis wciąż odkrywanej drogi, która teraz zawiodła poetę na wzgórze, dlatego wydaje się, iż stąd prawdziwszy jest punkt widzenia, któremu może warto zaufać.

Kuba Kisielewski

 

Felietony:

Poeta przez duże “P”
Poezja na wyspie
Nekrolog LUDMIŁY MARJAŃSKIEJ
Moje lite krajobrazy

 

FELIETON
Eryk Ostrowski
Moje lite krajobrazy

Urszula Kozioł wydała nowy tom wierszy. Przemówił głos z dawna nie słyszany, głos potrzebny, „nawet jeśli jest to wołaniem na puszczy”.
Ta „jedna z najwybitniejszych i najbardziej cenionych w świecie polskich poetek”, jak słusznie donosi wydawnictwo na okładce najnowszego tomu Supliki, ostatni zbiór wierszy zawierający nowe utwory wydała w 1997 roku. Był to tom W płynnym stanie. Wieńczył płodny okres w twórczości Kozioł, jakim okazały się dla niej lata 90. Gdyż, o czym warto tu wspomnieć, Urszula Kozioł publikuje swoje wiersze niezwykle rzadko, i choć stale obecna w życiu literackim (redaktor działu literackiego najlepszego obecnie chyba w Polsce miesięcznika literackiego, jakim jest „Odra”) nową książkę ogłasza jeszcze rzadziej.
Czy praca w redakcji tak absorbuje? Być może. Jej felietony, publikowane wcześniej także na łamach „Rzeczpospolitej”, nigdy nie są zdawkowe, ostatnio zaś są – może to jest to słowo – potrzebne. I osobne; (nie przypadkiem ich „wyborek” nazwała poetka Osobnego sny i przypowieści). A jednak, co ciekawe, trudno w nich rozpoznać autorkę takich wierszy jak *** Jesteś za blisko…

Debiutowała zbiorkiem Gumowe klocki w 1957. W sześć lat później ukazał się legendarny tom W rytmie korzeni, który uczynił poetkę żyjącym klasykiem. W rytmie korzeni zalicza się do najważniejszych osiągnięć polskiej współczesnej poezji. Kolejne zbiory wychodziły już regularnie. A więc Smuga i promień – 1965, Lista obecności z przyrodniczym cyklem Biocenoza – 1967. Potem były dwa świetne wybory poezji i, wreszcie, po latach, tom W rytmie słońca (1974), z poematem tytułowym, dokumentującym wydarzenia marca ‘68 i poświęconym pamięci brata Zbyszka cyklem dziewięciu wybitnych elegii.
Po ukazaniu się tego zbioru Urszula Kozioł-poetka zamilkła. Na jej nową książkę trzeba było czekać piętnaście długich lat. Wreszcie wiosną 1989 roku ukazuje się obszerny i jakże inny w swej wymowie i brzmieniu Żalnik. Ten nowy ton już nie zaniknie i przewijać się będzie poprzez Wielką pauzę, W płynnym stanie aż po Supliki, (które wszakże korespondują z Żalnikiem także swym tytułem).

Urszula Kozioł jest również prozaikiem. Swój „pierwszy ląd”, jakim są okolice Biłgoraja (kto nie pamięta ze szkoły Inwokacji:
   Biłgoraju
pajdo kraju
leśna ziemio stokorodna
wąska Tanwio
w śniętym Sanie
sanno
płozo
kośna łąko
iły muły
piachy
lessy
miedzo
łubin
bosa groblo
sito sosny rozstrzelanej…?)

opisała we wznowionej niedawno powieści Postoje pamięci, jeszcze jednej rodzimej epopei, którą Czesław Miłosz porównywał z Panem Tadeuszem. Bo wszakże to to samo opiewanie. Jest również nasza poetka autorką niezwykle nowatorskiej powieści Ptaki dla myśli, o której sama mówi, iż to praktycznie pierwsza polska powieść postmodernistyczna. Rzeczywiście, nie trudno zobaczyć w Ptakach rodzimego Ulissesa.
I wreszcie niezapomniane opowiadania Urszuli Kozioł, te zebrane w tomie Noli me tangere. A dawniej pisywała jeszcze dramaty, w tym również dla dzieci, które również ukazały się w kilku książkach.

I teraz: powrót Urszuli Kozioł… Może dobrze się stało, iż ostatnią książką poetycką pisarki był obszerny wybór Stany nieoczywistości wydany w „Złotej Serii” PIW-u. Po lekturze całości ten powrót tym więcej zdumiewa. Bowiem Urszula Kozioł zmieniła nie tylko formę (wiele tu poezji prozą i poezji fragmentu), ale także ton i przesłanie. Co uderzy czytelnika wpierw, to tak duża ilość wierszy o samym procesie pisania. Dopiero pod koniec lektury zrozumie, a powie mu o tym sama poetka wprost w dwu fragmentach, że to co ona nazywa „wierszem” i nad czego budową, tworzywem skupia całą niemal swą uwagę, jest dla niej tożsame ze światem. Tak często zatem przywoływany proces zapisu, jest procesem istnienia w świecie, gdzie

„ktoś z wyżyn zsyła litery
w których nam nie do twarzy”.

Supliki, czyli skargi, wielki temat Urszuli Kozioł. Nim też otwiera poetka tom. To głośny już wiersz, kilkakrotnie wcześniej przedrukowywany, W barwach amaro. Jeszcze długo po lekturze tego poematu unosić się będzie jak nie ustępująca chmurka grożąca deszczem w słoneczny dzień fraza: „- Iwolski śmiał się”. Dobry wiersz nie zaistnieje bez obsesji. Trzeba jednak przyznać, że takich utworów jak W barwach amaro Urszuli Kozioł poezja polska już dawno nie notowała. Unoszący się nad nim duch romantyzmu nie przeminął, walka o narodowość trwa.
Inni spuszczają z tonu, wielkie tematy nie dotyczą już poezji. Jest więc Urszula Kozioł buntowniczką, jeśli tym poematem rozpoczyna swój najnowszy tom poezji. Jest nie modna, bo wielkie tematy nie przystoją modzie. Podobnie finalny utwór, Wygaszanie, dzieło napisane z wielkim rozmachem. To spiżowy pomnik dla tragedii istnienia. Bo „celem życia jest śmierć” – i echo tego zdania włożonego w usta kilkunastoletniej Mirki, bohaterki autobiograficznych Postojów pamięci, powraca. Poemat Wygaszanie nie podda się omówieniom, bo konieczne byłyby uzasadnienia, a o taką wiedzę o życiu próżno zabiegać. Pozostaje lektura, głośna lektura tego krzyku przechodzącego w gardłowy szept, błaganie.
Ta wielka poezja rządzi się wielkimi emocjami. Ich gwałtowność, miotanie się stanowią o randze. Wygaszanie jest również nawiązaniem do wielkiej narodowej tradycji takiej poezji. Rozważając jego frazy będziemy pamiętać nie tylko wieszczów, niegdysiejszy dialog poetki z Beniowskim Słowackiego w poemacie Lato w mieście, ale i wielkość dawniejszą, a nie przeminioną.

Wraz z nowym tomem Urszuli Kozioł powraca coś dawnego ze świetności poezji polskiej i, przyznam, że lektura Suplik była dla mnie jednym z tych przeżyć, z których trudno się otrząsnąć.
To poezja rzetelna, prawdziwa, która nie boi się (nigdy się nie bała) natchnienia, świadoma iż tylko ono potrafi przydać blasku słowom.
Chce się mówić o tych tekstach i chce się nimi dzielić z innymi, ale nie jest to łatwe, bo nowe wiersze Urszuli Kozioł zapierają dech w piersiach.

Eryk Ostrowski

ANDRZEJ JAKUB MULARCZYK

http://old.lamelli.com.pl/img/lws/andrzej-mularczyk.jpg

Andrzej Jakub Mularczyk, urodzony w Lubinie w 1953 r. Ukończył Wydział Górniczy na Politechnice Wrocławskiej. Pracował w kopalni odkrywkowej węgla brunatnego i podziemnej kopalni miedzi. Debiutował w 1978 r. w piśmie Politechniki Wrocławskiej “Sigma”. W 1989 r. wydał arkusz “Drzazga”, w 1993 r. ukazał się tomik “Krzywa zwierciadła spojrzeń”, w 2007 r. ukazał się tomik “Liczenie mrówek” (śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków 2007). Laureat XV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego “Dać świadectwo”. Od 1994 r. mieszka w Ostrzeszowie.


KROPLA MOCZU


Bizon

Niecały jest człowiekiem.
Teren który znaczy
ma żółty zapach moczu.

Gromadzi spermę
by uwiecznić swoją personę.
Czeka aż wiatr znad bieguna
przyniesie zapach.

Podniecony z usztywnionym rozumem
wywoła wojnę,
by siebie wykrzyczeć
wśród urokliwych widoków kanionu.

I poniesie się w kosmos wołanie.
Orgazm, który przecząc Bogu
do Boga kieruje swoje kroki.




Wilk


Dawniej zbrodnie popełnione
podczas pełni księżyca
traktowano z wyrozumiałością.
Wierzono, że w każdym człowieku
pozostało jeszcze coś z wilka,
który szeptem kropidła
kusi duszę.


Zna kodeksy
i wie co jest złe,
a kawałki mięsa
kłami wyrywa
z uda blizniego.




Podnieś kamień



Poeta jest w tym co napisał
nie tym co o nim piszą
i o co go oskarżają.

Czy potrafi
odróżnić dobro od zła?

Nadaje im różne imiona
Żyje w strachu, że drapieżnik
wejdzie między owce
zwoła kompanów
i nakaże baranom by i one
skosztowały krwi.





Epoka

Po śmierci Pana Cogito,
odsunięciu towarzysza i obywatela
na boczny tor lokomotywy dziejów
kim jest teraz potomek światowita?

Komu jest jeszcze potrzebny
kto o nim myśli?
A kiedy podwinie się noga
czy ktoś poda mu rękę?

Kto wyprowadzi go z materialnej nadwrażliwości
i pomoże uporządkować życie?
By potem godnie wszedł na salony
pasterza uśmiechniętej łąki.

I dębów podwyższonego widnokręgu.







Brat


Z braci,
którzy nie stali się świętymi
bliski jest mu Judasz.

Jego grzech, nad którym współcześni
z taką pasją się wynoszą
i stają się prokuratorami
patrząc na uwięzione w witrażach anioły.

A Judasz się bał,
bo trzeba bać się świata,
w którym człowiek
musi stać się bogiem
by go naprawić.

A bóg musi zejść
i stać się człowiekiem
by wiedzieć jak bardzo można się bać.



 

 

OŁSEJA MUDRAK

 

Ołesja Mudrak – znana ukraińska poetka związana z Kijowem, autorka książek poetyckich “Szalony spokój chwili wieczności” (2004), “Naga samotność” (2006). Ma 23 lata, urodziła się w Legnicy /w Polsce/ W wieku 18 lat została członkiem Narodowego Związku Pisarzy Ukrainy. Dzieciństwo i młodość spędziła w Dniepropietrowsku -na wschodzie Ukrainy. Ukończyła studia filologiczne na Narodowym Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki w Kijowie. Kontynuuje swoje zainteresowania i pasje o naukowym charakterze, jest w trakcie przygotowania pracy doktorskiej w Katedrze Teorii Literatury na uniwersytecie. Współpracuje z ukraińskimi pismami literackimi, prowadzi audycje radiowe poświęcone literaturze. Jest laureatką nagrody Kanału “1 + 1” i niemieckiej premii “Za niewymuszony wdzięk ukraińskiego słowa”.

 

    *    *    *

Wianki /świętojańskie/....
		la, la....
hej -i - z rozsądku
Deszcz się biesi
I biesi się
moja miłość -
skacze
jak kulka, -
		w
		łzę
A wiatr
bierze ją do niewoli
w swoje ramiona.
Bóg Ra.
Żal szalony

Mam jeszcze
w sumie -pięć -
wianków mitycznych
Na wodach -
kilkaset ukrzyżowań
i wspomnień -
w porzeczkach...
...U mnie... Ty
i nie Jan
ale....świętojański
Przecież wieczór
Wyświęcony diakon
ochrzci palcami
Tamto,
co z zewnątrz i w głąb
zdawało się grzeszne
A obojętne duszy ryb
ogonami -o
rozkosz
We mnie
przeprowadzasz instruktaż
o narastającym...
...Ja szale-j-j-ję!
   Ja -aż-a-a-aż....
   I Ty - w locie!

Ścisnę
każdy twój fluid
w pięść historii...
Jak ryba
dzień uderza o lód
Ja -war -iu- ję!!!




*  *  *

Zaj -mu -
	ję -się
samo -obroną
dwie ręce składam
			jak mniszka
Do ciebie modlę się ....litania
żeby poczuły przeszłość
nie chybiły
Re -ka -a -a
Moje palce -błądzące
Po ciele
jak pięciu diakonów wędrownych
Wstyd
	Ba -wić -się
różą -podniecenia …
Myślami Ciebie gwałcę
Wielbłądzie dwa garby
świe -cą -się
piersi -ście
na których ślizgasz się
  Ty,
I ten, co teraz -oświeceniem-
dla mojej
	istoty -tajemnica..
Przez drzwi z powietrza
się wyrwiemy-
Upadniemy na
	pościel
		woskową...
Przed światem
pozbawiając się
		wier -ności -
Ja ją
	przyniosę
		Apostoła.

..Po stole -
dni  - pustelnika suchary.
Na stole -
	My -
Posagiem Erosa.
Ty nie do przebycia, -jak Sahara
Ciebie łykam z niebiańskiego
			termosu



  *     *     *
  
Przyjdę do ciebie w sukni  ze słonecznych zajączków
O. Lasnjuk
Wdzieję
	suknie z zajączków słonecznych -
podkreślę
tym
nagość pradawną
Pokój -
z dwóch łóżek -nie -poła -manych
Moją świadomość -mrówki
Przy -tła -cza.

Chce mi się
stepu
takiego
fa -licznego!!!
Fiesta lata -u piersi gliny
Rąbię promień -
wszystko jedno - niewidzialna
ja
twoim wzrokiem
	na palcach
		powtórnym
...Chcę przyszyć
swoje usta do pę-pu-szka -
w tobie Kosmosu
przepaść zakreślona
...Otwórz swój fu -terał -
Pragnę muzyki! Mu -zy -ki!
dopóki we mnie-
		Intertekst
Leśnej ru -sał -ki
Klawisz
	ste -pu -
my -w po -wo-dzi!
Po żyłach
	-nocy
	-wene-cjańscy
Moje szaleństwo, jak wino, odkorkowujesz
Świecę-
Kandelabr -
na kozackich Mogiłach

ROMUALD MIECZKOWSKI

http://old.lamelli.com.pl/img/lws/romuald-mieczkowski.jpg

Romuald Mieczkowski urodził się w 1950 roku. Debiutował opowiadaniem w 1966. Dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny, animator kultury. Od 1989 wydaje i redaguje w Wilnie pismo o rodowodzie niepodległościowym – “Znad Wilii”. Współtwórca radia o tym samym tytule. Pisze również pod pseudonimem Tomasz Bończa. Współpraca m. in. z “Rzeczpospolitą”, nowojorskim “Nowym Dziennikiem”, Telewizją Polską, Polskim Radiem, BBC. W 1995 – współzałożyciel pierwszej na Wschodzie Polskiej Galerii Artystycznej “Znad Wilii”, która zorganizowała ponad 300 wystaw, również zagranicą – m.in. w Polsce, Niemczech, Szwajcarii, Hiszpanii i USA. W 2004/5 – twórca Galerii Wileńskiej “Znad Wilii” w Warszawie, obecnie kieruje Galerią Mazowiecką w Warszawie, promując m.in. sztukę artystów z Litwy. Od 1994 organizuje Międzynarodowe Spotkania Poetyckie “Maj nad Wilią”, które weszły do kalendarza najważniejszych imprez literackich na Litwie. W latach 1992-2000 wchodził w skład kolegium odrodzonych Śród Literackich – aż do ich rozwiązania. Autor zbiorów wierszy: W Ostrej Bramie; Co bym stracił; Wirtuozeria grubo po północy; Powrócę; Podłoga w Celi Konrada; Sennik wileński (zbiór prozy poetyckiej); Sen w ogrodach Moneta; Dźwięki ulicy Szklanej; Zbudować łódź. Członek Związku Pisarzy Litwy. Jego utwory znalazły się w licznych antologiach, były tłumaczone na litewski, rosyjski, ukraiński, białoruski, angielski, włoski, francuski, węgierski, czeski, fiński i arabski. Sam tłumaczy z litewskiego i języków słowiańskich. Laureat nagród w USA, Kanadzie, Australii i Finlandii, szeregu wyróżnień, przyznawanych w Polsce (m. in. ostatnio – Nagrody KUL i im. Z. Glogera). W 1997 przyznano mu odznakę “Zasłużony dla Kultury Polskiej”, w 1998 odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.



Zakochani w kościele

Nie boją się surowego oblicza
apostołów z ołtarza
ściskają sobie ręce i wtedy
wśród uśmiechniętych świętych
są najbardziej wniebowzięci -
dla nich organy grzmią forte
Pan Bóg pozwala odłożyć
na później modlitwę o dobrą śmierć

Z szeroko otwartymi oczami
świat witają
znakiem pokoju




Pogrzeb Miłosza

Jesień dojrzewała przenikliwością słońca
co z ciemnych obłoków rozświetla liście
płaskie cienie zebranych na Rynku ostrzy
gołębie na jego obrzeżach nie są dziś głodne
cicho i godnie podrywają się do lotu
nie słychać nawoływań handlarzy -
ludzie z głośników słuchają mszy żałobnej
na telebimach rozpoznają rodzinę poety
polityków co potem na tę okoliczność
będą przy zmarłym usiłowali wydobyć
swą obecność oraz inne słowa
i przez ułamek chwili będą nieśmiertelni -

Teraz wszyscy słuchają homilii o drodze
długiej i znaczonej bolesnymi wyborami
wraz z rowerzystą z plecakiem i w czapce
ze ślepym żebrakiem i jego psem
z grajkiem ulicznym trzymającym skrzypce
z namaszczeniem jakby to była hostia
wraz z towarzystwem przy kawie i ciastkach
w ogródku kawiarnianym przy kościele
któremu przewodzi dama w kapeluszu
z epoki słomek i kolorowych wstążek

Przy Mickiewiczu zobaczyłem swego ojca
który - wiem dobrze - znał Adama
ale nie znał Czesława ani jego wierszy
więc przed powitaniem go w niebie
zszedł z zaświatów zbadać sytuację  -
tak na wszelki wypadek
jego to przecież pokolenie i człowiek z Litwy

Czy zrobi nam pan właśnie tutaj zdjęcie -
dosięga mnie raptem ciche pytanie
trzymającej się za ręce pary zakochanych -
chcą upamiętnić swą miłość w Krakowie
bez względu na odejście poety

Kiedy wolno ulicami miasta ruszył kondukt
byłem kryształem powietrza w nozdrzach idących
kostką jezdni pod ich stopami na Grodzkiej
przy Paulinów klasztorze listkiem na drzewie

27 sierpnia 2004





Mój Anioł Stróż

Mój Anioł Stróż ze mną bywa
zawsze i wszędzie -
gdy w deszczu moknę
zostawia mi jedną suchą nitkę
na gwarnej plaży pozwala być
wesołym cieniem
puch kładzie w miejscu upadków
do ran przykłada bandaże
z zapomnienia
pozwala żyć gdy bardzo boli
gdy słońce się ściemnia
nie śpi kiedy - zdawałoby się -
jest beztrosko i bezpiecznie

Mój Anioł Stróż strzeże mnie
niczym niezmordowana niania
niesforne dziecko
przed samym sobą -
bym się nie zagubił za dnia

Mój Anioł Stróż zmęczony jest
ilością potknięć moich
dlatego czyni co w jego mocy
bym przeżył o jedną chwilę więcej -

Pragnie bym był lepszy


MACIEJ MELECKI

 

 

 

 

 

 

 

Maciej Melecki ur. w 1969 r. Autor trzech arkuszy wierszy: Zachodzenie za siebie (1993), Dalsze zajścia (1998), Panoramix (2001) i tomów wierszy: Te sprawy (1995), Niebezpiecznie blisko (1996), Zimni ogrodnicy (1999), Przypadki i odmiany (2001), Bermudzkie historie ( 2005 ). Wiersze publikował we wszystkich ważnych pismach literackich kraju ( m. in.: Twórczość, Kresy, Odra, Nowy Nurt, Akcent, Studium, Czas Kultury, Tygodnik Powszechny ) oraz w antologiach poetyckich: Inny świt (1994), Macie swoich poetów (1996 i 1997), Długie pożegnanie (1997), Antologia współczesnej poezji polskiej (2000), 14. 44 (2000), Martwe punkty ( 2004), Altered State. New Polish Poetry ( ARC PUBLICATIONS, Wielka Brytania, 2003 ), Vingt – quatre poe`tes polonais ( Traduits par Georges Lisowski, Editions du Murmure, Francja, 2003 ).
Współautor scenariuszy filmowych: WOJACZEK (1997) AUTSAJDER (2000), DZIEŃ OSZUSTA (2000) Erwin ze Śląska ( 2003 ). Redaktor tomu niepublikowanych wcześniej wierszy Rafała Wojaczka, Reszta krwi ( 1999 ) i współredaktor tomu krytyczno – wspomnieniowego Który jest. Rafał Wojaczek w oczach przyjaciół, krytyków i badaczy ( 2001 ). Wiersze jego tłumaczone były na języki: angielski, niemiecki, słowacki, francuski, słoweński. Uczestnik Międzynarodowego Festiwalu Literackiego VILENICA` 2002 ( Słowenia ). Sekretarz Arkadii – pisma katastroficznego. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Pracuje w Instytucie Mikołowskim. Mieszka w Mikołowie.
cytat za: http://www.literackie.pl/

 

WSPÓLNA FIKCJA

Nie jesteś przez to bynajmniej czystszy, zakończony jak haczyk 
W czyjejś pamięci, bo nie jesteś jeszcze gotów, by scalić 
Ten fragment i uczynić zeń wzór. Przytrafiła nam się schadzka, 
Coś ciepłego i łaskoczącego niby włócznia, byliśmy 
Przy tym radzi, pozbawieni recepty na jeszcze lepsze życia, 

Ale za to pełni niestrawności i jeszcze większej od 
Poniechanej reszty wiary w naprawę skrzypiącej ośki 
Losu, bo takim chciano mnie zobaczyć, jak przed owym 
Kursem, z zapałką w dłoni, na chwilę przed syczącym 
Zgaszeniem. No i ten cichoszary mrok położony na 

Brwiach szpachelką oddechu, odbity w ustach przez 
Włożone tam lusterko. Stożek tego smutku przechodzi z rąk do 
Rąk, mają go już wszyscy, amatorsko gotowi na jeszcze jeden 
Skok w delikatnie rozchylający się strąk małomiasteczkowej 
Wiosny, i nie wiadomo kiedy wciągnie go lejek horyzontu. 

Będę się przy tobie upierał, i ani mi się rusz, to nie słońce położy 
Ci pierwszą dzienną szadź, to nie waga, na której stajesz, odbierze 
Ci gram humorzastej aury, gdyż będę się pilnował przed 
Wejściem na czubek twojej ostatniej gamy, opuszczając jeszcze 
Bardziej barwę głosu, odpowiadając przydrożnej stokrotce 

Większym pochyleniem, w tym antrakcie kulistego zawieszenia, 
Kiedy piorun nie może w nic trafić, a ziemia mogąc uciec 
Spod nóg, ucieka w głąb ciebie. Znajdą cię przykucniętego w 
Nasłuchu, przyszpilonego odruchem wyjazdu, w dziurce od klucza. 




 

MAGDALENA MOLL

 

Magdalena Moll (ur. 1981) Jej twórczość to werbalna rejestracja chwil, czasem refleksja nad rzeczywistością okraszona zabawą słowami. Debiutancki tomik „Słowa niedomknięte” ukazał się w 2000 roku. Publikowała w prasie regionalnej: „Korso”, „Wizjer regionalny”, „Ikona” oraz m.in. w „Cogito”, „Akancie”. Brała udział w „Wolnej Trybunie Poetyckiej”, jej wiersz wybrano do zbioru pt. „Anna Dymna i Wolna Trybuna Poetycka” (2003). Jest laureatką konkursów poetyckich, m.in. Konkursu Poetów Ziemi Mieleckiej, III i IV Tarnogórskiego Konkursu Poetyckiego, Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Z literą na ty”, Konkursu im. Małgorzaty Szułczyńskiej. Uczestniczyła w literackiej audycji Radia Alfa. Jej pasją są podróże i herbata, poznawanie ludzi, śpiew, taniec i góry.

 

Kuflu…

kuflu piwa
w podziemnej knajpie
pachnącej skórą
Wawelskiego Smoka
otwórz me Bramy
Floriańskie
na oścież
gołębie zaproś
zacznie się spektakl
wstęp
za jeden ukłon w kierunku Jagiellonów

kuflu piwa
baryłczasty księżycu
szeptaj korzennym smakiem
te legendy
te baśnie
śpiewaj na Grodzkiej
rockowe ballady
głośno do dreszczy
wyśmiej białą twarzą
obłudne gesty
powiedz które kupić sukno
kuflu piwa przy
Krakowskim Rynku
stepujący między galeriami
pokaż mi Kraków
ten żywy i młody
gorący i stary
Kraków artystów
Kraków żydowski
Kraków codzienny
Kraków zaspany

tylko nie zawróć mi w głowie
ani ty kuflu
ani ty Krakowie

 

15 II 2005

dziewczynka
chce jak Piotruś Pan
nie dorosnąć nigdy
wierzyć we wróżki
nie rozumieć czasu
Kobieta
z miłością bierze ją na kolana
i opowiada bajki
o groźnych piratach
o Calineczce
co mieszka w tulipanie
dziewczynka
kładzie główkę na miękkich piersiach Kobiety
zostawiając swe troski
przenika do krainy snu
Dziewczynka
budzi się Po Drugiej Stronie Lustra
i z Piotrusiem Panem
uczy się latania
Po Drugiej Stronie Lustra
żyją motyle
mają skrzydełka ze spełnionych fantazji
kwiaty są uśmiechami rodziców
a gwiazdy tysiącami ich pocałunków
mieszkają tu bohaterowie zmyślanek- dobranocek
i towarzysze wypraw do indiańskich wiosek
Po Drugiej Stronie Lustra
jest dobrze
zamiast czasu
płynie tu rzeka
gdzie pluskają się radośni mieszkańcy Raju
króluje Matka-Wyobraźnia
ożywia dobre myśli
jeśli tylko
ma pod ręką dostatecznie dużo wróżek
by sprawnie zajęły się szczegółami
Po Drugiej Stronie Lustra
czas nie istnieje
nie trzeba go rozumieć
i zawsze jest dzisiaj wczoraj i jutro
Dziewczynka
chce zostać Po Drugiej Stronie Lustra
i stąd w odbiciu przychodzić do Kobiety
mówić jej kto jest nad rzeką
i czasami
pokazać jak się lata

 

27 I 2007
Boję się burzy
wicher jest zbyt duży
nie wiem co się dzieje
mam nadzieję
że to tylko wieje
Czuję – w mojej duszy
wicher coś poruszył
rozwiał złudzenia
ulotne wrażenia
szepnął
„Żyj.
Zostaw wspomnienia.”
Boję się burzy
sztorm jest zbyt duży
czuję – w tkankach ciała
siła fal wezbrała
rozszalała
się we mnie
wichura
która
lęk
chce
by pękł
by teraz umarł
natura
żywiołu
by panowała
by mnie ze mną samą
oswajała
by nad strachem nikt nie dumał

burza się burzy
wichura wichurzy
W tej aurze
szczęśliwie
można się
zadurzyć?

 

JERZY MAMCARZ

na ustach fortepianu

przesyłam Pani siedem czerwonych róż
na ustach fortepianu
układając przestrzeń
płatkami
kolorowych dźwięków
wypuszczając pogodne latawce
wspomnień
by ocalić Ciebie
przesyłam Pani siedem czerwonych róż
przywołując
ciepło Twoich
przyodzianych w aksamity słów
by ocalić siebie

dopadło mnie

wczoraj wieczorem
dopadło mnie
zamyślenie
– na bliżej nieokreślony temat

dzisiaj wieczorem
dopadło mnie
zadumanie
– na ten sam temat

jutro
co będzie jutro?
– boję się
że nadciąga
apatia

 

Efemeryda

Siedzisz tu jeszcze, już prawie świta
codzienność, płynna dieta
jaka ci jeszcze równia pochyła
co przegapiłeś, u licha
Egzamin chwili zdałeś niejeden
pomysłów nie brakło na życie
a mimo wszystko tylko wciąż trwałeś
oszukany przez własne odbicie
Może już miałeś swoje pięć minut
rozumiem, ta myśl wciąż nurtuje
lecz gdy się zagra, tak sobie, bez trudu
to powiedz, co wtedy się czuje?
Choć czasem przemknie, ledwo uchwytna
Efemeryda spóźnionych słów
To ją utopisz, jak dziś o świcie
Dlaczego tak jest? – mów